Reklama

Abp Migliore w Szczecinie: przygotowywanie nominacji to nie biurokracja, ale proces rozeznawania

2014-12-20 12:58

awo / Szczecin / KAI

Jarosław Futoma

Ta praca nigdy nie jest dla mnie biurokracją, traktuję ją jako proces rozeznawania – powiedział dziś w Szczecinie nuncjusz apostolski w Polsce o procesie przygotowywania nominacji biskupich. Nowemu biskupowi pomocniczemu archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, któremu abp Celestino Migliore udzielił sakry biskupiej, życzył, aby był jak biblijny kapłan Heli, który uczy wrażliwości na głos Boga.

Poniżej pełny tekst homilii abp. Celestino Migliore:

Chętnie przyjąłem zaproszenie arcybiskupa Andrzeja Dzięgi do przewodniczenia liturgii święceń biskupich nowego biskupa pomocniczego archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, księdza prałata Henryka Wejmana.

Jak wiadomo, proces poprzedzający nominację biskupią jest koordynowany przez nuncjaturę apostolską. Trzeba wysłuchać wiele osób, trzeba przeczytać wiele opinii. Czasami kandydatów już znam osobiście, ale niekiedy poznaję ich dopiero przez wyrażane o nich opinie. Ta praca nigdy nie jest dla mnie biurokracją. Zawsze traktuję ją jako proces rozeznawania, który sprawia, że kandydaci stają się dla mnie osobami żywymi, realnymi, bliskimi, bratnimi. Słuchanie czy czytanie tych wszystkich rekomendacji, opatrzonych czasami również uwagami krytycznymi czy wątpliwościami, które są częścią naszej ludzkiej kondycji, buduje relację szacunku, życzliwości i braterstwa z kandydatami. Stałym wyznacznikiem tej pracy jest uczucie wdzięczności względem Boga, że nie pozwala, aby Kościołowi w Polsce brakowało bardzo dobrych kapłanów, mających solidne przygotowanie ludzkie i intelektualne, z przekonaniem zakotwiczonych w wierze, nadziei i miłości Chrystusowej.

Reklama

Podczas pracy nad każdą nominacją biskupią słyszę w sercu i powtarzam w myśli wobec Boga wyznanie radości i nadziei, wypowiedziane głośno przez papieża Benedykta XVI na początku jego pontyfikatu: Kościół jest żywy, Kościół jest młody!

Drogi biskupie Henryku, w tak intensywnej duchowo chwili, jaką jest sakra biskupia, widzi się z większą jasnością i wdzięcznością dzieło wielu osób i środowisk, które pozwoliło Ci na dojrzewanie do pełni kapłaństwa. Wdzięczność rozpościera się na biskupów i prezbiterium, do którego zostałeś włączony oraz na liczne osoby, które towarzyszą Ci na kapłańskiej drodze. W dużej części również na rodzinę, która Cię przyjęła i wśród której wzrastałeś: myślę o Twoich pracowitych i prawych rodzicach; Twój ojciec patrzy na nas dziś już z wysokości nieba; myślę o Twoich krewnych, a szczególnie o Twoim bracie, księdzu Grzegorzu.

Wezwanie Ciebie do posługi biskupiej nastąpiło na początku trzeciego tysiąclecia; św. Jan Paweł II przewidywał, że będzie to czas głodu i poszukiwania Boga oraz wspólnoty kościelnej, jako miejsca, w którym Bóg się objawia.

Sakra biskupia czyni z ciebie dziś straż poranną, która wyczekuje, rozpoznaje i ogłasza Boga. Hałaśliwość kultury i środowiska życia sprawia, że dziś dość trudno rozpoznać obecność Boga i usłyszeć Jego głos z oddali. Coraz więcej jest dziś ludzi, jak Samuel z pierwszego czytania. Za to jest coraz mniej ludzi, jak Heli; ludzi zażyłych w sprawach Bożych, potrafiących być poranną strażą i usłyszeć nawet najbardziej ciche poruszenie Boga; coraz mniej ludzi, którzy jak Heli potrafiliby towarzyszyć dzisiejszym Samuelom w rozpoznawaniu Bożego wołania, uczyliby ich wrażliwości na głos Boga i byli gotowi brać sobie go do serca.

Posługa biskupia jest skarbem, który Bóg Tobie powierza, abyś Ty – z pomnożoną nadzieją i odnowioną pasją – podjął się roli współczesnego Helego; abyś oddał się na służbę tych, co szukają Boga i nadsłuchują jego głosu, i pragną żyć w komunii z Nim i Jego Kościołem.

Sprostanie dziś temu wymaganiu i elementarnej misji Kościoła oznacza pokazywanie uroku osoby Jezusa, atrakcyjności i efektywności Jego słów, Ewangelii. Myślę, że wybór twojego zawołania biskupiego: Servire Deo misericordiae – służyć Bogu miłosierdzia, tak właśnie ukierunkowuje twoją nową posługę w Kościele szczecińsko-kamieńskim.

Żeby użyć obrazu z ojców Kościoła: oznacza to konieczność stania się jak Księżyc, który odbija światło Słońca, którym jest Jezus. Wiele wymiarów współczesnego świata prowadzi nas do mówienia o „zaćmieniu” Boga w historii. Zaćmienie jest wtedy, gdy Księżyc zamiast odbijać światło słoneczne w kierunku Ziemi, wciska się między Słońce i Ziemię. Powoduje wtedy ciemność, brak widoczności, duże zamieszanie. W tej ciemności, która przesłania każde światło, nic już nie widać, ani Słońca, ani Ziemi, ani Księżyca. Człowiek może zaćmić Boga nie tylko przez popełnione zło, ale także z powodu zaniechania działania albo przez dobro źle uczynione.

Papież Franciszek, który powołał Cię do posługi biskupiej, bardzo dziś podkreśla potrzebę solidnej duchowości biskupa i kapłana diecezjalnego. Latem tego roku jasno mówił o tym w Casercie, podczas swojej wizyty w tamtej diecezji.

Na pytanie: „gdzie jest sedno duchowości kapłana diecezjalnego?”, papież odpowiedział tak: „jest nim zdolność otwierania się na rzeczywistość diecezji, czyli zdolność posiadania dobrego kontaktu z biskupem i dobrych relacji z pozostałymi kapłanami”.

Tak więc kapłan diecezjalny realizuje się w relacji do biskupa: jest to rzecz konieczna, która ciągle winna być aktualizowana i pogłębiana.

Na drugim miejscu, rzeczywistość diecezjalna wymaga relacji z innymi kapłanami, z całym prezbiterium diecezji. Nie ma duchowości kapłana diecezjalnego bez tych dwóch relacji: z biskupem i z prezbiterium.

Święty papież Jan Paweł II, mówiąc do świeżo wyświęconych biskupów, podkreślił konieczność duchowej troski, jaką każdy biskup winien mieć wobec wszystkich, a na pierwszym miejscu wobec swoich kapłanów.

W dniu święceń kapłańskich – mówił wówczas – kapłan wkłada swe dłonie w ręce biskupa, przyrzekając mu synowskie oddanie i posłuszeństwo. Na pierwszy rzut oka ten gest wydaje się być jednokierunkowy. W rzeczywistości jednak ten gest zobowiązuje ich obu: kapłana i biskupa. Ze swej strony młody kapłan decyduje się zawierzyć biskupowi, a ten ze swej strony zobowiązuje się strzec tych dłoni. W ten sposób biskup staje się odpowiedzialny za los tych dłoni, które przyjmuje w swoje ręce. Kapłan musi czuć, zwłaszcza w chwilach trudności czy samotności, że jego dłonie są mocno trzymane w rękach biskupa.

Życzymy ci, abyś umiał na nowo odczytywać wrażliwość i umiejętność rozeznawania biblijnego kapłana Helego; abyś jak Księżyc umiał odbijać światło prawdziwego Słońca, którym jest Chrystus; abyś był biskupem, który każdego dnia czuje dłonie kapłanów w swoich rękach i dlatego nie szczędzi ani czasu, ani sił, aby wspierać swoich współbraci tak, aby byli oni zadowolonymi entuzjastami swego kapłaństwa.

ZOBACZ GALERIĘ FOTO
Tagi:
bp Henryk Wejman

Zmarła matka ks. p. Henryka Wejmana i ks. kan. Grzegorza Wejmana

2017-06-23 20:22

Ks. Sławomir Zyga

Z żalem, ale i z nadzieją wypływającą z wiary w zmartwychwstanie naszego Pana Jezusa Chrystusa informujemy, że 22 czerwca 2017 r., w wieku 83 lat, zmarła Leonarda Wejman, matka Księdza Biskupa prof. Henryka Wejmana, biskupa pomocniczego Archidiecezji Szczecińsko-Kamieńskiej, oraz Księdza Kanonika dr. hab. Grzegorza Wejmana, profesora i wykładowcy Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Szczecińskiego.

Graziako

Uroczystości pogrzebowe odbędą się w kościele pw. Świętej Trójcy w Suliszewie, we wtorek, 27 czerwca br., wg następującego porządku:

- godz. 11:00 – wystawienie trumny z ciałem Zmarłej i modlitwa różańcowa;

- godz. 11:30 – Liturgia Godzin za zmarłych;

- godz. 12:00 – Msza św. pogrzebowa;

- po Mszy św. złożenie ciała Zmarłej na cmentarzu w Suliszewie.

Polecajmy śp. Leonardę Wejman Bożemu Miłosierdziu

in Christo
ks. Sławomir Zyga
kanclerz Kurii

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Paryż: brakuje funduszy na utrzymanie kościołów?

2019-04-21 18:26

azr (KAI/Le Figaro) / Paryż

Po tragicznym pożarze katedry Notre-Dame w Paryżu, głos zabierają kolejni duchowni i opiekunowie paryskich kościołów, którzy alarmują o niedostatecznej pomocy ze strony władz miasta i braku dostatecznej opieki nad zabytkowymi świątyniami.

JANUSZ ROSIKOŃ/ROSIKON PRESS
Katedra Notre Dame w Paryżu jest perłą architektury gotyckiej

Choć wspólny komunikat paryskiego merostwa i archidiecezji, wydany 18 kwietnia, podkreślał duże znaczenie świątyń katolickich w przestrzeni miejskiej, w tym samym czasie pojawiały się głosy upominające się o środki i zaangażowanie niezbędne do utrzymania i remontów świątyń. Zaledwie kilka dni wcześniej proboszcz parafii świętych Ludwika i Pawła w paryskiej dzielnicy Marais ks. Pierre Vivarès, przypominał w mediach, że miasto przeznacza na kościoły zbyt mało środków.

"Jesteśmy bardzo spóźnieni. Rozdział Kościoła od państwa miał miejsce w 1905 r. (...) A dopiero na początku lat 70. zaczęto mówić o tym, że być może należałoby zacząć coś robić. Jednak nie odblokowano odpowiednich środków (...) Anne Hidalgo przegłosowała 70 mln euro rocznie na wsparcie kościołów, to jest 10 mln rocznie, czyli nic" - mówił kapłan na antenie Francetvinfo.fr.

Krytycznie o decyzjach władz miasta wypowiada się także historyk sztuki Jérôme Delaplanche, który w wypowiedzi dla portalu 20minutes.fr mówił, że "kościoły Paryża nie są konserwowane, zawalają się".

Jak wyjaśnia francuski dziennik "Le Figaro", na mocy rozdziału Kościoła od państwa we Francji, we władaniu władz Paryża pozostaje 96 miejsc kultu, w tym 85 kościołów katolickich, spośród których 43 są sklasyfikowane jako zabytki i na utrzymanie których mogą być przydzielone subwencje państwowe. W 2014 r. Anne Hidalgo zatwierdziła plan odbudowy zabytków na lata 2015-2020, którego budżet opiewa na 80 mln, co - jak wyjaśniają władze miasta i archidiecezji - jest dużą kwotą w porównaniu z przeszłością. W jej pozyskaniu pomogła zresztą powołana z inicjatywy diecezji paryskiej fundacja Avenir du Patrimoine à Paris.

Oprócz środków z funduszy miejskich, na renowację paryskich kościołów przeznaczono także 11 mln euro z budżetu państwa i co najmniej drugie tyle z tytułu mecenatów. Jak podkreślają specjaliści i opiekunowie świątyń, te kwoty, to stanowczo za mało. Według francuskiego Obserwatorium Dziedzictwa Religijnego, potrzeba pilnie co najmniej 500 mln euro, by ratować niszczejące zabytki, tym bardziej, że wiele z nich budowano bądź restaurowano w XIX w. przy użyciu złej jakości materiałów, które wymagają natychmiastowej wymiany.

Jak mówi w rozmowie z "Le Figaro" Claire Danielli z tegoż Obserwatorium, prace remontowe w paryskich kościołach często ograniczają się jedynie do zewnętrznej części budowli i przypominają "naklejanie plastra" na najcenniejsze zabytki architektury.

"Te kościoły są pierwszymi muzeami Paryża, do których wejście jest darmowe. Zadowalamy się zewnętrzną renowacją, w celach wizualnych, dla turystów. Tymczasem cześć problemów wiąże się z wilgocią albo zadaszeniem" - wylicza. Alarmuje też, że w stolicy Francji brakuje również kompetentnych ekspertów do kierowania pracami remontowymi w poszczególnych kościołach.

W związku z brakami finansowymi, coraz częściej poszukuje się prywatnych sponsorów i alternatywnych sposobów finansowania niezbędnych remontów. Przykładem jest inicjatywa przeprowadzona w paryskim kościele Saint-Germain-des-Prés: aby odnowić zabytkowy sufit, pokryty malunkami przedstawiającymi rozgwieżdżone sklepienie, parafia zaproponowała turystom, że każdy z nich może wykupić sobie jedną z gwiazd, składając darowiznę na jej odrestaurowanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nie przegap Zmartwychwstałego

2019-04-22 16:09

Agnieszka Bugała

archiwum Niedzieli
William Holman Hunt, Światłość świata, obraz z Muzeum Keble College, Oksford

Dusza zamieniona w ogród

Św. Jan ewangelista bardzo plastycznie opisuje pełne uniesienia chwile, które przeżyła Maria Magdalena w ogrodzie grobu Jezusa: Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli. […] Potem odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: «Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?» Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: «Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę».Jezus rzekł do niej: «Mario!» A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: «Rabbuni», to znaczy: Nauczycielu! (J 20,11-16).

Patrząc na Zmartwychwstałego Maria Magdalena pomyślała: „To ogrodnik”. Czy to przypadek? Oczywiście, nie. Ewangelia Jana pełna jest symboliki. Ogród to również symbol. „A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił” (Rdz 2,8). Zamieszkiwanie człowieka w ogrodzie oznacza harmonię pomiędzy Jahwe a człowiekiem, szanowanie przez człowieka boskich praw, a więc w pewnym stopniu także uczestnictwo w Jego boskim życiu. Motyw ten podkreślony został jeszcze przez wzmiankę o boskim spacerze po rajskim ogrodzie (Rdz 3,8). Również inne teksty Starego Testamentu ukazują ogród jako miejsce związku człowieka z Bogiem. O dolinie nad brzegami Jordanu napisano: „Wtedy Lot, spojrzawszy wokół siebie, spostrzegł, że cała okolica wokół doliny Jordanu aż do Soaru jest bardzo urodzajna, była ona bowiem jak ogród Pana, jak ziemia egipska, zanim Pan nie zniszczył Sodomy i Gomory” (Rdz 13,10).

Jezus ukazuje się po swym zmartwychwstaniu jako Ogrodnik, jakby chciał oschłą i pozbawioną życia duszę zamienić w kwitnący ogród. Scena ta uświadamia czytelnikom, że życie bez Boga jest pustynią - szarą, smutną, bez wody i bez życia. Pustynią, na której nikt nie słyszy wołania człowieka. Pustynią, na której doskwiera samotność. Jezus zmartwychwstał, aby wyschłą i pustą duszę człowieka zamienić w kwitnący i tętniący życiem ogród.

Symbol ogrodu znany jest ze Starego Testamentu. Po grzechu pierwszych rodziców, Bóg wypędził ich z ogrodu Eden, a przy jego bramach postawił na straży aniołów, którzy z mieczami strzegli dostępu do raju. O wschodzie słońca w niedzielę zmartwychwstania aniołowie porzucili swoje miecze. Wskazują na pusty grób Jezusa i obwieszczają, że bramy raju na nowo się otwierają. Wystarczy uznać w Zmartwychwstałym swojego Mistrza, wystarczy za Marią Magdaleną wykrzyknąć „Rabbuni” a życie może stać się jak kwitnący ogród.

Przyszedł, pomimo drzwi zamkniętych

Co jeszcze wydarzyło się tamtego dnia, „pierwszego dnia po szabacie”? Ten sam Jan kontynuuje: Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam” (J 20,19). Zasadnicza linia ukazywania pokoju w Nowym Testamencie zbiega się z ideą Starego Przymierza: pokój jest darem Bożym i obejmuje relację z Bogiem, z ludźmi i własnym „ja”. Jednocześnie jednak wskazuje na Jezusa jako Tego, który zgodnie z zapowiedziami proroków, jest w stanie urzeczywistnić pokój w królestwie Bożym. Chrystus, spełniając starotestamentalne proroctwa, nie tylko przynosi pokój, ale sam jest z nim utożsamiony. Autor listu do Efezjan, w chrystologicznym hymnie stwierdza: „On bowiem jest naszym pokojem” (Ef 2,14). Burząc mur rozdzielający ludzi otwiera drogę do jedności pomiędzy Żydami i poganami. Obraz ten, zaczerpnięty z architektonicznego kształtu świątyni jerozolimskiej, w której dziedziniec pogan oddzielony był murem od wewnętrznej części sanktuarium, służy zilustrowaniu sytuacji chrześcijan, wśród których nie ma już Żyda ani Greka, lecz wszyscy stanowią jedno w Chrystusie. Tak rozumiany Kościół jest nie tylko przestrzenią ludzi pojednanych ze sobą, ale mających zadanie zaprowadzania pokoju w środowisku, w którym żyją. Do spełniania tego zadania uzdalnia apostołów Zmartwychwstały, obdarzając pokojem najpierw ich samych.

Holman Hunt jest autorem obrazu, w którego centrum znajdują się drzwi. Po jednej stronie stoi Jezus, po drugiej człowiek. Z zewnętrznej strony, tam gdzie stoi Jezus, drzwi obrośnięte są bluszczem i nie posiadają klamki. Jezus stuka. Sam nie może nacisnąć klamki. Decyzja, czy wejdzie do środka, czy też nie pozostaje w gestii człowieka. Tylko on może nacisnąć klamkę i otworzyć drzwi przed Jezusem. Taka jest wizja artysty.

Czasem jednak bywa tak, że człowiek sam nie jest w stanie otworzyć drzwi swego serca. Niektórzy zostali zranieni przez życie i zamknęli się w sobie. Zamknęli się na ludzi, na miłość, na przyjaźń, zamknęli się na Boga. Żyją w ciasnej skorupie strachu. Dokładnie jak apostołowie, których „drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami”. Jeśli dziś drzwi czyjegoś serca są zamknięte - z obawy, z lęku, ze strachu - oto dobra nowina: Jezus może przyjść pomimo drzwi zamkniętych. Może wejść w to serce z darem pokoju: „Pokój wam”. I może otworzyć te drzwi od wewnątrz, aby znowu możliwe stało się zaufanie ludziom i Bogu, aby człowiek mógł uwierzyć we własne siły i aby potrafił cieszył się życiem przemienionym przez spotkanie ze Zmartwychwstałym.

Dar otwartych oczu

I może uczynić coś jeszcze. Odkrył to św. Łukasz: „Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali... Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go” (Łk 24,13-31). Doświadczenie uczniów wędrujących do Emaus zawiera ciekawą charakterystykę: de facto ich wędrówka prowadzi z Jerozolimy do Jerozolimy. Spotykamy tu obecny w wielu starożytnych mitach motyw wędrówki o charakterze cyklicznym: wędrowiec wraca do punktu wyjścia ubogacony doświadczeniem drogi. Motyw wędrówki tego typu uważana jest przez niektórych za archetyp obecny w każdym człowieku, stąd możliwy do wyrażenia za pomocą języka mitycznego.

Zmartwychwstały Jezus przychodzi z niezwykłym darem - darem otwartych oczu. Uczniowie pytają: „Czy serce nie pałało w nas, gdy Pisma nam wyjaśniał?” (Łk 24,32). Zachodzące słońce na nowo zabłysło - tym razem w sercach wędrowców, którzy zrozumieli znaczenie dawnych pism natchnionych. Rozmowa z Jezusem sprawia, że zachodzące słońce przynosi światło Jego towarzyszom. Konsekwencja tego odkrycia ujawnia się natychmiast: uczniowie wracają do Jerozolimy, by odnaleźć grupę uczniów. Wspólnota, która miała zostać rozwiązana, scala się na nowo.

Niekiedy życie schodzi nam na marzeniach o tym, czego jeszcze nie mamy lub na opłakiwaniu tego, czego już nie mamy. Tymczasem dziś trzeba mieć oczy otwarte, dziś trzeba dostrzegać dobro i żyć pełnią życia. Przeszłości już nie ma. Nigdy do nas nie wróci. Możemy wyciągnąć z niej mądre wnioski i złożyć z ufnością w ręce Ojca niebieskiego. Przyszłości jeszcze nie ma i nie wiemy, co nam przyniesie. Przyjdzie do nas dopiero wtedy, gdy stanie się teraźniejszością. Liczy się chwila obecna. Liczy się teraz. Teraz trzeba mieć oczy szeroko otwarte, by dostrzegać w życiu to, co dobre, by dostrzegać Zmartwychwstałego w prostych rzeczach. Tak jak uczniowie rozpoznali Go po zwykłym geście łamania chleba.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem