Reklama

Klimatyczna racja stanu

2017-06-12 14:56

Rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 25/2017, str. 36-37

Grzegorz Boguszewski
Paweł Sałek

O domaganiu się tolerancji dla polskiego węgla i polskich możliwościach ochrony klimatu z min. Pawłem Sałkiem – sekretarzem stanu w Ministerstwie Środowiska – rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od Szczytu Ziemi w Rio de Janeiro w 1992 r., na którym 172 rządy przyjęły Ramową konwencję Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu, odbyło się wiele światowych i regionalnych konferencji, powstało wiele specjalnych instytucji, zawarto wiele międzynarodowych porozumień mających przeciwdziałać globalnemu ociepleniu i związanej z nim niekorzystnej zmianie klimatu. Tymczasem okazuje się, że klimat ziemski stale się pogarsza... Mogłoby być gorzej?

MIN. PAWEŁ SAŁEK: – Ważne jest to, że w ogóle możemy dziś mówić o globalnej polityce klimatycznej, której źródłem jest właśnie konwencja klimatyczna przyjęta 25 lat temu w Rio. To była pierwsza tego rodzaju międzynarodowa umowa, w ramach której ludzkość zaczęła w sposób zaangażowany zajmować się nie tylko samą ochroną klimatu, ale zaczęto też mówić o zrównoważonym rozwoju, o poprawie jakości życia, powietrza itd. Uszczegółowieniem tej konwencji był protokół z Kioto, w którym wyznaczono już konkretne cele redukcyjne (dotyczące emisji gazów cieplarnianych) dla poszczególnych państw, w zależności od ich zasobności i stopnia rozwoju przemysłowego. Dla Polski było to 6 proc., a udało nam się w wyznaczonym terminie zmniejszyć emisję o blisko 30 proc.!

– Tymczasem Polska wciąż znajduje się na cenzurowanym z powodu uzależnienia gospodarki od węgla, którego wykorzystanie w energetyce i ciepłownictwie skutkuje zanieczyszczeniem powietrza, zbyt dużą emisją CO2. Czy jako kraj pilnie uczestniczący w konferencjach i porozumieniach międzynarodowych nie znaleźliśmy się jednak w klimatycznej ślepej uliczce?

– Wręcz przeciwnie. Świadczy o tym nasz udział w porozumieniu paryskim z 2015 r., które, według mojej oceny, można uznać za trzeci milowy krok – po konwencji klimatycznej z Rio i protokole z Kioto – w dziedzinie globalnej polityki klimatycznej. Z satysfakcją możemy mówić, że porozumienie paryskie uwzględnia nasz głos i nasze racje. Zapisy tego porozumienia gwarantują, że w dążeniu do jak najszybszego ograniczania emisji gazów cieplarnianych zostaną uwzględnione specyfika i możliwości gospodarek poszczególnych krajów. W przypadku Polski oznacza to przede wszystkim możliwość korzystania z udoskonalonych, czystszych (mniej emisyjnych) technologii węglowych, ale także rozwijanie źródeł energii odnawialnej. Ważne jest dla nas również wzmocnienie uwzględnienia lasów w bilansie zmniejszania CO2 w atmosferze. Lasy są istotnym elementem polityki klimatycznej. W Polsce zajmują one aż 30 proc. powierzchni kraju.

– Na czym polega dzisiejsza wyjątkowo zaostrzona kolizja polskiej polityki klimatycznej z unijną?

– Na tym, że nie zamierzamy rezygnować z węgla jako podstawowego surowca energetycznego. Węgiel kamienny i brunatny są – i chyba długo jeszcze pozostaną – motorem rozwoju polskiej gospodarki. Tymczasem głównym hasłem polityki klimatycznej UE jest radykalna dekarbonizacja. I jest ona już wdrażana przez wiele unijnych krajów, a Komisja Europejska stara się wciąż ten proces zaostrzać, przyspieszać i przede wszystkim w sposób bardzo restrykcyjny egzekwować swoje dyrektywy.

– Mimo porozumienia paryskiego?

– Najwyraźniej tak. Można powiedzieć, że działania w kierunku dekarbonizacji podejmowane przez UE są sprzeczne z zapisami porozumienia paryskiego.

– I niestety, sprzeczne głównie z interesem Polski?

– Tak, bo węgiel to nasza racja stanu, nasze bezpieczeństwo energetyczne i bezpieczeństwo dostaw energii, które – co warto przypominać – jako członek UE mamy przecież zagwarantowane traktatowo.

– Gdy półtora roku temu przejmował Pan Minister schedę po polityce klimatycznej poprzedniej ekipy, zapowiadał Pan ostrą walkę o tę polską klimatyczną rację stanu. Końca tej walki nie widać?

– Nazwałbym tę walkę raczej trudnymi negocjacjami z Komisją Europejską, bo nie chcemy i nie zamierzamy zrezygnować z węgla, który jest naszym największym bogactwem naturalnym i podstawą rozwoju gospodarki. I przy tym przecież nie jesteśmy największym emitentem CO2 w Europie, o co się nas niesłusznie oskarża. Staramy się przekonywać, że chcemy i możemy w uczciwy sposób skutecznie chronić klimat.

– Tyle że argumenty i autorskie pomysły Polski są chyba raczej sceptycznie przyjmowane w europejskich dyskusjach...

– Staramy się być bardzo konkretni. Naszym pomysłem na dobrą ochronę klimatu jest wykorzystanie naturalnych procesów przyrodniczych, czyli sekwestracja (pochłanianie) dwutlenku węgla przez żywe zasoby przyrodnicze. Funkcjonują już przecież jednostki pochłaniania, jest możliwość ich wykorzystywania w rozliczaniu emisji i są one raportowane do konwencji klimatycznej oraz do Komisji Europejskiej. Możemy więc udowodnić, że użytkowanie węgla nie stoi w sprzeczności z ochroną klimatu. Powołujemy się też twardo na globalne porozumienie paryskie, które daje nam możliwość wyboru indywidualnej ścieżki rozwoju, czyli zachowania neutralności klimatycznej. W porozumieniu tym nie ma mowy o dekarbonizacji.

– Jednak Polska jako członek UE musi się podporządkować przede wszystkim unijnym trendom i nakazom...

– Rzeczywiście, w UE obowiązuje trend zmniejszania ilości CO2 w atmosferze wyłącznie przez redukcję emisji z instalacji, czyli głównie przez rezygnację z wykorzystywania paliw kopalnych, co oznacza, że będzie się to odbijać na gospodarkach krajowych, a nawet na całej gospodarce unijnej. A globalne porozumienie paryskie daje poszczególnym krajom możliwość realizacji indywidualnej ścieżki rozwoju i ochrony klimatu.

– Czy jednak to indywidualne podejście do ochrony klimatu nie zaowocuje zwiększeniem emisji gazów cieplarnianych? Czy unijne obiekcje nie są zasadne?

– Moim zdaniem, nie, jeśli zastosujemy odpowiednią inżynierię ekologiczną, czyli intensywne stymulowanie procesów przyrodniczych w celu zwiększenia pochłaniania CO2. A to jest naprawdę realne.

– Czy Pan Minister sądzi, że naprawdę można będzie do tego przekonać panów w Brukseli?

– Chciałbym mieć taką nadzieję. Tymczasem negocjujemy z UE zapisy dotyczące dyrektywy o handlu uprawnieniami do emisji na lata 2020-30, bardzo mocno podnosząc nasze propozycje związane z realizacją porozumienia paryskiego i z bezpieczeństwem energetycznym. Wychodzimy z założenia, że to przede wszystkim ono powinno być teraz realizowane, a nie aż tak wygórowane wewnątrzunijne pomysły, które przeszkadzają w rozwoju krajów takich jak nasz.

– Wiele niezrozumienia i krytyki – nie tylko ze strony „nawiedzonych” ekologów – wywołuje handel uprawnieniami do emisji, który stał się właściwie istotą zarówno globalnej, jak i europejskiej polityki klimatycznej. W swoim czasie był Pan Minister twórcą i pierwszym kierownikiem Krajowego Administratora Systemu Handlu Uprawnieniami do Emisji w Instytucie Ochrony Środowiska – Państwowym Instytucie Badawczym (obecnie jest to Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami– KOBiZE). Proszę więc wytłumaczyć, na czym polega to skomplikowane zjawisko z zakresu ochrony klimatu i ekonomii.

– W skrócie mówiąc, jest to jakiś sposób na to, by w miarę możliwości ograniczyć i utrzymać w ryzach rozmiary ogólnej emisji gazów cieplarnianych do atmosfery (w Europie w systemie handlu uprawnieniami do emisji znalazło się ponad 11 tys. instalacji). Żeby kontrolować emisję, trzeba ją w jakiś sposób mierzyć. Jednostką rozliczeniową przyjmowaną przez prawo zarówno międzynarodowe, jak i unijne jest jedna tona CO2 (według niej przelicza się także emisję innych gazów cieplarnianych, np. metanu, podtlenku azotu). Wszystkie kraje objęte międzynarodowymi umowami klimatycznymi są zobowiązane do stosownej sprawozdawczości, muszą więc mieć do tego odpowiednie instytucje. Stworzony przeze mnie w latach 2005-07 podmiot jest związany nie tylko z handlem emisjami, ale też ze wszystkimi sprawami dotyczącymi emisji gazów cieplarnianych, z całokształtem polityki klimatycznej. Z dumą mogę powiedzieć, że jest to dziś jeden z najlepszych tego rodzaju ośrodków w Europie.

– Na czym konkretnie polegają dziś trudności polsko-unijnych negocjacji w sprawie uprawnień do emisji dla naszych instalacji przemysłowych?

– Przez półtora roku strona polska przedstawiła bardzo wiele inicjatyw – m.in. zorganizowaliśmy cztery duże konferencje dotyczące naszego pomysłu na ochronę klimatu, przygotowaliśmy kilkanaście dokumentów dla partnerów w Unii Europejskiej, na bieżąco bez przerwy odbywamy wizyty i spotkania z przedstawicielami Komisji Europejskiej. Ta dyskusja cały czas, bardzo intensywnie trwa. Niestety, system proponowany nam w tym momencie jest trudny do przyjęcia, przede wszystkim dla naszej energetyki i ciepłownictwa. Cena proponowana za jedną tonę CO2 na poziomie 30 euro jest dla nas nie do przyjęcia – po prostu zabije nasz przemysł.

– Komisja Europejska nie chce tego zrozumieć?

– Niestety, nie przekonuje jej nawet argument, że bezpieczeństwo energetyczne mamy zagwarantowane w traktacie europejskim, a tym bardziej nie przekonują postanowienia porozumienia paryskiego... My jednak trwamy przy swoim stanowisku – uważamy, że nie musimy być aż tacy ambitni w ramach UE, gdyż nasze kontrybucje są już dostatecznie wysokie. Chcielibyśmy, aby w tej Europie, która ma być różnorodna i tolerancyjna, było choć trochę tolerancji dla polskiego węgla, który jest dziś naszym „być albo nie być”. Dyskusja trwa, nie jest łatwo...

– I nie pomagają deklaracje, że Polska zamierza wprowadzać nowe, czyste technologie, tylko potrzeba nam trochę więcej czasu?

– Mimo braku przychylności wciąż udowadniamy, że udział energii odnawialnej w Polsce rośnie, że poprawiamy efektywność energetyczną (oszczędzamy energię), że sukcesywnie następuje modernizacja bloków energetycznych w kierunku zmniejszania emisyjności CO2. I choć z konieczności powoli, to jednak zmieniamy nasz mix energetyczny na korzyść tzw. zielonej energii. W naszych negocjacjach z KE chodzi nie o to, by pobrzękiwać szabelką lub bezkrytycznie godzić się na wygórowane oczekiwania komisji, ale o to by być przede wszystkim zaangażowanym w polskie bezpieczeństwo energetyczne. Dotychczas różne polskie rządy różnie podchodziły do tej kwestii.

– Rząd PiS jest w tej sprawie wyjątkowo nieugięty?

– Po prostu realizujemy polską rację stanu, także w sprawie polityki klimatycznej. Zdajemy sobie sprawę z tego, że skoro jesteśmy członkiem Unii Europejskiej, to od transformacji przemysłu w kierunku lepszej ochrony klimatu nie uciekniemy, ale potrzeba nam na nią więcej czasu.

– Problem polega chyba na tym, Panie Ministrze, że choć wszyscy mówią o pilnej potrzebie zmniejszania emisji, to ona wciąż się zwiększa. Niektórzy straszą, że Ziemia już nie ma czasu... Może najwyższy czas po prostu zacząć się przystosowywać do niekorzystnych zmian klimatu?

– Nie snujmy aż tak katastroficznych wizji! Ale faktem jest, że największy w Europie projekt związany z planami adaptacji do zmian klimatu jest robiony właśnie w Polsce. Bierze w nim udział blisko 60 miast i jest to jedyna inicjatywa w Europie, w której Ministerstwo Środowiska wspiera władze i administrację lokalną, koordynując działania przystosowawcze do skutków zmian klimatu w wielu miastach jednocześnie.

* * *

Paweł Sałek
Absolwent Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Informatyki Politechniki Częstochowskiej, ukończył też International MBA (program prowadzony przez Centre for Management Training), Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego, a także studia podyplomowe w zakresie relacji międzynarodowych i dyplomacji w Instytucie Nauk o Polityce w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu oraz Podyplomowe Międzyuczelniane Studium Oceny i Wyceny Zasobów Przyrodniczych w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego i Szkole Głównej Handlowej.
Jest twórcą i pierwszym kierownikiem Krajowego Administratora Systemu Handlu Uprawnieniami do Emisji w Instytucie Ochrony Środowiska. Obecnie – sekretarz stanu, pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej w Ministerstwie Środowiska

Tagi:
wywiad rozmowa

Prymas Polski: mamy problem z wolnością

2018-07-11 10:58

rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa (KAI)

Mamy w Polsce kłopot z właściwą realizacją wolności, to znaczy twórczym działaniem na rzecz wspólnego dobra - ocenia w rozmowie z KAI abp Wojciech Polak. Prymas Polski wyraził nadzieję, że pozytywnym przemianom w naszym życiu publicznym sprzyjać będzie wrześniowy Zjazd Gnieźnieński, który jest forum otwartej, wolnej dyskusji o teraźniejszości.

Episkopat.news

Abp Wojciech Polak: – Myślę, że Zjazd Gnieźnieński skierowany jest nie tylko do Kościoła. Można mówi, że, owszem, Kościół ma ważną rolę w wychowywaniu ludzi do pełni wolności, do jej dobrego zagospodarowywania, natomiast temat Zjazdu jest szerszy. Dotyczy on realizacji ludzkiej wolności we wszystkich wymiarach, nie tylko w ściśle religijnym (choć ten może być fundamentalny) ale też społecznym i w wymiarze „poszerzonej” ojczyzny, czyli w wymiarze europejskim. Jesteśmy bowiem wezwani do tego, by tę wolność zagospodarować na różnych polach. Stąd też refleksja zjazdowa jest tak polifoniczna. Nie dotyczy tylko jakiegoś jednego, wybranego obszaru, ale jest bardzo szeroka: od zagadnień życia społecznego, kościelnego aż do realizacji wolności w rodzinie, poprzez dialog z drugim człowiekiem, w relacjach sąsiedzkich itp.

KAI: Tegoroczny Zjazd odbędzie się na krótko przed obchodami 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Możemy mieć nadzieję, że spotkanie w Gnieźnie wpłynie na relacje polsko-polskie, byśmy przeżyli tę rocznicę wspólnie i ponad podziałami?
– Mam nadzieję, że Zjazd, który odbędzie się na niecałe dwa miesiące przed centralnymi obchodami niepodległości odegra taką rolę. Trzeba przy tym dodać, że cały bieżący rok obfituje w różne rocznicowe wydarzenia, choćby czerwcowe Święto Dziękczynienia w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie będące dziękczynieniem Kościoła za wolność.
Ale, rzeczywiście, mam nadzieję, że wrześniowy Zjazd może stanowić rodzaj duchowego zaplecza do dobrego przeżywania centralnych obchodów 100-lecia niepodległości.

- Tegoroczny Zjazd to idealna okazja ku temu, by natchnąć polityków do nowego stylu uprawiania polityki. To wydaje się może abstrakcyjne i nieosiągalne, ale przecież aktorzy naszej sceny politycznej odwołują się do chrześcijańskich korzeni Polski i Europy.

- – Myślę, że jest na to duża szansa. Oczywiście, ważniejsze wydaje się to, co wydarzy się pomiędzy uczestnikami zjazdu, a dodajmy, że główni wykładowcy i panelistami są osoby o różnych wrażliwościach społecznych i politycznych. Jeżeli pomimo tego wszyscy oni przyjeżdżają na wydarzenie, na którym odwołujemy się do chrześcijańskiego depozytu wartości, to mam nadzieję, że może to być ważny krok naprzód. Wszyscy liczymy na to, że będzie to twórczy dialog i początek budowy płaszczyzny pojednania, zrozumienia i polsko-polskiego dialogu.
Oczywiście tymi osobami nie są politycy zaangażowani w bieżące działania (choć są wyjątki, np. min. Konrad Szymański). Niewątpliwie natomiast Zjazd podejmie refleksję nad tym, z czego te bieżące działania wyrastają oraz w jakim kierunku prowadzą.

- A czy Zjazd nie powinien stać się miejscem spotkania głównych polskich polityków? Czy nie byłoby szczególna wartością, gdyby właśnie na tym forum mogli podyskutować ze sobą Andrzej Duda i Donald Tusk?

- – Za każdym razem organizatorzy Zjazdów Gnieźnieńskich zabiegają o obecność czołowych polityków i przypomnę, że w Gnieźnie gościło z tej okazji kilku polskich prezydentów. Problem polega na tym, że różne międzynarodowe wydarzenia niekiedy utrudniają politykom możliwość przyjazdu do Gniezna. Na szczęście obecny będzie prezydent Andrzej Duda, który tuż potem leci na forum ONZ, natomiast napięty kalendarz wydarzeń uniemożliwił przybycie Donaldowi Tuskowi.
Niemniej chcę zwrócić uwagę, że i tak będą obecni bardzo ważni przedstawiciele życia społecznego, publicznego, kościelnego. Stąd moja nadzieja, że wydarzenie poprawi relacje społeczne i polityczne w Polsce.

- A dlaczego właściwie te relacje wyglądają dziś tak słabo? Dlaczego, pomimo powoływania się na te same wartości, nasze spory są tak zajadłe i skoncentrowane na pognębieniu przeciwnika?

- – Trudno powiedzieć. Może to sprawa naszych emocji związanych z nazbyt intensywnym przeżywaniem rzeczywistości? Może decyduje to, że każdy ma swoje polityczne interesy? Dlatego nigdy dość zachęt do tego, byśmy odwoływali się do dobra wspólnego i przypominania, że możemy je osiągnąć jedynie poprzez dialog i rozmowę.
Myślę, że także w tym roku rozmowa będzie ciekawa i różnorodna. Oprócz 4 wykładów mamy 7 paneli i aż 22 warsztaty. Spotkania warsztatowe dotyczą bardzo różnych zagadnień i umożliwiają odbywanie prawdziwego dialogu a nie tylko teoretyzowanie na jego temat. To jest konkret. Tyle możemy i powinniśmy robić.
Zjazd Gnieźnieński nie pretenduje do tego, by być jedyną płaszczyzną dialogu Polaków, ale niewątpliwie pozostaje ważną okolicznością do wykorzystania: zarówno z uwagi na sporą już tradycję oraz starania organizatorów, by ich tematyka bardzo mocno wpisywała się w rzeczywistość, w której żyjemy. To jest otwarta, wolna dyskusja o teraźniejszości. Może w niej wziąć udział każdy i poczuć się czynnym współgospodarzem tego wydarzenia. Liczę na to, że Zjazd będzie prawdziwy dialogiem, że każdy będzie mógł wejść w interakcję i wypowiedzieć własne oczekiwania, niepokoje i nadzieje.

- Czy my, Polacy, mamy kłopot z zagospodarowaniem wolności?

- – Tak, mamy kłopot z jej twórczą realizacją. Bo wszystko zależy od tego, co będziemy rozumieć pod pojęciem wolności: czy wolność to tylko brak ograniczeń i poczucie, że nikt nas nie naciska czy też rozumiemy ją jako twórcze działanie na rzecz wspólnego dobra. Z tym drugim, właściwym rozumieniem wolności, mamy problem. Nie zawsze mamy świadomość, że moja wolność realizuje się zawsze w odniesieniu do innych. Nikt nie jest wolny dlatego, że jest jednostką odizolowaną od innych, ale że współtworzy rzeczywistość, w której żyje. I z tym mamy problem. Potrzebujemy namysłu i odwagi do twórczego realizowania wolności. A także zdolności do dialogu i przekonywania siebie nazwaniem do szukania i wytyczania czy odczytywania najlepszych dróg prowadzących nas do wspólnego dobra. Myślę, że jest to bardzo poważne zadanie.

- Czy dostrzega Ksiądz Prymas wpływ dotychczasowych Zjazdów na polską przestrzeń publiczną, a więc rzeczywistość szerszą niż Kościół?

- – Wydaje mi się, że ważniejsze od oddziaływania na przestrzeń publiczną jest zmiana ludzi. Na Zjazd przyjeżdża wiele osób chcących się podzielić swoimi doświadczeniami i poglądami. Największą wartością tych zgromadzeń jest to, że kształtują świadomość i mentalność. Jeżeli ludzie będą wyjeżdżać ze Zjazdów Gnieźnieńskich z większą świadomością, z większym zaangażowaniem i przekonaniem do realizowania wartościowych idei i pomysłów, to także nasza przestrzeń publiczna będzie stopniowo zmieniać się na lepsze.
*** XI Zjazd Gnieźnieński odbędzie się w dniach 21-23 września pod hasłem "Europa ludzi wolnych. Inspirująca moc chrześcijaństwa".
Zjazdy Gnieźnieńskie organizuje metropolita gnieźnieński Prymas Polski wraz z Fundacją św. Wojciecha Adalberta i kilkunastoma polskimi organizacjami katolickimi i chrześcijańskimi. Ich obecna formuła, realizowana w formie chrześcijańskich kongresów, jest odpowiedzią na apel św. Jana Pawła II z Gniezna (1997), aby Europa była wspólnotą ducha.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Japonia: Kościół pomaga ofiarom powodzi

2018-07-14 18:46

o.pj (KAI Tokio) / Tokio

W związku z trwającymi od 7 lipca opadami deszczu i powodziami w zachodniej Japonii, które pochłonęły życie już ponad 200 ofiar i spowodowały olbrzymie straty materialne, arcybiskup tokijski Tarcisio Isao Kikuchi wysłał do wszystkich kościołów komunikat informujący, że Caritas Japonia otworzyła specjalne konto w celu zbierania funduszy na pomoc ofiarom „zmasowanych opadów”.

conner395 / Foter.com / CC BY

Według informacji zamieszczonych w najnowszym wydaniu tygodnika katolickiego „Katorikku Shimbun”, Caritas zbiera informacje, w jaki sposób można najlepiej pomóc poszkodowanym, zwłaszcza z prefektur Hiroszima i Okayama.

Z kolei dzisiejszy „The Japan Times” donosi o paradoksalnym braku wody pitnej na terenach objętych katastrofą, gdzie temperatura sięga codziennie powyżej 30 stopni Celsjusza. Poprzerywane są rury kanalizacyjne, tworzą się wysypiska śmieci, a w centrach ewakuacyjnych, w których żyje ponad 7000 ludzi, brakuje m.in. przenośnych toalet.

Organizowana jest pomoc wolontariuszy oraz otwierane są nowe konta, takie jak Caritas Japonii, poprzez które będzie można pomóc ofiarom powodzi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Papież zachęca do czytania Ewangelii przez pięć minut dziennie

2018-07-15 18:07

pb / Watykan (KAI)

Do czytana Ewangelii przez pięć minut dziennie zachęcił papież Franciszek w swoim dzisiejszym wpisie na Twitterze.

Paweł Wysoki

Spróbuj czytać Ewangelię co najmniej pięć minut dziennie. Zobaczysz, że zmieni to twoje życie - napisał Ojciec Święty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem