Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Okienko poza szary świat

2017-06-13 11:34


Edycja sandomierska 25/2017, str. 4-5

Archiwum świetlicy terapeutycznej w Tarnobrzegu

Przy parafii pw. Chrystusa Króla w Tarnobrzegu działa świetlica socjoterapeutyczna dla dzieci w wieku 7-15 lat. To miejsce, gdzie do nich – poprzez zaangażowanie tworzących ją osób – przez szare chmury codzienności przebija się słońce. Właśnie zakończył się rok szkolny, ale ona nie kończy swojej działalności. O planach świetlicy na lato z Tomaszem Skulskim, jej przewodniczącym, rozmawia Barbara Kubicka

BARBARA KUBICKA: – Jakie były początki Pana pracy w świetlicy?

TOMASZ SKULSKI: – To była jesień 2009 r. Wtedy przewodniczącą Parafialnego Zespołu Caritas była dziś już nieżyjąca Anna Polczak. Zajmowała się m.in. dystrybucją artykułów spożywczych wśród najuboższych mieszkańców. Pani Ania miała starego golfa i raz na jakiś czas widziałem, jak pakowała do niego pudła z żywnością dla tych, którzy z powodu choroby nie byli sami w stanie po nią przyjść. Któregoś razu zaproponowałem, że jej pomogę te pudełka porozwozić, potem zrobiłem to kolejny raz, a później to już zostałem na stałe. O świetlicy wtedy nie myślałem: pracowało w niej prężnie 5 osób i wydawało się, że taka sytuacja będzie niezmienna. Jakiś czas po śmierci Ani w 2010 r. i po tym, jak wybrano mnie nowym przewodniczącym PZC, tak wyszło, że a to ktoś odszedł na emeryturę, a to kogoś Pan Bóg powołał do siebie i w konsekwencji istnienie świetlicy stanęło pod dużym znakiem zapytania. Wtedy wspólnie z ks.proboszczem Adamem Markiem oraz dyrektorem Caritas Sandomierskiej ks. Bogusławem Pituchą znaleźliśmy rozwiązanie i pojawiły się nowe wychowawczynie. Taka była potrzeba, żeby wejść głębiej w obowiązki związane ze świetlicą, np. musiałem opanować księgowość, żeby dokumentacja była prowadzona tak jak trzeba, całą logistykę związaną z zaopatrzeniem świetlicy w niezbędne wyposażenie, planowanie drobnych napraw i remontów. Obowiązków stopniowo przybywało i tak – nim się obejrzałem – już byłem w nią całkowicie zaangażowany. Cały czas, równolegle ze świetlicą, działamy charytatywnie wśród najuboższych mieszkańców parafii, odwiedzamy chorych. Pracy nam nie brakuje. Teraz już od lat funkcjonujemy w zespole, który wzajemnie się uzupełnia: Barbara Wieczorek wkłada swoje serce w przyrządzanie dzieciakom smakołyków, a Agnieszka Prokop i Iwona Grębowiec – w organizowanie dzieciom czasu i pomoc w nauce.

– Pracuje Pan zawodowo, jest Pan jednym z Rycerzy Kolumba, pełni Pan odpowiedzialne funkcje w parafii, ma Pan swoje życie osobiste, a na dodatek jest Pan wolontariuszem w świetlicy, który zajmuje się całą logistyką. Jak Pan łączy te wszystkie obowiązki?

– Na szczęście jakoś to się udaje (śmiech). Dobrze, że część rzeczy związanych z zakupami można załatwić przez Internet czy telefonicznie. Praca w świetlicy to głównie popołudnia. Co trzeba w niej zrobić, to się robi. Na przykład teraz mamy już na uwadze kolonie letnie. Wiemy już, że otrzymaliśmy z Urzędu Miasta dotację m.in. na ten cel, więc trzeba będzie zorganizować spotkanie, trzeba będzie zebrać dodatkowe pieniądze od rodziców, wysłać dzieci na kolonie, a potem ze wszystkiego się rozliczyć. Trzeba powiedzieć, że od samego początku możemy liczyć na pomoc Miasta i gdyby nie ona oraz życzliwość kolejnych włodarzy, to nie byłaby możliwa działalność naszej świetlicy. Bez tego dzisiaj, pani Barbaro, byłoby trudno. Można mieć gorące serce, mnóstwo pomysłów, a jak się zwyczajnie nie ma pieniędzy, to niewiele można zdziałać. A potrzeby są duże: należy dzieciom zapewnić posiłek, często ciepły, trzeba opłacić media, dostarczyć towar i zorganizować warunki ich pracy na świetlicy, a więc trzeba ją zaopatrzyć w artykuły biurowe, papiernicze, dydaktyczne, sportowe i rozrywkowe, np. gry planszowe. Słowem, trzeba dzieciom urozmaicić czas, który tu spędzają. I to jest dobre dla nich, że nie czują monotonii.

– Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Wracając do kolonii: dokąd jedziecie, jakie są plany na lato?

– Zwykle korzystamy z ośrodków Caritas Diecezji Sandomierskiej i to są kolonie w Mszanie Dolnej, ale w tym roku będzie to Lubomierz. Jeszcze dokładny termin nie jest ustalony, ale wiemy, że będą to dwa tygodnie sierpnia. W sumie wyjedzie 40 dzieci, nie tylko z naszej parafii. Zawsze na spotkaniu z rodzicami podkreślamy, że kolonie są organizowane przez parafię i na pierwszym miejscu jest codzienna Msza św., modlitwa przed i po posiłku. Jest to zatem wypoczynek dzieci, ale taki w duchu katolickim. Mówimy to im otwarcie. Do tej pory nikt nie zrezygnował, nie protestował z tego powodu.

– Rodzice nie są jednak całkowicie zwolnieni z opłaty za wyjazd dziecka?

– Oj, nie! Obawiam się, że sami nie poradzilibyśmy sobie z pokryciem wszystkich kosztów bez pomocy rodziców, dlatego prosimy ich o dodatkowe wsparcie, choćby symboliczne. Z każdym z nich spotykamy się indywidualnie, bo każda sytuacja jest inna. Na swoje dziecko dopłacają tyle, ile mogą. Rozumiemy to i jesteśmy dyskretni. Takie kolonie są często jedyną okazją wyjechania z miasta w wakacje dla tych dzieci. To nie jest tak, że one dwa tygodnie spędzą w jednym miejscu: z Lubomierza pojadą do Zakopanego, Krakowa, Rabki czy Wadowic, będą miały aktywność ruchową, spacery po górach... Ten czas jest wypełniony po brzegi różnymi atrakcjami, bo można tym dzieciom pokazać coś, czego możliwe, że nie miałyby szansy inaczej zobaczyć. My tu się wszyscy staramy, żeby nasza świetlica otworzyła, a przynajmniej uchyliła takie okienko i pokazała im, że poza często szarym, codziennym światem może być trochę inaczej, trochę weselej, trochę radośniej. Że posiłek, nawet skromny, ale zjedzony razem, smakuje inaczej, a wyjście choćby do parku czy do kina jest jedną z tych rzeczy, które sprawiają, że te dzieci mają poczucie, że nie są same, że są ludzie, na których mogą liczyć. Bo kiedy one wejdą w dorosłe życie, to owo poczucie będzie dla nich ogromnie ważne.

– Zaryzykuję twierdzenie, że tęskni Pan za wolnym czasem, co zrozumiałe. Ale czy kiedy długo się Pan nie widzi z dziećmi ze świetlicy, to czy tęskni Pan również za nimi?

– Tęsknię. Tęsknię, dlatego że to są bardzo różne dzieci. Każde z nich jest niepowtarzalne. One mają wrodzone talenty; nie wiem, czy sobie zdają z tego sprawę, czy ktoś im to powiedział. Te dzieciaki mają w sobie tyle cudownej energii, że kiedy np. opowiadają, co przeżyły, co je spotkało, to jest to zarazem potwierdzenie, zwłaszcza w piętrzących się codziennych trudnościach, że ta praca ma sens, że tak naprawdę wszystko, co się robi, to robi się dla nich. I tutaj nie jestem wcale oryginalny. Jak ostatnio rozmawiałem z Basią, która też jest wolontariuszką, usłyszałem od niej: „Wiesz, już mogłam 2-3 lata temu pójść na emeryturę, a ja tu codziennie przychodzę – właśnie dla tych dzieci”.

Tagi:
świetlica środowiskowa

Radość służby drugiemu człowiekowi

2018-02-14 11:09

Marta Przewor
Edycja rzeszowska 7/2018, str. VIII

Archiwum SRK
Uroczystość uświetnił śpiew Chóru dziecięcego Szafranowe Nutki z Czudca

Przedstawiciele Kół Stowarzyszenia Rodzin Katolickich z całej diecezji 27 stycznia spotkali się w Domu Diecezjalnym „Tabor” w Rzeszowie. Członków SRK oraz przybyłych gości – samorządowców, przedstawicieli urzędu marszałkowskiego i wojewody przywitał prezes SRK – poseł Kazimierz Gołojuch. Obecny był także biskup rzeszowski Jan Wątroba.

Było to świętowanie jubileuszu 20-lecia świetlicy dla dzieci z parafii Podwyższenia Krzyża w Rzeszowie. Pieczę nad świetlicą pełni Koło Stowarzyszenia Rodzin Katolickich działające przy tej parafii. Opiekę pedagogiczną i wychowawczą nad dziećmi sprawują: kierownik świetlicy i wychowawcy. Są to czynni zawodowo nauczyciele oraz nauczyciele – emeryci i stażyści – wolontariusze. Wyświetlono film prezentujący 20-letni dorobek świetlicy oraz wypowiedzi wolontariuszy zaangażowanych w jej prowadzenie. Ksiądz Biskup i Zarząd SRK wręczyli podziękowania oraz medale (grawerony) osobom zasłużonym, posługującym w środowiskowej świetlicy.

Druga część spotkania miała charakter spontaniczny i bezpośredni. Uroczystość uświetnił śpiew Chóru dziecięcego Szafranowe Nutki z Czudca.

Uczestnicy spotkania zatroskani o rodzinę wypowiadali się oraz wymieniali doświadczenia, co robić, by jak najlepiej wychowywać dzieci. Podkreślano również ważność daty 100-lecia odzyskania niepodległości Polski. Ksiądz Biskup wyraził wdzięczność wolontariuszom pełniącym posługę w świetlicy Podwyższenia Krzyża oraz wszystkim członkom SRK, podkreślając, żeby nie tracili entuzjazmu do działania. W roku Ducha Świętego radził zwrócić się do Niego o pomoc, bo przecież jednym z Jego darów jest dar rady.

Spotkanie podsumował i zakończył modlitwą ks. Marian Raźnikiewicz – asystent diecezjalny SRK. Spotkanie umocniło nas wzajemnie oraz ubogaciło poprzez dzielenie się doświadczeniami i świadectwem oraz dodało energii do służby Bogu i ludziom. Przebiegało w rodzinnej, serdecznej i jeszcze świątecznej atmosferze.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Płyta - Wojna totalna 300x400

Patryk Jaki przy grobie bł. Popiełuszki

2018-10-19 13:53

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak/Niedziela

Kandydat Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Warszawy Patryk Jaki złożył wieniec oraz modlił się przy grobie bł. ks. Jerzego Popiełuszki w 34. rocznicę śmierci męczennika z Żoliborza.

Na miejscu nie udzielał wywiadów na temat swojej wizyty w kościele św. Stanisława Kostki. Po krótkiej modlitwie przy grobie bł. Popiełuszki oraz w żoliborskim sanktuarium spotkał się z rodziną kapłana i męczennika, która bardzo ciepło powitała kandydata na urząd prezydenta Warszawy.

Artur Stelmasiak/Niedziela
Spotkanie z rodziną bł. ks. Jerzego Popiełuszki

- Bardzo miło, że pan minister Patryk Jaki pamiętał w tym dniu o moim wujku. Widać, że wartości za które zginął bł. ks. Jerzego Popiełuszki są dla niego ważne - powiedział Marek Popiełuszko, bratanek ks. Jerzego Popiełuszki. - To symboliczne, że akurat w tym miejscu przyjechał modlić się przed wyborami samorządowymi. Jego obecność i zachowanie jest dla mnie bardzo ważnym znakiem, jako katolika - dodał Marek Popiełuszko.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Beatyfikacja hiszpańskiego jezuity - Jezusowego szaleńca

2018-10-20 15:36

vaticannews / Malaga (KAI)

Był sługą Boga, który ze swego życia uczynił nieustanną, przykładną i heroiczną drogę całkowitego oddania się Panu i braciom, szczególnie tym najsłabszym – tak o wyniesionym dziś na ołtarze nowym błogosławionym Tiburcio Arnaizie Muñozie mówił kard. Angelo Becciu. W hiszpańskiej Maladze prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych przewodniczył w imieniu Papieża Mszy beatyfikacyjnej.


Bł. Tiburcio Arnaiz Muñoz

Kard. Becciu podkreślił, że nowy błogosławiony czuł się współodpowiedzialny za zło duchowe i moralne swoich czasów i wiedział, że nie zbawi się bez zbawienia innych. Wskazał też na aktualność przesłania błogosławionego jezuity, którego nazywano „Jezusowym szaleńcem”.

„Jest on przykładem człowieka, który nie zadowala się tym, co już osiągnął, ale posłuszny pragnieniom serca pragnie się powierzyć Bogu z jeszcze większą radykalnością” – mówił homilii beatyfikacyjnej kard. Becciu. Wskazał, że odpowiedział on na miłość Boga poprzez coraz większe oddanie się służbie i miłości do ostatnich, odrzuconych. „Jak bardzo nasze czasy potrzebują coraz większych serc, otwartych na potrzeby duchowe i materialne tak wielu braci, którzy oczekują od nas słów wiary, pocieszenia i nadziei, jak również troskliwych gestów przyjęcia i wspaniałomyślnej solidarności” – podkreślił Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Bł. Tiburcio Arnaiz Muñoz żył w Hiszpanii na przełomie XIX i XX w. Po 12 latach posługi jako ksiądz diecezjalny wstąpił do zakonu jezuitów, aby doskonałej wypełnić swoje pragnienie służby Bogu i ludziom. Czynił to poprzez bardzo głębokie i intensywne życie duchowe, które pomagało mu w pełnym oddaniu się tym, którzy potrzebowali jego posługi szczególnie w szpitalach i więzieniach.

Gdy przełożeni wysłali go do Malagi zaangażował się w pomoc i formację najuboższych robotników w najbardziej peryferyjnej części miasta, gdzie Kościół praktycznie był nieobecny, a przechodzących tamtędy kapłanów obrzucano zdechłymi szczurami. Swoją działalnością apostolską objął także biedaków mieszkających w wioskach okalających miasto. Dla nich utworzył grupę katechistów i katechistek, którzy docierali tam z Ewangelią. Analfabetów i biedaków uczył czytać i pisać. Szybko stał się znany oraz kochany i szanowany przez wszystkich. Zmarł w 1926 r. W czasie mszy pogrzebowej nazwano go „Jezusowym szaleńcem”, który nawet jeżeli osierocił swoje miasto, to z nieba nie przestaje go chronić i wspierać.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem