Reklama

Żydzi ratowani w ZOO

2017-06-22 09:44

Witold Dudziński
Edycja warszawska 26/2017, str. 6-7

Materiały prasowe
Film "Azyl"

Historia stworzenia w czasie ostatniej wojny azylu dla Żydów w warszawskim zoo nadawała się na film. Jednak obraz opowiadający o bohaterstwie Antoniny i Jana Żabińskich nakręcili nie Polacy, lecz Amerykanie

To jedna z tych historii, o które kino musiało się upomnieć. Poruszająca opowieść, o prawdziwych wydarzeniach, gdy rodzina dyrektora warszawskiego zoo ukrywała i ocaliła w czasie II wojny światowej dziesiątki Żydów. „Azyl” – którego scenariusz powstał na podstawie książki Diane Ackerman „Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim zoo” (amerykański tytuł „The Zookeeper’s Wife”) nakręcili Amerykanie, a nie Polacy, ale może to dobrze dla upowszechnienia tej niewiarygodnej historii. Reżyserka Niki Caro historię z warszawskiej Pragi ubrała w hollywoodzkie szaty.

Pomiędzy znaczące wydarzenia, takie jak wybuch wojny, bombardowanie zoo, spalenie getta, Niki Caro wplotła wątek miłosny. Podział na dobrych i złych jest klarowny, nie ma tu miejsca na niedomówienia. Uproszczenia są jednak widoczne, opowieść „ku pokrzepieniu serc”, sprawnie zmierza do happy endu. W opowieści o bohaterstwie Żabińskich, wojenny koszmar, wydaje się być tylko tłem.

Bomby na zoo

Warszawski ogród zoologiczny był bardzo popularny w stolicy przed wojną. Mieszkały tu unikatowe dzikie afrykańskie psy, likaony, na świat przyszła pierwsza urodzona w niewoli zebra Grevy’ego. I duma ogrodu – pierwsze w Polsce i dwunaste na świecie słoniątko urodzone w niewoli, nazwane z tej okazji – Tuzinką. To było ulubione zwierzę warszawiaków. Przed wybiegiem dla słoni gromadziły się tłumy.

Reklama

Pierwsza bomba, która uderzyła w zoo 3 września 1939 r., zniszczyła skalisty wybieg niedźwiedzi. Poranione, oszalałe ze strachu zwierzęta krążyły po ogrodzie, dlatego wojsko dokonało odstrzału wszystkich groźnych zwierząt. Część została ubita na mięso dla mieszkańców Warszawy, część zginęła od pocisków, niektóre wydostały się do miasta, część chowała się między skałami i drzewami w ogrodzie.

Gdy w końcu września Warszawa poddała się, w zoo pojawili się żołnierze III Rzeszy z informacją, że najcenniejsze zwierzęta trafią do ogrodów w Niemczech, reszta zostanie wybita. Tuzinka trafiła do Berlina. Zoo nie dało się uratować, Żabińscy wpadli na pomysł, urządzenia w nim – za zgodą i pod zarządem Niemców – m.in. tuczarni świń i ogródków działkowych. Niemcy tę hodowlę zamienili potem na fermę zwierząt futerkowych na rzecz wojska.

Zza murów getta

Dzięki tuczarni i ogródkom było co jeść, a Jan Żabiński, dyrektor zoo, mieszkający z żoną w willi w granicach ogrodu i działający w AK, wykorzystał przedsiębiorstwo jako placówkę podziemia. Willę natomiast i zabudowania dla zwierząt – jako azyl dla ukrywających się przed Niemcami Żydów. Miał z nimi wcześniej bezpośredni kontakt – po utworzeniu getta, pod pretekstem zbiórki odpadów, zaczął nosić tam paczki z żywnością.

Nie wiadomo, kto pierwszy pojawił się w willi Żabińskich w zoo i ilu owych azylantów było, bo nikt nie prowadził oczywiście rejestru, a pamięć ludzka jest złudna. Najpewniej była to Wanda Englert, przedwojenna przyjaciółka Żabińskich, która teraz odgrywała rolę guwernantki syna Żabińskich – Rysia.

Nieco później trafiła tu rzeźbiarka Magdalena Gross, znany lekarz dr Ludwik Hirszfeld, dziennikarka Maria Aszer, dr Róża Anzel z Państwowego Instytutu Higieny, rodzina Kellerów, Irena Meizel, Ludwika Kramsztyk, Irena Sendler. Niektórych – tak jak Lonię Tenenbaum, żonę nieżyjącego przyjaciela z dzieciństwa i jej córkę – Żabiński przeszmuglował zza murów getta osobiście.

W willi i poza willą

Jak wspominała po latach Irena Meizel, jedna ze współpracownic, łączniczka Jana Żabińskiego willa państwa Żabińskich była jednopiętrowa, miała liczne pomieszczenia i pokoje z szafami ściennymi. – Mieli dwoje czy troje służby, co oczywiście narażało osoby, które tam przebywały, na różne niepotrzebne spotkania, donosy itd. – wspominała Irena Meizel. – To odbywało się tak: z chwilą, gdy służąca przychodziła i sprzątała, to ukrywające się tam osoby chowały się po prostu do szafy, zamykano je na klucz i nikt o tym nie wiedział.

Gdy służba wychodziła, ukrywający też wychodzili i normalnie funkcjonowali. – Oczywiście nie było o tym mowy, ażeby ktokolwiek z nich wychodził poza willę, już nie mówię poza teren ogrodu. Ukrywający się Żydzi mogli schodzić tylko na dół – na obiad. I wtedy też trzeba było uważać, żeby nikt ich nie zauważył – wspominała Irena Meinzel. Jej Żabiński też pomógł, załatwiając prace, dzięki czemu mogła w miarę normalnie żyć w Warszawie. Po wojnie Meinzel wyemigrowała do Izraela i wraz z innymi ocalonymi przez Żabińskich przyczyniła się do nadania im w 1965 r. medali Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Żydzi w klatkach dla zwierząt

Przez dom Żabińskich przewinęło się z pewnością ponad sto osób. Ukrywali się w pokojach, piwnicach, a gdy w willi zabrakło miejsca – w klatkach dla zwierząt. Dla większości mieszkańców willa, klatki i budki były schronieniem przejściowym, zanim znaleziono im lepsze i wyrobiono fałszywe dokumenty. Wszyscy ryzykowali. Żabińscy żyli w ogromnym stresie, stale nosili przy sobie fiolki z cyjankiem potasu.

Jan Żabiński pytany po latach, dlaczego pomagał Żydom, mówił, że dlatego, iż... potrzebowali pomocy. Podobnie pomagałby Duńczykom czy Anglikom, gdyby znaleźli się w podobnej sytuacji. Wobec najbardziej gnębionych i poniżonych, jakimi wówczas byli Żydzi, czuł obowiązek pomagania, podyktowany względami ludzkimi. – Nie myślałem o grożących nam wszystkim konsekwencjach. Te same motywy zaprowadziły mnie do czynnej dywersji w AK. W naszej willi mieścił się ośrodek materiałów wybuchowych. Zdawaliśmy sobie doskonale sprawę z konsekwencji – mówił.

Arietka z operetki

Teresa Żabińska, córka Żabińskich, która urodziła się w 1944 r., nie mogła pamiętać zdarzeń z czasów wojny. Jednak w domu potem często gościli „pensjonariusze” (tak nazywał ich dr Żabiński) zoo. – Chłonęłam wiedzę i atmosferę. Gdy dorastałam, zdawałam sobie sprawę, jak bardzo to było niebezpieczne – wspominała niedawno w rozmowie z Polskim Radiem.

Choć położenie willi w ogrodzie zoologicznym wydawało się bardzo niekorzystne, bo nieopodal stacjonowali żołnierze, Żabińscy uznali, że najciemniej jest pod latarnią. – Ojciec był dobrym psychologiem, rodzice oceniali, że Niemcom do głowy nie przyjdzie, że tu może się dziać coś takiego – tłumaczy. By ostrzec ukrywających się, ustalono sygnał alarmowy – arietkę z operetki Jacques’a Offenbacha.

W lipcu 1944 r. większość ukrywających się opuściła już willę, znajdując sobie inne kryjówki. Gdy rozpoczęło się Powstanie Warszawskie, Jan Żabiński poszedł walczyć, a Antonina została w domu z Rysiem i nowo narodzoną córką Teresą. Żabiński miał szczęście w nieszczęściu: na początku walk trafił do szpitala z szyją przestrzeloną na wylot.

Pod Zwariowaną Gwiazdą

Mógł umrzeć, nie umarł. – Kto znający anatomię mógł przypuszczać, że kula powędruje przez środek szyi i omijając najważniejsze organa – kręgosłup, cztery tętnice, żyły, tchawicę i przełyk – wyjdzie, nic nie uszkodziwszy? – mówił po latach Antoninie Żabińskiej chirurg, który go wtedy badał. Tuż przed końcem Powstania Żabińska z dziećmi została wykwaterowana i schroniła się w podwarszawskim Marywilu. Jej męża, w stopniu porucznika, wywieziono do obozu jenieckiego w głąb Niemiec.

Rok po zakończeniu wojny Żabiński wrócił do Polski i od razu zaczął, razem z żoną, odbudowywać zoo. Otwarte zostało w 1949 r., sześć lat później Żabiński zrezygnował ze stanowiska dyrektora. Nie potrafił dogadać się z komunistyczną władzą. Teraz oboje poświęcili się pisaniu książek – on dla dorosłych, ona dla dzieci. Utrzymywali też kontakt z częścią uratowanych, którzy porozjeżdżali się po świecie. Większość z tych, którzy znaleźli schronienie w willi Żabińskich, przetrwała wojnę. Willa, nazywana przez przyjaciół „Pod Zwariowaną Gwiazdą”, stoi w warszawskim zoo do dziś. Od 1980 r. Jan Żabiński jest patronem jednej z ulic na warszawskim Natolinie.

Korzystałem m.in. z książki Diane Ackerman pt. „Azyl Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim zoo”

Tagi:
film

"Gurgacz. Kapelan Wyklętych"

2018-02-23 14:15

Filmowy portret niezwykłego kapłana, który nie wahał się konsekwentnie podążać drogą sumienia w najczarniejszych latach powojennej Polski. Ksiądz Władysław Gurgacz, jezuita, był kapelanem Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej.


Głosił prawdę w czasach zniewolenia, ratował zbłąkane dusze, prowadził ludzi do Boga. Idąc za głosem sumienia, trwał do końca przy młodych żołnierzach, którzy z bronią w ręku przeciwstawiali się komunistycznemu reżimowi. W 1939 roku, na początku swej kapłańskiej drogi, przed obrazem Maryi Królowej Polski złożył siebie w ofierze za ratowanie ukochanej Ojczyzny. Osiem lat później został skazany na śmierć.

„Gurgacz. Kapelan Niezłomnych” to przejmujący obraz na styku dokumentu i fabuły. Archiwalne fotografie, zapiski kapłana, świadectwa przeplatają się ze scenami fabularnymi, w których znakomitą kreację głównego bohatera stworzył Wojciech Trela. Najnowsze dzieło Dariusza Walusiaka, współtwórcy „Teraz i w godzinę śmierci”, to nie tylko filmowy zapis dramatycznej, prawdziwej historii. To przede wszystkim poruszająca opowieść o wolności, poświęceniu dla ideałów i głębokiej wierze.

PREMIERA: 2 MARCA 2018 r.
gatunek: dokument fabularyzowany
czas trwania: 76 min
www.gurgaczfilm.pl
Film jest częścią oficjalnych obchodów Narodowego Dnia Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" 2018

Władysław Gurgacz urodził się 2 kwietnia 1914 roku we wsi Jabłonica Polska u stóp Pogórza Dynowskiego. W sierpniu 1931 roku wstąpił do nowicjatu Ojców Jezuitów w pobliskiej Starej Wsi. Po złożeniu ślubów zakonnych wyjechał do Pińska, gdzie w tamtejszym kolegium jezuickim przebywał do 1937 roku. Dalszą naukę kontynuował w krakowskim kolegium Towarzystwa Jezusowego.

7 kwietnia 1939 roku w Częstochowie na Jasnej Górze w obliczu zbliżającej się wojny z Niemcami Władysław Gurgacz złożył swoje życie w ofierze za odkupienie win narodu polskiego. Akt ten był zapowiedzią jego męczeńskiej drogi – „Przyjm, Panie Jezu Chryste, ofiarę, jaką Ci dzisiaj składam, łącząc ją z Twoją Najświętszą krzyżową Ofiarą. Za grzechy Ojczyzny mojej, tak za winy narodu całego, jako też i jego wodzów, przepraszam Cię, Panie, i błagam zarazem gorąco, byś przyjąć raczył jako zadośćuczynienie całkowitą ofiarę z życia mego”.

Święcenia kapłańskie Władysław Gurgacz otrzymał 24 sierpnia 1942 roku. W tym czasie w Warszawie przygotowywał się do złożenia egzaminu licencjackiego. Z powodu ciągłych dolegliwości musiał jednak rozpoczął kurację zdrowotną. Jednocześnie otrzymał zgodę na zdawanie egzaminu w Starej Wsi. Decyzja ta uratowała mu życie, bowiem po wybuchu powstania warszawskiego Niemcy wymordowali jezuitów z kolegium przy ul. Rakowieckiej.

W kwietniu 1945 roku ks. Gurgacz trafił do szpitala powiatowego w Gorlicach, gdzie spędził niemal trzy lata. Tam sprawował posługę kapłańską. „Szpital dla wielu jest domem rekolekcyjnym; zmienia całkowicie dawnych niedowiarków lub nałogowych grzeszników, nawet rodzi powołania zakonne” – pisał.

Od września 1947 roku ks. Władysław pełnił posługę w domu Sióstr Służebniczek w Krynicy, gdzie dał się poznać jako gorliwy duszpasterz. Głoszone przez niego kazania przyciągały do kościoła tłumy wiernych, co nie podobało się komunistycznej władzy. Tak sam o tym pisał: „W Krynicy publiki było tak dużo, że stali ludzie już na zewnątrz. (…) Rano obstawili konfesjonał, w którym miałem spowiadać, sami mężczyźni. Dotąd ciągle jeszcze spowiadam w kościele i w domu, a raz po raz zamawiają się telefonicznie albo pośrednio przez kogoś jubilaci, co po kilkadziesiąt lat nie praktykowali. Prawdziwa ulewa z nieba. Powodzenie to rozwścieczyło lewicę”. W tym czasie dwukrotnie próbowano kapłana zabić.

Podczas pobytu w Krynicy z ks. Gurgaczem nawiązał kontakt Stanisław Pióro, twórca działającej na Nowosądecczyźnie konspiracyjnej organizacji Polska Podziemna Armia Niepodległościowa. W maju 1948 roku ksiądz przyjął funkcję kapelana w tworzonym oddziale leśnym Żandarmerii PPAN. W konspiracji występował pod pseudonimem „Sem” – Sługa Maryi. „Obowiązkiem moim była opieka moralna nad grupą, a więc odprawiałem msze święte, spowiadałem członków grupy, objaśniałem im Ewangelię świętą. Poza tym miałem wykłady dotyczące dziedziny filozoficznej, a mianowicie przeprowadzałem krytykę materializmu marksistowskiego” – pisał o swoich zadaniach.

Odział Żandarmerii PPAN przygotowywał przyszłe kadry na ostateczną rozprawę z komunistami po wybuchu trzeciej wojny światowej. Partyzanci wspierani przez miejscową ludność przetrwali w lesie ponad rok. 2 lipca 1949 roku, po nieudanej akcji zdobycia pieniędzy potrzebnych na dalszą działalność, Urząd Bezpieczeństwa w Krakowie aresztował ks. Gurgacza. „Nie uciekłem po napadzie, ponieważ nie chciałem pozostawić członków organizacji i tak samo jak i oni chciałem ponieść odpowiedzialność” – wyznał kapłan.

13 sierpnia 1949 roku, po pokazowym procesie, podczas którego ksiądz przedstawiany był jako herszt zbrodniczej bandy, skazano go na karę śmierci wraz z dwoma towarzyszami: Stefanem Balickim i Stanisławem Szajną. Na sali sądowej powiedział: „Ówczesny rząd nie jest rządem polskim, tylko to są uzurpatorzy nasłani przez Kreml… Wierzę, że każda kropla krwi niewinnie przelanej zrodzi tysiące przeciwników i obróci się wam na zgubę”.

Wyrok wykonano w więzieniu przy ul. Montelupich w Krakowie 14 września 1949 roku. Ciała zamordowanych pochowano na cmentarzu wojskowym przy dzisiejszej ul. Prandoty. Tuż przed śmiercią ks. Gurgacz napisał do swego prowincjała: „Teraz, gdy stoję przed bramą wieczności, odczuwam wielki spokój. Niedługo wypowiem ostatnie «Ite, missa est!» (Idźcie, ofiara spełniona)”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kiedy obowiązuje post?

Ks. Ryszard Kamiński
Edycja płocka 9/2003

Bożena Sztajner

Moi rodzice opowiadali mi, że kiedyś w okresie Wielkiego Postu wypalano nawet garnki, żeby nie została w nich ani odrobina tłuszczu. Dziś praktyka postu w Kościele jakby złagodniała. Przykazanie kościelne mówi o czasach pokuty, ale pozostaje problem, jak rozumieć te "czasy pokuty". Czy 19 marca, w czasie Wielkiego Postu, można zawrzeć sakrament małżeństwa z weselem? Czy w piątek można iść na dyskotekę? Czy w Adwencie można się bawić? Czy post nadal obowiązuje w Kościele?

Czwarte przykazanie kościelne, które dotyczy tych spraw, brzmi: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach". Wydaje się, że najważniejszym wyrażeniem w tak sformułowanym przykazaniu jest słowo "pokuta". Katechizm Kościoła Katolickiego precyzuje, że chodzi tutaj o pokutę wewnętrzną, która polega na nawróceniu serca, przemianie postaw, radykalnej zmianie całego życia na lepsze. To jest podstawowa, prawdziwa wartość pokuty, jej sedno. Takiej pokuty oczekuje od chrześcijanina Pan Bóg i Kościół. Chrześcijanie są zobowiązani do jej praktykowania cały czas. Ponieważ jednak różnie z tym bywa w ciągu kolejnych dni i miesięcy, Kościół ustanowił dni i okresy pokuty, gdy koniecznie należy praktykować czyny pokutne, które wspomagają nawrócenie serca.
Jakie są te czyny pokutne? Wykładnia do omawianego przykazania podana przez Sekretarza Generalnego Episkopatu Polski wylicza: "modlitwa, uczynki pobożności i miłości, umartwienie przez wierniejsze pełnienie obowiązków, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post". Czas zaś pokuty, określony przez czwarte przykazanie, to poszczególne piątki całego roku i Wielki Post. We wszystkie piątki całego roku oraz w Środę Popielcową i Wigilię Bożego Narodzenia (o ile nie przypada wtedy IV niedziela Adwentu), obowiązuje chrześcijanina powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych, gdy ukończył on 14 rok życia. Zaleca się jednak, aby także młodsze osoby wprowadzać do tej praktyki, nie czekając aż osiągną one 14 lat. Warto jeszcze dodać, że według Konstytucji Apostolskiej Paenitemini zakaz spożywania pokarmów mięsnych nie oznacza zakazu spożywania nabiału i jaj oraz przyprawiania potraw tłuszczami zwierzęcymi.
Prymas Polski (to także ważne) udzielił dyspensy od obowiązku powstrzymania się od potraw mięsnych w piątki wszystkim, którzy stołują się w zakładach zbiorowego żywienia, gdzie nie są przestrzegane przepisy postne, a także takim osobom, które nie mają możności wyboru potraw, a muszą spożywać to, co jest dostępne do spożycia. Dyspensa ta nie dotyczy jednak Wielkiego Piątku, Środy Popielcowej i Wigilii Bożego Narodzenia. Zatem w te trzy dni obowiązuje w każdych okolicznościach powstrzymanie się od spożywania potraw przyrządzonych z mięsa.
Po wyjaśnieniu wymagań IV przykazania kościelnego w odniesieniu do wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, zwróćmy uwagę na "nakazane posty" w tym przykazaniu. Post może być jakościowy i ilościowy. Ten pierwszy dotyczy niespożywania określonych pokarmów, np. mięsa. Ilościowy zaś polega, według wyżej wspomnianej Konstytucji Apostolskiej, na spożyciu jednego posiłku dziennie do syta i dopuszcza możliwość przyjęcia "trochę pokarmu rano i wieczorem". Taki post obowiązuje wszystkich wiernych między 18 a 60 rokiem życia w Środę Popielcową i w Wielki Piątek. Należy tutaj powtórzyć wcześniej napisane słowa, że ci, którzy nie mają 18 lat, właściwie od dzieciństwa powinni być wychowywani do spełniania tej praktyki. Błędem byłoby stawianie tego wymagania dopiero od wieku pełnoletności. Racje wydają się oczywiste i nie ma potrzeby ich przywoływania w tym miejscu.
Gdy chrześcijanin podlega uzasadnionej niemożności zachowania wstrzemięźliwości w piątek, powinien podjąć inne formy pokuty (niektóre z nich zostały przytoczone wcześniej). Natomiast post ilościowy i jakościowy w dwa dni w roku: Wielki Piątek i Środę Popielcową, powinien być koniecznie zachowywany. Winien rozumieć to każdy chrześcijanin, nawet ten, który słabo praktykuje wiarę. Dyspensa Księdza Prymasa, o której wspomniałem wcześniej, nie dotyczy zachowania postu w te dwa dni roku. Ci zaś, którzy z niej korzystają, powinni pomodlić się w intencji Ojca Świętego, złożyć ofiarę do skarbonki z napisem "jałmużna postna", lub częściej spełniać uczynki miłosierdzia.
Jeszcze kilka słów o zabawach. Powstrzymywanie się od udziału w nich obowiązuje we wszystkie piątki roku i przez cały Wielki Post, łącznie z dniem św. Józefa (19 marca) - jeśli wtedy trwa jeszcze Wielki Post. Adwent nie został zaliczony do czasów pokuty, dobrze jednak byłoby w tym czasie powstrzymać się od udziału w zabawach, zachowując starą i dobrą polską tradycję - Adwent trwa bardzo krótko, a karnawał jest tak blisko. W Adwencie zaś - co staje się coraz powszechniejszą praktyką - jest wiele spotkań opłatkowych, które mają inny charakter. Warto je upowszechniać i pozostawać w radosnym, pełnym nadziei oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela w tajemnicy Bożego Narodzenia.

Od marca 2014 r. obowiązuje nowa wersja IV przykazania kościelnego

Przeczytaj także: Nowa wersja IV przykazania kościelnego - powstrzymanie się od zabaw tylko w Wielkim Poście
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Młoda Częstochowa przed maturą

2018-02-24 15:59

Jolanta Kobojek

Chociaż do matury jeszcze ponad 2 miesiące, to uczniowie ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych archidiecezji częstochowskiej już teraz prosili na Jasnej Górze o światło Ducha św. na czas egzaminów i podejmowania życiowych decyzji. W pielgrzymce odbywającej się w sobotę, 24 lutego wzięło udział ok. 2 tys. młodych z 45 szkół. Towarzyszyli im także katecheci, nauczyciele i rodzice.

Niedziela TV

„Jestem związany z Jasną Górą i wiele razy doświadczałem tego, że Maryja pomagała mi w życiu. Wierzę, że tak będzie również w przypadku matury” - mówi Stanisław Sosiński, uczeń Szkoły Muzycznej im. Marcina Józefa Żebrowskiego w Częstochowie. Jego rówieśniczka, Katarzyna Michoń z Liceum im. Norwida w Częstochowie, dodaje: „Myślę, że przygotowanie od strony naukowej jest bardzo ważne, ale duchowe również”.

Głównym punktem programu tegorocznej pielgrzymki była Msza św. sprawowana pod przewodnictwem abp.Wacława Depo, metropolity częstochowskiego. Wraz z nim Eucharystię koncelebrowali licznie zebrani księża katecheci ze wszystkich rejonów duszpasterskich archidiecezji. „Jesteśmy tutaj we wspólnocie szczególnej, wspólnocie ludzi młodych, którzy mają swoje pragnienia serca, swoje plany na przyszłość, i nie chcą pozostać samotni na drogach, nie chcą być pokoleniem straconych złudzeń i niezaspokojonych pragnień, dlatego przychodzimy do Maryi, bo Ona wie, co podpowiedzieć Synowi, a On wie, co kryje się w sercu każdego z nas” – mówił na rozpoczęcie abp Depo.

Zobacz zdjęcia: Maturzyści częstochowscy na Jasnej Górze

W homilii kaznodzieja zachęcał młodych do tego, by mieli odwagę prosić m. in. o dar mądrości: „Mądrość, to silne docieranie do prawdy o nas samych, kim jesteśmy i jaka jest moja rola wobec innych, jaka jest prawda o otaczającym nas świecie i wreszcie, jaka jest prawda o Bogu, z którego ręki wyszliśmy, który jest najwyższą prawdą objawioną w Jezusie Chrystusie. To dar mądrości daje nam poznać świat wartości, które nie przemijają i nie dostosowują się do różnych okoliczności czy wyzwań”.

Na zakończenie Eucharystii miejsce akt ofiarowania maturzystów Matce Bożej.Po Mszy św. młodzież uczestniczyła w spotkaniu ewangelizacyjnym w kaplicy św. Józefa (grupa częstochowska i radomszczańska) i w Wyższym Seminarium Duchownym(grupa zawierciańska i wieluńska). Młodzi mieli okazję wysłuchać wielu świadectw oraz wybrać Jezusa jak

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem