Reklama

Gdzie ten ogień?

2017-06-28 09:33

Odpowiada ks. Zdzisław Wójcik
Niedziela Ogólnopolska 27/2017, str. 34

contrastwerkstatt/fotolia.com

Gdy słucham ludzi krytykujących Kościół, księży i religię, zastanawiam się, jak w takiej sytuacji należy postąpić...

Przede wszystkim proponuję, by od krytyki form religijnych odróżnić krytykę samej religii. Przez krytykę religii należy rozumieć tę radykalną krytykę, która uderza w sam fundament wiary – próbuje się dowieść, że wiara w Boga to jedynie ułuda człowieka. Wszystkie odmiany tej krytyki w gruncie rzeczy sprowadzają się do jednej i tej samej tezy, że to nie Bóg stworzył człowieka, lecz człowiek stworzył sobie Boga. Rzecz jasna osobom mocno wierzącym łatwiej poradzić sobie z różnymi formami krytyki tego, co dotyczy wiary i Kościoła. Inaczej ma się sytuacja z ludźmi słabej wiary. I choć jedni i drudzy zasadniczo pozostają wierni swoim przekonaniom, to jednak czują dyskomfort. To jest tak, jakby ktoś wpuścił ci do ucha pchłę, której nie można się pozbyć. Ważne jest też, skąd pochodzi ta krytyka – czy od ateistów, czy też ze strony samych katolików.

W dobrej woli

Ludzie rozumni i dobrej woli wiedzą, że w samym Kościele nie brakuje rozczarowania, rezygnacji, oziębłości i połowiczności, a także, niestety, krzywdy, zakłamania i grzechu. Ale nawet w dobrej woli łatwo nakreślić obraz zbyt ponury, a przez to jednostronny. Można się bowiem spotkać z zarzutem, że raczej powinno się mówić o świętości niż o grzechu. Tak czy inaczej, nie należy panikować przed krytyką, ale też jej nie prowokować. Moim zdaniem, krytyka rzeczowa i w dobrej woli jest nie tylko dopuszczalna, lecz wręcz niezbędna. Zawsze jednak pamiętajmy, co rozumiemy przez Kościół. Z pewnością jest nim nie tylko tzw. Kościół urzędowy, czyli Kuria Rzymska, biskupi albo proboszczowie i jego wikariusze, lecz wspólnota wszystkich ochrzczonych, którzy wierzą w Jezusa Chrystusa. Ta wspólnota jest obecnie zalążkiem Bożego królestwa, ale wystrzegajmy się stawiania królestwa Bożego na równi z Kościołem. Wprawdzie Kościół jest głównie nastawiony na królestwo Boże, ale to właśnie oznacza, że jeszcze nie osiągnął celu, lecz znajduje się w drodze.

Reklama

Miejcie odwagę

Dość często katolicy przyznają, że się dystansują, zamiast się angażować, że są ostrożni, zamiast być ludźmi dalekowzrocznymi, że bywają zrozpaczeni, zamiast promieniować nadzieją. Z całą pewnością nie przekonamy innych do naszej wiary, gdy ją zredukujemy do sprawy prywatnej albo gdy poprzestaniemy na zewnętrznej szacie chrześcijaństwa. Taka „prywatna wiara” – to sposób na to, aby nie przejąć się nauką Jezusa. Niestety, skrycie wciąż przecież w jakimś sensie uduchowiamy naukę Jezusa, Jego Ewangelię, po to, by pozbawić ją wielkiej siły oddziaływania. Kościół staje się wtedy jakby środkiem nasennym. Nie gasić ducha – to płonąć ogniem wiary, to być ogarniętym płomieniem nadziei, trawionym żarem miłości. Zachowujemy dystans, żeby tylko nie przeskoczyła żadna iskra. A jeśli już przeskoczy, to robimy wszystko, żeby rozniecony przez nią ogień ledwie się tlił. Czujemy bowiem instynktownie, że ten, kto tym ogniem płonie, łatwo okrzyknięty zostanie nawiedzonym zapaleńcem i narazi się na gniew tych, którzy czują się powołani do gaszenia pożarów.

Duch Święty, On was wszystkiego nauczy (por. J 14, 26)

Kto kieruje się Duchem Bożym, ten nieuchronnie sprzeciwia się duchowi czasu. Ducha Bożego z duchem czasu nie da się pogodzić. Duch czasu usprawiedliwia polityczną kalkulację i dwulicowość, stawia na niepewny pokój i wygodne ścieżki. Duch Boży zaś wstrząsa, domaga się prawdy i ukazuje ścieżki strome. Duch czasu zabiega o „święty” spokój, Duch Boży zaś wznieca święty niepokój. Duch Boży nie idzie na żaden kompromis z duchem czasu. Chrześcijanie pragnący podporządkować Ducha Bożego duchowi czasu podobni są do migoczącej świecy, którą zdmuchuje najlżejszy nawet powiew wiatru – a przecież powinni płonąć ogniem, który wicher dopiero naprawdę roznieca. Gdzie duch czasu wypiera Ducha Bożego, tam chrześcijaństwo traci swój chrześcijański walor.

Tagi:
wiara duszpasterstwo

Czas już wstać z kanapy

2018-03-28 10:57

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 13/2018, str. VII

– Podczas ŚDM w Panamie chcemy pokazać jak bije nasze polskie serce wiary. Ale żeby tak było, potrzebne jest nowe otwarcie, wzmocnienie i odbudowanie (w wielu przypadkach) duszpasterstwa młodzieży w naszych parafiach – mówi ks. Łukasz Zygmunt, diecezjalny duszpasterz młodzieży

WD
ŚDM Kielce 2016 r. Taka sama radość spotkania młodego Kościoła wkrótce stanie się znowu udziałem młodzieży

Młodzież diecezjalna będzie przebywała w Panamie od 17 do 30 stycznia 2019 r. Na chwilę obecną blisko pięćdziesiąt osób zapisało się na wyjazd, ale są jeszcze wolne miejsca, jeśli ktoś byłby chętny. Chęć udziału wyraził również bp Jan Piotrowski, pięciu kapłanów i dwóch alumnów z naszego Seminarium. – Panama na pewno jest dla nas krajem egzotycznym, mało znanym, a przez to wzbudzającym ciekawość i pragnienie poznania jej mieszkańców, kultury, obyczajów i tradycji wiary. Pracuje tutaj tylko jeden misjonarz z Polski – mówi ks. Łukasz.

Wyjazd jest dużym wyzwaniem logistycznym i finansowym z oczywistych względów. Koszty podróży ze względu na odległość są znaczne. Dlatego uczestnicy liczą na ofiarność naszych diecezjan, prywatnych osób i firm, które pragną wesprzeć młodych w tej inicjatywie. – Widać, że ci młodzi, którzy zapisali się, poważnie traktują uczestnictwo w ŚDM, ponieważ część z nich pierwsze pieniądze już wpłaciła, tym samym zobowiązując się do wyjazdu – zaznacza duszpasterz. W biurze ŚDM w Kurii diecezjalnej są do nabycia książki, flagi ŚDM i inne gadżety i symbole związane z ŚDM – całkowity dochód z ich sprzedaży przeznaczony jest na pomoc młodzieży.

Nasza młodzież będzie zamieszkiwać diecezję Penonomé, położoną blisko stolicy Panamy. Młodzi zamierzają uczestniczyć w pełni w wydarzeniach diecezjalnych, a później w centralnych połączonych ze spotkaniem z papieżem Franciszkiem. Młodzież zaangażuje się również w wolontariat na miejscu, gdzie będzie pomagała gospodarzom w pracach organizacyjnych. – Chcemy pokazać jak bije nasze polskie serce wiary i tą wielką tradycję. Pragniemy z młodzieżą naszej diecezji zanieść innym młodym światło Ewangelii, dzielić się własnym świadectwem i czerpać z doświadczeń innych – wyjaśnia.

– To jest pielgrzymka wiary, która ma charakter duchowo-ewangelizacyjny. Wierzymy, że dobrze przeżyte ŚDM staną się inspiracją dla młodych do aktywnego i pełniejszego uczestnictwa w życiu Kościoła, swoich wspólnot parafialnych – dodaje.

Jednocześnie ks. Łukasz tłumaczy, że centralne wydarzenia chociaż bardzo istotne, są podsumowaniem i owocem duszpasterstwa, które jest prowadzone „u podstaw”, systematycznie i na co dzień. Uważa, że jak najwięcej pracy należy rozwijać w parafiach. To tutaj młodzież powinna odnaleźć swoje miejsce. Istotna jest każda, nawet najmniejsza inicjatywa młodych i warto ich słuchać, wspierać i motywować do działania. Takich wspólnot młodzieży w różnych parafiach nie brakuje w diecezji. Jest wielu księży i katechetów którzy poświęcają swój czas, by być z młodymi. Są oni inicjatorami wielu dzieł ewangelizacyjnych, charytatywnych i modlitewnych wśród młodych. Jednak, jak zauważa ks. Łukasz – w wielu, zbyt wielu niestety, duszpasterstwo zamiera. – Myślę, że my duszpasterze musimy obudzić najpierw ten entuzjazm i potencjał w nas samych, aby potem przekazać go młodym. Jeśli pozyskamy pięć, dziesięć osób w każdej parafii, to będą oni iskrą w swoich środowiskach, która będzie rozniecać wiarę wśród rówieśników. Czas, jak mówił papież Franciszek w Krakowie w 2016 roku, „założyć odpowiednie buty i wstać z kanapy”, by zmierzyć się z rzeczywistością, która na pewno okaże się być pełna potencjału, a odpowiednio wzmacniana przyniesie dobre owoce – tłumaczy. Zachęca wszystkich duszpasterzy, katechetów, by nie bali się zaangażować swojego czasu, sił i pracy i odnawiali duszpasterstwo młodzieży w swoich parafiach. – Owszem mamy teraz sporą konkurencję. Nie jest łatwo odciągnąć młodzież od komputera, telefonu etc. Ale prawdą jest, że wszystkie badania wskazują jak bardzo młody człowiek dziś potrzebuje wspólnoty, że jej szuka. My jako kapłani mamy mu w tym pomóc, dać mu możliwość ją odnaleźć w Kościele, proponując mu piękne wartości. Myślę, że na spotkaniach wspólnotowych z innymi młodymi będą mieli szansę poczuć bliskość Boga, potrzebę bycia razem oraz że otworzą się na siebie wzajemnie – mówi.

Ten rok jest szczególny dla młodzieży ponieważ w październiku w Rzymie odbędzie się Synod Biskupów na temat „Młodzież, wiara i rozeznanie powołania”. Do Watykanu napłynęło już wiele ankiet od młodych, dotykających problemów, wyzwań i pytań, jakie ma młodzież. Ogromnie cieszę się, że swój duży udział miała w nich nasza diecezjalna młodzież – mówi i bardzo prosi o modlitwę w intencji ŚDM i Synodu każdego 22. dnia miesiąca w każdej parafii. Łączenie się na modlitwie, wspólne czuwanie w naszych parafiach, jest najważniejsze. Młodzi udający się do Panamy spotykają się na czuwaniach 22. dnia miesiąca w Kościele Akademickim przy ul. Wesołej w Kielcach. Każdy jest zaproszony.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek do biskupów włoskich: lepiej by homoseksualiści nie byli przyjmowani do seminariów

2018-05-24 10:37

st (KAI) / Watykan

Podczas swojej trzygodzinnej poufnej rozmowy z biskupami włoskimi Franciszek poruszył między innymi kwestię obecności osób o skłonnościach homoseksualnych w seminariach i domach formacji - donosi portal vaticaninsider. Po raz pierwszy Franciszek mówił o tym publicznie – przypomina Salvatore Cernuzio. Papież wskazał, że jeśli istnieją wątpliwości co do kandydata, to lepiej, by go nie przyjmować do seminarium.

Synod2018/facebook

W tym kontekście dziennikarze przypominają skandale w różnych częściach świata spowodowane przez księży- czynnych homoseksualistów. Zaznaczają, że jeśli dopiero teraz Ojciec Święty porusza tę kwestię, to zapewne jest to związane z bardzo realnymi problemami Kościoła. Jednocześnie podkreślają, że słowa Franciszka odzwierciedlają wskazania zawarte w opublikowanym w roku 2016 przez Kongregację ds. Duchowieństwa "Ratio Fundamentalis". Mowa tam między innymi: „Gdy idzie o osoby o tendencjach homoseksualnych, które usiłują wstąpić do seminariów lub które podczas formacji odkrywają taką sytuację, w zgodzie z własnym nauczaniem Kościół, głęboko szanując osoby, których dotyczy ten problem, nie może przyjmować do seminarium ani do święceń osób, które praktykują homoseksualizm, wykazują głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne lub wspierają tak zwaną «kulturę gejowską». Osoby takie, w istocie, znajdują się w sytuacji, która poważnie uniemożliwia im poprawną relację do mężczyzn i kobiet. Nie można w żaden sposób zignorować negatywnych konsekwencji mogących zrodzić się na skutek święceń osób o głęboko zakorzenionych tendencjach homoseksualnych” (n. 199).

Ratio rozróżnienia między aktami homoseksualnymi a skłonnościami homoseksualnymi: akty homoseksualne są określane jako „grzechy ciężkie”, „wewnętrznie niemoralne i sprzeczne z prawem naturalnym”. Odnośnie do osób wykazujących tendencje homoseksualne, które są określone jako w każdym przypadku „obiektywnie nieuporządkowane”, mowa jest tam o postawie „szacunku i wrażliwości”, unikając „jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji”. Jednocześnie zaznaczono: „jeśli kandydat uprawia homoseksualizm albo wykazuje głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne, jego kierownik duchowy, a także spowiednik ma w sumieniu obowiązek odwieść go od ubiegania się o święcenia”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Mateusz jest wzorowym opiekunem rodziny

2018-05-24 18:13

Artur Stelmasiak

Ordo Iuris
22-letni Mateusz obiecał umierającej mamie, że zaopiekuje się młodszym rodzeństwem

Mateusz z Przemyśla ma 22 lata ale odpowiedzialności mogliby mu pozazdrościć znacznie starsi mężczyźni. Dzięki współpracy opieki społecznej i zaangażowaniu prawników Ordo Iuris sąd ustanowił go opiekunem zastępczym dla czwórki jego rodzeństwa.

Ich mama miała 42 lata, kiedy zmarła na raka piersi w sierpniu 2016 roku. Zmagała się z chorobą ponad 4 lata. Umierając poprosiła Mateusza, aby zaopiekował się swoim młodszym rodzeństwem. Mateusz obiecał mamie, że zajmie się dziećmi i nie odda ich, dopóki mu ich nie zabiorą. Istniało bowiem realne zagrożenie, że dzieci trafią do domu dziecka.

Sprawa odbiła się szerokim echem w ogólnopolskich mediach. W końcu lutego 2017 r. sąd, na czas trwania postępowania, ustanowił go opiekunem małoletnich i zobowiązał do współpracy z asystentem rodziny, który na bieżąco składał sprawozdania z wykonywania opieki przez 21-latka. W toku postępowania w sprawę włączyli się prawnicy Ordo Iuris, reprezentując Mateusza przed sądem. Na ich wniosek sąd przeprowadził postępowanie dowodowe z zeznań świadków, opinii pracowników opieki społecznej i opiniodawczego zespołu Sądowych Specjalistów.

Ordo Iuris
Mateusz będzie się opiekował dalej swoim rodzeństwem m. in. dzięki pomocy mec. Macieja Kryczki z Ordo Iuris

Dzięki pomocy m. in. prawników z Ordo Iuris, sprawa znalazła swój pomyślny finał w Sądzie Rejonowym w Przemyślu. Sąd wydał 23 maja 2018 r., postanowienie, w którym ustanowił Mateusza pieczą zastępczą dla rodzeństwa. - Można powiedzieć, że w przypadku Mateusza polskie państwo zachowało się jak trzeba - mówi mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Kultury Prawnej Ordo Iuris.

Od samego początku po nagłośnieniu sprawy przez media pomoc przyszła z wielu miejsc. Odezwały się osoby, które deklarują pomoc finansową czy rzeczową. Ordo Iuris zadeklarowało działania na rzecz Mateusza pro bono. W sprawie świadczeń 500+ odezwała się minister Elżbieta Rafalska, a swoich urzędników przysłał do Przemyśla nawet Prezydent.

Mateusza z Przemyśla reprezentowało wielu prawników z Ordo Iursi m. in. mec. Piotr Sura, mec. Łukasz Roga, mec. Jerzy Kwaśniewski i mec. Maciej Kryczka. - Ze zgromadzonego materiału dowodowego wynikało, że mimo młodego wieku i licznych trudności związanych z wychowywaniem czwórki dzieci, Pan Mateusz, przy skutecznej pomocy asystenta rodziny i pracowników opieki społecznej, daje rękojmię do właściwego wykonywania opieki i władzy rodzicielskiej nad swoim rodzeństwem.  Z pełnym uznaniem odnosimy się do decyzji sądu, gdyż ostatecznie reguluje status prawny małoletnich z uwzględnieniem silnej więzi emocjonalnej pomiędzy nimi a Panem Mateuszem – mówi mec. Maciej Kryczka.

Dla porównania Ordo Iuris prowadzi też kilka spraw Norwegii, gdzie pracownicy socjalni z „Barnevernet” wyspecjalizowali się w odbieraniu dzieci rodzinom na masową skalę. Wystarczy drobny pretekst, by zabrać norweskim rodzicom dziecko. - Dlatego sprawa Matusza była dla nas tak ważna. Udowodniliśmy, że w Polsce może być normalnie, a wszystkie organizacje społeczne i państwowe są po to, by wspierać i ochraniać rodzinę - mówi mec. Kwaśniewski.

Rodzeństwo żyje skromnie ale Mateusz stara się ze wszystkich sił, aby dzieci nie odczuwały niedostatku. W domu sprząta, gotuje, prasuje, pomaga w lekcjach. Sąsiedzi i ci, którzy znają sytuację chwałą Mateusza, bo stara się stworzyć rodzeństwu normalny dom. - Całoroczna kontrola Mateusza i postępowanie sądowe dowiodło, że Mateusz doskonale sobie radzi z młodszym rodzeństwem. Sąd nie miał żadnych wątpliwości, że najstarszy brat powinien zajmować się dziećmi. Według wywiadu środowiskowego jest wzorowym opiekunem rodziny - podkreśla Kwaśniewski. - Sprawa Mateusza to również modelowy przykład wzorcowo działającej opieki społecznej. Przecież on może być rodziną zastępczą dlatego, że ma doskonałą otulinę pomocy społecznej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem