Reklama

Bóg, królewna i księżniczki istnieją naprawdę!

2017-07-05 09:47

Rozmawia Agnieszka Bugała
Niedziela Ogólnopolska 28/2017, str. 42-43

Trixieliko/pixabay.com

O tym, że są rodziny szczęśliwe, czyli takie, w których każdy kocha każdego. I o tym, że ta miłość może zmienić życie innych w bajkę, z ks. dr. Markiem Dziewieckim rozmawia Agnieszka Bugała

AGNIESZKA BUGAŁA: – Przeczytałam Księdza książkę pt. „Bóg, królewna i księżniczki”. Przez całą lekturę powracało jedno pytanie: Czy to wydarzyło się naprawdę? Potem pożyczyłam książkę znajomym – reakcja była taka sama: To bajka, taki świat nie istnieje! Księże, Bóg jest prawdziwy, ale królewna i księżniczki? Skąd Ksiądz wziął te bohaterki? Gdzie je znalazł? Czy ta historia jest prawdziwa?

KS. DR MAREK DZIEWIECKI: – „Bóg, królewna i księżniczki” to nie reportaż, lecz powieść. Nie jest to jednak powieść typu fantasy, lecz historia oparta na faktach, stworzona na podstawie historii osób, które naprawdę istnieją. To powieść inspirowana rzeczywistością. Nie wymyśliłbym takich postaci, gdybym kilka lat temu nie poznał pewnej rodziny, która nie przestaje mnie wzruszać i zachwycać.

– Czy możemy zdradzić ich tożsamość?

– O to trzeba by zapytać tych moich przyjaciół. Oni sami nie lubią być chwaleni i wolą mówić, że to nie jest książka o nich. Mimo to w powieści odważyłem się umieścić nie tylko ich prawdziwe imiona, lecz także wiele konkretnych informacji o nich i o tym, co robią – także zawodowo. Dzięki temu uważny czytelnik ma szansę ustalić tożsamość bohaterów. Tym bardziej że są to osoby w Polsce znane.

– W takim razie pozostawmy czytelników z tą zagadką. A czym wzrusza Księdza ta rodzina?

– Tym, że ci małżonkowie i rodzice wraz z trójką córek kochają i uczą się kochać. Tworzą rodzinę szczęśliwą, czyli taką, w której każdy kocha każdego. Wokół nich jest świat, który czasem rani. Sami też wiedzą, że nikt z nich nie jest doskonały, bo nie jest Bogiem. Tytułowa królewna i jej mąż, a także ich córki – księżniczki mierzą się z problemami, z którymi borykają się niemal wszystkie rodziny na naszej planecie po grzechu pierworodnym. Nie żyją w niebie, lecz na ziemi. Są natomiast świadomi, że nie pochodzą z tej ziemi, lecz od Boga, który ich rozumie, kocha i uczy kochać. W powieści prawdziwe są nie tylko ich imiona, lecz także ich postawy. Rafał i Agnieszka wzruszają mnie wyjątkową wrażliwością, szlachetnością i ofiarnością, czasem wręcz heroicznością w miłości. Promieniują Bogiem i w tych promieniach pomagają córkom w stawaniu się Bożymi księżniczkami. Ci małżonkowie i rodzice zachwycili mnie do tego stopnia, że któregoś dnia usiadłem i zacząłem pisać powieść inspirowaną ich życiem oraz ich miłością.

– W jaki sposób Ksiądz pracował? Czy opisywane wydarzenia wydarzyły się naprawdę?

– Ta książka pisała mi się jakby sama. Po raz pierwszy w życiu w trakcie pisania doświadczyłem czegoś, co się nazywa natchnieniem. Nie byłem w stanie przewidzieć tego, co będzie się działo za chwilę. Niektóre fragmenty powieści zupełnie zaskoczyły mnie samego, np. przerażenie głównego bohatera na myśl, że nie będzie w stanie okazać miłości córce, gdy ta odwiedzi go po latach.
Kiedy ktoś z nas zaczyna kochać naprawdę i bezwarunkowo, to pozwala Bogu czynić cuda. Gdy ktoś spotyka drugą osobę, która kocha podobnie mocno, to cud osiąga swoją pełnię. Zawrzeć małżeństwo i złożyć przysięgę nieodwołalnej miłości na dobre i na złe to przecież publicznie i na piśmie zobowiązać się do tego, że będę odtąd każdego dnia stawał się człowiekiem coraz mniej podobnym do samego siebie, a coraz bardziej podobnym do Boga. Akcja „Boga, królewny i księżniczek” to streszczenie historii życia rodziny, która mnie zachwyca i wzrusza. Cieszę się, że porusza także czytelników. Niepokojącym natomiast znakiem czasu jest to, że taki styl życia, który wynika z wierności Bogu i człowiekowi, wydaje się nam bajką, czymś mało realnym. A to przecież normalność dla tych, którzy poważnie traktują słowa Jezusa: Kochajcie się wzajemnie, tak jak Ja was pierwszy pokochałem!

– Jednym z bohaterów jest pan Józef. Księżniczki wywracają do góry nogami jego smutny dotąd świat. Czy możemy poznać ciąg dalszy historii, troszkę spoza książki? Jak się potoczyły losy pana Józefa?

– Ten boleśnie rozczarowany dotychczasowym sposobem życia starszy mężczyzna to nie jakiś jeden człowiek, którego swoją miłością przemienia rodzina moich przyjaciół. To postać literacka, która reprezentuje jednak faktyczne, konkretne osoby, mierzące się z przeszłymi czy obecnymi ciężarami życia, a którym książkowa królewna ze swoim mężem oraz ich dzieci rzeczywiście pomogły i nadal pomagają – w rzeczywistości, a nie jedynie w mojej literackiej wyobraźni. Również ja przekonuję się o tym, że mimo mojego, niemal już emerytalnego, wieku odczuwam radość dziecka, gdy jestem blisko tych moich przyjaciół i że przykład ich życia mobilizuje mnie do stanowczego, a jednocześnie cierpliwego stawiania sobie coraz piękniejszych, Bożych wymagań. Razem z nimi codziennie modlę się o to, by ich losy i losy tych, których kochają najbardziej, ułożyły się jeszcze radośniej niż w powieści.

– W książce udało się Księdzu zawrzeć taką dawkę dobrych emocji, radości i wręcz czułości, że może ona odgrywać rolę terapeutyczną. Czy to świadomy zabieg?

– Każdy z nas został powołany przez Boga do istnienia właśnie po to, by odgrywać rolę terapeutyczną wobec bliźnich, a zwłaszcza wobec krewnych i przyjaciół. Miłość okazywana i przyjmowana to najlepsza forma terapii dla człowieka. Chrześcijanin to ktoś, kto staje się kimś podobnym do Jezusa – największego terapeuty wszech czasów. Wszystko, co mówimy i czynimy, w tym także wszystko to, co piszemy, powinno być wyrazem Bożej miłości, która goi rany i ucisza burze niepokojów. Oczywiście, z natury rzeczy powieść ma w tym względzie większe możliwości lecznicze niż książki techniczne, gdyż nie tylko prostuje sposoby myślenia, lecz także porusza i przemienia serce.

– A czy Ksiądz wie, że w trakcie czytania ludzie płaczą?

– Wiem, bo słyszałem o tym od wielu czytelników, w tym także od mężczyzn, którzy samych siebie opisują jako twardzieli, nieskorych do łez. Cieszę się, że płaczą, gdyż komunikowanie uczuć to dobra i cenna rzecz. Gdy płaczemy, to potwierdzamy, że jesteśmy podobni do Boga, czyli że mamy serce, a nie tylko zdolność myślenia. Łzy to potwierdzenie, że jesteśmy wrażliwi na los własny i innych ludzi. Nie ma miłości bez wrażliwości. Łzy to także znak, że czujemy się bezpieczni i silni. Tylko ludzie słabi boją się płakać, gdyż nie wierzą w to, że potrafią zapanować nad własnymi przeżyciami. Łzy to potwierdzenie, że tęsknimy za miłością i radością i że wiemy, iż nasze tęsknoty mają szansę się spełnić. W trakcie pisania tej powieści o rodzinie, która nie tylko w książce, lecz również w twardej czasem rzeczywistości promieniuje Bogiem, sam wiele razy płakałem. Czasem były to łzy wzruszenia, a czasem smutku czy niepokoju o to, co się stanie z bohaterami książki. Zdawałem i wciąż zdaję sobie sprawę z tego, że za akcją tej książki kryją się prawdziwe osoby, z krwi i kości, z trudnymi nieraz życiorysami, które każdego dnia i w najtrudniejszych nawet sytuacjach chcą być normalne, czyli coraz bardziej podobne do Boga.

– I co się stało? Czy królewna i księżniczki dały radę w trudnej, pozaksiążkowej rzeczywistości?

– Ich historia trwa i nie będzie miała końca, gdyż to historia, którą rozpoczął sam Bóg. On nigdy nie przestaje kochać. Stwórca każdego dnia na nowo wlewa w nasze serca miłość i nadzieję. Królewna, jej mąż i trzy księżniczki bywają czasem smutni – w wyniku zmęczenia czy trosk. W każdej sytuacji pozostają jednak mocni miłością Boga i wzajemną miłością. Kto kocha, ten zdobywa największą władzę we wszechświecie: władzę nad samym sobą po to, by kochać bardziej niż dotąd lub by zacząć kochać. Każdy z nas jest zaproszony do tego, by włączyć się w historię miłości, która nie zawodzi i która wszystko przetrzyma.

* * *

Ks. dr Marek Dziewiecki
Duszpasterz rodzin i popularny rekolekcjonista, psycholog, terapeuta uzależnień

Tagi:
książka

Wnikliwy obraz działań Stolicy Apostolskiej. Cenna książka Hanny Suchockiej

2018-08-02 13:35

mp / Warszawa (KAI)

„Ambasador u trzech papieży” - to najnowsza książka Hanny Suchockiej, prezentująca pogłębiony obraz polityki prowadzonej przez Stolicę Apostolską - na rzecz obrony godności i podstawowych praw człowieka w skomplikowanych warunkach dzisiejszego świata. Dowiadujemy się z niej jak ważnym ośrodkiem światowej dyplomacji jest rzymska stolica chrześcijaństwa oraz jaką rolę odgrywa akredytowane przy niej grono przedstawicieli poszczególnych państw, w tym i Polski.

ACKI/pixabay.com

Przy okazji poznajemy rzymskie klimaty, urok Wiecznego Miasta, jak również życie rzymskich rodów arystokratycznych, wśród których Hanna Suchocka, jako ambasador i była premier Rzeczypospolitej, znalazła należne sobie miejsce.

Hanna Suchocka misję Ambasadora RP przy Stolicy Apostolskiej pełniła w latach 2001–2013 w czasie pontyfikatów Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Była jednym z najdłużej pełniących tę funkcję dyplomatów, nabyła też olbrzymie doświadczenie. Główną wartością jej książki jest pierwsza tak wnikliwa na polskim rynku księgarskim, analiza roli, jaką Stolica Apostolska odgrywa w światowej dyplomacji - choć nie ma ona żadnych przysłowiowych „dywizji” ani nie jest potęgą gospodarczą.

„Dzięki tym swoistym cechom Stolicy Apostolskiej, które przejawiają się w łączeniu elementów globalnych i lokalnych, państwa i religii, a także w neutralności na arenie międzynarodowej, Stolica Apostolska okazuje się niezwykle ważnym partnerem w łańcuchu dyplomatycznym wielu państw” – konstatuje autorka. Dodaje, że „aby zrozumieć w pełni angażowanie się Stolicy Apostolskiej w kwestie międzynarodowe, konieczne jest dobre rozeznanie w zasadach na jakich opiera się jej aktywność na tym polu. (…) Zawsze punktem centralnym nauczania Stolicy Apostolskiej, zarówno w przypadku Jana Pawła II, jak i jego następców, jest godność osoby ludzkiej; - i co należy podkreślić z całą mocą – godność każdego człowieka, niezależnie od jego narodowości, rasy czy wyznania”.

Suchocka prezentuje szczegółowo zaangażowanie Stolicy Apostolskiej np. w kwestię uniknięcia wojny w Iraku, w czym Stolica Apostolska była osamotniona. A słuszność linii prezentowanej przez Jana Pawła II można ocenić dopiero po latach, widząc, że wojna ta nie rozwiązała żadnych istotnych problemów Bliskiego Wschodu. A nawet przeciwnie, bardzo je pogłębiła, tworząc w istocie grunt sprzyjający niebezpiecznym ekstremizmom, z tzw. Państwem Islamskim.

Bardzo wartościowa jest analiza wkładu Stolicy Apostolskiej w proces integracji europejskiej, co było wielkim dziełem Jana Pawła II. Suchocka pokazuje liczne motywy dyplomacji Stolicy Apostolskiej tak silnie popierającej integrację europejską. A była nią chęć odbudowy starego kontynentu jako jedności w sensie nie tylko politycznym czy gospodarczym, ale jeszcze bardziej kulturowym i aksjologicznym. Stąd olbrzymie wysyłki Jana Pawła II na rzecz ponownego odkrycia i aktualizacji chrześcijańskiego dziedzictwa Europy, które jest jednym z najważniejszych elementów kształtujących tożsamość europejską.

Była Ambasador RP ukazuje również, dokonany w dużej mierze dzięki niej samej, proces zmiany koncepcji działania kierowanej przez nią placówki dyplomatycznej. Polegało to na ewolucji polskiej ambasady przy Stolicy Apostolskiej z placówki nastawionej na kontakty dwustronne: Polska – Watykan, na rzecz „ambasady multilateralnej”. Rolę jaką odgrywa Stolica Apostolska, Autorka przyrównuje do najważniejszych organizacji międzynarodowych, o wielkim globalnym autorytecie. Stąd ambasady przy niej ustanowione mają wyraźne cechy ambasad multilateralnych.

Suchocka wykazuje, że dzięki tej rozszerzonej koncepcji Ambasada RP przy Stolicy Apostolskiej zaczęła odgrywać istotną rolę wśród korpusu dyplomatycznego akredytowanego w Rzymie, a Polska stała się ważnym sojusznikiem działań Stolicy Apostolskiej na arenie międzynarodowej. „Stanowisko Polski w wielu sprawach wykazuje dużą zbieżność ze stanowiskiem Stolicy Apostolskiej i to jest niezwykle ważne. Chodzi w tym wypadku np. o kwestie stosunku do zagadnień natury etycznej, ochrony życia, badań genetycznych itd.” – tłumaczy Suchocka.

Książka ta jest również dowodem jak bardzo polska Ambasador pokochała Rzym, jego kulturę i duchowość. Dzięki jej lekturze i opisanym tam historiom nie tylko poznamy strukturę i mechanizmy działania Stolicy Apostolskiej oraz tajniki protokołu dyplomatycznego, ale i sam Rzym i jego niezwykłe uroki, miasta, w którym jak chyba nigdzie indziej „sacrum” przeplata się z „profanum”. Suchocka opowiada nie tylko o postaciach z pierwszych stron gazet, ale również z sympatią i nostalgią wspomina zwykłych ludzi, których spotykała na targu, w małych sklepikach, ulubionych trattoriach i kafejkach.

Jest to także wyjątkowy i bogato ilustrowany przewodnik po najważniejszych zabytkach jak i zaułkach Wiecznego Miasta. Autorka pięknie opisuje znane i mniej znane miejsca. Idąc za jej wskazówkami, możemy podczas rzymskich wędrówek uciec od miejsc pełnych turystów i odnaleźć ukryte skarby na uboczu.

Hanna Suchocka; „Ambasador u trzech papieży”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2018.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzień 12. - Miłość, Która przebacza

2018-08-13 20:01

Ks. Krzysztof Hawro

Poniedziałek to ostatni pełny dzień pielgrzymowania. Wszystkim pątnikom towarzyszyła myśl, że już blisko Jasna Góra. Słoneczny poranek zaprowadził nas na pierwszy postój w Apolonce. Słoneczne promienie towarzyszyły nam przez cały dzień. Tradycyjnie w Janowie uczestniczyliśmy w ostatniej pielgrzymkowej Eucharystii.

Ks. Krzysztof Hawro/Niedziela
Ks. Krzysztof Hawro

Po błogosławieństwie wyruszyliśmy w stronę Skowronowa, skąd udaliśmy się na ważną dla wszystkich górkę – Przeprośną Górkę przed Przymiłowicami. To moment szczególny, moment rachunku sumienia i wyrażenia wdzięczności Bogu i bliźnim. Katechezę wygłosił ojciec duchowny naszej pielgrzymki, ks. Krzysztof Szynal.

Ostatnią noc spędziliśmy w Przymiłowicach, Turowie, Małusach Małych, Brzyszowie i Srocku.

Dziś też ostatni Apel Jasnogórski - tym razem każda grupa we własnym gronie. Będzie czas na szczególne podziękowania dla księży i poszczególnych służb – porządkowych, „pigułek”, scholi, łączności, kwatermistrzów.

Czas szybko ucieka. Za nami tyle kilometrów. Dziś serce bije szybciej, bo już jutro spojrzymy w oczy Matki Bożej.

Ks. Krzysztof Hawro/Niedziela
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

„Z Maryją wolni” - na Jasną Górę dotarło ok. 6 tys. warszawskich pielgrzymów

2018-08-14 17:32

it / Jasna Góra (KAI)

Z wielkim wołaniem za Polskę, wierna złożonym w 1711 r. ślubom, na Jasną Górę dotarła 307. Warszawska Pielgrzymka Piesza. „Z Maryją wolni” wołało ok. 6 tys. pątników. W drodze odmawiali Litanię Narodu Polskiego i Akt Oddania w Macierzyńską Niewolę Miłości za wolność Kościoła. Wpisywali się do Księgi Niepodległości przekazanej przez prezydenta RP Andrzeja Dudę.

Fenomen pielgrzymki warszawskiej polega na jej ciągłości, wierni wypełniali śluby nawet w czasie rozbiorów, wojen i komunizmu. - Kompania nazywana jest „matką” pielgrzymek - przypomina o. Marek Tomczyk.

Kierownik wyjaśnia, że to z tej pielgrzymki wyrastają inne, które pielgrzymują na Jasną Górę. - Warszawska pielgrzymka oczywiście nie jest najstarsza, ale jedną z najstarszych. To właśnie tutaj wielu przewodników uczyło się pewnego stylu pielgrzymowania, zapożyczało pewne metody duszpasterskie. Kiedyś nie było aż tyle pielgrzymek, dlatego byli u nas przedstawiciele różnych miast i diecezji - przypomniał paulin. Z dumą podkreślił, że pielgrzymka warszawska w sposób „nieprzerwany, ciągły i trwały wpisuje się w krajobraz naszej Ojczyzny i w ten sposób zachowana jest piękna tradycja ojców”. - Nie ma takiej siły, by nas ktoś zatrzymał w drodze, bo jest zew w ludzkim wnętrzu i w naszych sercach - podkreśla o. Tomczyk.

Kierownik zauważył, że tegoroczna pielgrzymka wpisała się w świętowanie jubileuszu stulecia odzyskania niepodległości, który przeżywany był w wymiarze duchowym. - Przede wszystkim próbowaliśmy odkrywać i odczytywać znaczenie Matki Bożej i Jasnej Góry w czasie zaborów i przypominać sobie wydarzenia z 1918 r. - powiedział kierownik. - Chcemy naszą cząstkę pielgrzymowania czyli modlitwę, ofiarę, pokutę, cierpienie, zawierzenie, ofiarować w intencji naszej Ojczyzny. Ufamy, że Pan Bóg przyjmie naszą ofiarę – dodał.

Na pątniczym szlaku obecna była w tym roku Księga Niepodległości, którą specjalnie pielgrzymom warszawskim przekazał prezydent RP Andrzej Duda. Wierni wpisywali do niej swoje życzenia i modlitwy za Polskę i jak zauważa kierownik, „były one bardzo wzruszające”.

W pielgrzymce przyszło ok. 6 tys. osób. Paulini zauważają tendencję wzrostową, co jest dla nich radością. Warszawską kompanię tworzyły 23 grupy, podzielone na trzy kolumny: grupy zasadnicze, dziesiąte i piętnaste.

Do odprawiających rekolekcje w drodze dołączyli ci, którzy nie mogli wyruszyć fizycznie, ale zobowiązali się do codziennej łączności z pielgrzymami, udziału we Mszy św. i podejmowania dodatkowych wyrzeczeń. Prawie 300 osobową grupę duchową stanowili słuchacze Radia Jasna Góra, którzy przekroczą progi Jasnej Góry wraz z „15 purpurową”, niosącą ich intencje.

Duchowi pielgrzymi, zamiast tzw. wpisowego, przynosili środki czystości, które zostaną przekazane biednym rodzinom, podopiecznym Jasnogórskiego Punktu Charytatywnego.

Wielu podkreśla, że pielgrzymowanie duchowe bywa trudniejsze od tego fizycznego, ale jego owoce są nie do przecenienia. - Czuję się szczęśliwa, że mogę z nimi duchowo pielgrzymować, to kosztuje, ale ma wielki sens - powiedziała p. Maria z Kochłowic, która kolejny raz wybrała się duchowo na pielgrzymkę.

Niektórzy, jak Joanna z Częstochowy, starają się zaznać chociaż trochę pielgrzymiego trudu: "Jak rusza pielgrzymka warszawska, to my zbieramy się w małej grupce i rozpoczynamy naszą drogę z miejsca zamieszkania na Jasną Górę, codziennie rano pielgrzymujemy kilka kilometrów, by modlić się w intencji tych, którzy wyruszyli z Warszawy. Odmawiamy po drodze modlitwy, różaniec, koronkę i inne a w Kaplicy Matki Bożej uczestniczymy we Mszy."

Intencje duchowych pielgrzymów przekazywane są przez przewodnika grupy zaraz na początku drogi, a więc w Warszawie. Ci, którzy napisali na kartkach swój adres, nieraz dostają specjalne pozdrowienia z trasy pielgrzymki z podpisem osoby, która niesie ich intencje. Czasami pielgrzymi „odszukują się” w Częstochowie i razem wkraczają na Jasną Górę. Większość intencji jest jednak anonimowa. Dominują w nich prośby o wyrwanie z nałogu, nawrócenie dzieci, jedność w rodzinie, o cudowne uzdrowienie z ciężkiej choroby.

W tym roku do grupy duchowej przy Radiu Jasna Góra zgłosiło się ok. 300 osób. To głównie starsi i chorzy, ale nie brakuje też tych, którzy muszą w tym czasie pracować.

Wszystkim duchowym pielgrzymom, także tym, którzy dzień i noc trwali na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem, za wsparcie podziękował kierownik. - Jesteśmy wam bardzo wdzięczni, to dla nas wielkie umocnienie, odwdzięczamy się modlitwą u Pani Jasnogórskiej i podczas drogi - powiedział o. Tomczyk.

Warszawska Pielgrzymka Piesza nazywana także paulińską, początkami sięga XVIII w. i jest najstarszą wyruszającą ze stolicy. W 1711 r. Bractwo Pana Jezusa Pięciorańskiego przy paulińskim kościele św. Ducha w Warszawie poprowadziło pielgrzymkę na Jasną Górę w imieniu miasta, prosząc o ocalenie przed szalejącą epidemią. Do dziś w częstochowskim Sanktuarium przechowywana jest srebrna tablica - wotum mieszkańców Warszawy, złożone z prośbą o oddalenie zarazy. Bractwo organizowało i odbywało pielgrzymki aż do połowy XX wieku, nawet w czasach zaborów. W 1792 r. wojska zaborcze na odcinku trasy z Woli Mokrzeskiej do Krasic wymordowali wszystkich uczestników pielgrzymki. Pątnicy do dziś w trakcie wędrówki zatrzymują się przy ich zbiorowej mogile. W 1963 r. władze nie zgodziły się na wyruszenie warszawskich grup, motywując swoją decyzję epidemią ospy, na niektórych obszarach Polski. Mimo to do Częstochowy wyruszyła "nielegalna pielgrzymka", którą na Jasnej Górze przywitał Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem