Reklama

Nowy Testament

Spokojnie, to tylko wakacje

2017-07-05 09:47

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 28/2017, str. 44-45

alexandre zveiger/Fotolia.com

Wakacje są radością dla dzieci, ale często poważnym stresem dla rodziców. Zwłaszcza gdy dziecię ma naście lat i właśnie oznajmia rodzinie, że planuje pierwszy samodzielny wyjazd. Prawdą jest, że na młodych ludzi czyha obecnie znacznie więcej niebezpieczeństw niż kilka dekad temu. Nie dziwią więc obawy dorosłych. Jednak z drugiej strony – kiedyś trzeba wypuścić pisklaki spod skrzydeł, zaufać im. A może raczej – zaufać sobie. Jak sprawić dziecku frajdę, samemu nie odchodząc od zmysłów?

Najpierw się martwiłam, czy córka poradzi sobie na pierwszej szkolnej wycieczce, potem zaliczałam bezsenne noce, gdy pojechała na kolonie. Ale to wszystko była ledwie przygrywka przed tym, co czeka mnie tego lata. Moja córka ma 16 lat i właśnie poprosiła o zgodę na wyjazd wraz z grupą przyjaciół na Mazury. Wzbudziło nasze podejrzenia to, że dziewczęta, które na oczy nie widziały kokpitu, nagle chcą żeglować. Oczywiście, stał za tym pomysłem przystojny kolega żeglarz. W jednej chwili zobaczyłam obrazy rodem z horrorów dla rodziców – hordy typów spod ciemnej gwiazdy, jakieś narkotyki, przypadkowy seks, alkohol, używki, balangi do białego rana czy co tam jeszcze wpadnie im do głowy. Mój opanowany mąż najpierw zaniemówił, a potem orzekł, że ma do córki pełne zaufanie, bo przecież wie, kogo wychował. Dwa dni później mieliśmy zarezerwowaną agroturystykę w sąsiedniej mazurskiej wsi. Tak na wszelki wypadek.

– Rodzice pytają często, w jakim wieku można wysłać dziecko na samodzielne wakacje. Nie ma gotowej odpowiedzi. Wszystko zależy od osobowości dziecka i od sposobu, w jaki je wychowujemy. Na ile jest samodzielne, zaradne, na ile potrafi radzić sobie w obcym otoczeniu. Powiem truizm, ale dziecko trzeba wychowywać do samodzielności niemal od przedszkola. Dzieciaki powinny mieć – proszę wybaczyć obrazowe sformułowanie – wprasowane w mózg, co jest niebezpieczne, czego należy unikać – wyjaśnia Anna Bordeu, psycholog dziecięcy. – Ale uczenie samodzielności rozkłada się na lata. Inaczej zachowa się dzieciak, który ma w domu konkretne obowiązki, a inaczej taki, który nie potrafi zasłać łóżka. Inaczej taki, który ma za sobą wyjazdy kolonijne, obozy harcerskie czy pielgrzymki, a inaczej taki, którzy jeździł na wakacje tylko do dziadków albo na wczasy all inclusive z rodzicami.

Zasada ograniczonego zaufania

– Mój jedynak nie tylko zaplanował z przyjaciółmi wyjazd – wspólnie opłacili sobie też BlaBlaCar i zaklepali noclegi nad morzem. Śródziemnym! Choć Marek jest prawie pełnoletni, to żyje pod naszym dachem i na nasz koszt, i nie może robić, co chce. Zorganizowaliśmy więc z mężem spotkanie z rodzicami reszty chłopców. Okazało się, że nie byliśmy osamotnieni w obawach. Stanęło na tym, że finansujemy wyjazd, ale w zamian dostajemy pełny spis miejsc noclegowych. Chłopcy zobowiązują się codziennie meldować, bo inaczej nie będzie następnej transzy pieniędzy. Podpowiedź dla rodziców: zróbcie dzieciom karty bankomatowe, na które będziecie dosyłać pieniądze. W ten sposób młodzi was nie zlekceważą, a wy będziecie mieli komfort spokoju.

Reklama

Cenna może okazać się też informacja, że każdy organizator letniego wypoczynku musi go zgłosić. Na stronie MEN pod adresem: wypoczynek.men.gov.pl rodzic znajdzie podstawowe informacje na temat organizatora i legalności obozów, kolonii, półkolonii, zielonych szkół czy nawet kilkudniowych wycieczek. Jeśli wyjazdu, na którego sfinansowanie namawia nas dziecko, nie ma w tym rejestrze, radzimy poszukać czegoś innego. Inną wartą uwagi kwestią jest kadra opiekunów. Jeśli jest ona młodociana i z małym doświadczeniem (kurs na wychowawcę kosztuje ok. 200 zł i trwa 36 godzin), lepiej sprawę przemyśleć raz jeszcze.

To nie bajka, to sekta

Rodzice, którzy pozwalają dzieciom na samodzielność w czasie wakacji, zdecydowanie bardziej obawiają się zagrożeń cielesnych niż duchowych – tak wynika z doświadczeń dominikańskich ośrodków zajmujących się sektami i pomagających ofiarom sekt. Okres wakacji jest czasem wzmożonej aktywności sekt, bo młodzież łaknie nowych doznań. Rodzicom powinna zatem zapalić się czerwona lampka, gdy dziecko chce jechać na darmowy kurs językowy, na darmowe lub tanie obozy proekologiczne i prozdrowotne, organizowane przez mało znane instytucje. Coraz częściej niektóre z sekt wykorzystują ten niewinny sposób do łowienia kolejnych członków.

Nieżyjący już dominikanin – o. Tomasz Alexiewicz, duszpasterz uzależnionych z Warszawy, mawiał, że pomaga ludziom uwikłanym w sekty i alkohol. „Zbieżność tych dwu spraw nie jest zupełnie przypadkowa. Na sektę patrzymy także jak na uzależnienie”. Przekonywał rodziców, by jak najwcześniej uczyli swoje dzieci asertywności. Owej dobrze pojętej pewności siebie, polegającej m.in. na mówieniu „nie” bez podawania przyczyn. Dziecku trzeba wpajać umiejętność radzenia sobie z manipulacją. Nauczyć, jak poznać, że ma się do czynienia z sektą, a nie z grupą fajnych ludzi. O. Alexiewicz przestrzegał także przed grupami podającymi się za katolickie. Kilka lat temu w takim właśnie „zakonie” znalazł się młody człowiek pochodzący z religijnej rodziny. Rodzice zgodzili się na samodzielny wyjazd ledwie pełnoletniego chłopaka z „kościelną grupą”, która okazała się... sektą. Nie było jej w oficjalnym spisie zakonów męskich Kościoła katolickiego. Jej członkowie wędrowali swobodnie po polskich diecezjach i werbowali nowych członków wśród ludzi, dla których określenie „katolicki” jest tożsame z „godny zaufania”.

Dariusz Pietrek ze Śląskiego Centrum Informacji o Sektach i Grupach Psychomanipulacyjnych „Kana” kilka lat temu opowiadał na naszych łamach, że wiele sekt ma swoich wysłanników w miejscowościach wypoczynkowych i oferują np. szkołę jogi, zajęcia z informatyki, techniki uzdrawiania, relaksację i wiele innych. – Cel jest zawsze ten sam: nawiązać kontakt, oswoić. Na etapie werbunku młody człowiek jest zafascynowany i szczęśliwy, bo poznał nowych ludzi, którzy słuchają go z uwagą, dowartościowują na różne sposoby. Fakt, że ma do czynienia z członkami sekty, jest głęboko ukryty. Potem okazuje się, że młody człowiek wraca do domu zupełnie odmieniony. Zdarzało się, że później, po skończeniu 18 lat, taka osoba postanawiała radykalnie zmienić swoje życie, znikała z domu, bywało, że żądała od rodziców alimentów lub wytaczała sprawę o spadek – powiedział Pietrek.

Dopalane wakacje

Karol Łojek, psychoterapeuta, wykładowca z zakresu psychoprofilaktyki Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, uważa, że rodzice obawiają się wakacji, bo o ile w czasie roku szkolnego potrafią jakoś ogarnąć sytuację, o tyle w wakacje sprawa zaczyna się komplikować. – Są rodzice, którzy mają na tyle odpowiedzialne nastolatki, że mogą pozostawić je bez opieki w poczuciu spokoju, że nie przysporzą sobie problemów, jednak większość drży o to, co „mądrego” podczas wakacji wymyśli ich pociecha. Lato to okres eksperymentowania z różnymi zachowaniami, a także substancjami psychoaktywnymi – mówi psychoterapeuta.

Według dr. Łojka, podstawowa zasada brzmi: nie bagatelizuj. Reaguj, gdy dziecko po powrocie do domu „pachnie” nikotyną, a tym bardziej alkoholem.

– To, że w naszej kulturze powszechnie używa się tych substancji, wcale nie znaczy, że należy to akceptować – przekonuje. Najważniejsze jest jednak rozmawianie. Dr. Łojka dziwi, gdy rodzice przekonują, że nie zauważyli u dziecka niczego niepokojącego. Tymczasem użycie dopalaczy, zwłaszcza tych mocniejszych, jest widoczne gołym okiem. – Prawda jest przykra: rodzice po prostu nie rozmawiają ze swoimi dziećmi, inaczej poznaliby, że jest coś nie tak... – twierdzi dr Łojek.

Jak rozgryźć ten orzech bez narażania szczęk

Specjaliści mogą jedynie podpowiadać, kiedy rozważyć zgodę na samodzielny, czyli niezorganizowany, wyjazd dziecka. Rodzice powinni nie tylko akceptować miejsce i towarzystwo, z którym dziecko wyjeżdża, ale także poznać współtowarzyszy, a jeszcze lepiej – także ich rodziców. Przed wyjazdem powinno się też odbyć z dzieckiem spokojną rozmowę, podczas której szczerze powiemy, czego się najbardziej boimy.

Kiedy nie powinniśmy wyrazić zgody na samodzielny wyjazd? Jeśli mamy kiepski kontakt z dzieckiem. O niczym nam nie mówi i buntuje się wobec wszystkich naszych nakazów i próśb. Mimo że należy się spodziewać wojny domowej – pamiętajmy: najważniejsze jest jego bezpieczeństwo. Ze zbuntowanym nastolatkiem trudno się rozmawia, ale trzeba podjąć taką próbę, najpewniej niejedną. Nie wolno bać się reakcji dziecka ani wstydzić swoich uczuć. Szczerze trzeba powiedzieć, dlaczego nie zgodziliśmy się na samodzielny wyjazd. I dopóki dziecko nie zmieni swego zachowania, nie będzie szansy na wymarzone wakacje.

Tagi:
wakacje

Zdarte kolana, radość wygranej i poczucie wspólnoty. Wakacje z Caritas na półmetku

2018-08-10 16:52

car / Warszawa (KAI)

Dla niektórych to pierwszy zorganizowany wypoczynek w życiu, a zarazem okazja do nabierania nawyku aktywnego sposobu spędzania wolnego czasu. Uczestnicy Wakacyjnej Akcji Caritas pochodzą z rodzin, których nie stać na wakacje. Na koloniach wypoczywają dzieci z całej Polski oraz dzieci polonijne z Ukrainy, Białorusi czy Litwy.

Materiały prasowe

W tym roku, w związku ze 100-leciem odzyskania niepodległości, w wielu programach kolonijnych położono nacisk na treści patriotyczne. Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej przygotowała program pt. „Święty Stanisław Kostka oraz wielcy Polacy w drodze do Niepodległej”. Jego celem było uświadomienie dzieciom, jak ważna jest odpowiedzialność za podjęte działania oraz szacunek dla innych ludzi. Organizatorzy starali się w lekki i ciekawy sposób przybliżyć dzieciom ważne wydarzenia z historii Polski i opowiedzieć o ludziach, którzy odegrali ważną rolę w odzyskiwaniu niepodległości.

Caritas Diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej zadbała o rozwój wszechstronnych talentów swoich podopiecznych. – Przed południem dzieci uczestniczyły w konkursach wiedzy oraz warsztatach organizowanych przez wychowawców, do wyboru były warsztaty historyczne, dziennikarskie czy plastyczne – mówi Mateusz Kaczmarek, kierownik kolonii.

Aktywni fizycznie, a nie na Facebooku

„Wakacje z Bogiem”, organizowane przez wychowawców i rodziców uczestników w świetlicy „Pod Aureolą św. Józefa” Caritas Archidiecezji Białostockiej trwały przez cały lipiec. W programie znalazły się m.in. rajd rowerowy, wycieczka do Białowieskiego Parku Narodowego czy eskapada do muzeum.

– Co można robić z ponad trzydziestką dzieci w różnym wieku, pochodzących z różnych środowisk? Konie kraść! Różnice znikają podczas wspólnie organizowanego czasu – opowiada ks. Konrad Węcławski, organizator kolonii. – Starsi weszli w rolę dorosłych, chętnie pomagali i opiekowali się młodszymi, a ci drudzy - czując na sobie opiekuńczy wzrok dojrzalszych kolegów- oddali się beztroskiej zabawie – dodał.

Z kolei prawie pięćdziesięcioro dzieci z diecezji siedleckiej wakacje mogło spędzić w stolicy polskich Tatr. Wyjazd miał charakter profilaktyczno-wychowawczy. W cieniu Pienin, pod okiem psychologa i pedagoga, dzieci codziennie brały udział w przygotowanych specjalnie dla nich zajęciach dotyczących m.in. profilaktyki uzależnień i zdrowego stylu życia. Obok tego był czas na rozmowy indywidualne. Dzieci dzielnie zwiedzały Rusinową Polanę, Gęsią Szyję, Kalatówki z Pustelnią Brata Alberta, Gubałówkę, Krzeptówki i Krupówki.

Podczas wyjazdu dzieci korzystały z telefonów komórkowych tylko w czasie wolnym. – Po 10 dniach kolonii jedna z uczestniczek podkreśliła, że jest za to wdzięczna, bo dotychczas nie wyobrażała sobie życia bez telefonu, a w szczególności Internetu, Facebooka i Instagrama – przyznał ks. Paweł Wojdat, kierownik turnusu – Tutaj zobaczyła, jak wiele czasu traci na to każdego dnia. Zrozumiała, że te chwile mogłaby poświęcić na przebywanie z rodziną i znajomymi.

Żywa historia dla dzieci polonijnych

W lipcu Sokołów Podlaski opanowało ponad pięćdziesięcioro dzieci polonijnych z terenu Ukrainy oraz Litwy. Część uczestników przyjechała do ojczyzny swoich przodków po raz pierwszy. Dzieci i młodzież uczestniczyli w lekcjach języka polskiego, warsztatach dietetycznych oraz kulinarnych. Zwiedzali także najważniejsze zabytki Warszawy, a w skansenie Wsi Polskiej w Ciechanowcu podjęli się dawnych, zanikających już zajęć gospodarczych. Dzieci z obwodu żytomierskiego na Ukrainie oraz z okolic Wilna mogły spędzić wakacje w Polsce dzięki Caritas Diecezji Drohiczyńskiej.

– Najważniejsze było jednakże nie to, co robiliśmy, ale samo spotkanie z drugim człowiekiem, wspólne spędzenie czasu, bycie „dla kogoś” – podsumowuje ks. Konrad Węcławski z archidiecezji białostockiej. – Nie mechaniczne przewijanie newsów portali społecznościowych, ale interakcja z żywym człowiekiem oraz dotykanie rzeczywistości, która nas otacza. Łzy będące skutkiem obdartego kolana, radość wygranej, trudne przyjmowanie przegranej, coraz to nowe doświadczenia budujące nasze „ja”, naszą Wspólnotę. W tym dziele jednoczy nas Chrystus i chwała Mu za to!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Matka Boska Zielna

Krzysztof Szewczyk
Edycja legnicka 33/2004

15 sierpnia Kościół przypomina wiernym wielki dogmat wiary katolickiej, ogłoszony w 1950 r. przez papieża Piusa XII, mówiący o tym, że Maryja - Matka Chrystusa wraz z ciałem została wzięta do nieba.

Kult Pani Wniebowziętej żywy był w Kościele od czasów Apostołów, a jeszcze bardziej rozwinął się w V w., przychodząc stopniowo do narodów słowiańskich, w tym także do Polski, gdzie pierwsze świątynie nosiły wezwanie Wniebowzięcia Matki Bożej. Dzisiaj w Polsce na przeszło 3000 kościołów i kaplic wzniesionych ku czci Matki Bożej ponad 600 dedykowanych jest Maryi Wniebowziętej.
Święto to przypada w czasie późnego lata, kiedy ponownie kwitną łąki, mienią się różnobarwnymi kwiatami, dojrzewają jeżyny, owoce w sadach. W tym też czasie trwają prace żniwne, w myśl starego powiedzenia: „Na Wniebowzięcie pokończone żęcie”.
Wielki trud polskiego rolnika przynosi plon obfitości. Jarzębina stroi się w czerwone korale, grona dzikiego bzu są czarne, a w lasach pełno grzybów i radości, wszędzie sytość, nadzieja, bo stodoły pełne zboża. Babie lato omotuje poranki i zmierzchy, a drogami i polnymi ścieżkami zdążają w stronę licznych maryjnych sanktuariów pielgrzymi, bo to czas największego wędrowania do miejsc szczególnego kultu Maryi: do Częstochowy, Kalwarii Zebrzydowskiej, Kalwarii Pacławskiej, Świętej Lipki, Gietrzwałdu, Lichenia i wielu, wielu innych.
Już od końca X w. znany jest zwyczaj święcenia w tym dniu ziół polnych oraz owoców sadów i pól, wywodzący się ze starej chrześcijańskiej legendy, mówiącej o tym, jak apostołowie po otwarciu grobu Matki Bożej nie znaleźli tam Jej ciała, a jedynie same zioła i kwiaty. Nasz rodzimy poeta Wacław Rolicz-Lieder tak w swym wierszu odzwierciedla ludową pobożność związaną z tym świętem;

Kwiaty z pól okolicznych uszczknięte i zioła,
Przenajświętsze ofiary pracowitej wioski,
Przyniosły swe zapachy do wnętrza kościoła,
Przyniosły przed oblicze dobrej Matki Boskiej.
Przed ołtarzem ksiądz szepce łacińskie wyrazy,
Woń kwiatów coraz żywiej nad głowy się wznasza:
Ochraniaj nas od klęski, chorób i zarazy,
Królowo ziół przedziwna, pól Rządczyni nasza!
Rozśpiewały się usta, organ wciąż przewodzi,
Ten w piersi się uderza, ten znak krzyża czyni:
Ochraniaj nas od wojny, ognia i powodzi,
O ziół Królowo można, naszych pól Rządczyni!
W górze, jak głos starczy, organ przepowiada,
A w dole, z piersi ludu płynie pieśń kościelna,
U stóp Twych, jasna Pani, wieś swe dary składa,
O pól Rządczyni mądra, o Królowo Zielna!

Wykonane z ziół, zbóż, kwiatów i owoców wianki niesione są do kościoła po dzień dzisiejszy, w myśl starego powiedzenia: „Każdy kwiatek w ten dzień woła: weź mnie do kościoła, a ja cię tam przywołam”. Wianki w każdym regionie kraju zwano inaczej, jak choćby równianki, prozanki, a u prawosławnych - kwietki. Po poświęceniu zanosi się je do domów, gdzie wraz z palmą wielkanocną i wiankami z oktawy Bożego Ciała używane są do rozmaitych celów: przy zabiegach w hodowli i rolnictwie, chronią przed burzą, gradobiciem, powodzią, szkodnikami itp. Przy różnych niedomaganiach z poświęconego wianka wybiera się właściwe gatunki ziół, przygotowując z nich lek. Często cały wianek bywa uważany za środek uniwersalny na różne choroby, niezależnie od składu roślin. Wiele nazw ziół, zbieranych do wianków na Matkę Boską Zielną, wiąże się z Rodziną Świętą, Panem Bogiem czy postaciami świętych. Z gwary ludowej niektóre weszły do nazewnictwa oficjalnego, jak np. bylica - Boże drzewo, czy świętojańskie ziele, inaczej dziurawiec zwyczajny, w gwarach ludowych nazywany też krzyżowym zielem, dzwonkami Panny Maryi, krwią Matki Boskiej czy krwią Pana Jezusa, wreszcie zielem św. Jana. Jednak najwięcej nazw roślin łączy się z osobą Matki Bożej: np. szczoteczki Najświętszej Panny (szczęć), osetek Najświętszej Panny (dziewięć sił), ziele Matki Bożej (wierzbnica), rękawki Matki Bożej lub sukienki Matki Bożej (goryczka wąskolistna), kądziołka Matki Bożej (koniczyna polna), łzy Matki Bożej (drżączka średnia), warkocze Matki Bożej (dziewanna drobnokwiatowa) i inne.
Seweryn Udziela w swej pracy pt. Rośliny w wierzeniach ludowych pisał, że np, w Krakowskiem wianki na Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny przygotowywano często ze 100 gatunków ziół i innych roślin. Zygmunt Gloger zanotował, że wianki wije się z 12 rodzajów roślin, z poświęconych owoców pól, łąk i sadów: żółto kwitnącego trojestu, żabich skrzeków, Bożego drzewka, rotycia, lubczyku, leszczyny z orzechami, żyta, konopi, lnu, mięty i rumianku.
Pamiętała o tym wybitna nasza poetka Kazimiera Iłłakowiczówna, pisząc swoją wspaniałą Mszę Maryjną na Matkę Boską Zielną: „Po co te wiązki i wianki z mięty, wrotyczu, rumianku? Niesiemy je na znak hołdu Maryi Pannie przed ołtarz. A tę pszenicę i jęczmień, czy także mamy poświęcić? Proso też i mak, i żyto, i coraz większą obfitość. Niechaj je księża święcą dzisiaj w ten dzień Wniebowzięcia”.
Poświęcone owoce pól, łąk i sadów miały według wierzeń przynieść dostatek wszystkiego na przyszły rok, więc wykruszano poświęcane ziarno i mieszano je z tym, które miało iść na siew, a łupiny z poświęconych owoców zawieszano na drzewach, by przysporzyły owoców na przyszły rok.
Warto zacytować jeszcze fragment wiersza Jana Lechonia, który w Rymach częstochowskich tak pisał:

„O wy, kwiaty mej młodości, prosto z łąki zioła,
Co na Matkę Boską Zielną znoszą do kościoła,
I stawiają Częstochowskiej, by podniosła rączkę,
Nad firletkę, macierzankę i nad srebrną drżączkę,
Nad rozchodnik i lawendę, nad rutę i miętę,
Bo to wszystko przecież Boże, bo to wszystko święte,
Jak stajenka betlejemska z prostym polskim bydłem,
Tak zrównane są te zioła z mirrą i kadzidłem...”

Dziś ludzie mniej czasu i uwagi poświęcają otaczającej ich zieleni łąk i lasów, nie doceniają wartości ziół, a kiedy ze względów zdrowotnych muszą mieć z nimi kontakt, polegają na aptecznych mieszankach. Wielu młodych ludzi nie zna wcale ziół, których sporo wyginęło wraz ze zniszczeniem środowiska naturalnego. Na przekór wielkiemu pośpiechowi życia warto byłoby odnowić znajomość ze światem ziół, które tak wiele mogą pomóc człowiekowi w jego różnych dolegliwościach.
Połowa sierpnia, schyłek lata. Sady pachniały owocami, lasy były pełne jagód, w ogródkach obfitość warzyw. Polska wieś była syta: „Po Zielnej każdy chodzi jak cielny” - mawiano. Niewiele było takich tygodni w roku, ale za te, które były, dziękowano Bogu. Dziękowali także ci, którzy wyzłoceni piaszczystym pyłem dróg pielgrzymowali na odpust do najbliższego miasteczka. Wiele było miejsc w Polsce, gdzie 15 sierpnia schodziły się tłumy, a wraz z nimi płynęły starodawne maryjne pieśni. Schodzili się wszyscy do swojej Królowej, aby oddać Jej hołd.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Żyć w postawie wiary i służby

2018-08-15 14:37

Anna Majowicz

15 sierpnia przypada uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Tego dnia w rocznicę Bitwy Warszawskiej swoje święto obchodzą również żołnierze.

Anna Majowicz
Eucharystii przewodniczył bp Jacek Kiciński

Wrocławskie uroczystości rozpoczęła Eucharystia w bazylice garnizonowej pw. św. Elżbiety. Mszy św. przewodniczył bp Jacek Kiciński. W homilii zaznaczył, że żołnierze są jak Maryja, która udała się w podróż do św. Elżbiety - zostawiają chwilowo swoje rodziny, bo czują potrzebę służby drugiemu człowiekowi. Podziękował żołnierzom za ich trud i poświęcenie. - Jako wspólnota Kościoła towarzyszymy Waszym rodzinom zwłaszcza wtedy, gdy wykonujecie trudne i odpowiedzialne zadania, wypełniając misje pokojowe. Wiemy, że życie żołnierza nie jest łatwe, dlatego pamiętajcie, że zawsze możecie liczyć na Tą, do której wołamy ,,Jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam”. Niech to dzisiejsze świętowanie, Uroczystość Wniebowzięcia NMP uczy nas życia w postawie wiary i służby, by po śmierci otrzymać nagrodę nieba – mówił wrocławski biskup pomocniczy.



Druga część obchodów miała miejsce na pl. Gołębim. Tam odczytano Apel Pamięci Oręża Polskiego, kampania honorowa oddała salwę honorową, zostały wręczone odznaczenia, a Orkiestra Reprezentacyjna Wojską Lądowych we Wrocławiu wykonała pokaz musztry paradnej. Ponadto na pl. Solnym, można było obejrzeć sprzęt wojskowy oraz wykonać bezpłatne badania profilaktyczne na stoisku Wojskowego Szpitala Klinicznego. Chętni mieli także możliwość porozmawiania z żołnierzami.

Więcej o tym, co działo się dziś na wrocławskim Rynku przeczytacie w papierowym wydaniu naszego tygodnika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem