Reklama

Dziewczynka pełna Ducha Świętego

2017-07-12 10:07

Marek Paweł Tomaszewski
Niedziela Ogólnopolska 29/2017, str. 30-31

Archiwum autora

W latach 1938-39 Mari Carmen uczęszczała do szkoły Najświętszej Maryi Panny w Zalla (Baskonia w Hiszpanii), prowadzonej przez siostry zakonne z Irlandii. W tym właśnie okresie, po zakończeniu jednych z rekolekcji szkolnych, małe uczennice bawiły się wesoło w ogrodzie dla nich przeznaczonym. Kapłan, który prowadził wcześniej ćwiczenia duchowe i spowiadał dziewczynki, teraz przypatrywał się im z daleka, rozmawiając z zakonną nauczycielką. Nagle zapytał: – Gdzie jest dziewczynka o imieniu Mari Carmen, mająca ok. dziesięciu lat? W odpowiedzi usłyszał: – Spójrz, ojcze, to ta, która teraz biegnie przez ogród. Wówczas stwierdził: – Ta dziewczynka jest pełna Ducha Świętego.

Życie pełnią darów...

Słowa ojca rekolekcjonisty na temat Mari Carmen wypowiedziane zostały przed chorobą dziewczynki, która doprowadziła ją do śmierci w wieku 9 lat – 17 lipca 1939 r. Jest to dowód na to, że mała służebnica Boża uświęciła się nie tylko przez cierpienie wynikające ze śmiertelnej, niezwykle bolesnej choroby. Żyła bowiem świętością, równoznaczną z pełnią darów Ducha Świętego, od najmłodszych lat. Cierpliwość i duchowa moc w chorobie były natomiast ostatecznym rozkwitem tychże darów.

Źródło darów

Skąd jednak u tak małego dziecka pełnia darów Ducha Świętego? Są one w życiu Mari Carmen owocem nadzwyczajnej łaski Bożej, a jednocześnie skutkiem jej osobistej, dziecięcej odpowiedzi na tę łaskę. Łaska spływała na nią przez sakramenty święte, i to już od zarania życia: począwszy od chrztu św., który został jej udzielony prywatnie w domu, kilka godzin po narodzinach.

Reklama

Przyjęcie bierzmowania

Kolejnym sakramentem świętym, będącym umocnieniem łaski Bożej i źródłem licznych darów od Pana, było bierzmowanie. Mari Carmen przyjęła je w wieku dwóch lat – 16 kwietnia 1932 r., wraz ze swym bratem Juliem, przez posługę ówczesnego nuncjusza apostolskiego w Hiszpanii kard. Federica Tedeschiniego – przyjaciela rodziny. Od tegoż hierarchy wyszła inicjatywa bierzmowania rodzeństwa, a celebracja miała niezwykle uroczysty charakter.

Mama dziewczynki mówiła później, że była przekonana, iż „Pan chciał w pełni posiadać duszę Mari Carmen i dlatego dopuścił do tego, że została bierzmowana w dwa lata po narodzinach, na skutek czego nie otrzymała żadnego specjalnego przygotowania”.

Wzmocnienie dziecięcej wiary

W sakramencie tym Duch Święty wzmocnił w życiu Mari Carmen skarb wiary, aby jako chrześcijanka mogła publicznie i z dziecięcą mocą świadczyć o swojej wierze oraz przynależności do Kościoła katolickiego – Mistycznego Ciała Chrystusa – mimo że jeszcze nie osiągnęła dojrzałości umysłowej i fizycznej.

Wynikające z tego wzmocnienia zaczątki duchowej doskonałości przejawiały się u małej dziewczynki w Bożym patrzeniu na świat, ludzi i na drogę ku Panu, zwłaszcza wtedy, gdy to, co nieporadnym, dziecinnym głosem wypowiadała o wierze i świętości, zadziwiało dorosłych, a jej bezkompromisowa postawa wierności Chrystusowi zawstydzała wszystkich wokół.

Łaska Pięćdziesiątnicy

W sakramencie bierzmowania Mari Carmen otrzymała łaskę Pięćdziesiątnicy – czyli pełnię Ducha Świętego. Wydarzenie to bowiem było uroczystym zstąpieniem na ochrzczoną wcześniej dziewczynkę Ducha Świętego, który pragnął doprowadzić do doskonałości wszystko, czego Pan Bóg dokonał raz na zawsze przez chrzest, czyli udoskonalić zwłaszcza cnotę wiary. Właśnie dar dojrzałej wiary jest szczególnym owocem sakramentu bierzmowania. Tę natomiast cnotę wiary Duch Święty w życiu służebnicy Bożej wiódł ku dojrzałości i udoskonalał przez dar rozumu (umiejętności) oraz wiedzy (rozeznania).

Dar rozumu

Dzięki pierwszemu z tych darów Mari Carmen potrafiła, choć była jeszcze małym dzieckiem, wniknąć w wewnętrzną treść prawdy objawionej, dostrzec w niej zgodność z rozumem, umiała sobie w dziecięcy, lecz prawidłowy sposób wytłumaczyć różne powstałe w związku z nią niejasności, przez nią patrzyła na wszystkie sprawy. Warto zaznaczyć, że darowi wiedzy odpowiada błogosławieństwo sławiące tych, którzy dzięki czystemu sercu oglądają Boga – a to jest wyraźnie widoczne w całym życiu dziewczynki.

Dar wiedzy

Tenże drugi dar wydoskonalał rozum małej Mari Carmen w wydawaniu sądów dotyczących jej ustosunkowania się do całej rzeczywistości ziemskiej, jasnego i umiejętnego rozważania spraw Bożych i ludzkich.

Do daru wiedzy odnosi się błogosławieństwo dotyczące tych, którzy smucą się i płaczą, zawierające jednak zarazem obietnicę pocieszenia. Wynika to z tego, że dar ten ukazywał dziewczynce, tak jak i wszystkim wierzącym członkom Kościoła katolickiego, we właściwym świetle ludzkie sprawy. Jakże często natomiast one wszystkie napawały małą służebnicę Bożą smutkiem... Smutkiem jednak na wskroś Bożym, nie beznadziejnym, po nim bowiem zawsze jest pewność pocieszenia.

Bierzmowanie odnową dziecięcego życia

Dwa dary Ducha Świętego, rozumu i wiedzy, pomnożone podczas bierzmowania, dopełniły i zwieńczyły cnotę wiary, i sprawiły jednocześnie, że stała się ona dla tego małego dziecka rzeczywistą promotorką pełnej, całkowitej odnowy dziecięcego życia. Był to nowy sposób myślenia, widzenia, odczuwania i osądzania, który rozpoczął swe panowanie w całej egzystencji dziewczynki. W ten sposób rozumiana i zintegrowana dziecięca wiara poszła o wiele dalej niż zwykły akt poddania się temu, co nauczają Ewangelia i Kościół. Służebnica Boża Mari Carmen González-Valerio y Sáenz de Heredia rzeczywiście żyła pełnią wiary i z jej bogactwa wyciągała wszystkie wnioski. Mógł zatem ów kapłan rekolekcjonista stwierdzić: „Ta dziewczynka jest pełna Ducha Świętego”.

Kontakt z biurem postulacji służebnicy Bożej Mari del Carmen: Asociación de Amigos de la Causa de Canonización de Mari Carmen; Calle Sagasta 28-20; 28004 Madrid, Hiszpania. Strona internetowa: www.maricarmengv.info .

Tagi:
sylwetka dziecko

Helena z Wyspy

2018-08-14 11:06

Katarzyna Dobrowolska
Edycja kielecka 33/2018, str. VI

WD
Teraz Helena pracuje nad Drogą Krzyżową, która stanie w Bieszczadach

Czegoż to nie potrafią jej ręce? Pyszna zupa szczawiowa powstaje błyskawicznie, zanim pielgrzymi wrócą ze spaceru. Talerz dostanie każdy niespodziewany wędrowiec i zostanie przyjęty jak najbardziej oczekiwany gość. Jej krzewy i kwiaty zdobią werandę i okienka kamiennych eremów. Przed wieczorem, kiedy słońce zejdzie niżej stawów, odrywa się od codziennych obowiązków i całkowicie oddaje się pracy rzeźbiarskiej. Helena Krysiak 14 lat temu zamieszkała na terenie Ośrodka Rekolekcyjnego„Wyspa”, który k. Budzynia założył ks. Witold Świąder. Rozpoczęła wtedy nowy, fascynujący rozdział swojego życiu.

Józefie pomóż

Miejsce to przemawia wszystkim otwartością i serdecznością gospodarzy, nieskazitelną przyrodą, śpiewem ptaków i tymi szczególnymi „mieszkańcami” – rzeźbami, które spotykasz w leśnym plenerze. Pod wierzbą na ławeczce Jan Paweł zaprasza uśmiechem, byś się przysiadł na chwilę. W zagajniku brzozowym św. Franciszek gra na patyczku swój koncert skrzypcowy. Może dla swoich przyjaciół ptaków czy na chwałę Stwórcy? Na polanie widać postać Matki Bożej Fatimskiej. Na modlitwę różańcową przystają przy figurze pielgrzymi. Wdzięczna rzeźba anioła strzeże Porcjunkuli małego kościółka, wybudowanego z żebraczych pieniędzy, od tych którzy kochają to miejsce.

– To nie są zwykłe rzeźby. One mają rolę służebną, pomagają w modlitwie – zauważają pielgrzymi. I są na to dowody. Przy Świętej Rodzinie często zatrzymują się ludzie. Józef, nic nie mówi, ale wysłuchuje próśb. – Kiedyś przyjechało dwoje młodych ludzi. Dziewczyna złożyła karteczkę przed Józefem z modlitwą o dobrego męża, jej kolega o dobrą żonę. Po roku pojawili się na „Wyspie” jako para – śmieje się ks. Witek. Pewna pani pisała pracę habilitacyjną z psychologii. Padł dysk w komputerze. Najpierw była rozpacz, bo informatyk orzekł, że nic się nie da zrobić. Potem, za sugestią ks. Witka, kobieta pomodliła się do św. Józefa. I komputer uruchomił się. Zachował się na nim jedynie potrzebny tekst rozdziału.

Nie umiem odmówić rzeźby do celów modlitwy

– Moja praca rzeźbiarska ewaluowała i wypływała z potrzeb parafialnych. Oczywiście takim mecenasem sztuki, podsuwającym mi tematy rzeźbiarskie, był zawsze ks. Witek. Nie umiem odmówić rzeźby jeśli ma służyć do celów modlitwy. Ale, gdy poproszono mnie o Wenus z Milo do ogrodu, podziękowałam i odmówiłam – opowiada Helena Krysiak.

W Solcu Zdroju stoi jej autorstwa posąg Matki Bożej Niepokalanej i św. Józef z małym Jezusem. W Żukowie jest rzeźbiona kolumna wystawiona na pamiątkę Wiktorii Wiedeńskiej z prowizorycznym krzyżem, odkąd w czasie wojny żołnierz radziecki zestrzelił z niej rzeźbę Chrystusa Frasobliwego. Helena wyrzeźbiła nową, naturalnych rozmiarów postać Jezusa Frasobliwego.

11 listopada gotową figurę poświęcił ks. Witek. – Pamiętam, że wszędzie wtedy padało, a na polanie z figurą była słoneczna pogoda – wspomina. Dotychczas jej największa rzeźba to postać św. Jana Pawła II do parafii Sienno za Skarżyskiem-Kamienną. Dla Domu dla Niepełnosprawnych w Piekoszowie oraz do parafii w Czarnocinie wykonała posągi Matki Bożej. Dla szkoły w Solcu Zdroju, gdzie pracowała jako katechetka, zrobiła na pamiątkę rzeźby Kubusia Puchatka i jego przyjaciół oraz wiele innych.

Dopóki nie zobaczę głównej myśli, nie spocznę

– Jestem samoukiem i pracuję intuicyjnie. Kiedy robię duże rzeźby zaczynam od twarzy. Dopracowuję wyraz oczu i ust. Nie spocznę dopóki nie zobaczę tej głównej myśli. Wtedy już mam relację z tą osobą. I dalej już idzie. Teraz wykonuję stacje Drogi Krzyżowej i Drogę Światła dla Ośrodka Rekolekcyjnego w Redence k. Leska – mówi p. Helena. – Pierwsze stacje, wykuwane w pińczowskim kamieniu, a kamień na rzeźby jak zawsze ufundował ks. Witek, wyglądają jak kadry filmowe, poruszają. Ukończone już są: spotkanie Jezusa z Matką, Jezus i Piłat, Szymon Cyrenejczyk, Weronika, Upadek. Niedawno przyjechał ks. Stanisław Kozieł, duszpasterz tego Ośrodka, by zobaczyć jak wyglądają gotowe rzeźby. No i jego oczy i usta mówiły, że to jest to. A ks. Witek za każdym razem kiedy powstanie nowa stacja, patrzy i wzrusza się. Kocham Bieszczady, spędziłam w nich cudowne chwile, dlatego cieszę się, że te kamienie będą rzucone w przestrzeń gór. Będą patrzyły na bieszczadzkie połoniny.

Wszystko, co się stało przekroczyło moje wyobrażenia

Czyli studia pedagogiczne i katechetyczne, a potem praca katechety, formacja biblijna i duszpasterska we wspólnocie Grupa, przy księdzu Witku, w końcu praca w Domu Rekolekcyjnym na „Wyspie” i rzeźba. Pani Helena ukończyła Technikum Ceramiczne w Łysej Górze k. Tarnowa o kierunku ceramika artystyczna. Po maturze wybrała się na studia do Krakowa. Z matematyki szybko przeniosła się na pedagogikę. W tym czasie zaangażowała się w Duszpasterstwo Akademickieprzy kościele Kapucynów. Poznała Grupę skupioną wokół ks. Witka Świądra, zajmującego się duszpasterstwem młodzieży. Spotykali się w akademiku na Kręgu Biblijnym. Helena wraz z przyjaciółmi przyjeżdżała regularnie do Dłużca k. Wolbromia, a potem na inne probostwa, gdzie pracował ks. Świąder, na całonocną adorację i Mszę św. Zjeżdżało się od 20 do 30 osób. Dziewczyny i chłopaki. Obok formacji było także wychowanie przez pracę. Dziewczyny krzątały się w kuchni, chłopaki pomagali ks. Witkowi w pracach budowlanych i gospodarczych. I tak cały rok. Podsumowaniem był coroczny obóz z ks. Witkiem w Bieszczadach. Po tych latach pozostały wielkie i trwające do dziś przyjaźnie i niezapomniane wspomnienia.

Ks. Witek w tygodniu katechizował dzieci i chciał dać nową płaszczyznę religijną doświadczeń dla młodzieży. Zaproponował młodym (była wśród nich Helena), aby pomagali mu w katechizacji w każdą sobotę przez jeden rok. Dziewczyny przygotowywały materiały i organizowały dla dzieci zajęcia. – Wtedy doszło do mnie, że mam zbyt małą wiedzę teologiczną i metodyczną, by dobrze uczyć katechezy. Akurat bp Edward Materski zorganizował w Kielcach przy Kurii Studium Katechetyczne. Potrzeby kadrowe były ogromne. Z naszej Grupy zapisało się aż dziewięć osób – opowiada p. Helena.

Katechetka

Helena wspomina te zajęcia jako najlepszą szkołę metodyczną. Zawsze podczas zajęć były dwie katechezy pokazowe, przygotowane przez studentów. Robili konspekty, pomoce etc. Pozostali studenci zamieniali się w klasę szkolną. Na koniec było omówienie lekcji. To bardzo rozwijało przyszłych katechetów. – Wcale nie planowałam wtedy, że zostanę katechetką – mówi Helena. A jednak związała z tym zawodem niemal całe swoje życie, ucząc religii w różnych parafiach.Przydała się też matematyka, której uczyła jakiś czas będąc w Bieszczadach. Pracy było wtedy dużo. Oprócz trzydziestu godzin religii w ciągu tygodnia przygotowywała misteria, jasełka, przedstawienia, które angażowały wielu uczniów i rozwijały ich talenty. Ostatnie cztery lata przepracowała w parafii Dobrowoda. Dziesięć lat temu odeszła na emeryturę i zamieszkała w powstającym k. Budzynia Domu Rekolekcyjnym.

Mieszkanka lasu kochająca ludzi

Tak o sobie mówi. Bo choć mieszka wśród eremów, przez większość czasu otacza się ludźmi. Jak ona to robi? Klerycy, przyjeżdżający na dni skupienia, mówią, że kiedy jest za wiele na jej głowie, włącza „turbodoładowanie”. Pranie, sprzątanie, gotowanie, zaopatrzenie i jeszcze ogród, który jest rozsiany wszędzie. – Gdybym nie była katechetką, to myślę, że zostałabym ogrodniczką, bo uwielbiam pracować w ogrodzie, nasadzać kwiaty, krzewy i różne roślinki. Mimo dzikiego, leśnego terenu na „Wyspie” przez cały rok coś kwitnie. Wiosną są to krokusy i przebiśniegi, latem piękne hortensje i inne. Wszystko to na wpół dziko, wkomponowane naturalnie w brzozy, buki i dęby. W stawach zadomowiły się lilie wodne. Z kwiatów tworzę różne kompozycje do kościółka, który jest sercem „Wyspy” – mówi.

Kameralną „Wyspę” odwiedza mnóstwo osób rocznie. Na rekolekcje przyjeżdżają grupy z całej Polski. Są świeccy i siostry zakonne, wspólnoty i duszpasterstwa. Niedawno odbyła się tu Szkoły Pisania Ikon, a zajęcia poprowadził br. Marcin Świąder – bratanek ks. Witka. Spokojne miejsce lubią też klerycy z kieleckiego Seminarium oraz księża i biskupi. – Biskup Jan był już tutaj wiele razy – mówi ks. Świąder. Odwiedzają również „Wyspę” pielgrzymi idący Szlakiem Jakubowym i zostają na nocleg. Od lat, w każdą pierwszą sobotę miesiąca, na nabożeństwo fatimskie przybywa Grupa związana z ks. Witkiem. Są to małżeństwa, rodziny i przyjaciele z różnych stron Polski. Jest adoracja, Msza św., nabożeństwo i Krąg Biblijny z dzieleniem się Słowem.

Helena logistykę ma w jednym palcu. Wcześniej przygotowuje ogromny gar żurku z kiełbasą i jajkami, aby nikt nie był głodny oraz swoje popisowe ciasto kruche z owocami pod bezą. Organizuje wszystko tak, aby móc w pełni uczestniczyć w czuwaniu i w Kręgu Biblijnym. – Dzielenie się Słowem jest zawsze mocnym i pięknym doświadczeniem – opowiada. – Pomagają mi również koleżanki, podczas gdy mężczyźni zawsze znajdą sobie jakieś zajęcie gospodarcze z ks. Witkiem przy koszeniu, ogrodzeniu etc. W pracach pomagają również bracia Heleny, najwięcej Czesław.

Nie ma „Wyspy” bez ks. Witka, gospodarza i budowniczego tego miejsca, które tworzył z pasją od podstaw, wierząc, że jest potrzebne, bo przybliża ludzi do Boga.

– Moim ulubionym miejscem na „Wyspie” jest plac przy ognisku. Po sobotniej Mszy św. i Kręgu Biblijnym siedzimy z Grupą przyjaciół w dwadzieścia, a czasem dużo więcej osób, wokół ks. Witka. On gra na gitarze i śpiewa dawne ballady Okudżawy i inne piosenki, a my wszyscy się dołączamy – mówi p. Helena i dodaje: – Jestem szczęśliwa. „Wyspa” w tej chwili jest moim życiem i zadaniem, które wciąż otwiera przede mną pole do działania. Czasem przychodzą małe smuteczki, ale to normalne. Staram się żyć dniem dzisiejszym i nie oglądam się za siebie, nie gdybam. Wiem, że tutaj jestem potrzebna. Cieszę się, że mogę służyć. Nie lubię takiego patosu. – śmieje się p. Helena i dodaje: Z każdym dniem przychodzą nowe obowiązki. Daj Boże tylko siły! Opatrzności powierzam wszystko, co będzie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W blasku Jezusa Eucharystycznego

2018-09-20 15:32

Beata Pieczykura

„Modlitwa zgiętych kolan”, parafia pw. Zesłania Ducha Świętego w Lindowie

Beata Pieczykura

W „Modlitwę zgiętych kolan” zainicjowaną przez abp. Wacława Depo wpisuje się cotygodniowa adoracja Jezusa Eucharystycznego w parafii pw. Zesłania Ducha Świętego w Lindowie. Od stycznia 2018 r. w każdy wtorek o godz. 19 wierni proszą na modlitwie o uzdrowienie relacji rodzinnych, a od kilku tygodni również o nowe powołania kapłańskie i zakonne. Na zakończenie godzinnej adoracji proboszcz ks. Jacek Marciniec udziela każdemu indywidualnego błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Książka o wizji Europy św. Jana Pawła II zaprezentowana w Rzymie

2018-09-21 09:53

Włodzimierz Rędzioch

Jan Paweł II przez cały swój długi pontyfikat zwracał szczególną uwagę na "swoją" Europę. Najpierw przyczynił się do obalania Żelaznej Kurtyny, która dzieliła nasz kontynent, podkreślając zawsze, że Europa musi oddychać dwoma płucami.

Włodzimierz Rędzioch

Następnie przypominał rządzącym i narodom, że „Europa potrzebuje Chrystusa i Ewangelii, ponieważ tutaj znajdują się korzenie wszystkich jej narodów”, a „nie można odcinać korzeni, z których się wyrosło”. Papież z życzliwością patrzył również na proces jednoczenia się naszego kontynentu, ale podkreślał, że Europa powinna stanowić prawdziwą rodzinę narodów i że „nie będzie jedności Europy, dopóki nie będzie ona wspólnotą ducha”. Myślał o Europie, której „jedność opiera się na prawdziwej wolności”, a nie na podporządkowaniu sobie jednych państw drugim.

W tym roku będziemy obchodzić 40-lecie wyboru na Stolicę Piotrową pierwszego słowiańskiego papieża, a ta rocznica zbiega się z 100. rocznicą odzyskania wolności przez Polskę. Aby uczcić te dwa historyczne wydarzenia z inicjatywy Polskiej Fundacji Narodowej ukazała się bogato ilustrowana książka zatytułowana „Święty Jan Paweł II i jego Europa”. Zawiera ona fragmenty papieskich przemówień i homilii dotyczących naszego kontynentu, opublikowanych w trzech językach (polskim, angielskim i włoskim) zilustrowanych 125 zdjęciami Grzegorza Gałązki. Album ukazał się nakładem wydawnictwa Zgromadzenia Świętego Michała Archanioła „Michalineum”. Fundacja Narodowa podarowała to ważne dzieło przybliżające czytelnikowi wizję Europy Jana Pawła II Polska posłom nie tylko z polskiego parlamentu, ale także z parlamentu Włoch e Parlamentu Europy.

W Rzymie, w dniu 18 września książka została zaprezentowana w siedzibie Biura Prasowego dla Prasy Zagranicznej przez kard. Zenona Grocholewskiego, emerytowanego prefekta Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego, Janusza Kotańskiego, Ambasadora Rzeczypospolitej Polskiej przy Stolicy Apostolskiej, Angelo Scelzo, byłego wicedyrektora Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej, Leszka Sieluka reprezentującego Polską Fundację Narodową i ks. Sylwestra Łąckiego CSMA z Wydawnictwa Michalineum. Spotkanie moderowała watykanistka i biografka Jana Pawła II, Valentina Alazraki z meksykańskiej telewizji Televisa TV. Obecny był autor albumu Grzegorz Gałązka oraz Agnieszka Gałązka, która dokonała wyboru papieskich tekstów.

Album został podarowany również Papieżowi Franciszkowi – uczynił to pan Sieluk z Polskiej Fundacji Narodowej podczas audiencji generalnej na placu św. Piotra w środę, 20 września.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem