Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

GPS na życie

Wierzący, święty i... szczęśliwy!

2017-07-12 10:07

Z dr. Piotrem Kwiatkiem rozmawia Małgorzata Czeka
Niedziela Ogólnopolska 29/2017, str. 50-51

Remains/fotolia.com

Iluzją jest utożsamiać szczęście ze stanem błogosławionym, w którym człowiek nie przeżywa zmagań i cierpień. Osobiście interpretuję je jako sposób podróżowania przez życie, gdzie obok siebie można spotkać radość i smutek, entuzjazm i znużenie, świętość i grzech, nadzieję i załamanie. Jedni pomimo licznych przeciwności potrafią przeżywać radość i poczucie sensu życia, a inni, mimo licznych błogosławieństw, nie wydają się być szczęśliwymi. Wręcz przeciwnie, koncentrują się na negatywach i porażkach.
O szczęściu i świętości z br. dr. Piotrem Kwiatkiem, kapucynem, psychologiem i psychoterapeutą, zajmującym się m.in. psychologią pozytywną, rozmawia Małgorzata Czekaj

MAŁGORZATA CZEKAJ: – W książce „Kochaj Boga i nie bój się być szczęśliwym” pisze Brat o pragnieniu szczęścia, nazywając je uniwersalnym marzeniem każdego człowieka. Jak definiuje szczęście psychologia pozytywna, a jak wiara chrześcijańska?

BR. DR PIOTR KWIATEK: – Istnieje wiele wyobrażeń i definicji szczęścia nie tylko na poziomie spontanicznej i subiektywnej refleksji przeciętnego Kowalskiego, ale również na poziomie nauki. Od kilkunastu lat psychologia pozytywna bada to zagadnienie. Zastanawia się, jakie czynniki odgrywają kluczową rolę w poczuciu szczęścia oraz czy można je zmierzyć i opisać za pomocą definicji. Jedną z bardziej interesujących współczesnych koncepcji dobrostanu (szczęścia) przedstawił założyciel psychologii pozytywnej prof. Martin Seligman. Składa się ona z pięciu wymiarów, które autor opisał za pomocą akronimu PERMA (P – pozytywne emocje, E – zaangażowanie, R – relacje pozytywne, M – sens życia, A – osiągnięcia). Teoria ta jest na tyle kompleksowa, że łączy wymiary hedonistyczny oraz eudajmonistyczny – ujęcia dobrostanu szeroko dyskutowane już w starożytności. Filozofowie greccy widzieli szczęście bowiem w doczesności, w tym, co chwilowe, przyjemne, ale również w tym, co związane z trudem, kształceniem charakteru, życiem wartościami i cnotami. Psychologia pozytywna integruje tę wizję szczęścia. Przez badania naukowe próbuje je zrozumieć i określać.
Oprócz filozofii i psychologii, zagadnieniem szczęścia zajmuje się również teologia. Oznacza to, że jest to temat uniwersalny i fundamentalny w życiu każdego człowieka bez względu na rasę, wiek, kulturę, status społeczny czy, w końcu, wiarę. Niewątpliwie, bycie człowiekiem wierzącym wprowadza dodatkowe akcenty w sposobach rozumienia i przeżywania szczęśliwego życia. Na przykład chrześcijanie, w tym katolicy, opierają swoją wizję świata i Boga na Objawieniu, czyli Piśmie Świętym, Tradycji i nauczaniu Kościoła. Szczęście będzie więc rozumiane jako zjednoczenie z Bogiem, źródłem każdego dobra i miłości. Osoby wierzące poszerzają definicje szczęścia o wymiar duchowy, do którego nauka nie ma dostępu bezpośredniego. Dlatego można mówić o wielości sposobów definiowania i przeżywania szczęścia. Więcej o konieczności wzajemnego wsłuchiwania się i ubogacania. Zarówno współczesna nauka może pomóc w rozumieniu szczęścia, jak i doświadczenie wiary może przyjść z pomocą uchwycenia tego, czego zmysły i rozum nie ogarniają.

– Jako chrześcijanie jesteśmy wezwani do świętości. Wielu z nas jednak obawia się, że gdy zdecyduje się być świętymi, nie będzie szczęśliwymi.

– Istnieje tylko pozorny konflikt między szczęściem a świętością. Jest on związany z tym, że albo źle rozumie się świętość, albo nie pojmuje się, czym naprawdę jest prawdziwe szczęście. Świętość prowadzi do poczucia szczęścia, a prawdziwe szczęście otwiera na Boga – Źródło pokoju, bezpieczeństwa i miłości. Pułapką jest więc interpretowanie szczęścia jedynie w pryzmacie hedonistycznym, doznania i przyjemności, ale tak samo złudne jest ukazywanie go wyłącznie w wymiarze duchowym czy ascetycznym. Szczęście realizuje się w życiu człowieka, a jego natura jest duchowo-materialna.
Te same pułapki stoją za słowem świętość. Dla niektórych będzie to ascetyzm, mistycyzm albo formy rygorystycznego oderwania się od życia „tu i teraz” na rzecz wyłącznie „tego tam i później”. W integracyjnym podejściu do człowieka i jego natury, można powiedzieć, że święty to człowiek radosny, stąpający twardo po ziemi, ale patrzący też w niebo. W Piśmie Świętym mamy przecież piękne zdanie: „radosnego dawcę miłuje Bóg” (2 Kor 9, 7b). Dzisiaj potrzeba nam przykładów radosnej świętości, a nie takiej odrealnionej od ciała, kultury i czasów, w których żyjemy. Świętości atrakcyjnej i szczęśliwej. Pomagającej w pełnym przeżywaniu człowieczeństwa i zdrowej, dojrzałej duchowości. Kiedy połączy się zdrową duchowość ze zdrową antropologią, czyli wizją człowieka, nie powinno być konfliktu między szczęściem a świętością. Połączenie tych wymiarów jest sztuką, nie dzieje się to automatycznie bez formacji i poszukiwań.

– Czyli to jest jakaś droga... Trudność polega na tym, że jednak często szczęście kojarzy się ze stanem idealnym, raz osiągniętym i trwającym.

– Tak jak już wspomniałem, szczęście to sposób podróżowania przez życie, to nie miejsce, gdzie się przybywa. Iluzją jest utożsamiać je ze stanem błogosławionym, w którym nic mnie już nie boli, nie kosztuje, nie doskwiera. Droga do szczęścia nie jest wolna od przeciwności, porażek i grzechów. Nie można odkryć Ameryki, siedząc jedynie w porcie albo wypływając tylko gdzieś blisko od lądu. Osobiście rozumiem szczęście jako sposób podróżowania przez życie, gdzie obok siebie można spotkać: radość i smutek, entuzjazm i znużenie, świętość i grzech, nadzieję i załamanie, pogodę ducha i frustrację. Szczęście jest kategorią pozytywną, nie oznacza braku zmartwień, ale umiejętność życia, o którym pisze św. Paweł: „Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować” (por. Flp 4,12a). Do tego natomiast nie wystarcza „mieć”, potrzeba „być”. Dlatego słowo naukowe na określenie szczęścia – „dobrostan” – wiąże się z jakością bycia, a nie posiadania, kumulowania albo konsumpcji.
Ważnym jest więc zadać sobie fundamentalne pytania: czym jest szczęście? Co prawdziwie prowadzi mnie do niego? Czy w mojej koncepcji szczęścia jest nadzieja na życie wieczne? Każda zła odpowiedź na te pytania sprawia, że w złym kierunku podążamy. Wtedy nie tylko nie osiągamy tego, co chcielibyśmy, ale marnujemy własny czas i energię. Wiara może pomóc nam w odkrywaniu szczęścia. Bo jako wierzący wiemy, że choć nauka może nam udzielić cennych odpowiedzi na wiele istotnych tematów, to ostateczne pełne i trwałe szczęście znajdziemy tylko w Panu Bogu.

– Czyli chodzi o to, żeby dążyć do życia w bliskości z Nim?

– Tak, na pewno, i trzeba zaznaczyć, że istnieją różne drogi do szczęścia i świętości. Niejednokrotnie wystarczyć może samo doświadczenie Pana Boga. Św. Franciszek mawiał: „Bóg mój i wszystko”, a św. Paweł „wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, mojego Pana. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa” (Flp 3, 8). Wtedy nie trzeba zgłębiać naukowych analiz dotyczących dobrostanu. Można jednak też iść inną drogą, na której korzystamy z wiedzy psychologii pozytywnej i ona współpracuje z doświadczeniem wiary. Wtedy nauka pomaga nam w poznawaniu siebie i innych. Pośrednio może również wspomagać rozwój duchowy. O tym właśnie staram się pisać w książkach z cyklu „Psychologia pozytywna i wiara”.

* * *

Piotr Kwiatek OFMCap
psycholog, psychoterapeuta, kapucyn. Doktorat z psychologii uzyskał na Uniwersytecie Salezjańskim w Rzymie. Członek Międzynarodowego Stowarzyszenia Psychologii Pozytywnej i Gestalt Therapy Institute of Philadelphia. Prowadzi warsztaty z psychologii pozytywnej, wykłada w kapucyńskim seminarium w Krakowie oraz w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej w Sopocie i we Wrocławiu.
Prowadzi blog: piotrkwiatek.blogspot.com. Autor cyklu książek „Psychologia pozytywna i wiara”: „Kochaj Boga i nie bój się być szczęśliwym”, „Ucieszyć się życiem. Cztery okna wdzięczności”, w przygotowaniu: „W świetle cienia. Przeszkody na drodze do szczęścia”.

Tagi:
wywiad

Prymas Polski: mamy problem z wolnością

2018-07-11 10:58

rozmawiał Tomasz Królak / Warszawa (KAI)

Mamy w Polsce kłopot z właściwą realizacją wolności, to znaczy twórczym działaniem na rzecz wspólnego dobra - ocenia w rozmowie z KAI abp Wojciech Polak. Prymas Polski wyraził nadzieję, że pozytywnym przemianom w naszym życiu publicznym sprzyjać będzie wrześniowy Zjazd Gnieźnieński, który jest forum otwartej, wolnej dyskusji o teraźniejszości.

Episkopat.news

Abp Wojciech Polak: – Myślę, że Zjazd Gnieźnieński skierowany jest nie tylko do Kościoła. Można mówi, że, owszem, Kościół ma ważną rolę w wychowywaniu ludzi do pełni wolności, do jej dobrego zagospodarowywania, natomiast temat Zjazdu jest szerszy. Dotyczy on realizacji ludzkiej wolności we wszystkich wymiarach, nie tylko w ściśle religijnym (choć ten może być fundamentalny) ale też społecznym i w wymiarze „poszerzonej” ojczyzny, czyli w wymiarze europejskim. Jesteśmy bowiem wezwani do tego, by tę wolność zagospodarować na różnych polach. Stąd też refleksja zjazdowa jest tak polifoniczna. Nie dotyczy tylko jakiegoś jednego, wybranego obszaru, ale jest bardzo szeroka: od zagadnień życia społecznego, kościelnego aż do realizacji wolności w rodzinie, poprzez dialog z drugim człowiekiem, w relacjach sąsiedzkich itp.

KAI: Tegoroczny Zjazd odbędzie się na krótko przed obchodami 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Możemy mieć nadzieję, że spotkanie w Gnieźnie wpłynie na relacje polsko-polskie, byśmy przeżyli tę rocznicę wspólnie i ponad podziałami?
– Mam nadzieję, że Zjazd, który odbędzie się na niecałe dwa miesiące przed centralnymi obchodami niepodległości odegra taką rolę. Trzeba przy tym dodać, że cały bieżący rok obfituje w różne rocznicowe wydarzenia, choćby czerwcowe Święto Dziękczynienia w Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie będące dziękczynieniem Kościoła za wolność.
Ale, rzeczywiście, mam nadzieję, że wrześniowy Zjazd może stanowić rodzaj duchowego zaplecza do dobrego przeżywania centralnych obchodów 100-lecia niepodległości.

- Tegoroczny Zjazd to idealna okazja ku temu, by natchnąć polityków do nowego stylu uprawiania polityki. To wydaje się może abstrakcyjne i nieosiągalne, ale przecież aktorzy naszej sceny politycznej odwołują się do chrześcijańskich korzeni Polski i Europy.

- – Myślę, że jest na to duża szansa. Oczywiście, ważniejsze wydaje się to, co wydarzy się pomiędzy uczestnikami zjazdu, a dodajmy, że główni wykładowcy i panelistami są osoby o różnych wrażliwościach społecznych i politycznych. Jeżeli pomimo tego wszyscy oni przyjeżdżają na wydarzenie, na którym odwołujemy się do chrześcijańskiego depozytu wartości, to mam nadzieję, że może to być ważny krok naprzód. Wszyscy liczymy na to, że będzie to twórczy dialog i początek budowy płaszczyzny pojednania, zrozumienia i polsko-polskiego dialogu.
Oczywiście tymi osobami nie są politycy zaangażowani w bieżące działania (choć są wyjątki, np. min. Konrad Szymański). Niewątpliwie natomiast Zjazd podejmie refleksję nad tym, z czego te bieżące działania wyrastają oraz w jakim kierunku prowadzą.

- A czy Zjazd nie powinien stać się miejscem spotkania głównych polskich polityków? Czy nie byłoby szczególna wartością, gdyby właśnie na tym forum mogli podyskutować ze sobą Andrzej Duda i Donald Tusk?

- – Za każdym razem organizatorzy Zjazdów Gnieźnieńskich zabiegają o obecność czołowych polityków i przypomnę, że w Gnieźnie gościło z tej okazji kilku polskich prezydentów. Problem polega na tym, że różne międzynarodowe wydarzenia niekiedy utrudniają politykom możliwość przyjazdu do Gniezna. Na szczęście obecny będzie prezydent Andrzej Duda, który tuż potem leci na forum ONZ, natomiast napięty kalendarz wydarzeń uniemożliwił przybycie Donaldowi Tuskowi.
Niemniej chcę zwrócić uwagę, że i tak będą obecni bardzo ważni przedstawiciele życia społecznego, publicznego, kościelnego. Stąd moja nadzieja, że wydarzenie poprawi relacje społeczne i polityczne w Polsce.

- A dlaczego właściwie te relacje wyglądają dziś tak słabo? Dlaczego, pomimo powoływania się na te same wartości, nasze spory są tak zajadłe i skoncentrowane na pognębieniu przeciwnika?

- – Trudno powiedzieć. Może to sprawa naszych emocji związanych z nazbyt intensywnym przeżywaniem rzeczywistości? Może decyduje to, że każdy ma swoje polityczne interesy? Dlatego nigdy dość zachęt do tego, byśmy odwoływali się do dobra wspólnego i przypominania, że możemy je osiągnąć jedynie poprzez dialog i rozmowę.
Myślę, że także w tym roku rozmowa będzie ciekawa i różnorodna. Oprócz 4 wykładów mamy 7 paneli i aż 22 warsztaty. Spotkania warsztatowe dotyczą bardzo różnych zagadnień i umożliwiają odbywanie prawdziwego dialogu a nie tylko teoretyzowanie na jego temat. To jest konkret. Tyle możemy i powinniśmy robić.
Zjazd Gnieźnieński nie pretenduje do tego, by być jedyną płaszczyzną dialogu Polaków, ale niewątpliwie pozostaje ważną okolicznością do wykorzystania: zarówno z uwagi na sporą już tradycję oraz starania organizatorów, by ich tematyka bardzo mocno wpisywała się w rzeczywistość, w której żyjemy. To jest otwarta, wolna dyskusja o teraźniejszości. Może w niej wziąć udział każdy i poczuć się czynnym współgospodarzem tego wydarzenia. Liczę na to, że Zjazd będzie prawdziwy dialogiem, że każdy będzie mógł wejść w interakcję i wypowiedzieć własne oczekiwania, niepokoje i nadzieje.

- Czy my, Polacy, mamy kłopot z zagospodarowaniem wolności?

- – Tak, mamy kłopot z jej twórczą realizacją. Bo wszystko zależy od tego, co będziemy rozumieć pod pojęciem wolności: czy wolność to tylko brak ograniczeń i poczucie, że nikt nas nie naciska czy też rozumiemy ją jako twórcze działanie na rzecz wspólnego dobra. Z tym drugim, właściwym rozumieniem wolności, mamy problem. Nie zawsze mamy świadomość, że moja wolność realizuje się zawsze w odniesieniu do innych. Nikt nie jest wolny dlatego, że jest jednostką odizolowaną od innych, ale że współtworzy rzeczywistość, w której żyje. I z tym mamy problem. Potrzebujemy namysłu i odwagi do twórczego realizowania wolności. A także zdolności do dialogu i przekonywania siebie nazwaniem do szukania i wytyczania czy odczytywania najlepszych dróg prowadzących nas do wspólnego dobra. Myślę, że jest to bardzo poważne zadanie.

- Czy dostrzega Ksiądz Prymas wpływ dotychczasowych Zjazdów na polską przestrzeń publiczną, a więc rzeczywistość szerszą niż Kościół?

- – Wydaje mi się, że ważniejsze od oddziaływania na przestrzeń publiczną jest zmiana ludzi. Na Zjazd przyjeżdża wiele osób chcących się podzielić swoimi doświadczeniami i poglądami. Największą wartością tych zgromadzeń jest to, że kształtują świadomość i mentalność. Jeżeli ludzie będą wyjeżdżać ze Zjazdów Gnieźnieńskich z większą świadomością, z większym zaangażowaniem i przekonaniem do realizowania wartościowych idei i pomysłów, to także nasza przestrzeń publiczna będzie stopniowo zmieniać się na lepsze.
*** XI Zjazd Gnieźnieński odbędzie się w dniach 21-23 września pod hasłem "Europa ludzi wolnych. Inspirująca moc chrześcijaństwa".
Zjazdy Gnieźnieńskie organizuje metropolita gnieźnieński Prymas Polski wraz z Fundacją św. Wojciecha Adalberta i kilkunastoma polskimi organizacjami katolickimi i chrześcijańskimi. Ich obecna formuła, realizowana w formie chrześcijańskich kongresów, jest odpowiedzią na apel św. Jana Pawła II z Gniezna (1997), aby Europa była wspólnotą ducha.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

"Poplątano nam taboru drogi..."

Rozmawiał ks. Tadeusz Sochan
Edycja zamojsko-lubaczowska 8/2003

Są to słowa jednej z piosenek cygańskiego zespołu "Roma". Z liderami zespołu - Don Wasylem i jego synem Dzianim rozmawia ks. Tadeusz Sochan, organizator bardzo popularnego od wielu lat Festiwalu Pieśni Maryjnej dla Ludowych Zespołów Śpiewaczych naszej diecezji.

Ks. Tadeusz Sochan: - Cyganie to egzotyczna grupa etniczna, która od wieków wrosła w polski krajobraz, ale zawsze odrębna, wyróżniająca się spośród innych wspólnot narodowościowych. Jaka historia Waszego narodu kryje się w Waszych sercach?

Don Wasyl: - Jesteśmy potomkami Romów z kasty Czokeszti - Złotników, którzy przed tysiącem lat opuścili Pendżab w Indiach, nie mogąc pogodzić się z niewolą, narzuconą przez najeźdźców z Egiptu.
Przez dziesięć wieków wędrowali po świecie, wszędzie próbowano odebrać im tożsamość, wolność i dumę - wszystko to, co symbolizuje noszone przez nich złoto. A jednak prawdziwego skarbu Romów nikomu nie udało się zabrać. Ten skarb to ich muzyka, którą nieśli ze sobą wszędzie, gdzie mieszkali a także język, kultura i obyczaje. Po dzień dzisiejszy staramy się pielęgnować i chronić tego skarbu, bez względu na to, gdzie mieszkamy - na Bałkanach, w Rumunii, Rosji na Węgrzech, Słowacji, we Francji, Hiszpanii, na Ukrainie, czy Polsce.
Do Europy nasi przodkowie dotarli 500 lat temu. Mieli przywilej swobodnego przemieszczania się po całym kontynencie, nawet w surowych, feudalnych czasach, i uprawiać wolne zawody: wróżbiarstwo, sztuki cyrkowe, handel końmi, kotlarstwo, wreszcie grać i śpiewać dla panujących i gawiedzi.

Dziani: - Złoty skarb polskich Cyganów to zespoły: "Roma" i "Terno", które wciąż podejmują tematy kultury muzycznej z czasu taborów i tworzą nowe. Niewyczerpanym źródłem twórczej inspiracji są przekazy tradycji i rodzin od pokoleń muzykujących, a także poezja legendarnej już Papuszy.

Ks. Tadeusz Sochan: - Kultura, muzyka polska byłaby o wiele uboższa bez waszego udziału. Znamy przecież wielu artystów, którzy zachwycili polską publiczność, a także znani są poza granicami Polski.

Don Wasyl: - Największą karierę artystyczną zrobili tacy artyści jak: Michaj Burano, Randia, Wit Michaj, Masio Sylwester Kwiek, którzy występowali w zespołach: "Roma", "Rythm and Blues", "Czerwono-Czarni", "Niebiesko-Czarni", "Terno". Michaj Burano, a także Randia mieszkają obecnie w USA.

Ks. Tadeusz Sochan: - I oczywiście Don Wasyl. Dziani, opowiedz o swoim ojcu.

Dziani: - Tata był solistą zespołu "Terno" i innych zespołów cygańskich. Koncertował na całym świecie, brał udział w różnych festiwalach, zdobył wiele cennych nagród. Na estradzie występuje już od 12 roku życia. Obecnie kieruje zespołem "Roma". Jest kompozytorem wielu piosenek i autorem tekstów. Wydał nawet tomik swoich wierszy. Mimo wielu ciekawych zagranicznych propozycji, pozostał wierny polskiej publiczności. Nagrał ponad 20 płyt CD i około 30 kaset. Nagrodzony 11 złotymi płytami, jak również Złotą Muzą Polskich Nagrań. Jest jednym z niewielu cygańskich artystów na świecie o tak bogatych osiągnięciach. W 1997 r. stworzył pierwszy Międzynarodowy Festiwal Piosenki i Kultury Romskiej, który co roku odbywa się w Ciechocinku. Obecnie w zespole mojego taty występują najlepsi cygańscy artyści, których nazywa "Cygańskimi Gwiazdami". Zapraszamy Księdza na najbliższy festiwal, który odbędzie się w lipcu, zapewniamy najlepsze miejsce na widowni i gościnę w naszym domu.

Ks. Tadeusz Sochan: - Do tych gwiazd Ty także należysz.

Dziani: - Tak, miałem to szczęście wraz z moim bratem Wasylem Juniorem. Od dzieciństwa pałętaliśmy się po scenie w czasie występów zespołu "Roma". Takie już chyba było nasze przeznaczenie. Zdolności artystyczne, przekazywane w rodzinie od pokoleń, owocują. Wspomnę, że Randia to siostra mojej mamy. Masio Sylwester Kwiek i Edward Dembicki to moi wujkowie. Jestem też kuzynem Michaja Burano, bardziej dziś znanego na świecie jako John Mike Arlow. Mój tata Don Wasyl pochodzi z królewskiej rodziny Cyganów wielkomiejskich. Obecny król Cyganów jest naszym kuzynem. Rodzina nasza należy do dynastii Baro Szero (Wielka Głowa), tytułowana jest także jako Szero Rom (Głowa Cyganów) - wielkiego sędziego, zwierzchnika Polskiej Romy, zwanego "Królem Cyganów". Oprócz mojego klanu, czyli Polskiej Romy, istnieją w Polsce inne szczepy cygańskie jak: Synti, Kelderaszi, Lowari czy Bergitka Roma.
Muzyka, którą ja prezentuję, to wybuchowa mieszanka cygańskiego folku z dynamicznymi i tanecznymi rytmami latynoamerykańskimi. W Polsce nikt jeszcze takiej muzyki nie prezentuje. Nagrałem ją na dwóch płytach CD.

Ks. Tadeusz Sochan: - Muzyka w Waszym wykonaniu cieszy się ogromnym powodzeniem na świecie i jest ściśle powiązana z kulturą polską. To pięknie świadczy o polskich Cyganach.

Dziani: - Tu przecież wychowaliśmy się, tu żyjemy i Polsce wiele zawdzięczamy. Wszędzie, gdzie koncertujemy, mocno podkreślamy, że jesteśmy reprezentantami Polski, która jest naszą Ojczyzną, szanujemy ją i jak większość Polaków jesteśmy katolikami. Przyjmujemy wszystkie sakramenty święte, włączamy się w życie parafii, na terenie których mieszkamy, mamy także swoich duszpasterzy diecezjalnych i krajowych. Bierzemy udział w pieszych pielgrzymkach na Jasną Górę, kochamy Ojca Świętego Jana Pawła II, który darzy nas wielką sympatią i życzliwością. Papieżowi zadedykowaliśmy naszą płytę CD "Kolędy polsko-romskie", które są ewenementem na skalę światową.

Ks. Tadeusz Sochan: - Kiedy rozmawiam z Wami, odczuwam takie dobre fluidy, promieniuje z Was szczera dobroć, życzliwość, radość, prostota... Młodzi artyści, nie zmanierowani, bez nałogów, czyste słownictwo, tacy normalni. Żaden z Was chłopców nie ma w uszach kolczyków. Przed paru tygodniami oglądałem w TV program z Tobą, Dziani. Tak pięknie mówiłeś o rodzicach, o wartościach, które wyniosłeś z domu rodzinnego, także o miłości, o wizji małżeństwa w niedalekiej przyszłości. Skąd w Tobie tyle mądrości, ułożenia duchowego?

Dziani: - To wynosi się z domu rodzinnego, w którym zawsze był ład moralny, oparty o najlepsze na świecie prawo, którym jest Dekalog. W mojej rodzinie był i jest wielki szacunek dla rodziców, dziadków, rodzeństwa. Starsi nigdy też nie lekceważyli młodszych. Tak jest w większości naszych rodzin. Rozwody w rodzinach cygańskich należą do rzadkości.

Don Wasyl: - Nasze serca przepojone są miłością do przyrody, w której odbija się piękno Stwórcy, "a życie, to są tylko piękne chwile, kolorowe jak motyle" - jak śpiewamy w jednej z piosenek. Trzeba je przeżyć jak najpiękniej. Nie można go zmarnować. Czasem tylko tęsknimy za taborem. "I choć poplątano nam taborów drogi, poplątano nasz cygański los, choć swojego domu wciąż nie mamy, to pędzimy razem z wiatrem, znamy cały świat. Choć na naszej drodze szczęścia ciągle brak, wszystkich dzisiaj zapraszamy - zaśpiewajcie razem z nami tak: Ore, ore...".

- Dziękuję za rozmowę.

Cygański zespół "Roma" będzie jednym z gości Festiwalu Pieśni Maryjnej w Górecku Kościelnym w sierpniu bieżącego roku. Już teraz zapraszamy w imieniu Organizatorów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

XXVIII Międzynarodowa Pielgrzymka Piesza z Suwałk do Ostrej Bramy

2018-07-16 09:32

ks.kz / Suwałki (KAI)

Ta pielgrzymka niech dla nas wszystkich ma charakter uwielbienia i dziękczynienia, bo wszystko jest łaską i za te wszystkie łaski, które otrzymujemy od Boga, wyrażajmy także nasze dziękczynienie w czasie tego pielgrzymowania - mówił bp Jerzy Mazur do uczestników XXVIII Międzynarodowej Pielgrzymki Pieszej z Suwałk do Ostrej Bramy, która wyruszyła w niedzielę z kościoła Matki Bożej Miłosierdzia.

Dorota Niedźwiecka

Bp Mazur w homilii zachęcał do podejmowania pielgrzymiego trudu w duchu miłości, wiary i nadziei. „Niech ten czas będzie dla was umocnieniem, wzmocnieniem i odkryciem na nowo oblubieńczej miłości Chrystusa” – mówił.

W przeddzień wymarszu, o godz. 21.00 wspólnie z pielgrzymami w Kościele M.B. Miłosierdzia w Suwałkach został odprawiony Apel Maryjny, któremu przewodniczył ks. dr Andrzej Wujek, przełożony warszawskiej Inspektorii Salezjanów. Zawierzył On pątników i ich pielgrzymi trud Matce Bożej Miłosierdzia.

Po Mszy barwny korowód wyruszył na pielgrzymi szlak liczący ponad 260 km długości. Do Ostrobramskiej Pani zmierza w tym roku pod kierownictwem Tomasza Pełszyka SDB, wspieranego przez ks. Jarosława Wąsowicza SDB około tysiąca pielgrzymów z różnych krajów świata, uformowanych w siedmiu grupach, w tym trzech salezjańskich (pomarańczowej z przewodnikiem ks. Michałem Chorążym, białej z ks. Marianem Chaleckim i żółtej z ks. Piotrem Pączkowskim), dwóch pallotyńskich ( niebieskiej z ks. Waldemarem Pawelcem i zielonej z ks. Andrzejem Dębskim), (czerwonej i diecezjalnej złotej z ks. Adamem Adukowskim).

Całą trasę pielgrzymki pątnicy pokonają w ciągu 10 dni. Została ona podzielona na 50 odcinków o długości od 3 do 7 km, pomiędzy którymi będą krótkie przerwy na odpoczynek, bądź posiłek. Organizatorzy powiązali tematycznie szlak pielgrzymi z najważniejszymi wydarzeniami w życiu Kościoła i naszej Ojczyzny. Wspólne pielgrzymowanie przebiega pod hasłem „Razem z Maryją Oblubienicą Ducha Świętego” i jest dziękczynieniem za 100 lat odzyskania przez Polskę Niepodległości.

W obecności pątników, w kościele w Butrymańcach zostanie odsłonięta i poświęcona tablica upamiętniająca „Inkę”, sanitariuszkę V Wileńskiej Brygady Armii Krajowej Danutę Siedzikównę. Uwieńczeniem pątniczego wysiłku będzie spotkanie z Maryją w Ostrej Bramie. Przed Jej Tron pielgrzymi złożą trudy pielgrzymowania, troski dnia codziennego, intencje i swoje życiowe losy. Wejście Pielgrzymki do Ostrej Bramy w Wilnie będzie miało miejsce w dniu 24 lipca 2018 r. o godz. 11.00 (czasu litewskiego). O godz. 12.00 zostanie odprawiona uroczysta Msza św. przed cudownym obrazem Matki Bożej Miłosierdzia w Ostrej Bramie.

Tradycyjnie organizowane są też wyjazdy autokarowe i rodzinne do Wilna na powitanie pielgrzymów w Ostrej Bramie. Wszyscy, którzy z różnych względów nie są w stanie pielgrzymować pieszo, mogą wstąpić w szeregi pielgrzymów duchowych, aby swoją modlitwą wspierać wędrujących do Wilna pątników.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem