Reklama

Spółdzielcze Kasy na rzecz dobra wspólnego

2017-08-02 09:45

Rozmawia Anna Cichobłazińska
Niedziela Ogólnopolska 32/2017, str. 42-43

Krzysztof Świertok
Koncert w Filharmonii Częstochowskiej z okazji jubileuszu 25-lecia SKOK-ów

Z Rafałem Matusiakiem – prezesem Kasy Krajowej SKOK – rozmawia Anna Cichobłazińska

Pod hasłem „Odkryj różnicę” w Wiedniu w lipcu br. odbyła się międzynarodowa konferencja liderów unii kredytowych z całego świata. Odpowiedniki Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych działających w Polsce zrzesza Światowa Rada Unii Kredytowych (WOCCU).

Do ścisłego kierownictwa tego gremium dołączył prezes Kasy Krajowej SKOK Rafał Matusiak.

Reklama

To kolejny wyraz uznania międzynarodowej społeczności dla rozwoju sektora spółdzielczości finansowej w Polsce. Prezes Krajowej SKOK – centralnego podmiotu sektora spółdzielczych kas, weryfikującego działalność poszczególnych kas – pełni jednocześnie funkcję członka Rady Dyrektorów WOCCU, do której dołączył w 2015 r.

Światowa Rada Unii Kredytowych jest instytucją zrzeszającą ponad 60 tys. unii kredytowych ze 109 krajów. Do instytucji tych należą przeszło 223 mln ludzi ze wszystkich zakątków globu.

* * *

ANNA CICHOBŁAZIŃSKA: – Jak Pan odbiera ten medialny chaos wokół SKOK-ów?

RAFAŁ MATUSIAK: – Nie nazwałbym tego chaosem. To zorganizowana akcja o podłożu politycznym. Jedna partia chce zdyskredytować drugą. Ponieważ ma kłopoty z brakiem prawdziwych afer w partii będącej u władzy, używa SKOK-ów jako narzędzia w walce. To było widać na posiedzeniu sejmowej Komisji Finansów Publicznych 26 czerwca br., o której pisali Państwo w „Niedzieli”. Posiedzenie zwołali posłowie Platformy Obywatelskiej. Ci, którzy o to zabiegali, mówili wcześniej o rzekomej „aferze SKOK”, aby odwrócić uwagę opinii publicznej od komisji śledczej badającej rzeczywistą aferę Amber Gold. Zaproszono przedstawicieli Ministerstwa Finansów i Komisji Nadzoru Finansowego. Zadawano pytania mające potwierdzić z góry założone tezy, choć posłowie PO unikali stosowania określenia „afera”. Odpowiedzi nie były po myśli pytających. Przedstawiciele ministerstwa i KNF-u mówili o tym, że nie można wrzucać wszystkich kas do jednego worka, bo jedne działają lepiej, inne gorzej, a uśrednianie myli, że Kasa Krajowa wypracowała zysk, że nieuprawnione jest porównywanie legalnie działających instytucji z przestępczą piramidą Amber Gold, że prowadzimy bardzo dobrą politykę „ostrożnościową” itd., itp. W związku z tym w wielu mediach posiedzenie komisji nie było w ogóle komentowane, a politycy PO później nie powoływali się na nie. Przemilczeli je, by po kilku dniach wrócić do starych określeń i zarzutów, które nie zostały potwierdzone! Wolą odnosić się do podkomisji posła Marcina Święcickiego sprzed 2 lat i słów, które tam wówczas padły. To oczywista manipulacja. O naszym jubileuszu 25-lecia i ponownym zawierzeniu SKOK-ów opiece Matki Bożej na Jasnej Górze pisano tylko dlatego, że list do uczestników wystosował prezydent RP Andrzej Duda i chwalił nas za mocne więzi członkowskie. Potraktowano to jako pretekst do zaatakowania prezydenta.

– Relacja z przebiegu obchodów ukazała się w „Niedzieli”...

– ...tak, i na dodatek była to rzetelna, wyczerpująca relacja, ale trudno mi w tym zestawieniu medialnym zgodzić się na wcześniej wymienione określenie chaos. W ocenie Kasy Krajowej i wielu naszych członków media generalnie są jednostronne w opisie SKOK-ów i obraz, który dociera do większości odbiorców, jest skrzywiony. Na dodatek niebezpiecznie igrają z zaufaniem osób korzystających z usług instytucji finansowej. Finanse, nawet te małe, wymagają ciszy, zaufania i odpowiedzialności.

– Czy tak się dzieje dlatego, że łatwiej, atrakcyjniej i z większą pewnością dotarcia do dużej liczby odbiorców informuje się o aferach niż np. o realizacji misji?

– Tak, plus wypełnianie zamówienia politycznego. Wspomniała Pani o misji. Na komisji zarzucono nam, że nie realizujemy żadnej misji...

– W czasie częstochowskich obchodów Waszego jubileuszu usłyszałam, że misją SKOK-ów jest gromadzenie ludzi wokół kardynalnej zasady katolickiej nauki społecznej, którą jest dobro wspólne.

– Tak. I to nam się chyba udaje. Gdyby było inaczej, to nie przetrzymalibyśmy tego frontalnego ataku na kasy, przeprowadzonego dziwnym trafem w czasie kampanii wyborczych w 2015 r. Nawet media nam nieprzychylne przyznają, że członkowie kas mają do nich ogromne zaufanie. To ich często dziwi. Nie rozumieją – lub udają, że nie rozumieją – tego, co skupia i łączy ludzi w SKOK-ach. Pytają – co może być taką więzią, jeśli członkowie jednej kasy nie pracują w jednym zakładzie pracy? To wbrew pozorom myślenie anachroniczne. A może to, że uczestniczą wspólnie w Pielgrzymkach Ludzi Pracy?

– A jak zasada dobra wspólnego jest praktycznie realizowana przez kasy?

– Zapewniamy dostęp do usług finansowych osobom, które np. z racji niskich dochodów nie otrzymałyby pieniędzy w banku komercyjnym. To zapobiega ich społecznemu wykluczeniu, pobudza aktywność, pozwala rodzinie zmagać się z trudnościami w sposób godny. Walczymy też w ten sposób z lichwą. Prowadzimy edukację skierowaną do osób w różnym wieku. To też działania przeciwko różnym formom wykluczenia. Każdy powinien mieć te same możliwości, nawet jeśli ich nie wykorzysta – zarówno młody człowiek, którego nikt nie nauczył oszczędzać i któremu nie wyjaśniono, że oszczędność to cnota, jak i człowiek starszy, który nie potrafi zaadaptować się do obsługi elektronicznej swojego konta. Społeczne skutki takich działań edukacyjnych procentują latami i zmieniają postrzeganie świata przez ludzi, także w innych obszarach życia społecznego, choć czasami taki związek może nie być oczywisty. Kasy jako spółdzielnie są szkołą demokracji. Tylko od ich członków zależy, czy chcą mieć wpływ na wybór władz, politykę ofertową i czy z takiej możliwości skorzystają. Troska o dobro wspólne to także wspieranie przez SKOK-i działań, wydarzeń, dzieł artystycznych wyrastających na chrześcijańskich wartościach, polskiej tradycji i patriotyzmie i odwołujących się do nich.

– W przyszłym roku będziemy obchodzić 100. rocznicę odzyskania niepodległości. Jaki wpływ na przetrwanie idei Niepodległej w okresie rozbiorów i na rozwój II Rzeczypospolitej miał ruch spółdzielczy?

– Działalność spółdzielcza uaktywnia. Nowych spółdzielni nie zakładają ludzie bierni. Trzeba namówić innych do tego, by dostrzegli w powołaniu spółdzielni zarówno swój własny interes, jak i interes wspólnoty. Potem trzeba uzupełnić swoją wiedzę, przyjąć odpowiedzialność za dobro innych, zrozumieć wzajemne relacje między korzyściami osobistymi a korzyściami dla wspólnot. Mniejszymi lub większymi, ale tymi, z którymi człowiek się identyfikuje. To sprawia, że łatwiej i sprawniej przychodzi potem działać razem na innych polach i dla dobra całego narodu. Z Kas Stefczyka pochodziły m.in. pieniądze, za które wyekwipowano Legiony Piłsudskiego. To Kasy Stefczyka sfinansowały powstanie atlasu ziem polskich Romera, pt. „Geograficzno-statystyczny atlas Polski”, który był bardzo przydatny, gdy w Wersalu decydowano o granicach odrodzonego państwa polskiego. Nie sam Stefczyk decydował. O przeznaczeniu pieniędzy decydowali przede wszystkim chłopi – spółdzielcy z kas zakładanych w zabitych deskami wsiach Galicji, która była przecież w tych czasach synonimem biedy. Decydowali ludzie, którzy jeszcze kilka lat wcześniej nie widzieli wyjścia ze swojej beznadziejnej sytuacji życiowej – nędzy, upokorzenia, braku perspektyw. Często ich świadomość narodowa była szczątkowa. Kilka lat wystarczyło, by zrozumieli, co trzeba robić, by stać się człowiekiem wolnym – choćby w sensie możliwości dokonania wyboru między działaniem na rzecz dobra a działaniem złym, szkodliwym dla siebie i innych.

– 25 lat działalności SKOK-i uczciły na Jasnej Górze. W Filharmonii Częstochowskiej odbył się koncert prezentujący utwory skomponowane na zamówienie SKOK-ów. Działania kulturotwórcze znajdują się w misji kas. Jak są realizowane?

– Obecnie mamy z tym kłopot, bo po prostu, zgodnie z ustawą o SKOK-ach, nie możemy tego robić! A członkowie przyzwyczaili się do aktywności na tym polu i tego oczekują. Kiedyś były to działania bardzo dynamiczne. W Sejmie, na posiedzeniu, o którym mówiliśmy, posłowie zarzucali nam „religijność na pokaz”. „Litania polska” z muzyką Zygmunta Koniecznego do słów ks. Jana Twardowskiego, dedykowana św. Janowi Pawłowi II, oraz „Sinfonia Jubilate” Gedymina Grubby do słów Zbigniewa Herberta, Stanisława H. Lubomirskiego i św. Jana Pawła II, dedykowana prymasowi kard. Józefowi Glempowi – bo o tych utworach Pani wspomniała – zostały przez SKOK-i zamówione, ich twórcy zainspirowani przez nas, a koncerty, na których te utwory wykonywano, zorganizowane i opłacone przez kasy w czasach, kiedy koniunkturalizm polegał głównie na uporczywym odwoływaniu się z lewa i prawa do tzw. wartości europejskich. A „Litania polska” została wykonana np. w Wilanowie z okazji wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. SKOK-i ujawniły się w Europie z polskimi Madonnami, polskimi inwokacjami do nich ks. Twardowskiego i z arcypolską muzyką Koniecznego.

– Abp Mieczysław Mokrzycki, metropolita lwowski, przychylnie odniósł się do inicjatywy spółdzielczych kas dotyczącej przygotowań do wszczęcia procesu beatyfikacyjnego Franciszka Stefczyka. Na jakim etapie są te prace?

– Nasze środowisko jest bardzo zaangażowane w przygotowania. Staramy się zebrać możliwie jak najwięcej dokumentów dotyczących życia Franciszka Stefczyka (w tym, oczywiście, duchowego), jego pracy, relacji osobistych – tu nieocenione są listy od i do Stefczyka, a także opinie o nim zawarte w korespondencji osób trzecich. Dotarliśmy do żyjącego w Kanadzie wnuka Franciszka Stefczyka. To długa i żmudna praca. Tak niewiele lat minęło od jego śmierci (1924 r.), a są z tym duże kłopoty. Zmarł w Krakowie, pochowany jest we Lwowie. Archiwa wędrowały podobnie jak ludzie – to są takie typowe polskie losy. Wnuk Stefczyka jako dziecko przeszedł cały szlak Armii Andersa: z Syberii do Iranu, a w końcu zamieszkał w Kanadzie.

Tagi:
SKOK

Reklama

W Polsce najbardziej uderza mnie umiłowanie wolności

2019-01-17 10:00

Rozmowa z Brianem Branchem, prezesem Światowej Rady Związków Kredytowych (WOCCU) przeprowadzona dla Tygodnika Katolickiego Niedziela w grudniu 2018 roku.

Archiwum

Czy pamięta Pan ile razy był w Polsce?

Wielokrotnie, trudno policzyć. Po raz pierwszy w roku 1994.

Co wywołało na Panu największe wrażenie? Może coś trafiło na stałe do pamięci lub serca?

Nasi polscy koledzy mają znakomitą znajomość historii Polski i świadomość miejsca swojego kraju na świecie. Nauczyłem się od nich bardzo wiele, bo oni tą wiedzą lubią się dzielić. W Polsce najbardziej uderza mnie umiłowanie wolności. Głęboko zapadło mi w serce to, że kiedy Polska walczyła o polityczną niezależność i osiągnęła ją, wybrała system unii kredytowych jako jeden ze środków zapewnienia sobie – obok wolności politycznej – także swobody gospodarczej.

Polska zapewne bardzo się zmieniła od Pana pierwszej wizyty. Co Pan spostrzega jako największą, najbardziej korzystną – a może negatywną - zmianę.

Polska wykazuje dzisiaj większą dbałość o dobrobyt swoich obywateli, niż wtedy gdy odwiedzałem ją po raz pierwszy. Gospodarka Polski tętni życiem. Tym, co uderzyło mnie nieprzyjemnie, było obserwowanie skutków działalności poprzedniego rządu, wrogiego wobec SKOK-ów. Jest to lekcja dla nas wszystkich. Kiedy tracimy wsparcie ze strony rządu, albo kiedy stajemy się przedmiotem ataków z jego strony, uderza to nie tylko w unie kredytowe. W rezultacie bowiem wielu Polaków zostało wydanych na pastwę lichwiarzy i utraciło posiadane środki.

Czy jest coś co zmianie nie uległo? Coś dobrego? Coś złego?

Tym, co się nie zmieniło, jest przywiązanie polskich SKOK-ów do idei służenia zwykłemu człowiekowi i oferowania mu usług na godziwych warunkach. Oznacza to stawianie dobra członka Kasy na pierwszym miejscu, przed korzyściami dla instytucji. Tym, co się zmienić musi, jest dostosowanie się polskich SKOK-ów do konieczności świadczenia usług drogą elektroniczną. Klienci oczekują dziś wygody – i to wygody zapewnianej natychmiast. Najszybciej rozwijają się te unie kredytowe, które są w stanie świadczyć członkom swoje główne usługi online i z wykorzystaniem kanałów mobilnych (telefonii komórkowej). Takie właśnie wyzwanie staje przed światowym ruchem unii kredytowych na rok 2020: digitalizacja globalnego systemu tych unii.

Szefuje pan ogromnej organizacji, która obejmuje swoim zasięgiem ponad sto państw. Czuje pan na co dzień ciężar związanej z tym odpowiedzialności?

Tak. Zrzeszamy ponad 80 tysięcy unii kredytowych, służących 260 milionom członków w 115 krajach. Kluczowe wyzwania, przed którymi stają dziś unie kredytowe, są wszędzie takie same. Są nimi obowiązki nakładane przez instytucje regulacyjne, problemy technologiczne i wzrost liczby członków. Unie kredytowe pragną wiedzieć, jakie strategie i rozwiązania owych wspólnych problemów znajdują koledzy z innych krajów. Oto dlaczego tak ważne dla nas, jako Światowej Rady, są partnerskie porozumienia zawierane z polską centralą SKOK-ów, Kasą Krajową. KSKOK ma za sobą doświadczenie przywództwa i rozwiązania, które służą jako wzór dla innych.

W Polsce niewiele o WOCCU wiadomo. Czym są w istocie unie kredytowe działające wśród ludzi tak różnych kultur, w państwach o tak różnych systemach politycznych i społecznych, znajdujących się na różnym poziomie rozwoju gospodarczego? Przede wszystkim spółdzielniami? Instytucjami finansowymi działającymi na innych zasadach niż banki? Co je od nich odróżnia?

Unie kredytowe są pośrednikami finansowymi, należącymi do swoich członków i pozostającymi pod ich kontrolą. Pośredniczą między tymi co chcą pożyczać a tymi, którzy chcą oszczędzać, lokować. Jako spółdzielnie stawiają sobie za cel służenie własnym członkom, ich równe traktowanie i stosowanie wobec nich godziwych stawek za usługi. Osiąganie korzyści nie jest pierwszoplanowym celem. Unie, w Polsce SKOK-i, nie mają prywatnych kapitałodawców, którym musiałyby wypłacać zysk z kapitału. To, co zarabiają na swojej działalności, przeznaczane jest na potrzeby zapewniania lepszych usług . Jak każda instytucja finansowa podlegają normom ostrożnościowym, dotyczącym właściwego zarządzania finansami, obowiązkowi tworzenia rezerw kapitałowych w celu ochrony oszczędności członkowskich, dyscyplinie związanej z zarządzaniem ryzykiem. Tym, co wyróżnia unie kredytowe jest fakt, iż stanowią one własność swoich członków, a jako twory spółdzielcze stawiają wzmacnianie finansowe swoich członków wyżej od korzyści, jakie może osiągać instytucja.

Czy unie kredytowe na całym świecie działają tak samo? Co je łączy – czy jest to jakaś idea? Jakiś wspólny fundament etyczny zgodny z jakimś zespołem wartości? Jak można go najkrócej określić?

Niezależnie od kultury, religii, historii, tradycji, kwestii narodowych, tym co łączy unie kredytowe są idee i wartości samopomocowe: dążenie do ekonomicznego wzmacniania własnych członków drogą zapewniania im równego dostępu do usług, opartego na możliwościach oszczędzania i regulowania zobowiązań.

W Polsce łączy się idee budujące tożsamość SKOK-ów ze społeczną nauką Kościoła katolickiego, z zasadami wynikającymi wprost z Ewangelii: nakazu miłości bliźniego, ulżenia bliźnim w dźwiganiu brzemion. Stąd biorą się między innymi przychylne spółdzielczości wypowiedzi ostatnich papieży: Jana Pawła II, Benedykta XVI i Franciszka. Poświęcone temu były też encykliki papieskie i to daleko wcześniej. Dochodzi jeszcze tradycja podobnych działań, zgodnych z nauczaniem chrześcijańskim, na przestrzeni kilkuset lat. W XIX i XX wieku, kiedy Polski nie było na mapach Europy, dla Kas Stefczyka takie działania miały dodatkowe, patriotyczne znaczenie. Co pan sądzi na ten temat?

Kościół katolicki był jednym z pionierów ruchu unii kredytowych w skali całego świata. Unie kredytowe, zakładane przez ludzi kierujących się nauką Kościoła, znajdujemy w Azji, Afryce, Ameryce Łacińskiej, Ameryce Północnej i na Karaibach. Kościół zawsze wstawiał się za „szarym człowiekiem” wspólnotami, lokalnymi społecznościami i pomagał w inicjatywach wspierających pomoc wzajemną i działania na rzecz dobra wspólnego. W Polsce osobą, która zapoczątkowała to, co nazywa się dziś „integracją finansową”, był Franciszek Stefczyk. Twierdził on, że unie kredytowe są w stanie odpowiedzieć na potrzeby biednej ludności wiejskiej „nie drogą filantropii” ani nie poprzez „uzależnienie od państwa”, ale „pozwalając ubogim rolnikom pomagać sobie nawzajem”. Pracował on nad tym, by edukować ich w kwestiach umiejętnego zarządzania pieniędzmi, wyzwalać ich z pęt lichwy, wspierać więzi w obrębie społeczności i propagować różne, korzystne aspekty samopomocy. Przywództwo Stefczyka i działalność Kościoła katolickiego doprowadziły do tego, że w roku 1939 na terytorium Polski działało 3.500 Kas, służących 1,5 mln Polaków. Siła, płynąca z historii, jest tym, co legło u podstaw dzisiejszego ruchu SKOK w Polsce i stanowi przykład dla innych krajów w Europie.

W związku z tym chcę zapytać o modlitwę świętego Franciszka, którą rozpoczynają się w Polsce doroczne obrady kolejnych Konferencji spółdzielczych kas. Czy to powszechny zwyczaj?

Tak, to zwyczaj powszechny. Tą modlitwą otwieramy doroczne zgromadzenie Rady Światowej. Przykładowo, unie kredytowe na Karaibach nadal rozpoczynają posiedzenia swoich organów od odmówienia tej modlitwy.

Spotyka się pan w różnych krajach z ludźmi, którzy sprawują rządy, pełnią odpowiedzialne funkcje w nadzorze finansowym, odpowiadają za bezpieczeństwo rynku finansowego, są odpowiedzialni za regulacje prawne odnoszące się bezpośrednio do unii, które w tych państwach działają. Czy jest coś, co może im pan wszystkim powiedzieć, niezależnie od tego gdzie działają. Przed czymś przestrzec? Coś polecić?

Unie kredytowe muszą rozmawiać z ciałami ustawodawczymi i regulatorami w swoich krajach z pozycji tego, kto rozporządza siłą. Muszą one mieć mocną pozycję kapitałową, rezerwy, rachunek zysków i strat oraz bilans świadczący o ich dobrej sytuacji - tak by cieszyły się zaufaniem i szacunkiem ze strony regulatorów. Muszą także dysponować masami członkowskimi i doświadczeniem rozwoju, tak by stała za nimi, gotowa je wspierać, rzesza wyborców. Inaczej mogą być zmuszone stwierdzić, że zmniejsza się ich zdolność służenia członkom. Tym, czym unie kredytowe muszą strzec się przed nadmiernymi obciążeniami, jakie często próbuje narzucać im władza regulacyjna, jest ich zdolność zapewniania integracji finansowej. Służy temu: komplet usług świadczonych po uczciwych cenach osobom o ograniczonych środkach, rachunki pozwalające gromadzić drobne oszczędności, odstępowanie od zasady żądania tradycyjnych zabezpieczeń i udzielanie niewielkich pożyczek.

Światowa Rada Unii Kredytowych (World Council of Credit Unions, Inc.) z siedzibą w Madison w USA to międzynarodowy związek unii kredytowych działający od 1 stycznia 1971 roku. Występuje w imieniu unii przed organizacjami międzynarodowymi i współpracuje z rządami krajowymi w celu udoskonalania prawodawstwa i ustalania zasad działania unii. W skali regionalnej WOCCU wspiera unie w działaniach na rzecz rozwoju tych instytucji, poszukiwania nowych rozwiązań oraz propagowania idei spółdzielczości. Unie kredytowe to spółdzielcze instytucje finansowe. Są własnością swoich członków, którzy kontrolują je i korzystają z ich usług, mogą gromadzić w nich oszczędności, otrzymywać pożyczki czy kredyty. Funkcjonowaniu tych instytucji przyświeca hasło: „Nie dla zysku, nie z filantropii, ale po to, żeby służyć”. Kasa Krajowa jest członkiem WOCCU od 2000 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niedzielna Msza święta w sobotę

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 10/2004

Nie tak dawno w czasie lekcji jeden z licealistów zapytał mnie w intrygującej go sprawie. „Proszę księdza, Kościół uczy, że jeżeli z ważnych powodów nie możemy iść do kościoła w niedzielę (np. idziemy na zabawę karnawałową trwającą do białego rana, lub będziemy musieli w niedzielę pracować) to powinniśmy to uczynić w sobotę wieczorem.

Bożena Sztajner/Niedziela

Takie uczestnictwo nie będzie pociągało konsekwencji grzechu. Niestety, coraz częściej słyszę, iż niektórzy moi znajomi, dla wygody, by mieć niedzielę tylko dla siebie, idą w sobotę, a nie w niedzielę na Mszę św. Czy jest to postawa słuszna, prawidłowa? W Piśmie Świętym czytamy, jak to Pan Bóg polecił świętować siódmy dzień, a nie szósty. Wyznaczył niedzielę na świętowanie, a nie sobotę wieczorem. Czy więc regularne uczestniczenie w niedzielnej Mszy św. w sobotę wieczorem nie jest nadużyciem?”

Otóż tytułem wstępu przypomnę, iż obowiązek uczestniczenia we Mszy św. wiąże katolika w sumieniu. Dobrowolne zaniedbanie uczestniczenia we Mszy św. w niedzielę jest grzechem śmiertelnym i powoduje zerwanie kontaktu z Bogiem. Wracając do kwestii dnia, którego powinniśmy świętować, zgodnie z poleceniem Boga Izraelici zobowiązani byli do świętowania szabatu czyli siódmego dnia, dnia Bożego odpoczynku po dokonanym dziele stworzenia. Jednak po Zmartwychwstaniu Chrystusa, które miało miejsce w pierwszym dniu tygodnia (w niedzielę), rozpoczął się nowy etap w historii zbawienia. Etap ten jest czasem nowego stworzenia. I właśnie ten dzień nowego stworzenia, bo zostało ono zapoczątkowane Zmartwychwstaniem i umocnione zesłaniem Ducha Świętego też w niedzielę, obchodzimy jako najważniejsze święto każdego tygodnia. Świętujemy niedzielę, jako pierwszy dzień tygodnia. Wyraźnie słyszymy to w II Modlitwie Eucharystycznej, w której kapłan wypowiada słowa: „Dlatego stajemy przed Tobą i zjednoczeni z całym Kościołem uroczyście obchodzimy pierwszy dzień tygodnia, w którym Jezus Chrystus Zmartwychwstał i zesłał na Apostołów Ducha Świętego”.

Kościół o sposobie spełnienia obowiązku uczestniczenia we Mszy św. wypowiada się w kanonie 1248 Kodeksu Prawa Kanonicznego w następujący sposób: „Nakazowi uczestniczenia we Mszy św. czyni zadość ten, kto bierze w niej udział, gdziekolwiek jest odprawiana w obrządku katolickim, bądź w sam dzień świąteczny, bądź też wieczorem dnia poprzedzającego”. Jak widać, kanon ten nic nie mówi na temat przyczyn naszej decyzji co do dnia uczestniczenia we Mszy św. Termin, w którym udamy się na Mszę św. - w sobotę wieczorem (lub inny dzień poprzedzający święto) czy też w sam dzień świąteczny - zależy tylko od nas. Tak więc z formalnego punktu widzenia wszystko jest w porządku. Każdy jednak medal ma dwie strony. Stąd warto w tym miejscu przypomnieć, na czym polega zadanie świętowania. Otóż do istoty chrześcijańskiego świętowania należy uczestniczenie w liturgicznym spotkaniu, które wielbi Pana, rozważa Jego słowa i umacnia się wzajemnym świadectwem wiary. Kościół od samego początku prosił swoje dzieci, aby pilnowały niedzielnej Eucharystii. Już około 108 r. pisał św. Ignacy z Antiochii: „Niechaj nikt nie błądzi. Ten, kto nie jest wewnątrz sanktuarium, sam pozbawia się Chleba Bożego.

Jeśli modlitwa wspólna dwóch zwykłych ludzi ma moc tak wielką, o ileż potężniejsza jest modlitwa biskupa i całego Kościoła! Kto nie przychodzi na zgromadzenie, ten już popadł w pychę i sam siebie osądził” (List do Efezjan 5,2-3). A dwie strony dalej dodaje św. Ignacy następujący argument: „Gdy się bowiem często schodzicie, słabną siły szatana i zgubna moc jego kruszy się jednością waszej wiary” (13,1).

Stąd jeśli z czystego wygodnictwa pomijamy Mszę św. w sam dzień świąteczny, nasze świętowanie stałoby się niepełne. To jest podstawowa racja, dla której winniśmy dążyć do zachowania niedzielnej Mszy św. Warto zobaczyć dla jakich powodów ludzie najczęściej rezygnują w ogóle z Mszy św. w niedzielę, przychodząc na nią w sobotę wieczorem. Wygodne wylegiwanie się w łóżku, oglądanie telewizji, wycieczka, goście, widowisko sportowe - to są dla nich w niedzielny dzień ważniejsze rzeczy, aniżeli uczestniczenie we Mszy św. Oczywiście, - zauważmy - że w takim przypadku nie mówimy o grzechu (bo przecież można przyjść na Mszę św. w sobotę). Pojawia się natomiast coś, co można nazwać apelem do naszego serca, do naszego sumienia, by nie wybierać tego, co łatwiejsze, ale to, co stosowne, co buduje wiarę naszą i wiarę całej wspólnoty. W przeciwnym razie można pokusić się o stwierdzenie, że wybierając to, co łatwiejsze, czyli sobotnią Liturgię, jakby w sposób pośredni dajemy dowód, iż uczestnictwo w Ofierze Chrystusa jest dla nas jakimś ciężarem, obowiązkiem, a nie radosnym spotkaniem przy stole na wspólnej uczcie.

Kiedy przeżywamy okres Wielkiego Postu, czas nawracania się, pracy nad sobą, podejmowania dobrych postanowień celem przybliżenia się do Boga i pogłębienia swej wiary, miłości, może warto byłoby podjąć trud podjęcia decyzji o prawdziwym świętowaniu niedzieli w połączeniu z uczestnictwem właśnie tego dnia w Eucharystii. Może będzie mnie to kosztować godzinę mniej snu, ale to przecież wszystko ad maiorem Dei gloriam - na większą chawałę Boga.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przewodniczący Episkopatu: proszę o modlitwę w intencji zamordowanych na Sri Lance

2019-04-21 14:36

BPKEP / Warszawa (KAI)

Proszę o modlitwę w intencji zamordowanych niewinnych ludzi oraz wszystkich dotkniętych tą tragedią - napisał na Twitterze abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Przewodniczący Episkopatu zapewnił o swojej duchowej łączności z rodzinami i bliskimi ofiar ataków terrorystycznych dokonanych w Niedzielę Wielkanocną w kościołach i hotelach na Sri Lance.

Bożena Sztajner/Niedziela
Abp Stanisław Gądecki

"Proszę o modlitwę w intencji zamordowanych w Sri Lance niewinnych ludzi oraz wszystkich dotkniętych tą tragedią. Łączę się duchowo z ich rodzinami i bliskimi. Nie dajmy zwyciężyć złu i bądźmy narzędziami pokoju, którego tak bardzo wszyscy potrzebujemy" - napisał abp Stanisław Gądecki na Twitterze.

Do serii ataków terrorystycznych na Sri Lance doszło w Niedzielę Wielkanocną rano w hotelach i podczas Mszy Świętych w chrześcijańskich kościołach. Jak podała agencja Associated Press do wybuchów doszło prawie jednocześnie w sześciu miejscach: w kościołach w Kochchikade, Negombo i Batticaloa oraz w trzech hotelach w Kolombo. Podawana liczba ofiar wciąż rośnie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem