Reklama

Drogowskazy

Wybierz Polskę z krzyżem

2017-08-09 10:48

Ks. Ireneusz Skubiś, Honorowy Redaktor Naczelny „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 33/2017, str. 3

Krzysztof Sitkowski/KPRP

Z wielkim wzruszeniem oglądaliśmy 1 sierpnia br. wieczorny koncert z Warszawy z racji 73. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego pt. „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki”. Wybiegaliśmy myślą do tamtych dni, kiedy bohaterscy warszawiacy, w tym liczna młodzież, zdecydowali się na czyn zbrojny, który miał przynieść wolność. Przeróżne są dziś oceny tego powstania. Żyjący powstańcy mówią, że mieli już dość cierpień i krzywd, których dokonywali Niemcy przez aresztowania, męczarnie, rozstrzeliwania. Aż dziw, że naród o tak wielkiej kulturze, w dodatku chrześcijańskiej, potrafił stać się ludem barbarzyńskim, okrutnym, bez sumienia i serca.

Po 73 latach przy Muzeum Powstania Warszawskiego, którego inicjatorem był ówczesny prezydent Warszawy, a później prezydent RP Lech Kaczyński, świętowała nie tylko Warszawa, ale i cała Polska. To była wyjątkowa lekcja dla naszego narodu, mówiąca o tym, jak drogą sprawą była dla nas zawsze Ojczyzna. To jednocześnie rachunek sumienia dla wszystkich, którzy dzisiaj podpalają żagwie niezgody i niepokoju. Czy nie wstydzą się wobec tej pięknej polskiej młodzieży, która bez wahania oddawała kiedyś życie za kraj? Czy nie wstydzą się niszczenia dobrego imienia Polski przez pertraktowanie z obcymi o tym, jak usunąć rządzących obecnie z demokratycznego wyboru polskich patriotów? Czy to jest dobre dla naszego narodu? Wszyscy wszak widzimy oczywiste dobro, które się dzieje: ważne reformy, otwarcie państwa na zwykłych obywateli, na rodzinę, na wartości. Polska wraca do normalności! Naród to czuje, mimo że opozycja ma tylu sprzymierzeńców, m.in. media będące w dużej części w rękach niemieckich, niereprezentujące polskiej racji stanu.

Reklama

Nie wolno nam burzyć tej jedności i tego entuzjazmu narodu, które wyraziły się we wspólnym śpiewaniu powstańczych piosenek. Z przyjemnością patrzyliśmy na uśmiechniętych ojców trzymających w ramionach swoje dzieci, na rozradowane twarze Polaków, którzy cieszyli się z bycia razem. Zróbmy wszystko, byśmy mogli cieszyć się jednością! Zapomnijmy o rzeczach małych, które są przyczyną naszych narodowych swarów. Jesteśmy narodem wielkim, który kocha swoje chrześcijańskie korzenie. Niech Polska z krzyżem przewodzi Europie i pokazuje współczesnym ludziom wspaniałe możliwości człowieka Bożego. Krzyż może na nowo stać się źródłem nadziei i dobrego, pięknego życia Europejczyka.

Tagi:
Polska Polska

Oświadczenie Kancelarii Prezydenta RP

2018-02-17 12:07

prezydent.pl

Kancelaria Prezydenta RP wyraża głębokie rozczarowanie wynikiem rozmów miedzy wicepremierami Ukrainy i Polski.

prezydent.pl

Brak decyzji strony ukraińskiej w fundamentalnej kwestii, jaką jest zniesienie zakazu polskich ekshumacji na terytorium Ukrainy oznacza poważny regres zaufania i nie realizuje ustalonego przez Prezydentów obu krajów mandatu do rozmów, co znacząco obciąża wzajemne relacje.

Liczymy, że w najbliższym czasie dojdzie do zniesienia tego zakazu w duchu wypełnienia podjętych zobowiązań.

Szef Gabinetu Prezydenta RP Krzysztof Szczerski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mój Krzyż codzienny

2018-02-23 14:41

Joanna Warońska, Częstochowa

Mój krzyż nie jest wielki. Ot, połączone dwa kawałki drewna. Od razu zwróciłam uwagę, że nie ma na nim Chrystusa, a przecież w dzieciństwie było to dla mnie niezwykle ważne. Tak jakbym potrzebowała portretu Zbawcy. Mojego Zbawcy. Później dostrzegłam powszechność braku tego wizerunku.

congerdesign/pixabay.com

Otaczały mnie miliony przewrażliwionych i rozdętych ego, wpychających się w moje oczy, uszy, zabierających moją przestrzeń. I każde z nich chciało wciągnąć mnie w swoją orbitę. Miałam stać się ich częścią i potwierdzać ich wielkość. Nic więc dziwnego, że i pusty krzyż stawał się dla nich wygodną alegorią cierpienia w ogóle, która sprowadzała pokusę zbyt łatwego płaczu nad sobą. Mogli poczuć przez chwilę jedność z cierpiącym Bogiem. To był etap pierwszy. Potem pojawiało się rozpamiętywanie swojego losu i wiele pytań: Dlaczego ja? Dlaczego mnie? Czy to fatum? Czy może Bóg o mnie zapomniał?

Ale istota krzyża nie może przecież wyczerpywać się w cierpieniu. Albo przynajmniej takie doświadczenie nie może kończyć się licytacją, czyj ból jest większy, kogo bardziej uszlachetnił i kto w opinii innych był bardziej przekonujący. Wszak cierpienie towarzyszy każdemu, a określenie jego wielkości jest często wrażeniem subiektywnym. Trzeba by uwzględnić zbyt wiele czynników nieporównywalnych, by wreszcie ustalić prawdziwą hierarchię cierpiących. Dlatego krzyż to raczej zawierzenie, pokora, które pozwalają piąć się ku niebu, i miłość obejmująca cały świat. Gdy myślę o krzyżu, zawsze wspominam wiersz niezwykle wrażliwej poetki młodopolskiej Marii Komornickiej:

W noc chmurami złowieszczymi ciemną

Leżałam jak zwalony krzyż

A duchy mocowały się nade mną

O mnie…

Poczuć się zwalonym krzyżem to doświadczenie niemal tragiczne, wzmagające odczucie cierpienia. Zwłaszcza jeśli uwzględnimy złowieszczą noc i rozgrywającą się nad głową bohaterki walkę o jej duszę. To podważenie prawdy celu wędrówki, zakwestionowanie wszelkich wyborów. To zwielokrotnione odczucie zwątpienia i samotności w przerażająco niezrozumiałym świecie. To brak woli walki w odwiecznej konfrontacji dobra i zła. A wystarczyłaby może czyjaś pomocna dłoń, by duchy pełzające po ziemi stały się zbyt odległe. Wówczas ich kuszący głos nie dosięgnąłby naszych uszu. Sytuacja tak silnie doświadczona przez Komornicką jest codziennością każdego, choć przyzwyczajenie nauczyło nas jej nie dostrzegać.

Mój krzyż nie jest wielki. Nie pozwala mi wzrastać w swoim cieniu, nie kształtuje mojego poglądu na świat, a nawet nie buduje wokół mnie wspólnoty rozumiejącego współczucia. Na co dzień nie jest zbyt uciążliwy i prawie udaje mi się o nim zapomnieć. Ot, żyję jak wszyscy. A może nawet są tacy, co patrzą na mnie z zazdrością, ponieważ jestem tą, której się udaje. Przynajmniej czasami. Ale przychodzą takie dni, zwłaszcza w czasie przedświątecznych porządków, gdy ponaglana dawnym obyczajem zaglądam w każdy kąt, pod szafy i do niemal zapomnianych szuflad, i wówczas z przerażeniem stwierdzam, że on wciąż tam jest, tylko może w ostatnim roku trochę bardziej przykrył go kurz. I po raz kolejny próbuję przyrównać do niego swoje życie…

Rozpoczynam rachunek sumienia pod odnalezionym także w swoich wspomnieniach krzyżem. Rozpoczynam swoje indywidualne rekolekcje. W ostatnim roku coraz bardziej upodabniam się do punktu, choć dla niektórych równie niewygodnego jak kamień w bucie; kurczę się w przestrzeni świata, zwijam się w sobie zamiast wzrastać, staję się odrzuconym ziarnem… A może dopiero zbieram siły, by kiedyś wreszcie zakorzenić się w próchnicy społeczeństwa i zadziwić innych swoją potrzebą wzrostu. To pokrzepiające… Tylko bez decyzji o wydaniu plonu pozostanę na zawsze dobrze zapowiadającą się potencją.

Po owocach ich poznacie… A co będzie moim owocem? Mój krzyż nie jest wielki. Każdego dnia poszukuję… Różnych rzeczy: bezinteresownego uśmiechu, także w sobie, wskazówek, gestów, które potwierdzą słuszność moich wyborów oraz słów, gdy tak jak teraz poddaję je próbie znaczenia. Wszak nie jest ważne, by były, lecz by były to te najwłaściwsze. Jak już ginąć, to spektakularnie? Na Golgocie w obecności tłumów, a zwłaszcza dziejopisów – Jana, Mateusza, Marka i Łukasza? Czy trzeba sobą zapełnić cenny czas antenowy, by poczuć się spełnionym? Ale Chrystus w momencie śmierci nie myśli o tym, czy dobrze wygląda.

Dla Niego liczy się przecież cel, a nie droga… On sam chce, by Jego krzyż stał się „Drogą, Prawdą i Życiem”. W ten sposób krzyż zaczyna funkcjonować jako znak ostateczny, do niczego nieodsyłający, znak, którego znaczenie nie jest konwencją, więc nie wymaga akceptacji. On sam jest znaczeniem.

Krzyż dla mnie oznacza Boga, a Bóg – krzyż, ale z tego nie wynika, że krzyż jest cierpieniem. Wszak Bóg nie jest cierpieniem, lecz miłością.

Mój krzyż nie jest wielki, może dlatego w natłoku wydarzeń i spraw codziennych tak łatwo zapominam, co jest naprawdę ważne w życiu, a wówczas świat, igrając moim sentymentalizmem, zmusza mnie do łez. W tym przypadkowym płaczu nieświadomie żałuję swoich straconych szans i możliwości.

Odczuwam dziś boleśnie swoje niespełnienie. Spowodowane brakiem czasu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Niemcy: zabito proboszcza francuskojęzycznej parafii w Berlinie

2018-02-23 20:52

pb (KAI/Il Sismografo) / Berlin

Wieczorem 22 lutego został zabity proboszcz francuskojęzycznej parafii w Berlinie. 54-letni ks. Alain-Florent Gandoulou pochodził z Konga. Szczegóły morderstwa nie zostały na razie ujawnione przez policję, która zatrzymała mężczyznę podejrzanego o dokonanie zabójstwa.

дзроман / Foter.com / CC BY

Francuskojęzyczna parafia w Berlinie Zachodnim została utworzona po II wojnie światowej dla stacjonujących tam żołnierzy francuskich. W ostatnich latach stała się głównie ośrodkiem duszpasterskim dla katolików z Afryki.

Jest to czwarty kapłan katolicki zabity od początku br. 18 stycznia w Malawi zginął ks. Tony Mukomba, a 5 lutego w Meksyku ks. Germain Muñiz García i ks. Iván Añorve Jaimes.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem