Reklama

Pielgrzymowanie – życiodajny krwiobieg Europy

2017-08-09 10:48

Ks. Marek Łuczak
Niedziela Ogólnopolska 33/2017, str. 16-17

bepsphoto/Fotolia.com

Zmieniają się miejsca i sposoby pielgrzymowania. Na mapie Europy i świata pojawiają się nowe sanktuaria i związane z nimi szlaki. Jedno pozostaje niezmienne: w drodze do miejsca świętego ludzie intuicyjnie odczytują metaforę swojego życia. Paradoksalnie – wyruszają w długą drogę po to, by się zatrzymać, by mieć czas na refleksję i spotkanie z Bogiem

Wszystko zaczęło się od ziemskiej ojczyzny Pana Jezusa. W chrześcijańskiej Europie nastąpiło swego rodzaju odwrócenie pewnej tendencji. Najpierw Apostołowie wyruszyli w świat, by głosić ewangeliczne przesłanie Jezusa Chrystusa, a później ten świat wyruszył w drogę, by namacalnie doświadczyć klimatu, w którym Zbawiciel dorastał. W ten sposób rodziła się kultura pielgrzymowania. Niejako „po drodze” budowano hospicja goszczące wędrowców, a swą działalność w Jerozolimie rozpoczęły zakony zajmujące się obsługą pielgrzymów na miejscu.

Jerozolima dla ubogich

Uwzględnienie popularności Ziemi Świętej od czasów średniowiecza pozwoli zrozumieć zwyczaj budowania wokół polskich sanktuariów kalwarii z pięknymi nieraz kaplicami upamiętniającymi stacje Drogi Krzyżowej czy tajemnice różańcowe. Tak jak na sklepieniach świątyń malowano sceny biblijne, gdyż ludzie nie mieli przez wieki możliwości wczytywania się w drukowane Pismo Święte, tak swego rodzaju Jerozolimą dla ubogich były kalwarie. Nieprzypadkowo też sanktuaria budowane były często na szczytach wzniesień. Z jednej strony pełniły one funkcje fortyfikacyjne, z drugiej – ukazywały ważną teologiczną prawdę: jeśli chcesz dotknąć świętości, musisz się wspiąć na wyżyny. Musisz też ponieść ofiarę, włożyć w swój marsz nie lada wysiłek.

Socjologowie od wielu lat interesują się fenomenem pielgrzymowania. W literaturze można znaleźć prace próbujące w okresie komunizmu skompromitować tę formę religijności, ale można też znaleźć badania, których wyniki pokazują, że w trakcie marszu uczestnicy pielgrzymki stają się grupą, w której mamy do czynienia z coraz bliższymi więzami. Często te grupy przeżywają swoisty kurs przyśpieszonego dojrzewania.

Reklama

Jak mówi „Niedzieli” prof. Antoni Jackowski, taki proces dojrzewania można dostrzec także w szerszej perspektywie. – Możemy mówić nawet o kulturotwórczym znaczeniu pielgrzymowania – twierdzi. – Nade wszystko pielgrzymki miały zawsze charakter integracyjny i w taki sposób należy je rozumieć. Warto w tym kontekście przywołać pielgrzymowanie do Santiago de Compostela. Tworzyło ono coś wspaniałego, co w średniowieczu przejawiało się w masowym zwyczaju. Z jednej strony na szlaku pojawiały się osoby, które za pokutę musiały udać się w drogę do grobu św. Jakuba, ale z drugiej – także osoby, które podejmowały ten trud z potrzeby serca. Przez wiele lat pielgrzymi wędrowali, a współczesnymi śladami tego zjawiska są dawne świątynie, szpitale czy schroniska. Powstał szlak, który jest jednocześnie szlakiem kulturowym Europy. Jednym z jego przejawów było piśmiennictwo z tamtych czasów (przewodniki, wspomnienia czy pamiętniki). Ta kultura stała się paneuropejska.

Narodowe pielgrzymowanie

Polakom pielgrzymowanie niezmiennie kojarzy się przede wszystkim z wędrówką do Częstochowy. Sierpień jest miesiącem, w którym tysiące ludzi zmierzają przed oblicze Czarnej Madonny. Zdaniem prof. Jackowskiego, w przypadku rodzimego pielgrzymowania możemy dostrzec różne aspekty: nade wszystko, oczywiście, religijny, ale nie można pominąć także narodowego. Wreszcie pojawia się również aspekt kulturowy: na szlakach pątniczych powstawały kaplice czy zmieniało się wyposażenie wnętrz sakralnych (przybywało obrazów Matki Bożej Częstochowskiej).

Krakowski znawca fenomenu pielgrzymowania zwraca uwagę, że zmienia się pielgrzymkowa mapa Polski. – Pojawiają się nowe sanktuaria, które w wielu przypadkach mają charakter lokalny, ale nie można nie wspomnieć w tym miejscu o wyjątkowych zjawiskach, do których należy zaliczyć np. sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach – wskazuje prof. Jackowski. – Mapa pielgrzymkowa zmienia się także z tego powodu, że wydłużają się szlaki pielgrzymkowe (pielgrzymi chcą odwiedzić przy okazji inne sanktuaria). Pojawiają się też zagraniczne pielgrzymki, które w większym stopniu niż kiedyś uwzględniają Polskę i jej sanktuaria w swych planach.

Można, patrząc z góry, zauważyć pewien nieustanny ruch. Tak jak krwiobieg, w którym są żyły główne i te mniej znaczące, które bywają wchłaniane, albo czasem odwrotnie – zyskują na znaczeniu. Widzimy więc w tym zjawisku nieustanną dynamikę: ruch pielgrzymkowy zmienia się, pulsuje, buduje się nowe obiekty, a nawet mamy do czynienia z nowymi formami pielgrzymowania. Pielgrzymowanie staje się więc swego rodzaju krwiobiegiem narodu.

Historia i nowoczesność

Pierwsza publiczna i szeroko opisywana pielgrzymka, która zaznaczyła się w wyjątkowy sposób w historii naszego narodu, to przybycie cesarza Ottona III do grobu św. Wojciecha. Od tego czasu w pielgrzymowanie włączani byli zarówno zwykli śmiertelnicy, jak i władcy. W żadnym europejskim kraju królowie nie odbywali tylu pielgrzymek, co w Polsce. Stało się to narodową tradycją niemal na początku. Sprzyjały temu różne wydarzenia historyczne. W czasie zaborów np. pojawiła się okazja do manifestowania nie tylko swej religijności, ale też tożsamości narodowej. Jako przykład może tu posłużyć pielgrzymowanie ewangelików do Gietrzwałdu czy na Górę św. Anny. Z przyczyn oczywistych wiadomo, że czynnikiem decydującym musiały być w takich przypadkach elementy narodowe, a nie religijne. Niekiedy też zabory otwierały drogę do innych sanktuariów. Tak było w Piekarach Śląskich: skoro zabory zamknęły drogę do Częstochowy, pielgrzymki zmierzały do Piekar.

– Kult maryjny stał się jednocześnie kultem narodowym – wyjaśnia prof. Jackowski – Należymy do nielicznych narodów, w których kult maryjny zbiega się z patriotyzmem.

Prof. Jackowski jest spokojny o przyszłość pielgrzymowania. Uważa, że w dużej mierze wynika ono z wewnętrznej potrzeby i jako takie zawsze będzie się odradzało czy przybierało nowe formy. – Ludzie muszą znaleźć czas na przemyślenia odnoszące się do ich życia – mówi. – Najlepszą formą jest piesze pielgrzymowanie, podczas którego można się rozliczyć z samym sobą.

Kiedyś pielgrzymki oznaczały możliwość wyrwania się z domu. Dziś motywacje muszą być głębsze, choć równolegle rozwija się turystyka religijna, która łączy odwiedzanie świętych miejsc z możliwością odpoczywania. Ciekawe jest to, że nawet w czasach kryzysu, kiedy ludzie rezygnowali z różnych form odpoczynku, turystyka religijna nie tylko nie traciła na popularności, ale nawet się rozwijała. – Nasze przemyślenia są na tyle głębokie, że w pewnym momencie podejmujemy decyzję o pielgrzymowaniu – konstatuje prof. Jackowski. – Młodsi częściej idą pieszo, a starsi korzystają z nowoczesnych sposobów komunikacji. Skąd biorą siły? W odpowiedzi na to pytanie należy chyba wskazać na nadzieję: ludzie jadą do Lourdes, bo liczą na uzdrowienie albo przynajmniej na pociechę w cierpieniu. Nadzieja jest celem każdej pielgrzymki.

* * *

Prof. Antoni Jackowski
jest twórcą Zakładu Geografii Religii w Instytucie Geografii i Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Założył periodyk „Peregrinus Cracoviensis”.
Był dziekanem Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi UJ, dyrektorem Instytutu Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ. Jest profesorem honorowym UJ, doktorem honoris causa Uniwersytetu Preszowskiego (Słowacja), ekspertem Komitetu Nauk Geograficznych PAN, przewodniczącym Polskiego Towarzystwa Geograficznego.

* * *

Biblioteka „Niedzieli” poleca
Książka prof. Antoniego Jackowskiego „Jasnogórskie pielgrzymowanie bez granic”.
Pierwsze tak obszerne opracowanie dotyczące Sanktuarium Jasnogórskiego, w którym autor prezentuje Jasną Górę jako światowe centrum pielgrzymkowe.
Książka zawiera bogaty dodatek dokumentacyjny – ryciny, fotografie i mapy.
Zamówienia pod adresem: Tygodnik Katolicki „Niedziela”, ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa, telefonicznie: 34 36 94 352 bądź pod adresem: kolportaz@niedziela.pl

Tagi:
pielgrzymka pielgrzymka 2017

Dzień 13. – Spotkanie twarzą w Twarz

2018-08-14 21:08

Ks. Krzysztof Hawro

"Matko o Twarzy jak polska ziemia czarnej, Matko o Twarzy jak polska ziemia znaczonej bliznami, do Serca swego jak Syna nas przygarnij…".

Ks. Krzysztof Hawro/Niedziela

I stało się. Po 12 dniach wędrówki mogliśmy doświadczyć radości spotkania z Matką.

Na szlaku 36. Pieszej Pielgrzymki Zamojsko-Lubaczowskiej na Jasną Górę pokonaliśmy ponad 300 km. Dzisiaj spełniło się nasze pragnienie. Osiągnęliśmy wspólny cel, stąd zgodnie możemy stwierdzić, że dzisiejszy dzień jest inny niż wszystkie.

Pod stopami znikały kolejne kilometry. Naszym oczom ukazał się oczekiwany widok: wieża Jasnogórskiego klasztoru.

To dodało nam energii i sił po krótkiej nocy (niektórzy wstali o 3.00 – patrz Grupa św. Wojciecha). Na Alejach Najświętszej Maryi Panny czekał na nas Pasterz naszej diecezji bp Marian Rojek, który poprowadził nas, niczym ojciec swoje dzieci do Matki.

Zobacz zdjęcia: Finał 36. Pieszej Pielgrzymki Zamojsko-Lubaczowskiej na Jasną Górę

Tuż przed Szczytem spłynął na nas z nieba obfity deszcz, który przyjęliśmy z ulgą, jako znak łaski danej nam po czasie wędrówki w upalnym słońcu.

Gdy wchodziliśmy na jasnogórskie błonia, każda z grup została przywitana przez dyrektorów pielgrzymki: ks. Michała Monia i ks. Karola Stolarczyka, którzy zaprezentowali krótkie dane dotyczące charakterystyki grupy, na co pielgrzymi odpowiedzieli przygotowaną na ten dzień piosenką bądź okrzykiem. Później nastąpił szczególny moment: nasze twarze spotkały się z ziemią, po której tego dnia stąpały kroki wielu tysięcy pątników. To niezapomniana chwila. Z oczu wielu pielgrzymów płynęły łzy wzruszenia i szczęścia. I to nie dziwi.

W ciszy i skupieniu udaliśmy się do kaplicy, gdzie czekała na nas najcudowniejsza z Matek. Na tę chwilę czekaliśmy przez wszystkie dni pielgrzymki. Patrząc głęboko w Jej zatroskane oczy, złożyliśmy przed Jej Obliczem cały trud naszego pielgrzymowania. To było spotkanie pełne matczynej miłości i ufności dziecka, które przyniosło trud i zmęczenie, radość i wdzięczność, przebłaganie i prośbę. Krótko mówiąc: mnogość intencji.

Podsumowaniem pielgrzymki była uroczysta Msza święta o godz. 13.00. Przewodniczył jej Metropolita Warszawski, Jego Eminencja Ksiądz Kardynał Kazimierz Nycz, homilię wygłosił Ksiądz Arcybiskup Stanisław Budzik, Metropolita Lubelski. Wśród celebransów byli: Pasterz naszej diecezji oraz wszyscy duszpasterze towarzyszący pątnikom w drodze na Jasną Górę.

Oficjalnie nasza pielgrzymka piesza dobiegła końca, ale umocnieni przez Ducha Świętego powracamy do naszych codziennych spraw, domów rodzinnych, miejsc pracy i wspólnot parafialnych.

Prowadź nas Duchu Święty, byśmy za rok mogli spotkać się na szlaku 37. Pieszej Pielgrzymki Zamojsko – Lubaczowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Obchody 77. rocznicy śmierci św. o. Maksymiliana Kolbego

2018-08-14 13:41

Bartosz Bartyzel, Muzeum Auschwitz/lk / Oświęcim, Harmęże (KAI)

77 lat temu w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz został zabity franciszkanin św. o. Maksymilian Maria Kolbe. W rocznicę tego wydarzenia przy bloku 11, w którym mieściło się obozowe więzienie i w którym zamordowano zakonnika, odprawiono uroczystą Mszę świętą. Podczas obchodów odczytano dekret ogłaszający św. Maksymiliana patronem Ziemi Oświęcimskiej.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Wzięło w niej udział kilkaset osób, m.in. wicepremier RP Beata Szydło, biskupi, księża i zakonnicy, a także przedstawiciele władz wojewódzkich oraz samorządów lokalnych. Mszy św. przewodniczyli metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, biskup bielsko-żywiecki Roman Pindel, biskupi seniorzy Tadeusz Rakoczy i Kazimierz Górny, oraz abp Ludwik Schick z Niemiec. Gośćmi honorowymi była rodzina Maksymiliana Kolbego oraz byli więźniowie obozu Auschwitz.

Zobacz zdjęcia: Obchody 77. rocznicy śmierci św. o. Maksymiliana Kolbego

Abp Jędraszewski w homilii przypomniał moment, w którym o. Kolbe zgłosił się na śmierć głodową za nieznanego mu współwięźnia. - Ucieczka więźnia, apelowy place, długie godziny czekania i wreszcie wyrok - dziesięciu więźniów z bloku 14 skazanych na głodową śmierć. Wtedy pośród ogromnej ciszy i przerażenia płacz jednego ze współwięźniów. Ma żonę, ma dzieci, chce żyć. Ale przecież za tym płaczem kryło się jeszcze jedno. Jest Polska, dla której trzeba narażać się, przelewać krew i walczyć. Uwięziony został w Poroninie, wtedy, kiedy szykował się do wędrówki przez Tatry na Węgry, by tam dołączyć do polskiej armii na zachodzie. Chciał żyć dla najświętszych wartości. Według Fritscha miał zdychać tutaj jak pies, a tymczasem w tym momencie okazuje się, że pozostał człowiekiem, bo pamiętał o żonie i o dzieciach, tego co najświętsze i najbardziej głębokie w jego sercu nie pozwolił sobie wydrzeć. Stąd jego głośny szloch - mówił metropolita krakowski.

– A potem nieoczekiwane wystąpienie z szeregu więźnia o numerze 16670. Samo wystąpienie z szeregu bez rozkazu równało się wtedy wyrokowi śmierci. Więzień był już tylko numerem, odarty z imienia i nazwiska i z samej swojej tożsamości. Nie wolno mu było myśleć, nie wolno mu było podejmować własnych decyzji. Miał wykonywać rozkazy. A on występuje i prosi o to, aby mógł swoje życie ofiarować za tego współwięźnia szlochającego i ciągle myślącego o swoich najbliższych – dodał arcybiskup.

– Ten czas obozowy był dla o. Maksymiliana i zapewne dla wielu innych więźniów czasem szczególnej refleksji nad swoim losem, nad przeznaczeniem, nad najbardziej głębokim sensem ludzkim cierpień. Z tej to refleksji wydobywa się stwierdzenie, którym o. Maksymilian podzielił się ze współwięźniem Józefem Stemlerem kilka tygodni przed śmiercią: „Nienawiść nie jest siłą twórczą, siłą twórczą jest miłość”. Miał na pewno na względzie w jaki sposób trzeba tutaj odpowiadać na tak przerażające zło doświadczane niemal każdej godziny – podkreślił metropolita krakowski.

Podczas obchodów rocznicowych odczytano dekret prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów kard. Roberta Saraha ogłaszający św. Maksymiliana patronem Ziemi Oświęcimskiej.

„Duchowieństwo i wierni Ziemi Oświęcimskiej darzą szczególną czcią św Maksymiliana Marię Kolbego, prezbitera i męczennika, który ustanawiając przykład największej miłości nie zawahał się wspaniałomyślnie poświęcić swojego życia za bliźniego. Dlatego też biskup bielsko-żywiecki Roman Pindel, mając na uwadze liczne prośby oraz przychylność władzy świeckiej, pragnie zaaprobować wybór św. Maksymiliana Marii Kolbego, prezbitera i męczennika na patrona Ziemi Oświęcimskiej. On też w piśmie z dnia 12 kwietnia 2018 r. zwrócił się z prośbą, aby ten wybór i decyzja zostały zaakceptowane w świetle przepisów o ustanawianiu patronów. Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów na mocy praw nadanych jej przez Ojca Świętego Franciszka i po rozważeniu przedstawianej sprawy uznała, że wybór ten i decyzja dokonały się zgodnie z przepisami prawa, przychyliła się do powyższej prośby i potwierdza, że Maksymilian Maria Kolbe, prezbiter i męczennik, jest patronem Ziemi Oświęcimskiej” - przeczytał podczas Mszy o. Jan Cuber.

Kwiaty złożono pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku 11, a także na obozowym placu apelowym, gdzie 29 lipca 1941 r. Maksymilian Kolbe ofiarował życie za współwięźnia Franciszka Gajowniczka. Hierarchowie i franciszkanie modlili się również w celi nr 18 w podziemiach bloku 11, w której zamordowano św. Maksymiliana.

Obchody 77. rocznicy śmierci o. Kolbe zainaugurowało rano nabożeństwo „Transitus św. Maksymiliana” we franciszkańskim Centrum św. Maksymiliana w Harmężach, po której do byłego obozu przeszła franciszkańska pielgrzymka z relikwiami świętego. Pątnicy z diecezji bielsko-żywieckiej wyruszyli też z oświęcimskiego kościoła św. Maksymiliana. Obie pielgrzymki spotkały się przy bramie „Arbeit macht frei”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Abp Szal: nowe życie jest możliwe

2018-08-14 20:56

pab / Kalwaria Pacławska (KAI)

Nowe życie jest możliwe – powiedział abp Adam Szal, który 14 sierpnia przewodniczył Mszy św. w czasie Wielkiego Odpustu Wniebowzięcia Matki Bożej w Kalwarii Pacławskiej koło Przemyśla. Na zakończenie liturgii metropolita przemyski udzielił specjalnego błogosławieństwa papieskiego.

Monika Jaracz | Archidiecezja Krakowska

– Nowe życie jest możliwe. Oby to pielgrzymowanie odnowiło w nas nowe życie. To takie piękne i w pewien sposób dla duszpasterzy wzruszające, kiedy widać was tutaj obecnych na Mszy świętej, kiedy przystępujecie do komunii świętej – powiedział abp Szal.

– To jest najpiękniejszy efekt naszego pielgrzymowania, naszego kultu, którym otaczamy Matkę Najświętszą. Ona najbardziej cieszy się, jeżeli widzi nas walczących z grzechem, ze słabościami, z namiętnościami, z nałogami i przystępującymi po spowiedzi świętej do komunii – kontynuował.

Metropolita przemyski zachęcał pątników, aby po powrocie do domów „wprowadzali nowość polegającą na życiu w łasce uświęcającej”. Zauważył, że szatan będzie się starał wyrwać ich z „kręgu oddziaływania Chrystusa”. – Aby stać się nowym człowiekiem, aby wejść na drogę nowego życia razem z Maryją, trzeba niszczyć jego głowę, czyli to, co jest w nas złego, to co nie da się pogodzić z życiem świętym – wskazywał.

Abp Szal przypomniał także postać św. Maksymiliana Kolbego, który poświęcił swoje życie za innego człowieka. Przywołał homilię św. Jana Pawła II, który podczas kanonizacji o. Maksymiliana mówił, że swoją postawą potwierdził on „prawo Stwórcy do życia niewinnego człowieka” oraz „dał świadectwo Chrystusowi i miłości”.

– Teraz pozostaje dla nas dzieło do zrealizowania: by dać świadectwo nowego życia, by bronić życia. By swoje życie duchowe, nadprzyrodzone rozwijać przez troskę o łaskę uświęcającą, by szanować życie swoje, swoich bliźnich, także tych nienarodzonych, by szanować życie ludzi doświadczonych cierpieniem – podkreślił.

Kaznodzieja zaznaczył, że Bóg, prezentując plan zbawienia, czeka na aprobatę ze strony człowieka. – To rzecz niezwykła jak bardzo Pan Bóg jest delikatny w podejściu do każdego nas. Czeka na akt naszej woli, abyśmy podjęli to, co On dla naszego dobrego zaplanował, żebyśmy podjęli to Boże orędzie, które On do nas kieruje – mówił.

Wielki Odpust Kalwaryjski Wniebowzięcia Matki Bożej rozpoczął się 11 sierpnia. Większość grup pielgrzymkowych przyszło do Sanktuarium Męki Pańskiej i Matki Bożej Kalwaryjskiej 12 sierpnia.

W kolejnych dniach pielgrzymi uczestniczyli w charakterystycznych dla tego miejsca nabożeństwach, czyli Dróżkach. 13 sierpnia z figurą Maryi rozważali pogrzeb Matki Bożej, a 14 sierpnia – Mękę Pana Jezusa. W czasie tych nabożeństw pątnicy przemierzają wyznaczone trasy między kapliczkami, rozmieszczonymi na okolicznych wzgórzach. Prowadzą one przez las, łąki oraz rzekę Wiar.

W tym roku odpustowi towarzyszą uroczystości jubileuszowe 350-lecia kultu w tym miejscu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem