Reklama

Biały Kruk 1

Zachował się jak trzeba

2017-08-10 09:34

Rozmawia Anna Skopińska
Edycja łódzka 33/2017, str. 6-7

Maria Niedziela

Z Marią Dźwigałą, siostrzenicą ks. Rocha Łaskiego, rozmawia Anna Skopińska

ANNA SKOPIŃSKA: – Zna Pani szczegółowo rodzinne relacje, przekazy o ks. Rochu Łaskim?

MARIA DŹWIGAŁA: – Znam je szczególnie ze strony mojej śp. mamy. Pamiętam, jak w długie zimowe wieczory siedzieliśmy przy lampionach i wspominaliśmy młode czasy mojej mamy i mojego wujka. Znam też opowieści rodziny – babci, dziadka o jego życiu, wyznawanych wartościach i o tragicznej śmierci.

– Mówiło się o tym, że to bezpieka go zamordowała?

– Od samego początku. Wujek był wielkim patriotą. Dla niego liczyły się tylko Bóg i Ojczyzna. On wiedział, że jeśli nie pójdzie na układy, na współpracę z UB, to może zginąć. A jednak wytrwał do końca i oddał swoje życie dla Boga i dla Ojczyzny... Były takie czasy, że nic nie mogliśmy zrobić. Dopiero teraz, gdy jest nowa władza, możemy starać się przywracać go pamięci. Działam w polonijnych strukturach francuskich i współpracuję z różnymi instytucjami i staram się upamiętniać naszych zamordowanych czy poległych w różnych wojnach rodaków. To była pewnie ostatnia wola wujka, by upamiętnić go w rodzinnych stronach i przenieść jego cząstkę tutaj. Dla mnie to ostatni dzwonek, bo nasze pokolenie odchodzi, a młodzież, która tu obecnie zamieszkuje, nie zna ani wujka, ani tamtych wielkich ludzi, bohaterów. A wujek zasłużył na pamięć. Dlatego jestem wdzięczna naszej władzy za to, że pamięta o Polakach, którzy zostali zamordowani, którzy poświęcili swoje życie i oddali je za Ojczyznę.

– To na pewno wielkie zobowiązanie dla rodziny mieć takiego bohatera...

– Mój wujek zachował się tak jak Inka, tak jak trzeba. A naszym obowiązkiem było zachować się tak jak trzeba w stosunku do niego. I wypełnić tę wolę, by został upamiętniony w swojej rodzinnej parafii, gdzie urodził się, był chrzczony, gdzie na cmentarzu leżą jego rodzice. Ja sama napojona tymi opowieściami o jego pobycie w Dachau, jego walce, potem o tym, co mu robiło UB, gdy był w Witowie, widzę podobieństwo do niego. Staram się żyć dla Boga i dla Ojczyzny. W Paryżu założyłam Stowarzyszenie Obrońców Krzyża, by bronić honoru naszego prezydenta śp. Lecha Kaczyńskiego. Dla naszej organizacji najważniejsze są te trzy wartości: Bóg, honor i Ojczyzna. I dopóki będę mogła, będę starała się iść w ślady wujka i robić to, co robię.

* * *

Ks. Roch Łaski to wzór. Nie tylko dla nas świeckich... Także dla księży, harcerzy i żołnierzy. By brali przykład z jego życia i niezłomnej i wiernej do końca postawy. Dla mnie to opiekun, taki orędownik w niebie, który daje siłę, bym mogła coś dobrego w życiu robić. Dlatego moim wielkim marzeniem była ta dzisiejsza uroczystość.

Tagi:
wspomnienia

Wspomina ostatni szkolny kolega Karola Wojtyły

2018-06-06 10:32

Eugeniusz Mróz
Niedziela Ogólnopolska 23/2018, str. 20-22

Po raz ostatni zasiedli w ławkach wadowickiego gimnazjum w pogodny dzień przed osiemdziesięcioma laty, 17 kwietnia 1938 r., gdy przygotowywali się do matury. Nie przypuszczali, że już wkrótce przyjdzie im złożyć najtrudniejszy egzamin – z patriotyzmu

Graziako/Niedziela
Eugeniusz Mróz

Gdy przekraczaliśmy progi neoklasycznego Państwowego Gimnazjum im. Marcina Wadowity, przy ul. Adama Mickiewicza w Wadowicach, witała nas wmurowana w 1889 r. – trzy lata po założeniu wadowickiego gimnazjum – tablica-inskrypcja napisana heksametrem daktylicznym Albiusa Tibullusa, żyjącego w I wieku przed Chrystusem przyjaciela rzymskich poetów Horacego i Owidiusza.

„Casta placent superis,
pura cum veste venite
et manibus puris
sumite fontis aquam”.

„Najwyższemu podobają się dusze czyste,
przybywajcie w szatach czystych
i czystymi rękoma
czerpcie wodę ze źródła”.

Ta sentencja rzymskiego pisarza, poety, filozofa była dla nas, uczniów ośmioklasowego gimnazjum w Wadowicach, wademekum w zdobywaniu wiedzy w prawdzie, przekazywanej nam przez naszych profesorów, wychowawców, starszych przyjaciół, umacniała nas w koleżeńskiej solidarności, przyjaźni... Słowa rzymskiego filozofa krzepiły nas w latach nauki, krzepiły w okresie niemieckiej i sowieckiej okupacji.

Na naszych koleżeńskich zjazdach absolwentów rocznika 1938 wadowickiego gimnazjum, z udziałem Karola Wojtyły – „Lolka”, ze wzruszeniem i radością cytowaliśmy strofy Albiusa Tibullusa: „Casta placent superis...” oraz w języku greckim pierwsze wersety „Iliady” Homera: „Menin aeide, thea”...

Po raz ostatni zasiedliśmy w ławkach wadowickiego gimnazjum w pogodny dzień przed osiemdziesięcioma laty, 17 kwietnia 1938 r., gdy przygotowywaliśmy się do matury – egzaminu naszej dojrzałości. Warunkiem dopuszczenia do maturalnych egzaminów było uzyskanie pozytywnych wyników ze wszystkich przedmiotów na trzeci kwalifikacyjny okres. Do egzaminu pisemnego można było wybrać język polski lub historię oraz dwa języki obce – łacinę, grekę, język niemiecki, a do egzaminu ustnego jako czwarty przedmiot – trzeci język obcy lub matematykę. Języka łacińskiego uczyliśmy się od klasy czwartej, greckiego – od piątej, niemieckiego – już w szkole powszechnej. Kto z nas egzamin pisemny z danego przedmiotu napisał z wynikiem dobrym, nie zdawał go ustnie.

Karol Wojtyła – „Lolek” – najzdolniejszy, najpilniejszy z nas, który przez lata nauki w wadowickim gimnazjum miał najwyższe noty, egzamin pisemny zdawał z języka polskiego, z łaciny i greki, wszystkie z wynikiem bardzo dobrym. Mimo tego musiał obowiązkowo ustnie zdawać jeden przedmiot – wybrał język niemiecki.

Zdali wszyscy – czterdziestu dwóch, w tym dwóch eksternistów – Zygmunt Kręcioch i Tadek Bryzek.

Żegnając nas, już jako absolwentów gimnazjum, dyrektor Jan Królikiewicz powiedział m.in.: „Dziękuję wam za przykładną i wzorową pracę na terenie szkoły. Życzę wam, byście godnie zamknęli łańcuch ośmioletniego gimnazjum...”.

W naszym imieniu, już absolwentów, Karol Wojtyła w serdecznych słowach podziękował gronu profesorskiemu za pracę nad naszymi młodymi umysłami i zapewnił, że udzielonymi nam wskazaniami zawsze będziemy się kierować.

Pożegnanie ze szkołą miało miejsce 27 maja. Wspaniała biesiada – komers, obecnie studniówka – w restauracji Wysogląda wraz z naszymi maturalnymi rówieśniczkami z prywatnego Gimnazjum im. Michaliny Mościckiej – to miły akord kończący naszą ośmioletnią edukację.

Gdy się rozstawaliśmy, nie przypuszczaliśmy, że już wkrótce przyjdzie nam złożyć najtrudniejszy egzamin – z patriotyzmu. Nie sądziliśmy, że nasze koleżeńskie spotkanie odbędzie się dopiero za kilka lat, a wielu z nas nie będzie już w nim uczestniczyć.

Rozpierzchliśmy się w różne strony. Część kolegów podjęła różne prace, studia na uniwersytetach w Krakowie, Warszawie, we Lwowie, w Poznaniu, Gdańsku. Większość jednak otrzymała wezwanie do odbycia służby wojskowej, najpierw w Junackich Hufcach Pracy.

Wybuch wojny, w piątek 1 września 1939 r., zastał nas w różnych sytuacjach, w różnych miejscach. Już w pierwszych dniach września 1939 r. padł w okolicy Dębicy Zbyszek Gałuszka, miał 18 lat. Urodził się z Toruniu, wraz z rodziną zamieszkał w Śleszowicach. Mieszkał na stancji w Wadowicach. Po maturze został powołany do Szkoły Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu, a kampanię wrześniową odbywał w 3. Pułku Ułanów w Tarnowskich Górach. Zginął wraz z dwoma ułanami jako dowódca zwiadu.

Na stokach kopca Kościuszki w Krakowie, w dzień Wigilii Bożego Narodzenia, w pierwszym roku wojny, został rozstrzelany Józek Wąsik z Zawadki. Wraz z nim członkowie ruchu oporu – Stefan Boryczka, Jan Dudoń, Mojżesz Melman, Stefan Węgrzyn.

Tę konspiracyjną grupę zorganizował i nią dowodził artysta malarz i rzeźbiarz Wicek Bałys. Zginął w wieku 33 lat.

W Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie walczyli: Władek Balon, Zdzisiek Bernaś, Tadek Czupryński, Tolek Galwin, Staszek Jura, Jurek Kluger, Mietek Nowobilski, Tomek Romański, Staszek Bartosik, Rudek Kogler.

W walkach o Monte Cassino wsławiło się pięciu naszych kolegów – Tomek Romański, Rudek Kogler, Tadek Czupryński, Jurek Kluger, Zdzisiek Bernaś.

Szczególnie wielką odwagę i poświęcenie wykazał Tomek Romański, urodzony w Nowym Wiśniczu. Po maturze rozpoczął służbę w Dywizyjnym Kursie Podchorążych Rezerwy Piechoty w Krakowie, brał udział w wojnie obronnej. Dotarł do Tarnopola, skąd przedostał się na Węgry i tam był internowany wraz ze Staszkiem Jurą, Zdziśkiem Bernasiem, Rudkiem Koglerem. Na wiosnę 1940 r. przez Jugosławię dotarł do Turcji, a stamtąd – do Bejrutu. W maju 1940 r. jako żołnierz Brygady Strzelców Karpackich walczył przy boku armii francuskiej do czasu jej haniebnej kapitulacji.

Dalsze wojenne losy Tomka to tereny Palestyny, Egiptu, Tobruku, Iraku.

W maju 1944 r. był jednym ze zdobywców Monte Cassino, którzy pierwsi zatknęli polską flagę na murach klasztoru Monte Cassino. Wiele stronic poświęcił bohaterskiemu Tomkowi Romańskiemu w swym reportażu wojennym Melchior Wańkowicz. Tomek po zakończeniu wojny wrócił wraz ze Staszkiem Jurą, lotnikiem RAF-u, i Staszkiem Bartosikiem do rodzinnego Wiśnicza. Zamiast pochwał i wyróżnień spotkały go ze strony władz reżimu komunistycznego prześladowania, inwigilacja. Przez dłuższy okres nie mógł znaleźć pracy ani zyskać mieszkania. W grudniu 1994 r. zakończył życie.

W niemieckich obozach koncentracyjnych zginęło naszych trzech kolegów:

Jasiu Banaś, urodzony w Rabie Wyżnej, powołany do Szkoły Podchorążych Broni Pancernych. Walczył w wojnie obronnej 1939 r. Zbiegł z niewoli niemieckiej do Hiszpanii. Ciężko pracował w kopalniach, był prześladowany, żył w nędzy. Zmarł w 1942 r. w obozie Miranda de Ebro.

Wiktor Kęsek, urodzony w Wadowicach. Po maturze rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. W czasie okupacji niemieckiej mocno zaangażowany wraz z Antkiem Bohdanowiczem w Narodowej Organizacji Wojskowej. Na skutek zdrady niemieckiego konfidenta, leśnika z Suchej, został aresztowany; mimo okrutnych tortur m.in. w więzieniu w Mysłowicach nie zdradził swej organizacji. Przewieziony do Auschwitz i Mauthausen, gdzie został rozstrzelany 8 lipca 1943 r.

Trzeci nasz kolega, zamordowany w obozie koncentracyjnym w Auschwitz, to Zbyszek Nowobilski, starszy brat Mietka, również naszego gimnazjalnego kolegi. Urodził się w Palczy. Po rozbiciu jego pułku wrócił w okolice Wadowic, do Gorzenia Dolnego, w mundurze, w pełnym rynsztunku. W pobliżu miejsca, gdzie mieszkała rodzina Nowobilskich, która zachowywała tradycje narodowe, była wielka góra, zwana „Dzwonkiem”. Dzwon z tej niewielkiej kapliczki rozpędzał nad Gorzeniem i okolicą chmury deszczowe. „Na Dzwonku” znajdowała się dobrze zakonspirowana polna jamka – miejsce konspiracyjnej organizacji. Przewodził jej senior, nauczyciel Jan Nowobilski wraz ze swym sąsiadem Walentym Tomalikiem. Zbyszek podjął pracę w składnicy opału w Sporyszu k. Żywca i równocześnie pełnił funkcję konspiracyjnego łącznika między powiatami: bielskim, żywieckim i wadowickim. Często przez góry odwiedzał Gorzeń – „Dzwonek”, by przekazać konspiracyjne materiały. Zdekonspirowany, aresztowany przez gestapo w 1941 r. na ulicy w Bielsku, przeszedł ogromne tortury w więzieniu w Mysłowicach, ale nie ujawnił swej konspiracyjnej działalności. W stanie agonalnym został przewieziony do Auschwitz, w 1942 r. zakończył swe życie.

W wojennych bojach wsławiło się trzech naszych kolegów:

Władek Balon dojeżdżał pociągiem z Przeciszowa k. Zatora. Ukończył Szkołę Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Do zakończenia wojny obronnej dotarł do Wielkiej Brytanii i tam walczył w 316. Dywizjonie Myśliwskim „Warszawskim”. Jako pilot w stopniu porucznika zginął w sierpniu 1942 r. w nurtach kanału La Manche.

Tadek Czupryński z Zatora. Po maturze wraz ze Zbyszkiem Siłkowskim ukończył Szkołę Podchorążych Artylerii we Włodzimierzu Wołyńskim. Wywieziony do Związku Sowieckiego wraz z matką ciężko pracował w sowchozie w Pawłodarze. Mieszkali w lepiance, często przymierali głodem, żywili się „zupą” z traw łąkowych. Uciekł z sowchozu i po licznych bolesnych perypetiach przedarł się do tworzącej się w ówczesnej Persji armii gen. Władysława Andersa. Brał udział w kampanii włoskiej. W marszu armii polskiej, by wyzwolić Ankonę, Bolonię, jako dowódca zwiadu padł w lipcu 1944 r. pod Scapezzano, 30 km od Ankony. Tadek spoczął w Loreto, na jednym z czterech polskich cmentarzy wojennych na ziemi włoskiej.

Nasz Wielki Kolega – Jan Paweł II w czasie jednej z wizyt we włoskich diecezjach oddał hołd swemu bohaterskiemu koledze z wadowickiego gimnazjum. W skupieniu i zadumie uniósł do niebios modlitwę.

Również my, koledzy Tadka, we wrześniu 1994 r. – w czasie jednego z koleżeńskich spotkań w Italii wspólną modlitwą uczciliśmy jego poświęcenie dla wolności Polski.

Niezwykłe dzieje wojenne przeszedł młodszy brat Zbyszka – Mietek Nowobilski, urodzony w Palczy. Po maturze – w Dywizyjnym Kursie Podchorążych Rezerwy Piechoty w Krakowie, następnie w Szkole Podchorążych Piechoty. Uciekł z niewoli niemieckiej, a w styczniu 1940 r. przez Węgry i Jugosławię dotarł do Francji; w tym czasie nadal prowadził walkę z Niemcami. Mietek znów dostał się do niewoli niemieckiej i znów udało mu się zbiec. Wrócił do Gorzenia Dolnego. Po krótkim pobycie „Na Dzwonku” przez Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię i Turcję, obdarzony wielką odwagą i wolą walki przeciwko zbrodniczej armii niemieckiej, dotarł do Palestyny. Zgłosił się do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. Początkowo przyjęty nieufnie, pozytywnie zweryfikowany dzielnie walczył jako dowódca samochodów pancernych z otwartą górą, często zwanych „carrierami”. W grudniu 1941 r., po bohaterskich walkach, trafiony zdradziecko pociskiem artylerii włoskiej pod Ghazalą zginął w płomieniach swego pancernego pojazdu.

Wadowiczanie: Poldek Zweig i Zygmunt Selinger, po internowaniu aż na Syberię, barką po rzece Ob zamierzali dotrzeć do armii gen. Andersa. Sowieccy żołnierze odcięli linę barki od lądu. Utonęli wszyscy syberyjscy uchodźcy – czterystu, a wraz z nimi nasi koledzy Poldek i Zygmunt.

Profesorowie wadowickiego gimnazjum nie ugięli się przed niemieckim okupantem. Z narażeniem życia prowadzili zajęcia na konspiracyjnych kampusach, dzięki czemu przeszło 70 uczniów mogło ukończyć szkołę średnią.

Nasz katecheta – ks. dr Edward Zacher przez ponad 5 lat konspiracyjnie kształcił młodzież.

Po zakończeniu II wojny światowej część kolegów podjęło prace w różnych zawodach. Wyższe studia wydały 3 lekarzy medycyny, 2 lekarzy weterynarii, 6 ekonomistów, 2 księgowych, 3 inżynierów, 2 księży: oprócz Karola Wojtyły – Karol Kurek, który jako wikariusz jednej z parafii ziemi krakowskiej na skutek słabego zdrowia wcześnie zmarł.

Gdy nasz wspaniały kolega z ławy szkolnej Karol Wojtyła zasiadał na Watykanie jako Jan Paweł II – namiestnik Chrystusa, nie zapomniał o swych kolegach z wadowickiego gimnazjum. Słał do nas serdeczne listy, kilkakrotnie spotkał się z nami w rodzinnym mieście Wadowicach, w Rzymie, w Watykanie, w letniej rezydencji papieży w urokliwym Castel Gandolfo, nad jeziorem w Górach Albańskich.

Zawsze serdeczny, otwarty, bez dystansu, z gorącym sercem dla swych wadowickich kolegów.

Pierwsze nasze spotkanie absolwentów wadowickiego gimnazjum 1938 r. odbyło się w licznej jeszcze grupie naszych profesorów, koleżanek rówieśniczek, w lipcu 1948 r. w Wadowicach – w 10. rocznicę matury; również w Wadowicach świętowaliśmy 20. rocznicę we wrześniu 1958 r. Rok 1966 to setna rocznica założenia naszego gimnazjum.

Czerwiec 1979 r. na zawsze radośnie pozostanie w naszych sercach. Pierwsze spotkanie z Karolem jako papieżem. Następnie w czerwcu 1983 r. w Mistrzejowicach i w Krakowie.

W pierwszych dniach czerwca 1997 r. zjechaliśmy do stolicy Tatr – Zakopanego. Niepowtarzalne piękno gór z panującym nad Zakopanem wysokim krzyżem na Giewoncie, liczne kapele i chóry, stroje góralek i górali, blask czerwcowego słońca – wszystko to tworzyło wspaniały, radosny nastrój. Dzieci z zakopiańskich szkół na powitanie Wielkiego Gazdy Gór śpiewały: „Witojcież, Ojcze Świenty, witojcież, ostomiły, pod Giewontu turniami”.

W uroczej scenerii gór i jeziora Albano w sierpniu 1998 r. gościliśmy w Castel Gandolfo, letniej papieskiej rezydencji. To była 60. rocznica matury.

Po raz ostatni spotkaliśmy się z Janem Pawłem II 21 sierpnia 2002 r. w Pałacu Arcybiskupów Krakowskich w Krakowie, już w znacznie skromniejszym gronie. Papież na wózku wrócił ze spotkania na krakowskich Błoniach z licznymi pielgrzymami przybyłymi nie tylko z Polski, ale i z okolicznych krajów. Nie śpiewaliśmy jak na poprzednich spotkaniach ulubionych piosenek harcerskich, młodzieżowych, ja nie przygrywałem na harmonijce. Ze smutkiem zdawaliśmy sobie sprawę, że nasz Wielki Kolega, Przyjaciel „Lolek” – Jan Paweł II, Papież Nadziei, odchodzi do wieczności.

Wspomniałem: „Ojcze Święty, byłoby nam wszystkim, Twoim kolegom i koleżankom, radośnie i krzepiąco na dalsze lata, kończące ziemską wędrówkę, spotkać się w Wadowicach, Krakowie lub u Ciebie w Watykanie w 65. rocznicę wadowickiej matury”. Jan Paweł II na chwilę się zadumał i po chwili rzekł: „Jak Bóg da, zobaczymy”.

W sobotę 26 maja 2018 r. w bazylice Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny w Wadowicach koncelebrowana była uroczysta Msza św. poświęcona pamięci absolwentów wadowickiego gimnazjum rocznika 1938.
Homilię wygłosił ks. prof. Edward Staniek, absolwent 1959 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Za tydzień rusza Przystanek Jezus

2018-07-21 13:15

pgo / Kostrzyn nad Odrą (KAI)

„Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5, 1) - pod takim hasłem odbędzie się w tym roku Przystanek Jezus. Obok wymiaru religijnego, z okazji 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę pojawią się też wątki patriotyczne. Podczas XIX Przystanku Jezus Dobrą Nowinę będzie głosiło ponad 500 ewangelizatorów z Polski, Anglii, Szkocji, Francji, Austrii, Niemiec, Malezji i Słowenii.

Ks. Marcin Siewruk/Foto Gosc/Forum

Przystanek Jezus odbędzie się od 29 lipca do 5 sierpnia w Kostrzynie nad Odrą. Przez pierwsze 3 dni ewangelizatorzy wezmą udział w rekolekcjach, które poprowadzi metropolita łódzki abp Grzegorz Ryś, przewodniczący Zespołu KEP ds. Nowej Ewangelizacji. – Patrząc na uczestników Przystanku Jezus, widzimy przedstawicieli różnych grup w Kościele – kleryków, księży, siostry zakonne, ale też małżeństwa, pary i singli – mówi ks. Artur Godnarski, koordynator Przystanku Jezus.

Tegoroczne spotkanie odbędzie się pod hasłem „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus!” (Ga 5, 1) i będzie miało dwa wymiary. Oprócz religijnego, podkreślony będzie także wymiar patriotyczny przy okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. – Na Przystanek Jezus zaprosiliśmy „Panny Wyklęte” oraz „Contra Mundum”, żeby zaakcentować aspekt patriotyczny. Podczas festiwalu przypadnie też kolejna rocznica Powstania Warszawskiego i dlatego w godzinie „W” uroczyście oddamy hołd poległym – dodaje ks. Godnarski.

Na tegorocznym Przystanku Jezus z prezentacją artystyczną pojawią się także członkowie zespołów: „Propaganda Dei”, „Pancerne Ryby”, „Fisheclectic”, „Adam Bubik” z Czech, „Jadah”, „Nieboskłonni” oraz szczególni ulubieńcy młodego pokolenia „Maleo Reggae Rockers” i raper "TAU". – Nie chcemy zapraszać młodych na koncerty. Będą to spotkania w szczególnej oprawie, wspólne celebrowanie pozytywnych wartości i wiary. To wszystko ma jeden cel: prowadzi do spotkania z Chrystusem w życiu i odbywa się w klimacie celebracji wyrażonej we współczesnym języku młodego pokolenia, które ma swój sposób komunikowania się i eksponowania własnych wartości, także wiary – tłumaczy koordynator Przystanku Jezus.

- Dla młodzieży będzie to też ciekawe doświadczenie spotkania z chrześcijańskimi twórcami. Po wspólnym śpiewaniu i modlitwie w namiocie głównym, w mniejszych namiotach odbywać się będą kameralne spotkania z artystami. Młodzi ludzie będą mogli z nimi porozmawiać, pomodlić się, ale też opowiedzieć im swoją historię – mówi ks. Godnarski.

Przystanek Jezus odbywa się równolegle do Pol’and’Rock Festival (wcześniej Przystanek Woodstock). Ks. Godnarski podkreśla, że młodzi przyjeżdżający na festiwal rockowy cenią sobie strefę, którą tworzy dla nich Przystanek Jezus. – Chętnie przychodzą do nas, by porozmawiać, wypowiedzieć swoje pytania, poznać nowych ludzi, pomodlić się, a także wypoczywać. Bardzo dobrze czują się w towarzystwie ewangelizatorów. To kapitalne momenty spotkań, wspólnego siedzenia na ziemi, rozmawiania w klimacie swoistego luzu. Nie ma żadnej 'spiny', nikt ich nie kontruje. Mogą powiedzieć, co im leży na sercu – mówi ks. Godnarski. - To swoiste towarzyszenie młodym w ich naturalnym środowisku, do czego zaprasza nas pp. Franciszek - dodaje.

- Oni spotykają się tu z Kościołem, który ich bardzo mocno pociąga i jest dla nich strawny. Niektórzy wręcz czekają na te spotkania i byliby zawiedzeni, gdyby Przystanek Jezus nie towarzyszył festiwalowi Pol’and’Rock Festival – zaznacza ks. Godnarski.Na Przystanku Jezus ewangelizować będą także biskupi: Tadeusz Lityński, ordynariusz zielonogórsko-gorzowski, Edward Dajczak, ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, a także abp Grzegorz Ryś, metropolita łódzki.

Przystanek Jezus powstał w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej w 1999 r. Jest to odpowiedź na potrzebę duszpasterskiej opieki nad młodzieżą zgromadzoną na Pol’and’Rock Festival (dawniej Przystanku Woodstock), który jest jednym z największych koncertów muzyki rockowej w Europie i gromadzi kilkaset tysięcy młodych. Co roku w Przystanku Jezus bierze udział kilkuset ewangelizatorów z Polski i z zagranicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

50-lecie "Humanae vitae": sobór w życiu małżeńskim

2018-07-22 14:33

vaticannews / Watykan (KAI)

Z okazji przypadającej w tym miesiącu rocznicy ogłoszenia encykliki "Humanae vitae" Pawła VI przebadane zostały archiwa watykańskie. Pokazują one ogrom pracy, konsultacji i zmagań, które towarzyszyły powstaniu tego dokumentu, a zarazem świadome nawiązanie do soborowej antropologii.

East News

W tym miesiącu przypada 50. rocznica ogłoszenia encykliki Pawła VI "Humanae vitae". Podejmuje ona temat ludzkiej rozrodczości i kontroli urodzin. Dla samego Pawła VI była ona jednym z najtrudniejszych dokumentów pontyfikatu. Pracował nad nim pięć lat. Jak sam przyznał – na audiencji ogólnej po jej ogłoszeniu - okupił ją wielkim cierpieniem, długimi zmaganiami i konsultacjami. Miał jednak żywą świadomość, że jako Następca Piotra musi zająć jasne stanowisko w sprawie metod kontroli urodzin.

Żmudny proces powstawania encykliki "Humanae vitae" odsłaniają przeprowadzone ostatnio badania w archiwach watykańskich. Poprowadził je ks. Gilfredo Marengo z nowego Papieskiego Instytutu Jana Pawła II ds. Nauk o Małżeństwie i Rodzinie. Jednym z elementów, które wyłaniają się z tych badań jest związek nauczania Pawła VI z doktryną Soboru Watykańskiego II. Encyklika jest w istocie aplikacją soborowej antropologii do realiów życia małżeńskiego.

"`Humanae vitae` została w pewnym sensie zapowiedziana już w czasie Soboru, kiedy Paweł VI oświadczył, że metodami regulacji płodności Sobór nie ma się zajmować. Z drugiej strony to właśnie na Soborze po raz pierwszy w oficjalnym dokumencie Kościoła uznaje się odpowiedzialne rodzicielstwo za wartość i cnotę. W `Gaudium et spes` małżonków wzywa się bowiem do odpowiedzialności. Paweł VI rozwija ten nowy krok uczyniony przez Sobór, zajmując się już konkretnie środkami, metodami i kryteriami, którym mają się posługiwać małżonkowie w urzeczywistnianiu tego odpowiedzialnego rodzicielstwa. A zatem związek między `Huamanae vitae` a Soborem jest jasny i bezpośredni" - powiedział Radiu Watykańskiemu ks. Marengo.

Na ten soborowy motyw odpowiedzialności małżonków zwrócił też uwagę sam Paweł VI na audiencji ogólnej po ogłoszeniu encykliki. Podkreślał wówczas, że bardzo mu zależało, by "Humanae vitae" nie było postrzegane jako zakaz, lecz jako nauczanie pozytywne.

"Uznaliśmy właściwą małżonkom odpowiedzialność, odpowiedzialność rodzicielstwa, a także ich wolność jako szafarzy zamysłu Boga w odniesieniu do ludzkiego życia, interpretowanego przez nauczanie Kościoła dla dobra ich samych, ich dzieci oraz społeczeństwa – mówił Paweł VI. – Przyświecała nam główna intencja, którą kieruje się Kościół w swym nauczaniu i działalności, a mianowicie służyć ludziom, bronić ich godności, zrozumieć ich i wspierać w trudnościach, wychowywać ich do poczucia odpowiedzialności, do panowania nad sobą, stanowczego i pogodnego, do odważnej koncepcji wielkich i wspólnych powinności życiowych, a także do poświęceń, których wymaga życie poczciwe oraz budowanie płodnej i szczęśliwej rodziny.”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem