Reklama

PiS poparł ten projekt owacją na stojąco

2017-08-16 10:23

Z Kają Godek – członkiem zarządu Fundacji Życie i Rodzina – rozmawia Artur Stelmasiak
Niedziela Ogólnopolska 34/2017, str. 46-47

Artur Stelmasiak
Jeśli ktoś może we wrześniu, październiku i listopadzie zbierać podpisy, to niech się do nas zgłosi. Formularz i wszelkie informacje znajdują się na stronie: www.zatrzymajaborcje.pl – zachęca Kaja Godek, pełnomocnik komitetu obywatelskiego #ZatrzymajAbor

Z Kają Godek – członkiem zarządu Fundacji Życie i Rodzina – rozmawia Artur Stelmasiak

ARTUR STELMASIAK: – Składa Pani do marszałka Sejmu obywatelski projekt poprawki do ustawy o planowaniu rodziny. Teraz marszałek będzie miał dwa tygodnie na zarejestrowanie komitetu i rusza zbiórka podpisów. Co jest w Waszym projekcie, czego się domagacie?

KAJA GODEK: – Postulujemy drobną od strony technicznej poprawkę, która będzie chroniła życie dzieci chorych, z wadami, m.in. z zespołem Downa. Chodzi o wykreślenie z ustawy zapisu, który zezwala na aborcję dzieci z powodów eugenicznych. W naszym państwie ponad 1000 dzieci rocznie jest zabijanych tylko dlatego, że ich „jakość” uznawana jest za zbyt słabą.

– Pani już składała taki projekt zakazu aborcji eugenicznej w 2013 r., podpisało się pod nim 500 tys. Polaków. Jaka była wówczas reakcja parlamentarzystów?

– Dobrze, że Pan przypomina identyczny projekt z 2013 r., bo był on już procedowany, tym razem nie powinno być żadnych problemów. Ale ważne jest również przypominanie reakcji posłów Prawa i Sprawiedliwości. Gdy go uzasadniałam, były z ich strony owacja na stojąco i jednomyślne poparcie zakazu aborcji eugenicznej. Choć zakaz zabijania chorych dzieci poparło wówczas także kilkunastu posłów PO i PSL, to jednak został on odrzucony w pierwszym czytaniu. Od tamtego czasu zginęło ok. 4 tys. dzieci – tylko dlatego, że zdiagnozowano u nich chorobę lub wadę.

– Dziś PiS ma samodzielną większość, można się też spodziewać poparcia sporej grupy posłów Kukiz’15 oraz kilku posłów Platformy Obywatelskiej i PSL-u. Czyli nie powinno być problemu?

– Mam taką nadzieję... Ale słyszałam już wiele deklaracji i pięknych słów z ust polityków. My przyniesiemy podpisy kilkuset tysięcy Polaków, aby uświadomić posłom, że oczekujemy konkretnych działań i spełniania deklaracji, które wielokrotnie słyszeliśmy.

– Ale w programie PiS nie było obietnicy zakazu aborcji.

– Wszyscy znamy publiczne deklaracje pro-life osób, które dziś piastują najważniejsze stanowiska w państwie i mają realny wpływ na stanowione prawo. Słyszeliśmy to zarówno od prezydenta, pani premier, jak i od prezesa PiS. Rozpoczynamy zbieranie podpisów, aby można było deklaracje przełożyć na realne decyzje ustawodawcy.

– Po zeszłorocznych tzw. czarnych protestach, gdy większość parlamentarna odrzuciła całkowity zakaz aborcji, również słyszeliśmy z ust polityków, że są za życiem. Wówczas zrzucono winę na to, że w obywatelskiej ustawie jest zapis o karalności kobiet. Czy tym razem nie będzie podobnie?

– W ustawie, którą przynosimy, nie ma mowy o karalności kobiet. Wykreślamy możliwość aborcji na chorych dzieciach, nie zmieniamy dwóch pozostałych przesłanek aborcyjnych. Choć jesteśmy za całkowitym zakazem zabijania ludzi, to przygotowaliśmy projekt będący krokiem naprzód, aby dać mu jak największe szanse na powodzenie. Bardzo wiele mówi się o tolerancji, a więc opowiadamy się za tolerancją wobec dzieci niepełnosprawnych. Uchwalenie takiego projektu wyeliminuje aborcję w ponad 95 proc. i ocali życie ok. 1000 niewinnych dzieci rocznie. Co z tego, że są one inne niż my? Czy to powód, żeby mordować?

– W zeszłym roku popełniono kilka błędów w projekcie inicjatywy obywatelskiej pro-life. Wówczas podzieliły się środowiska obrońców życia. Także Episkopat Polski miał mocne zastrzeżenia do zapisu o karalności kobiet. Jak jest tym razem?

– Nie chcę się wypowiadać na temat zeszłego roku, celem naszego działania jest obrona dzieci, a nie cokolwiek innego. Cieszą nas akceptacja i poparcie biskupów, czego jednoznacznym potwierdzeniem jest czerwcowy komunikat Konferencji Episkopatu Polski. Obserwujemy dużą życzliwość różnych środowisk w całej Polsce i liczne deklaracje poparcia. Podkreślamy, że nasza inicjatywa jest świecka, ale wiemy, że rola Kościoła w obronie wartości życia jest niezastąpiona. Poza tym osoby duchowne to także obywatele i wyborcy, więc dlaczego mieliby się nie wypowiadać?

– Jest Pani nie tylko teoretykiem pro-life, ale także praktykiem i matką trójki dzieci. Dzięki otwartości na życie jedno dziecko z zespołem Downa udało się Pani już uratować.

– Zawsze schodzę z pomników, które niektórzy próbują mi stawiać (śmiech). W Polsce jest kilkadziesiąt tysięcy matek dzieci z Downem, to nic specjalnego. Oczywiście, wychowywanie dziecka z niepełnosprawnością jest trudniejsze, ale to nie oznacza, że życie się kończy, co niektórzy próbują nam wmówić. Zawsze to podkreślam – urodzenie i otoczenie dziecka opieką to normalność, a nie wyjątkowość. Jesteśmy więc zwykłą 5-osobową rodziną.

– Pamiętam, jak poznałem Wojtka podczas naszej rozmowy w 2013 r. Był radosnym, szczęśliwym dzieckiem, z którego tryskała energia. Ile ma teraz lat?

– Teraz jest 9-latkiem i ma już swoje życie, szkołę, kolegów i dwie zżyte z nim siostry. Robimy wiele, by był z nami szczęśliwy, i chyba tak jest. Nie chcę opowiadać jakichś cukierkowych historii, bo przecież Wojtek jest dzieckiem niepełnosprawnym, które wymaga większej uwagi i opieki. Wychowanie dziecka z zespołem Downa stwarza problemy, ale po to są rodzice, by je rozwiązywać, a nie żeby w związku z przewidywanymi problemami zawczasu dziecko zabić.

– Cofnijmy się w czasie o 9 lat. Jak się Pani dowiedziała o chorobie syna?

– Chodziłam sobie z dzieckiem pod sercem. Dość wcześnie okazało się, że dzieje się coś złego, ale nie wiadomo co, potem badaniami prenatalnymi potwierdzono jednostkę chorobową. Lekarz natychmiast zmienił swój język. Przestał już mówić o dziecku, a zaczął określać Wojtka terminem „płód”. Mnie takie dehumanizowanie dziecka w związku z jego chorobą bolało i dalej boli.

– Co można było zrobić?

– Była sugestia, żeby zabić, ale wyrażona tak, aby to nie brzmiało aż tak źle. Lekarze są nauczeni pewnej terminologii. Tak jak nie mówią o chorym dziecku, a o płodzie, tak samo nie mówią o aborcji, ale o „terminacji”.

– Ta opowieść brzmi trochę jak lekcja z historii eugeniki. Naziści też dehumanizowali osoby niepełnosprawne, aby je później masowo eksterminować. Czy podobne polowanie odbywa się w polskich szpitalach?

– Statystycznie trzy razy dziennie. Ale nie chcę uogólniać i stygmatyzować całego środowiska medycznego, bo znam wielu wspaniałych lekarzy, którzy naprawdę służą życiu i nie godzą się na takie praktyki.

– I są wyrzucani z pracy, jak prof. Bogdan Chazan ze Szpitala im. Świętej Rodziny w Warszawie...

– Niektórzy w jeszcze gorszy sposób, bo po cichu i nikt się za nimi nie wstawia. Niestety, tak też wygląda rzeczywistość służby zdrowia. Zmiana ustawy jest więc obroną tysięcy małych polskich obywateli, ich matek, ale także pracowników szpitali, którzy chcą leczyć, a nie zabijać.

– Czy Pani postawa pro-life jest związana z przyjściem na świat Wojtka?

– Na szczęście zawsze miałam takie poglądy. Gdy dowiedziałam się, że Wojtek ma zespół Downa, od razu znałam odpowiedź na pytanie: Dlaczego ja?

– Dlaczego?

– Bo miał się urodzić, a nie zostać zabity tak jak setki jego chorych rówieśników. Wcześniej wiedziałam o tzw. wyjątkach aborcyjnych w ustawach, ale osobiste przejście tej drogi uświadomiło mi, jak naprawdę wygląda rzeczywistość w Polsce. Diagnozuje się chorobę u dziecka i nakłania do jego zabicia, a przecież on wówczas był już duży, ja czułam jego ruchy, widziałam go na ekranie USG... Widziałam małego człowieka, a nie zespół chorobowy.

– W którym miesiącu dowiedziała się Pani o chorobie Wojtka?

– U mnie diagnoza była w 5. miesiącu ciąży i lekarze cieszyli się, że udało im się wykryć to tak wcześnie. Często jest to 6., a nawet 7. miesiąc. Znany jest przykład ze Szpitala im. świętej Rodziny, że dziecko z zespołem Downa przeżyło aborcję i płakało godzinę. Ale jeszcze bardziej drastyczny przypadek miał miejsce 3 lata temu w Opolu – dziecko przez 4 godziny konało i nikt mu nie pomógł, bo zaleceniem lekarskim była śmierć. Późne aborcje są normą w przypadkach eugenicznych i pewnie są dziesiątki takich przypadków, o których się nie dowiemy, bo pracownikom szpitali ten płacz przestał przeszkadzać.

– Czy wiadomo, ile procent aborcji eugenicznych dokonuje się ze względu na zespół Downa?

– To jest najczęściej diagnozowany zespół genetyczny, najłatwiejszy do wykrycia, i cały system diagnostyki prenatalnej nastawiony jest na wyłapanie tej choroby.

– A czy w Polsce na świat przychodzi mniej dzieci z zespołem Downa?

– Gdy zapisywałam Wojtka do przedszkola integracyjnego, to usłyszałam, że nie ma już miejsc m.in. dla dzieci autystycznych. Dla Wojtka znalazłam miejsce bez problemu, bo okazało się, że takich jak on jest mało. Dlaczego? Przecież nie wymyślono leku na tę chorobę. Po prostu zabito wiele dzieci z zespołem Downa, które pewnie byłyby w tym przedszkolu! Są już zaawansowane badania nad autyzmem i może za kilka lat będzie można go zdiagnozować prenatalnie, więc i dla autystyków zrobi się miejsce w przedszkolach...

– Wróćmy jednak do obywatelskiego projektu ustawy. Jak mogą pomóc osoby, którym zależy na życiu bezbronnych dzieci?

– Teraz jest doskonały moment, aby włączyć się w akcję ustawodawczą. Gdy tylko marszałek Sejmu zarejestruje komitet (najprawdopodobniej na początku września) – ruszamy ze zbieraniem podpisów. Czasu będziemy mieć mało, bo tylko trzy miesiące. Zdaję sobie sprawę, że nie docieramy do wszystkich, którzy chcieliby się podpisać. Tu każdy może pomóc. Wystarczy ściągnąć dokument ze strony internetowej, wydrukować i zbierać podpisy. Proszę się nie zrażać i nie mówić, że nie liczy się zebranych 10-15 podpisów. Naprawdę wszystkie się liczą!

Tagi:
dziecko rozmowa

Dziecko w warszawskim Oknie Życia

2018-05-08 16:53

archwwa.pl / Warszawa (KAI)

W warszawskim Oknie Życia przy ul. Hożej znaleziono dziś dziecko. Chłopczyk miał przy sobie kartkę z imieniem Kubuś, informacją, że urodził się 5 maja, jest zdrowy i ma wszystkie wymagane szczepienia.

Tomasz Lewandowski

Z Okna Życia, zgodnie z procedurami, chłopiec został zabrany na badania do Szpitala na Madalińskiego.

Okno Życia istnieje w Warszawie od prawie 10 lat. Poświęcił je 6 grudnia 2008 roku abp Kazimierz Nycz. Było to wówczas drugie w kraju takie miejsce.

Warszawskie Okno Życia mieści się przy ul. Hożej 53, przy klasztorze sióstr franciszkanek Rodziny Maryi. Siostry z tego zgromadzenia pełnią nieustanny dyżur w tym miejscu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Paragwaj: beatyfikacja s. Marii Felicji

2018-06-23 18:52

kg, vaticannews (KAI) / Asuncíon

Dzisiaj w stolicy Paragwaju – Asunción prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Amato ogłosił błogosławioną miejscową karmelitankę Marię Felicję od Jezusa Sakramentalnego Guggiari Echeverríę, zwaną „Chiquitunga”. Ta zmarła w 1959 w wieku zaledwie 34 lat zakonnica zasłynęła jako niezmiennie radosna głosicielka i świadek miłości do Jezusa w Najświętszym Sakramencie, a przy tym ogromnie wrażliwa na problemy chorych, cierpiących i potrzebujących. Bł. Maria Felicja jest pierwszą beatyfikowaną kobietą paragwajską.

karmel.pl

"Jej delikatny uśmiech odsłaniał, duszę dotkniętą Bożą łaską". Tak o nowej błogosławionej mówi kard. Amato. "Pragnęła ofiarować swoje życie dla Pana, nawet do męczeńskiego przelania swojej krwi. W okresie ówczesnych poważnych zawirowań społeczno-politycznych, jakimi była choćby wojna domowa z 1947 r. powtarzała, że gotowa jest umrzeć za wiarę. Ta miłość do Boga sprawiała, że była przepełniona braterską miłością, uczynnością, zrozumieniem, przebaczeniem – mówił kard. Amato.

Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych przypomniał, że zarówno w Akcji Katolickiej, jak i w klasztorze była zawsze gotowa do współpracy, pomocy, pojednania. "Była miłosierna i hojna wobec zmarginalizowanych, starszych, biednych i chorych. Niektórzy świadkowie porównują ją do Matki Teresy z Kalkuty. Ta młoda i przyjazna błogosławiona zaprasza dzisiaj swoje siostry, aby były, podobnie jak ona, dumne ze swojego powołania i radosne w codziennym ofiarowywaniu się Panu. Następnie zachęca nas wszystkich, abyśmy przeżywali nasze chrześcijaństwo ze spokojem, pod znakiem miłości Boga i miłości bliźniego. Jak dla niej, tak i dla nas niech żywa obecność Jezusa będzie lampą, która oświetla nasze kroki. Dobroć i świętość chrześcijan czyni społeczeństwo bardziej szlachetnym, braterskim, bogatszym w człowieczeństwo” - powiedział kard. Amato.

Maria Felicja (María Felicia) Guggiari Echeverría urodziła się 12 stycznia 1925 w mieście Villarrica del Espíritu Santo na południu Paragwaju jako pierwsze z siedmiorga dzieci miejscowej rodziny. Od najmłodszych lat odznaczała się pogodnym usposobieniem, stale się uśmiechała, wyróżniając się jednocześnie głęboką i gorącą wiarą. Ojciec wcześnie zaczął ją nazywać „Chiquitunga” (Maleńka) i to pieszczotliwe określenie przylgnęło do niej na całe życie. Od lutego 1950 cała rodzina mieszkała w stolicy kraju – Asunción.

W wieku 16 lat wstąpiła, mimo sprzeciwu rodziców, do Akcji Katolickiej i złożyła ślub dozgonnego dziewictwa. Codziennie chodziła na Mszę św. i przystępowała do komunii, zaczęła też zajmować się apostolstwem wśród swych rówieśników, jak również chorych, osób starszych i potrzebujących. Właśnie w miejscowej strukturze Akcji Katolickiej poznała po paru latach jej szefa, studenta medycyny Ángela Sauá Llanesa. Bardzo do siebie pasowali, także w wymiarze duchowym i w pewnym momencie zapytała w modlitwie Boga, czy chce, aby założyła rodzinę. Rozważała przy tym taką możliwość, że gdyby go poślubiła, byłoby to małżeństwo takie jak rodziców św. Teresy od Dzieciątka Jezus, którzy po jej urodzeniu ślubowali czystość i nie współżyli ze sobą.

Sprawa rozwiązała się mniej więcej w rok później, gdy Sauá oznajmił jej, że poczuł w sobie powołanie kapłańskie i – mimo sprzeciwu ojca, który był muzułmaninem – postanowił zostać księdzem. Aby uniknąć kłótni w rodzinie, młody człowiek wyjechał w kwietniu 1952 do Madrytu i tam wstąpił do seminarium duchownego. Maria Felicja łatwo pogodziła się z tą decyzją, widząc w tym znak Boży, że ma wrócić do własnych planów podjęcia życia zakonnego. W obliczu silnych oporów swej rodziny wobec tych zamiarów dużo modliła się o wytrwanie w powołaniu i nadal służyła młodym i zmarginalizowanym, zachowując pogodę ducha, „zarażając” otoczenie swą radością.

Wstąpienie do klasztoru odradzali jej zresztą nie tylko najbliżsi, ale też wielu księży, którzy nie chcieli tracić młodej osoby tak bardzo zaangażowanej w działalność charytatywną i katechetyczną. W końcu jednak 14 sierpnia 1955, jako 30-letnie kobieta przywdziała habit karmelitański w klasztorze w Asunción a w rok później złożyła pierwsze śluby czasowe, przyjmując imię zakonne Maria Felicja od Jezusa Sakramentalnego (lub Jezusa w Najświętszym Sakramencie).

Do tego czasu po wyjeździe niedoszłego narzeczonego do Europy napisała do niego co najmniej 48 listów, które się zachowały i są świadectwem jej głębokiego życia wewnętrznego. Z chwilą rozpoczęcia przez „Chiquitungę” życia zakonnego korespondencja ta ustała, bo – jak wyznała młoda karmelitanka – zanurzyła się na zawsze w „życie ukryte z Chrystusem dla Boga”. „Do widzenia w wieczności” – brzmiały jej ostatnie zapisane słowa. W klasztorze nie straciła swej pierwotnej radości, przeciwnie: promieniowała nią na inne siostry, wyróżniając się przy tym gorliwością apostolską i oddaniem dla innych.

Nieco ponad 4 lata później, w styczniu 1959 Maria Felicja od Jezusa ciężko zachorowała na zakaźne zapalenie wątroby i musiała udać się do sanatorium. Było już jednak za późno i po kilku miesiącach cierpień, zmarła w Niedzielę Wielkanocną 28 marca 1959. Przed śmiercią poprosiła przeoryszę, aby przeczytała jej poemat św. Teresy z Avili „Umieram, bo umrzeć nie mogę”. Wokół jej łóżka zgromadziła się cała rodzina, a sama chora, nie tracąc pogody ducha i uśmiechając się, pożegnała się z otoczeniem słowami: „Tatusiu kochany, jakże jestem szczęśliwa! Jak wielka jest religia katolicka! Kocham Cię, Jezu! Jakże słodko jest spotkać Maryję Pannę! Jestem szczęśliwa!”. Miała wówczas 34 lata.

Jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się 13 grudnia 1997, 27 marca 2010 Benedykt XVI ogłosił ją czcigodną służebnicą Bożą a w marcu br. Franciszek zatwierdził dekret uznający cud dokonany za jej wstawiennictwem.

Maria Felicja od Jezusa Sakramentalnego jest pierwszą beatyfikowaną kobietą paragwajską.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Rzym: Franciszek odwiedził ośrodek dla niepełnosprawnych

2018-06-24 21:38

st (KAI) / Rzym

Dziś po południu Ojciec Święty odwiedził ośrodek fundacji „Durante e Dopo di Noi” w Rzymie służący pomocą osobom z ciężkimi upośledzeniami.

Grzegorz Gałązka

Jak podało Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej Papież Franciszek zapoznał się z projektem życia i autonomii dla osób z poważnymi upośledzeniami. Jego wizyta trwała około dwóch godzin, a w spotkaniu z Franciszkiem uczestniczyło około 200 osób. Następnie Ojciec Święty powrócił do Watykanu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem