Reklama

Biały Kruk 1

Katedra już od dawna wymagała remontu (1)

2017-08-16 13:36

Rozmawia Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 34/2017, str. 6-7

Karolina Krasowska
Ciężar zniszczeń i największych ubytków wieży dotknął zwłaszcza jej górnych kondygnacji, począwszy od punktu widokowego, latarni, a idąc w dół – poziomu zegarowego. Otwory w kopercie dachowej wymagają uzupełnienia blachą

Z ks. prał. Zbigniewem Kobusem, proboszczem katedry pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gorzowie, rozmawia Kamil Krasowski

KAMIL KRASOWSKI: – Od pożaru gorzowskiej katedry minął już ponad miesiąc, jednak wciąż żywe pozostają wspomnienia o tamtych dramatycznych wydarzeniach. W jakich okolicznościach dotarła do Księdza Prałata wiadomość o pożarze świątyni?

KS. PRAŁ. ZBIGNIEW KOBUS: – Tamtego popołudnia byłem poza Gorzowem, ponad 150 km. Informacja o pożarze dotarła do mnie przez telefon od moich wikariuszy, którzy o godz. 18.30 poinformowali mnie, że powinienem wrócić natychmiast, ponieważ wieża katedry płonie, i w związku z tym udałem się jak najszybciej w drogę powrotną. Przyjechałem ok. godz. 20.00. Widziałem ludzi uczestniczących w akcji ratowania sprzętu, który wynosili z katedry, widziałem już zaangażowanych strażaków, którzy podjęli akcję gaśniczą, zarówno wchodząc po schodach wieży, jak i z zewnątrz z drabin, używając wody oraz piany gaśniczej.

– Jak Ksiądz Prałat z perspektywy wspomina i ocenia podjęty przez strażaków przebieg akcji ratowniczej i w ogóle tamtą tragiczną noc z 1 na 2 lipca br.?

– Dziękowaliśmy strażakom za ich pomoc, bo rzeczywiście bardzo dużo jednostek Państwowej Straży Pożarnej, jak i Ochotniczej Straży Pożarnej było zaangażowanych w akcję gaśniczą. Jesteśmy wdzięczni za ich trud, za to, że robili, co mogli, takim sprzętem, jakim dysponowali. Wieża nie jest obiektem łatwym do ratowania. Budowana na masywie gotyckim, a więc twierdzy obronnej, posiada niewielkie możliwości dojścia do wnętrza przez okna czy też powały dachu. Zadymione schody i przestrzenie na pewno dodatkowo utrudniały akcję gaśniczą. Sprzęt, którym dysponuje gorzowska Straż Pożarna, nie był wystarczający, dlatego też trzeba było zasięgnąć pomocy Straży Pożarnej przy Zakładach Azotowych w Policach, jak i jednostki gaśniczej z Poznania, która przyjechała z nieco dłuższą drabiną. Świadczy to o tym, że jednostki miejscowe nie były wystarczające, chociaż oczywiście głównodowodzącym był Komendant Wojewódzkiej Straży Pożarnej. Wszyscy jednak angażowali się bardzo ofiarnie, na miarę możliwości, w proces ratowania katedry. Poszczególne poziomy, na których znajdowały się ekspozycje, były zamknięte, co też uniemożliwiało przebrnięcie, zarówno od dołu, jak i od góry, podawanych ilości wody, które opływały katedrę na zewnątrz bądź wchodziły do jej wnętrza. Były to na pewno działania prewencyjne, jednak sprawiały, że akcja była wydłużona, trwała bardzo długo. Więc jeśli ten proces trwał tak długo, to biorąc pod uwagę to, że ogień był ciągle obecny, choć może w mniejszych ilościach, niemniej jednak był obecny i trawił przez ten czas poszczególne, zwłaszcza górne kondygnacje wieży, punktu widokowego, jak i latarni, to trzeba powiedzieć, że istnieją przede wszystkim duże straty związane ze zniszczeniem konstrukcji belkowej.

– Jeżeli chodzi o przyczynę pożaru, to pojawiały się w tej kwestii pewne hipotezy. Czy w chwili obecnej, po upływie kilku tygodni, pracach komisji i ekspertów, możemy już bardziej dokładnie powiedzieć, dlaczego w wieży katedry wybuchł pożar?

– Na dzień dzisiejszy ze strony prokuratury, jak i biegłych, którzy zajmują się badaniem przyczyny pożaru, nie posiadam jakichkolwiek informacji na ten temat. Oczywiście, istnieje dużo takich obiegowych hipotez, krążących wśród ludzi, więc może poczekajmy na oficjalne opinie specjalistów, którzy wypowiedzą się, co mogło być ostatecznie przyczyną tej tragedii, tego pożaru.

– A czy wiadomo Księdzu Prałatowi, kiedy takie wyniki badań i ekspertyz mogą się pojawić? Jaki to może być odstęp czasu?

– Trudno mi określić, bo prokuratura działa w sposób niezawisły i trudno tutaj stosować jakiekolwiek naciski. Z jej strony nie ma także informacji o planowanym zakończeniu dochodzenia.

– W akcję ratunkową zaangażowali się również przechodnie, którzy rzucili się do pomocy i wynosili z katedry m.in. ławki, konfesjonały… Proszę powiedzieć, jak wyglądały straty gorzowskiej katedry, co strawił pożar i które elementy najbardziej ucierpiały?

– 1 lipca był centralnym dniem Dni Gorzowa, związanych z obchodem 760. rocznicy lokalizacji miasta, więc dużo uczestników tego święta znajdowało się wówczas na terenie Gorzowa, a także w samym śródmieściu. Sprawiło to, że ludzie bardzo spontanicznie zaangażowali się w proces ratowania wyposażenia katedry. Zaczęto przesuwać ławki z tylnej części, bo podawana przez strażaków woda groziła ich zalaniem. Te ławki przesuwano do przodu bądź też na zewnątrz. Wyniesiono 3 konfesjonały, zdjęto stacje Drogi Krzyżowej, wymontowano obrazy, które wisiały na filarach. Zaczęto wynosić sprzęt z zakrystii. Ta spontaniczna akcja polegała na tym, żeby ratować to, co najcenniejsze. Dzięki Bogu, płomienie nie dostały się do wnętrza kościoła, choć oczywiście istniało takie zagrożenie. Mówiąc o stratach, to mamy poważne zalania stropów wieży, łącznie ze stropem kruchty i jego pachami, które zbierają w sobie nieco ciężaru w formie wapna, takiego gruzu. Te części są bardzo zalane, w związku z tym potrzebny jest teraz proces osuszenia tych powierzchni – sklepień, stropów, na których, po tym zawilgoceniu, pojawiły się grzyby, z którymi trzeba było podjąć natychmiast walkę, żeby nie dostawały się do środka sklepienia, nie trawiły murów wapiennych, sklepień czy też drewnianych belek, które stanowią konstrukcję wieży. Takie działania ratownicze już podjęliśmy i w ten sposób zabezpieczyliśmy te elementy świątyni przed rozwojem tego pasożyta. W tej chwili odbywa się maksymalne wietrzenie świątyni. W wieży katedry znajdują się miechy organowe, które niestety, ale także zostały zalane dużą ilością wody. Są one wykonane ze skóry, która przez to również naciągnęła wilgocią. Co uda się uratować, okaże się po dojściu organomistrzów i specjalistów, którzy wstępnie oceniają, że sam instrument, jeśli chodzi o mechanizm czy też kontuar, nie jest za mocno zniszczony. Jednak jaki jest jego stan rzeczywisty, przekonamy się, kiedy już osuszymy i uruchomimy organy. Straty katedry dotyczą przede wszystkim wnętrza wieży, gdzie znajdowały się ekspozycje dotyczące historii miasta, kościoła Mariackiego, kościoła katedralnego, historii diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, gdzie znajdowały się ekspozycja archeologiczna związana z odkryciami cmentarza św. Jerzego w Gorzowie Wielkopolskim oraz uposażenie samego szczytu wieży widokowej. Te elementy z powodu pożaru i wody, niestety, ale bardzo mocno ucierpiały. Ciężar zniszczeń i największych ubytków wieży dotknął zwłaszcza jej górnych kondygnacji, począwszy od punktu widokowego, latarni, a idąc w dół – poziomu zegarowego. Poważnemu zniszczeniu uległ zegar – mechaniczny, historyczny, a więc posiadający ogromne znaczenie. Nienaruszony został natomiast poziom dzwonów, które dzięki Bogu pozostają na swoich miejscach. Jedynie w latarni dzwon zatytułowany „Ave Maria” o wadze ok. 130 kg nadal pozostaje zawieszony, aczkolwiek w najbliższym czasie będzie wymagał demontażu ze względu na bezpieczeństwo, jak i wymianę konstrukcji belkowej, znajdującej się w latarni w kopule wieży. To wszystko musi być od nowa wybudowane, w związku z tym dzwon będzie musiał być zdjęty, aby później na nowo mógł wrócić na swoje miejsce. W kopercie dachowej na wieży są otwory, które zostały wykonane przez strażaków podczas akcji gaśniczej, co wymaga na nowo poszycia i uzupełnienia blachą.

– To bardzo duże straty. Katedrę czeka zatem kilka, a nawet kilkanaście miesięcy prac, związanych z odbudową...

– Katedra już od dawna wymagała remontu i w związku z tym razem z Księdzem Biskupem zadecydowaliśmy, żeby podejmując odbudowę wieży, podjąć jednocześnie remont wnętrza, jak i elewacji kościoła katedralnego. Ten projekt mieliśmy przygotowany już od kilku lat, jednak czekał on na realizację z powodu braku środków finansowych. Ostatni projekt został przedłożony w ramach programu „Rewitalizacja Zabytków Dolnej Warty” i liczyliśmy, i liczymy nadal, że te środki zdobędziemy, co jest konieczne, żeby podjąć prace związane z renowacją katedry, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Natomiast kiedy te środki zostaną przyznane, wszystko jest w rękach Urzędu Marszałkowskiego, ponieważ środki te są unijnymi, w związku z tym musimy być cierpliwi. W tej chwili, kiedy katedra jest wykluczona z użytku, istnieje sprzyjający czas na to, by podjąć jakiekolwiek prace w świątyni, te prace można by już podejmować, aczkolwiek nikt z wykonawców ich nie podejmie, ponieważ nie ma zapewnienia przepływu środków.

Tagi:
katedra

Parafia – brama zbawienia

2017-10-25 12:06

Margita Kotas
Edycja częstochowska 44/2017, str. 4

Był 26 października 1901 r. Ks. Konstanty Waberski z towarzyszącym mu Ludwikiem Jungiem wysypał właśnie pierwszą taczkę pod fundamenty nowego częstochowskiego kościoła. Czy przemknęła mu choć przez chwilę myśl, że wznoszona świątynia stanie się kiedyś bazyliką archikatedralną, matką kościołów diecezji?

Margita Kotas

Miasto potrzebowało nowego miejsca sprawowania kultu. Przez kilka wieków jedynym kościołem parafialnym była świątynia pw. św. Zygmunta. W 1891 r. powstała parafia pw. św. Barbary. Ludność miasta wciąż jednak się rozrastała i stąd kolejni proboszczowie parafii św. Zygmunta podejmowali starania o realizację pomysłu wzniesienia nowej świątyni. Czas zaborów nie sprzyjał przedsięwzięciu, ale w końcu udało się otrzymać konieczne pozwolenia. Na miejsce nowego kościoła wybrano obszerny plac, usytuowany na południe od kościoła św. Zygmunta, w pobliżu starego cmentarza grzebalnego.

Od pierwszej taczki po bazylikę

Projekt nowej świątyni opracował w 1900 r. Konstanty Wojciechowski, architekt warszawski. Przewidywał on świątynię w stylu neogotyckim i w monumentalnych rozmiarach, jedną z największych w ówczesnej Polsce. 7 września 1902 r. bp Kossowski, ówczesny administrator diecezji kujawsko-kaliskiej, poświęcił kamień węgielny kościoła. W 1902 r. świątyni, która pierwotnie miała być pod wezwaniem św. Józefa, nadano tytuł Świętej Rodziny.

Prace nad budowlą to przyspieszały, to z braku funduszy były wstrzymywane. 8 grudnia 1908 r. część kościoła została poświęcona i oddana do użytku parafian. Poświęcenia dokonał i pierwszą Mszę św. odprawił ówczesny przeor Ojców Paulinów na Jasnej Górze. Niestety, wskutek braku funduszy, trudnych warunków czasów zaborów oraz I wojny światowej prace wykończeniowe zwolniły na kilka lat, by zatrzymać się zupełnie w 1914 r. Dopiero utworzenie przy wznoszonym kościele przez biskupa włocławskiego Stanisława Zdzitowieckiego, dekretem z dnia 22 sierpnia 1917 r., odrębnej parafii pw. Świętej Rodziny i uroczystość erekcyjna, do której doszło 28 października tego roku, dały impuls do podjęcia ich na nowo. Pierwszym proboszczem parafii został ks. Bolesław Wróblewski, a w roku powstania parafia sięgała do parków podjasnogórskich, obejmowała swym zasięgiem także Ostatni Grosz.

Prawdziwie historyczną chwilą było powstanie diecezji częstochowskiej 28 października 1925 r., kiedy to budowana świątynia wyznaczona została na kościół katedralny. Dzięki staraniom bp. Teodora Kubiny podjęto dalsze prace przy budowie i wyposażaniu świątyni. Uroczystej konsekracji katedry bp Kubina dokonał 29 października 1950 r. w przypadającą wówczas uroczystość Chrystusa Króla. W czerwcu 1962 r., na wniosek ówczesnego ordynariusza częstochowskiego bp. Zdzisława Golińskiego, św. Jan XXIII nadał katedrze częstochowskiej tytuł bazyliki mniejszej. Gdy na mocy bulli papieża św. Jana Pawła II „Totus Tuus Poloniae Populus” z 25 marca 1992 r. została utworzona metropolia częstochowska, kościół katedralny został podniesiony do rangi archikatedry. 28 grudnia 1997 r., w uroczystość Świętej Rodziny, dekretem abp. Stanisława Nowaka, kościół archikatedralny został ustanowiony Sanktuarium Świętej Rodziny.

Interwencja Pani Katedralnej

7 kwietnia 1997 r., podczas posługiwania czwartego proboszcza archikatedry ks. Mariana Dudy, podjęte zostało dzieło dokończenia budowy bazyliki archikatedralnej przez wzniesienie dwóch wież: wschodniej – ku czci Matki Bożej oraz zachodniej – ku czci św. Józefa. Inicjatywa budziła różne emocje, mieszkańcy miasta przywykli już bowiem przez kilkadziesiąt lat do pozbawionej wież „częstochowskiej Notre Dame”, pierwotne plany obejmowały jednak ich obecność. Nowe plany sporządzili profesorowie Edmund Małachowicz oraz Kazimierz Rykaluk. Uwzględniły one nadbudowanie murów o blisko 12 m i umieszczenie na nich 2 hełmów o wysokości ok. 30 m, zwieńczonych 4-metrowymi krzyżami. Odpowiedzialność za budowę wież, również finansowa, spoczęła na archidiecezji częstochowskiej, a bezpośrednio na Kapitule Częstochowskiej Bazyliki Archikatedralnej oraz wyłonionym przez nią Komitecie ds. Remontu i Budowy Wież Archikatedry.

7 kwietnia rano proboszcz ks. Marian Duda odprawił Mszę św. w intencji tego historycznego dzieła, a wieczorem tego dnia abp Stanisław Nowak dokonał symbolicznego pobłogosławienia rozpoczynających się prac budowlanych. Rozpoczęły się one 8 kwietnia i często obserwowane były przez okolicznych mieszkańców i najwierniejszych parafian. Wielu z nich miało szczęście być świadkami cudownego wydarzenia, do którego doszło 12 września 1997 r., we wspomnienie Najświętszego Imienia Maryi. Tego dnia została podjęta operacja umieszczenia przez dźwig 8 stalowych okien oraz 2 rusztów pośrednich na nadbudowanych już murach archikatedry. Tymczasem zerwał się silny wiatr, mierzony na 18 jednostek, który utrudniał pracę dźwigu i czynił ją niezwykle ryzykowną. Przy silnych podmuchach wiatru, okna i stalowe ciężkie elementy niebezpiecznie się kołysały. Coraz bardziej realna wydawała się konieczność przerwania prac, co pociągnęłoby za sobą koszty przestoju dźwigu. W obliczu tego zagrożenia ks. Duda zainicjował zatem szturm modlitewny do Naszej Pani Katedralnej czczonej w podarowanym przez niego obrazie Matki Bożej Anielskiej. Rozpoczęto modlitwę przed wyniesionym przed katedrę obrazem. – Na efekty nie trzeba było długo czekać – dzielił się później ks. Duda w komunikacie duszpasterskim. – Ku całkowitemu zaskoczeniu kierujących tą operacją i inżynierów i pracowników technicznych – wiatr prawie w oka mgnieniu ucichł, a mierzony ponownie, wiał tylko z siłą 3 jednostek.

Budowa wież archikatedry została utrwalona dla kolejnych pokoleń na taśmie filmowej; 8 kwietnia 1998 r. został wyemitowany w Programie 2 TVP film dokumentalny o budowie zrealizowany przez Ośrodek Regionalny TVP w Katowicach pod kierunkiem dyr. Zdzisława Sowińskiego.

Trudy Kościoła materialnego

Utrzymanie i troska o pierwszy tak monumentalny kościół diecezji nie jest rzeczą łatwą, zwłaszcza że usytuowany jest w dzielnicy, gdzie coraz większy procent mieszkańców stanowią ludzie starsi i na terenie której wiele jest ubóstwa. Pomocą w podejmowaniu dzieł materialnych służą odpowiedzialny za swą katedrę biskup diecezji i Kapituła Częstochowskiej Bazyliki Archikatedralnej. Dzięki tej współodpowiedzialności na przestrzeni dziejów świątyni przeprowadzono m.in. wiele mniejszych i większych remontów, z których wierni szczególnie pamiętają dwa – z 1975 r. i rozpoczęty w 2005 r. staraniem ks. Stanisława Gębki, który sięgnął jubileuszu 90-lecia istnienia parafii. Pierwszy ze wspomnianych remontów mimo upływu czasu żyje ciągle nie tylko w pamięci wielu parafian, ale i jednego z ówczesnych wikariuszy katedry ks. prof. Kazimierza Szymonika. A wszystko za sprawą niezwykłej techniki. – Zbliżał się rok 1975 i jubileusz 50-lecia diecezji częstochowskiej. Ówczesny proboszcz ks. kan. Józef Chwistecki zorganizował ekipę, by odnowić wnętrze katedry, która była już bardzo brudna. Na uroczystościach jubileuszowych miał być przecież obecny cały Episkopat. Zaczęto więc malować katedrę, stawiając rusztowania – nie takie jak dzisiaj, składające się z łatwych do połączenia elementów, ale zbijając je z żerdzi przywiezionych z lasu, które wystarczały na 2 przęsła. Na trzecie już się nie nadawały, tak były zniszczone – wspomina ks. Szymonik. Niestety, tym sposobem nie tylko zużywano dużo drewna, ale też przy rozbieraniu rusztowań bardzo się kurzyło. Fragmenty ścian, które były już odmalowane, znów się brudziły. Innym problemem był topniejący czas. Jubileusz zbliżał się wielkimi krokami, a ponieważ wzniesienie i rozebranie rusztowania trwało miesiąc, przy 15 istniejących przęsłach malowanie katedry musiałoby trwać 15 miesięcy. I wtedy ks. Szymonik wraz ze znalezionymi panami od dozoru technicznego wykonującymi windy... skonstruował wielką rozsuwaną na jedno przęsło platformę. – Miała 6 na 12 metrów. Przekładało się to całe urządzenie w ciągu jednego dnia i przy pomocy rolek wciągało platformę pod sufit. Dzięki tej konstrukcji w ciągu tygodnia dało się pomalować całe przęsło.

Kolejny ze wspomnianych remontów rozpoczął się od prac nad zniszczoną przez warunki atmosferyczne bryłą zewnętrzną. Bez nich podjęcie remontu we wnętrzu świątyni nie miałoby sensu. Ówczesny proboszcz ks. Stanisław Gębka cieszył się, że w blisko 100-lecie zbudowania katedry udało się nareszcie doprowadzić do tak koniecznej i obejmującej wiele obiektów renowacji. Prace objęły także m.in. renowację starych i wstawienie nowych witraży, remont prezbiterium, zainstalowanie marmurowego ołtarza posoborowego i tronu biskupiego.

Kawałek nieba na ziemi

Jak podkreśla ks. Marian Duda, parafia to kawałek nieba na ludzkiej, a czasem na bardzo nieludzkiej ziemi. Im bliżej zaś są duszpasterze wiernych, tym bliżej ludzi jest niebo. By to niebo przybliżyć, właśnie w okresie posługi proboszczowskiej ks. Dudy wspólnota archikatedralna podzielona została na 4 misje duszpasterskie: pw. Jezusa z Nazaretu, pw. Maryi z Nazaretu, pw. św. Józefa z Nazaretu i św. Jana Chrzciciela. Odpowiedzialni za nie kapłani pracujący w parafii składali wizyty domowe na zaproszenie parafian bądź też z własnej inicjatywy, gdy przemawiały za tym racje duszpasterskie. Podczas tych mile wspominanych wizyt rozwiązano niejedną trudną sytuację duchową czy materialną parafian.

Wyjściem naprzeciw biedzie było otwarcie 19 marca 1996 r. pod pieczą parafialnego oddziału Caritas „Domu Świętej Rodziny”, pod którego dachem znalazły się m.in.: świetlica dla dzieci i młodzieży, kuchnia dla ubogich i punkty wydawania odzieży oraz lekarstw, poradnia środowiskowa. W odpowiedzi na liczne prośby parafian w styczniu 1999 r. przy archikatedrze otwarto Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej „Święta Rodzina”, który do dziś pod nazwą Archikatedralnej Przychodni Lekarskiej Świętej Rodziny cieszy się dobrą renomą nie tylko wśród parafian. Z troski o dzieci i młodzież zwłaszcza z rodzin zagrożonych ubóstwem i patologią organizowane były „Wakacje z parafią”.

Równolegle z troską o potrzeby materialne wiernych w parafii archikatedralnej nieprzerwanie sprawowana jest ich formacja duchowa. W uroczystość Świętej Rodziny, 29 grudnia 1996 r., abp Stanisław Nowak powołał do istnienia Arcybractwo Świętej Rodziny, wspólnotę wiernych, która przez modlitwę i apostolstwo stara się być w służbie Świętej Rodziny oraz troszczy się o archikatedrę. Formacji duchowej służą podejmowane katechezy dla dorosłych oraz istniejące w parafii wspólnoty, a wśród nich Bractwo Najświętszego Sakramentu, Bractwo Trzeźwości, Młodzież Świętej Rodziny, Wspólnota Miłosierdzia Bożego, stanowiący najliczniejszą grupę Żywy Różaniec oraz prężna Akcja Katolicka.

Wspólnota duchowa to również wspólnota ludzi, więzi, które rodzą się podczas wspólnej modlitwy i działania, które często silniejsze są od śmierci. W pamięci wiernych pozostało wielu proboszczów i wikariuszy, którzy na przestrzeni 100 lat posługiwali w parafii. Jednym z nich jest zmarły 24 lipca 2011 r. ks. Antoni Madejski, wspominany modlitewnie każdej niedzieli. Zawsze na posterunku, zawsze na właściwym miejscu, tam, gdzie wymagała tego potrzeba i posługa kapłańska. Nie mówił „nie”, nie odmawiał pomocy, był zawsze do dyspozycji kolejnych, zmieniających się w katedrze proboszczów. O sobie myślał na końcu – czekał cierpliwie na swój wypoczynek, swój urlop. – To wielka i rzadka umiejętność być zawsze i wszędzie, a jednocześnie pozostać niemal niezauważalnym. Taką zdolność posiadał ks. Antoni Madejski – wspominałam go na łamach „Niedzieli”. Był w katedrze „od zawsze”, przez 22 lata. Zawsze blisko ludzi – wszystkich ludzi, także tych zwykłych, przeżywających trudności, uwikłanych w nałogi.

W sercach parafian, a przede wszystkim dawnych chórzystów pozostali także zmarli organiści – Cyryl Kostecki i Antoni Szuniewicz (13 marca br. minęła 30. rocznica jego śmierci), muzyk i kompozytor, pedagog w częstochowskich szkołach muzycznych, Niższym Seminarium Duchownym i w Diecezjalnym Studium Organistowskim, który przez 42 lata był organistą i dyrygentem chóru w częstochowskiej archikatedrze.

Cząstka Kościoła powszechnego

Kościół biskupa częstochowskiego był świadkiem wielkich wydarzeń. Należała do nich m.in. peregrynacja kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Archikatedra była również jednym z dwóch miejsc w Polsce nawiedzonych podczas Światowej Peregrynacji Figury Dziewicy Maryi z Nazaretu. W bazylice archikatedralnej figura gościła 30 kwietnia, drugim miejscem była Jasna Góra (30 kwietnia – 8 maja). Dwukrotnie w progach archikatedry stawał św. Jan Paweł II. Po raz pierwszy w 1979 r., kiedy spotkał się z kapłanami. Drugi raz 18 czerwca 1983 r., kiedy spotkał się z chorymi. W słowach powitania powiedział wówczas, że do Matki Bożej pielgrzymuje przez „serce Kościoła częstochowskiego” i nazwał katedrę „świątynią stacyjną”, przez którą wchodzi się na Jasną Górę.

Archikatedra gościła także przyszłego papieża Benedykta XVI. Kard. Joseph Ratzinger, prefekt Kongregacji Nauki Wiary, odwiedził ją na osobiste życzenie 26 maja 2002 r., składając wizytę na Jasnej Górze. W spotkaniu wzięli udział: towarzyszący gościowi abp Stanisław Nowak, ówczesny gospodarz miejsca ks. Marian Duda, chór „Basilica Cantans”, Małe Siostry Baranka oraz niewielka grupa wiernych. W pamięci parafian pozostają także wspomnienia zwykłych wspólnotowych spotkań, drobnych gestów życzliwości, których doświadczyli od swych duszpasterzy czy pełnego radości wspólnego działania – a tych przez 100 lat istnienia parafii uzbierało się bez liku.

***

Kalendarium najważniejszych wydarzeń

1900 r. – Konstanty Wojciechowski opracował projekt nowej świątyni. Został on zaakceptowany przez ks. prał. Konstantego Waberskiego, który 26 października 1901 r. osobiście zawiózł pierwszą taczkę kamieni na plac budowy.

1902 r. – wzniesiono fundamenty całego obiektu do wysokości cokołu. 7 września bp Stanisław Zdzitowiecki, pasterz diecezji kujawsko-kaliskiej, poświęcił kamień węgielny. Zdecydowano również budującemu się kościołowi nadać tytuł Świętej Rodziny. Kościół parafialny był budowany w latach 1902-27 staraniem kolejnych proboszczów macierzystej parafii (ks. Konstantego Waberskiego i ks. Mariana Fulmana, a następnie ks. Bolesława Wróblewskiego, organizatora i pierwszego proboszcza parafii pw. Świętej Rodziny).

8 grudnia 1908 r. – w prowizorycznie przysposobionym kościele została odprawiona pierwsza Msza św. przez o. Euzebiusza Rejmana, paulina. Wskutek braku funduszów, trudnych warunków niewoli narodowej oraz dramatu I wojny światowej na kilka lat (1908-17) stanęły prace wykończeniowe.

29 października 1917 r. – biskup włocławski Stanisław Zdzitowiecki powołał parafię pw. Świętej Rodziny, wydzieloną z parafii św. Zygmunta.

28 października 1925 r., na mocy bulli papieża Piusa XI „Vixdum Poloniae unitas”, Częstochowa została wyznaczona na stolicę nowej diecezji, a będący w stanie budowy kościół Świętej Rodziny – na kościół katedralny. Odtąd troskę o losy tej sakralnej budowli, obok niestrudzonego ks. inf. Bolesława Wróblewskiego, wziął na siebie pierwszy biskup częstochowski Teodor Kubina (1925 -51) oraz cała diecezja.

29 października 1950 r. – w uroczystość Chrystusa Króla bp Teodor Kubina, zamykając zasadniczy etap budowy i wyposażenia świątyni, dokonał uroczystej konsekracji katedry.

5 sierpnia 1951 r. – na mocy bulli Piusa XII „Per oportune sane” została erygowana Kapituła Katedralna.

22 czerwca 1962 r. – papież Jan XXIII na prośbę bp. Zdzisława Golińskiego nadał katedrze Świętej Rodziny tytuł bazyliki mniejszej.

6 czerwca 1979 r. – pobyt Jana Pawła II w katedrze. Ojciec Święty spotkał się z kapłanami.

18 czerwca 1983 r. – pobyt Jana Pawła II w katedrze. Ojciec Święty spotkał się z chorymi.

25 marca 1992 r. – katedra częstochowska została podniesiona do rangi archikatedry przez papieża Jana Pawła II.

7 kwietnia 1997 r. – na prośbę abp. Stanisława Nowaka czwarty proboszcz katedry ks. prał. dr hab. Marian Duda (1996 – 2003) rozpoczął realizację ukończenia budowy archikatedry i zwieńczenia jej wieżami W dziele tym uczestniczyła Kapituła Archikatedralna, zwłaszcza księża infułaci – Marian Mikołajczyk i Ireneusz Skubiś.

21 listopada 1997 r. – budowa wież została ukończona. Uroczystego poświęcenia nowo wzniesionych wież dokonał abp Stanisław Nowak 23 listopada 1997 r.

26 maja 2002 r. – w archikatedrze modlił się kard. Joseph Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Dlaczego nie możemy ulec

2018-02-07 10:50

Witold Gadowski, dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 6/2018, str. 15

zeevveez / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Stoimy dziś przed poważnym problemem: Jak ochronić naszą wolność, suwerenność i godność, a jednocześnie przetrwać we współczesnym świecie? Jak zachować godność w świecie, w którym znacząco wzrasta ciśnienie i w którym gwałtownie zmienia się jego porządek? Na Polskę wpływ wywierają dziś różne żywioły: tradycyjnie bardzo silne są tu wpływy i ukryte moce Rosji, tradycyjnie także wielkie wpływy w Polsce mają Niemcy. Teraz – po zmianie rządów w Polsce – wielkie wpływy zdobyły w Warszawie także Stany Zjednoczone i ściśle sprzęgnięta z nimi diaspora żydowska.

Wahania struktury władzy nad Wisłą od 1990 r. niestety – w dużym stopniu – uzależnione są od zmian w hierarchii wpływów zewnętrznych. Mieliśmy zatem rządy wyraźnie ciążące w kierunku Moskwy, koalicje uwzględniające przede wszystkim interesy Berlina, a teraz władzę objęła opcja polityczna wyraźnie czerpiąca inspiracje z Waszyngtonu. Nie może zatem budzić najmniejszego zdziwienia fakt, że wraz ze zwiększeniem amerykańskiej aktywności w Polsce rozbudziły się także postulaty i żądania, które od wielu lat podnoszone są przez światowe ośrodki diaspory żydowskiej.

Atak Tel Awiwu na Polskę był nieprzewidziany tylko dla tych, którzy nie dość pilnie przyglądają się narracji żydowskiej konsekwentnie budowanej wobec Polski, szczególnie przez amerykańską diasporę tego narodu. Do tej narracji przyłączył się obecnie Izrael, władze tego kraju podjęły strategię totalnej konfrontacji z polskim rządem. Komunikat płynący z Tel Awiwu brzmi: Albo całkowicie się poddacie i upokorzycie przed nami, albo zostaniecie wgnieceni w ziemię.

Władze Izraela zaskoczyły Warszawę, gdyż nie da się ukryć, że dzisiejsza Polska należała dotąd do najbardziej przychylnych Izraelowi krajów w Europie. W okresie, gdy lewicowe rządy w europejskich krajach coraz mocniej popierały Palestyńczyków i krytykowały działania Izraela wobec tego kraju, Polska konsekwentnie stała po stronie państwa żydowskiego. Popieraliśmy Izrael i bezwzględnie potępialiśmy działania arabskich organizacji wojskowych i terrorystycznych.

Dziś w Warszawie panuje powszechne zdumienie: Jak wobec oczywistej proizraelskości polskich władz można zrozumieć brutalny i bezczelny atak Izraela na Polskę? Izrael jest tak bardzo przekonany o swojej przewadze i sile w dzisiejszym świecie, że zupełnie nie liczy się ani z polską wrażliwością, ani też z oczywistymi faktami. Polska, która poniosła największe straty w czasie II wojny światowej, teraz jest oskarżana o to, że nieomal pomagała Niemcom w dokonaniu niewyobrażalnych zbrodni.

USA jest dziś u szczytu swojej potęgi, w Waszyngtonie rządzi najbardziej przychylny Izraelowi – od lat – prezydent. To wszystko sprawiło, że niewielkie państwo Izrael rości sobie prawo do dyktowania wydarzeń w Polsce. W tym zamieszaniu nie sposób oczywiście pominąć interesów Rosji i Niemiec. Znaczącym faktem stała się zatem niedawna wizyta premiera Izraela w Moskwie i jego serdeczne uściski wymieniane z Władimirem Putinem. Światowe media tak komentowały to spotkanie: Putin podkreślił, że jest wdzięczny władzom Izraela za postawę wobec historii i dodał: „Jest to szczególnie ważne na tle odbywającego się w niektórych krajach europejskich niszczenia i bezczeszczenia monumentów żołnierzy radzieckich, którzy oddali życie za wyzwolenie więźniów nazistowskich obozów koncentracyjnych, za uratowanie Europy i świata przed nazizmem”.

W tym kontekście odżyły także domysły mówiące o tym, że Niemcy zapłacili już światowej diasporze żydowskiej ogromne kwoty m.in. za to, aby nie były wymieniane już jako sprawca zbrodni popełnionych w czasie II wojny światowej. Wielu publicystów od dawna snuje także domysły, że postępuje proces poszukiwania tzw. winowajcy zastępczego, na którego przerzuci się część niemieckiej winy. Do tego od wielu miesięcy dochodziły wieści że w USA trwają prace nad wprowadzeniem prawa stanowiącego o tym, że mienie ofiar niemieckich zbrodni popełnionych w trakcie II wojny światowej – w całej Europie – powinno być zwrócone diasporze żydowskiej. W tak mało klarownej atmosferze nagle wybucha gwałtowna awantura z Izraelem, w której żydowskie państwo absolutnie nie liczy się z polską godnością i prawdą wynikającą z badań historycznych.

Jak w takiej sytuacji pozostać wolnym krajem, wolnymi obywatelami i jednocześnie nie dać się uwieść łatwej pokusie wzbudzenia w sobie skrajnych emocji i jak nie dać do siebie dostępu najgroźniejszemu uczuciu – nienawiści?! Właściwie – jako państwo, jako naród i jako pojedynczy ludzie – nie możemy już ustąpić. Nie możemy pozwolić na to, aby w naszym kraju główną rolę zaczęli odgrywać obcy. Musimy twardo stać na swoim stanowisku, otwarci na rozmowy, na wymianę argumentów, ale nieustępliwi, jeśli chodzi o prawdę historyczną i naszą narodową wrażliwość. Stanęliśmy na krawędzi – jeśli nasze władze ją przekroczą, to niestety wszyscy poczujemy się po prostu skrzywdzeni i poniżeni.

Jeśli władzom Izraela chodzi dziś o poniżenie Polaków, to muszą się przekonać, że napotkają twardą postawę. Tylko bowiem twarda postawa potrafi skłonić agresorów do przemyśleń i nie rozzuchwali ich w stosunku do naszych interesów. To ważny moment w naszej historii, on przesądzi o tym, czy będziemy w stanie dalej budować suwerenność naszego kraju.

W Polsce może być biednie, możemy mieć poważne problemy z wewnętrznym porozumiewaniem się i z gospodarką, ale nie wolno nam zrezygnować z poczucia własnej wartości, honoru i godności. To konieczny warunek, po spełnieniu którego nasza wspólnota nadal będzie miała potencjał do rozwoju. Jeśli natomiast damy sobie narzucić narrację, w której jesteśmy postrzegani jako współwinni niemieckich zbrodni, to niestety nic lepszego nas już nie będzie czekało.

Godnością i honorem nikogo się nie nakarmi, jednak bez tego etosu polskość będzie karlała i pogrążała się w marazmie, jakiego zwykle doświadczają narody, które dały się złamać i w konsekwencji skazane są już jedynie na karlenie. Narzucenie Polsce roli pomocnika Niemiec w zbrodni Holokaustu sprawi, że przestaniemy wierzyć w sens trudnego wysiłku budowania naszej trudnej niepodległości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przyjdź, módl się za Wrocław!

2018-02-21 06:52

Ag

Diakonia Ewangelizacji Ruchu Światło-Życie zaprasza do kolejnej modlitwy za Wrocław.


Początek modlitwy za nasze miasto w czwartek 22 lutego o godz. 20.30 na Rynku przy fontannie.

Dla chętnych modlitwa zaczyna się o godz. 19.00 uczestnictwem we Mszy św. w kościele pw. Bożego Ciała, po Eucharystii adoracja Najświętszego Sakramentu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem