Reklama

Tu Bóg w ciszy mówi do człowieka

2017-08-30 12:21

Aneta Kamieniecka
Edycja przemyska 36/2017, str. 1

Dominika Biela

Z bp. Edwardem Kawą OFM, biskupem pomocniczym archidiecezji lwowskiej, rozmawia Aneta Kamieniecka

Aneta Kamieniecka: – Który to już raz pielgrzymi z archidiecezji lwowskiej uczestniczyli w Wielkim Odpuście Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Kalwarii Pacławskiej?

Bp Edward Kawa: – W tym roku była to już 26. Pielgrzymka Archidiecezji Lwowskiej do Kalwarii Pacławskiej. Przybyliśmy na Kalwarię w dwóch grupach – Mościskiej i Lwowskiej. Grupie z Mościsk, złożonej z ponad 120 wiernych z moich rodzinnych stron patronuje św. Józef. Drugiej Grupie – Lwowskiej o podobnej liczbie osób patronuje św. Franciszek, a tworzą ją wierni z parafii lwowskich, głównie z parafii pw. św. Antoniego oraz parafii katedralnej pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Przed tron Matki Bożej razem z nami przybywają również wierni z miejscowości Maćkowce w diecezji kamieniecko-podolskiej, jest także kilka rodzin z Boryspola pod Kijowem (diecezja kijowsko-żytomierska) oraz pielgrzymi z Charkowa. W odróżnieniu od Grupy z Mościsk, która jest polskojęzyczna, Grupa Lwowska jest dwujęzyczna, a więc wierni modlą się po polsku i po ukraińsku. Duchową pieczę nad pielgrzymami sprawują kapłani i siostry zakonne.

– Wśród pielgrzymów jest wielu ludzi młodych…

– Przed tron Maryi w Kalwarii Pacławskiej przybywają w większości ludzie zahartowani w pielgrzymim trudzie. Wśród nich jest także młodzież. Ok. 70 proc. w tej pątniczej grupie stanowią ludzie młodzi: studenci, młodzież pracująca, uczniowie szkół średnich. Widać jest w nich pragnienie modlitwy, skupienia, budowania swojego życia w oparciu o trwałe fundamenty wiary w Boga. Nawzajem się wspierają, pomagają starszym, którzy mają mniej sił. Młodzi ludzie są spragnieni Słowa Bożego i chłoną je całymi sobą. To jest budujące.

– Czym Kalwaria Pacławska przyciąga nowe pokolenia pielgrzymów zza wschodniej granicy?

– Sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej jest szczególne z wielu względów. Po pierwsze jest związane zarówno ze wschodem, jak i zachodem, także przez swoje położenie w bezpośrednim sąsiedztwie polsko-ukraińskiej granicy. Można powiedzieć, że Matka Boża Słuchająca łączy ludzi po obu stronach granicy. Ukraina przeżywa dzisiaj bardzo trudne chwile w związku z toczącą się wojną, w związku z brakiem stabilności gospodarczej, ponadto jest to kraj, który wciąż poszukuje własnej narodowej tożsamości. Dla Ukraińców Polska – naród wierzący jest przykładem, a Sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej to miejsce bardzo im bliskie. Modlitwa u stóp Matki Bożej i wiara w Jej wstawiennictwo przed Panem Bogiem pozwala im przeżywać trudne chwile i z nadzieją patrzeć w przyszłość, która dzisiaj jest bardzo niepewna. Każda pielgrzymka jest zawsze okazją do głębszej refleksji, do wejście w siebie i otwarcia na Słowo Boże. Jest czasem, kiedy człowiek może wszystkie sprawy – choć na chwilę – zostawić za sobą i skupić się tylko na modlitwie i relacji z nadprzyrodzoną rzeczywistością Boga Stwórcy.

– O co modlą się wierni przybywający w tym roku przed tron Matki Bożej?

– Główną intencją jest pokój, który jest zagrożony we współczesnym świecie chociażby ze strony terroryzmu islamskiego. Szczególnie modlimy się o pokój na Ukrainie, którego dzisiaj brakuje, żeby wojna się skończyła. Kiedy rozmawiam z młodymi ludźmi, to mówią, że proszą Pana Boga o jedność między dwoma naszymi narodami, o jedność w Kościele, o jedność między obrządkami, w tych wszystkich obszarach, w których tej jedności dzisiaj brakuje – zwłaszcza na zachodniej Ukrainie. Każdy niesie też swoje indywidualne intencje, intencje swoich bliskich, w Maryi Matce upatrując orędownictwo przed Bogiem. Przybywamy do Kalwarii, aby u stóp Matki Bożej, która słucha, zaczerpnąć wiary, nadziei i sił do wypełniania codziennych obowiązków – każdy według swojego stanu i profesji.

– Jak pielgrzymi z Ukrainy byli przyjmowani w Polsce?

– W Polsce spotykamy się z wielką życzliwością ze strony parafii, które mijamy po drodze, oraz ze strony mieszkańców poszczególnych miejscowości. Korzystając z okazji – w imieniu własnym i pątników – serdecznie dziękuję. Słowa szczególnej wdzięczności kieruję pod adresem metropolity przemyskiego abp. Adama Szala, który przed wyjściem na ostatni etap na drodze do Kalwarii Pacławskiej przewodniczył Eucharystii w bazylice archikatedralnej, a wcześniej gościł nas. Za wszelkie dobro, ciepłe i bardzo serdeczne przyjęcie w Polsce z serca dziękujemy przemyskim kapłanom i wszystkim ludziom, których mijaliśmy po drodze.

– Jak ważne miejsce w sercu Ojca Biskupa zajmuje Kalwaria Pacławska?

– W sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej Pan Bóg dał mi łaskę rozpoznania powołania do kapłaństwa, zakonu i odwagę do pójścia za Jego głosem. Na kalwaryjskie wzgórze przychodziłem już na początku lat 90. na Franciszkańskie Spotkania Młodych, a w sierpniu z pątnikami na odpust Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W 1995 r. zostałem przyjęty do zakonu Ojców Franciszkanów Konwentualnych, a w drugim etapie formacji w latach 1996-1997 odbyłem nowicjat w Kalwarii Pacławskiej. Odpowiadałem za techniczną obsługę i funkcjonowanie klasztoru, paliłem w kotłowni, stąd – można powiedzieć – znam ten obiekt od podszewki. Jest to dla mnie miejsce szczególnie bliskie, dlatego tuż po nominacji na biskupa pomocniczego w archidiecezji lwowskiej, co miało miejsce 13 maja tego roku, pierwszym miejscem, do którego się udałem po trzech dniach, była właśnie Kalwaria Pacławska. Przybyłem tu, aby podziękować Maryi za tę niezasłużoną łaskę i ofiarować Panu Bogu przez serce Matki Najświętszej moją nową posługę, do której zostałem powołany, aby móc – w nowej roli – jeszcze pełniej służyć Panu Bogu i ludziom. Kalwaria to miejsce, gdzie w ciszy Bóg mówi do człowieka przez swoją Niepokalaną Matkę. Trzeba tylko nadstawić ucha.

Tagi:
wywiad

Domowy Kościół drogą do Pana Boga

2018-02-14 11:10

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 7/2018, str. VI

Ks. Adam Stachowicz
Wiesława i Mirosław Bąkowie

Ks. Adam Stachowicz: – Na co dzień posługujecie w Ruchu Światło-Życie, a konkretnie w jego rodzinnej gałęzi. Macie od 36 lat doświadczenie wspólnego życia małżeńskiego, ale też ciągłej formacji osobistej i małżeńsko-rodzinnej. Jednocześnie działacie, pomagając szczególnie młodym małżonkom i rodzicom oraz przygotowującym się do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego. Możecie więc dużo powiedzieć o rodzinie…

Wiesława i Mirosław Bąkowie: – Tak to prawda. Chociaż ciągle jesteśmy w drodze. Ciągle się uczymy poznawania woli Boga względem nas oraz poznajemy siebie nawzajem. Bardzo ważne jest jednak dla nas doświadczenie prawdy, że fundamentem rodziny jest małżeństwo. Tu się wszystko zaczyna, w tej maleńkiej „wspólnocie miłości i życia”.
Z perspektywy czasu wiemy, jak bardzo musieliśmy się napracować, czasem walczyć, aby nie zniszczyć w naszej relacji daru sakramentu małżeństwa. Ogromną pomocą była i jest dla nas formacja Domowego Kościoła. Poprzez codzienną modlitwę małżeńską, rozważanie słowa Bożego, dialog małżeński czy rekolekcje nieustannie odkrywamy piękno życia małżeńskiego.
Dzisiaj możemy powiedzieć z radością, że łączy nas miłość do Boga oraz względem siebie. Przeżywamy naszą relację jako wyjątkową i szczęśliwą. Nie możemy nie mówić o tym szczególnym prezencie otrzymanym od Pana Boga, dlatego pragniemy pomagać innym małżeństwom w zbliżeniu się do Boga, a przez to w budowaniu jedności małżeńskiej. Bo to właśnie na niej buduje się szczęśliwą rodzinę.
W Piśmie świętym Bóg mówi: „Opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem” (Ef 5,31) oraz „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1,28). Owoc miłości małżeńskiej we współpracy z łaską Boga Stworzyciela sprawia, że staje się rodzina. Miłość małżonków, mamy i taty, buduje szczęście domu rodzinnego. Pamiętamy pewne zajęcia socjoterapeutyczne z dziećmi. Na zadane pytanie: „Kiedy są najbardziej szczęśliwe?”, m.in. padła odpowiedź: „Kiedy mama i tata się całują, kiedy są blisko siebie. Wtedy wiem, że nic mi się złego nie może stać”. Jesteśmy przekonani, że tę prawdę o ważności relacji w małżeństwie trzeba przekazywać szczególnie młodym małżonkom oraz przygotowującym się do małżeństwa.

– Czyli determinacja do dzielenia się doświadczeniem wspólnej relacji w małżeństwie oraz bliskością Boga pochodzi z waszej z Nim osobistej relacji?


– Tak. Po pierwsze – jak powiedzieliśmy – spłata długu Bogu, który nas hojnie obdarował swoją miłością. Po drugie – wiemy, jak bardzo każdy człowiek pragnie szczęścia, jak każde małżeństwo pragnie szczęścia. Wiemy też, jak na pytanie o drogę do szczęścia świat, a w nim krzykliwe zło, podsuwa odpowiedzi nieprawdziwe i zwodnicze. Dlatego pragniemy mówić o tym, jakim szczęściem jest pięknie przeżyte małżeństwo i rodzina. Od 36 lat patrzymy i czujemy całym sercem, jak zmieniają się małżonkowie, którzy włączają się do wspólnoty Domowego Kościoła. Przychodzą ci, którzy mają się dobrze, aby wzmocnić relacje, posłuchać doświadczeń innych małżonków. Przychodzą do wspólnoty też ci, którzy cierpią, którzy ocierają się o salę sądową z rozpoczętym procesem rozwodowym. I widać, jak łaska wspólnej modlitwy wielu małżeństw, jak świadectwo tych, którzy mają wiele do powiedzenia o budowaniu jedności małżeńskiej kruszy w nich mury niechęci, jak zaczynają budować od nowa.
Mamy też od roku doświadczenie Dekanalnych Dni Skupienia dla małżonków, których inicjatorem jest ks. Tomasz Cuber, diecezjalny duszpasterz rodzin. Na taką małżeńską randkę przychodzą małżonkowie z różnym stażem małżeńskim. Tu małżonkowie mają czas dla siebie poprzez wspólną wymianę doświadczeń przy herbatce, tu jest czas na posłuchanie dobrych rad na szczęśliwe małżeństwo i czas na modlitwę z indywidualnym błogosławieństwem małżonków.

– Można więc śmiało powiedzieć, że wasze doświadczenie poparte jest częstą praktyką pracy z małżeństwami? Jak np. takie Dni Skupienia, jak to nazywacie: „randki małżeńskie”, przekładają się na wzajemne relacje biorących w nich udział?

– Słyszymy po takich spotkaniach wiele wspaniałych świadectw. Przywołam chociażby takie: „Jesteśmy 40 lat w sakramentalnym związku małżeńskim, ale taka randka przydarzyła nam się pierwszy raz. Wróciliśmy do domu bardzo umocnieni. Nasza relacja nabrała delikatnej, a jednocześnie takiej radosnej świeżości. Długo jeszcze wieczorem rozmawialiśmy o tym, co za nami i o tym, co przed nami. Nasze dialogowanie zakończyliśmy modlitwą za męża i za żonę. Postanowiliśmy takie modlitwy zdobyć dla naszych dzieci trwających z związkach małżeńskich” (Danusia i Krzysiek); „Jesteśmy szczęśliwi, że mogliśmy być na takim spotkaniu. Budowało nas dosłownie wszystko. Każde słowo było na wagę złota. Świadectwa małżonków wzmocniły nas. Nasze zatroskanie o to, że w tak wielu sprawach sobie nie radzimy postanowiliśmy oddać Jezusowi. Już jesteśmy mocniejsi o te konkretne recepty na szczęśliwe życie małżeńskie. Nosiłam w sobie ranę po stracie dziecka, a teraz jestem przekonana, że Bóg tak chciał i – co więcej – ono jest szczęśliwe na wieki” (Kasia i Piotrek).

– Czemu w ostatnich latach tak dużo słyszymy o rodzinie? Państwo jako instytucja chce pomagać, szczególnie finansowo. Samorządy pokazują, że sprawa rodzin nie jest im obojętna. W Kościele od dawna intensywnie pokazuje się rodzinę jako podstawową wartość, wskazując nauczanie św. Jana Pawła II, który przekonywał: „rodzina Bogiem silna staje się siłą człowieka i całego narodu”…


– W adhortacji apostolskiej „Familiaris Consortio” św. Jan Paweł II pokazywał m.in. to, że rodzina jest drogą Kościoła i drogą narodu. Trwa więc walka o najwyższą stawkę. To jest być, albo nie być. Sługa Boży kard. Stefan Wyszyński, tworząc Jasnogórskie Śluby Narodu, mówił niejednokrotnie, by nie pozwolono, aby zniszczono rodzinę, bo zginie naród.
Bogu dzięki i Maryi Królowej Polski za to, że w obliczu diabelskiego ataku na małżeństwo i rodzinę poprzez lansowaną deprawację, mocno przenikającą z Zachodu, budzimy się do walki o tę Bożą instytucję. To dobrze, że na wszelkie sposoby stawiamy zaporę złu, aby obronić małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, aby ochronić każde życie ludzkie od poczęcia do naturalnej śmierci. Bardzo mocno jesteśmy przekonani, że potrzeba integralnego działania na rzecz małżeństwa i rodziny.
Tu wspomnijmy słowa św. Teresy z Kalkuty, która do zebranych przedstawicieli instytucji państwowych i kościelnych mówiła: „Wy, kapłani, możecie czynić to, czego nie mogą uczynić władze państwowe. Urzędnicy, wy możecie uczynić to, czego nie uczynią kapłani. Razem możemy ratować rodzinę i świat. Nie czekajmy na jutro. Bierzmy się do pracy dzisiaj”. Okazją ku temu jest rozpoczynający się Powiatowy Rok Rodziny pod mocnym hasłem: „Rodzina. Nasza troska, nasz skarb”.

– Jesteśmy po inauguracji Roku Rodziny w powiecie ostrowieckim. Wy tu żyjecie. Czym dla was jest ten czas?

– Ta inicjatywa jest dla nas bardzo ważna. Z nadzieją patrzymy na ten rok. Wszyscy wiemy, jak bardzo rodzina potrzebuje dzisiaj wsparcia. Wsparcia potrzebują małżonkowie, rodzice, dzieci i młodzież. Myślimy i tego pragniemy, aby troska o rodzinę była wpisana w permanentne działanie kościoła i wszelkich instytucji państwowych. Padło wiele słów pięknych i zobowiązujących, a jednocześnie pełnych nadziei. Zabrakło czasu i możliwości posłuchania małżonków i rodziców, jakie mamy oczekiwania wobec takiej inicjatywy. Pozwoliliśmy sobie poprosić Pana Starostę o rozmowę wiążącą w tej kwestii. Propozycję przyjął.

– O czym chcielibyście rozmawiać z przedstawicielami lokalnych władz? – W posynodalnej adhortacji apostolskiej Ojca Świętego Franciszka „Amoris laetitia”, gdzie czytamy: „Dobro rodziny ma kluczowe znaczenie dla świata i Kościoła. Świadectwo temu dają małżeństwa, które przetrwały próbę czasu i są świadkami Bożej miłości. Otwiera to drzwi pozytywnego, gościnnego duszpasterstwa, które umożliwia rozprzestrzenianie się dobra według zamysłu Bożego”.

Mamy takie doświadczenie próby czasu i o tym pragniemy rozmawiać. Będziemy mówić o tym, że mamy, że znamy receptę na szczęśliwe życie małżeńskie i rodzinne. Na szczęśliwy dom zbudowany na skale, której nic i nikt nie pokona. Ufamy bowiem, że o to chodzi w tym Powiatowym Roku Rodziny. Pragniemy rozmawiać o tym, że zanim zaczniemy wychowywać dzieci, to pierwej trzeba wychowywać rodziców, myśląc o tym, że wychowywać to znaczy wydobywać dobro i na tych zasobach budować codzienność rodzinną. Tworzą się w nas oczekiwania.

– Jakie to oczekiwania? Co praktycznego mógłby wnieść taki „czas dla rodzin”?


– Wszystkie przedstawione propozycje są bardzo słuszne. Bogu dzięki, że będzie takie duże wsparcie dla rodzin dotkniętych różnymi dysfunkcjami. My myślimy o profilaktyce, która jest jak zawsze bardzo korzystna. W zamyśle mamy m.in. zorganizowanie takiego miejsca w mieście, gdzie małżonkowie będą mogli się spotkać na sesjach, kursach, aby zaczerpnąć wiedzy i wymienić doświadczenia nt.: „Jak pogłębiać więź małżeńską i rodzinną”. Miejsca na taką małżeńską randkę pod okiem profesjonalnie przygotowanych specjalistów.
Dobre byłoby wspólne organizowanie pikników rodzinnych z promocją pięknego życia małżeńskiego i rodzinnego poprzez prezentowanie talentów rodzinnych. Bardzo zależy nam na tym, aby był to również czas promowania zdrowej rodziny zbudowanej na „trwałym fundamencie Bożej miłości”.
Słowa pouczają, czyny pociągają. Jesteśmy przekonani, że Jezus, który połączył nas sakramentalnym węzłem małżeńskim, chce, abyśmy wszyscy stali się znakiem i narzędziem Jego miłości przez konkretne inicjatywy i czyny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Wiceszefowa MSZ Izraela: akt wandalizmu na budynku ambasady RP w Tel Awiwie jest niedopuszczalny

2018-02-19 19:21

wpolityce.pl

Wiceminister spraw zagranicznych Izraela Cipi Hotoweli napisała w poniedziałek na Twitterze, że akt wandalizmu na budynku ambasady RP w Tel Awiwie jest niedopuszczalny i nie ma dla niego miejsca w kraju demokratycznym, który przestrzega zasad rządów prawa.

Julien Menichini / Foter / Creative Commons Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Akt wandalizmu, do którego doszło wobec polskiej ambasady, jest niedopuszczalny i nie ma dla niego miejsca w demokracji, która przestrzega zasad rządów prawa. Wszczęto śledztwo w tej sprawie — brzmi wpis Hotoweli.

Wcześniej rzecznik izraelskiego resortu dyplomacji Emmanuel Nahszon napisał również na Twitterze, że „naród żydowski był ofiarą ludobójstwa dokonanego przez nazistowskie Niemcy, w którym pomagali niezliczeni Europejczycy, w tym niektórzy Polacy”, a ich działania wynikały „z nienawiści, chciwości i oportunizmu”.

Jakakolwiek próba zatarcia granicy między ofiarami, a sprawcami jest kłamstwem i nikczemnym historycznym rewizjonizmem — podkreślił Nahszon.

W sobotę, na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, podczas jednego z paneli dziennikarz Ronen Bergman, zwracając się do premiera Mateusza Morawieckiego w sprawie nowelizacji ustawy o IPN, przedstawił historię swojej urodzonej w Polsce matki, która przeżyła Holokaust, ale wielu członków jej rodziny zginęło, ponieważ zostali zadenuncjowani na Gestapo przez Polaków. Następnie oświadczył:

Gdybym opowiedział jej historię w Polsce, byłbym uznany za przestępcę? Co wy próbujecie zrobić? Dolewacie oliwy do ognia.

Odpowiadając na pytanie Bergmana, Morawiecki powiedział m.in.: Jest to niezmiernie ważne, aby zrozumieć, że oczywiście nie będzie to karane, nie będzie to postrzegane, jako działalność przestępcza, jeśli ktoś powie, że byli polscy sprawcy (ang. perpetrators). Tak jak byli żydowscy sprawcy, tak jak byli rosyjscy sprawcy, czy ukraińscy - nie tylko niemieccy.

W Izraelu odebrano wypowiedź Morawieckiego jako stwierdzenie, że wśród sprawców Holokaustu byli także Żydzi, co wywołało ostrą reakcję.

W niedzielę dyrektor Biura Rzecznika Prasowego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Artur Lompart potwierdził, że na wejściu do polskiej ambasady w Izraelu ktoś namalował sprayem swastyki i wypisał wulgarne, antypolskie hasła.

Polska zwróciła się do władz Izraela, by wyjaśniły ten incydent oraz podjęły działania w celu zapewnienia ochrony polskiej placówki dyplomatycznej.

Lompart potwierdził, że izraelska policja wszczęła w tej sprawie śledztwo. Dyrektor oświadczył też, że „zdaniem MSZ należy zdecydowanie obniżyć temperaturę dyskusji, jaka toczy się w obu państwach, gdyż obecny jej poziom nie sprzyja dialogowi”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wspólnota Sant’Egidio wspomina zmarłych bezdomnych

2018-02-20 11:35

Żyli i zmarli na ulicach naszego miasta. Często samotnie, czasami pozbawieni podstawowej pomocy, nieraz anonimowo. Wspólnota Sant’Egidio zaprasza na Mszę Świętą w intencji zmarłych bezdomnych, która sprawowana będzie w sobotę 24 lutego w kościele św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Warszawie o godz. 16:00.

Archiwum Straży Miejskiej

Eucharystia będzie wyrazem szczególnej pamięci o tych, którzy na co dzień żyli w zapomnieniu. W czasie Mszy Świętej wymieniane będą imiona wielu zmarłych bezdomnych. A dzięki wspólnotowemu archiwum fotograficznemu, będzie można spojrzeć w twarze bliskich przyjaciół Wspólnoty Sant’Egidio, którzy odeszli w ostatnich latach.

„Ta liturgia to nie tylko wyraz naszej pamięci o nich, tak ważnej dla samych bezdomnych i dla nas, ale także naszej niezgody na to, by ktokolwiek umierał w naszym mieście dlatego, że jest bezdomny i pozostawiony sam sobie, zwłaszcza w mroźne zimowe dni” – piszą organizatorzy, apelując o potrzebną nieustannie solidarność z tysiącami osób, które z różnych przyczyn żyją na ulicach polskich miast. Jak podaje Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, pomimo dość łagodnej tegorocznej zimy, od 1 listopada ubiegłego roku w wyniku wychłodzenia organizmu zmarło już 39 osób.

W Eucharystii co roku biorą udział nie tylko członkowie Wspólnoty Sant’Egidio, ale również wielu ubogich i bezdomnych, którzy przychodzą, żeby modlić się za swoich zmarłych przyjaciół. Liturgia jest dla tych osób ważnym znakiem i obietnicą, że o nich również będzie kiedyś ktoś pamiętał.

Po Mszy Świętej w pobliskiej Szkole Podstawowej nr 34 planowane jest wspólne z bezdomnymi oglądanie zdjęć i filmu z tegorocznego obiadu bożonarodzeniowego, na który warszawska Wspólnota Sant’Egidio zaprosiła ponad 400 osób ubogich oraz ciepły posiłek, który zapewnią uczestnicy Festiwalu Nowe Epifanie i Centrum Myśli Jana Pawła II.

Tradycja wspólnej modlitwy w intencji osób bezdomnych narodziła się 35 lat temu w rzymskiej Wspólnocie Sant’Egidio. Stało się to po śmierci Modesty Valenti, która zmarła 31 stycznia 1983 roku w okolicach dworca Termini po tym jak obsługa karetki odmówiła zabrania jej do szpitala, bo była brudna. W Warszawie pierwsza Msza Święta za zmarłych bezdomnych odprawiona została kilka lat temu, po śmierci Jarka, jednego z pierwszych przyjaciół wspólnoty. W tym roku Eucharystie w tej intencji przygotowały również Wspólnoty Sant’Egidio w Poznaniu i Krakowie.

Wspólnota Sant’Egidio, która właśnie świętuje swoje pięćdziesięciolecie, powstała w 1968 r. w Rzymie z inicjatywy grupy licealistów z Andreą Riccardim na czele. Dziś należy do niej ponad 65 tys. osób w 73 krajach świata. Poza pomocą bezdomnym, wspiera także dzieci ulicy, osoby starsze, chorych, więźniów, uchodźców oraz angażuje się w inicjatywy na rzecz pokoju. W Warszawie Wspólnota działa od 10 lat. Jej członkowie spotykają się z bezdomnymi na cotygodniowych „kolacjach na ulicy”, odwiedzają ich na peryferiach miasta oraz prowadzą „Szafę Przyjaciół” – magazyn z ubraniami dla potrzebujących.

Msza Święta za Jarka i zmarłych bezdomnych
Sobota 24 lutego, godz. 16.00
kościół św. Teresy od Dzieciątka Jezus
ul Tamka 4a

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem