Reklama

Jestem „bliźniakiem” księdza Jerzego

2017-09-06 12:16

Z francuskim księdzem Bernardem Brienem rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 37/2017, str. 20-21

Grzegorz Jakubowski / KPRP

Pan Bóg pisze prosto po krzywych liniach naszego życia. A życie Bernarda Briena było bardzo „krzywe”. Urodził się 14 września 1947 r. w Questembert w Bretanii, był drugim z dziewięciorga dzieci rodziny Brien. Gdy miał 21 lat – zbyt wcześnie, jak twierdzi – ożenił się i miał dwójkę dzieci. Wydawało się, że jego życie jest jednym wielkim sukcesem – piął się w górę po drabinie zawodowej, by w końcu zostać dyrektorem sprzedaży w wielkiej firmie mleczarskiej. Stał się bogaty, jeździł drogimi samochodami, miał wielu przyjaciół, prowadził na pozór szczęśliwe i wesołe życie. Ale w tym „beztroskim” życiu zaczęły pojawiać się problemy – najpierw rozstanie z żoną, a później, w 1990 r., śmierć 27-letniego brata. Bernard wyznał kiedyś, że śmierć brata uzmysłowiła mu absurd egzystencji i powierzchowność tego wszystkiego, co do tej pory zbudował, o czym świadczyły niepowodzenie jego małżeństwa oraz sukces społeczny, który nie uczynił go szczęśliwym.

W następnych latach spotkał swoją miłość z młodzieńczych lat, wdowę, z którą w 1999 r. zawarł ślub cywilny. Nie zdawał sobie wtedy sprawy, że kobieta ta cierpiała na chorobę psychiczną, która z czasem doprowadziła do rozpadu ich związku. Miała zaburzenia urojeniowe i była obsesyjnie zazdrosna, dlatego od czasu do czasu musiała leczyć się w szpitalach psychiatrycznych. Pewnego dnia w 2004 r., gdy Bernard wrócił z podróży do Włoch, zorientował się, że kobieta wyjechała i wywiozła wszystko z ich willi. Spędził wtedy całą noc w pustym domu, rozmyślając nad swoją egzystencją – były to najgorsze chwile w jego życiu. Ten pusty dom był symbolem pustki w jego sercu i duszy. Rozmyślając, powrócił do swojego dzieciństwa i młodości, kiedy to w jego życiu było miejsce dla Boga. Zastanawiał się, dlaczego Bóg czekał aż 40 lat, by mu się znowu ukazać. Pewnego dnia wszedł do kaplicy nad brzegiem morza. Spędził w niej godzinę, a gdy wyszedł, czuł w sobie wielki pokój i był przekonany, że prawdziwe szczęście człowieka to życie z Bogiem. W tym decydującym okresie swego życia Bernard poznał ks. Timothée – przeora wspólnoty zakonnej, który pomógł mu odkryć Biblię, sakramenty i modlitwę. Rok później w tej samej kaplicy w Les Sables d’Olonne 58-letni mężczyzna odkrył w sobie powołanie do kapłaństwa. Oczywiście, w jego sytuacji nie było to łatwe, ale na szczęście na swojej drodze spotkał wielu życzliwych mu ludzi, przede wszystkim ówczesnego biskupa Luçon – Michela Santiera. Po uznaniu nieważności sakramentu małżeństwa Bernard rozpoczął w 2006 r. studia na Uniwersytecie Katolickim w Angers. W 2007 r. poprosił bp. Santiera, który w międzyczasie został przeniesiony do podparyskiej diecezji Créteil, o przyjęcie go do swojej diecezji, aby mógł odbyć formację kapłańską. Biskup skonsultował ten szczególny przypadek ze specjalistami od prawa kanonicznego, którzy stwierdzili, że nie ma przeszkód w wyświęceniu na kapłana człowieka z życiorysem Bernarda Briena. Wielu księży było nieprzychylnie nastawionych do tego nietypowego kandydata na kapłana, kiedyś żonatego, który miał dzieci i wnuki. Pięć lat później Bernard został wyświęcony w diecezji Créteil. W jego życiu rozpoczął się nowy rozdział, ale nie zdawał sobie sprawy, że na początku jego kapłańskiej drogi Bóg postawi mu polskiego księdza – Jerzego Popiełuszkę.

Reklama

W. R.

Katarzyna Soborak
Ks. Bernard Brien odprawia Mszę św. przy relikwiach bł. ks. Jerzego Popiełuszko w rocznicę jego porwania - 19 X 2016 r.

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Dlaczego Ksiądz wybrał jako cel swojej pierwszej podróży kraj Jana Pawła II?

KS. BERNARD BRIEN: – Gdy zostałem księdzem, postanowiłem odbyć trzy podróże: do Polski – kraju Jana Pawła II, do Watykanu bo nigdy jeszcze tam nie byłem, i oczywiście do Ziemi Świętej. Muszę coś wyjaśnić. Należałem do parafii w Saint-Laurent-sur-Sevre, gdzie znajduje się grób św. Ludwika Marii Grignion de Montfort i bł. Marie-Louise Trichet, współzałożycielki wraz ze św. Ludwikiem Zgromadzenia Cór Mądrości. Znajduje się tam również dom generalny Zgromadzenia Braci Montfort św. Gabriela, bracia mają też dom w Częstochowie. Dlatego zaproponowano mi gościnę w Częstochowie, skąd mogłem jeździć do innych miast. Byłem w Polsce dwa tygodnie i z pomocą braci, którzy mówią dobrze po polsku, zwiedziłem i poznałem wiele miejsc. Byłem w Krakowie, Wadowicach, Wieliczce i Oświęcimiu. Pewnego dnia bracia zaproponowali mi wyjazd do Warszawy i odwiedzenie grobu bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

– Czy wcześniej słyszał Ksiądz coś o bł. ks. Jerzym Popiełuszce?

– Gdy pojechaliśmy do Warszawy, bracia opowiedzieli mi, kim był ks. Jerzy; rozmawialiśmy też na temat Solidarności i Lecha Wałęsy. Przypomniałem sobie wtedy, że swego czasu media we Francji dużo mówiły o zamordowaniu tego polskiego księdza. Oczywiście, odwiedziliśmy również muzeum, które znajduje się przy parafii, gdzie poznałem historię życia ks. Jerzego. Odkryłem wtedy, że urodziliśmy się tego samego dnia, miesiąca i roku – 14 września 1947 r. – czyli że jesteśmy „bliźniakami”. Gdy wróciłem do Francji, poszedłem do największej księgarni w Paryżu i kupiłem wszystkie książki związane z ks. Jerzym, m.in. książkę z jego kazaniami.

– Co było potem?

– Na początku września rozpocząłem pracę duszpasterską w Szpitalu im. Alberta Cheneviera w Créteil.

– Czy znał Ksiądz wcześniej François Audelana, mężczyznę ciężko chorego na białaczkę, oraz jego żonę Chantal?

– Nie znałem ich wcale. Do chorego François wezwała mnie s. Rozalia, Polka, odpowiedzialna za duszpasterstwo w szpitalu. Zadzwoniła do mnie ok. godz. 15 z prośbą, bym pilnie przyszedł do chorego. Co się stało w szpitalu Cheneviera w Créteil w piątek 14 września 2012 r.? Po godz. 15.30 byłem już w pokoju nieprzytomnego, umierającego François. Po raz pierwszy w życiu udzielałem sakramentu namaszczenia chorych w szpitalu. W rozmowie z jego żoną dowiedziałem się, że François walczył z białaczką od 11 lat, ale w ostatnich miesiącach sytuacja znacznie się pogorszyła i mężczyzna trafił do szpitala wyspecjalizowanego w terapii paliatywnej, gdyż lekarze nie dawali mu żadnej szansy na przeżycie. Dlatego żona skontaktowała się z zakładem pogrzebowym, by przygotować pochówek męża. Wybrała już nawet trumnę. Na stoliku przy łóżku zapaliłem świecę, postawiłem krzyż Jana Pawła II i udzieliłem François namaszczenia chorych. Ponieważ zawsze mam przy sobie obrazki z wizerunkiem ks. Jerzego – mam je wszędzie: w brewiarzu, w Piśmie Świętym, w torbie – zdałem sobie sprawę, że to dzień jego, a zarazem moich urodzin. Spontanicznie więc zaproponowałem Chantal, by powierzyć François wstawiennictwu bł. ks. Jerzego. Dałem obrazek z wizerunkiem błogosławionego s. Rozalii oraz żonie chorego i odmówiliśmy wspólnie modlitwę o jego kanonizację, prosiliśmy też o łaskę uzdrowienia François. A ja sam wyszeptałem moją prośbę: „Słuchaj, Jerzy, dzisiaj jest 14 września, dzień twoich, a zarazem moich urodzin. Jeżeli więc masz coś zrobić dla naszego brata François, to jest to odpowiedni dzień”.

– Co się działo później?

– Później wyjaśniłem żonie umierającego, dlaczego zwróciłem się z prośbą o łaskę uzdrowienia właśnie do ks. Popiełuszki. Opowiedziałem jej, jak zapoznałem się z jego życiem w czasie podróży do Polski i jak odkryłem, że urodziliśmy się tego samego dnia. Po czym pożegnaliśmy się i wyszedłem z pokoju.

– Kiedy dowiedział się Ksiądz o uzdrowieniu François?

– Rankiem następnego dnia, gdy zadzwoniła do mnie s. Rozalia i powiedziała, że François wstał z łóżka, wziął prysznic, ogolił się i ubrał. „To cud” – stwierdziła podekscytowana. Odpowiedziałem jej, że trzeba być ostrożnym i nie należy o tym za wiele rozpowiadać. I przez kilka tygodni nie rozmawialiśmy na ten temat.

– A czy rozmawiał Ksiądz o uzdrowieniu François z lekarzami?

– Gdy Chantal z mężem pojechali na badania kontrolne do innego szpitala w Créteil, gdzie François leczył się przez wiele lat, ponownie się z nimi spotkałem. I wtedy dowiedziałem się od Chantal, co się stało 14 września po moim wyjściu z pokoju. Wkrótce po tym François otworzył oczy, uśmiechnął się i zaczął pytać, co się stało, a od tygodni nie mówił w sposób logiczny. Miałem więc pretekst, by porozmawiać z lekarzami. Lekarz François wydał mi zaświadczenie, w którym stwierdził, że szybkie wyzdrowienie jego pacjenta, poddawanego jedynie terapii paliatywnej, jest niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia. Trudniej było mi otrzymać zaświadczenie od prof. Catherine Cordonnier – szefa oddziału hematologii w Szpitalu im. Henri Mondora, która zajmowała się François od początku choroby. W końcu przygotowała mi szczegółowe zaświadczenie dotyczące choroby i całkowitego uzdrowienia pacjenta. W czasie procesu kanonizacyjnego ks. Jerzego w diecezji musiano znaleźć profesora, specjalistę w dziedzinie hematologii, który mógł zinterpretować tę dokumentację lekarską. Udało mi się też dostać od pani profesor zdjęcia, na których wyraźnie było widać, że komórki rakowe, wcześniej rozsiane w całym ciele François, miesiąc po uzdrowieniu zniknęły bez śladu.

– Kiedy poinformował Ksiądz o całym wydarzeniu swojego biskupa?

– Odczekałem aż siedem miesięcy, by poinformować o wszystkim bp. Michela Santiera. Było to w maju 2013 r. A we wrześniu bp Santier otworzył etap diecezjalny procesu kanonizacyjnego. W ciągu roku przesłuchano świadków i przeanalizowano dokumentację. 14 września 2015 r. komisja diecezjalna stwierdziła autentyczność cudu przypisywanego wstawiennictwu bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Cała dokumentacja została następnie przekazana Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Przeczytaj także: SPOTKANIE Z RODZINĄ BŁ. KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI W CZĘSTOCHOWIE

– Ksiądz stał się „narzędziem” łaski Bożej. Czym ten cud był dla Księdza osobiście?

– Przede wszystkim utwierdzeniem w moim powołaniu, w moim kapłaństwie. To było bardzo ważne, bo istniały pewne opory, jeżeli chodzi o moją drogę do kapłaństwa, nie tyle wśród świeckich, ile wśród księży. Tym bardziej że w tym roku doszło w mojej diecezji do nowego uzdrowienia za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego – po raz drugi stałem się „narzędziem” łaski Bożej. Cud sprawił, że poczułem wielką potrzebę przybliżenia ludziom postaci ks. Popiełuszki. Mam zawsze ze sobą jego relikwię i obrazki. Ludzie często zwracają się do mnie z prośbą o modlitwę w różnych intencjach. Mój biskup ujął mi trochę obowiązków, bym się tym zajął. Poza tym widzę w cudzie przejaw miłosierdzia Bożego wobec mnie, człowieka o tak chaotycznej drodze życiowej. A trzeci aspekt to powołania. We Francji jest bardzo mało powołań, więc uważam ten cud za wezwanie do powołań, o które trzeba się więcej modlić.

– Czy ktoś dzięki Księdzu odkrył w sobie powołanie do kapłaństwa?

– Tak, cztery osoby – np. pielęgniarz, który przyszedł do mnie, by się wyspowiadać. Pomogłem mu w podjęciu decyzji i teraz już zaczął przygotowywać się do kapłaństwa. Cud wydarzył się we Francji. Podobnie jak cud za wstawiennictwem Jana Pawła II, uznany w jego procesie beatyfikacyjnym.

– Czy Francja potrzebuje dzisiaj tych szczególnych znaków Boga?

– Francja upadła tak nisko, że te cuda mogą jej pomóc nieco się podnieść. Tym bardziej że po zamachach, do których ostatnio doszło w naszym kraju, ludzie zaczynają powracać do Kościoła. To są bardzo mocne znaki od Boga.

– Co bł. ks. Jerzy Popiełuszko może powiedzieć ludziom dzisiaj?

– W kazaniach ks. Jerzego cały czas powtarza się słowo „prawda”, dlatego uważam, że on przede wszystkim zachęca nas do życia w prawdzie – w prawdzie w stosunku do samych siebie i do innych.

* * *

Wywiad ten jest jednym z 15 wywiadów Włodzimierza Rędziocha zamieszczonych w książce „Zło dobrem zwyciężył. Święty Jerzy XX wieku”, poświęconej ks. Jerzemu Popiełuszce, która ukazała się nakładem wydawnictwa Rosikon Press (www.rosikonpress.com/towar_karta_180/Zlo_dobrem_zwyciezyl.html).I

Tagi:
bł. Jerzy Popiełuszko cuda ks. Jerzy Popiełuszko

Warszawa: Uroczyste obchody imienin Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki

2018-04-19 18:19

pk, mp / Warszawa (KAI)

23 kwietnia w jego sanktuarium na warszawskim Żoliborzu obchodzone będą imieniny księdza Jerzego Popiełuszki. 0 godz. 18. celebrowana będzie uroczysta Msza Święta z modlitwą o kanonizację zakończona wniesieniem relikwii błogosławionego i litanią ku jego czci. Po mszy księdza Jerzego wspominać będą członkowie jego rodziny i przyjaciele z Huty Warszawa. Uroczystość zakończy się złożeniem wieńców przy grobie kapłana – męczennika.

Archiwum

Dzień imienin kapelana Solidarności jeszcze za jego życia obchodzony był szczególnie. Plebania parafii Świętego Stanisława Kostki przyjmowała wielu gości, którzy chcieli wyrazić więź ze swoim duszpasterzem ofiarowując mu kwiaty, podarunki oraz słowa wdzięczności.

Po śmierci księdza Jerzego jego imieniny w parafii świętego Stanisława Kostki w której posługiwał wciąż obchodzone były w sposób szczególny. Uroczystą Mszę Świętą koncelebrowało wielu kapłanów grób męczennika znajdujący się przy kościele otaczały znicze i wieńce. Na cześć kapelana Solidarności organizowano koncerty i wieczory wspomnień.

Obchody imienin księdza Jerzego w parafii Świętego Stanisława Kostki będą obchodzone następująco: W przeddzień imienin, 22 kwietnia o godzinie 19:00 odbędzie się uroczysty koncert Orkiestry Kameralnej Filharmonii Narodowej pod przewodnictwem Jana Lewtaka. W repertuarze znajdą się utwory Wojciecha Kilara i Amadeusza Wolfganga Mozarta.

23 kwietnia w sam dzień imienin księdza Jerzego Popiełuszki o godzinie 18. celebrowana będzie uroczysta Msza Święta z modlitwą o jego kanonizację zakończona wniesieniem relikwii błogosławionego i litanią ku jego czci. Po mszy księdza Jerzego wspominać będą członkowie jego rodziny i przyjaciele z Huty Warszawa, którzy przybędą na Eucharystię z pocztem sztandarowym hutniczej Solidarności. Uroczystość zakończy się złożeniem wieńców przy grobie kapłana – męczennika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zioła, kwiaty, kłosy i owoce Matce Boskiej Zielnej

Jan Teofil Siciński
Niedziela Ogólnopolska 33/2003

Dagmara Zalewska

...O! wy kwiaty mej młodości, prosto z łąki zioła,
Co na Matkę Boską Zielną znoszą do kościoła
I stawiają Częstochowskiej, by podniosła rączkę,
Nad firletkę, macierzankę i nad srebrną drżączkę,
Nad rozchodnik i lawendę, nad rutę i miętę,
Bo to wszystko przecież Boże, bo to wszystko święte
Jak stajenka betlejemska z prostym polskim bydłem.
Więc zrównane są te zioła z mirrą i kadzidłem.
(Jan Lechoń, "Rymy częstochowskie")

5 sierpnia Kościół katolicki obchodzi wielką uroczystość - Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny, nazywane też dawniej świętem Zaśnięcia Bogurodzicy - bardziej swojsko świętem Matki Boskiej Zielnej.
Zaczęto je obchodzić na Wschodzie za cesarza Maurycego (582- 602), ale w całym cesarstwie stało się obowiązujące dopiero pod panowaniem Manuela Komnena (1143-80). W tym dniu już prawdopodobnie w końcu X wieku znany był zwyczaj święcenia ziół polnych i łąkowych oraz owoców z sadów i lasów, wywodzący się z wczesnochrześcijańskiej legendy o tym, jak Apostołowie po otwarciu grobu Matki Bożej nie znaleźli tam Jej ciała, a jedynie same zioła i kwiaty. Na tę pamiątkę po dzień dzisiejszy niesione są do kościoła zioła, kwiaty, zboża i owoce, a dzieje się to w myśl starego powiedzenia: "Każdy kwiatek w ten dzień woła: weź mnie z sobą do kościoła".
We wspaniałej scenerii pełnego lata i bogactwa ojczystej przyrody lud święci uroczystość swej Królowej. W naszym kraju obchodzona jest ona w sposób szczególny i wyjątkowy. Przypada w okresie, kiedy ponownie na łąkach rośliny kwitną różnobarwnymi kwiatami. Owe piękności rodzimej flory zdobią brzegi lasów i borów, doliny rzek i strumieni, potoków i stawów, zbocza i pagórki, przydroża i miedze, zarośla i upłazy.
Mimo że od dawna, uczęszczając do szkoły średniej i wyższej, a następnie mieszkając poza miejscem urodzenia, przebywałem poza moim domem rodzinnym, to prawie zawsze święto Matki Boskiej Zielnej i następny dzień - odpust św. Rocha spędzałem w swej rodzinnej parafii w Widawie, w diecezji łódzkiej i obecnie archidiecezji, w ziemi sieradzkiej.
Do kościoła jeździło się zawsze do Widawy, a także chodziło się z bliższych miejscowości. Nadal czynią to dorośli, młodzież i dzieci z Rogóźna, Podgórza, Świerczowa, Dębiny, Woli Kleszczowej, Dąbrowy, Grabówia, Zborowa, Kątów, Zawad, Chrustów i innych miejscowości. Chodzili na to jedyne w swojej wymowie święto moi dziadkowie, rodzice, krewni i znajomi, a także uczestniczą w nim młodsze pokolenia - Ania i Bartek, Mateusz, Szymek i Marcel oraz Łukasz i Marta. Widawski kościół parafialny pw. Podwyższenia Krzyża Świętego, interesującym barokowym wystrojem i polichromią, jeszcze bardziej w tym dniu ubogacają kolorowe wiązanki kwiatów, ziół, owoców i warzyw oraz unoszące się w powietrzu roślinne aromaty i zapachy. Ileż tam kolorów i woni... Przecież przynoszone są kwiaty najpiękniejsze, kłosy najdorodniejsze, owoce najsmaczniejsze i zioła najurodziwsze - polskie, ojczyste, które zrodziła nasza matka ziemia. Te cuda, perły i klejnoty ojczystej flory bez większych kłopotów i przy niewielkim nakładzie pracy dają się ułożyć w małe arcydzieła sztuki bukieciarskiej. W miasteczku, jakim jest Widawa, i w pobliskich wsiach możliwość zdobycia roślin o wyjątkowej urodzie do tych barwnych kompozycji jest wręcz nieograniczona, gdyż prawie wszystkie są "pod ręką".
W naszej wiązance obowiązkowo winna znajdować się trawa łąkowa, której kłoski sercowate nazywane są tutaj serduszkami Matki Boskiej. Chodziło się po nią wcześniej lub zbierało przy okazji pobytu na Podgórskim lub Gliniankach, gdzie występowała na ugorkach lub w sąsiedztwie rowów odwadniających. Również kłosy i wiechy zbóż - najczęściej żyta, pszenicy, jęczmienia i owsa - zbierało się trochę wcześniej. Uzupełniały je rośliny zielne zbierane na polach, murawach, łąkach, miedzach, podwórkach itp. Musiały to być zioła odznaczające się czymś szczególnym: kolorem, kształtem, zapachem... Wzięciem cieszyły się błękitne chabry, bławatki, różowe kąkole, tobołki polne, wesołe cieciorki, kropkowane dziurawce, wątłe maki, poszarpane firletki, pachnące mięty, lecznicze serdeczniki, ożankowe przetaczniki, białe pyleńce, szorstkie żywokosty, kropkowane goździki, niebieskie niezapominajki, piaskowe macierzanki, ostre rozchodniki i setki innych roślin z bogatego zielnika polskiej flory, których nie sposób tutaj wymienić. Wreszcie - rośliny ozdobne, jak: żółte słoneczniki, żółto-białe złocienie, barwne petunie, wytworne gipsówki, lekarskie nagietki, okazałe rudbekie, ogrodowe warszawianki, wyniosłe aksamitki, kędzierzawe malwy i inne piękności z ogrodowych grządek.
Nieodzownymi składnikami bukietów pozostają warzywa oraz owoce z sadów. Prawie wszystkie rośliny i ich części mogą być składnikami wiązanek, a zależy to jedynie od zamysłu twórczego osoby tworzącej. Gałązki i pędy, kwiaty i kwiatostany, nasiona i owoce, części kminku i lubczyku, a nawet korzenie marchwi i pietruszki bywają wkładane do tych małych dzieł sztuki na to wyjątkowe święto. Dobrze jest wybierać rośliny z olejkami eterycznymi i aromatycznym zapachem. Wzbogacają one odczucia zmysłu powonienia i czynią pełniejszym rezultat naszych dokonań. O ileż uboższe byłyby bez nich te spontanicznie i z potrzeby serca tworzone kompozycje zbożowo-kwiatowo-owocowo-warzywne.
15 sierpnia zapełniają się kościoły wiernymi, którzy przynoszą barwne wiązanki, mniejsze lub większe, ale zawsze strojne i wonne. I tak jest w Widawie nad Niecieczą. Każdego roku podczas uroczystej Sumy odbywa się tu wyjątkowe misterium, w którym ważną rolę odgrywają wspaniałe dzieła natury uformowane przez dzieci, młodzież i starszych, wyjątkowej urody wiązanki.
Pamiętam jeszcze pierwsze lata powojenne, jak starsze kobiety w sieradzkich strojach ludowych z tymi małymi dziełami sztuki szły na Sumę do widawskiego kościoła. Kolory ubrań uzupełniały kolory kwiatów i ziół. Dziś nie widać już tradycyjnych regionalnych strojów, ale wciąż żywe są dawne zwyczaje i jak pierwej babcie z wnukami, osoby w sile wieku i młodzież najpiękniejsze kwiaty, owoce i zioła przynoszą do poświęcenia.
Najbardziej wzrusza widok kruchych i delikatnych staruszek oraz małych dzieci, które z dużym przejęciem i radością niosą swe dzieła sztuki na tę uroczystość o wyjątkowym charakterze. To taki rodzaj prezentacji możliwości twórczych i dokonań artystycznych, pokaz i wystawa, a może i cichy konkurs na najładniejsze wiązanki i bukiety związane z tym jednym z najpiękniejszych świąt w roku. W święcie tym nie tylko wypowiada się oficjalny kult liturgiczny Kościoła, ale wszystko, co najpiękniejsze w naturze przyrody i człowieka. Przyniesione do kościoła, pod koniec Mszy św. błogosławi kapłan, by służyło ludziom i zwierzętom w różnych okolicznościach życia.
W mojej rodzinnej miejscowości ziarno z kłosów zostawia się do siewu, ale również podaje zwierzętom domowym. Zielną wiązankę wiesza się pod obrazem Matki Bożej lub w oknie, by chroniła od piorunów, ognia, chorób, zarazy, powodzi, klęski, wojny i innych przeciwności losu. W wielu domach przetrwała tradycja przybierania obrazu Matki Bożej w taki sposób, by zasuszone kwiaty tworzyły wielobarwne, pachnące obramowanie - jakby kwietną ramę.
W tym dniu gorącego lata nie ma odpustu w Widawie, jak to ma miejsce w Częstochowie na Jasnej Górze i w Kalwarii Zebrzydowskiej, i innych miejscowościach, ale w tym i w następnym odpustowym dniu (św. Rocha) wierni licznie uczestniczą w kościelnych uroczystościach parafialnych.
"Od Zielnej Maryi Panny przychodzą mgły i chłód poranny"... a za rok znów przyniesiemy do kościoła świeże, niewiarygodnie piękne wiązanki i bukiety.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

IX Piknik Leśno-Łowiecki „Cietrzewisko”

2018-08-14 17:35

AK

W sobotę i niedzielę 11 i 12 sierpnia br. w Zespole Pałacowo-Parkowym w Koszęcinie odbyła się dziewiąta edycja Pikniku Leśno-Łowieckiego „Cietrzewisko”. Swoisty klimat imprezy o charakterze edukacyjno-przyrodniczym, inspirowany bogactwem koszęcińskiej przyrody oraz tradycjami leśno-łowieckimi, przyciągnął wielu miłośników plenerowego wypoczynku.

Organizatorem pikniku był Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk” im. Stanisława Hadyny we współpracy z gminą Koszęcin oraz Nadleśnictwem Koszęcin. Patronat honorowy nad wydarzeniem objął Dyrektor Generalny Lasów Państwowych Andrzej Konieczny.

W sobotę – do muzycznego współzawodnictwa stanęli sygnaliści w ramach VIII Śląskiego Festiwalu Muzyki Myśliwskiej. Najpierw były przesłuchania w Pawilonie im. Elwiry Kamińskiej, a następnie koncert laureatów na scenie plenerowej na dziedzińcu pałacowym. Koncert został poprzedzony salutem armatnim przygotowanym przez Krakowskie Bractwo Kurkowe.

Program „Cietrzewiska” wzbogacony został w tym roku o Regionalne Obchody Dni Lasu, w ramach których posadzono w parku – „Dąb Niepodległości”. Niewątpliwie dużą atrakcją imprezy okazały się XV Mistrzostwa Polski Strażaków Ochotników Stihl Timbersports, podczas których publiczność zgromadzona przed sceną obserwowała rywalizację w zawodach cięcia i rąbania drewna.

Wieczorem odbył się koncert gospodarza – Zespołu Pieśni i Tańca „Śląsk”, który wystąpił z programem „A to Polska właśnie”. W czasie koncertu Dyrektor Zbigniew Cierniak otrzymał okolicznościową monetę upamiętniającą 760-lecie Towarzystwa Strzeleckiego Bractwo Kurkowe w Krakowie. Na jej rewersie przedstawiono symbol bractwa – Srebrnego Kura, przekazanego przez Radę Miasta w 1565 r., awers zaś prezentuje Barbakan – najbardziej na północ wysuniętą część fortyfikacji miejskich Krakowa.

Drugi dzień imprezy – rozpoczął się od oficjalnego otwarcia Mistrzostw Polski Drwali. Leśni „mistrzowie piły” mają już swoją publiczność, która wiernie przybywa do Koszęcina, aby oklaskiwać ich umiejętności. Dopełnieniem niedzielnego dnia pikniku była Msza św. Hubertowska w kościele św. Trójcy. Następnie sceną na dziedzińcu pałacowym zawładnął Grzegorz Poloczek, a później odbyła się kolejna konkurencja w ramach Mistrzostw Polski Drwali – „okrzesywanie”. Dalsze obchody IX Pikniku Leśno-Łowieckiego „Cietrzewisko” umiliły wszystkim koncerty: Blue Party oraz Kwaśnicy Bawarian Show.

Jak co roku organizatorzy przygotowali wiele dodatkowych atrakcji związanych z promocją zdrowego trybu życia i spędzaniem wolnego czasu na łonie natury. Obok wystaw pamiątek i trofeów Klubu Kolekcjonera i Kultury Łowieckiej oraz Koła łowieckiego „Dąbrowa” w Koszęcinie, można było zwiedzać wystawę w Pawilonie im. Elwiry Kamińskiej przygotowaną przez Bractwa Kurkowe okręgu krakowskiego. W parku widzowie mogli podziwiać pokazy rzeźbienia w drewnie, przechadzać się alejkami stoisk rękodzielników oraz stoisk wystawienniczych. Dla spragnionych kuchni myśliwskiej przygotowane zostały specjały pod hasłem „Dobre z lasu”. Bogaty program dwudniowego pikniku pozwolił bliżej poznać pracę leśników oraz leśno-łowieckie tradycje, gwarantując zarówno walory edukacyjne, jak i doskonałą zabawę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem