Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Listy z Karagandy

2017-09-06 12:16

Anna Wyszyńska
Niedziela Ogólnopolska 37/2017, str. 28-29

Archiwum Postulacji Procesu Beatyfikacyjnego
Ksiądz Władysław Bukowiński

– Chociaż ks. Władysława Bukowińskiego spotkałem tylko raz, i to pół wieku temu, jego postać wywarła na mnie niezatarte wrażenie – wspomina Witold Forkiewicz z Gdańska, który pieczołowicie przechowuje rodzinny skarb: listy, które bł. ks. Bukowiński napisał do jego stryja – ks. Władysława Forkiewicza

Listy są napisane piękną polszczyzną i wiele mówią o ich autorze. Jeszcze więcej można wyczytać między wierszami, bo trzeba mieć świadomość, że listy pisane w latach 1965-73 musiały przejść podwójną cenzurę: w ZSRR i w Polsce.

Przedkapłańska przeszłość

Poznali się w Krakowie w czasie, kiedy nie byli jeszcze kapłanami. Szczegółów zawarcia znajomości nie znamy, ale ks. Bukowiński wspomina o niej w liście do ks. Forkiewicza z 3 czerwca 1970 r.: „Korespondencja z Tobą, kochany Władku, jest dla mnie źródłem radości. Zdaje mi się, że rozumiemy się nawzajem bardzo dobrze. Łączy nas i samo kapłaństwo, i nasza przeszłość przedkapłańska”.

Adresat listu urodził się w 1908 r. w Ucianie na Litwie, po ukończeniu gimnazjum w Wilnie rozpoczął studia na Akademii Górniczej w Krakowie, z której po kilku latach zrezygnował, by wstąpić do seminarium duchownego w Lublinie. Nadawca – starszy o 4 lata ks. Bukowiński również urodził się na Wschodzie, skąd rodzina musiała uciekać przed bolszewicką inwazją. Egzamin maturalny zdał w Krakowie, a przed wstąpieniem do seminarium także studiował na świeckiej uczelni – prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1931 r. z rąk abp. Adama Sapiehy i przez kilka lat pracował w diecezji krakowskiej, by w 1936 r. wyjechać na Wołyń do Łucka, gdzie został wykładowcą w seminarium. Tam zastał go wybuch wojny.

Reklama

Więzień i zesłaniec

Aresztowany przez NKWD w 1940 r. ks. Bukowiński cudem ocalał ze zbiorowej egzekucji w łuckim więzieniu. Ponownie aresztowany w 1945 r., został skazany na „resocjalizację” w łagrze i pracował m.in. przy kopaniu rowów, wyrębie lasów i w kopalni miedzi. W 1954 r. zesłano go do Kazachstanu, do Karagandy. W tych wszystkich miejscach pełnił posługę duszpasterską, spowiadał, prowadził rekolekcje, dodawał współwięźniom nadziei. Także w Kazachstanie podjął tajne duszpasterstwo, chociaż zapłacił za to kolejnym pobytem w obozie. Łącznie w więzieniach i łagrach spędził prawie 14 lat.

Zezwolenie na pierwszy przyjazd do Polski otrzymał w 1965 r. Wtedy to, na plebanii u swojego stryja, spotkał go Witold Forkiewicz. – Znałem wielu księży, ale spotkanie z ks. Bukowińskim, wieczór, kiedy go poznałem, zapamiętałem na całe życie. Jego osobowość, opowieść o warunkach, w jakich duszpasterzował w Kazachstanie, jego poświęcenie wywołały mój podziw i szacunek – wspomina.

W liście z 23 grudnia 1965 r. ks. Bukowiński dziękuje ks. Forkiewiczowi za gościnę: „Kochany Władku! Radosną jest dla mnie niespodzianką, że znalazłem w Twej osobie tak miłego i oddanego Przyjaciela. Dziękuję Ci z całego serca za dobroć i serdeczność okazane mi podczas tak bardzo dla mnie pamiętnego pobytu w Polsce”. Dalej pisze, że jest szczęśliwy, iż znów pracuje, a także: „Moi tutejsi przyjaciele odetchnęli z ulgą, ujrzawszy mnie, bo obawiali się, że nie będę mógł do nich powrócić”.

Wędrowne duszpasterstwo

Kolejne ogólnikowe zdanie, że pracuje nadal bez żadnej stabilizacji, oznacza, iż tak jak dotychczas ks. Władysław zmieniał co kilka dni miejsce pobytu, by uniknąć aresztowania. Dalej pisze, że odczuwa już ukończony 61. rok życia – chociaż można raczej przypuszczać, iż wyczerpanie było spowodowane nie wiekiem, ale ciągłym przemieszczaniem się, niepewnością jutra, wyniszczającymi pobytami w obozach i odmrożeniami, które zostawiły ślady w postaci odnawiających się ran na nogach.

W kolejnym liście z 11 marca 1966 r. pisze o trwaniu w wierności wobec swej Karagandy. „Ze swego pola pracy jestem jak najbardziej zadowolony i nie pragnę niczego lepszego, choćby i bardziej «błyszczącego». Ta sama myśl pojawia się w liście z 19 października 1966 r.: „Właściwie to mi nie potrzeba niczego lepszego nad to, co mam tutaj już dziesiąty rok, nie licząc 3-letniej przerwy”. Trzyletnia przerwa, o której aluzyjnie napomyka autor listu, to pobyty w obozach pracy w Czumie k. Irkucka i Sosnówce. „Resocjalizacja” nie wykorzeniła w nim jednak poczucia służby i kapłańskiej misji, o czym świadczy refleksja: „Wspominasz, że coraz bliżej urlopu wiecznego. Tutaj ten urlop wieczny ma aspekt szczególny, bo trudno tu mówić, jak nie będzie mnie, to będzie kto inny. Oczywiście, choć ludzie zmieniają się, to trwa Opatrzność. Ale to już sprawa wiary i ufności przewyższającej nasze ludzkie perspektywy”. Prześladowania nie pozbawiły go też nadziei na zmianę sytuacji. W życzeniach imieninowych do swojego imiennika napisał: „Życzmy sobie nawzajem dobrego posługiwania, cierpliwości wśród nieuniknionych trudności oraz ufności w Miłosierdzie nieprzebrane”.

W liście z 3 czerwca 1970 r. ks. Bukowiński napomyka również o swojej kolejnej bytności w Polsce: „W 2 tygodnie po naszem pożegnaniu, dnia 24 XII, byłem już znowu w Karagandzie. Następnie pracowałem, częstokroć w pocie czoła, aż do dnia 15 kwietnia, poczem odbyłem nową podróż aż do dnia 23 maja. Obecnie mam zamiar prowadzić życie mniej wędrowne”.

W sumie ks. Bukowiński przyjeżdżał do Polski trzykrotnie, w czasie pobytów w kraju spotykał się m.in. z kard. Karolem Wojtyłą.

„Niepokoje” i „przykrości”

W jednym z listów ks. Bukowiński sygnalizuje pewne złagodnienie kursu: „U nas w Karagandzie zanosi się jednak na to, że w końcu uda się uzyskać dom wspólny, ale to nie znaczy, że jego włodarzem będę właśnie ja, bo to jest zupełnie niepewne”. O tym, że „odwilż” była chwilowa, świadczy zdanie z kolejnego, ostatniego listu do ks. Forkiewicza – z datą 13 stycznia 1971 r.:

„Pierwsza połowa roku ubiegłego minęła całkiem spokojnie, ale w drugiej połowie były spore niepokoje i przykrości. Myślę zresztą, że Twoje przykrości były dotkliwsze, bo pochodziły od swoich, czego nie ma u mnie”.

To ostatnie zdanie nawiązuje do biografii ks. Forkiewicza, który już jako 12-latek był aresztowany przez Rosjan za przynależność do organizacji patriotycznej i spędził kilka miesięcy w więzieniach w Żytomierzu i Kijowie. We wrześniu 1939 r. został zmobilizowany jako kapelan wojskowy. W listopadzie tego roku został wraz z innymi księżmi aresztowany i osadzony w więzieniu na Zamku w Lublinie. Do tego samego więzienia trafił już w PRL, w 1949 r. – był jedną z ofiar represji bezpieki po wydarzeniach w katedrze lubelskiej. Oskarżono go, że „w dniach od 3 do 17 lipca 1949 r. rozpowszechniał w Lublinie fałszywe wiadomości mogące wyrządzić istotną szkodę interesom państwa polskiego, kolportując wieści o cudzie, który rzekomo miał miejsce w katedrze”. W jego celi umieszczono konfidenta, który niewiele zdziałał. Kiedy po roku kapłan opuścił więzienie, pozostał pod „troskliwą” obserwacją UB. Jego biogram znajduje się w „Leksykonie duchowieństwa represjonowanego w PRL w latach 1945-1989”.

Listy bł. ks. Bukowińskiego do ks. Forkiewicza przechowywała siostra tego drugiego – Maria, która przekazała je bratankowi – Witoldowi, który pełni w rodzinie funkcję strażnika pamiątek, ale jest też mocno zaangażowany w życie Kościoła. W swojej parafii – pw. Opatrzności Bożej w Gdańsku zaprojektował plac Trzeciego Tysiąclecia przed kościołem, a także witraże wewnątrz świątyni. Angażuje się w pracę założonego przy tej parafii Ośrodka Dokumentacji Nauczania Papieża Jana Pawła II i organizowanie wystaw o Ojcu świętym. O tym, że jego działalność jest ważna i doceniania, świadczy wręczony mu medal „Pro Ecclesia et Populo”.

Pan Witold dokumentuje również życie ks. Bukowińskiego i przekazuje pamięć o nim młodszemu pokoleniu. Żałuje jedynie, że nie mógł pojechać na beatyfikację 11 września 2016 r. do Karagandy, by zobaczyć miejsca, skąd ks. Bukowiński pisał listy do jego stryja.

Tagi:
beatyfikacja

Młodzi przed beatyfikacją Hanny Chrzanowskiej

2018-02-08 16:49

Małgorzata Pabis, rzecznik Sanktuarium Miłosierdzia Bożego

Mariusz Książek
W najbliższą sobotę – 10 lutego - w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie odbędzie się spotkanie dla osób z grup duszpasterstwa młodzieży i duszpasterstwa akademickiego, które mogłyby zaangażować się w zorganizowanie transportu niektórym osobom chorym i samotnym, jakie chciałyby uczestniczyć w beatyfikacji Hanny Chrzanowskiej. Spotkanie rozpocznie się o godz. 10. Zebrani w Kaplicy św. Siostry Faustyny (dolna Bazylika) odmówią wspólnie Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Modlitwie przewodniczyć będzie ks. bp Jan Zając. Kolejne punkty programu odbędą się w auli św. Jana Pawła II. Tam po powitaniu uczestników przez ks. prof. Roberta Tyrałę, koordynatora Komitetu Organizacyjnego Beatyfikacji Hanny Chrzanowskiej, młodzi wysłuchają dwóch prelekcji: Marzeny Florkowskiej, autorki książki "Radość dawania. Hanna Chrzanowska we wspomnieniach, listach, anegdotach" (wydanej w Wydawnictwie św. Stanisława w 2010 roku, która teraz po uzupełnieniach będzie wznowiona) oraz ks. Pawła Gałuszki „Duchowe przesłanie obecne w posłudze i dziele Służebnicy Bożej Hanny Chrzanowskiej”. Na koniec sobotniego spotkania ks. Łukasz Michalczewski omówi kwestie organizacyjne i formalne związane z transportem chorych na uroczystość beatyfikacji Hanny Chrzanowskiej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Przeżyć depresję

2018-02-14 10:25

Ewa Wesołowska, psycholog
Niedziela Ogólnopolska 7/2018, str. 52-53

Dotyka coraz częściej. Nas albo naszych bliskich. Zabiera energię, radość, utrudnia życie. 23 lutego obchodzimy Dzień Walki z Depresją. Jak ją przeżyć? Co robić, gdy zauważymy jej symptomy u naszych bliskich?

Björn Braun 200%/fotolia.com

Żyjemy w czasach, w których najnowsze technologie stwarzają wiele możliwości komunikowania się ludzi ze sobą, praktycznie w każdym czasie i miejscu. Jednocześnie w tłumie ludzi człowiek staje się coraz bardziej samotny – zagubiony w relacjach z innymi, zagubiony w świecie uczuć i w samym sobie. Powszechny – również dla dzieci i młodzieży – przekaz, że w życiu liczą się osiągnięcia, efektywność, skuteczność, dążenie do perfekcji, wydaje się tylko pogłębiać izolację człowieka. W połączeniu z innymi licznymi zmianami społecznymi stwarza to znacznie większe nie tylko ryzyko pojawienia się różnorakich zaburzeń psychicznych, ale także znacznie większą trudność radzenia sobie z nimi, kiedy już się pojawią.

Statystyki

Ryzyko zachorowania na depresję w ciągu całego życia waha się w granicach: 10-25% dla kobiet i 5-12% dla mężczyzn. W świetle tych statystyk problem staje się bardzo bliski nam wszystkim. Najprawdopodobniej wokół nas jest ktoś, kto cierpi, cierpiał albo będzie cierpiał na depresję. Może także się okazać, na różnych etapach życia, że problem będzie dotyczył także i nas. Kiedy myślimy „depresja”, możemy mieć bardzo różne wyobrażenia na ten temat. Głębokie cierpienie człowieka nie zawsze jest widoczne „na pierwszy rzut oka”. Częściej nawet nie jest. Stąd tak często, kiedy ktoś popełnia samobójstwo, słyszymy zaskoczenie bliskich i otoczenia. Okazuje się, że nikt się tego nie spodziewał, nikt nic nie wiedział. Dlatego łatwo nie zauważyć tych, którzy cierpią nawet blisko nas. Cierpią często w samotności, izolując się stopniowo od swoich bliskich, przyjaciół. Wysoka pozycja społeczna, wykształcenie, uroda i wiele innych rzeczy nie chronią przed depresją. Na zewnątrz możemy widzieć człowieka osiągającego liczne sukcesy, a wewnątrz siebie żyje on w wielkim bólu i samotności.

Smutek

Zatrzymując się przy depresji, warto odróżnić to, co jest prawidłową i naturalnie pojawiającą się reakcją emocjonalną, od tego, co będziemy rozpatrywać już jako zaburzenie depresyjne. W życiu często przeżywamy smutek, a także złość, lęk, żal. Przeżywanie tych emocji to bardzo istotna część naszej codzienności. Np.: koleżanka miała do nas zadzwonić, ale nie zadzwoniła. Odczuwamy smutek i złość. Te emocje mówią nam o naszych głębokich, bardzo ważnych potrzebach: potrzebie miłości, bliskości, akceptacji. Czasami potrzeby te mogą nie być przez nas do końca uświadomione. Czasami się ich wstydzimy, spychamy na margines naszego życia tak, by ich nie przeżywać, nie odczuwać. Odbieramy je jako coś zagrażającego dla nas samych. Tymczasem nasze uczucia mają nam coś bardzo istotnego o nas samych do powiedzenia. Smutek jest naturalną reakcją na wszelką doświadczaną przez nas utratę: rzeczy, własnej wartości, stratę bliskiego człowieka, i domaga się, aby go przeżyć, zatrzymać się przy nim przez jakiś czas.

Depresja

O depresji zaczynamy mówić wtedy, kiedy reakcja obniżonego nastroju przedłuża się, trwa powyżej dwóch tygodni i właściwie zaczyna być już stanem, który towarzyszy nam przez większą część dnia. W depresji prócz przeżywanego smutku lub pustki istotne są także inne symptomy. Może to być utrata dotychczasowych zainteresowań i zdolności do odczuwania przyjemności. To, co do tej pory sprawiało radość, teraz zaczyna być obojętne albo budzi niechęć. Takiej osobie można zaproponować wyjście do kina, wycieczkę rowerową, spotkanie z przyjaciółmi, chociaż można spotkać się z obojętnością albo niechęcią, mimo że jeszcze niedawno sama inicjowała podobne wydarzenia. Czasami nawet w najbliższym otoczeniu trudno o zrozumienie takiej postawy. Można to przecież odczytać jako przejaw niechęci do osoby, która proponuje wspólne spędzenie czasu. Jest to jednak jeden z objawów choroby. Towarzyszy temu również brak energii, nieadekwatne ciągłe zmęczenie często wzmocnione trudnościami ze snem bądź odwrotnie – nadmierną sennością. Osoby cierpiące na depresję często coraz bardziej zamykają się w sobie, uciekają w coraz większą samotność i izolację. Pogrążają się w coraz bardziej krytycznym spojrzeniu na samych siebie. Charakterystyczny dla tych osób jest nie tylko negatywny obraz samego siebie, ale także świata i przyszłości. Często podejmujemy próby przekonania takiej osoby, że przecież jest inaczej, ale na pewnym etapie choroby jest to niemożliwe. Co więc możemy zrobić i jak pomóc?

Pomoc

Jedna z przyczyn depresji wiąże się z doświadczeniem w przeszłości straty, często źle przeżytej, zapomnianej. Strata ta najczęściej dotyczy bliskich osób. Może wiązać się z czyjąś nieobecnością w pewnym okresie życia, śmiercią kogoś bliskiego, rozwodem rodziców, wyjazdem jednego z nich, a także z ich fizyczną bądź emocjonalną niedostępnością. Nie mamy wpływu na historię bolesnych przeżyć tej osoby, ale to, co możemy zrobić teraz, to po prostu z nią BYĆ we wszystkim, co przeżywa. To bardzo cenne, kiedy stworzymy bezpieczną przestrzeń do tego, by mogły zostać wyrażone uczucia nie w samotności, ale wobec drugiej osoby.

Bezpieczna przestrzeń oznacza najczęściej empatyczną obecność i gotowość słuchania. Słuchanie może też być milczeniem, czasami obydwu stron, bo w milczeniu w sposób niewerbalny człowiek też wyraża siebie. Bycie przy osobie cierpiącej na depresję nie jest łatwe, ponieważ bardzo szybko może pojawić się w nas poczucie bezradności i przytłoczenia intensywnością przeżywanych przez nią, a także przez nas samych emocji. To właśnie m.in. dlatego, aby uniknąć w sobie trudnych uczuć, tak skłonni jesteśmy do porad w stylu: „weź się w garść”, „zobaczysz, wszystko będzie dobrze” itd. Trzeba bardzo uważać, aby unikać tego typu stwierdzeń. Takie „dobre rady” mogą jedynie pogłębić ból i jeszcze bardziej oddalić osobę cierpiącą od innych ludzi. Kiedy pojawia się poczucie bezradności, może to być sygnał, aby szukać pomocy u specjalisty: psychologa, psychoterapeuty, a czasami u lekarza psychiatry. W wielu sytuacjach pomoc specjalisty jest wręcz niezbędna. Trzeba być na to szczególnie wrażliwym, kiedy pojawiają się stwierdzenia dotyczące śmierci czy niechęci do życia.

Dlaczego?

Pojawiające się w nas uczucia, szczególnie te bolesne, domagają się, aby w odpowiednim momencie zatrzymać się na nich, przeżyć je i pójść dalej. Depresja jest bolesnym doświadczeniem, w którym często dochodzą do głosu nieprzeżyte wcześniejsze doświadczenia emocjonalne. Ich natężenie i intensywność sprawia, że nie da się po prostu „pójść dalej”. Trzeba się zatrzymać na dłużej, przeżyć, przepracować je, często korzystając z pomocy kompetentnej osoby. Wobec cierpienia pojawia się wiele pytań „dlaczego?„. Depresję trudno zrozumieć, poddać racjonalnemu wytłumaczeniu, ale skoro się pojawia, to znaczy, że nasze uczucia i przeżycia domagają się, aby się nimi zająć, w pewnym sensie aby zaopiekować się tym w nas, co kiedyś najprawdopodobniej zostało porzucone.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

KSM obraduje

2018-02-23 21:02

Agata Kowalska, KSM Częstochowa

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Archidiecezji Częstochowskiej rozpoczęło dziś punktualnie o godz. 18.00 Sesję Zarządów.

Maciej Cupiał, KSM Częstochowa

Będzie to bardzo ważny, historyczny czas - wybory nowego składu osobowego Prezydium, obrady, ale przede wszystkim jednak - Zlot KSM. W sobotę u stóp Jasnej Góry swoje życie Matce Bożej zawierzy niemalże tysiąc młodych ludzi.

Zapraszamy od godz. 14.00 wszystkich tych, którzy czują się KSM-owiczami i chcą pokazać swoją przynależność do stowarzysznia. Mszę Świętą sprawować będzie Ksiądz Arcybiskup Metropolita Częstochowski Wacław Depo. Módlmy się o światło Ducha Świętego dla wszystkich biorących udział w tych wydarzeniach!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem