Reklama

Żyć pełną piersią – tu i teraz!

2017-09-06 12:18

Agnieszka Raczyńska
Edycja sosnowiecka 37/2017, str. 6

Adam Lewandowicz
Paweł Piechnik

Z Pawłem Piechnikiem – pielgrzymem z Poznania, który w sierpniowym pielgrzymowaniu do Czarnej Madonny znalazł się na szlaku diecezji sosnowieckiej – rozmawia Agnieszka Raczyńska.

AGNIESZKA RACZYŃSKA: – Podczas wędrówki na Jasną Górę z pielgrzymką bielsko-żywiecką dzielisz się swoim świadectwem życia. Chciałabym, byś również podzielił się nim z Czytelnikami „Niedzieli Sosnowieckiej”.

PAWEŁ PIECHNIK: – Urodziłem się w rodzinie katolickiej. Wiara w naszym domu była i jest praktykowana, jak w większości rodzin w Polsce, przez coniedzielne chodzenie na Mszę św. Bardziej jest to praktyka związana z tradycją niż z żywą wiarą i na tym z grubsza świadoma relacja z Panem Bogiem w naszym domu się kończyła i nadal dla niektórych kończy. W domu nie było czytane Pismo Święte, a co dopiero rozmowa czy życie nim. Brakowało też wspólnej modlitwy. Moi rodzice to wspaniali, dobrzy ludzie, bardzo ich kocham i wiele im zawdzięczam, ale prawda w tej kwestii jest właśnie taka. Dziś mam 36 lat i dopiero od niedawna widzę bardzo wyraźnie, jak ważna jest codzienna modlitwa, a przez to osobista więź z Bogiem. Dzięki niej mogę poznawać prawdę o sobie samym i równocześnie starać się nie krzywdzić nikogo ze swojego otoczenia.

– Kiedy i w jakich okolicznościach rozpoczęło się Twoje, jak to nazwałeś „łamanie Bożych Przykazań”?

– Już w szkole podstawowej otworzyłem się na pornografię, w tym okresie pojawiły się również drobne kradzieże, które podnosiły adrenalinę w moim życiu. Tutaj też swoje początki miało uzależnienie od gier komputerowych. Szkołę podstawową ukończyłem z bardzo dobrymi stopniami. Dostałem się do renomowanego liceum w Poznaniu. Jednak chęć odreagowania wymagań rodziców, które bardziej się czuło niż słyszało, oraz brak rozmowy na wiele ważnych tematów, spowodowała, że w moim życiu doszły alkohol, papierosy, od czasu do czasu narkotyki, muzyka metalowa i gotyk, które, co tu kryć, są jawnie satanistyczne.

– Jakie były efekty tego wszystkiego?

– Miałem problemy w szkole, gdzie po drugim roku nazbierałem trzy zagrożenia z przedmiotów i egzamin komisyjny, który z Bożą pomocą udało mi się zdać. Równolegle miałem problemy w domu. Po libacjach alkoholowych i późnych powrotach wybuchały awantury z rodzicami. Z siostrą też miałem słabą relację. Wtedy nieco się ocknąłem i jakimś cudem skończyłem liceum i dostałem się również na renomowane studia: architekturę na Politechnice Poznańskiej. Niestety cały ten duchowy bałagan ciągnąłem ze sobą. Na studiach pojawił się przygodny seks i manipulacje w relacjach z kobietami.

– Pod koniec studiów poznałeś swoją przyszłą żonę?

– Tak, a rok później ją poślubiłem. Ślub sakramentalny zawarliśmy w kościele, jednak nie miałem żadnej świadomości czym jest sakrament małżeństwa. Z tym błotem duchowym wchodziłem dalej. Nasze małżeństwo trwało zaledwie 4 lata, a życie szybko pokazało, że jego obraz nie jest taki, jaki zbudowałem sobie w głowie. Oziębłość intymna między mną a żoną doprowadziła mnie do momentu, w którym zacząłem ją zdradzać z innymi kobietami; znów pojawił się alkohol. Pogrążałem się coraz bardziej, aż doprowadziło nas to do rozwodu cywilnego. Później jeszcze doszło kupowanie tabletek wczesnoporonnych dla przelotnie zapoznanych kobiet lub załatwianie recept na tabletki antykoncepcyjne. Moje spaczenie i degeneracja uświadomiły mi, że zderzyłem się ze ścianą.

– I w takim stanie trafiłeś do klasztoru Dominikanów w Poznaniu?

– Właściwie nie pamiętam, jak się tam dokładnie znalazłem, ale kiedy rozbity siedziałem w ławce, gdzieś z głębi duszy, z całego serca wykrzyczałem do Pana: Boże, jeśli naprawdę jesteś, to mnie ratuj, bo ja już nie mam na siebie siły! To była moja pierwsza prawdziwa modlitwa z serca, a na taką prośbę nie trzeba było długo czekać. W ciągu tygodnia od tej modlitwy Bóg mnie obdarował pomocą w postaci dwóch osób: świeckiego opiekuna duchowego oraz chrześcijańskiego psychologa. Do dziś mam z nimi świetny kontakt.
Od 7 lat Bóg uczy mnie swoich ścieżek. Od tamtego czasu zacząłem przewartościowywać swoje życie. Zostałem z dnia na dzień uzdrowiony z pornografii. Zacząłem odbudowywać swoją czystość w relacjach damsko-męskich, ale nadal silnie muszę się z tym zmagać i niejednokrotnie na przestrzeni tego czasu doświadczałem upadków. Widzę jednak, że uzdrowienie to przychodzi coraz bardziej trwale i wierzę głęboko, że wreszcie nastąpi definitywnie.

– A co z Twoim małżeństwem, co z nałogami?

– Od ponad 4 lat jestem w trakcie sprawy o stwierdzenie nieważności małżeństwa i po niedawnym wyroku z pierwszej instancji, że sakrament jest ważny, moja ufność w Pana Boga jeszcze bardziej wzrosła, co po ludzku jest kompletnie niezrozumiałe. Kwestia alkoholu też zmieniała się w przeciągu tego czasu. Po roku od nawrócenia zdecydowałem się na dwunastomiesięczny detoks, a jakieś dwa miesiące temu ślubowałem Matce Boże w Częstochowie całkowitą rezygnację z alkoholu do końca życia. Zrezygnowałem także z muzyki satanistycznej i gier komputerowych.

– Z pewnością budowanie wiary i pogłębianie osobistej modlitwy to proces, który wymaga wiele samozaparcia i osobistego wysiłku?

– Niewątpliwie, jednak kiedy autentycznie zapraszam we wszystko Boga, życie staje się wewnętrznie lekkie i jest realną przygodą. Poprzedni mój świat, który wydawał się kolorowy poprzez świecidełka w postaci używek, seksu czy świata gier komputerowych, okazał się kompletnie wyblakły w porównaniu do życia w oderwania się od tych zniewoleń. Chodzenie w Duchu Świętym, czyli w obecności Boga, to życie pełną piersią tu i teraz. Moje życie pełne jest teraz niespodzianek w postaci ciągłych nieoczekiwanych spotkań ze wspaniałymi ludźmi, zwrotów wydarzeń i poczuciu niesamowitej opieki z góry. Od roku Pan Bóg dał mi łaskę uczestniczenia w ewangelizacjach ulicznych oraz w spotkaniach Odnowy w Duchu Świętym. Jestem również zaangażowany w pomoc ludziom bezdomnym i wykluczonym. Posiadam opiekuna duchowego, który jest zakonnikiem oraz posługuje modlitwą wstawienniczą i uzdrowienia. To świadectwo obecności Boga w moim życiu i za to Bogu dziękuję!

Tagi:
wywiad

U podnóża Tatr po raz 35.

2018-08-28 12:11

Agata Iwanek
Edycja wrocławska 35/2018, str. V

Chłodniejsze poranki i coraz krótsze dni, to znak, że niedługo skończą się studenckie wakacje, ale zanim to nastąpi, dzieje się coś, nad czym ciężko przejść obojętnie. To 35. Obóz Adaptacyjny Duszpasterstw Akademickich Wrocławia i Opola, który w tym roku będzie trwał od 3 do 16 września. O początkach inicjatywy Agacie Iwanek opowiada Wacław Giermek – szef pierwszego obozu

Agata Iwanek
Wacław Giermek – szef pierwszego obozu w Białym Dunajcu

Agata Iwanek: – Jak wyglądały początki legendarnego dziś obozu w Białym Dunajcu?

Wacław Giermek: – Paradoksalnie pierwszy obóz wcale nie odbył się w Białym Dunajcu. W 1984 r. zorganizowaliśmy go w Małym Cichym, a dopiero każdy następny w Białym Dunajcu. W latach 80. Socjalistyczny Związek Studentów Polskich organizował obozy dla studentów pierwszego roku, w obrębie jednego duszpasterstwa, także odbywały się takie wyjazdy, nie była to może żadna nowość, ale pojawił się pomysł zrealizowania takiej inicjatywy wspólnie, między duszpasterstwami. Studenci chcieli zrobić coś dla innych studentów. Moim macierzystym duszpasterstwem było DA Porcjunkula, czyli Franciszkanie na Kruczej, ale nie ograniczałem się do jednego duszpasterstwa. Związałem się również z Dominikanami i z o. Ludwikiem Wiśniewskim, który był tutaj osobą wiodącą, to on nas popierał.

– Dlaczego Biały Dunajec?

– Małe Ciche było zbyt małe. Początkowo w obozie brało udział kilkadziesiąt osób, łącznie z kadrą ok. 80 studentów, natomiast w kolejnym roku było nas już dwa razy tyle, a w Białym Dunajcu były większe możliwości. To miejsce okazało się strzałem w dziesiątkę. Jest pod Zakopanem, więc było taniej, a i komunikacja lepsza. Gospodarze nas zaakceptowali, to wydarzenie się przyjęło, więc po co szukać dalej?

– Biały kiedyś i dziś?

– Przez pierwsze kilka obozów była inna formuła: wynajmowane w wiosce chaty były reprezentowane przez poszczególne uczelnie – zamieszkiwali je ludzie z danej uczelni, ale z innych duszpasterstw, dzięki czemu możliwa była integracja „międzyduszpasterska”. Dzisiaj chaty zamieszkują członkowie tego samego duszpasterstwa. W miarę upływu czasu dołączyły do nas także inne duszpasterstwa akademickie, nie tylko z Wrocławia, ale i z Opola. Zasadniczo obóz cały czas jest dla tych, którzy zaczynają studia, ale jeżeli ktoś jest np. na drugim roku, to też może pojechać, jeśli jeszcze nigdy nie był. Wyjątkowe jest to, że kiedyś dzień na obozie wyglądał mniej więcej tak jak teraz. Rano wyjście w góry, a wieczorem Msza św. My także mieliśmy dzień sportu, festiwal piosenki czy dzień otwartych chat. Jak widać, to weszło w rytm i stało się tradycją. Główny rys nie zmienił się przez lata.

– A jak w czasie stanu wojennego zareklamować obóz akademicki?

– Nie było telefonów, prasy ani żadnej bazy danych, więc do samego procesu rekrutacji wykorzystaliśmy struktury kościelne. Były to ogłoszenia w parafiach. Ogłaszaliśmy Msze św. dla osób zdających na studia i później, na tych Mszach, informowaliśmy o obozie – to była nasza jedyna masowa informacja. I udało się. Ludzie przyszli, zapisali się i pojechali!

– Dlaczego warto pojechać na ten obóz?

– Żeby sprawdzić, czy akurat mi się to podoba. Zawsze można wrócić. Już same góry przyciągają, a niektórzy po raz pierwszy w ogóle jadą w Tatry. Mistyka gór jest niesamowita. Dla gór warto, dla ludzi warto. Poza tym, jak się samemu trafia na studia, to jest ciężko, a jeśli na swojej uczelni zobaczymy kogoś ze starszych studentów, kogoś, do kogo można normalnie podejść i porozmawiać, bo się go zna z obozu, to sprawa już wygląda lepiej. Nie mówiąc o tym, że jest to furtka do duszpasterstwa i faktycznie wielu ludzi tam później trafia. Obóz to jedna z form wejścia w to środowisko. Biały Dunajec otwiera drogę do dwóch źródeł: duszpasterstwa akademickiego i uczelni. Jest po to, żeby nawiązać kontakt z ludźmi o podobnych poglądach. Ja w niedużej grupie na uczelni dopiero po paru latach dowiedziałem się, że koleżanka jest z innego duszpasterstwa, bo w ogóle na ten temat się nie rozmawiało. To było wtedy tabu, tak były te środowiska zamknięte. Dzisiaj jest inaczej i można z tego skorzystać.

Zapraszamy na oficjalną stronę obozu: www.bialydunajec.org

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek do sanktuarium maryjnego w Gidlach k. Częstochowy

2018-09-18 08:17

Joanna Magrel

W dniach 13-16 września odbyła się Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek do sanktuarium maryjnego w Gidlach k. Częstochowy. W pielgrzymce wzięło udział blisko 300 przewodniczek z całej Polski, które rozpoczynają nowy rok służby harcerskiej, zawierzając go Maryi. Swoją pielgrzymkę rozpoczęły w pobliskich miejscowościach, skąd w sobotę po porannej Mszy Świętej, wędrowały do sanktuarium w Gidlach.

Joanna Dunin

Przewodniczki to szefowe w ruchu harcerskim Skautów Europy, czyli Stowarzyszenia Harcerstwa Katolickiego „Zawisza” Federacji Skautingu Europejskiego. Na co dzień organizują oraz prowadzą zajęcia metodą harcerską dla dziewcząt w wieku od 9 do 17 lat. Metoda ta służy wsparciu rozwoju młodego człowieka w duchu chrześcijańskim, dając możliwość przeżywania przygód. Oznacza to, że zadaniem szefowych jest przygotowanie odpowiednich warunków dla zaistnienia tych przygód, poprzez gry i naukę nowych umiejętności. Tegoroczna Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek odbyła się pod hasłem "Ad maiora natus sum" (do wyższych rzeczy zostałem stworzony). To zdanie, będące maksymą św. Stanisława Kostki, miało inspirować harcerki nie tylko do rozwoju duchowego, ale również aby żyły pełnią życia i dawały świadectwo w swoim środowisku.

Zobacz zdjęcia: Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek

Każdego roku, przewodniczki, które pierwszy raz wyruszają na pielgrzymi szlak, przeżywają obrzęd nałożenia krzyża św. Benedykta. Podobnie jak muszla na drodze św. Jakuba, tak ten symbol ma wyróżniać każdą harcerkę spośród ludzi, których spotka na swojej drodze. Ma jej również przypominać, że należy do Chrystusa, który przez codzienne obowiązki chce ją zaprowadzić do zbawienia. Każda przewodniczka swój krzyż niesie na mundurze i nie chowa go w plecaku.

Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek jest dobrą okazją do spotkania z innymi młodymi kobietami, które chcą zawierzyć kolejny rok swojej służby oraz same siebie Maryi. W ten sposób zapraszają Boga do swojego życia i proszą o pomoc w wymagającym zadaniu, jakim jest wychowanie młodego człowieka na dobrego chrześcijanina. Jest to również rzadka okazja w ciągu roku, kiedy szefowe z całej Polski mogą spotkać się razem i porównać swoje doświadczenia harcerskie. Dwudniowa wędrówka stwarza dla nich samych okazję do wspólnego przeżywania przygód na łonie natury, przez co mogą lepiej poznawać się w działaniu.

Pielgrzymi szlak jest również szansą na odkrywanie swojej kobiecości. W szkole, na uczelni, w pracy, czy nawet w domu, brakuje okazji, aby spędzając czas aktywnie, bez mężczyzn, zajrzeć w głąb siebie. Tutaj przewodniczki przebywające w gronie innych kobiet, mogą swobodnie dzielić się swoimi przeżyciami, zadawać pytania i liczyć na pomoc duszpasterzy, a stawiając Maryję i swoje święte patronki za wzór do naśladowania, być lepszymi siostrami, córkami, żonami i matkami.

Po dotarciu do celu, przewodniczki miały czas, aby pomodlić się przed cudowną figurą Matki Bożej Gidelskiej. Następnie, w zależności od tego, jaką funkcję pełnią, spotkały się w swoich namiestnictwach, żeby wspólnie omówić plany na następujący rok pracy harcerskiej. Wieczorem uczestniczyły w adoracji Najświętszego Sakramentu. Same przygotowały rozważania oraz oprawę muzyczną z chórem i orkiestrą smyczkową. Po adoracji miało miejsce wieczorne ognisko, gdzie środowiska z całej Polski mogły zaprezentować swoje wcześniej przygotowane występy, składające się z takich pokazów jak żonglerka, śpiew, teatr cieni czy krótkie przedstawienia. Dzień zwieńczony był biesiadą, na której nie zabrakło ciast i smakołyków przygotowanych przez przewodniczki.

Niedzielny poranek rozpoczął się jutrznią, po której uczestniczki pielgrzymki udały się na Mszę Świętą do sanktuarium. Następnie przewodniczki wysłuchały konferencji ks. dr Jana Dohnalika, który mówił o znaczeniu formacji harcerskiej i obrzędu Fiat - Zobowiązaniu Przewodniczki, które przede wszystkim polega na świadomym wybieraniu Bożej woli w życiu. Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodniczek zakończyła się uroczystym apelem, który przebiegał w atmosferze radości i dziękczynienia za czas spędzony razem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Abp Ryś do młodzieży: nie bójcie się pomyłki

2018-09-19 10:20

xpk, lk / Łódź (KAI)

Powołanie – to temat zorganizowanego w Łodzi presynodu o młodzieży. Pomysłodawcą spotkania będącego zapowiedzią październikowego synodu biskupów w Rzymie był abp Grzegorz Ryś. - Jest jakiś strach przed pomyłką. Myślicie, że Bóg jest taki jak dzisiejsze społeczeństwo, że jak się pomylicie, to was wyśmieje i zmiażdży? On nie jest taki - mówił do młodych metropolita łódzki. Gościem łódzkiego spotkania był kard. Luis Antonio Tagle z Filipin.

Piotr Drzewiecki
Abp Grzegorz Ryś

Uczestnicy spotkania wzięli m.in. udział w dyskusji na temat powołania do życia konsekrowanego. O wyborach życiowych młodych ludzi mówił także metropolita łódzki.

„Gdy odpowiadacie na pytanie, kim chcecie być, są dwa momenty, mówicie o zawodach oraz o tym, co możemy nazwać stanem życia: mąż, żona, matka, kapłan, osoba konsekrowana. Chcę wam powiedzieć, że obie te kategorie są ważne, gdy jest mowa o powołaniu. Duża część dokumentu przygotowująca synod kładzie nacisk na ten związek między zawodem a powołaniem. Oznacza to, że całe życie należy odczytywać w kategoriach powołania, by nie doszło do schizofrenii: religijny jestem w kościele, a po za nim już zupełnie inny - tłumaczył abp Ryś.

– Mówicie o powołaniu w kategoriach: spełnienie, intuicja, pasja. To wszystko jest ważne, ale nie patrzycie na to, w jakiej wspólnocie żyjecie. W tych wypowiedziach zabrakło Kościoła, zabrakło takiego widzenia, że moje życie jest we wspólnocie. Kościół, który prowadzi papież Franciszek, uświadamia nam, że ma swój cel poza sobą. Gdzie ja jestem w tej misji Kościoła? Czy to jest w ogóle mój sposób myślenia o powołaniu? – pytał abp Ryś.

Abp Ryś zauważył, że dzisiejszy młody człowiek boi się, że w swoich wyborach się pomyli. - Jest jakiś strach przed pomyłką. Skąd ten strach? Myślicie, że Pan Bóg jest taki jak dzisiejsze społeczeństwo, że jak się pomylicie, to was wyśmieje i was zmiażdży? On nie jest taki i Kościół nie jest taki. Nie bójcie się – apelował.

Ostatnią częścią dzisiejszego presynodu była Msza św., której przewodniczył i kazanie wygłosił kard. Tagle. Zwrócił uwagę, że każdy wciąż jest powoływany do czegoś i przez kogoś, bo powołanie jest częścią naszego życia. Stąd powinniśmy być ekspertami od powołania, ale niestety tak nie jest – stwierdził.

Hierarcha zwrócił uwagę, że trzeba sobie uświadomić, "kto lub co mnie woła?". - Do czego mnie woła i dlaczego? Kiedy słyszę to wezwanie - jestem do tego pociągnięty czy po prostu mówię: nie? Ale w świecie, w którym żyję sam, nie mogę być spełniony. Potrzebujemy czegoś większego niż my sami, kogoś większego od nas. Gdy poznajemy samych siebie, wtedy siebie samych odnajdujemy. W ostateczności prawdziwie powołanie jest słyszane, wybrane i spełnione we wzajemnych relacjach – zaznaczył kardynał.

Wnioski z łódzkiego presynodu i spotkania z młodzieżą abp Grzegorz Ryś przedstawi na październikowym synodzie biskupów o młodzieży w Rzymie, któremu przewodniczyć będzie papież Franciszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem