Reklama

Był więcej niż dziennikarzem

2017-09-13 11:20

Watykanistka Valentina Alazraki wspomina Joaquína Navarro-Vallsa w rozmowie z Włodzimierzem Rędziochem
Niedziela Ogólnopolska 38/2017, str. 12-15

Archiwum Joaquína Navarro - Vallsa
Jan Paweł II ze swoim rzecznikiem prasowym Joaquínem Navarro-Vallsem w czasie wakacji w górach

Valentina Alazraki jest legendą wśród watykanistów. Rozpoczęła swoją karierę dziennikarską bardzo wcześnie, w 1974 r., za pontyfikatu Pawła VI - pracowała jako korespondentka z Watykanu dla meksykańskiej telewizji „Noticieros Televisa”, dla której pracuje do dzisiaj. Kiedy papież Paweł VI zmarł, relacjonowała wydarzenia z konklawe i krótki pontyfikat Jana Pawła I, a następnie śledziła cały pontyfikat Jana Pawła II, z którym podróżowała po całym świecie. Uczestniczyła w 100 - ze 104 - zagranicznych podróżach Papieża Polaka i była pierwszym dziennikarzem, który przeprowadził z nim wywiad w samolocie - było to podczas pierwszej podróży zagranicznej Jana Pawła II - do Meksyku w styczniu 1979 r. W ciągu ponad 26 lat działalności Papież z Polski stał się dla niej osobą bardzo bliską, nie tylko zawodowo. Kontynuowała pracę, gdy na Stolicy Piotrowej zasiadł Benedykt XVI, a po jego ustąpieniu z urzędu ster Kościoła przejął pierwszy w historii papież z Ameryki Łacińskiej, skąd i ona pochodzi. Jak do tej pory Valentina uczestniczyła we wszystkich podróżach Franciszka.

Oczywiście, znała Joaquína Navarro-Vallsa, który stał się „głosem Jana Pawła II”. Spotkałem się z Valentiną, aby powspominać tego wielkiego dziennikarza i sługę Kościoła, który zmarł w Rzymie 5 lipca 2017 r.

W. R.

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Joaquín Navarro-Valls przyjechał do Rzymu z Hiszpanii w latach 70. XX wieku, aby współpracować z Josemaríą Escrivą de Balaguerem, założycielem Opus Dei, w dziedzinie środków społecznego przekazu. Jako odpowiedzialnemu za kontakty z mediami przyszło mu poinformować o śmierci założyciela Dzieła (26 czerwca 1975 r.), a następnie o wyborze jego następcy – Álvara del Portilla, dziś błogosławionego. W tych latach i Ty przyjechałaś do Rzymu...

VALENTINA ALAZRAKI: – Zaczęłam uczęszczać do rzymskiego Biura Prasowego dla dziennikarzy zagranicznych w 1977 r., ale z Navarro-Vallsem spotkałam się osobiście na początku lat 80. ubiegłego wieku, kiedy pracował jako korespondent hiszpańskiej gazety „ABC”.

– Oboje byliście akredytowani przy Biurze Prasowym, w którym Navarro-Valls w 1983 r. został wybrany na prezesa stowarzyszenia korespondentów zagranicznych w Rzymie, a na sekretarza stowarzyszenia dziennikarze wybrali Ciebie, czyli w praktyce byłaś zastępczynią Joaquína. Dlaczego Navarro-Valls był tak ceniony przez 500 kolegów z całego świata?

– Wybrali Joaquína, ponieważ był człowiekiem poważnym, wiarygodnym i przez to bardzo cenionym. Miał dobre relacje z różnymi środowiskami włoskimi i kościelnymi oraz duże umiejętności organizacyjne. Ale funkcję prezesa pełnił tylko rok, bo w 1984 r. został mianowany przez Jana Pawła II dyrektorem Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej.

– Jak działało Biuro Prasowe Watykanu do czasu nominacji Joaquína?

– Mylnie powiedziano, że Navarro-Valls był pierwszym świeckim, który kierował Biurem Prasowym w Watykanie. Już w latach 1970-76 dyrektorem był Federico Alessandrini, wieloletni wicedyrektor „L’Osservatore Romano”. Ale przed 1984 r. biuro wydawało jedynie codzienne biuletyny, które były źródłem informacji dla dziennikarzy. Oczywiście, od czasu do czasu były też konferencje prasowe. Ale nie było funkcji rzecznika Papieża. Gdy dyrekcję objął Joaquín, zmieniło się wiele rzeczy. Przede wszystkim zmodernizował on biuro, wprowadzając je w erę cyfrową. Był dziennikarzem, dlatego doskonale znał potrzeby dziennikarzy. Prawdziwa zmiana dotyczyła jednak jego roli: po raz pierwszy szef Biura Prasowego stał się również rzecznikiem Jana Pawła II. Często spotykał się z Papieżem, dyskutował z nim i rozmawiał na temat sposobów przekazywania informacji dziennikarzom. Do tego czasu Biuro Prasowe podlegało Sekretariatowi Stanu, od którego otrzymywało wiadomości do przekazania wiernym. Z Janem Pawłem II i Navarro-Vallsem sytuacja się zmieniła, ponieważ między nimi była współpraca, która nie istniała wcześniej, a źródłem wiadomości był sam Papież.
Druga zmiana polegała na rozszerzeniu roli rzecznika Papieża, który stał się ważną postacią na arenie dyplomatycznej. Navarro-Valls aktywnie uczestniczył w konferencjach ONZ, wchodząc w skład delegacji watykańskiej – wystarczy wspomnieć o jego roli na konferencjach w Pekinie czy Kairze. Ta rola mediacji była również widoczna, gdy Navarro-Valls wyjechał na Kubę, aby spotkać się z Fidelem Castro.

– Mój ostatni wywiad z Joaquínem przeprowadziłem po śmierci Castro, aby przypomnieć właśnie jego misję na Kubie, dokąd udał się w imieniu Papieża...

– Rozmawiał z Castro przez kilka godzin. Powiedział mi, że Fidel był zafascynowany postacią Jana Pawła II, czytał jego encykliki i dokumenty, ale chciał wiedzieć od Joaquína, jaki jest Papież jako człowiek. Można więc powiedzieć, że nikt przed Navarro-Vallsem nie miał tak ważnej funkcji, która została utworzona tylko dla niego – on odgrywał rolę podobną do rzecznika prezydenta Stanów Zjednoczonych czy Rosji.

– Ale czy nie prowadziło to do napięć z Sekretariatem Stanu?

– Z pewnością ta wielka autonomia rzecznika, która wynikała z jego bliskich kontaktów z Papieżem, nie podobała się Sekretariatowi Stanu i stwarzała pewne rozbieżności.

– Papież darzył Joaquína Navarro-Vallsa absolutnym zaufaniem. Zasługiwał na takie zaufanie?

– Myślę, że Joaquínowi zależało przede wszystkim na tym, by być pomocnym Papieżowi i dbać o jego sprawy. Ale jak sam powtarzał, Jan Paweł II nie potrzebował nikogo – ani jego, ani dziennikarzy – bo nawet jeśli nie byłoby Navarro-Vallsa, sam potrafił bardzo przyciągać uwagę widzów. Dlatego Joaquín traktował swoją pracę tylko jako wsparcie dla Papieża, który miał tak wielką łatwość komunikowania się z ludźmi.

– Czasami jednak krytykowano Navarro-Vallsa, np. za to, że przekazał dziennikarzom informację o chorobie Papieża...

– To prawda. Pamiętam, że podczas jednego z lotów papieskich ujawnił, iż Jan Paweł II cierpi na chorobę Parkinsona. Nigdy wcześniej taka wiadomość nie była podana przez Biuro Prasowe Watykanu, ponieważ zdrowie papieży było tematem tabu: papieże umierali, ale nikt nigdy nie mówił o ich chorobach. Wraz z Janem Pawłem II zmieniło się wszystko – to on sam ogłosił swoją hospitalizację w poliklinice Gemellego i mówił o swojej chorobie; nie chciał niczego ukrywać. Navarro-Valls zdał sobie sprawę, że nie może milczeć. Ale został za to zganiony przez Sekretariat Stanu i papieskiego lekarza i od tej pory wiadomości o zdrowiu Ojca Świętego były przekazywane za pośrednictwem biuletynów dr. Buzzonettiego.

– Mówiłaś o wielkim uczuciu, jakim Joaquín darzył Jana Pawła II. Kiedyś wyznał: „Wiem, że będę musiał zdać Bogu sprawę z tego wielkiego daru, jakim było móc pracować blisko człowieka, wokół którego odczuwa się działanie łaski. Co więcej, można ją dostrzec w głębi jego modlitwy i w decyzjach, jakie podejmuje w następstwie tej modlitwy”. Czy dziennikarze, którzy byli przyjaciółmi Navarro-Vallsa, tak jak Ty, zdawali sobie sprawę z jego uczuć wobec Papieża?

– Oczywiście, że tak. Wielokrotnie rozmawialiśmy z nim na ten temat. Kiedyś powiedział mi, jak wielkie wrażenie robił na nim Papież, który modlił się sam w prywatnej kaplicy. Gdy miał podejmować ważne decyzje, zawsze się modlił. Wiara i modlitwa były źródłem jego decyzji, były motorem jego działań. Jan Paweł II powiedział kiedyś Joaquínowi, że nie można go zrozumieć „z zewnątrz”, ale tylko „od wewnątrz”. Inną rzeczą, która go uderzała w Papieżu, była jego pokora i naturalność. Navarro-Valls był w stanie lepiej poznać Jana Pawła II, gdyż spędzał z nim wakacje w górach. I tam zrozumiał np., że dla Papieża podziwianie i kontemplowanie gór było doświadczeniem mistycznym, sposobem na zbliżenie się do Boga. W długim okresie choroby poznał natomiast prawdziwą siłę Jana Pawła II. Człowiek tak niezależny jak Karol Wojtyła musiał doświadczyć wszystkich ograniczeń spowodowanych przez chorobę (chodzenie z laską, używanie wózka inwalidzkiego, drżenie ręki, problemy z mową), ale robił to w perspektywie Drogi Krzyżowej, aby dać przykład innym.

– Człowiekowi, który był lekarzem, musiało być szczególnie trudno przeżywać chorobę, a następnie agonię Papieża...

– Z pewnością Navarro-Valls cierpiał, widząc Jana Pawła II w takim stanie. Pamiętam, że podczas konferencji prasowej na dzień przed śmiercią niemiecki kolega zapytał go, co osobiście czuje, widząc umierającego Papieża. I nie odpowiedział – ze łzami w oczach wstał i wyszedł. Cierpiał tym bardziej, że był przekonany, iż umierał człowiek święty.

– Na krótki czas Navarro-Valls pozostał szefem Biura Prasowego również za pontyfikatu Benedykta XVI. Oczywiście, stosunki z nowym papieżem były inne. W styczniu 2007 r. powrócił do swojego pierwszego zawodu, pełnił obowiązki przewodniczącego rady doradczej Uniwersytetu Campus Bio-Medico w Rzymie.
Czy pozostaliście w kontakcie?

– Tak, byliśmy w kontakcie – spotykaliśmy się często, rozmawiałam z nim wielokrotnie, aby przypomnieć ten historyczny okres jego życia, który spędził u boku Jana Pawła II. Wiedziałam, że był chory – bardzo chory w ostatnich dwóch, trzech miesiącach, ale prosił dziennikarzy, aby o tym nie mówić, bo chciał umrzeć bez reflektorów skierowanych na swoją osobę. Dla mnie to było coś, co zmuszało do refleksji: człowiek, który był w centrum uwagi podczas całego pontyfikatu Jana Pawła II i sprawił, że również życie Papieża w ostatnich latach było w centrum uwagi, ponieważ, jak powtarzał, Papież chciał dzielić się z ludźmi wszystkim, łącznie z chorobą – chciał pozostać w cieniu. Navarro-Valls dokonał całkiem innego wyboru – chciał odejść sam, w całkowitym milczeniu.
Przedstawiono mi wzruszający fakt – Joaquín na stoliku, przy łóżku, chciał mieć zdjęcie Jana Pawła II w górach, modlącego się przy krzyżu. Ponieważ Papież modlił się wtedy bardzo długo i intensywnie, na Navarro-Vallsie zrobiło to duże wrażenie i zrobił mu zdjęcie. Zmarł praktycznie przy tym zdjęciu „swojego” Papieża. Nawet ten drobny fakt świadczy o więzi, która do końca łączyła go z Janem Pawłem II.

– Czy można powiedzieć, że Joaquín Navarro-Valls był katolickim dziennikarzem?

– Z pewnością. Był niezwykle nowoczesnym profesjonalistą, posiadającym duże umiejętności organizacyjne, a jednocześnie osobą głęboko wierzącą, należącą do Opus Dei. Łączył w sobie zawód i wiarę. Navarro-Valls nie byłby tym, kim był, bez swojej wiary i zaangażowania jako katolik.

– Podczas pogrzebu Joaquína ks. prał. Mariano Fazio – wikariusz generalny Prałatury Opus Dei, powiedział, że Navarro-Valls był człowiekiem lojalnym: „Lojalnym wobec Boga, którego nauczył się kochać od dziecka w rodzinie chrześcijańskiej; lojalnym w swym powołaniu do Opus Dei, aby uświęcać się pośród świata; lojalnym w służbie Kościołowi, zwłaszcza od kiedy Jan Paweł II zlecił mu pełnienie funkcji odpowiedzialnego za Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej”. Czy zgadzasz się z tym obrazem Joaquína?

– Tak, był on człowiekiem lojalnym wobec Kościoła, Opus Dei, Jana Pawła II, ale chciałabym dodać, że również wobec Benedykta XVI, któremu służył na początku jego trudnego pontyfikatu. Navarro-Valls nigdy nie powiedział słowa, które mogłoby zaszkodzić Kościołowi lub Papieżowi, chociaż z pewnością wiedział o poważnych lub trudnych sprawach.

– Joaquín opowiadał Ci wiele faktów z życia Jana Pawła II. Który z epizodów najbardziej utkwił w pamięci?

– W ostatnich latach życia Jan Paweł II cierpiał na chorobę Parkinsona, która usztywniała mięśnie twarzy i pozbawiła go charakterystycznego, pięknego uśmiechu. Podczas górskich wakacji Joaquín robił zdjęcia Papieżowi i żeby w jakiś sposób „zmusić” go do uśmiechu, kupił sobie duży, czerwony nos klauna. Wiedział, że klauni rozbawiali Papieża, który w ich obecności śmiał się aż do łez. Dlatego stawał przed nim z aparatem fotograficznym i nałożonym okrągłym nosem klauna, mając nadzieję, że na papieskiej twarzy pojawi się uśmiech. To bardzo wzruszający fakt, który najlepiej pokazuje, jakie były stosunki między nimi.

Tagi:
wywiad rozmowa

Ogień Ewangelii

2018-02-07 10:50

Z ks. patrykiem Chocholskim i ks. Tomaszem Nowakiem rozmawia ks. Jacek Molka
Niedziela Ogólnopolska 6/2018, str. 24-25

Z okazji jubileuszu 200-lecia przybycia św. Jana Marii Vianneya do Ars, które miało miejsce 11 lutego 1818 r., z ks. Patrykiem Chocholskim, kustoszem tamtejszego sanktuarium, którego dziadek był Polakiem, oraz z ks. Tomaszem Nowakiem, kustoszem sanktuarium tego świętego w Mzykach w archidiecezji częstochowskiej – rozmawia ks. Jacek Molka

Bożena Sztajner/Niedziela
Ks. Patryk Chocholski i ks. Tomasz Nowak w studiu telewizyjnym „Niedzieli”

KS. JACEK MOLKA: – Księże Patryku, czy w związku z jubileuszem przewidziane są w Ars jakieś szczególne religijne wydarzenia?

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Uroczystości będą trwały cały rok. Zaczną się one 11 lutego br. pod przewodnictwem kard. Beniamina Stelli, prefekta watykańskiej Kongregacji ds. Duchowieństwa, który odprawi Mszę św. na ich rozpoczęcie.

Drugim ważnym wydarzeniem będą rekolekcje kapłańskie dla duchownych z całego świata. Odbędą się one w dniach 24-29 września br. Chcemy pochylić się nad nauczaniem św. Jana Marii Vianneya, patrona proboszczów, by z niego czerpać inspirację do posługi kapłańskiej w dzisiejszym zmieniającym się świecie.

– Kto wygłosi te rekolekcje?

– Zaprosiliśmy, za zgodą Kongregacji ds. Duchowieństwa, o. Enza Bianchiego, jednego z watykańskich doradców ds. ekumenizmu i znawców świętego proboszcza z Ars, by powiedział kapłanom, co znaczył dla św. Jana Marii Vianneya zwrot „ogień Ewangelii”. To też jest hasło rekolekcji.

– Ksiądz Kustosz ma polskie korzenie. Można więc powiedzieć, że Ars jest w jakimś sensie polskim sanktuarium...

– W pewnym sensie można tak powiedzieć, bo po raz pierwszy kustosz ma polskie nazwisko. Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że większość pielgrzymów, którzy przybywają do Ars, to właśnie Polacy.

– A propos pielgrzymów. Jak wygląda ruch pielgrzymkowy w Ars?

– Pątnicy przybywają indywidualnie i w zorganizowanych grupach. Pielgrzymują księża, siostry zakonne i osoby świeckie. Nie tylko do Ars, ale również do Lourdes czy Fatimy. Podkreślę, że prawie codziennie przybywa przynajmniej jeden autokar z Polski. Warto tam pielgrzymować. Warto dosłownie skosztować tego miejsca. Serdecznie zapraszam do Ars.

– W Mzykach na uroczystościach związanych z jubileuszem św. Jana Marii Vianneya gościł niedawno kustosz sanktuarium w Ars...

KS. TOMASZ NOWAK: – 14 stycznia br. w parafii w Mzykach Mszy św. przewodniczył ks. Patryk Chocholski. W Eucharystii uczestniczyło wielu wiernych. Odbył się też okolicznościowy koncert. Ks. Patryk przybliżył nam duchowość św. Jana Marii Vianneya, dosłownie porwał słuchaczy. Było to bardzo głębokie duchowe przeżycie.

– Księże Patryku, skoro mówimy o duchowości, to co takiego ma dziś do zaoferowania współczesnemu światu św. Jan Maria Vianney? Jak sprawić, by ów „ogień Ewangelii” zapłonął?

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Duchowość św. Jana Marii Vianneya polegała na tym, że odkrywał ciągle, na nowo, miłosierdzie Boże we własnym życiu. I dzielił się tym swoim odkryciem ze wszystkimi, z parafianami i z pielgrzymami. Pytał np. wiernych, czy dziś się kąpali. I wyjaśniał zaraz, że on czuje się zanurzony w miłości Trójcy Świętej. Był on więc człowiekiem, który sam był dobrą nowiną, był ogniem Ewangelii.

– Można zatem powiedzieć, że był takim mistykiem, który w swoim życiu pokazywał tę wewnętrzną radość życia Trójcy Przenajświętszej.

– Tak. I wyrażał to w relacjach z innymi ludźmi, m.in. w różnych dziełach, które powstawały w Ars, jak np. dom opieki dla dziewcząt. Miał niezwykłą umiejętność postrzegania ludzi dokładnie takimi, jakimi byli. Rozumiał ich, szczególnie podczas spowiedzi. Potrafił wczuć się w ich życiowe sytuacje. Nie wszyscy jego parafianie uczęszczali na niedzielne Msze św., ale on potrafił ich zaangażować w działalność na rzecz Kościoła.

– Zaczynał od garstki parafian, a potem było ich tysiące. Jak obecnie wyglądają Księdza parafia i sanktuarium?

– Co roku sanktuarium nawiedza ok. pół miliona pielgrzymów. W niedziele frekwencja też jest wysoka. Ludzie się angażują. Francja przeżywa pewien kryzys ze względu na sekularyzację. Brakuje też księży. Ale można powiedzieć, że sanktuarium i parafia w Ars promienieją. Jeszcze raz podkreślę, że parafianie włączają się w życie wspólnoty.

– Księże Tomaszu, czy w Mzykach jest podobnie?

KS. TOMASZ NOWAK: – Mzyki to przede wszystkim sanktuarium modlitwy za kapłanów i osoby konsekrowane. Pielgrzymuje tu wielu księży, nie tylko z archidiecezji częstochowskiej. Ruch pielgrzymkowy obejmuje także osoby świeckie, które przyjeżdżają, by się pomodlić. Jako kustosz miejsca, w którym są relikwie patrona proboszczów, prawie każdego dnia, kiedy pielgrzymi są obecni, doświadczam takiego wielkiego świadectwa ogromnej miłości i przywiązania wiernych do kapłanów. Ta modlitwa, którą ludzie tam zanoszą, przynosi owoce. Wiele razy pielgrzymi proszą o to, by mogli dłużej zostać w sanktuarium na adoracji Najświętszego Sakramentu, na modlitwie w intencjach, z którymi przybywają.

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Dodam jeszcze do tego, co powiedział ks. Tomasz, że w obecnej sytuacji w Europie to Polska jest znakiem nadziei. Przecież większość zagranicznych pielgrzymów w Ars to właśnie Polacy. Mnie się wydaje, że w Polsce widać tę duchowość św. Jana Marii Vianneya w życiu duchowieństwa i świeckich. Dlatego takie sanktuaria proboszcza z Ars, jak to w Mzykach, mają sens i wielkie znaczenie.

– To prawda. Warto też wiedzieć, że w Mzykach Ksiądz Proboszcz podejmuje pielgrzymów specyficznym posiłkiem – zapiekanymi ziemniakami. To danie symboliczne, które nawiązuje do posiłków św. Jana Marii Vianneya...

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – To genialna idea. Już dwa razy je jadłem z ks. Tomaszem. I one naprawdę w Mzykach smakują inaczej.

KS. TOMASZ NOWAK: – Wszyscy pielgrzymi, którzy przyjeżdżają do sanktuarium, dostają propozycję spożycia takiego posiłku. Zwykle opowiadam historię tych ziemniaków – o tym, jak św. Jan się nimi posilał. One były przypleśniałe, niekiedy już stare i dzieci – szczególnie małe – gorąco w to wierzą i mają taki lęk przed ich spożyciem, że i te oferowane w Mzykach są takie same. Ale są zawsze świeże i zdrowe. To dobry posiłek.

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Jeszcze raz bardzo serdecznie zapraszam wszystkich do Ars.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kiedy obowiązuje post?

Ks. Ryszard Kamiński
Edycja płocka 9/2003

Bożena Sztajner

Moi rodzice opowiadali mi, że kiedyś w okresie Wielkiego Postu wypalano nawet garnki, żeby nie została w nich ani odrobina tłuszczu. Dziś praktyka postu w Kościele jakby złagodniała. Przykazanie kościelne mówi o czasach pokuty, ale pozostaje problem, jak rozumieć te "czasy pokuty". Czy 19 marca, w czasie Wielkiego Postu, można zawrzeć sakrament małżeństwa z weselem? Czy w piątek można iść na dyskotekę? Czy w Adwencie można się bawić? Czy post nadal obowiązuje w Kościele?

Czwarte przykazanie kościelne, które dotyczy tych spraw, brzmi: "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach". Wydaje się, że najważniejszym wyrażeniem w tak sformułowanym przykazaniu jest słowo "pokuta". Katechizm Kościoła Katolickiego precyzuje, że chodzi tutaj o pokutę wewnętrzną, która polega na nawróceniu serca, przemianie postaw, radykalnej zmianie całego życia na lepsze. To jest podstawowa, prawdziwa wartość pokuty, jej sedno. Takiej pokuty oczekuje od chrześcijanina Pan Bóg i Kościół. Chrześcijanie są zobowiązani do jej praktykowania cały czas. Ponieważ jednak różnie z tym bywa w ciągu kolejnych dni i miesięcy, Kościół ustanowił dni i okresy pokuty, gdy koniecznie należy praktykować czyny pokutne, które wspomagają nawrócenie serca.
Jakie są te czyny pokutne? Wykładnia do omawianego przykazania podana przez Sekretarza Generalnego Episkopatu Polski wylicza: "modlitwa, uczynki pobożności i miłości, umartwienie przez wierniejsze pełnienie obowiązków, wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych i post". Czas zaś pokuty, określony przez czwarte przykazanie, to poszczególne piątki całego roku i Wielki Post. We wszystkie piątki całego roku oraz w Środę Popielcową i Wigilię Bożego Narodzenia (o ile nie przypada wtedy IV niedziela Adwentu), obowiązuje chrześcijanina powstrzymanie się od spożywania pokarmów mięsnych, gdy ukończył on 14 rok życia. Zaleca się jednak, aby także młodsze osoby wprowadzać do tej praktyki, nie czekając aż osiągną one 14 lat. Warto jeszcze dodać, że według Konstytucji Apostolskiej Paenitemini zakaz spożywania pokarmów mięsnych nie oznacza zakazu spożywania nabiału i jaj oraz przyprawiania potraw tłuszczami zwierzęcymi.
Prymas Polski (to także ważne) udzielił dyspensy od obowiązku powstrzymania się od potraw mięsnych w piątki wszystkim, którzy stołują się w zakładach zbiorowego żywienia, gdzie nie są przestrzegane przepisy postne, a także takim osobom, które nie mają możności wyboru potraw, a muszą spożywać to, co jest dostępne do spożycia. Dyspensa ta nie dotyczy jednak Wielkiego Piątku, Środy Popielcowej i Wigilii Bożego Narodzenia. Zatem w te trzy dni obowiązuje w każdych okolicznościach powstrzymanie się od spożywania potraw przyrządzonych z mięsa.
Po wyjaśnieniu wymagań IV przykazania kościelnego w odniesieniu do wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, zwróćmy uwagę na "nakazane posty" w tym przykazaniu. Post może być jakościowy i ilościowy. Ten pierwszy dotyczy niespożywania określonych pokarmów, np. mięsa. Ilościowy zaś polega, według wyżej wspomnianej Konstytucji Apostolskiej, na spożyciu jednego posiłku dziennie do syta i dopuszcza możliwość przyjęcia "trochę pokarmu rano i wieczorem". Taki post obowiązuje wszystkich wiernych między 18 a 60 rokiem życia w Środę Popielcową i w Wielki Piątek. Należy tutaj powtórzyć wcześniej napisane słowa, że ci, którzy nie mają 18 lat, właściwie od dzieciństwa powinni być wychowywani do spełniania tej praktyki. Błędem byłoby stawianie tego wymagania dopiero od wieku pełnoletności. Racje wydają się oczywiste i nie ma potrzeby ich przywoływania w tym miejscu.
Gdy chrześcijanin podlega uzasadnionej niemożności zachowania wstrzemięźliwości w piątek, powinien podjąć inne formy pokuty (niektóre z nich zostały przytoczone wcześniej). Natomiast post ilościowy i jakościowy w dwa dni w roku: Wielki Piątek i Środę Popielcową, powinien być koniecznie zachowywany. Winien rozumieć to każdy chrześcijanin, nawet ten, który słabo praktykuje wiarę. Dyspensa Księdza Prymasa, o której wspomniałem wcześniej, nie dotyczy zachowania postu w te dwa dni roku. Ci zaś, którzy z niej korzystają, powinni pomodlić się w intencji Ojca Świętego, złożyć ofiarę do skarbonki z napisem "jałmużna postna", lub częściej spełniać uczynki miłosierdzia.
Jeszcze kilka słów o zabawach. Powstrzymywanie się od udziału w nich obowiązuje we wszystkie piątki roku i przez cały Wielki Post, łącznie z dniem św. Józefa (19 marca) - jeśli wtedy trwa jeszcze Wielki Post. Adwent nie został zaliczony do czasów pokuty, dobrze jednak byłoby w tym czasie powstrzymać się od udziału w zabawach, zachowując starą i dobrą polską tradycję - Adwent trwa bardzo krótko, a karnawał jest tak blisko. W Adwencie zaś - co staje się coraz powszechniejszą praktyką - jest wiele spotkań opłatkowych, które mają inny charakter. Warto je upowszechniać i pozostawać w radosnym, pełnym nadziei oczekiwaniu na przyjście Zbawiciela w tajemnicy Bożego Narodzenia.

Od marca 2014 r. obowiązuje nowa wersja IV przykazania kościelnego

Przeczytaj także: Nowa wersja IV przykazania kościelnego - powstrzymanie się od zabaw tylko w Wielkim Poście
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Lednica: premiera baletu, którego bohaterem jest o. Jan Góra OP

2018-02-20 19:18

abd / Poznań (KAI)

O. Jan kochał balet, przekładał wiarę na kulturę i my chcemy to kontynuować. Dlatego z okazji jego 70. urodzin postanowiliśmy wystawić nad Lednicą spektakl baletowy, który będzie opowiadał o jego życiu - mówi w rozmowie z KAI Agnieszka Chrostowska, wokalistka Siewców Lednicy i wieloletnia asystentka o. Jana Góry OP, zapowiadając premierę spektaklu, która odbędzie się w ramach wydarzenia pt. „Tyle Dobra”, organizowanego po raz 3 w rocznicę urodzin charyzmatycznego duszpasterza.

lednica2000.pl

„Tyle Dobra” to słowa, jakich o. Jan Góra użył w swoim kazaniu na dzień przed śmiercią. Dziś to także nazwa dorocznego spotkania organizowanego na Polach Lednickich od 2016 r., w rocznicę urodzin duszpasterza. W ramach tego wydarzenia, w najbliższą sobotę, 24 lutego, nad Lednicą odbędzie się premiera spektaklu baletowego, poświęconego życiu o. Góry.

- O. Jan przekładał wiarę na kulturę i kochał balet, a my pragniemy to kontynuować. Dlatego z okazji jego 70. urodzin postanowiliśmy wystawić nad Lednicą spektakl baletowy, który będzie opowiadał o jego życiu – wyjaśnia w rozmowie z KAI Agnieszka Chrostowska, wokalistka Siewców Lednicy i wieloletnia asystentka o. Góry.

Autorką choreografii jest Dominika Babiarz, tancerka z poznańskiego Teatru Wielkiego, muzykę w oparciu o utwory związane z postacią o. Góry, skomponował Radosław Mateja. W spektaklu pojawią się też fragmenty książek dominikańskiego duszpasterza, mówiące o duchowym wzroście, dojrzewaniu do ojcostwa i zbliżaniu się do Chrystusa. Na scenie wystąpią m.in. Standby Orchestra i Schola Lednicka.

- Marzymy o tym, żeby to widowisko baletowe wyruszyło w Polskę po to, aby widzowie, przeżywając historię życia o. Jana, mogli odnaleźć w niej siebie. Dbamy o to, aby ten balet był nie tylko przeżyciem estetycznym, ale przede wszystkim duchowym. Choć jest to opowieść o życiu o. Jana, to tak naprawdę mówi o tym, jak człowiek zbliża się do Chrystusa – mówi Chrostowska.

Cykliczne wydarzenie pt. „Tyle Dobra”, rozpocznie się Mszą św. dziękczynną za życia o. Góry. To także podziękowanie dla dobrodziejów, sponsorów i przyjaciół dzieła Lednica 2000. Dlatego jest wydarzeniem darmowym, otwartym dla wszystkich.

- Jedyną wejściówką, o jaką prosimy, jest paczka kawy ziarnistej do lednickiej kawiarenki. Dlatego, że o. Jan, swoim zwyczajem, zapraszając ludzi na urodziny, prosił, aby formą prezentu był dar do Domu nad Lednicą. Można powiedzieć, że Lednica to jedyne miejsce na świecie, gdzie można obejrzeć balet za paczkę kawy - żartuje wokalistka Siewców Lednicy, współorganizatorka „Tyle Dobra”.

O. Jan Góra urodził się 8 lutego 1948 r. w Prudniku na Opolszczyźnie. Do Zakonu Kaznodziejskiego wstąpił w wieku 18 lat, a w 1972 r. złożył zakonne śluby wieczyste. Natomiast 8 czerwca 1974 r. przyjął w Krakowie święcenia kapłańskie z rąk bp. Juliana Groblickiego. Większość z 41 lat kapłaństwa spędził w Poznaniu, gdzie w 1977 r. rozpoczął posługę duszpasterza młodzieży, a po 10 latach duszpasterza akademickiego.

W 1997 r. rozpoczął dzieło Lednica 2000, które miało przygotować polską młodzież do wejścia w trzecie tysiąclecie chrześcijaństwa. Tradycja spotkań nad Jeziorem Lednickim, przy wybudowanej przez niego Bramie-Rybie, nie zakończyła się jednak w roku 2000, ale trwa do dziś i każdego roku gromadzi u źródeł chrzcielnych Polski dziesiątki tysięcy młodzieży.

O. Góra zmarł 21 grudnia 2015 r. o godz. 19.33 w Poznaniu. Zasłabł w trakcie odprawiania Mszy św., a podjęta reanimacja nie przyniosła efektu. Przyczyną śmierci było ustanie akcji serca i obrzęk płuc. Pochowany został 30 grudnia na Polach Lednickich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem