Reklama

Jestem od poczęcia

Nadchodzi największa wojna

2017-09-13 11:20

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 38/2017, str. 41

Christian Müller/Fotolia.com

Żyjemy w epoce największej walki. Czasem może to nawet wyglądać na symptomy zbliżania się ostateczności. Dlaczego? Walka toczy się dziś bowiem o początek i koniec, o najważniejsze – o panowanie nad słowem! Jeszcze nigdy człowiek nie był tak zasypany chcianymi i niechcianymi wiadomościami i rzeczami chytrze imitującymi informacje, które w istocie zakładają mu kolczyk na nos i wiodą tam, gdzie zechcą, chytrzy prestidigitatorzy.

Kiedyś większość informacji i życiowych mądrości pochodziła z bezpośredniego doświadczenia, które stale uzupełniane było przekazem doświadczeń poprzednich pokoleń. Człowiek może niezbyt pojmował, jak wygląda mechanika kosmosu i całego świata, ale za to doskonale rozumiał przyrodę, cykle życiowe i nieuchronność, która wisiała nad nim od narodzin. Śmierć była czymś naturalnym i powszechnie doznawanym. Ludzie powoli uczyli się żyć, a – w pewnym momencie – i odchodzić. Ludzie szanowali swoich nauczycieli, bowiem od nich właśnie czerpali najbardziej praktyczne, najpotrzebniejsze umiejętności.

Pierwsza epoka wyszydzenia starości nastąpiła w momencie, gdy rozpętało się kino. Potem media, coraz bardziej wyrafinowanie, coraz skuteczniej odrywały człowieka od doświadczania codzienności, przenosiły go w krainy nieznane, niemniej budzące narkotyczne pragnienie. Za sprawą mediów ludzie poczuli się bardziej nieszczęśliwi niż kiedyś. Zobaczyli, jak wiele brakuje im do stanu szczęścia propagowanego przez rozrastający się przemysł propagandy i reklamy.

Reklama

Nigdy jednak człowiek nie był tak zniewolony, przemocą napompowany strumieniami przekazów – jak dziś! Żyjemy w epoce przemocy, dokonywanej przy użyciu strumieni przekazów, które – czy tego chcemy, czy nie – płyną w naszą jaźń przez wszelkie urządzenia, które wydają się nam dziś niezbędne: odkąd zwykły telefon stał się medialnym kombajnem, nikt już nie jest w stanie wyabstrahować się, wyrwać się z nieustannie podgrzewanej kadzi globalnych przekazów. Władzę zdobyli ci, którzy siedzą przy informacyjnych cieśninach, przez które płyną morza informacji, pseudoinformacji, kłamstw i przeprogramowanych komunikatów.

Niedawno amerykańscy dyplomaci pracujący na Kubie zaczęli uskarżać się na tajemnicze dolegliwości – nie mogli spać, ich stan zdrowia stale się pogarszał. W końcu po całych USA gruchnęła wieść, że jankescy dyplomaci byli atakowani za pomocą... infradźwięków – fal akustycznych o tak niskim gradiencie, że nie były wychwytywane przez uszy, powodowały jednak niebezpieczne wibracje, były w stanie uszkodzić organy wewnętrzne i znacząco oddziaływać na psychikę.

Często odnoszę wrażenie, że nieustannie jesteśmy atakowani takim właśnie podprogowym, niekontrolowanym przez naszą świadomość, przekazem bodźców i wizji, które mają – w sposób utajony – kształtować przede wszystkim nasze postawy emocjonalne. Istnieje – dobrze opisane w literaturze psychologicznej – zjawisko, które można opisać młodzieżowym zdaniem: Tego, co się zobaczyło, nie da się już odzobaczyć! Nic nie da się wymazać z naszej świadomości. Jesteśmy atakowani obrazami, sfilmowanymi postępkami, których czasem wcale nie chcielibyśmy widzieć. One gniją potem gdzieś w naszej duszy, nie potrafimy się z nich wyzwolić.

I tu wkraczamy w opis tej najcięższej z trapiących ludzkość wojen – wojny o słowa i ich podstawowe znaczenia. Najdynamiczniej rozwijające się i kurczące świat, zmieniające go w ustandaryzowaną gumę do żucia, sposoby przenoszenia bodźców to dziś media społecznościowe. Wszystkie z nich kontrolują – usadowili się w pozycji anonimowych administratorów kontrolujących newralgiczne cieśniny przepływu przekazów – ludzie o nastawieniu neolewicowym. Niektórzy z nich (np. nominalny twórca Facebooka – Mark Zuckerberg) już całkiem otwarcie deklarują swoje polityczne ambicje. Neolewica kontroluje dziś kluczowe hasła w Wikipedii, neolewica podsuwa każdemu pod nos wybrane linki, gdy szybko poszukujemy wiedzy w przeglądarkach takich jak Google. Przeglądarki, portale społecznościowe gromadzą o nas tak głębokie i profilowe informacje, że w pewnym momencie rozgryzają naszą strukturę psychiczną, zainteresowania i zaczynają sterować tym, o czym i jak mamy myśleć. Podsyłają odpowiednie bodźce, sterują naszymi poszukiwaniami w necie. Powstała olbrzymia, przez nikogo niekontrolowana, machina, od której uwolnić nas może jedynie udanie się na cyfrową banicję, wyrzeczenie się uczestnictwa w globalnej sieci. Swoiste cyfrowe pustelnictwo. Czyżby znów na znaczeniu zaczęły zyskiwać ośrodki samodzielnej myśli – pozbawione łączności z netem – eremy?

Sieć sprawia wrażenie pozornej wolności, spontanicznego rozwoju, nawet jawi się nam jako buntownicza i odrobinę anarchiczna. To jednak tylko pozory. Nie na darmo w samym tylko dawnym Związku Sowieckim i później w Rosji działało i działa do dziś kilkadziesiąt instytutów naukowych zajmujących się utajonym oddziaływaniem i programowaniem ludzkiej psychiki. Daleko w tyle nie pozostają ani Amerykanie, ani Chińczycy.

Skoro wojna, z otwartej przestrzeni fizycznej konfrontacji, przeniosła się na skomplikowane łąki naszej psychiki i świadomości, to i strategie jej prowadzenia oraz używany oręż uległy zmianie i skutecznemu zakamuflowaniu. Najbardziej lukratywne posady zdobywają dziś chytrzy złodzieje słów, którzy specjalizują się w stosowaniu zdradzieckiego symulakrum – nieujawnionej podmianie tradycyjnych znaczeń konkretnych pojęć. Powstaje cały arsenał słów ukradzionych, które używane są do ściśle zaprogramowanych akcji bojowych.

Od dłuższego już czasu ślęczę nad notatkami, które kiedyś posłużą mi do stworzenia „Słownika wyrazów ukradzionych”. Pytacie o przykład. Ot, pierwszy z brzegu: „miłość” (słowo o jednej z najmocniejszych wartości kształtujących masywne postawy). Dotychczas kojarzyło się z miłością Boga do ludzi, przywodziło na myśl poświęcenie Jezusa Chrystusa, myśląc: „miłość” widzimy obrazy matki pochylającej się nad maleńkim dzieckiem, młodzieńca czule obejmującego swą ukochaną, widzimy kochające się rodziny, widzimy zdolność do poświęcenia i czystość, która nie jest w stanie „urodzić” najdrobniejszego posądzenia. Tymczasem dziś słowo „miłość” zostało uprowadzone do budowania opowieści o związkach sodomickich, wszelkiego rodzaju dewiacjach, „miłość” została zgwałcona w tysiącach reklam. Podobnie złachmanione zostały słowa: „przyjaźń”, „braterstwo”, „wolność”. Wszystko to zmierza do pozbawienia nas pewności sądzenia, do uczynienia z nas uzależnionych od medialnych protez kalek, które same z siebie nie potrafią już niczego osądzić ani wybrać.

Prawda ma stracić walor swojego niewzruszalnego istnienia, ma być ubrana w kontekst „narracji”. Prawda już nie będzie kształtować przekazu, to przekaz będzie ociosywał samo jej istnienie. Prawda ma być sprostytuowana do tego stopnia, aby utraciła swój walor, aby już nikomu nie przyszło do głowy, by bić się o prawdę. Przecież o dziewkę spod latarni nikt się nie pojedynkuje.

Nihiliści, słudzy pana ciemności, dobrali się do trzewi naszej duszy. Wreszcie odnaleźli narzędzia, którymi mogą w niej gmerać, bez budzenia naszej świadomości. Wdzierają się do naszych snów, marzeń i pragnień, sprytnie omijając wszelkie systemy alarmowe, które dotąd zabezpieczały nas przed niekontrolowanym modelowaniem wewnętrznym.

Idzie walka o Słowo. O początek wszystkiego. Właśnie głowię się nad sposobem organizowania i trenowania naszych wojsk. Obiecuję, że i o tym napiszę. Jeśli tylko zdążę...

Witold Gadowski, Dziennikarz

Tagi:
ludzie

Ważne, aby powstał kościelny urząd ochrony danych osobowych

2018-01-30 06:56

lk / Warszawa (KAI)

Jeśli wolą Kościoła katolickiego jest powołanie niezależnego organu ochrony danych osobowych, to ważne, aby prace te toczyły się jak najszybciej, gdyż już czas, aby taki organ powstał - powiedziała w poniedziałek KAI Edyta Bielak-Jomaa, generalny inspektor ochrony danych osobowych.

geralt/pixabay.com

25 maja zacznie obowiązywać rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych.

Do tego czasu państwa unijne mają obowiązek dostosować swoje wewnętrzne prawo w zakresie przetwarzania danych osobowych do tegoż dokumentu. Obowiązek ten spoczywa także na Kościołach i związkach wyznaniowych, przy poszanowaniu wszelkiej ich autonomii.

Kluczowy dla kościelnego przetwarzania danych osobowych jest art. 91 rozporządzenia. Mówi on, że jeśli w państwie członkowskim, w momencie wejścia w życie tegoż dokumentu, Kościoły i związki wyznaniowe stosują szczegółowe zasady przetwarzania danych osobowych, to mogą tak czynić nadal pod warunkiem, że zostaną one dostosowane do rozporządzenia.

Zdaniem Edyty Bielak-Jomaa, generalnego inspektora ochrony danych osobowych, powołanie takiego kościelnego urzędu jest bardzo ważne, gdyż materia dotycząca ochrony danych w Kościołach jest bardzo skomplikowana. - Rozporządzenie pozwoliło na powołanie takiego organu. On musi spełniać warunki niezależności określone w rozporządzeniu. Wiem, że Kościół katolicki pracuje nad powołaniem takiego organu. Pytanie, jak dalece zaawansowane są te prace - powiedziała.

- Ważne, aby - jeśli wolą Kościoła katolickiego jest powołanie takiego organu - te prace toczyły się jak najszybciej, gdyż jest już czas, aby został on powołany - powiedziała KAI generalna inspektor, która uczestniczyła dziś na stadionie PGE Narodowy w Warszawie w konferencji "Zainwestuj w prywatność" poświęconej stanowi przygotowań małych i średnich przedsiębiorstw przed wejściem w życie unijnego aktu.

Przypomniała, że rozporządzenie będzie obowiązywać Kościoły i związki wyznaniowe bez względu na to, czy powołają one swoje niezależne organy, czy też nie, gdyż w pewnych aspektach ich działalności akt ten ich dotyczy.

- Pamiętajmy, że to nie tylko przetwarzanie danych osobowych wiernych i członków tego Kościoła. Kościoły prowadzą również działalność gospodarczą czy edukacyjną: szkoły, szpitale, domy pomocy, działa Caritas. Z pewnością zatem do wielu obszarów [działalności Kościoła - KAI] będzie wprost stosowało się europejskie rozporządzenie. Jeśli Kościół nie powoła niezależnego organu ochrony danych osobowych, będzie w pełnym zakresie podlegał przepisom rozporządzenia i polskiemu stanowi prawnemu - dodała Edyta Bielak-Jomaa.

Kościoły i związki wyznaniowe mają podlegać w zakresie przetwarzania danych "nadzorowi niezależnego organu nadzorczego", ale może on być organem odrębnym od państwowego, o ile spełnia określone w rozporządzeniu wymagania, a te określa rozdział VI unijnego rozporządzenia, mówiący o zadaniach i uprawnieniach takiego urzędu.

Urząd ten ma m.in. rozpatrywać skargi i prowadzić postępowania dotyczące nieprawidłowego przetwarzania danych osobowych, upowszechniać wiedzę o właściwym stosowaniu unijnych przepisów w tym zakresie, dokonywać przeglądu certyfikatów ochrony danych oraz zawiadamiać administratorów takich danych o podejrzeniu naruszenia przepisów rozporządzenia.

Jeśli Kościoły nie stworzą własnego urzędu, to ich zadania przetwarzania danych osobowych przejmie GIODO jako organ państwowy. Państwo członkowskie mają obowiązek delegować jeden ogólnokrajowy urząd do Europejskiej Rady Ochrony Danych. Co roku ma on składać parlamentowi krajowemu (GIODO robi tak od lat na podstawie ustawy o ochronie danych osobowych) sprawozdanie ze swojej działalności, wymieniając w nim wszelkie przypadki naruszeń prawa i środki podjęte, by temu zapobiec. Sprawozdanie jest następnie udostępniane Komisji Europejskiej, unijnej Radzie Ochrony Danych i opinii publicznej.

W Sekretariacie Episkopatu Polski powstał zespół, który pracuje nad dostosowaniem wewnątrzkościelnych regulacji do unijnych przepisów. Zespół Roboczy ds. Opracowania Wewnątrzkościelnych Regulacji Ochrony Danych Osobowych tworzą uznani eksperci prawa o dużym doświadczeniu w legislacyjnej współpracy kościelno-rządowej: ks. dr hab. Leszek Adamowicz, dr hab. Paweł Fajgielski, ks. dr Adam Kaczor, ks. prof. dr hab. Piotr Mazurkiewicz, ks. prof. Piotr Stanisz i ks. prof. Dariusz Walencik.

Wkrótce planowana jest konferencja z udziałem GIODO dotycząca dostosowania działalności Kościoła do nowego unijnego prawa ochrony danych osobowych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Papieskie rekolekcje: pragnienie Boga lekarstwem na acedię, chorobę duszy

2018-02-20 17:11

RV / Ariccia (KAI)

Musimy uczyć się rozpoznawać pragnienie Boga, które jest w nas, abyśmy mogli je kontemplować, doświadczać go i tym samym dowartościować duchowość pragnienia – zachęcał ks. José Tolentino de Mendonҫa. W trzeciej nauce rekolekcyjnej wygłoszonej do papieża Franciszka i jego współpracowników wczoraj po południu przestrzegał przed zbytnim intelektualizowaniem wiary.

Grzegorz Gałązka

Bywa, że bardziej przejmujemy się racjonalnym uzasadnieniem prawd wiary niż jej wiarygodnością na poziomie egzystencjalnym, antropologicznym, czy emocjonalnym. Zostawiamy na boku bogactwo życia uczuciowego, a bardziej zwracamy się w stronę rozumu. A warunkiem tego, by otrzymać wodę życia, jest uznanie, że jest się spragnionym. Dopiero wtedy, gdy sobie to uświadomimy, trzeba je odpowiednio zinterpretować i odróżnić pragnienie od zwykłej potrzeby.

„Nie mylmy pragnienia z potrzebami. Pragnienie to pewien brak, który nigdy nie jest całkowicie zaspokojony, to napięcie, rana ciągle otwarta, to bezkresne otwarcie się na wieczność. Pragnienie to aspiracja, która nas przekracza, ale nie determinuje, tak jak konieczność, koniec. Konieczność jest brakiem wpisanym w podmiot. Nieskończoność pragnienia jest pragnieniem nieskończoności” – mówił ks. de Mendonҫa.

Dlatego papieski rekolekcjonista zachęcił, aby skupić się na poszukiwaniu zaspokojenia pragnienia w Bogu bardziej niż na strukturach.

„Musimy bardziej szukać pragnienia, jego nieuchwytności i otwartości, niż skodyfikowanej rzeczywistości, gdzie wszystko jest przewidywalne, ustalone, zabezpieczone. Doświadczenie pragnienia nie jest rodzajem własności czy posiadania: odwrotnie, jest warunkiem żebractwa. Człowiek wierzący jest żebrakiem miłosierdzia” – mówił portugalski kapłan.

Na dzisiejszej, porannej medytacji ks. Tolentino mówił o przeciwieństwie pragnienia, którym jest acedia, rodzaj choroby duszy, „duchowa depresja”, zniechęcenie. Powoduje ona utratę smaku życia, entuzjazmu i w swej istocie jest głębokim niezadowoleniem.

Innym przeciwieństwem pragnienia – kontynuował papieski rekolekcjonista – jest duchowe wypalenie. Pozostaje pustka, którą się wypełnia lękiem, albo fałszywymi półśrodkami, jak światowość, alkohol, konsumizm, hiperaktywność. Jako przykład osób, które żyły dynamiką acedii, podał biblijnego Jonasza, człowieka kapryśnego, który przeciwstawiał się woli Boga, oraz bogatego młodzieńca, który odszedł smutny i wybrał swoje dobra, a nie przygodę z Jezusem.

Odpowiedzią na taki stan ducha jest tylko Jezus. Życie z Nim w sposób oczywisty prowadzi przez Mękę i Krzyż. Wskazał tutaj na słowo z Apokalipsy: „Przyjdź”, które wyraża głębokie pragnienie Kościoła.

Portugalski kapłan stwierdził, że w słowie tym jest ślad tego, czego potrzebujemy, racja naszego wołania, fundament naszej nadziei, a także wiele razy, racja naszej desperacji, pomyłki, zmęczenia i konieczność przezwyciężenia tego w Bogu.

Ten, do którego mówimy dziś: «Przyjdź» jest tym samym, który mówi «Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie» (Mt 11, 28)” – powiedział ks. Tolentino.

Rekolekcje, które obywają się w Ariccii pod Rzymem, potrwają do 23 lutego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Bronakowski: polskość nie może kojarzyć się z pijaństwem

2018-02-20 20:04

jk / Toruń (KAI)

- Kościół nie walczy z alkoholem, ale o godność człowieka. Polskość nie może kojarzyć się z pijaństwem - mówił bp Tadeusz Bronakowski na rozpoczęcie ogólnopolskiej konferencji pt. „Wolni w Chrystusie” zorganizowanej w Toruniu w dniach 20 i 21 lutego przez Zespół Komisji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości, Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej oraz Fundację Rozwoju Polski. Konferencja przybliża i promuje ogłoszony 13 lutego w Warszawie „Narodowy Program Trzeźwości”.

Katarzyna Cegielska
Bp Tadeusz Bronakowski

Konferencję „Wolni w Chrystusie” rozpoczęto Mszą św. pod przewodnictwem bp. Tadeusza Bronakowskiego sprawowaną w sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu.

Część wykładową, która odbyła się w Auli WSKSiM w Toruniu rozpoczął bp Tadeusz Bronakowski, przewodniczący Zespołu Komisji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości, która „w roku jubileuszu stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę, w trosce o trzeźwość, która jest fundamentem wolności osobistej i narodowej, jako dar i zadanie Narodowego Kongresu Trzeźwości, wszystkim rodakom w kraju i za granicą” ogłosiła Narodowy Program Trzeźwości (NPT). - Kościół nie walczy z alkoholem, ale o godność człowieka. Polskość nie może kojarzyć się z pijaństwem - podkreślił na wstępie bp Bronakowski i zauważył, że NPT jest swoistą syreną alarmową mającą wybudzić społeczeństwo ze szkodliwego snu. Ma być przyczynkiem do dyskusji oraz wołaniem o mobilizację społeczną.

O realizacji NPT w polskich parafiach i wśród Polaków za granicą opowiadał ks. prof. KUL dr hab. Piotr Kulbacki. Prelegent zwrócił uwagę na to, że proponowany program jest długofalowy, obliczony na okres jednego pokolenia, gdyż ma na celu „trwałe przekształcenie kultury i zmianę postaw”. Przybliżył także kilka aspektów akcji „Nie piję, bo kocham”, która propaguje m.in. dobrowolną abstynencję i przypomina o okresach szczególnej intensyfikacji działań pro abstynenckich w Kościele, jakimi są np. Tydzień Modlitw o Trzeźwość Narodu, Wielki Post, czy miesiąc sierpień. Podkreślił również, że rolą NPT jest ożywienie prac trzeźwościowych na poziomie diecezji i parafii, a co za tym idzie - zwrócenie się w kierunku rodziny, która jest podstawowym miejscem do wychowania w trzeźwości.

Kolejny temat w telekonferencji przybliżył ks. dr Marek Dziewiecki, który skupił się na zdefiniowaniu pojęć wolność i trzeźwość oraz przedstawił alkoholizm jako zjawisko występujące w sferze psychologicznej, społecznej i duchowej funkcjonowania człowieka.

Ks. dr Marek Dziewiecki podkreślał, że wolność została dana człowiekowi po to, by mógł kochać. W tym kontekście należy patrzeć w sposób szeroki na trzeźwość, która jest wolnością w myśleniu, przeżywaniu emocjonalnym, podejmowaniu decyzji i budowaniu więzi z Bogiem, samym sobą i drugim człowiekiem. Alkoholizm niszczy te wszystkie wymiary wolności.

Agonią człowieka uzależnionego jest zranienie w wolności przyjmowania miłości – alkoholik nie chce przyjmować miłości, bo ten, kto kocha, stawia wymagania. W efekcie uzależniony zatraca zdolność wrażliwości na cierpienie kochających i używa wolności, by od tej miłości uciekać. – Tu nie wystarczą tłumaczenia, że umiera na raty – podkreślał ks. dr Dziewiecki. Jedynym ratunkiem jest cierpienie własne, czyli pozostawienie uzależnionego z wszelkimi konsekwencjami jego postępowania tak, by miał szansę powiedzieć sobie „zmieniam się albo umieram”.

Jako dar i zadanie NPT przedstawił prof. nzw. dr hab. Krzysztof Wojcieszek, który podkreślał, że obecne pijaństwo w Polsce jest spuścizną historii naszego kraju. Badania pokazują, że wyraźnie rosło od lat 50-tych XX wieku, czyli w czasie ustroju totalitarnego. Nie ma też większego znaczenia fakt, że aktualnie w Polsce funkcjonują jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów dotyczących trzeźwości, bowiem 200 lat zaborów wykształciło w Polakach wewnętrzny sprzeciw wobec prawa i mimo, że surowe, nie jest przestrzegane np. 75% osób łamie zakaz sprzedaży alkoholu osobom poniżej 18 roku życia.

– Potrzeba środowiskowego wzmocnienia działania prawa – mówił prof. Wojcieszek. NPT w takim ujęciu jawi się jako dar i szansa na wyjście z tzw. „grzechu cudzego”, który dominuje w alkoholizmie jako cudze niedopatrzenie, brak reakcji, czy złe wzorce i w efekcie wepchnięcie kogoś w dramat uzależnienia. Prelegent podkreślił, że przyjęcie takiego daru stawia określone wymagania przed społeczeństwem, gdyż skłania po pierwsze do promocji NPT, a następnie wprowadzania go w życie najlepiej poprzez jeden dobrze wybrany projekt praktyczny do realizacji rocznej.

Prelegenci podkreślali, że Kościół – kapłani i świeccy, głównie ci zaangażowani w życie ruchów i wspólnot, są szczególnie powołane do realizacji tego programu, gdyż spojrzenie na alkoholizm tylko w kategoriach choroby jest spłaszczeniem problemu i pominięciem sfery duchowej i sumienia. Jak zaznaczyli prelegenci, jednym z wymiarów alkoholizmu jest zaprzeczanie jego istnienia oraz bycie współuzależnionym, co z kolei, mimo cierpienia, blokuje chęć zmian.

Druga część ogólnopolskiej konferencji „Wolni w Chrystusie” odbędzie się 21 lutego w Auli WSKSiM w Toruniu. Poruszone zostaną m.in. kwestie uzależnienia behawioralnego, czy kosztów uzależnień.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem