Reklama

Cud w Sztokholmie

2017-09-19 14:55

Z ks. Ryszardem Flakiewiczem rozmawia Krzysztof Tadej
Niedziela Ogólnopolska 39/2017, str. 36-37

pressmaster/fotolia.com
Ks. Ryszard Flakiewicz SDB na tle portretu św. Jana Bosko

O Polskiej Misji Katolickiej w Szwecji oraz o tym, co się dzieje z krzyżem, który Jan Paweł II trzymał podczas Drogi Krzyżowej w Wielki Piątek 2004 r., z ks. Ryszardem Flakiewiczem, salezjaninem – rektorem Polskiej Misji Katolickiej w Sztokholmie i dyrektorem wspólnoty zakonnej salezjanów w tym mieście – rozmawia Krzysztof Tadej, dziennikarz TVP

KRZYSZTOF TADEJ: – O księżach salezjanach pracujących w Polskiej Misji Katolickiej w Sztokholmie wierni mówią nieraz, że to kapłani, którzy nic nie mają. To prawda?

KS. RYSZARD FLAKIEWICZ SDB: – Rzeczywiście, nie mamy prawie nic własnego, w zasadzie wszystko wynajmujemy.

– Także kościół, w którym odprawiane są w niedzielę Msze św.?

– To przepiękny kościół w parafii św. Jana Chrzciciela w centrum Sztokholmu. Na niedzielne Msze św. przychodzi ok. 2,5 tys. wiernych. Wynajmujemy go od protestantów. A w innej części miasta wynajmujemy pomieszczenia, w których znajdują się kaplica i oratorium. W kaplicy Msze św. odprawiane są dwa razy dziennie. W oratorium natomiast gromadzą się przede wszystkim dzieci i młodzież. Odbywają się tam zajęcia komputerowe, kursy tańca, gry na gitarze, zajęcia fotograficzne, różne spotkania.

– Podobno kapłani mieszkają w wyjątkowo skromnych warunkach...

– W malutkich pokoikach. Mieści się w nich łóżko, stolik i niewiele więcej. Chyba w najmniejszym mieszka były rektor Polskiej Misji Katolickiej – ks. Marian Chojnacki. Mamy jeszcze pokój gościnny do wspólnego odpoczynku, bo jest nas 6 kapłanów, w tym 2 emerytów. To wspomniany ks. Marian Chojnacki oraz ks. Bogdan Wegnerowski, a także ks. Włodzimierz Kruczkowski, ks. Paweł Drążyk, ks. Adam Żbikowski i ja.
Polscy salezjanie opiekują się również parafią diecezjalną w Fittji, czyli w jednej z dzielnic Sztokholmu. Tam na Msze św. przychodzą wierni reprezentujący aż 48 narodowości. W parafii Fittja pracują ks. prob. Zdzisław Lepper i ks. Krystian Zacheja. Ks. Krystian urodził się w Szwecji w polskiej rodzinie i był ministrantem w Polskiej Misji Katolickiej. Później wstąpił do zakonu. Po otrzymaniu święceń i 2-letniej pracy w Polsce od kilku lat pracuje w Szwecji. Od września jest proboszczem parafii w dzielnicy Jakobsberg. To druga parafia, która została nam powierzona w stolicy Szwecji.
W Polskiej Misji Katolickiej nie narzekamy na warunki mieszkaniowe. Jak powiedział nasz założyciel – ks. Jan Bosko, pokój mieszkalny ma wypychać zakonników do ludzi. Zalecał, żeby nie przygotowywać sobie miejsca, w którym będziemy się bardzo dobrze czuli i z którego nie będziemy wychodzili na zewnątrz. Mamy iść do ludzi. Nieraz księża tworzą jakiś swój świat, zamykają się jak w twierdzy odgrodzonej murem i ludzie nie mogą się do nich dodzwonić poza godzinami pracy kancelarii parafialnej. Wierni nie mogą przyjść i normalnie porozmawiać. W Szwecji jest to nie do pomyślenia. Bardzo ważne jest też pozytywne nastawienie do człowieka, zainteresowanie się nim i jego problemami. Nasz kardynał Anders Arborelius jest przykładem takiej postawy i staramy się go naśladować.

– Jaki jest cel Polskiej Misji Katolickiej?

– To przede wszystkim opieka duchowa nad Polonią. Obecnie bardzo często społeczeństwo jest wymieszane, wielonarodowościowe. Jesteśmy otwarci na innych i zapraszamy do nas nie tylko katolików. Nieraz do oratorium przychodzą młodzi Szwedzi. Mówimy wówczas tylko po szwedzku, żeby dobrze się czuli, i myślę, że doceniają naszą otwartość i życzliwość.
W Polskiej Misji Katolickiej ogromną wagę przywiązujemy do prowadzenia katechez. W soboty dwa razy w miesiącu nauczamy 850 dzieci w wynajętym gimnazjum. Nie byłoby to możliwe bez 17 wolontariuszy, którzy uczą dzieci i młodzież. To ludzie wielkiego serca, którzy bezinteresownie poświęcają swój czas dla innych. Jesteśmy im za to bardzo wdzięczni. Robią to bezpłatnie, rezygnując ze swojego wolnego czasu, np. jesienią czy w zimie, gdy dzień trwa bardzo krótko. Oni właśnie w ciągu tych kilku godzin, kiedy jest jasno, idą ewangelizować.
Prowadzimy również kolonie i półkolonie dla dzieci. W tym roku na wakacje do Polski wyjechało 100 dzieci. Opiekunami są również m.in. wolontariusze, którzy sprawują opiekę nad dziećmi w ramach urlopu.

– Działalność Polskiej Misji Katolickiej nie ogranicza się tylko do centrum Sztokholmu...

– W czasie 3 niedziel jeździmy odprawiać Msze św. również poza Sztokholm, do: Norrköping, Linköping, Gävle, Jakobsberg i Uppsala.
Opieka duchowa nad Polakami to kontynuacja wspaniałych działań św. Urszuli Ledóchowskiej, która przybyła tu w 1914 r. Prowadziła działalność religijną, społeczną, edukacyjną i podkreślała swoje polskie pochodzenie w czasie, gdy Polski nie było na mapach świata. To również kontynuacja wysiłków wielu polskich kapłanów, m.in. ks. Hermana Burczyka, ks. Czesława Chmielewskiego, ks. Jana Buczkowskiego.
Nie należy również zapominać, że oprócz salezjanów pracuje w Szwecji wielu polskich księży diecezjalnych i kapłanów z innych zakonów. Są tu np. polscy kapucyni.

– Ilu Polaków mieszka obecnie w Szwecji?

– Ocenia się, że ponad 100 tys. Niektórzy podają, że 150 tys., a nawet więcej. Ale trudno dokładnie to oszacować, bo wielu naszych rodaków przyjeżdża tylko na kilka miesięcy. Trochę popracują i wyjeżdżają.

– Czy Polacy, którzy przyjeżdżają do Szwecji, oddalają się od Kościoła?

– Moje doświadczenie jest inne. Dzieje się coś przeciwnego. Bardzo często wielu z nich mówi, że dopiero tutaj powróciło do Kościoła i Pana Boga. W Szwecji tęsknią za ojczyzną i ludźmi, z którymi mogliby porozmawiać po polsku. U nas odnajdują wspólnotę, w której dobrze się czują. Są oczywiście też tacy, którzy przyjeżdżają i duchowo są nieobecni. Ale mija czas, przychodzą trudności i powracają do Kościoła. Przychodzili – i przychodzą – do mnie i tacy, którzy mówili, że w Szwecji ciężko pracują, zarabiając na rodzinę, a w kraju żona lub mąż jest już z kimś innym. Małżeństwo się rozpada. Są załamani, szukają pomocy u nas i wracają do Kościoła.

– Znając m.in. takie sytuacje, co Ksiądz zaleciłby tym, którzy chcą wyjechać do pracy w Szwecji?

– Jeśli ktoś nie ma naprawdę dramatycznej sytuacji, a chce przyjechać tylko po to, by zarobić trochę pieniędzy, to zawsze mówię, żeby został w kraju. Pracujmy dla dobra Polski i spędzajmy czas z rodziną. Tego czasu nikt później nie zwróci i żadne pieniądze nie są warte utraty rodziny. Jeśli jednak ktoś decyduje się przyjechać, to powinien mieć gwarancję miejsca zamieszkania i pracy. Zdarzały się bowiem sytuacje, że ludzie przyjeżdżali i następowało rozczarowanie. Zobaczyli, że ceny są tu szokujące, a oni nie zarabiali, i z każdym dniem pogrążali się w depresji. Przychodzili do nas i domagali się, żebyśmy załatwiali im pracę i tanie mieszkanie. Pojawiały się pretensje, że nie prowadzimy hotelu dla Polaków.

– Jak Księża wówczas reagują?

– Tłumaczymy, że nie prowadzimy hotelu, nie mamy mieszkań do wynajęcia. Jeśli możemy komuś pomóc, to pomagamy, ale nasze możliwości są ograniczone. Pamiętam rodzinę, która przyjechała do Szwecji maluchem. Byli bardzo zadłużeni w Polsce, nie mogli znaleźć pracy. W desperacji przyjechali do Sztokholmu i koczowali z małym dzieckiem w samochodzie. Tej rodzinie pomogliśmy. Zdarza się też, że pytamy znajomych, którzy prowadzą własną działalność, czy mogą komuś pomóc. Ale nawet Polacy niechętnie zatrudniają tych, których nie znają, bo mają złe doświadczenia. Sam pamiętam, jak kiedyś jeden z Polaków zapewniał, że wszystko potrafi zrobić. Dostał materiał, ale nie wykonał tego, do czego się zobowiązał. Zniszczył materiał i jeszcze domagał się zapłaty. Innym razem prosiłem panią, żeby przyjęła Polaków do domu na nocleg. Zrobiła to po naszej rekomendacji. Gdy poszła do pracy, nasi rodacy wynieśli jej wszystko z mieszkania... Tu spotykamy – jak w każdym miejscu świata – dobro i zło. Są bardzo dobrzy Polacy, uczciwi, fachowcy – spotykam ich w kościele. To wspaniali, szlachetni i bardzo wierzący ludzie. Niestety, są też tacy, którzy niszczą tę dobrą opinię. Inną kwestią są nadmierne oczekiwania. Przyjechał kiedyś mężczyzna, który domagał się ode mnie pomocy. Mówił, że w Polsce za 2 tys. zł nie opłaca mu się pracować. Byłem zdumiony. Wyjaśniałem mu, że w Szwecji mieszkają nie tylko bogaci. Są tu np. emeryci, którzy mają bardzo niskie świadczenia i z trudem radzą sobie, by przeżyć do pierwszego. Porównując koszty życia w Polsce i Szwecji, mają zdecydowanie mniej niż suma, którą wymienił.

– W Sztokholmie zajmuje się Ksiądz również opieką duchową nad Polakami, którzy znajdują sięw więzieniu.

– Kiedy Polacy w więzieniu chcą tego, to idę ich odwiedzić, odprawić Mszę św., pomodlić się z nimi. Kiedyś były to regularne odwiedziny, ale po wejściu w życie jednej z ustaw odsyła się do Polski tych, którzy nie mają obywatelstwa szwedzkiego lub dokumentów o pobycie stałym. Podczas tych odwiedzin wiele się nauczyłem. Przede wszystkim tego, że nie należy szybko oceniać ludzi. Bardzo łatwo jest kogoś osądzić, ale przecież nie znamy jego historii, przeżyć, doświadczeń, nie wiemy, w jakim środowisku ktoś się wychował i w jakich był sytuacjach. Pamiętam chłopaka, który został skazany za kradzież. Mówił, że w dzieciństwie bił go ojciec za to, że nic nie przyniósł do domu, że nic nie ukradł. I on, żeby uniknąć kary, tak właśnie czynił, i uważał, że dobrze robi, bo omija go cierpienie. W więzieniu widziałem, że nastąpiła w nim wielka przemiana. Stało się to wtedy, gdy przyniosłem tam słynny drewniany papieski krzyż...

– Krzyż, który podczas ostatniej Drogi Krzyżowej w 2005 r. trzymał w swoich rękach Jan Paweł II.

– Ten krzyż został sprowadzony po staraniach p. Bogusi Zaniewicz-Dybeck, która jest przewodniczącą Towarzystwa Przyjaciół Fundacji Jana Pawła II w Sztokholmie. Krzyż był u nas w kościele, a potem zabrałem go na Mszę św. do więzienia. Uczestniczyli w niej polscy więźniowie i polska strażniczka, p. Grażynka. Podczas kazania opowiedziałem o krzyżu i pokazałem zdjęcia z Janem Pawłem II. I nagle zorientowałem się, że panuje niesamowita cisza, a wszyscy są wpatrzeni w krzyż jak w najpiękniejszy obraz. Po Komunii św. powiedziałem, że można już usiąść, jednak nikt mnie nie posłuchał, wszyscy dalej klęczeli i patrzyli jak zahipnotyzowani na krzyż. Na koniec pobłogosławiłem krzyżem i powiedziałem, że jeśli ktoś chce oddać hołd krzyżowi, może do niego podejść. I ten chłopak, którego ojciec bił w dzieciństwie, gdy nie przynosił do domu nic ukradzionego, spytał, czy może się do krzyża przytulić. Kiedy część osób przeszła do sąsiedniego pomieszczenia, w którym spotkaliśmy się po Mszy św., kątem oka zobaczyłem, jak długo tulił się do tego krzyża. Tego widoku nie zapomnę do końca życia. Po miesiącu przyszedł do mnie i poprosił, żebym przygotował go do bierzmowania. Po jakimś czasie wyspowiadał się i otrzymał w więzieniu sakrament bierzmowania z rąk wikariusza biskupa ks. Mirosława Dudka. Świadkami byli inni więźniowie. Mówił, że zwrot w jego życiu nastąpił właśnie wtedy, gdy zobaczył papieski krzyż. Uważam, że ta przemiana, nawrócenie to był cud Jana Pawła II...
Poprzednią rozmowę z ks. Ryszardem Flakiewiczem zamieściliśmy w nr. 37/2017. I

Tagi:
Kościół emigracja

Trójpodział władz gwarancją demokracji

2018-07-04 14:20

mp / Warszawa (KAI)

- Równowaga między trzema władzami, z których każda ma określone kompetencje i zakres odpowiedzialności, tak że jedna nie dominuje nigdy nad drugą, jest gwarancją prawidłowego funkcjonowania demokracji – wyjaśniał św. Jan Paweł II w encyklice „Centesimus Annus”. Tocząca się obecnie w Polsce dyskusja wokół Sądu Najwyższego, skłania do refleksji, w jaki sposób zapatruje się na tę kwestię Kościół, w formułowanej przez siebie katolickiej nauce społecznej.

Ks. Daniel Marcinkiewicz

Po raz pierwszy temat trójpodziału władz poruszył papież Leon XIII, zwany ojcem nauczania społecznego Kościoła, w „Rerum novarum” – słynnej encyklice z 1891 r. leżącej u podstaw KNS (katolickiej nauki społecznej). Do Leona XIII nawiązywali wszyscy kolejni papieże, a w szczególności Jan Paweł II. Papież z Polski w encyklice „Centessimus annus” z 1991 r. pisał: "Leon XIII wiedział, że do zapewnienia normalnego rozwoju ludzkich działań, zarówno duchowych, jak i materialnych, jedne i drugie bowiem są niezbędne, konieczna jest zdrowa teoria Państwa. Dlatego w jednym z punktów encykliki Rerum novarum przedstawia on organizację społeczeństwa opartą na trzech władzach – prawodawczej, wykonawczej i sądowniczej — co w tamtych czasach było nowością w nauczaniu Kościoła"(Centessimus annus, n. 44).

Zatem wedle katolickiej nauki społecznej, organizacja społeczeństwa winna być oparta na równowadze władz, czyli braku dominacji jednej nad drugą: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. Co bardzo istotne, władze te powinny być nawzajem niezależne, winny się dopełniać, hamować i kontrolować.

Jan Paweł II porusza ten temat w encyklice „Centessimus annus”: "Ten porządek odzwierciedla realistyczną wizję społecznej natury człowieka, która wymaga odpowiedniego prawodawstwa dla ochrony wolności wszystkich. Dlatego jest wskazane, by każda władza była równoważona przez inne władze i inne zakresy kompetencji, które by ją utrzymywały we właściwych granicach. Na tym właśnie polega zasada „państwa praworządnego”, w którym najwyższą władzę ma prawo, a nie samowola ludzi" (n. 44).

Jan Paweł II, używając sformułowania: „Realistyczna wizja społecznej natury człowieka”, ma na myśli prawdę o słabości natury ludzkiej. A skoro wszyscy zmagamy się ze skutkami grzechu pierworodnego, naiwnym byłoby przypuszczenie, że wolni od tego mogą być ludzie sprawujący władzę. Dodaje więc, że „najwyższą władzę ma prawo a nie samowola ludzi”.

W innym swym przemówieniu, do uczestników kongresu włoskiego Stowarzyszenia Sędziów z 2000 r. - na które zresztą powoływał się abp Stanisław Gądecki w swym oświadczeniu z 24 lipca 2017 r. po vecie prezydenckim - papież Wojtyła wyraźnie opowiada się za trójpodziałem władz: "Na tym tle zyskuje wielkie znaczenie także podział władzy typowy dla nowożytnego państwa demokratycznego, w którym władza sądownicza istnieje obok władzy prawodawczej i wykonawczej, pełniąc swoją autonomiczną funkcję, chronioną przez konstytucję". Jego zdaniem "równowaga między tymi trzema władzami, z których każda ma określone kompetencje i zakres odpowiedzialności, tak że jedna nie dominuje nigdy nad drugą, jest gwarancją prawidłowego funkcjonowania demokracji" (tamże).

Jan Paweł II podkreśla w tym samym przemówieniu, że "Konstytucje nowoczesnych państw, określając relacje, jakie powinny istnieć między władzą prawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, gwarantują tej ostatniej niezbędną niezależność w ramach systemu prawnego".

Jan Paweł II ostrzega więc przed naruszaniem zasady trójpodziału władz i ich wzajemnej autonomii, jako przykład przywołując systemy totalitarne. Wspomina o tym w „Centessimus annus” zaznaczając, że: „Koncepcji tej w czasach współczesnych przeciwstawił się totalitaryzm” (n. 44).

Przypomnijmy, że komunistyczna teoria państwa przyjmowała zasadę jednolitości władzy, w której najwyższym organem był parlament podporządkowany jednej partii (jako sile przewodniej narodu), a wszystkie inne władze były mu podporządkowane.

Jan Paweł II dodaje ponadto jeszcze jeden bardzo istotny warunek, na którym opierać winna się demokracja, mianowicie, że wszelka działalność każdej z tych władz winna mieć za cel służbę dobru osoby ludzkiej. W kontekście władzy sądowniczej, przypomina, że niezależność jakiegokolwiek "sądu nie może prowadzić do lekceważenia wartości zakorzenionych w naturze istoty ludzkiej, której niezbywalna godność i transcendentne przeznaczenie muszą być zawsze respektowane" (przemówienie do uczestników kongresu włoskiego Stowarzyszenia Sędziów z 2000 r.).

Zdaniem Jana Pawła II "autentyczna demokracja możliwa jest tylko w państwie prawa i w oparciu o właściwą koncepcję osoby ludzkiej". Dodaje, że zakłada ona "spełnienie koniecznych warunków, jakich wymaga promocja zarówno poszczególnych osób, przez wychowanie i formację w duchu prawdziwych ideałów, jak i podmiotowości społeczeństwa, przez tworzenie struktur uczestnictwa oraz współodpowiedzialności" (Centesimus annus, n. 46).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Francja: bracia z Taizé pomagają uchodźcom

2018-07-17 18:11

vaticannews.va / Taizé (KAI)

Do budowania zaufania między ludźmi i poszerzania przyjaźni w oparciu o wiarę wezwał przeor ekumenicznej Wspólnoty z Taizé brat Alois. Spotykając się z uczestnikami odbywających się przez cały tydzień refleksji, zaznaczył, że nasza tożsamość ubożeje, kiedy zamykamy się tylko w kręgu tych, którzy nas otaczają.

wikipedia.org

Brat Alois przypomniał, że na całym świecie są ludzie zmuszeni do opuszczenia swej ojczyzny. Ich liczny napływ wzbudza w nas zrozumiałe poczucie zagrożenia. Nie może nas ono jednak paraliżować. „Nie dopuśćmy do tego, żeby odrzucenie cudzoziemca zakorzeniło się w naszej mentalności, ponieważ odmowa pomocy drugiemu jest zarodkiem barbarzyństwa” – stwierdził przeor Taizé.

Bracia z tej wspólnoty nie ograniczają się do słów. Od samych początków przyjmowali uchodźców. Czynią tak i dzisiaj. „Jest tutaj rodzina z Iraku – rodzice z trójką małych dzieci. Jest też piątka chłopaków z Sudanu, Erytrei, z tej osiemnastki, którą przyjęliśmy w 2016 roku. Uczą nas wytrwałości i wielkiego zaangażowania, żeby ratować życie, żeby ich życie było piękne i sensowne” - mówi brat Marek.

W tym tygodniu w spotkaniach w Taizé bierze udział ponad 3 tys. osób, w tym duża grupa anglikanów z Wielkiej Brytanii, z którą przybył abp John Sentamu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

PKWP: 3,6 mln euro dla Syrii w I połowie 2018 roku

2018-07-17 19:31

PKWP / Warszawa (KAI)

Ponad 3,6 miliona euro trafiło na pomoc potrzebującym Syryjczykom tylko w I połowie tego roku. "Nie byłoby to możliwe, gdyby nie Państwa zaangażowanie i pomoc" - pisze na Twitterze Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie.

CharlesFred via Foter.com / CC BY-NC-SA

Pomoc Kościołowi w Potrzebie zajmuje się wspieraniem duszpasterskim i finansowym Kościoła prześladowanego, wspieraniem budowy kościołów, wydawania i kolportaż Biblii, pomocą siostrom klauzulowym oraz finansowaniem zakupu środków transportu potrzebnych do pełnienia służby duszpasterskiej.

Jak poinformowało na twitterze PKWP - tylko w I połowie 2018 roku przekazało na pomoc dla Syrii 3,6 mln zł.

Głównym hasłem Papieskiego Stowarzyszenia PKWP jest: pojednanie i solidarność na świecie. W ponad 50 krajach chrześcijanie są prześladowani i żyją w śmiertelnym zagrożeniu. W 70 krajach na świecie wiara jest ograniczana, a chrześcijanie dyskryminowani i przekonywani do odrzucenia Chrystusa.

Co roku PKWP realizuje ponad 7 tys. projektów o łącznej sumie 80 mln euro.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem