Reklama

Biały Kruk 1

Niechciany lud

2017-09-19 14:55

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 39/2017, str. 49

Wikipedia

Przywódczyni Birmy Aung San Suu Kyi nie przyjechała do Nowego Jorku na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ nie bez powodu: birmański rząd jest obwiniany o czystki etniczne w stanie Arakan

Autorytet Aung San Suu Kyi, laureatki Pokojowej Nagrody Nobla, wieloletniej dysydentki, pozwoliłby pewnie na zażegnanie dramatu muzułmańskich Rohingjów w stanie Arakan, na północnym zachodzie kraju. Jednak Suu Kyi – pełniąca w rządzie funkcję szefowej MSZ, ale powszechnie uważana za polityka nr 1 w Birmie – milczy.

Do USA nie przyjechała, bo miała zająć się kwestiami bezpieczeństwa państwa. Czy rzeczywiście skupiała się na rozwiązaniu problemów Rohingjów, jak w zeszłym roku obiecywała w ONZ, można wątpić. Efektów bowiem nie widać.

Najbardziej represjonowani

Zdaniem ONZ, Rohingja są najbardziej represjonowaną mniejszością narodową na świecie. Nie mają obywatelstwa (pozbawiła ich go ustawa z 1983 r.), dokumentów, mają utrudnienia w korzystaniu z publicznej służby zdrowia, edukacji, nie mogą wyjechać z kraju czy swobodnie się przemieszczać. Dla buddyjskich Birmańczyków są intruzami. Uważa się ich za nielegalnych przybyszów z Bangladeszu, choć żyją w Birmie od wielu pokoleń. Od lat są atakowani – pierwsi robili to birmańscy nacjonaliści jeszcze w latach 40. ubiegłego wieku, pod japońską okupacją.

Reklama

Rządząca przez wiele lat junta wojskowa też nie obchodziła się z nimi łagodnie. Wydawało się, że odwilż polityczna – rozpoczęta kilka lat temu, gdy generałowie stopniowo zaczęli oddawać władzę przejętą w 1962 r. – przyniesie większą swobodę także Rohingjom. Niestety. W 2011 r. powołany został pierwszy nominalnie cywilny rząd (złożony z byłych generałów). Tymczasem w 2012 r. w Arakanie doszło do wybuchu walk między muzułmańskimi Rohingjami a buddyjską ludnością.

Palą i zabijają

Co się dzieje w stanie Arakan, tego dokładnie nie wiadomo. Informacje są szczątkowe, zagraniczni obserwatorzy, media, a nawet organizacje humanitarne nie są tam dopuszczani. Nie ma jednak powodów, żeby nie wierzyć przedstawicielom ONZ czy organizacjom broniącym praw człowieka, takim jak Human Rights Watch, zabierającym głos w tej sprawie, i uciekinierom.

Według nich, dochodzi tam do czystek etnicznych. Armia, siły bezpieczeństwa dokonują ich pod pretekstem walki z rebeliantami (terrorystami), którzy w końcu sierpnia br. zaatakowali policyjne punkty kontrolne, przejścia graniczne oraz bazę wojskową.

Bojownicy z Armii Zbawienia Arakan Rohingja (ARSA) rzeczywiście je zaatakowali, a birmańska armia rozpoczęła kontrofensywę, która ma „zaprowadzić pokój i przywrócić stabilność”. Według szacunków ONZ, śmierć poniosło ponad tysiąc osób, w tym głównie Rohingjowie. Ci, którym udało się uciec z Birmy, utrzymują, że wojsko pali ich wioski, gwałci i zabija, próbując w ten sposób wypędzić ich z kraju.

Do Bangladeszu

Efekty są dramatyczne. Dość wiarygodne informacje mówią o ucieczce z Birmy przede wszystkim do Bangladeszu ok. 200-300 tys. Rohingjów. Sytuacja tych, którzy pozostali w ogarniętej walkami części kraju, jest fatalna, bo zawieszone zostały dostawy Światowego Programu Żywnościowego (WFP).

Aung San Suu Kyi, która spędziła ok. 20 lat w więzieniu i areszcie domowym jako przeciwniczka wojskowej dyktatury, teraz jest oskarżana o popieranie brutalnych działań armii. Sama twierdzi, że informacje o sytuacji muzułmanów w Birmie są nieprawdziwe i mają „promować interesy terrorystów”. Zdaniem niektórych, musi liczyć się z wpływowymi wojskowymi, którzy przez kilka dekad rządzili w Birmie.

Szybko zebrano kilkaset tysięcy podpisów pod petycją o odebranie jej Pokojowej Nagrody Nobla. „Będąca de facto przywódcą państwa Aung San Suu Kyi nie zrobiła nic, by powstrzymać zbrodnię przeciw ludzkości w jej kraju” – można przeczytać w petycji. Komitet Noblowski wykluczył jednak możliwość odebrania jej nagrody.

Jak Anglicy w Malezji

W latach 60. i 70. ubiegłego wieku wojsko pokonało muzułmańską partyzantkę dzięki brutalnej taktyce czterech cięć, wzorowanej na tym, co robili Brytyjczycy w Malezji w latach 50. i co chcieli zrobić Amerykanie w Wietnamie – twierdzi dr Michał Lubina, orientalista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Polegała ona na masowym przesiedlaniu wsi i bezwzględnym odcinaniu partyzantów od zaopatrzenia, wsparcia, jedzenia itd. – Teraz, po wznowieniu partyzantki Rohingja i atakowaniu posterunków wojskowych, armia odpowiedziała, stosując odpowiedzialność zbiorową. Jest to ewidentne nawiązanie do taktyki czterech cięć – ocenia dr Lubina.

Głos zabrała Al-Kaida, grożąc „ukaraniem” Birmy z powodu tych prześladowań. Zaapelowała do muzułmanów na całym świecie, by okazali współwyznawcom pomoc i zapewnili im broń, a do bojowników dżihadu z Bangladeszu, Filipin czy Indonezji – żeby wyruszyli do Birmy i pomogli braciom.

Tagi:
społeczeństwo emigracja imigranci

CBOS: 60 proc. Polaków przeciwna przyjmowaniu uchodźców

2018-07-05 15:46

CBOS, lk / Warszawa (KAI)

Przeciw napływowi migrantów do naszego kraju wypowiada się 60 proc. Polaków - wynika z najnowszego sondażu CBOS. Dezaprobatę wobec przyjmowania uchodźców spoza Europy wyraża aż 82 proc. osób w wieku 18-24 lata. Tylko 16 proc. respondentów opowiada się za przyjęciem muzułmanów w obliczu hipotetycznej kary ze strony Unii Europejskiej. Zupełnie inny jest stosunek do Ukraińców z terenów objętych wojną - za ich przyjęciem jest 56 proc. Polaków.

Graziako

22 czerwca, w Światowym Dniu Uchodźcy, premier Mateusz Morawiecki ogłosił przyjętą wraz z innymi państwami Grupy Wyszehradzkiej decyzję o odmowie udziału w nadzwyczajnym spotkaniu Komisji Europejskiej, poświęconym rozmieszczeniu migrantów. W mediach dyskutowano też o kontrowersyjnych ustawach przyjętych na Węgrzech, których celem jest ochrona państwa przed przybyszami.

W ub. roku zakończył się program obowiązkowej relokacji uchodźców w UE, ale sprawa ta nie została rozwiązana i problem migrantów znów jest aktualny. CBOS zapytał zatem w czerwcowym badaniu o stosunek Polaków do przyjmowania uchodźców z krajów objętych konfliktami zbrojnymi – zarówno muzułmańskich, jak i sąsiadujących z Polską. Uzyskane wyniki zestawiono z opiniami Czechów, wyrażonymi w odpowiedziach na te same pytania.

Ogólny stosunek do przyjmowania uchodźców

Przeciwnych napływowi migrantów do naszego kraju jest 60 proc. Polaków, czyli o 3 pkt. procentowe mniej w stosunku do poprzedniego badania w październiku ub.r. Z kolei 29 proc. ankietowanych uważa, że powinniśmy przyjmować uchodźców do czasu, kiedy będą mogli wrócić do kraju pochodzenia, a zdaniem 5 proc. powinniśmy pozwolić na swobodne przybywanie i osiedlanie się uchodźców.

Większą przychylność wobec bezwarunkowego osiedlania się migrantów deklarują mieszkańcy miast powyżej 500 tys. (12 proc.), osoby z wyższym wykształceniem (10 proc.) oraz badani identyfikujący się z lewicą (11 proc.). Z kolei niechęć do przyjmowania uchodźców częściej niż pozostali wyrażają mieszkańcy wsi (73 proc.), robotnicy wykwalifikowani i niewykwalifikowani (odpowiednio: 77 i 78 proc.), osoby zatrudnione w prywatnych gospodarstwach rolnych (78 proc.), respondenci gorzej wykształceni oraz utożsamiający się z prawicą.

CBOS podkreśla, że – tak jak poprzednio – częstość udziału w praktykach religijnych nie wpływa na stosunek do przyjmowania uchodźców. Znaczenie mają natomiast preferencje partyjne.

Zwolennicy PO są w największym stopniu gotowi przyjąć uchodźców i pozwolić im na osiedlenie się (17 proc.). Częściej też niż sympatycy Kukiz’15 i PiS uważają, że powinniśmy przyjmować migrantów do czasu, kiedy będą mogli oni wrócić do kraju, z którego pochodzą (47 proc.). Opinia ta jest najbliższa zwolennikom Nowoczesnej – 70 proc. z nich zgadza się na czasowe udzielenie uchodźcom schronienia. Niechętni do otwarcia granic dla migrantów to najczęściej zwolennicy PiS. Aż 80 proc. uważa, że Polska w ogóle nie powinna przyjmować uchodźców.

Stosunek do relokacji uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu

Po wzroście w październiku ub.r. wyraźnej dezaprobaty wobec przyjmowania uchodźców przybywających do Europy z Bliskiego Wschodu i Afryki, zdecydowany sprzeciw zmalał z 52 do 46 proc.

Ogółem niemal trzy czwarte Polaków (72 proc.) jest niechętnych rozmieszczeniu uchodźców spoza Europy, a 22 proc. zalicza się do zwolenników przyjmowania migrantów napływających do Unii Europejskiej.

"Można więc mówić o niewielkiej korekcie w tym względzie, ale rozkład odpowiedzi nie powrócił do poziomu z 2016 roku, kiedy około dwóch trzecich respondentów wyrażało sprzeciw, a ponad jedna czwarta deklarowała gotowość przyjęcia migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki" - komentuje autorka badania Marta Bożewicz.

Dezaprobatę wobec przyjmowania przez Polskę uchodźców spoza Europy częściej niż pozostali wyrażają najmłodsi ankietowani (82 proc. mających od 18 do 24 lat).

Tylko 16 proc. opowiada się za przyjęciem muzułmanów w obliczu hipotetycznej kary ze strony Unii Europejskiej. Po wzroście niechęci do przyjmowania migrantów z krajów muzułmańskich, odnotowanym w ub.r., obecnie trzy czwarte Polaków (75 proc.) sprzeciwia się ochronie azylantów z krajów muzułmańskich, mimo groźby utraty pieniędzy płynących do naszego kraju z UE.

Stosunek do przyjmowania uchodźców z Ukrainy

Zupełnie inaczej kształtuje się stosunek Polaków do udzielenia azylu Ukraińcom z terenów objętych konfliktem zbrojnym na wschodzie tego kraju. Ponad połowa badanych (56 proc.) jest za przyjęciem uchodźców z sąsiedniego kraju, a nieco ponad jedna trzecia (35 proc.) wyraża sprzeciw. Niechętny stosunek do przyjmowania uchodźców z Ukrainy deklarują najczęściej mieszkańcy wsi (43 proc.), respondenci gorzej wykształceni (46 proc.), pracownicy usług (45 proc.), robotnicy niewykwalifikowani (59 proc.), badani o dochodach poniżej 900 zł na osobę (47 proc.).

Wyraźnie widać, że większą sympatią Polacy darzą migrantów zza wschodniej granicy niż spoza Europy. Można to tłumaczyć z jednej strony bliskością kulturową i geograficzną, a z drugiej – obawami związanymi z nieznanym „obcym”. Wśród respondentów nieprzychylnych uchodźcom z Ukrainy niemal powszechna jest niechęć do przyjmowania migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki.

Tylko co trzeci badany otwarty na osiedlanie się w naszym kraju Ukraińców nie ma nic przeciwko przyjmowaniu uchodźców spoza Europy, podczas gdy większość jest temu przeciwna. Również trzy piąte osób niezdecydowanych co do azylantów z Ukrainy wypowiada się przeciwko przyjęciu uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki.

Stosunek Czechów do przyjmowania uchodźców

Spadek niechęci do przyjmowania uchodźców jest większy w Czechach niż w Polsce. Od października 2017 o 10 pkt. procentowych (do 35 proc.) wzrósł wśród Czechów udział odpowiedzi, że ich kraj powinien przyjmować uchodźców do czasu, kiedy będą mogli wrócić do krajów ich pochodzenia. W takim samym stopniu zmalał sprzeciw wobec przyjmowania migrantów (z 69 do 59 proc.). Obecnie opinie na ten temat w Polsce i Czechach są porównywalne.

Badanie przeprowadzono w dniach 7–14 czerwca na liczącej 989 osób próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski. Sondaż w Czechach zrealizowano w dniach 7–19 kwietnia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

W drogę!

2018-07-10 14:48

Ewa Biedroń
Edycja małopolska 28/2018, str. IV

Pielgrzymka niektórym kojarzy się tylko z modlitwą i zwiedzaniem kościołów. Czy tak ma wyglądać wakacyjny urlop? – Dopiero wyruszenie w drogę pokazuje, czym jest pielgrzymowanie – mówi ks. Krzysztof Orzeł, dyrektor Diecezjalnego Duszpasterstwa Pielgrzymkowo-Turystycznego ITER w Tarnowie

arch. Biura ITER
Ks. Krzysztof Orzeł wraz z pielgrzymami na górze Križevac o wysokości 520 m n.p.m., zlokalizowanej we wsi Zvirovići, ok. 3 km od Medjugorie. Na szczycie góry 15 marca 1934 r. odsłonięto betonowy krzyż upamiętniający 1900. rocznicę Męki Pańskiej

Duchowny tłumaczy: – Często spotykam się ze stereotypami, że pielgrzymka to trwające wiele godzin zwiedzanie kościołów, Różaniec i inne modlitwy w autokarze oraz kupowanie dewocjonaliów. Natomiast pielgrzymowanie wpisuje się w całokształt życia człowieka. Obok modlitwy musi być też czas, by np. odpocząć na plaży, odwiedzić miejscowe sklepy, kupić regionalne produkty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wrocławskie małżeństwa z Equipes Notre-Dame już w Fatimie!

2018-07-18 17:52

Małgorzata Trawka

Wrocławskie małżeństwa z Equipes Notre-Dame już w Fatimie! Uczestniczą w Zgromadzeniu Światowym Ruchu END, które odbywa się raz na sześć lat i jest największym zgromadzeniem małżeństw na świecie.

Dariusz Pachucy

To niezwykłe spotkanie rozpoczęło się w poniedziałkowy wieczór piękną ceremonią otwarcia, podczas której dokonano prezentacji ekip z różnych części świata. We wtorek małżonkowie mieli możliwość wziąć udział w wielu konferencjach, zajęciach w grupach, uczestniczyć w Eucharystii i wspólnych modlitwach. Zgromadzeniu towarzyszy szereg dodatkowych wydarzeń kulturalnych, jak chociażby musicale. Małżeństwa z Wrocławia współtworzyły polskie stoisko, m. in. budując Wawel w 3D.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem