Reklama

Co przed ŚDM w Panamie?

2017-09-19 14:55

Beata Włoga
Niedziela Ogólnopolska 39/2017, str. 52-53


Św. José Sánchez del Río

Do Światowych Dni Młodzieży w Panamie zostało jeszcze sporo czasu, ale niech ten blisko dwuletni okres nikogo nie myli i nie usypia. Przygotowania trwają...

Hymn

Niedawno mogliście zapoznać się z polską wersją hymnu „Niech Mi się stanie według słowa twego”. Tłumaczenie, aranżację i teledysk przygotowała młodzież z Okręgowego Duszpasterstwa Młodzieży w Limanowej. Nagranie, wraz z teledyskiem i partyturą, można znaleźć na stronie Krajowego Biura Organizacyjnego ŚDM: http://kierunekpanama.pl .

W nagraniu wziął udział 92-osobowy chór, złożony m.in. z chórzystów GOS.PL, chóru ŚDM oraz młodzieży z okręgu limanowskiego, a także kilkudziesięciu instrumentalistów oraz soliści: aktorka i uczestniczka telewizyjnego talent show „The Voice of Poland” Marta Florek, Iwona Młynarczyk, artysta musicalowy Andrzej Skorupa i ks. Łukasz Żurek, dekanalny duszpasterz młodzieży z Limanowej. Aranżację polskiej wersji przygotował Bartek Szułakiewicz, muzyk i aranżer związany z tarnowskim chórem GOS.PL. Dyrygentką chóru jest Maria Wrona

Reklama

Patroni

Jak wiecie, ŚDM ma mocną grupę patronów. Od Matki Bożej, to przecież Ona będzie główną bohaterką rozważań wśród młodzieży, która przyjedzie do Panamy, do świętych i błogosławionych. Santa Maria la Antigua, czyli Matka Boża Starsza jest patronką stolicy. Jej wizerunek przywiózł do Ameryki Środkowej hiszpański żeglarz i odkrywca Vasco Núnez de Balboa w 1510 r. Święci i błogosławieni – św. Jan Paweł II, św. Jan Bosko, św. Róża z Limy, św. José Sánchez del Río, św. Juan Diego, św. Marcin de Porres, bł. Maria Romero Meneses i bł. Oskar Romero – to ważne postacie dla Kościoła Ameryki Środkowej i związani z młodzieżą.

Św. José Sánchez del Río

Dziś bliżej przyjrzymy się św. José Sánchezowi del Río. Tym, którzy oglądali film „Christiada”, nie trzeba tej postaci przybliżać. Widoku umęczonego chłopca, któremu przed śmiercią pokaleczono stopy i kazano tak iść na śmierć, trudno zapomnieć. Śmierć, a wcześniej tortury młodego Józefa robią na odbiorcy silne wrażenie. Ale to postawa życiowa, odwaga i wiara są kwintesencją jego młodzieńczego życia i budzą szacunek, a może stawiają pytania o własną wiarę...

Droga do świętości

Mały Józio ma niespełna roczek, kiedy w jego ojczyźnie – Meksyku do władzy dochodzi Venustiano Carranza. Dwa lata później prześladowanie Kościoła jeszcze się nasila, razem z reformą rolnictwa wprowadza się ograniczenia działalności duszpasterskiej księży i szkół katolickich, choć jeszcze będą istnieć (w jednej z takich będzie się uczył Józef). Ma 11 lat, kiedy jego szkołę, jak i pozostałe katolickie zamyka się, księża są prześladowani, dochodzi do profanacji Najświętszego Sakramentu i świątyń. W czasie gdy terror w Meksyku się nasila, w Watykanie Pius XI na zakończenie Roku Jubileuszowego 1925 ogłasza Chrystusa Królem Wszechświata, Józef ma 13 lat. Kocha Pana Jezusa, jest ministrantem, codziennie służy do Mszy św. Choć te odprawiane są w ukryciu, kocha Różaniec i modli się nim codziennie. Ludzie zmęczeni prześladowaniem i brakiem swobodnego wyznawania wiary zaczynają zbrojnie przeciwstawiać się apodyktycznej, ateistycznej czy raczej masońskiej władzy. Młody 14-letni Józef chce jak starsi dwaj bracia wstąpić do ruchu oporu Cristeros, wreszcie rodzice się zgadzają. Józef przygotowuje posiłki żołnierzom, czyści broń, niesie sztandar w czasie walk. Podczas jednej z ucieczek oddaje swojego konia generałowi, sam zostaje złapany i odstawiony do aresztu do rodzinnego Sahuayo. Rodzice nie chcą słuchać o mękach, jakie syn przechodzi podczas tortur, sami namawiają go do apostazji, podobnie jak oprawcy. Wystarczy, że wyrzeknie się wiary w Jezusa, a zostanie uwolniony od tortur. Oprawcy ułatwiają mu nawet ucieczkę z czego nie skorzysta. Chłopiec nie zgadza się na układy, jakby od początku, przystając do Chrystusowców, liczył się z męczeńską śmiercią. W wielkim cierpieniu, zostawiając za sobą ślady męczeńskiej krwi, dochodzi do miejsca stracenia, umiera z okrzykiem: „Viva Cristo Rey!". Niech żyje Chrystus Król! Jest 10 lutego 1928 r.

Owoce

Dwaj chłopcy – świadkowie jego męczeńskiej śmierci – zostali kapłanami i założyli zgromadzenia zakonne. José Sanchez del Río wraz z dwunastoma innymi męczennikami meksykańskiej wojny domowej został beatyfikowany 20 listopada 2005 r. przez papieża Benedykta XVI. Kanonizowany przez Franciszka 16 października 2016 r.

Tagi:
ludzie

Niezłomny kapłan: Ks. dr Józef Bieńkowski (1917- 2010)

2018-08-01 14:22

Janusz Stefaniak

Ks. Józef Bieńkowski urodził się 19 kwietnia 1917 r. we wsi Rosochate Kościelne (diecezja łomżyńska). Rodzicami przyszłego księdza byli: Helena z Mianowskich i Hipolit. Jak każde dziecko, a miał kilkoro rodzeństwa, pomagał w gospodarstwie rolnym. Rodzina była dość zamożna, ojciec miał wiele ziemi i nie żałował pieniędzy na wykształcenie dzieci. Życie ks. Józefa było bogate w wydarzenia.

Archiwum

Nie omijały go też burze i dramaty. Już w dzieciństwie wiedział co to znaczy wojna. Przeżył wiele momentów, które zagrażały jego życiu. Nie ukrywał swoich trudnych wypraw do rodzinnego domu w czasie II wojny światowej. Wiązały się one z koniecznością przekraczania granicy. Wspominał też o spotkaniach z Niemcami i sowieckimi żołnierzami oraz o spotkanych po drodze ludziach. Niemal cudem udało mu się uniknąć wywózki na Sybir, gdzie trafiła jego najbliższa rodzina i gdzie zmarli jego dziadkowie.

Gimnazjum ogólnokształcące ukończył w 1938 r. w Drohiczynie nad Bugiem. Po ukończeniu Seminarium Duchownego w Lublinie w styczniu 1944 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk bp. Mariana Fulmana. Był ostatnim kapłanem wyświęconym przez tegoż biskupa. Jego pierwszą placówką duszpasterską była parafia w Bełżycach. W 1950 r. ks. Józef został przeniesiony na etat prefekta w Bychawie. Jako nauczyciel religii był lubiany przez uczniów i szanowany. Tutaj jednak doświadczył boleśnie stalinowskich metod rządzenia. Miało to miejsce w 1954 r. przed samym egzaminem maturalnym. Wówczas to podczas jednej z uroczystości szkolnych uczniom nakazano zaśpiewać komunistyczną pieśń „Międzynarodówkę”. Jedna z uczennic zaintonowała, może przekornie, religijną pieśń „Pod Twoją obronę”. Po odśpiewaniu tej pieśni nastała złowroga cisza. Niezwłocznie odbyło się dochodzenie. Po wielu kłopotach uczennicy tej udało się zdać, nie bez trudności maturę. Ks. Bieńkowski stał się natomiast jako nauczyciel głównym podejrzanym, wręcz prowodyrem sprawy. W konsekwencji zgodnie z wolą władz zawieszony został w czynnościach nauczyciela religii. Nie bez trudności z czasem otrzymuje w Markuszowie etat nauczyciela religii. To smutne wydarzenie stało się dla niego swoistym egzaminem poprawności politycznej. Nie zważał jednak na czynione trudności i szykany. Od początku kroczył bowiem drogą prawdy i swego powołania. Jednocześnie dużo pracował nad sobą, dokształcając się, jak też prowadząc liczne badania naukowe. Zwieńczeniem tego wysiłku stała się obroniona w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim rozprawa doktorska. Kolejną placówką duszpasterską była parafia w Borowie. Bp lubelski Piotr Kalwa doceniając jego zmysł organizacyjny i niezłomny charakter powierzył mu tę placówkę w nadziei dokończenia budowy kościoła. Z tego zadania wywiązuje się bardzo dobrze. Wykazuje w pracy wiele zapału, energii i pomysłowości. Przebywa w tej parafii do 1957 r. W okresie tym nasilają się represje i szykany wobec Kościoła i wiernych. Punktem kulminacyjnym staje się aresztowanie we wrześniu 1953 r. Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Jednocześnie księża zmuszani są do podpisywania różnorodnych deklaracji i wzywani na rozmowy do urzędów wyznaniowych. Klasyfikowano tam księży pod kątem ideowo-politycznym i deklarowanej postawy wobec Polski ludowej. Docelowo zamierzano całkowicie podporządkować sobie Kościół. Komuniści jednak nie zdołali przeprowadzić „rewolucji” personalnej wśród duchowieństwa. W tych niezwykle ciężkich czasach dla Kościoła i wiernych kuria biskupia w Lublinie w 1957 r. powierza ks. Bieńkowskiemu obowiązki administratora parafii Kazimierzówka.

Starania o świątynię w Świdniku (1957-1970)

Dla ks. Bieńkowskiego rozpoczął się kolejny trzynastoletni etap pracy duszpasterskiej. Parafia w Kazimierzówce została erygowana 14 listopada 1947 r. przez ówczesnego bp. lubelskiego Stefana Wyszyńskiego. Z kolei bp Kałwa wiązał z ks. Józefem określone oczekiwania, powołania pierwszej świątyni w Świdniku. Powstanie w tym mieście dużego ośrodka robotniczego dodatkowo mobilizowało do tych działań. 1956 r. po tzw. „odwilży” pojawiły się nadzieje na realizacje budowy świątyni. Jednak wysyłane liczne delegacje wiernych do władz wojewódzkich, a nawet centralnych, nie przynosiły spodziewanych efektów. Ks. Bieńkowski nie ustawał w wysiłkach, aby wybudować kościół w Świdniku, bądź przynajmniej kaplicę. Tymczasem wielu świdniczan modliło się na Adampolu przy stojącej do dnia dzisiejszego kapliczce. Podczas majowych i czerwcowych nabożeństw wierni śpiewali pieśni religijne, a niektóre nabożeństwa odprawiał sam ks. Józef Bieńkowski. Podczas jednej z procesji, kiedy to wierni szli z krzyżem w nocy, zostali nakryci przez funkcjonariuszy SB. Doszło wówczas do wielu aresztowań i zatrzymań. Jednak mieszkańcy Świdnika nie poddawali się i organizowali następne miejsca modlitwy. Zorganizowany przez wiernych Komitet Budowy Kościoła grupował ludzi wielu profesji (lekarze, kolejarze, nauczyciele). Organizowali oni zbiórki pieniężne na Fundusz Budowy Kościoła. Niestety starania te nie przynosiły spodziewanych efektów. Również ks. Bieńkowski w licznych listach do władz państwowych wskazywał na problem braku świątyni w mieście. Sprawa ta nurtowała niemal wszystkich mieszkańców Świdnika. Zwracał się więc o jak najszybszą zgodę na budowę świątyni, bądź tylko kaplicy. Z drugiej strony nasilały się represje i szykany wobec kapłana i samych wiernych. Ks. Bieńkowski został zakwalifikowany do kategorii szczególnie „agresywnych wrogów PRL”. Materiały w lubelskiej delegaturze IPN zawierają liczne informacje (niekiedy i donosy) i oszczercze pomówienia nie tylko o ks. Bieńkowskim. Dotyczą one też wielu wiernych zaangażowanych w sprawę budowy świątyni.

W obronie wartości katolickich i patriotycznych

Ks. Józef świadomy był zagrożeń jakie niósł totalitarny system komunistyczny. Wychowanie dzieci w duchu materialistycznym trafnie odczytywał jako zamach na wartości katolickie i duchowe. W związku z tym pracę duszpasterską traktował jako służbę i obowiązek patriotyczny. Wartości te krzewił i propagował podczas kazań, lekcji religii, wizyt duszpasterskich, jak również podczas zwykłych rozmów. Wszyscy, którzy słuchali jego kazań, do dzisiaj są pod wrażeniem ujmujących słów, opartych głównie na Ewangelii. Nigdy nie mówił wprost o komunizmie jako ustroju, który niszczył Polskę. Mówił piękną polszczyzną, wykazując przy tym znajomość historii Polski i dziejów kultu maryjnego. Treści kazań kapłana były natomiast skrupulatnie analizowane przez tajnych współpracowników bezpieki. W jednym z takich donosów czytamy: „W sposób zamaskowany sieje wrogość do Polski Ludowej i nie przestrzega przepisów państwowych”. Kapłan był wielokrotnie wzywany na przesłuchania i rozmowy ostrzegawcze. Szczególnie krytykował postawę tzw. „postępowych księży” określając ich jako „odstępców” i „zdrajców”. Słusznie dostrzegał grożący problem „rozbicia Kościoła”. Głoszenie tak odważnych kazań wymagało niemałej odwagi. W kazaniu z 2 kwietnia 1961 r. ks. Bieńkowski stwierdził wręcz, że „Nikt z nas od wiary nie odstąpi. Nie pomogą knuty, ani Sybir”. Wypowiedź ta wywołała furię i wściekłość lubelskiej bezpieki. W 1960 r. w diecezji lubelskiej ukaranych zostało 62 księży, a wśród 5 najbardziej niepoprawnych i wrogich znalazł się ks. Józef Bieńkowski. Pomimo różnorodnych kar i upomnień, nie zaprzestał głosić odważnych kazań. W jednym z raportów bezpieki czytamy m.in.: „Proboszcz w Kazimierzówce, znany z negatywnej postawy wobec PRL, ostrzegany przez SB i karany administracyjnie stara się inspirować wiernych do wystąpień przeciwko władzy”.

Sprawa katolickiego wychowania dzieci i młodzieży była szczególnie ważna w pracy księdza. Jednak księża uznawani za „wrogów PRL” napotykali w swojej pracy na szczególne trudności. Nie otrzymywali żadnej pomocy ze strony państwa. Utrudnienia dotyczyły też miejsc, w których mogliby prowadzić lekcje religii. Ks. Bieńkowski był wielokrotnie karany administracyjnie za najdrobniejsze wykroczenia przepisów państwowych i wzywany na rozmowy profilaktyczne i ostrzegawcze. Od kiedy został proboszczem w Kazimierzówce był przedmiotem nieustannego zainteresowania lubelskiej bezpieki. Do jego rozpracowania przydzieleni zostali agenci i tajni współpracownicy. Przedmiotem szczególnego zainteresowania stała się nauka religii w punktach katechetycznych. W 1970 r. prezydium WRN w Lublinie zdecydowanie zażądało od bpa lubelskiego usunięcia ks. Bieńkowskiego z zajmowanego stanowiska. Pretekstem do odwołania kapłana stała się „szkodliwa działalność”, jak też „nielegalna zbiórka pieniężna” zorganizowana w punkcie katechetycznym w Świdniku.

Wieloletnie starania ks. Bieńkowskiego o pozwolenie na budowę kościoła w Świdniku zakończyły się niepowodzeniem. Czy jednak wysiłki te były daremne? Broniąc przez tyle lat katolickich i patriotycznych wartości, prowadząc katechizację dzieci i młodzieży w trudnych latach Polski komunistycznej kapłan ten zwalczał planowaną laicyzację mieszkańców Świdnika. Pomimo nieustannych szykan i represji odważnie głosił i nauczał życia zgodnego z Ewangelią i przykazaniami. Dawał wiernym czytelne i jasne wskazówki, jak przeciwstawiać się komunistom w walce z kłamstwem, złem i zniewoleniem. Było to o tyle ważne, iż Świdnik w założeniach strategicznych komunistów miał pozostać bez Boga i religii. Ks. Józef nie nosił w sercu nienawiści wobec swoich wrogów i osób, które go skrzywdziły. Nie starał się o status osoby pokrzywdzonej przez służby specjalne, ani o rozszyfrowanie kryptonimów donoszących na niego osób. Po latach, już w wolnej Polsce, kiedy otrzymał materiały z lubelskiego IPN, dotyczące jego osoby, nikogo nie oskarżył. Milczenie tego już sędziwego kapłana było wymowne.

Po opuszczeniu Kazimierzówki w 1970 r. ks. Józef pracował jako administrator w parafiach: Gołąb (1970-79), Łuszczów (1979-82) i Bystrzyca (1982-89). W 1989 r. ks. Józef Bieńkowski przeszedł na zasłużoną emeryturę. Zamieszkał w Domu Księży Emerytów w Lublinie. Dalej jednak, w miarę sił, starał się jeszcze pomagać księżom, m.in. w katedrze lubelskiej. Zmarł 19 kwietnia 2010 r. i pochowany został w rodzinnym grobowcu w Lublinie na cmentarzu przy ul. Unickiej.

Janusz Stefaniak

Wybrana bibliografia:

Archiwum parafii pw. NMP Matki Kościoła w Świdniku, Kronika Parafii

Instytut Pamięci Narodowej, Oddział w Lublinie, Teczka ks. Józefa Bieńkowskiego, sygn. 173/168

Stefaniak J., Ojcowie Kościoła w Świdniku, Lublin-Świdnik 2011

CZYTAJ DALEJ

Reklama

KSM: bronimy życia poczętego

2018-08-14 07:09

Agata Kowalska, KSM Częstochowa

Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Archidiecezji Częstochowskiej wzięło udział w 9. Rajdzie dla Życia.

Agata Kowalska

Młodzież wraz z księdzem Asystentem Andrzejem Witkiem, przejechała aż 120 km na rowerze (trasa Częstochowa - Chęciny) w intencji życia poczętego. Sama inicjatywa to sztafeta, polegająca na przekazywaniu pałeczki kolejnej diecezji, która wyruszy w trasę. Rajd dla Życia swój początek miał w Zabawie, skąd wywodzi się patronka Stowarzyszenia - bł. Karolina Kózkówna, a zakończy 18 sierpnia w Rostkowie, czyli miejscowości kolejnego patrona KSM-u, św. Stanisława Kostki.

Jednocześnie była to także okazja do otoczenia modlitwą Synodu, który będzie miał miejsce 3 października br. w Watykanie. Każdego dnia, od 3 kwietnia 2018 r., aż do 3 października, grupa młodzieżowa bądź wspólnota modli się za Synod Biskupów dotyczący wiary, młodzieży i rozeznania powołania. 13 sierpnia przypadł 133. dzień tejże modlitwy, który należał właśnie do uczestników Rajdu z naszego archidiecezjalnego KSM-u!

Więcej o Rajdzie: https://www.facebook.com/events/845347732338919/

Więcej o Sztafecie Młodych "Młodzież za Synod":

https://www.facebook.com/events/1722432897846730/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Dzień 13. – Spotkanie twarzą w Twarz

2018-08-14 21:08

Ks. Krzysztof Hawro

"Matko o Twarzy jak polska ziemia czarnej, Matko o Twarzy jak polska ziemia znaczonej bliznami, do Serca swego jak Syna nas przygarnij…".

Ks. Krzysztof Hawro/Niedziela

I stało się. Po 12 dniach wędrówki mogliśmy doświadczyć radości spotkania z Matką.

Na szlaku 36. Pieszej Pielgrzymki Zamojsko-Lubaczowskiej na Jasną Górę pokonaliśmy ponad 300 km. Dzisiaj spełniło się nasze pragnienie. Osiągnęliśmy wspólny cel, stąd zgodnie możemy stwierdzić, że dzisiejszy dzień jest inny niż wszystkie.

Pod stopami znikały kolejne kilometry. Naszym oczom ukazał się oczekiwany widok: wieża Jasnogórskiego klasztoru.

To dodało nam energii i sił po krótkiej nocy (niektórzy wstali o 3.00 – patrz Grupa św. Wojciecha). Na Alejach Najświętszej Maryi Panny czekał na nas Pasterz naszej diecezji bp Marian Rojek, który poprowadził nas, niczym ojciec swoje dzieci do Matki.

Zobacz zdjęcia: Finał 36. Pieszej Pielgrzymki Zamojsko-Lubaczowskiej na Jasną Górę

Tuż przed Szczytem spłynął na nas z nieba obfity deszcz, który przyjęliśmy z ulgą, jako znak łaski danej nam po czasie wędrówki w upalnym słońcu.

Gdy wchodziliśmy na jasnogórskie błonia, każda z grup została przywitana przez dyrektorów pielgrzymki: ks. Michała Monia i ks. Karola Stolarczyka, którzy zaprezentowali krótkie dane dotyczące charakterystyki grupy, na co pielgrzymi odpowiedzieli przygotowaną na ten dzień piosenką bądź okrzykiem. Później nastąpił szczególny moment: nasze twarze spotkały się z ziemią, po której tego dnia stąpały kroki wielu tysięcy pątników. To niezapomniana chwila. Z oczu wielu pielgrzymów płynęły łzy wzruszenia i szczęścia. I to nie dziwi.

W ciszy i skupieniu udaliśmy się do kaplicy, gdzie czekała na nas najcudowniejsza z Matek. Na tę chwilę czekaliśmy przez wszystkie dni pielgrzymki. Patrząc głęboko w Jej zatroskane oczy, złożyliśmy przed Jej Obliczem cały trud naszego pielgrzymowania. To było spotkanie pełne matczynej miłości i ufności dziecka, które przyniosło trud i zmęczenie, radość i wdzięczność, przebłaganie i prośbę. Krótko mówiąc: mnogość intencji.

Podsumowaniem pielgrzymki była uroczysta Msza święta o godz. 13.00. Przewodniczył jej Metropolita Warszawski, Jego Eminencja Ksiądz Kardynał Kazimierz Nycz, homilię wygłosił Ksiądz Arcybiskup Stanisław Budzik, Metropolita Lubelski. Wśród celebransów byli: Pasterz naszej diecezji oraz wszyscy duszpasterze towarzyszący pątnikom w drodze na Jasną Górę.

Oficjalnie nasza pielgrzymka piesza dobiegła końca, ale umocnieni przez Ducha Świętego powracamy do naszych codziennych spraw, domów rodzinnych, miejsc pracy i wspólnot parafialnych.

Prowadź nas Duchu Święty, byśmy za rok mogli spotkać się na szlaku 37. Pieszej Pielgrzymki Zamojsko – Lubaczowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem