Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Najświętsze Imię Maryja

2017-09-21 09:32

Ks. Zbigniew Chromy
Edycja świdnicka 39/2017, str. 8

Ks. Zbigniew Chromy
Bazylika Santa Maria Maggiore – najważniejsza świątynia dedykowana Matce Bożej

Wśród wielu uroczystości, świąt i wspomnień Najświętszej Maryi Panny, jakich wiele jest w ciągu roku liturgicznego, dowolne wspomnienie Najświętszego Imienia Maryi jest nieco zapomniane, już przez sam fakt, że jest ono dowolne. Święto imienia Maryi zaczęto obchodzić w Hiszpanii, ale dopiero po zwycięstwie odniesionym przez Jana III Sobieskiego pod Wiedniem, 12 września 1683 r. papież bł. Innocenty XI, na wniosek polskiego króla rozciągnął jego obchód na cały Kościół katolicki. Zgodnie z tradycją i żydowskim zwyczajem Matka Boża cztery dni po swoim urodzeniu otrzymała imię Maryja. Ponieważ Jej urodziny obchodzimy 8 września, stąd 12 września przypada wspomnienie nadania Najświętszej Dziewicy imienia Miriam. To hebrajskie imię oznacza „być pięknym lub wspaniałym”, zaś w języku aramejskim, którym posługiwano się w Palestynie w czasach Jezusa i Maryi, imię to występuje w znaczeniu „Pani”. Gdy zsumujemy znaczenia tego imienia w języku hebrajskim i aramejskim, otrzymamy tytuł „Piękna Pani”. Zatem Maryja to „Piękna Pani”, i tak jest ona nazywana od najdawniejszych czasów. Potwierdziły to badania archeologiczne przeprowadzone w Grocie Nazaretańskiej pod kierownictwem o. Bellarmimo Bagattiego. Największą niespodzianką było wydobycie kamienia z napisem: EMAPIA. To skrót greckiego wyrażenia: „Chaire Maria” (Bądź pozdrowiona, Maryjo). To jedne z najstarszych dowodów czci oddawanej Maryi, Matce Bożej. Po przeprowadzeniu zaś wnikliwych badań archeolodzy doszli do wniosku, że znaleziska te są fragmentami najstarszej świątyni chrześcijańskiej w Nazarecie. Znaleziono tam również dwa inne napisy z końca I wieku. Drugi z nich zawiera dwa słowa: „Piękna Pani”. Kiedy czytamy relacje osób widzących Matkę Bożą, np. św. Katarzyny Labouré, św. Bernadety Soubirous czy Dzieci z Fatimy, wszystkie te osoby nazywają Maryję Piękną Panią. Przejdźmy teraz do samego wspomnienia Najświętszego Imienia Maryi. Wyżej powiedziano, że bł. Innocenty XI wspomnienie to rozciągnął na cały Kościół na wiosek naszego Króla Polski. W 1683 r. potężna turecka armia groziła całej Europie, w tym Stolicy Apostolskiej. Pewny siebie Sułtan Mehmed IV rozmyślał, jak to uczyni z Bazyliki św. Piotra stajnię dla swoich rumaków. Wydawało się, że nie ma już ratunku ani dla oblężonego Wiednia i całego chrześcijaństwa. W tym ciężkim położeniu bł. Innocenty XI wysłał posła do Jana III Sobieskiego z prośbą, aby pośpieszył na odsiecz, podobne poselstwo wysłał cesarz austriacki. Jednak Sejm, mając na uwadze pusty skarb i wyczerpany wojnami kraj, wahał się. Wtedy to spowiednik króla św. Stanisław Papczyński dzięki Maryi ostatecznie przekonał króla oraz sejm. Matka Boża ukazała się św. Stanisławowi i zapewniła o zwycięstwie. Kazała iść pod Wiedeń i walczyć. Założyciel Marianów wystąpił wobec króla, senatu, legata papieskiego i przemówił tymi słowami: „Zapewniam cię, królu, Imieniem Dziewicy Maryi, że zwyciężysz i okryjesz siebie, rycerstwo polskie i Ojczyznę nieśmiertelną chwałą”. Sobieski idąc na odsiecz Wiednia, zatrzymał się na Jasnej Górze. Wstępował też po drodze do innych sanktuariów maryjnych, aby błagać Maryję o pomoc. 12 września Sobieski przed bitwą uczestniczył w dwóch Mszach św., w tej drugiej służąc bł. Markowi d’Aviano jako ministrant. Przystąpił do Komunii św. i leżąc krzyżem, wraz z całym wojskiem ufnie polecał się Matce Najświętszej. Chcąc, aby wszystko działo się pod Jej znakiem, dał rycerstwu hasło: „W imię Panny Maryi – Panie Boże, dopomóż!”. Polska jazda z imieniem Maryi na ustach ruszyła do ataku, śpiewając „Bogurodzicę”. Armia turecka licząca ok. 200 tys. żołnierzy uciekała przed 23 tys. polskiej jazdy. Atak był tak piorunujący i widowiskowy, że wojska cesarza austriackiego opóźniły swoje uderzenie, żeby podziwiać szarżę naszej husarii. Tego dnia zginęło 25 tys. Turków, a Polaków tylko jeden tysiąc.

Nasz władca, poruszony tym, co się stało, nie przypisał zwycięstwa sobie, ale Bogu i Jego Matce, wypowiadając słowa: „Przybyłem, zobaczyłem, a Bóg zwyciężył”. Wysłał też list do papieża z prośbą, aby ustanowił 12 września świętem Imienia Maryi. Miał to być znak wdzięczności i świadectwo dla wszystkich pokoleń, że mocą tego Imienia osiągnięto tak wielkie zwycięstwo. W jednym z objawień św. Małgorzaty Marii Alacoque, apostołce Kultu Najświętszego Serca Jezusowego, Chrystus zapowiedział możliwy podbój Europy przez muzułmanów jako karę za grzechy. Panowanie to miał trwać 500 lat. Po wielu miesiącach bolesnych aktów pokuty oraz żarliwych modlitw, wynagradzających Bogu za grzechy ludzi i błagań o uratowanie Europy, Zbawiciel powiedział św. Małgorzacie, że jej prośby zostały wysłuchane i dodał: „znalazł się król, który pokonawszy Turków, nie przypisze zwycięstwa sobie, ale Mnie i Mojej Matce”. W przyzywaniu Maryi jest ogromna siła, która wielokrotnie w dziejach naszego narodu okazała się niezwykle skuteczna. Módlmy się do Maryi, by i w naszym życiu miały miejsce wiedeńskie zwycięstwa, bo historia lubi się powtarzać. Ave Maria. Ora pro nobis. Amen.

Tagi:
wspomnienie Imienia NMP

Św. Maksymilian Kolbe - prorok nowoczesności

O. Ignacy Kosmana OFMConv
Niedziela Ogólnopolska 42/2007, str. 26

ARCHIWUM NIEPOKALANOWA

Szczególny świadek swoich czasów i szczególne świadectwo, jakie pozostawił, każą mi myśleć o nim jak o wyjątkowym Proroku XX wieku - Proroku Nowoczesności.
Od początku był niezwyczajny. Znana jest opowieść matki Maksymiliana o dwóch koronach - białej i czerwonej... Widzenie dziecka, w którym Niepokalana przepowiedziała mu przyszłość męczeńską... A potem, kiedy wybrał habit zakonny Braci Mniejszych Konwentualnych - nieustannie udowadniał, że całym sobą jest franciszkaninem, „szalonym” franciszkaninem, który pragnie przemawiać - do brata mikrofonu, samolotu, do siostry maszyny drukarskiej.
Wszystko, cokolwiek rodziło się w jego głowie - choć z początku prawie bez szans na powodzenie - w końcu stawało się faktem. Ten piękny Niepokalanów niech będzie tego przykładem... ale i Wydawnictwo „Rycerza Niepokalanej”.

Jeszcze przed wojną jego „Rycerz Niepokalanej” ukazywał się w setkach tysięcy egzemplarzy... (rekord nakładu - to prawie milion). Pismo „Rycerz Niepokalanej”, wydawane przez Niepokalanów w 1937 r., mógł otrzymać prawie co piąty umiejący czytać obywatel Polski w wieku powyżej 16 lat. Działalność apostolską św. Maksymilian oparł na schemacie kultury masowej, która dopiero rozwijała się w nowoczesnych społeczeństwach. Telewizja wkraczała zaledwie w fazę doświadczeń, a św. Maksymilian myślał już o tym, jak ją włączyć w działalność apostolską. Kiedy na skutek działań wojennych Niepokalanów nie mógł normalnie pracować, jego Założyciel, szukając nowych sposobów działalności, wpadł na pomysł, by zakonnicy, po czterech lub pięciu, zamieszkiwali w miastach i wioskach, i tam apostołowali, zarabiając na utrzymanie własne i innych. Można tylko żałować, że ten nowatorski projekt nie został urzeczywistniony; mielibyśmy bowiem zakonników robotników, zanim pojawili się księża robotnicy we Francji, lub nowoczesnych katechistów, jakimi są dzisiaj członkowie neokatechumenatu (o. Leon Dyczewski OFMConv, „Charyzmat i duchowość”). Nastawienie ku przyszłości było charakterystyczną cechą św. Maksymiliana. W obawie, aby zakonnicy nie ulegli lękowi przed tym, co nowe, zostawił im niejako w testamencie polecenie, by dla szerzenia czci Niepokalanej wykorzystywali wszystko, „co się jeszcze kiedykolwiek wymyśli w kierunku oświecenia umysłów i zapalenia serc”.
Brat Maksymilian był w tych swoich wizjach niezwykle nowoczesny. Jak nikt przed nim, rozumiał, że przyszłość to media..., że Kościół musi się zmierzyć z tą szansą, ale i niebezpieczeństwem... W liście do o. Floriana Koziury, ówczesnego gwardiana Niepokalanowa, tak oto w 1931 r., o. Maksymilian z Japonii pisał: „...zdaje mi się, że w każdym kraju powinien powstać Niepokalanów, w którym i przez który ma rządzić Niepokalana wszelkimi najnowszymi nawet środkami, bo przecież wynalazki naprzód powinny służyć Jej, a potem do handlu, przemysłu, sportu itd. (więc prasa, a teraz to i radio nadawcze, filmy i w ogóle co jeszcze się kiedykolwiek wymyśli w kierunku oświecenia umysłów i zapalenia serc). Taki Niepokalanów może i sam też nowsze sposoby skuteczniejsze wynajdywać i stosować”.

Wiemy dziś bardzo dobrze, jaka jest siła mediów i ich władza... Ale tam, gdzie jest władza, czai się zło...
Kto wie, czy w ogóle potrzebne byłyby dziś rozmowy o przemocy na ekranach TV, o szkodliwym działaniu gier komputerowych itd., gdyby potęgę postępu cywilizacyjnego oswoić i oddać w służbę myślenia według wartości, myślenia po Bożemu...
Gdzie nie ma Boga - tam są bożki...
O. Maksymilian rozumiał, że technika potrzebuje szczególnej ewangelizacji.
Dzisiaj wiemy, że komputer to też „brat najmniejszy” i trzeba go pokochać. Trzeba o niego dbać... bo inaczej wymknie się spod kontroli i może być już za późno... Pozostawienie cywilizacji na pastwę losu może się obrócić przeciw nam samym... i uczynić ją cywilizacją śmierci.
Nie trzeba było długo czekać i mamy skutki tej pozostawionej swojemu losowi karuzeli postępu... Trzynastoletni chłopcy zabijają - z nudów - bezdomnego w parku... Tak po prostu... Może nie przyszło im do głowy, że nie będzie można kliknąć myszą i wszystko zniknie... i zaczniemy grać jeszcze raz... od początku.
Człowiek został zabity... przez 13-letnie dzieci, podobno z dobrych rodzin...
A o. Maksymilian marzył o lotnisku w Niepokalanowie i o radiu... Mamy dziś i radio, i TV.
I nawet skromne lotnisko dla helikoptera... Mamy nawet Festiwal, Międzynarodowy Katolicki Festiwal Filmów i Multimediów... Wszystko to mamy i tym bardziej rozumiemy, jak bardzo nowoczesny, proroczy w swoim przewidywaniu przyszłości był ten chory i utrudzony Franciszkanin.
Św. Maksymilian był prorokiem o wielkiej przenikliwości widzenia spraw ludzkich... Jeszcze zanim zaczęła się wojna o dusze tych, którzy tak naiwnie idą na całość w „raj” internetowych możliwości - już wiedział i pracował na rzecz chrystianizacji świata techniki, na rzecz ewangelizacji środków przekazu.
Kościół przez całe wieki bronił się przed odkryciami nauki... Dzisiaj powiemy, że był wsteczny, że hamował postęp... być może, ale czy ten postęp nie przyniósł człowiekowi więcej rozpaczy niż nadziei...
Dzisiaj Kościół mówi: nic, co ludzkie, nie jest mi obce... ale najbardziej ludzkie jest to, co pochodzi od Chrystusa... Miłość... Bycie dla innych.

Dlatego cieszmy się postępem w medycynie... wielu z nas zapewne zakończyłoby ziemski żywot znacznie wcześniej, gdyby nie niebywałe wprost osiągnięcia nauk medycznych. Cieszmy się tym, że świat zmalał i stał się globalną wioską, bo staniemy się sobie bliżsi i bardziej zachwyci nas nasza inność, cieszmy się możliwościami internetu, bo ułatwią życie ludziom chorym i starym... Zakupy do domu i na zamówienie to dla niepełnosprawnych rzecz nie do pogardzenia... Cieszmy się radiem, bo wielu ludzi chorych i cierpiących może słuchać Mszy św., rekolekcji... Cieszmy się wreszcie TV - bo dzięki jej pośrednictwu udało się pomóc wielu ludziom okrutnie doświadczonym przez życie.
I w ogóle cieszmy się, bo radość to jedna z najważniejszych cnót chrześcijańskich.
A zabawa i rozrywka zbliżają ludzi. Po prostu - po franciszkańsku cieszmy się wszystkim, co na tym świecie dzięki nam może stać się bardziej „Boże”, służące człowiekowi i jego dobru.
Powołaniem naszym jest czynić kosmos wszędzie tam, gdzie napotykamy chaos. Czynić tak, abyśmy potem mogli powiedzieć: - To jest dobre...
„Właściwie na tym tak naprawdę polegała działalność wszystkich, których nazywamy świętymi, działalność wielkich tego świata... Oni zbliżają świat do BOGA.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Bp Kamiński: broniąc Polski w 1920 roku - obroniliśmy Europę

2018-08-15 15:44

mag / Ossów (KAI)

Bitwa Warszawska 1920 roku była walką o wolność, wiarę i najświętsze wartości. Broniąc Polski, obroniliśmy Europę - podkreślił bp Romuald Kamiński. W południe w kaplicy w Ossowie odbyły się centralne uroczystości 98. rocznicy "Cudu nad Wisłą", w wyniku którego Polska armia pokonała dużo silniejszą Armię Czerwoną i zamknęła jej drogę do stolicy.

Episkopat News

Mszę św. poprzedziło złożenie wieńców pod krzyżem upamiętniającym bohaterską śmierć ks. mjr. Ignacego Skorupki. W obchodach wzięli udział przedstawiciele władz parlamentarnych i samorządowych.

W homilii biskup warszawsko-praski podkreślił, że wspominając z wielką czcią bohaterów, którzy oddali swoje życie za odrodzenia Ojczyzny, należy bardzo poważnie zapytać: jak to się stało, że traciliśmy najcenniejszy skarb? Co czynili nasi współbracia, że taki gorzki owoc zrodzili? Czy mieli tego świadomość? Czy ponieśli za to karę? Czy karty historii jasno to zanotowały, aby dać przestrogę na przyszłość! - zastanawiał się hierarcha.

- Czy nie bardziej naturalne byłoby świętowanie i upamiętnianie wielkich dzieł znamienitych osiągnięć tak duchowych, jak i materialnych, wspominanie ludzi o których byśmy mogli rzec - to wielcy, święci obywatele tego narodu, wnoszący wiele do rozwoju cywilizacji, zwanej cywilizacją miłości? Czy rzeczywiście historia narodu musi być ciągle utkana takimi rozdziałami? - pytał bp Kamiński.

Nawiązując do wydarzeń sprzed stu lat, zwrócił uwagę, że radość z powrotu na mapę Europy przyćmiona była walką o nowy kształt kraju. - Traktat Wersalski z 28 czerwca 1919 roku nie mówił o Polsce z dostępem do morza i nie wytyczał granic - przypomniał biskup warszawsko-praski.

Podkreślił, że sytuacja polityczna, gospodarcza i społeczna była niezwykle trudna. - Granice płonęły. Gen. Dowbor-Muśnicki walczył z Niemcami w Poznańskie. Korfanty odbierał im Śląsk. "Orlęta" broniły Lwowa przed Ukraińcami. Czesi awanturowali się o Cieszyn, a Litwini o Wilno. Plebiscyt na Mazurach i Warmii uniemożliwiały niemieckie bojówki i bolszewicka inwazja. Wiele międzynarodowych instytucji było nam wrogich. Trzeba było wszędzie walczyć, a skarb był pusty i społeczeństwo ubogie - zwrócił uwagę bp Kamiński. Wspomniał, że polski żołnierz, stając wobec ogromnych trudności i silnego natarcia, był wyczerpany i niejednokrotnie złamany psychicznie, czego świadectwem są zapiski ówczesnych świadków.

Bp Kamiński podkreślił, że jednym z nielicznych oparć był dla Polaków Bóg i Kościół. - Papież Benedykt XV zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakie niosła ze sobą rewolucja bolszewicka, wezwał biskupów z całej Europy do modlitwy za Polskę. W specjalny przesłaniu napisał, że kontynent staje przed groźbą nowej wojny. "Nie tylko miłość do Polski lecz całej Europy każe nam pragnąć połączenia się z nami wszystkim wiernych w błaganiu Najwyższego, aby za orędownictwem Najświętszej Dziewicy Opiekunki Polski zechciał oszczędzić Naród Polski tej ostatecznej klęski oraz by raczył odwrócić tę nową plagę od wycieńczonej przez upływ krwi Europy" - przypomniał kaznodzieja.

Zwrócił uwagę, że w podobnym tonie pisał również budowniczy sanktuarium Matki Boskiej Różańcowej w Pompejach bł. Bartolomeo Longo, który poprzez listy otwarty do katolików zainicjował rodzaj ogólnoświatowej krucjaty różańcowej w intencji Polski.

Przywołując postać nuncjusza apostolskiego w Polsce Achillesa Rattiego, późniejszego papieża Piusa XI, bp Kamiński przypomniał, że przedstawiciel Ojca Świętego nie tylko nie opuścił zagrożonej stolicy, ale jeszcze w czasie Bitwy Warszawskiej udał się do Radzymina. - To on, już jako papież, wielokrotnie nazywał Polskę "przedmurzem Europy i cywilizacji chrześcijańskiej" - powiedział hierarcha.

Nawiązując do wizyty św. Jana Pawła II w Radzyminie i jego modlitwy nad mogiłami poległych, za Ojcem Świętym podkreślił, że "Cud nad Wisłą i zwycięstwo nad Armią Czerwona to ważna data w naszej narodowej historii. (...) Była to wielka Bitwa o naszą i waszą wolność, naszą i Europy".

Zwrócił uwagę, że tych trudnych dniach kiedy ważyły się losy Ojczyzny cały naród modlił się do Boga o ratunek. Wspomniał, że czynili to nie tylko biskupi, kapłani i prosty lud, ale również dowódcy na czele z Naczelnym Wodzem Józefem Piłsudskim, który niezwykłym kultem otaczał wizerunek Matki Bożej Ostrobramskiej.

- Wszyscy oni zostali wezwani przez Ojczyznę - Matkę do jej obrony, do obrony Narodu, wiary i najświętszych wartości. Jesteśmy winni im wdzięczność i pamięć - podsumował bp Kamiński.

Po liturgii odbył się Apel Poległych a poszczególne delegacje złożyły wieńce na mogiłach.

Po południu centralne obchody 98 rocznicy Bitwy Warszawskiej odbędą się w Radzyminie. O godz. 17.00 uroczystej Mszy św. na Cmentarzu Żołnierzy 1920 roku będzie przewodniczył bp Marek Solarczyk.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem