Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Cicha kobieca obecność przy ołtarzu

2017-09-21 09:32

Marta Wiatrzyk-Iwaniec
Edycja zielonogórsko-gorzowska 39/2017, str. 6-7

Agata Zawadzka

Dziś kolejna odsłona kobiecości w Kościele. Fragment z Księgi Jeremiasza można sparafrazować, zamienić końcówki fleksyjne i z powodzeniem odnieść do kobiety: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłam się uwieść”. Uwiedziona – tak, ale nie zwiedziona ani zawiedziona. Idzie za Chrystusem, bo ją zdobył i ujął, a to kobiece wędrowanie za Nim, jak już się zacznie tak na serio, ma swoją szczególną specyfikę – kobieta raz przez Niego uwiedziona, potrafi podążać śladami Pana wiernie i wytrwale, aż na Golgotę

Te dwie cechy – wierność oraz wytrwałość predysponują ją na oddaną uczennicę. Maria Magdalena klęczała i słuchała słów Pana, wybierając „najlepszą cząstkę” i to zasłuchanie wiernie zaprowadziło ją pod Krzyż na Golgotę, a w Poranek Zmartwychwstania tęsknota przygnała ją do grobu. Biblijna Samarytanka zostawiła dzban i pobiegła radośnie obwieszczać wszem i wobec, jak Chrystus niebywale odkrył przed nią samą historię jej życia i serca, mimo że słowem się Jemu nie zwierzyła. On wiedział. Nie wiemy, czy wędrowała dalej za Chrystusem, Biblia milczy na ten temat, ale jej życie się odmieniło. Może została zaliczona w poczet niewiast, których cechą dystynktywną było ciche wędrownie za Panem, a skoro ciche, to i Biblia o tym milczy. I może właśnie z takich Marii Magdalen i im podobnym cichych niewiast zrodziły się w Kościele kobiece powołania do służby – z umiłowania słów Pana zrodziło się umiłowanie liturgii.

Wielość posług

Współcześnie wydaje się, że cicha, lecz wierna i wytrwała obecność kobiety w Kościele realizuje się na wiele sposobów. Jednym z nich jest posługa liturgiczna, w którą kobieta może się na kilka sposobów zaangażować. W ramach służby liturgicznej ks. Franciszek Blachnicki zaproponował kilka dostępnych dla kobiet funkcji liturgicznych: funkcja scholi muzycznej, służba darów, służba porządkowa, komentator, animator. Najpopularniejszą i najbardziej oczywistą formą liturgicznej aktywności kobiecej jest właśnie działalność muzyczna, ale na tym nie koniec. Cicha, lecz niezwykle dynamiczna kobieca obecność jest kontynuowana w Kościele również w posłudze precentorki, która z natury rzeczy jest służbą ukrytą, więc niewiele się o niej mówi, a może nawet jeszcze mniej wie. Chociaż posługa precentorki nie jest novum, bo przecież w tym roku obchodzono 25-lecie Diecezjalnej Diakonii Liturgicznej, to jednak pozostaje mało rozpoznana i nagłośniona w Kościele. – Młode dziewczyny nie wiedzą, że mogą się tym zająć – ubolewa Aleksandra Wiertelak, była animatorka, odpowiedzialna za posługę pań w diakonii liturgicznej, która przez wiele lat zajmowała się formowaniem młodych dziewcząt przygotowujących się do roli precentorki.

Precentorka

Kim jest precentorka? – Tak jak ceremoniarz odpowiada za cały przebieg Eucharystii, on rozdziela funkcje panom, tak precentorka rozdziela określone funkcje poza prezbiterium – układa modlitwę wiernych, przygotowuje komentarze do darów – mówi Magdalena Żelechowska, wieloletnia koordynatorka rekolekcji organizowanych dla Diecezjalnej Diakonii Liturgicznej. – Nie do końca jest to w Kościele oczywista funkcja, posługiwanie kobiet kojarzy się głównie ze śpiewem, a my z diakonią liturgiczną chcemy wspierać trend, w którym akcentujemy ważność kobiecej służby w życiu liturgicznym – dodaje. Precentorka nie tylko przygotowuje teksty do czytania podczas Mszy św., ale zajmuje się także koordynacją działań, które dzieją się poza prezbiterium. Zadaniem precentorki jest odpowiedzialność za poszczególne służby, a zatem czuwa ona chociażby nad służbą ładu podczas rozdawania Komunii św., jest obecna podczas Liturgii Słowa i odczytywania modlitwy powszechnej, by w razie konieczności włączyć mikrofon czy dostosować go do wzrostu czytającego. Precentorka wraz z ceremoniarzem tworzy liturgiczny zespół, swoisty duet, to przez nich odbywa się wszelki kontakt z celebransem. Aleksandra Wiertelak wyznaje, że zdarzało jej się podchodzić do ludzi, którzy przychodzili na Mszę św., aby zachęcić ich do włączenia się w liturgię poprzez przeczytanie modlitwy wiernych, komentarza do darów lub samo niesienie darów. – Każdy z nas jest odpowiedzialny za liturgię, bo jesteśmy wspólnotą Kościoła katolickiego – mówi. Ludzie zazwyczaj nie odmawiali, choć spotykała się również z postawą wstydu czy braku odwagi. – Generalnie ludzie nie wiedzą, że można przekroczyć prezbiterium. W głowie pokutuje przekonanie, że albo nie wolno, albo nie można, albo że do czynnego zaangażowania się w liturgię musi być nie wiadomo jakie przygotowanie, a zapomina się, że Bóg wybiera najsłabszych. Istnieje też inna postawa – anonimowości, kiedy człowiek zostaje w ławce, nie angażuje się, bo tak jest mu wygodniej – dodaje Magdalena Żelechowska.

Reklama

Koordynuje, zachęca, uświadamia

Niechęć i strach przed zaangażowaniem się w liturgię biorą się, zdaniem Aleksandry Wiertelak, z niezrozumienia liturgii. – Jeśli ludzi nie interesuje Msza św., nie wiedzą, co się dzieje na ołtarzu, to jest się tylko widzem, a prezbiterium teatrem. Precentorka stara się aktywizować ludzi, aby nie byli widzami. Jej celem jest przyczynianie się do wzrostu świadomości liturgii, nie zaś wyręczanie ludzi, a za sukces uznaje się ten moment, gdy precentorka przestaje być potrzebna, dlatego że ludzie zaczynają sami z siebie aktywnie uczestniczyć w życiu liturgicznym parafii. Oczywiście istnieje pewne niebezpieczeństwo, polegające na tym, że gdy w parafii prężnie działa grupa osób, która przygotowuje liturgię, to pozostali, mniej aktywni, mogą poczuć się zwolnieni z jakiejkolwiek odpowiedzialności lub formy zaangażowania. Rola precentorki polega więc na koordynowaniu, zachęcaniu, uświadamianiu, by ludzie poczuli się współodpowiedzialni za liturgię, nie zaś na ich wyręczaniu. Magdalena Żelechowska twierdzi, że jak człowiek się zakocha w liturgii i uczyni ją swoją, to nie będzie chciał, by ktoś go wyręczał. Jednocześnie jest przekonana o nieocenionej roli kobiety, która swoją wrażliwością może ubogacić liturgię, zajmując się dekoracjami w kościele czy nawet niezbyt zręcznymi sprawami, jak zwrócenie uwagi panom, by zadbali o estetykę wyglądu.

– Kobieta widzi szczegóły, posiada wrażliwość i delikatność, które przydają się poza prezbiterium, i wcale nie musi ona walczyć, by być w prezbiterium – dodaje. W ten sposób, według diecezjalnej precentorki, rozstrzyga się dylemat roli i posłannictwa kobiety w liturgii.

Zaufać

Magdalena Żelechowska opowiada też o trudnościach związanych z posługą precentorki. – Po Soborze Watykańskim II zaczęła się odnowa liturgii. Wśród księży są zwolennicy starego rytu i nowego rytu. Kiedyś służba była zarezerwowana tylko dla tych od prezbiterium, dla wybranych, ale teraz Kościół zmierza do zniesieniu tej bariery z „moja liturgia” i „twoja liturgia” na rzecz „nasza wspólna liturgia”, którą wszyscy razem współtworzymy. I tutaj jest duża rola księży, by nam jako diakonii liturgicznej zaufali, że nie chcemy wprowadzić jakiś swoich rządów czy zrobić coś po swojemu, ale żebyśmy mogli dojść do porozumienia i się dogadać tak po ludzku. My nie chcemy coś zmieniać, lecz ubogacać Mszę św. zgodnie z odnową liturgii.

Jak zostać precentorką?

Aleksandra Wiertelak opowiada, że kiedy szukała swojego miejsca w Kościele, a nie widziała siebie w diakonii muzycznej, ks. Tomasz Sałatka zaproponował jej wyjazd na KODAL, czyli Kurs Oazowy dla Animatorów Liturgii, na co chętnie przystała. W ten sposób odnalazła swoje miejsce w Kościele właśnie jako precentorka. KODAL jest kursem, który trwa tydzień, jest prowadzony zazwyczaj w trakcie ferii zimowych. Zgłoszenia można dokonać przez stronę internetową Diecezjalnej Diakonii Liturgicznej (ddl.org.pl). Nie trzeba należeć do Ruchu Światło-Życie, aby wziąć w nim udział. Podczas kursu uczestnicy zgłębiają tajemnicę Eucharystii, dowiadują się, co oznaczają poszczególne gesty celebransa, poznają liturgię od strony historycznej, zdobywają wiedzę odnośnie części Eucharystii czy roku liturgicznego, uczą się, jak napisać modlitwę wiernych, która ma pewien ściśle określony schemat, czy też jak przygotować dary. Ks. Tomasz Sałatka wymienia trzy płaszczyzny kursu: ewangelizację, intelektualne zgłębienie liturgii oraz praktykę liturgiczną. Godność ceremoniarza lub precentorki można uzyskać po dwóch latach formacji. Po pierwszych stopniu, który trwa tydzień, dziewczyny wracają do swoich parafii i starają się pisać modlitwy wiernych oraz komentarze, które są na następnym stopniu rekolekcji weryfikowane. Oprócz tego mają egzamin z dokumentów Kościoła oraz umiejętności praktycznych. Po rozmowie egzaminującej dziewczyna otrzymuje specjalne błogosławieństwo, stając się precentorką, i zostaje dopuszczona do posługi. Po czterech latach można zostać animatorem liturgii, która to osoba realizuje się nie tylko jako służba liturgiczna ołtarza, ale animuje całe życie liturgiczne w parafii, pomagając księdzu, organizując adoracje, nabożeństwa bądź inne inicjatywy. Obecnie w diecezji jest około 40 czynnie posługujących precentorek, których posługa na parafii jest nieoceniona.

Dla tych doświadczonych

Ks. Tomasz Sałatka, wieloletni moderator diakonii liturgicznej, docenia zaangażowanie kobiet w liturgii, wyznając, że bez precentorek liturgia nie byłaby piękna. W zamyśle księdza jest plan utworzenia KODAL-u dla dorosłych, ludzi po 25. roku życia, którzy już pracują, założyli własne rodziny bądź przymierzają się do tego, a chcieliby zdobyć wiedzę oraz doświadczenie z zakresu liturgii, aby posługiwać na swojej parafii. Ks. Sałatka ubolewa nad problemem zaangażowania się wiernych w liturgię, dlatego uważa posługę mądrej precentorki za skarb, jaki posiada parafia: – Ta posługa budzi do życia parafię. Potrzebujemy wypracować kulturę liturgiczną, a precentorki gwarantują impulsy, które mają na celu zaktywizować wiernych.

Jeśli zatem się zdarzy, że przed Mszą św. cicho podejdzie do nas niewiasta, wyszeptując prośbę, byśmy przeczytali modlitwę wiernych, nie bójmy się, to tylko precentorka. A może aż...

Tagi:
kobieta

Matka zwyczajna, matka heroiczna

2018-04-04 10:33

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 14/2018, str. I-VI

Nigdy, przenigdy nie uważała siebie za kogoś wyjątkowego i niezwykłego, choć wiedziała, że obdarowana została właśnie nie inaczej, tylko wyjątkowo, bo czternaściorgiem dzieci. Wychowała ich trzynaścioro (jedno zmarło w wieku 3 miesięcy), od kolebki do wyjścia w świat. 81-letnie życie Janiny Piotrowskiej, którą parafia Kije, rodzina i przyjaciele żegnali 9 marca, wypełnione było pracą, rodziną, a właściwie byciem matką. To był jej zawód, spełnienie, powołanie

Archiwum rodzinne
Janina Piotrowska podczas 80 urodzin, w otoczeniu wszystkich córek

Całe życie Janiny Piotrowskiej od chwili narodzin 1 grudnia 1936 r. do śmierci 6 marca 2018 r. związane było z Wymysłowem w gminie i parafii Kije, z gospodarką, pracą na roli, a nawet krótkim etapem zawodowej pracy w przetwórni w Pińczowie. Mąż Janisław pracował na kolei, ale jego ukochanym zajęciem była ciesielka, którą dorabiał, aby wyżywić rosnącą gromadę dzieci (zdolności ciesielskie odziedziczyli synowie i wnukowie). Gdy Janina miała 45 lat, została wdową, a męża pochowała spodziewając się dziecka, czy raczej dzieci, bliźniąt. – Ojca znamy tylko z opowiadań – mówią dzisiaj bliźniaczki Monika i Marta.

Pierwsza na świat z rodziny Piotrowskich przyszła w 1958 r. Urszula. W 1961 r. urodziła się Grażyna, a potem kolejno: Bogdan (1962), Janusz (1964), Halina (1966), Waldemar (1968), Justyna (1970), Elżbieta (1973), Tomasz (1974), Agnieszka (1975), Patrycja (1979) i wreszcie Marta i Monika (1981). Śp. Witold przeżył zaledwie 3 miesiące.

– To jest piękne, że wszystkie te dzieci przyjęła i nie wahała się ich przyjąć, a przecież lekko im nie było. Jak to trudno sobie dzisiaj wyobrazić, gdy dzieci muszą mieć wszystko. Taka postawa matki to wzór i coś niebywałego w dzisiejszych czasach – uważa ks. Wiesław Kita, proboszcz w Kijach.

Córki wspominają opowiadaną w rodzinie historię, jak to lekarz położnik z Pińczowa, bezdzietny, zaproponował mamie adopcję bliźniaczek. – Nie chciała nas zostawić, to jej się w głowie nie mieściło, aby oddać dzieci, swoje dzieci – opowiadają.

Przy trumnie śp. Janiny stanęły wszystkie, z mężami i żonami, 26 wnuków i 8 prawnuków. Gromada złączona pamięcią matki i babci, wspólną historią i więzami krwi.

Obywało się bez klapsa

Lekko nie było – to fakt, w domu długo brakowało wielu rzeczy uważanych dzisiaj za niezbędne, nawet młodsze z rodzeństwa pamiętają jeszcze klepisko, ale nigdy „nie było głodno, ani brudno”. W takiej gromadzie musisz szybko dorosnąć, aby przejąć opiekę nad młodszymi, musisz szybko odkryć w sobie talent czy umiejętność do gotowania – szycia – sprzątania – gospodarki, aby mamie było lżej, aby wszystkim było lepiej. Kaprysy, dąsy? – Nigdy w życiu. Wszystkie dzieci pokończyły szkoły, część z nich uczelnie wyższe, żadne nie miało konfliktów z prawem, a wszystkie bez wyjątku odnalazły swoją dobrą drogę i wyszły, jak to się mówi, na ludzi.

– Nawet nie wiem, jak mama to robiła, ale nigdy nie krzyczała, choć trzymała nas krótko. No i nigdy nie dostałyśmy klapsa – opowiadają bliźniaczki. Jako 13-latki już uwijały się w polu, w gospodarstwie, a Patrycja urzędowała w kuchni. – Mama nauczyła nas porządku, szacunku do siebie, czystości, lubiła sobie zażartować – wspominają ciepło.

W jej relacjach z dziećmi na pewno nie było nadopiekuńczości, ale i skąd miała na nią znaleźć czas? O swoje dzieci walczyła jak lwica. Monika i Marta wspominają, jak to mama zabrała je do urzędu, gdy chciano im odebrać rentę po tacie. Zza zamkniętych drzwi urzędniczego pokoju słyszały jej donośny głos, pytający retorycznie: „To za co mam je nakarmić”? Renty im nie zabrano.

Rodzina razem

„Lepszego życia”, jak opowiadają dzieci, mama zaznała, gdy ostatnie z nich wyfrunęło z gniazda. Do końca mieszkała z najstarszym z synów, z Bogdanem, który niejako przejął na siebie obowiązki głowy rodziny. Przy nim czuła się bezpieczna; zresztą nie było dnia, aby któreś z dzieci czy wnuków nie wpadało do domu. – Jeszcze jako 80-letnia kobieta chętnie opiekowała się wnukami, zawsze starała się być czynna, miała siły niespożyte – wspomina ks. prob. Wiesław Kita.

I zawsze broniła „drugich połówek”, nie pozwoliła złego słowa powiedzieć na zięciów, na synowe.

Na 80. urodziny najbliżsi zorganizowali jej uroczyste przyjęcie, w lokalu, w niecodziennym otoczeniu, w udziałem całej rodziny. Szczęśliwa i dumna, długo wspominała tamten wieczór, czerpała siłę z przeżywanego wciąż od nowa i od nowa. Całą rodziną spotykali się przeważnie w święta, najczęściej w Wielkanoc, która bywa przy ładnej pogodzie, więc mogli przyszykować świąteczne śniadanie czy obiad na podwórku, aby wszyscy dobrze się widzieli. Podzielono role, każdy coś przynosił, mama obowiązkowo robiła rosół, w tym nigdy nie pozwalała się wyręczyć.

– Widzę mamę, jak czyta, szczególnie lubiła książki o Matce Bożej Fatimskiej, modliła się też na różańcu – opowiada Marta. Ulubione książki o tematyce maryjnej czytała jeszcze w szpitalu, po amputacji nogi. Była to konieczność spowodowana cukrzycą, która dokuczała jej w ostatnich latach. Pomimo poważnej operacji starała się być użyteczna, nie sprawiać sobą kłopotów.

Do końca trzymała posłuch, ale i umiała wprowadzić ład w swoją gromadkę. Jako przykład podają zgodny podział pomiędzy siebie tego, co po rodzicach im zostało. Odeszła w domu, wśród najbliższych, jedząc obiad, zdążyła tylko krzyknąć „oj”.

Proste, zwyczajne macierzyństwo, nie szukające zasług ani nagród. Wielką radością i zaskoczeniem było dla Janiny przyznanie jej w 2006 r. statuetki „Józef 2005” i tytułu „Osobowości Roku Gminy Kije”. Wyróżnienie odnosi się do biblijnego Józefa, cichego i niepozornego, ale bez którego pracy i troski mały Jezus – późniejszy Mesjasz, nie zaznałby szczęśliwego dzieciństwa. Pani Janina do końca nie spodziewała się żadnych wyróżnień, bo i za co, za bycie matką, za wychowanie dzieci? – Trzęsłam się cała ze wzruszenia. Nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę o mnie chodzi. Z tej radości aż ucałowałam księdza profesora Józefa Kudasiewicza – opowiadała wówczas.

Pewnie spotkała już swego krajana, śp. Księdza Profesora – wybitnego biblistę i mariologa, który tak pięknie jak nikt, wytłumaczył jej, dlaczego być matką, dlaczego podążać za wzorem Maryi Matki Jezusa, to takie piękne, ważne i mądre.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Nadchodzą trudne lata dla Gwardii Szwajcarskiej

2018-04-20 09:13

ts / Watykan (KAI)

W najbliższej przyszłości watykańskiej Gwardii Szwajcarskiej trudno będzie pozyskać nowych kandydatów. Liczy się z tym odpowiedzialny za rekrutację do papieskiej formacji szwajcarski menadżer ds. personalnych Bernhard Messmer. Były gwardzista i właściciel firmy ds. zarządzania kadrami przyznał w wywiadzie dla szwajcarskiego portalu kath.ch, że wprawdzie aktualnie Gwardia nie ma jeszcze takich problemów, ale „nadchodzą dla nas trudne lata”.

Grzegorz Gałązka

Messmera martwi przede wszystkim znaczny spadek narodzin w Szwajcarii. Jego zdaniem, rolę odgrywa także rozwój gospodarczy. „Jeśli gospodarka będzie kulała, to może będzie nam łatwiej pozyskiwać kandydatów”, powiedział 56-letni były gwardzista. Zwrócił uwagę, że dziś człowiekowi kończącemu naukę z dobrymi wynikami pracodawcy oferują zarobki, z którymi nie może konkurować Gwardia Szwajcarska. Ponadto młodzi urodzeni w latach 1995-2010 często mają inne wartości i inne wyobrażenia, niż ich poprzednicy, zauważył Messmer dodając, że dla nich np. jest ważne równoważenie czasu pracy i czasu wolnego, a pod tym względem organizacje militarne tracą na atrakcyjności.

Do Gwardii Szwajcarskiej poszukiwani są nie tylko młodzi ludzie sympatyzujący z wojskiem, ale tacy, którzy jednocześnie prowadzą aktywne życie religijne. „Żyjemy naszą wiarą i w każdą niedzielę uczęszczamy na Mszę św. Idzie każdy z nas i o tym nie dyskutujemy”, podkreśla menadżer.

Do Rzymu przybywa „cały świat”, mówi Messmer. Jako gwardzista mogę uczestniczyć w wydarzeniach, w jakich później nie będzie mi dane, wspomina służbę w Watykanie dawny gwardzista, który w ochronie papieży służył w latach 1982-1984. Przyznaje, że ten czas był dla niego „najlepszą szkołą życia, jaka kiedykolwiek istniała”.

Gwardia Szwajcarska służy papieżom od 1506 r. Obecnie liczy 110 członków. Mogą do niej kandydować wyłącznie młodzi katolicy szwajcarscy w wieku 19-30 lat, którzy w swoim kraju muszą najpierw odbyć służbę wojskową. W Watykanie służą co najmniej 25 miesięcy, a zaprzysiężenie rekrutów odbywa się rokrocznie 6 maja na pamiątkę tzw. „sacco di Roma”, czyli splądrowania Rzymu przez wojska cesarza Karola V w dniu 6 maja 1527 r. Zginęło wówczas 147 szwajcarskich żołnierzy, broniących Klemensa VII (1523-1534). Obecnie większość rekrutów zobowiązuje się do służby w Gwardii Szwajcarskiej przez okres dwóch lat. Gwardziści odpowiadają za osobistą ochronę papieża oraz kontrolują wejścia do Watykanu. Ochrona Domu św. Marty, w którym mieszka papież, sprawowana jest częściowo przez gwardzistów, a częściowo przez żandarmerię watykańską.

W styczniu na specjalnie przygotowanym na YouTube nagraniu wideo Papieska Gwardia Szwajcarska zachęcała młodych rodaków do wstąpienia w jej szeregi. 10-minutowy film informuje o zasadniczym przygotowaniu, pokazuje nową centralę komendantury oraz relacje z życia tej formacji watykańskiej czuwającej nad bezpieczeństwem papieża. Ważnym elementem filmu jest też informacja o warunkach, jakie musi spełniać kandydat do tej służby.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Delegat KEP ds. Powołań: w dar powołania wpisana jest Miłość Boga

2018-04-20 21:21

mag / Warszawa (KAI)

W dar powołania wpisana jest Miłość Boga – podkreślił w rozmowie z KAI Delegat KEP ds. Powołań bp Marek Solarczyk. W czwartą Niedzielę Wielkanocną zwaną Niedzielą Dobrego Pasterza w Kościele obchodzony jest 55. Światowy Dzień Modlitw o Powołania. W Polsce otwiera tydzień modlitw w intencji osób poświęconych Bogu oraz o nowe powołania do szczególnej służby w Kościele. Tym razem będzie przebiegał pod hasłem „Napełnieni Duchem Świętym”.

BP KEP
Bp Marek Solarczyk

- Jako ludzie ochrzczeni jesteśmy zaproszeni by nieustannie żyć darami Ducha Świętego, który otwiera nas na Boga i na Jego plan zbawienia zarówno wobec nas, jak i całego Kościoła. Tylko bowiem pozwalając się Mu prowadzić człowiek może odkryć swoje powołanie, a wiec dar miłości Boga dla niego, a poprzez niego także dla innych – zwrócił uwagę bp Solarczyk.

Nawiązując do papieskiego orędzia na 55. Światowy Dzień Modlitw o Powołania zatytułowanego "Słuchać, rozeznawać, żyć powołaniem Pana”, biskup podkreślił, że ważną przestrzenią pogłębiania relacji z Bogiem jest modlitwa. Jest ona słuchaniem Pana w Jego Słowie wypowiedzianym na kartach Pisma Świętego, jak i odczytywaniem tego, co mówi Chrystus poprzez doświadczenia codziennego życia - zaznaczył bp Solarczyk.

Podkreślił, że powołanie zawsze jest tajemnicą inicjatywy Boga. – Tym, co my możemy zrobić pomagając młodym, którzy stają przed wyborem drogi życia, to sami żyć w pełni swoim powołaniem, być wyrazistymi oraz wspierać ich swoją modlitwą i obecnością – powiedział Delegat KEP ds. Powołań.

Zwrócił uwagę, że młodzi zawsze szukali wzorów. – Jeśli my im tego nie damy, znajdą wówczas inne, które niekoniecznie pomogą im w pełni się rozwinąć w sferze ludzkiej i duchowej. - Tylko sami żyjąc w jedności z Bogiem będziemy świadkami, że powołanie to dar Jego miłości – stwierdził bp Solarczyk.

Przyznał, że droga powołania nie zawsze jest łatwa i przyjemna, ale człowiek w każdej sytuacji otrzymuje niezbędne wsparcie ze strony Boga. Zapewnił też, że młodzi odpowiadając na Boże zaproszenie nie są pozostawieni sami sobie, bo Bóg, który ich powołuje, nieustannie im towarzyszy.

Bp Solarczyk zwrócił uwagę, że w tym roku Niedziela Dobrego Pasterza wpisuje się również w inicjatywę ‘Sztafety Młodych’, która polega na tym, że w ramach przygotowań do zbliżającego się synodu każdego dnia inna wspólnota młodzieżowa modli się za zbliżające się obrady i osoby które wezmą w nich udział.

Z okazji 55. Światowego Dnia Modlitw o Powołania Krajowa Rada Duszpasterstwa Powołań przygotowała specjalne materiały duszpasterskie w formie teczki, która trafiły do wszystkich parafii w kraju. Zawierają one min. konspekty katechez, komentarze, rozważania do nabożeństw, oraz świadectwa tych którzy idą drogą powołania.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem