Reklama

Cicha kobieca obecność przy ołtarzu

2017-09-21 09:32

Marta Wiatrzyk-Iwaniec
Edycja zielonogórsko-gorzowska 39/2017, str. 6-7

Agata Zawadzka

Dziś kolejna odsłona kobiecości w Kościele. Fragment z Księgi Jeremiasza można sparafrazować, zamienić końcówki fleksyjne i z powodzeniem odnieść do kobiety: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłam się uwieść”. Uwiedziona – tak, ale nie zwiedziona ani zawiedziona. Idzie za Chrystusem, bo ją zdobył i ujął, a to kobiece wędrowanie za Nim, jak już się zacznie tak na serio, ma swoją szczególną specyfikę – kobieta raz przez Niego uwiedziona, potrafi podążać śladami Pana wiernie i wytrwale, aż na Golgotę

Te dwie cechy – wierność oraz wytrwałość predysponują ją na oddaną uczennicę. Maria Magdalena klęczała i słuchała słów Pana, wybierając „najlepszą cząstkę” i to zasłuchanie wiernie zaprowadziło ją pod Krzyż na Golgotę, a w Poranek Zmartwychwstania tęsknota przygnała ją do grobu. Biblijna Samarytanka zostawiła dzban i pobiegła radośnie obwieszczać wszem i wobec, jak Chrystus niebywale odkrył przed nią samą historię jej życia i serca, mimo że słowem się Jemu nie zwierzyła. On wiedział. Nie wiemy, czy wędrowała dalej za Chrystusem, Biblia milczy na ten temat, ale jej życie się odmieniło. Może została zaliczona w poczet niewiast, których cechą dystynktywną było ciche wędrownie za Panem, a skoro ciche, to i Biblia o tym milczy. I może właśnie z takich Marii Magdalen i im podobnym cichych niewiast zrodziły się w Kościele kobiece powołania do służby – z umiłowania słów Pana zrodziło się umiłowanie liturgii.

Wielość posług

Współcześnie wydaje się, że cicha, lecz wierna i wytrwała obecność kobiety w Kościele realizuje się na wiele sposobów. Jednym z nich jest posługa liturgiczna, w którą kobieta może się na kilka sposobów zaangażować. W ramach służby liturgicznej ks. Franciszek Blachnicki zaproponował kilka dostępnych dla kobiet funkcji liturgicznych: funkcja scholi muzycznej, służba darów, służba porządkowa, komentator, animator. Najpopularniejszą i najbardziej oczywistą formą liturgicznej aktywności kobiecej jest właśnie działalność muzyczna, ale na tym nie koniec. Cicha, lecz niezwykle dynamiczna kobieca obecność jest kontynuowana w Kościele również w posłudze precentorki, która z natury rzeczy jest służbą ukrytą, więc niewiele się o niej mówi, a może nawet jeszcze mniej wie. Chociaż posługa precentorki nie jest novum, bo przecież w tym roku obchodzono 25-lecie Diecezjalnej Diakonii Liturgicznej, to jednak pozostaje mało rozpoznana i nagłośniona w Kościele. – Młode dziewczyny nie wiedzą, że mogą się tym zająć – ubolewa Aleksandra Wiertelak, była animatorka, odpowiedzialna za posługę pań w diakonii liturgicznej, która przez wiele lat zajmowała się formowaniem młodych dziewcząt przygotowujących się do roli precentorki.

Precentorka

Kim jest precentorka? – Tak jak ceremoniarz odpowiada za cały przebieg Eucharystii, on rozdziela funkcje panom, tak precentorka rozdziela określone funkcje poza prezbiterium – układa modlitwę wiernych, przygotowuje komentarze do darów – mówi Magdalena Żelechowska, wieloletnia koordynatorka rekolekcji organizowanych dla Diecezjalnej Diakonii Liturgicznej. – Nie do końca jest to w Kościele oczywista funkcja, posługiwanie kobiet kojarzy się głównie ze śpiewem, a my z diakonią liturgiczną chcemy wspierać trend, w którym akcentujemy ważność kobiecej służby w życiu liturgicznym – dodaje. Precentorka nie tylko przygotowuje teksty do czytania podczas Mszy św., ale zajmuje się także koordynacją działań, które dzieją się poza prezbiterium. Zadaniem precentorki jest odpowiedzialność za poszczególne służby, a zatem czuwa ona chociażby nad służbą ładu podczas rozdawania Komunii św., jest obecna podczas Liturgii Słowa i odczytywania modlitwy powszechnej, by w razie konieczności włączyć mikrofon czy dostosować go do wzrostu czytającego. Precentorka wraz z ceremoniarzem tworzy liturgiczny zespół, swoisty duet, to przez nich odbywa się wszelki kontakt z celebransem. Aleksandra Wiertelak wyznaje, że zdarzało jej się podchodzić do ludzi, którzy przychodzili na Mszę św., aby zachęcić ich do włączenia się w liturgię poprzez przeczytanie modlitwy wiernych, komentarza do darów lub samo niesienie darów. – Każdy z nas jest odpowiedzialny za liturgię, bo jesteśmy wspólnotą Kościoła katolickiego – mówi. Ludzie zazwyczaj nie odmawiali, choć spotykała się również z postawą wstydu czy braku odwagi. – Generalnie ludzie nie wiedzą, że można przekroczyć prezbiterium. W głowie pokutuje przekonanie, że albo nie wolno, albo nie można, albo że do czynnego zaangażowania się w liturgię musi być nie wiadomo jakie przygotowanie, a zapomina się, że Bóg wybiera najsłabszych. Istnieje też inna postawa – anonimowości, kiedy człowiek zostaje w ławce, nie angażuje się, bo tak jest mu wygodniej – dodaje Magdalena Żelechowska.

Reklama

Koordynuje, zachęca, uświadamia

Niechęć i strach przed zaangażowaniem się w liturgię biorą się, zdaniem Aleksandry Wiertelak, z niezrozumienia liturgii. – Jeśli ludzi nie interesuje Msza św., nie wiedzą, co się dzieje na ołtarzu, to jest się tylko widzem, a prezbiterium teatrem. Precentorka stara się aktywizować ludzi, aby nie byli widzami. Jej celem jest przyczynianie się do wzrostu świadomości liturgii, nie zaś wyręczanie ludzi, a za sukces uznaje się ten moment, gdy precentorka przestaje być potrzebna, dlatego że ludzie zaczynają sami z siebie aktywnie uczestniczyć w życiu liturgicznym parafii. Oczywiście istnieje pewne niebezpieczeństwo, polegające na tym, że gdy w parafii prężnie działa grupa osób, która przygotowuje liturgię, to pozostali, mniej aktywni, mogą poczuć się zwolnieni z jakiejkolwiek odpowiedzialności lub formy zaangażowania. Rola precentorki polega więc na koordynowaniu, zachęcaniu, uświadamianiu, by ludzie poczuli się współodpowiedzialni za liturgię, nie zaś na ich wyręczaniu. Magdalena Żelechowska twierdzi, że jak człowiek się zakocha w liturgii i uczyni ją swoją, to nie będzie chciał, by ktoś go wyręczał. Jednocześnie jest przekonana o nieocenionej roli kobiety, która swoją wrażliwością może ubogacić liturgię, zajmując się dekoracjami w kościele czy nawet niezbyt zręcznymi sprawami, jak zwrócenie uwagi panom, by zadbali o estetykę wyglądu.

– Kobieta widzi szczegóły, posiada wrażliwość i delikatność, które przydają się poza prezbiterium, i wcale nie musi ona walczyć, by być w prezbiterium – dodaje. W ten sposób, według diecezjalnej precentorki, rozstrzyga się dylemat roli i posłannictwa kobiety w liturgii.

Zaufać

Magdalena Żelechowska opowiada też o trudnościach związanych z posługą precentorki. – Po Soborze Watykańskim II zaczęła się odnowa liturgii. Wśród księży są zwolennicy starego rytu i nowego rytu. Kiedyś służba była zarezerwowana tylko dla tych od prezbiterium, dla wybranych, ale teraz Kościół zmierza do zniesieniu tej bariery z „moja liturgia” i „twoja liturgia” na rzecz „nasza wspólna liturgia”, którą wszyscy razem współtworzymy. I tutaj jest duża rola księży, by nam jako diakonii liturgicznej zaufali, że nie chcemy wprowadzić jakiś swoich rządów czy zrobić coś po swojemu, ale żebyśmy mogli dojść do porozumienia i się dogadać tak po ludzku. My nie chcemy coś zmieniać, lecz ubogacać Mszę św. zgodnie z odnową liturgii.

Jak zostać precentorką?

Aleksandra Wiertelak opowiada, że kiedy szukała swojego miejsca w Kościele, a nie widziała siebie w diakonii muzycznej, ks. Tomasz Sałatka zaproponował jej wyjazd na KODAL, czyli Kurs Oazowy dla Animatorów Liturgii, na co chętnie przystała. W ten sposób odnalazła swoje miejsce w Kościele właśnie jako precentorka. KODAL jest kursem, który trwa tydzień, jest prowadzony zazwyczaj w trakcie ferii zimowych. Zgłoszenia można dokonać przez stronę internetową Diecezjalnej Diakonii Liturgicznej (ddl.org.pl). Nie trzeba należeć do Ruchu Światło-Życie, aby wziąć w nim udział. Podczas kursu uczestnicy zgłębiają tajemnicę Eucharystii, dowiadują się, co oznaczają poszczególne gesty celebransa, poznają liturgię od strony historycznej, zdobywają wiedzę odnośnie części Eucharystii czy roku liturgicznego, uczą się, jak napisać modlitwę wiernych, która ma pewien ściśle określony schemat, czy też jak przygotować dary. Ks. Tomasz Sałatka wymienia trzy płaszczyzny kursu: ewangelizację, intelektualne zgłębienie liturgii oraz praktykę liturgiczną. Godność ceremoniarza lub precentorki można uzyskać po dwóch latach formacji. Po pierwszych stopniu, który trwa tydzień, dziewczyny wracają do swoich parafii i starają się pisać modlitwy wiernych oraz komentarze, które są na następnym stopniu rekolekcji weryfikowane. Oprócz tego mają egzamin z dokumentów Kościoła oraz umiejętności praktycznych. Po rozmowie egzaminującej dziewczyna otrzymuje specjalne błogosławieństwo, stając się precentorką, i zostaje dopuszczona do posługi. Po czterech latach można zostać animatorem liturgii, która to osoba realizuje się nie tylko jako służba liturgiczna ołtarza, ale animuje całe życie liturgiczne w parafii, pomagając księdzu, organizując adoracje, nabożeństwa bądź inne inicjatywy. Obecnie w diecezji jest około 40 czynnie posługujących precentorek, których posługa na parafii jest nieoceniona.

Dla tych doświadczonych

Ks. Tomasz Sałatka, wieloletni moderator diakonii liturgicznej, docenia zaangażowanie kobiet w liturgii, wyznając, że bez precentorek liturgia nie byłaby piękna. W zamyśle księdza jest plan utworzenia KODAL-u dla dorosłych, ludzi po 25. roku życia, którzy już pracują, założyli własne rodziny bądź przymierzają się do tego, a chcieliby zdobyć wiedzę oraz doświadczenie z zakresu liturgii, aby posługiwać na swojej parafii. Ks. Sałatka ubolewa nad problemem zaangażowania się wiernych w liturgię, dlatego uważa posługę mądrej precentorki za skarb, jaki posiada parafia: – Ta posługa budzi do życia parafię. Potrzebujemy wypracować kulturę liturgiczną, a precentorki gwarantują impulsy, które mają na celu zaktywizować wiernych.

Jeśli zatem się zdarzy, że przed Mszą św. cicho podejdzie do nas niewiasta, wyszeptując prośbę, byśmy przeczytali modlitwę wiernych, nie bójmy się, to tylko precentorka. A może aż...

Tagi:
kobieta

Matka zwyczajna, matka heroiczna

2018-04-04 10:33

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 14/2018, str. I-VI

Nigdy, przenigdy nie uważała siebie za kogoś wyjątkowego i niezwykłego, choć wiedziała, że obdarowana została właśnie nie inaczej, tylko wyjątkowo, bo czternaściorgiem dzieci. Wychowała ich trzynaścioro (jedno zmarło w wieku 3 miesięcy), od kolebki do wyjścia w świat. 81-letnie życie Janiny Piotrowskiej, którą parafia Kije, rodzina i przyjaciele żegnali 9 marca, wypełnione było pracą, rodziną, a właściwie byciem matką. To był jej zawód, spełnienie, powołanie

Archiwum rodzinne
Janina Piotrowska podczas 80 urodzin, w otoczeniu wszystkich córek

Całe życie Janiny Piotrowskiej od chwili narodzin 1 grudnia 1936 r. do śmierci 6 marca 2018 r. związane było z Wymysłowem w gminie i parafii Kije, z gospodarką, pracą na roli, a nawet krótkim etapem zawodowej pracy w przetwórni w Pińczowie. Mąż Janisław pracował na kolei, ale jego ukochanym zajęciem była ciesielka, którą dorabiał, aby wyżywić rosnącą gromadę dzieci (zdolności ciesielskie odziedziczyli synowie i wnukowie). Gdy Janina miała 45 lat, została wdową, a męża pochowała spodziewając się dziecka, czy raczej dzieci, bliźniąt. – Ojca znamy tylko z opowiadań – mówią dzisiaj bliźniaczki Monika i Marta.

Pierwsza na świat z rodziny Piotrowskich przyszła w 1958 r. Urszula. W 1961 r. urodziła się Grażyna, a potem kolejno: Bogdan (1962), Janusz (1964), Halina (1966), Waldemar (1968), Justyna (1970), Elżbieta (1973), Tomasz (1974), Agnieszka (1975), Patrycja (1979) i wreszcie Marta i Monika (1981). Śp. Witold przeżył zaledwie 3 miesiące.

– To jest piękne, że wszystkie te dzieci przyjęła i nie wahała się ich przyjąć, a przecież lekko im nie było. Jak to trudno sobie dzisiaj wyobrazić, gdy dzieci muszą mieć wszystko. Taka postawa matki to wzór i coś niebywałego w dzisiejszych czasach – uważa ks. Wiesław Kita, proboszcz w Kijach.

Córki wspominają opowiadaną w rodzinie historię, jak to lekarz położnik z Pińczowa, bezdzietny, zaproponował mamie adopcję bliźniaczek. – Nie chciała nas zostawić, to jej się w głowie nie mieściło, aby oddać dzieci, swoje dzieci – opowiadają.

Przy trumnie śp. Janiny stanęły wszystkie, z mężami i żonami, 26 wnuków i 8 prawnuków. Gromada złączona pamięcią matki i babci, wspólną historią i więzami krwi.

Obywało się bez klapsa

Lekko nie było – to fakt, w domu długo brakowało wielu rzeczy uważanych dzisiaj za niezbędne, nawet młodsze z rodzeństwa pamiętają jeszcze klepisko, ale nigdy „nie było głodno, ani brudno”. W takiej gromadzie musisz szybko dorosnąć, aby przejąć opiekę nad młodszymi, musisz szybko odkryć w sobie talent czy umiejętność do gotowania – szycia – sprzątania – gospodarki, aby mamie było lżej, aby wszystkim było lepiej. Kaprysy, dąsy? – Nigdy w życiu. Wszystkie dzieci pokończyły szkoły, część z nich uczelnie wyższe, żadne nie miało konfliktów z prawem, a wszystkie bez wyjątku odnalazły swoją dobrą drogę i wyszły, jak to się mówi, na ludzi.

– Nawet nie wiem, jak mama to robiła, ale nigdy nie krzyczała, choć trzymała nas krótko. No i nigdy nie dostałyśmy klapsa – opowiadają bliźniaczki. Jako 13-latki już uwijały się w polu, w gospodarstwie, a Patrycja urzędowała w kuchni. – Mama nauczyła nas porządku, szacunku do siebie, czystości, lubiła sobie zażartować – wspominają ciepło.

W jej relacjach z dziećmi na pewno nie było nadopiekuńczości, ale i skąd miała na nią znaleźć czas? O swoje dzieci walczyła jak lwica. Monika i Marta wspominają, jak to mama zabrała je do urzędu, gdy chciano im odebrać rentę po tacie. Zza zamkniętych drzwi urzędniczego pokoju słyszały jej donośny głos, pytający retorycznie: „To za co mam je nakarmić”? Renty im nie zabrano.

Rodzina razem

„Lepszego życia”, jak opowiadają dzieci, mama zaznała, gdy ostatnie z nich wyfrunęło z gniazda. Do końca mieszkała z najstarszym z synów, z Bogdanem, który niejako przejął na siebie obowiązki głowy rodziny. Przy nim czuła się bezpieczna; zresztą nie było dnia, aby któreś z dzieci czy wnuków nie wpadało do domu. – Jeszcze jako 80-letnia kobieta chętnie opiekowała się wnukami, zawsze starała się być czynna, miała siły niespożyte – wspomina ks. prob. Wiesław Kita.

I zawsze broniła „drugich połówek”, nie pozwoliła złego słowa powiedzieć na zięciów, na synowe.

Na 80. urodziny najbliżsi zorganizowali jej uroczyste przyjęcie, w lokalu, w niecodziennym otoczeniu, w udziałem całej rodziny. Szczęśliwa i dumna, długo wspominała tamten wieczór, czerpała siłę z przeżywanego wciąż od nowa i od nowa. Całą rodziną spotykali się przeważnie w święta, najczęściej w Wielkanoc, która bywa przy ładnej pogodzie, więc mogli przyszykować świąteczne śniadanie czy obiad na podwórku, aby wszyscy dobrze się widzieli. Podzielono role, każdy coś przynosił, mama obowiązkowo robiła rosół, w tym nigdy nie pozwalała się wyręczyć.

– Widzę mamę, jak czyta, szczególnie lubiła książki o Matce Bożej Fatimskiej, modliła się też na różańcu – opowiada Marta. Ulubione książki o tematyce maryjnej czytała jeszcze w szpitalu, po amputacji nogi. Była to konieczność spowodowana cukrzycą, która dokuczała jej w ostatnich latach. Pomimo poważnej operacji starała się być użyteczna, nie sprawiać sobą kłopotów.

Do końca trzymała posłuch, ale i umiała wprowadzić ład w swoją gromadkę. Jako przykład podają zgodny podział pomiędzy siebie tego, co po rodzicach im zostało. Odeszła w domu, wśród najbliższych, jedząc obiad, zdążyła tylko krzyknąć „oj”.

Proste, zwyczajne macierzyństwo, nie szukające zasług ani nagród. Wielką radością i zaskoczeniem było dla Janiny przyznanie jej w 2006 r. statuetki „Józef 2005” i tytułu „Osobowości Roku Gminy Kije”. Wyróżnienie odnosi się do biblijnego Józefa, cichego i niepozornego, ale bez którego pracy i troski mały Jezus – późniejszy Mesjasz, nie zaznałby szczęśliwego dzieciństwa. Pani Janina do końca nie spodziewała się żadnych wyróżnień, bo i za co, za bycie matką, za wychowanie dzieci? – Trzęsłam się cała ze wzruszenia. Nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę o mnie chodzi. Z tej radości aż ucałowałam księdza profesora Józefa Kudasiewicza – opowiadała wówczas.

Pewnie spotkała już swego krajana, śp. Księdza Profesora – wybitnego biblistę i mariologa, który tak pięknie jak nikt, wytłumaczył jej, dlaczego być matką, dlaczego podążać za wzorem Maryi Matki Jezusa, to takie piękne, ważne i mądre.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Po co nam księża?

2018-07-19 12:20

Salve TV

Czym jest Eucharystia? Co to znaczy, że "Kościół żyje dzięki Eucharystii"? W jaki sposób dobrze ją przeżyć? Czym jest realna obecność Chrystusa w Eucharystii? Po co nam księża?

RobertCheaib/pixabay.com

- Eucharystia kojarzy nam się z niedzielną Mszą św., natomiast jeżeli zapytamy, co dzieje się w niedzielę w Kościele, to ludzie na ogół mają świadomość, że odsyła nas to do Wielkiego Czwartku i Ostatniej Wieczerzy. To jest prawda, ale ukazuje tylko jeden aspekt Eucharystii - ks. prof. dr hab. Piotr Mazurkiewicz.

- Eucharystia jest Ofiarą Chrystusa. Jeżeli patrzymy na to, co dzieje się na ołtarzu jako uczestniczenie w Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa to oznacza, że w każdej Mszy św. uczestniczymy w jakimś dramacie, który ma szczęśliwe zakończenie - dodaje.

- W centrum Eucharystii stoi krzyż. To jest zupełnie inne doświadczenie, czy jest się na uczcie, czy jest się na Golgocie - podkreśla.

- Jeżeli nie ma kapłaństwa, to w konsekwencji nie ma i Eucharystii - zaznacza.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Licheń: Warsztaty liturgii tradycyjnej "Ars Celebrandi"

2018-07-20 09:06

Robert Adamczyk

W Sanktuarium Maryjnym w Licheniu Starym zakończyły się warsztaty liturgii tradycyjnej „Ars Celebrandi”. Wzięło w nich udział 200 osób z Polski i zagranicy: księży, ministrantów i osób świeckich. Każdy dzień warsztatów wypełniony był celebracjami Mszy św. w starej formie rytu rzymskiego, ćwiczeniami praktycznymi oraz śpiewem gregoriańskim.

Biuro Prasowe Sanktuarium Maryjnego w Licheniu Starym

Warsztaty, które w tym roku odbyły się po raz piąty, organizuje stowarzyszenie „Una Voce Polonia” - polski oddział Międzynarodowej Federacji „Una Voce”, organizacji uznawanej przez Stolicę Apostolską za oficjalną reprezentację katolików świeckich przywiązanych do tradycyjnej liturgii łacińskiej.

Zobacz zdjęcia: Msza św. pontyfikalna w bazylice w Licheniu

„Najważniejszym tegorocznym wydarzeniem była wizyta abp. Guido Pozzo, sekretarza Papieskiej Komisji Ecclesia Dei, odpowiedzialnej za katolików przywiązanych do tradycyjnej liturgii na całym świecie. W dniu 18 lipca, tj. w środę, hierarcha odprawił uroczystą Mszę św. pontyfikalną w bazylice pw. Najświętszej Maryi Panny Licheńskiej oraz spotkał się z uczestnikami warsztatów” – powiedziała dr Dominika Krupińska, rzecznik warsztatów.

Warsztaty trwały od 12 do 19 lipca br., a głównym miejscem celebracji był kościół pw. Matki Bożej Częstochowskiej znajdujący się w starej części licheńskiego Sanktuarium.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem