Reklama

Arche Hotel

Czekamy na cud

2017-09-27 10:10

Z bp. Adamem Wodarczykiem rozmawia ks. Marek Łuczak
Niedziela Ogólnopolska 40/2017, str. 11

Piotr Tumidajski/FORUM
Jan Paweł II napisał po śmierci ks. Blachnickiego, że był on gorliwym apostołem wewnętrznej przemiany człowieka. Nazywał go też „gwałtownikiem królestwa Bożego”

KS. MAREK ŁUCZAK: – O ks. Franciszku Blachnickim mówimy dzisiaj, że jest czcigodnym sługą Bożym, ale funkcjonują też określenia: prorok, Boży szaleniec czy gwałtownik królestwa Bożego. Które z określeń jest najbliższe Księdzu Biskupowi?

BP ADAM WODARCZYK: – Ks. Blachnicki jest przykładem teologa, kapłana i chrześcijanina, który realizował aktywność w różnych kierunkach. Zajmował się zagadnieniami apostolskimi, pastoralnymi, ale też naukowymi. Natomiast gdybym miał przywołać najbliższe mi określenie jego osoby, powiedziałbym: „Prorok żywego Kościoła”. Tak brzmi tytuł publikacji mojego autorstwa, która jest owocem poszukiwań w ramach pracy doktorskiej. Jak oceniam, ten tytuł dość powszechnie przyjął się wśród osób zainteresowanych. Trafność tego określenia wynika z faktu, że ks. Blachnicki całe życie służył ożywieniu Kościoła, nadaniu mu dynamiki. A proroctwo w jego przypadku polega na tym, że zdecydowanie wyprzedził epokę, w której żył. Widać to szczególnie z perspektywy czasów współczesnych – trzydzieści lat po jego śmierci, jego dzieła są wciąż dla wielu ludzi inspirujące. Ks. Franciszek był np. prekursorem nowej ewangelizacji. Jan Paweł II nadał temu pojęciu impuls, przyczynił się do jego upowszechnienia, natomiast w sferze działań oddolnych ks. Blachnicki ma w tym zakresie niekwestionowane zasługi. Drugim określeniem wywodzącym się z tego, co wypracował ks. Blachnicki – zresztą pojawiło się ono w jednej z jego konferencji – jest pojęcie „człowieka wiary konsekwentnej”. Już w 1979 r. w ramach Tygodnia Eklezjologicznego na KUL-u powiedział, że wiara domaga się konsekwencji. Zarówno w wymiarze słowa, jak i w sferze stylu życia, przyjęcia postaw wpisujących się szeroko w logikę wiary. Dla Sługi Bożego ta wiara łączyła się z odwagą jej wyznawania. Zgodnie z tym przekonaniem trzeba w życiu podejmować działania, które w ludzkiej logice mogą się wydawać nieco szalone, nie do końca racjonalne, ale w logice wiary mają swe głębokie zakorzenienie. W konsekwencji zawsze wiąże się to z umocnieniem osoby podejmującej ryzyko wiary, ale też z pojawieniem się bardzo konkretnych, dobrych owoców. Taka sytuacja miała miejsce właśnie w życiu ks. Franciszka, który tworzył dzieła w takich okolicznościach, w jakich nie miały one prawa się udać. Mówimy tu przecież o czasach komunizmu, szykan i szalejącego ateizmu. Teoretycznie w świetle prawa w tamtych czasach można by usprawiedliwić bierność, a jednak motywowany wiarą czynił rzeczy niesamowite. Szczególnym owocem jego działalności było formowanie liderów w latach 70. i 80. ubiegłego wieku. Mamy dziś do czynienia z dużą liczbą prawdziwych elit, które mogą się w swym młodzieńczym CV wykazać udziałem w oazowej formacji.

Archiwum Główne Ruchu Światło-Życie
Bp Adam Wodarczyk – od lat związany z Ruchem Światło-Życie, postulator w procesie beatyfikacyjnym ks. Franciszka Blachnickiego

– Ksiądz Biskup użył pojęcia „prorok” w odniesieniu do ks. Franciszka Blachnickiego. Prorok to „widzący” w języku biblijnym. Czy można powiedzieć, że jego proroctwo wyrażało się także przez fakt, iż doskonale odczytywał znaki czasu? Leżała mu przecież na sercu trzeźwość czy formacja liturgiczna.

– Ks. Blachnicki miał świeżość spojrzenia na wiele rzeczy, które funkcjonowały w Kościele według zasady, że tak trzeba, bo tak zawsze było. Miał wielką odwagę zadać kłam tej zasadzie. Od 6. roku życia uczestniczył w katechezie, a od 10. roku życia był harcerzem. Jako 16-letni chłopiec stracił wiarę i odzyskał ją nie na skutek ewangelizacji, ale w wyjątkowych okolicznościach – gdy czekał na wykonanie wyroku śmierci podczas okupacji niemieckiej w katowickim areszcie przy ul. Mikołowskiej. Okazuje się zatem, że nawet w nieludzkich okolicznościach Bóg potrafi przemienić człowieka. Jako swoisty konwertyta miał wspomnianą świeżość spojrzenia. Dlatego jako młody duszpasterz widział, że przekazywanie wiary z samej tylko tradycji w niektórych sytuacjach może się okazać niewystarczające. Chciał więc szukać takiego sposobu pracy, by zwiększyć owocność doświadczenia wiary. Pomagał przejść od wiary odziedziczonej do wiary wybranej, opartej na osobistej decyzji. Najważniejszym motywem jego zaangażowania było odkrywanie żywej wiary – największej łaski życia człowieka. Całe jego życie sprowadzało się do budzenia tej żywej wiary.

– Przypomnijmy Czytelnikom, jak wygląda etap beatyfikacji ks. Franciszka...

– W sferze badania heroiczności cnót ks. Franciszka Blachnickiego praca została ukończona dwa lata temu. Dzięki decyzji Ojca Świętego, który podpisał stosowny dekret, ks. Blachnickiemu przysługuje tytuł: Czcigodny Sługa Boży. W rozumieniu Kościoła osiągnęliśmy moralną pewność, że ks. Blachnicki prowadził życie heroiczne cnotami, a więc w naszym rozumieniu święte. Taki jest owoc badań i orzeczeń. Czekamy na pieczęć, którą będzie cud za wstawiennictwem ks. Blachnickiego. To taki dowód ze strony Pana Boga. Wiele jest świadectw i zgłoszeń, ale czekamy na znak niepodważalny, który w kongregacji będzie miał decydujące znaczenie. Wśród Czytelników „Niedzieli” wiele jest osób, które mają głęboki szacunek do osoby ks. Blachnickiego i jego dzieła, dlatego proszę o modlitwę w intencji cudu i beatyfikacji tego sługi Bożego.

Tagi:
ks. Franciszek Blachnicki

DAR o ks. Blachnickim

2018-05-02 09:46

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 18/2018, str. V

Kwietniowa edycja Diecezjalnej Akademii Rodziny poświęcona była życiu i działalności Czcigodnego Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego

Piotr Lorenc
Podczas spotkania z bp. Adamem Wodarczykiem, postulatorem procesu beatyfikacyjnego ks. Franciszka Blachnickiego

Wydawać by się mogło, że o twórcy Ruchu Światło-Życie wiemy dużo. Nic bardziej mylnego. Postulator procesu beatyfikacyjnego i autor biografii ks. Blachnickiego – biskup pomocniczy archidiecezji katowickiej Adam Wodarczyk opowiedział o takich faktach z życia ks. Blachnickiego, o których mało kto wiedział, a przy tym przybliżył, oczywiście w wielkim skrócie, najważniejsze etapy z życia kapłana.

Prelegent rozpoczął od prezentacji tekstu ks. Franciszka Blachnickiego pt. „Mane, Tekel, Fares”, który napisał w listopadzie 1972 r. w Leicester w Anglii. – Jest to drobiazgowa analiza społeczeństwa konsumpcyjnego, z jasnym wyliczeniem zagrożeń, które na nas czyhają, m.in. zatrucie naturalnego środowiska, spustoszenie nikotynizmu i alkoholizmu, dekadencja seksualna, „biała śmierć” – zabijanie życia poczętego, plaga samobójstw, zbrodnie, gwałty, widmo wojny nuklearnej, rozpad rodziny, plaga rozwodów, załamanie się systemu wychowania, wyścig produkcji i konsumpcji, postęp techniczny w służbie postawy konsumpcyjnej, system sprzedaży doprowadzony do perfekcji. W zasadzie ks. Franciszek nie przewidział tylko zagrożeń wynikających z internetu, ale to jest zrozumiałe, bo go wówczas nie było. Kiedy przytaczałem ostatnio te słowa w różnych miejscach, nie podawałem, kiedy one zostały napisane i zawsze słuchacze byli wstrząśnięci, ponieważ przypuszczali, że jest to współczesna analiza polskiego społeczeństwa. A ks. Franciszek widział to już 46 lat temu – powiedział bp Wodarczyk. Jednak zdaniem hierarchy, najbardziej wstrząsający fragment zapisków twórcy oazy następuje później, gdy w dzienniku stwierdza, że rzeczywistość chrześcijaństwa i Kościoła funkcjonująca w wymiarze cywilizacji konsumpcyjnej świata zachodniego jest dla Kościoła znacznie trudniejsza niż rzeczywistość w komunizmie. – Napisał to w 1972 r., kiedy był jednym z najbardziej inwigilowanych, prześladowanych dysydentów w Polsce. W tym kontekście ks. Balchnicki uważa, że rzeczywistość liberalnej wolności jest znacznie trudniejsza, ponieważ głos Kościoła usiłuje sprowadzić na margines. Nikt nie przeszkadza Kościołowi działać, istnieć, ale też nikt się specjalnie z głosem Kościoła w poszczególnych dzdzinach życia nie liczy. Przywołuję te słowa, ponieważ obecnie żyjemy w rzeczywistości konsumpcyjnej – podkreślił postulator procesu beatyfikacyjnego.

Mało kto wie, że zanim ks. Blachnicki stworzył podwaliny Ruchu Światło-Życie zorganizował ośrodek katechetyczny w Katowicach, którego sztandarową akcją od 1957 r. była Krucjata Wstrzemięźliwości. – Krucjata przybrała charakter ruchu odnowy religijno-moralnej, opartego na duchowości o. Maksymiliana Kolbego. W abstynencką działalność Krucjaty Wstrzemięźliwości zaangażowanych było blisko 1000 kapłanów i ponad 100 tys. świeckich! Ówczesne władze nie chciały tolerować tego typu działalności i w sierpniu 1960 r. centrum zostało zlikwidowane. W odpowiedzi ks. Blachnicki napisał Memoriał w sprawie likwidacji Krucjaty Wstrzemięźliwości rozesłany do władz państwowych i kościelnych. W memoriale krytykował prześladowanie Kościoła katolickiego w Polsce i sugerował, że likwidując Krucjatę, państwo występuje przeciwko narodowi. W marcu 1961 r. ks. Blachnicki został aresztowany pod zarzutem wydawania nielegalnych druków i „rozpowszechniania fałszywych wiadomości o rzekomym prześladowaniu Kościoła w Polsce” i spędził w areszcie w Katowicach ponad 4 miesiące – przypomniał bp Wodarczyk.

Lata 60. XX wieku to kolejny bardzo pracowity czas w życiu ks. Franciszka Blachnickiego. – W październiku 1961 r. podjął dalsze studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim – podyplomowe i doktoranckie. W latach 1964-1972 pracował na KUL-u w charakterze asystenta i adiunkta, współorganizował Instytut Teologii Pastoralnej. W tym okresie działalności naukowej opublikował ok. 100 prac naukowych i popularnych. Wypracował w oparciu o naukę Soboru Watykańskiego II personalistyczno-eklezjologiczną koncepcję teologii pastoralnej. Prowadził wykłady pastoralno-naukowe w różnych miastach Polski. A od 1963 r. ks. Blachnicki podjął na nowo prowadzenie rekolekcji oazowych. Metodę 15-dniowych rekolekcji przeżyciowych zastosował stopniowo do różnych grup młodzieży, dorosłych i całych rodzin. Praca formacyjna zapoczątkowana w oazie rekolekcyjnej była kontynuowana w małej grupie w parafii. Ks. Blachnicki opracował potrzebne do niej pomoce. W ten sposób oazy rozwinęły się w ruch zwany dziś Ruchem Światło-Życie – powiedział biskup katowicki.

Zdaniem postulatora, ks. Blachnicki jest przykładem teologa, kapłana i chrześcijanina, który realizował aktywność w różnych kierunkach. – Zdecydowanie wyprzedził epokę, w której żył, ale dzięki temu dziś możemy zbierać tego owoce – podsumował bp Adam Wodarczyk.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Centrum nędzy w środku Europy

2018-07-17 13:10

Tomasz Winiarski
Niedziela Ogólnopolska 29/2018, str. 22-25

Z youtuberem Vonskym – twórcą dokumentu pt. „Projekt Lunik” – rozmawia Tomasz Winiarski

Vonsky

TOMASZ WINIARSKI: – Jak reagowali ludzie, którym mówiłeś, że wybierasz się w tak nietypowe miejsce? Nie miałeś obaw, że pakujesz się w kłopoty?

VONSKY: – Od początku traktowałem podróż do Luníka na równi z podróżą do miejsc typu Donieck, Ługańsk, Syria czy fawele w Brazylii. Bałem się straszliwie, a szczególnie o sprzęt. Wiele z moich obaw się nie sprawdziło, ale może to dzięki podwojonej ostrożności? Jakoś daliśmy radę bez strat materialnych, nikt nas nie pobił, niczego nam nie zniszczono. Ale to pewnie dlatego, że też byliśmy „grzeczni” i oprowadzała nas osoba „z wewnątrz”, chociaż obawialiśmy się, że Marian – nasz przewodnik może mieć przez to w lokalnej społeczności problemy, że z nami trzyma. Ale chyba nic takiego, poza kilkoma tekstami w jego stronę, nie miało miejsca.

– Na Twoich zdjęciach owiany złą sławą Luník IX, czyli największe romskie getto w Europie, wygląda niemalże jak strefa działań wojennych...

– I właśnie tak to sobie wyobrażałem przed przyjazdem. Na miejscu emocje pozostały, ale z czasem ochłonąłem i zacząłem się przyzwyczajać do tej rzeczywistości. Oczywiście, z naszej perspektywy, osób wychowanych w dobrobycie, nie da się przyzwyczaić do bezdomności czy ulicznego stylu życia. To nie nasza bajka, ale poznać i odkryć to od środka jest doświadczeniem bardzo otwierającym głowę na wiele życiowych aspektów. Przede wszystkim doceniasz to, co masz. Został jeszcze jeden blok do wyburzenia, który się sypie. W całym bloku żyje może 5 rodzin. Jego stan jest tragiczny, rzekomo przez to, że Romowie wyjmowali zbrojenia budynku, które potem sprzedawali. Wszędzie gruz i śmieci. Reszta bloków wygląda trochę lepiej, ale też są w opłakanym stanie. Przede wszystkim dużo pleśni i wilgoci. Mieszkańcy mówią, że niektóre pokoje na zimę w ogóle barykadują, bo nie da się w nich wysiedzieć przez brak ogrzewania i problemy z pleśnią i wilgocią.

– Jak przyjęli Was miejscowi? Zdobyliście ich zaufanie? Co sprawiło Wam najwięcej trudności?

– Dzieci, z którymi piątego dnia graliśmy na blokowisku w piłkę, pierwszego dnia pokazywały nam noże i środkowe palce. Nie było to łatwe, ponieważ poprzednie grupy filmowe czy telewizyjne nie zostawiły najlepszego wrażenia. Mieszkańcy Luníka czują się jak małpy w zoo. Telewizje obiecywały poprawę po nagraniu swojego materiału. Obiecywano Romom, że państwo się nimi zajmie, że im pomoże. Rozdawano różnym rodzinom pieniądze za to, żeby wystąpiły przed kamerą lub żeby pokazały im swoje mieszkania. Nadal uważam, że należałoby zostać tam jeszcze dłużej, żeby zdobyć jeszcze większe zaufanie oraz więcej materiałów filmowych. Poznać więcej ludzi i ich historie. Generalnie zawarliśmy kilka znajomości i jeśli tam wrócimy, to raczej będziemy mile widziani.

– Gdzie nocowaliście? W dzielnicy Luník panują tragiczne warunki sanitarne – mieszkańcy są odcięci od prądu i wody. Nie jest łatwo tam przetrwać. Powszechne są też różnego typu choroby, np. wszawica i zapalenie wątroby.

– Zamieszkaliśmy w ośrodku Salezjanów, gdzie warunki są porównywalne do typowych hosteli. Ok. 50 m od najbliższego bloku, w którym prawie w ogóle nie ma wody, prądu i ogrzewania. Pokój z widokiem na Luník – wtedy najbardziej doceniasz nawet najmniejsze udogodnienia. Mieszkańcy Luníka nie mają łatwo i rzeczywiście borykają się z bardzo wieloma problemami. Wszawica, szczególnie wśród dzieci, jest widoczna i powszechna. My na szczęście nic nie złapaliśmy, chociaż księża pracujący na Luníku sami wspominali, że raz na jakiś czas coś się zdarzy. Jeden z bloków, w którym byliśmy, był odłączony od wody. Woda działa tylko przez parę godzin po dwa razy dziennie w piwnicy. Nie wszyscy się też szczepią.

– Osiedle Luník powstało w latach 70. ubiegłego wieku i z założenia miało być zamieszkałe głównie przez rodziny policjantów i wojskowych. Jak to się stało, że dzisiaj wegetują tutaj wyłącznie bezrobotni Romowie, a dzielnica stała się symbolem skrajnej patologii społecznej?

– Luník IX był jednym z bardziej prestiżowych osiedli swego czasu. Jak widać, Romowie nie wpisywali się we wzór idealnych sąsiadów i wystarczyło zaledwie jedno pokolenie, aby sprawić, by reszta lokatorów innych narodowości wyprowadziła się z osiedla. Romowie mają w swoim zwyczaju posiadanie rodzin wielodzietnych, a więc szybko stali się na Luníku zdecydowaną większością. Okazuje się, że przymusowa integracja i cały projekt komunis-
tycznych władz Czechosłowacji nie wypaliły. Chyba nie jest ciężko zgadnąć dlaczego.

– No właśnie, czyli to wina nieudanego projektu komunistycznych władz, który polegał na przymusowej integracji społeczności romskiej?

– Myślę, że wszyscy się zgodzimy z tezą, iż jest to nieudany eksperyment przymusowej integracji i ingerencji systemowej w prywatne życie ludzi. Ale jako reporterowi ciężko mi postawić dokładną diagnozę.

– Bezrobocie w dzielnicy Luník IX wynosi niemalże 100 proc. Nędza, brak pracy i perspektyw – to idealny przepis na wzrost przestępczości. Wy natomiast przyjechaliście tam z drogim sprzętem fotograficznym... Naprawdę udało się wrócić bez strat?

– Oficjalne statystyki mówią o niemalże zerowej przestępczości. Nieoficjalnie – wiadomo. Jest tak, ponieważ bycie kapusiem nie jest czymś mile widzianym na Luníku IX. O sprzęt bałem się bardzo, ale obyło się bez żadnych strat. Uprzedzono nas, że na dwa dni przed naszym przyjazdem przyszły dla mieszkańców Luníka pieniądze z socjalu. A oni te pieniądze trwonią w pierwszym tygodniu na imprezy i alkohol. No i właśnie chodziło o to, żeby uważać na ludzi pod wpływem. Czy to alkoholu, czy innych używek, ponieważ mogą być agresywni.

– Czy władze Słowacji podejmują w ogóle jakieś kroki mające na celu np. aktywizację zawodową tych ludzi? Podobno system zasiłków socjalnych oraz widmo windykacji zniechęcają Romów do podjęcia pracy zawodowej. Jak to wygląda?

– Temat Luníka IX jest tematem każdej samorządowej kampanii wyborczej Koszyc, a temat Romów sam w sobie jest tematem kampanii parlamentarnej. Pomysłów było wiele – m.in. nagrody dla romskich kobiet, które poddadzą się sterylizacji. A dzień przed wyborami politycy przyjeżdżają na Luník z kiełbasą wyborczą w formie darmowych worków z ziemniakami. Pokojowa Nagroda Nobla dla osoby, która rozwiąże ten problem społeczny.

– Kierowcom autobusów miejskich, którzy kursują na trasie zahaczającej o getto, władze płacą specjalne premie finansowe za pracę w warunkach podwyższonego ryzyka. Czy faktycznie jest tam aż tak niebezpiecznie?

– Nie powiedziałbym, żeby Romowie chcieli zagrozić kierowcom – są bardziej nieprzychylni wobec gapiów, którzy przyjeżdżają zrobić kilka zdjęć, lub wobec ekip telewizyjnych. Telewizje z zagranicy dużo naobiecywały, że ich materiały wideo pomogą tej społeczności itp. Generalnie Romowie z Luníka nie chcą się czuć jak fotografowane małpy w cyrku. W Internecie są zdjęcia, jak autobus linii 11 wygląda od środka, i rzeczywiście jest w opłakanym stanie.

– Jest w opłakanym stanie, bo władze nie chcą inwestować w tę społeczność, czy ze względu na to, że niszczą go romscy pasażerowie?

– Akurat tego nie wiem, może na tej linii kursują starsze autobusy, a może zdewastowali je Romowie?

– Czy dla słowackiej policji ta część Koszyc również stanowi strefę „no-go”, do której wolą się nie zapuszczać?

– Słowacka policja raczej nie traktuje zgłoszeń na Luník IX poważnie, aczkolwiek my sami byliśmy świadkami interwencji. Ale może wytłumaczę dla jasności: jedna karetka była eskortowana przez dwa radiowozy. Na samym osiedlu znajduje się komisariat policji. Raczej nie nazwałbym tego miejsca mianem strefy „no-go” dla policji, choć faktem jest, że raczej niechętnie przyjmują zgłoszenia.

– Czy zaryzykowałbyś stwierdzenie, że na Luníku panuje bezprawie? Samosądy?

– Raczej nie.

– Na miejscu działa katolicki zakon ojców salezjanów. Na czym polega pomoc, która za ich sprawą dociera do romskiej społeczności w Koszycach?

– Ich pomoc opiera się na kilku filarach. Przede wszystkim jest to ewangelizacja i zjednoczenie z Bogiem – 80 proc. mieszkańców Luníka IX uważa się za katolików. Życie w wierze to z założenia życie uczciwe, dobre i pracowite, więc są to dobre podstawy wychowawcze zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Kolejne takie filary to wychowanie młodzieży, pomoc w znalezieniu pracy, praca z takimi rodzinami. Za darmo lub za małą opłatą można w ośrodku uprać także swoje ubrania. Salezjanie robią naprawdę bardzo dobrą robotę.

– Czy obok organizacji katolickich na miejscu pomaga ktoś jeszcze?

– Są wolontariusze z miasta, ale nie chcieli z nami rozmawiać i ciężko mi zdefiniować, na czym polega ich pomoc. Mają na Luníku swoje biuro.

– Wspominałeś, że władze wyburzają kolejne budynki, których stan grozi zawaleniem. Zmniejsza się też liczba mieszkańców Luníka. Jaka jest zatem przyszłość tego miejsca?

– Z tego, co mówił starosta Luníka IX, wynikało, że planuje wybudowanie czterdziestu nowych mieszkań dla rodzin, które bardziej się starają i wychodzą na prostą. Mimo tego liczba mieszkańców rzeczywiście spada. Bardzo możliwe, że za kilka lat to miejsce będzie zupełnie inne niż teraz. Już się zmieniło, od kiedy byliśmy tam po raz pierwszy w lutym, a kolejny raz w maju.

– Co jest tak naprawdę przyczyną katastrofy, która kryje się pod nazwą „Luník IX”? Zawinił system czy może chodzi o kulturowe uwarunkowania społeczności cygańskiej?

– Romowie obecnie żyjący na Luníku IX mają mało wspólnego z kulturą cygańską, którą znamy. To jest kwestia pokoleniowa i tego, że całe to miejsce jest skupiskiem patologii, która jest dziedziczona. Tym ludziom po prostu brakuje przykładu, motywacji. W większości to nie jest tak, że oni deklarują: „Nie chcemy być jak reszta białych Słowaków”. Oni nie mają nic przeciwko, ale po prostu z jakiegoś powodu im się nie chce. Brakuje perspektyw.

– Myślisz zatem, że istnieje recepta na jakąkolwiek poprawę sytuacji tych ludzi? Dostrzegasz światełko w tunelu tej beznadziei?

– O to samo zapytaliśmy ks. Pavla, ale nie dostaliśmy jasnej odpowiedzi. Ciężko jest przewidzieć losy Luníka IX, gdyż jest to także temat debaty politycznej. Subiektywnie patrząc, duża część tych ludzi nie jest z natury zła. Po prostu mieli brak szczęścia urodzić się w takim miejscu. Największa nadzieja jest w młodych, ponieważ starych drzew się nie przesadza, a to dorośli powinni zadbać o to, aby kolejne pokolenia nie dziedziczyły ich niedoli.



Zapraszamy do odwiedzenia kanału "Vonsky Channel" na YouTube, gdzie znajduje się więcej ciekawych materiałów, nie tylko o Luniku IX

Obejrzyj film: Vonsky Channel
CZYTAJ DALEJ

Reklama

ONZ ostrzega przed wzrostem nowych infekcji wirusem HIV w 50 krajach

2018-07-19 13:42

ts / Paryż (KAI)

Liczba nowych infekcji wirusem HIV zmalała na przestrzeni lat 2010-2017 o 18 procent: z 2,2 do 1,8 mln zachorowań. Jednocześnie w około 50 krajach, zwłaszcza Azji Środkowej i Europie Wschodniej, wzrosła liczba nowych infekcji, donosi opublikowany 18 lipca w Paryżu raport Wspólnego Programu Narodów Zjednoczonych ds. AIDS (UNAIDS). Według tych danych w 2017 roku 36,9 mln osób na świecie było nosicielami HIV, z tego niemal dwie trzecie w Afryce na południe od Sahary. UNAIDS ostrzega przed spowalnianiem postępów w tłumieniu AIDS.

nito/fotolia.com

Przy tej okazji niemiecka Fundacja Ludność Świata (DSW) z Hanoweru przypomniała, że mimo odnoszonych sukcesów w zwalczaniu AIDS wirusem HIV nadal zaraża się każdego dnia pięć tysięcy ludzi. Szczególnie zagrożone są dziewczęta i młode kobiety. „Trzy spośród czterech nowych infekcji w Afryce na południe od Sahary dotykają dziewcząt w wieku 15-19 lat. Zarażają się, gdyż nie mają dostępu do uświadamiania oraz do środków antykoncepcyjnych”, skomentowała dyrektorka DSW, Renate Bähr i podkreśliła potrzebę wprowadzeni a nowych środków zapobiegawczych.

Spowolnienie epidemii można osiągnąć poprzez dodatkowe inwestycje w szeroką akcję uświadamiającą oraz możliwość dostępu do środków antykoncepcyjnych, zwłaszcza w krajach najbardziej dotkniętych tym problemem, uważa niemiecka fundacja. Zwraca jednocześnie uwagę na bardziej skuteczną ochronę dziewcząt i kobiet przed przemocą seksualną. To właśnie w tej dziedzinie nastąpił zastój.

Ponadto należy bardziej skutecznie chronić przed dyskryminacją nosicieli HIV. Zdarza się bardzo często, że młodzi ludzie zarażeni wirusem HIV są dyskryminowani przez personel służby zdrowia, przez nauczycieli, rodziców, a nawet przez opiekunów religijnych. To powstrzymuje wiele osób przed przeprowadzaniem testów na HIV oraz leczeniem, uważa niemiecka Fundacja Ludność Świata. Skutecznych środków zapobiegawczych i „szerokiej edukacji seksualnej” domaga się również dzieło pomocy dzieciom UNICEF.

AIDS (Acquired Immune Deficiency Syndrome, czyli nabyte osłabienie immunologiczne organizmu) powoduje całkowite załamanie systemu immunologicznego. Wywołuje go HIV - ludzki wirus niedoboru odporności. Prognozy UNICEF przestrzegają, że nowe infekcje wirusem HIV wzrosną rocznie z 250 tys. w 2015 do niemal 400 tys. w 2030 roku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem