Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Deribie Mekanene

Rosja straszy

2017-09-27 10:10

Z Andrzejem Wilkiem rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 40/2017, str. 16-17

Grzegorz Boguszewski

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Odbywające się w dniach 14-20 września 2017 r. na poligonach Białorusi i Rosji rosyjskie manewry Zapad 2017, zdaniem wielu komentatorów, były największe od czasu zimnej wojny, w związku z czym nadal budzą spory niepokój, przede wszystkim w krajach naszego regionu. Czy tym razem naprawdę powinniśmy się bać?

ANDRZEJ WILK: – Odpowiem trochę prześmiewczo. Rosja jako kraj cywilizowany, dbający o normy prawa międzynarodowego, które sama przecież współstanowiła – chodzi tu głównie o dokument wiedeński o środkach budowy zaufania i bezpieczeństwa – oczywiście, przestrzega międzynarodowych ustaleń dotyczących liczby żołnierzy mogących brać udział w takich ćwiczeniach oraz powiadamiania o nich...

– Oczywiście, nie przestrzega?

– Rosja zachowuje się jak zawsze... Obecne manewry, przynajmniej w wymiarze pokazowym, pod względem zaangażowanych sił i środków niewiele różniły się od poprzednich – ani od tych z 2013 r., ani od tych pierwszych ćwiczeń Zapad z 2009 r. Oczywiście, scenariusze każdych z tych ćwiczeń były zupełnie inne, zależały od aktualnej sytuacji politycznej. 4 lata temu nasz region ogarnęła spora panika, zwłaszcza Łotwa bała się rosyjskiej agresji, ale wtedy też ćwiczono ponoć atak atomowy na Warszawę... I nawet jeśli nie wynikało to z realnego wymiaru szkoleniowego ćwiczeń, to na pewno jak zawsze szło o to, by podsycić napięcie polityczne w Europie.

– Nie taki więc ten rosyjski „niedźwiedź” straszny, jak go malują?

– Moim zdaniem, Rosja dziś nie ma potrzeby pokazywać światu więcej, niż sama chce i niż świat chciałby widzieć.

– Na ćwiczeniach Zapad 2017 nie pokazała zatem – jak to zapowiadano – całej ostrości swoich kłów?

– To oczywiste. Wszystko, co naprawdę ważne, dzieje się albo gdzieś obok tych szumnie zapowiadanych ćwiczeń, albo działo się już wiele miesięcy przed nimi. Ćwiczenia Zapad pod względem wojskowym były tylko wisienką na torcie. Nie były one w wymiarze poligonowym największe – Zapad 2017 odbywał się na 9 poligonach, nie były też najważniejsze spośród wszystkich tegorocznych rosyjskich ćwiczeń na kierunku zachodnim. Z założenia miały być widowiskowe.

– Czym manewry Zapad 2017 różniły się od poprzednich z tej serii?

– W tym roku pojawiła się pewna istotna różnica w ocenie i odbiorze tych spektakularnych demonstracji rosyjskiego potencjału militarnego. Ta różnica zaistniała już po agresji na Ukrainie i zaczęła powoli narastać. Przypomnijmy sobie, że manewry Zapad 2009 nie wywołały większego poruszenia, może poza krajami nadbałtyckimi; nawet Polska nie dostrzegała wtedy rosyjskiego zagrożenia. A przecież już wtedy Rosjanie na Białorusi robili niemal dokładnie to samo, co teraz.

– Tyle że z biegiem lat jednak narasta obawa przed realnością rosyjskiej agresji?

– Tak. Rosjanie powoli osiągają swój cel, coraz skuteczniej straszą, przede wszystkim kraje środkowoeuropejskie, te, które wydostały się ze strefy rosyjskich wpływów. Prowadząc bardzo skuteczną wojnę informacyjną, tworzą w tych krajach atmosferę paniki tylko po to, by potem mówić Zachodowi o bezzasadnej – bo przecież „Rosja nikomu niczym nie groziła” – rusofobicznej histerii panującej w nieodpowiedzialnych krajach nadbałtyckich, na Ukrainie i w Polsce i dziwić się: „Jak wy możecie z nimi rozmawiać, jak możecie traktować ich poważnie!”.

– Stąd chyba ta zbyt już długotrwała pobłażliwość Zachodu dla tego rodzaju „niegroźnych” rosyjskich poczynań?

– Wydaje się, że dopiero w tym roku po raz pierwszy lekki niepokój pojawił się także w krajach zachodniej Europy, a Sojusz Północnoatlantycki po raz pierwszy zaczął wykorzystywać ćwiczenia Zapad do własnych celów propagandowych w wojnie informacyjnej; obserwujemy tu zwłaszcza aktywność nowej ekipy rządzącej w Stanach Zjednoczonych. To przez niemieckie media dotarła wiadomość o zaangażowaniu 100 tys. żołnierzy (zamiast dopuszczalnych prawem międzynarodowym 13 tys.) w tegorocznych rosyjskich manewrach. Ta informacja była najprawdopodobniej rosyjską „wrzutką”... A jeszcze wcześniej szef ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony mówił o 230-240 tys.!

– A to nie byłoby możliwe? Chodziło tylko o straszenie w ramach wojny informacyjnej?

– Wszystko, oczywiście, jest możliwe. Ale, realnie biorąc, Rosjanie, którzy są dość dobrze przygotowani do szybkich działań, nie zdołaliby jednak tak szybko ściągnąć takiej masy wojsk na Białoruś. Ale gdyby wywiad satelitarny potwierdził tak wielkie ruchy wojsk, to wtedy musiałoby to wzbudzić naprawdę poważne zaniepokojenie, obserwowalibyśmy wzmożoną grę dyplomatyczną, panikę w tych kręgach, w których do tej pory nigdy jej nie było. Tak więc na razie mamy do czynienia tylko ze straszeniem europejskiej opinii publicznej. Bo zupełnie czym innym są przygotowania do wojny, które w Rosji rzeczywiście intensywnie trwają, lecz nie są upubliczniane, a czym innym ćwiczenia Zapad, które były tylko jednym z wielu elementów rosyjskich przygotowań militarnych na zachodnim kierunku.

– Rzeczywiście są to już bardzo szeroko zakrojone przygotowania?

– Bez najmniejszej wątpliwości. Rosjanie ewidentnie szykują się do wojny. Analizując rosyjskie ćwiczenia tylko od maja br., mogę ocenić, że wzięło w nich udział ponad 100 tys. żołnierzy wielu różnych rodzajów wojsk, różnych służb, w różnych miejscach, ale wszystkie na kierunku zachodnim, który wydaje się dla Rosji totalnie priorytetowy. Rosjanie od wielu lat intensywnie ćwiczą bez specjalnego rozgłosu. Od 3 lat w armii rosyjskiej są rozwijane nowe jednostki. W latach 2015-17 na całym kierunku zachodnim liczba pułków i brygad zwiększyła się z 13 do 28. Nawet nowa 90. dywizja pancerna (4 pułki), sformowana na Uralu, ma stanowić drugi rzut strategiczny dla europejskiego kierunku zachodniego.

– Inne kierunki przestały się liczyć?

– Wygląda na to, że tak. Żaden tzw. związek taktyczny, czyli np. dywizja lub nawet brygada pancerna zmechanizowana, nie powstał na Dalekim Wschodzie... Tworzone są w okolicach Rostowa nad Donem, Smoleńska, Kurska. Rosjanie ćwiczą dziś wszelkiej maści działania – przyznają się, oczywiście, jedynie do tych obronnych i antyterrorystycznych – jednak na szczeblu strategicznym czy operacyjno-strategicznym ćwiczą wyłącznie działania ofensywne. Dzieje się to od czasu, kiedy wyraźnie skomplikowały się relacje Rosji z Zachodem.

– Ponoć w ciągu ostatnich 3 lat Rosja 3 razy częściej gromadziła swoje siły na manewrach niż NATO...

– To prawda. NATO zaczęło realnie ćwiczyć dopiero po ubiegłorocznym Szczycie w Warszawie. Niemal do dziś to rosyjskie zagrożenie nie jest przez wszystkich członków Sojuszu jednakowo poważnie traktowane. Amerykańscy generałowie – a przynajmniej część z nich – już za Baracka Obamy zagrożenie ze strony Chin przestali uważać za priorytetowe; od ok. 2012 r. bardziej skupiają się na Rosji, która – według oceny ich pamiętających zimną wojnę wojskowych – niebezpiecznie odbudowała swą siłę militarną. Znów dostrzeżono w Rosji potencjalnego przeciwnika.

– Natomiast zachodnioeuropejscy członkowie Sojuszu Północnoatlantyckiego nadal podchodzą sceptycznie do rosyjskiego zagrożenia?

– Tak. No bo zastanówmy się: Jakie sprzeczne interesy z Rosją mają w swoim mniemaniu Włosi, Hiszpanie, Francuzi czy Niemcy? Gdyby jeszcze Ukrainę udało się Rosji wchłonąć bez wojny w Donbasie, to Europa byłaby całkowicie spokojna. Teraz w relacjach Zachodu z Rosją istnieje tylko ta ukraińska „niezręczność” – bo Rosja zachowała się w tej sprawie nie po europejsku, czego polityczne salony Europy nie mogą do końca zignorować, bo po prostu nie wypada i tyle...

– W tej sytuacji kraje naszego regionu muszą coraz poważniej liczyć się z rosyjskim zagrożeniem?

– Potencjalnie tak. Kwestią otwartą pozostaje tylko to, na ile Rosjanie poczują się zmuszeni do użycia siły zbrojnej. Wydaje się, że zachowują się bardzo reaktywnie.

– Co to znaczy?

– Znaczy to, że intensywnie ćwiczą, mają plany użycia wojsk, ale patrząc z perspektywy Kremla, można zakładać, że zostaną one użyte tylko w odruchu jakiejś rozpaczy...

– Tak było z Ukrainą?

– Nam się wydawało, że to zaangażowanie Rosji było absurdalne, bo przecież Ukraina przyciśnięta ewentualnym układem stowarzyszeniowym z UE, zmuszona do spełnienia twardych warunków makroekonomicznych, wcześniej czy później, skruszona, sama rzuciłaby się w „opiekuńcze” ramiona Rosji. Na Kremlu uznano jednakowoż, że taki scenariusz jest zbyt ryzykowny i może doprowadzić do skutecznej emancypacji Ukrainy, jak to się stało choćby z Polską. Na to Rosja nie mogła sobie pozwolić.

– Jednak chyba się przeliczyła?

– Tak, bo w efekcie, zwłaszcza po aneksji Krymu, obudziła pewną – choć niewielką – nieufność Zachodu.

– Przy okazji manewrów Zapad 2017 spekulowano, że może Rosja będzie chciała przerzucić do Donbasu jakieś większe siły...

– Rosyjscy żołnierze, jako elementy ćwiczące w liczbie od kilkuset do kilku tysięcy, są kierowani do Donbasu systematycznie. Rosjanie mogą wjechać nowo formowaną pod Rostowem dywizją w razie potrzeby w ciągu 24-48 godzin, bez zbędnego mówienia o tym, a tym bardziej bez zbędnego straszenia całej środkowoeuropejskiej opinii społecznej. Nie muszą tego robić w świetle reflektorów skierowanych na propagandowe manewry Zapad 2017. Moim zdaniem, można rozważać tu co najwyżej jakiś scenariusz podobny do gruzińskiego z 2008 r., choć uproszczeniem jest mówić, że ówczesne ćwiczenia na Kaukazie przerodziły się w uderzenie na Gruzję.

– A tak nie było?

– Ćwiczenia Kaukaz 2008 zakończyły się na tydzień przed uderzeniem na Gruzję, żołnierzy nie wycofano, jednostki były już po prostu rozwinięte do działań ofensywnych, wkroczyły dopiero – zapewne zgodnie z wcześniejszym planem – po zbrojnej interwencji Gruzji w Osetii Południowej (separatystyczne władze Osetii Południowej dążyły do oderwania się od terytorium Gruzji i uznania Osetii Południowej za część terytorium Federacji Rosyjskiej).

– Tu i teraz tak być nie może? Mówi się o możliwych prowokacjach...

– Pewną zagadką jest informacja, że choć właściwe ćwiczenia trwały kilka dni, to jednostki skupione na Białorusi do końca października br. mają wrócić do domu. Nie można więc niczego wykluczyć, ale trzeba zwrócić uwagę na aktualne potrzeby Rosji. Zdaniem wielu analityków, obecnie Rosja nie ma potrzeby, by generować jakiś nowy militarny konflikt.

– A może wojska rosyjskie „pokojowo” po prostu zostaną na Białorusi, 60 km od granicy z Polską?

– Do Białorusi Rosja ma praktycznie stały dostęp i wcale nie musi powiadamiać o tym całego świata w sposób tak widowiskowy, jak by to było obecnie. Wydaje się, że w ocenie Rosji to jeszcze nie jest moment, by pokazywać światu, na co ją stać w walce o wpływy. Teraz, moim zdaniem, jeszcze chodzi tylko o straszenie, o zwrócenie uwagi na rosyjskie możliwości, o kolejne pogrożenie Zachodowi. Może o wymuszenie na Zachodzie jeszcze większej ustępliwości wobec rozległych oczekiwań Kremla? Tym niemniej kraje naszego regionu, w tym Polska, powinny się liczyć z możliwością rosyjskiej agresji i konsekwentnie budować swoją własną siłę obronną.

– Być może Putinowi przed wyborami w 2018 r. przydałaby się jakaś zwycięska wojna, jak aneksja Krymu, po której zyskał bezprzykładnie wielkie społeczne poparcie...

– Liczyłbym na to, że zadowoli się mistrzostwami świata w piłce nożnej, które odbędą się w Moskwie w przyszłym roku...

– Kiedy można zacząć się obawiać, że Rosji chodzi już nie tylko o straszenie?

– Wtedy, kiedy nastąpi wyjątkowe natężenie antyzachodniej propagandy skierowanej do społeczeństwa rosyjskiego. Ta praca u podstaw nad ugruntowywaniem rosyjskiej dumy narodowej trwa nieprzerwanie, ale w momentach krytycznych przybiera szczególnie agresywną formę; w okresie poprzedzającym wojnę gruzińską prezydent Saakaszwili był dzień w dzień na pierwszych stronach gazet przedstawiany jako Hitler, faszysta; tuż przed wojną na Ukrainie podobnie mówiono o protestującej na Majdanie młodzieży, ukraińskich politykach, przypominano niechlubną historię UPA itd. itp.

– Bać się czy się nie bać – oto jest pytanie dla nas. A jakie pytanie stawia sobie Rosja i jakich odpowiedzi dla siebie spodziewa się po tych manewrach?

– Trudno dziś powiedzieć, w jakim stopniu uda się jej tym razem przetestować Zachód, sprawdzić, na ile może sobie pozwolić... Z pewnością po raz pierwszy Rosja spotkała się z widowiskową kontrakcją; równocześnie odbywały się ćwiczenia na Ukrainie z udziałem Amerykanów, w Polsce, w krajach bałtyckich. A na pytanie: „Bać się czy się nie bać” – odpowiadam: „Myśleć”.

Andrzej Wilk, Główny specjalista ds. wojskowych aspektów bezpieczeństwa międzynarodowego Ośrodka Studiów Wschodnich

Tagi:
wojsko Rosja

Modlitwa i pamięć

2018-03-28 10:57

Adam Łazar
Edycja zamojsko-lubaczowska 13/2018, str. II

W połowie marca obchodzono 155. rocznicę wymarszu pierwszego oddziału Galicji Wschodniej na pomoc powstaniu styczniowemu

Adam Łazar

Organizatorami wydarzenia byli: dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie Grażyna Zagrobelna wraz z Nadleśnictwem Oleszyce. Uroczystość rozpoczęła się Mszą św. w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Cewkowie, którą sprawowali: dziekan cieszanowski ks. kan. Józef Dudek i miejscowy proboszcz ks. Grzegorz Stankiewicz. Przed ołtarzem stanęły poczty sztandarowe: Wojska Polskiego, Nadleśnictwa Oleszyce i Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie. Liczne grono leśników, zaproszonych gości oraz parafianie modlili się za poległych i zmarłych powstańców oraz w intencji Ojczyzny. W homilii ks. Stankiewicz mówił o roli powstania styczniowego w walce z zaborcą o wolność Ojczyzny, bohaterskiej postawie i śmierci gen. Romualda Traugutta, dyktatora powstania. – Nasze piękne pola i lasy przesiąknięte są krwią praojców walczących o dar wolności. Ich marzenia urzeczywistniły się w 1918 r. My teraz musimy walczyć ze złem, o ład moralny, pomnażanie dobra, rozwój gospodarczy, bezpieczeństwo, zachować wszystko to, co Polskę stanowi – mówił ks. Grzegorz Stankiewicz. Pod koniec Mszy św. dyrektor Muzeum Kresów w Lubaczowie Stanisław Piotr Makara omówił przebieg powstania styczniowego w ówczesnym powiecie lubaczowskim i cieszanowskim, przedstawiając powstałe oddziały i ich dowódców. Wiele uwagi poświęcił jednej z największych bitew, jaką stoczył z Moskalami oddział gen. Antoniego Jeziorańskiego pod Kobylanką (gmina Cieszanów) w dniu 1 i 6 maja 1863 r. Mówił także o ofiarnej pracy Szpitala Powstańczego w Cieszanowie. Ks. Józef Dudek powiedział swój wiersz o miłości Ojczyzny.

Po modlitwie w kościele uczestnicy uroczystości przyjechali samochodami do lasu pod obelisk, postawiony i poświęcony pięć lat temu w 150. rocznicę wybuchu powstania styczniowego. Na kamiennym głazie umieszczono tablicę o treści: „Gloria Victis. W dniu 15 marca 1863 r. z tutejszych lasów, z miejsca zwanego wówczas „Tartakiem”, pod dowództwem płk. Leona Czechowskiego wyruszył w bój z rosyjskim zaborcą, pierwszy w pełni uzbrojony oddział ochotników z Galicji Wschodniej – 450-ciu strzelców i kosynierów oraz 50-ciu konnych. Cześć i chwała Bohaterom!”. W miejscu tym wszystkich powitała dyrektor RDLP w Krośnie Grażyna Zagrobelna. – Wiosną 1863 r. władze powstańcze Galicji zaczęły organizować oddziały, które miały wkroczyć na Lubelszczyznę. Jednym z nich był oddział płk. Leona Czechowskiego. Znajdujemy się w miejscu, do którego od 10 marca 1863 r. napływali ochotnicy – jak stwierdzają historycy – pieszo, konno, furmankami, koleją do Przemyśla lub Jarosławia, a stamtąd do Cewkowa. Nie zabrakło ochotników z okolic Cieszanowa i Lubaczowa. Wybór miejsca optymalny – bliskość granicy zaboru rosyjskiego i dogodne naturalne warunki, jakie stanowiły ciągnące się lasy. 14 marca 1963 r. w obozie rozdano broń i amunicję, następnie ks. kapelan ze Lwowa Bernard Bulsiewicz odprawił nabożeństwo i błogosławił powstańców na drogę. Dowódca piechoty odebrał od nich przysięgę. Rankiem 15 marca Leon Czechowski ze swoim oddziałem przekroczył granicę pod Luchowem i wszedł w Lubelskie. Tam stoczył dwie zwycięskie potyczki 20 marca k. Potoku Dolnego i Suszek. W dniu następnym powstańcy wyruszyli w kierunku Huty Krzeszowskiej i podczas przemarszu przez Las Ciosmański zostali zaatakowani przez Rosjan i oddział poniósł duże straty (poległo 20 powstańców a wielu innych zmarło wkrótce od odniesionych w bitwie ran). Poległych pochowano na cmentarzu w Hucie Krzeszowskiej (gmina Harasiuki). Na obelisku wypisano ich nazwiska – powiedziała Grażyna Zagrobelna. – Pamięć o zbrojnej walce powstańców powstania styczniowego była natchnieniem dla komendanta Józefa Piłsudskiego i jego Legionów Polskich w czasie I wojny światowej, dla Armii Krajowej w II wojnie światowej, a także Żołnierzy Niezłomnych walczących przeciwko komunistycznej okupacji po wojnie – mówił poseł na Sejm RP Piotr Babinetz. – Dziękuję za przypomnienie, że mój prapradziadek płk. Dionizy Czachowski walczył w powstaniu styczniowym i poległ w walce. Walczyli także jego synowie Karol i Adolf Czachowscy. Poseł odczytał list marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego skierowany do organizatorów i uczestników uroczystości, dziękując im za kultywowanie pamięci o powstańcach, którzy 155 lat temu wyruszyli z ziemi lubaczowskiej na pomoc walczącym w zaborze rosyjskim. Waldemar Szumny odczytał list od marszałka woj. podkarpackiego Władysława Ortyla. Kompania honorowa Strzelców Podhalańskich oddała salwę honorową. Delegacje władz i instytucji złożyły przy obelisku wiązanki kwiatów.

Jeszcze raz uczestnicy uroczystości samochodami przemieścili się do Ośrodka Konferencyjnego Leśnictwa Kolonia, by w nim wysłuchać koncertu piosenek powstania styczniowego i patriotycznych w wykonaniu zespołu wokalno-instrumentalnego Cztery Pory Roku z Oleszyc. Uroczystość zakończyła się smacznym posiłkiem. Ci, którzy nie widzieli Lasu Katyńskiego mogli go zobaczyć. Ogromny wkład pracy w przygotowaniu tej patriotycznej uroczystości wniósł nadleśniczy Nadleśnictwa Oleszyce Stanisław Zagrobelny Na pamiątkę otrzymaliśmy folder pt. „Z lasów oleszyckich do powstania styczniowego” oraz pamiątkowy medal wybity z tej okazji.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Nie żyje Barbara Bush, żona i matka prezydentów USA

2018-04-18 07:20

PAP/wpolityce.pl

PAP/EPA/LARRY W. SMITH
Barbara Bush

We wtorek w wieku 92 lat zmarła Barbara Bush - poinformował rzecznik rodziny. Była jedyną kobietą w historii, która była świadkiem zaprzysiężenia swego męża - George’a Busha i syna - George’a W. Busha na prezydentów USA. Zmarła w otoczeniu rodziny.

Wcześniej we wtorek rodzina poinformowała media, że stan zdrowia b. Pierwszej Damy Barbary Bush pogorszył się na tyle, że zrezygnowała ona z pomocy medycznej i poprosiła, by wysiłki lekarzy skupiły się na tym, by nie odczuwała bólu.

Według mediów Barbara Bush cierpiała na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc.

W wydanym oświadczeniu rzecznik Jim McGrath poinformował, że 92-letnia Barbara Bush podjęła taką decyzję po serii niedawnych hospitalizacji oraz po skonsultowaniu się z bliskimi i lekarzami.

Barbara Bush oraz jej mąż, 41. prezydent Stanów Zjednoczonych George Bush (1989-1993), dali początek jednej z najważniejszych amerykańskich dynastii politycznych. Są rodzicami byłego prezydenta George’a W. Busha (2001-2009) oraz byłego gubernatora Florydy Jeba Busha, który bezskutecznie ubiegał się o nominację Partii Republikańskiej w wyborach prezydenckich w 2016 roku. Oprócz nich mają jeszcze dwóch synów: Neila Mallona (ur. 1954) i Marvina Pierce’a (ur. 1956) oraz córkę Dorothy (ur. 1959).

Powszechnie lubiana za bezpretensjonalność, prostotę i cięty język Barbara Bush cieszyła się o wiele większą popularnością niż jej mąż - pisze w komentarzu agencja Associated Press.

„Wniosła do Waszyngtonu babciną staroświeckość ze swą słynną siwizną i sztucznymi perłami na szyi, jej znakiem markowym” - pisze AP. Ameryka do dziś pamięta jej wystąpienie na konwencji Republikanów w 1988 r., gdy powiedziała: „wzrok Was nie myli, to, co widzicie, to jestem ja, ale to nie ja się ubiegam o prezydenturę, a George Bush”.

W specjalnym oświadczeniu po śmierci Barbary Bush, jej syn, b. prezydent George W. Bush, napisał, że „jego matka była niesamowitą Pierwszą Damą, która podarowała lekkość, miłość i zamiłowanie do czytelnictwa milionom ludzi”. „Do końca zmuszała nas do zachowania czujności, nie przestając pobudzać do śmiechu” - dodał.

Barbara Bush z domu Pierce urodziła się 8 czerwca 1925 roku w Nowym Jorku. Była trzecim z czworga dzieci właściciela wydawnictwa McCall Corporation, Marvina Pierce’a i Pauline Robinson. Jej dalekim przodkiem był prezydent Franklin Pierce. Od 1931 roku uczęszczała do szkoły Milton School w Rye. Następnie studiowała w Smith College, ale studia przerwała, gdy 2 września 1944 roku Japończycy zestrzelili samolot George’a Busha.

Swojego przyszłego męża, Georga H. Busha poznała niedługo wcześniej - w grudniu 1941 roku na zabawie w Rye. Ślub wzięli w styczniu 1945 r., gdy Bush dostał przepustkę z frontu. Po zakończeniu II wojny, Bushowie zamieszkali najpierw w New Haven, następnie przenieśli się do Teksasu.

Barbara zajmowała się domem, wspierając męża w karierze politycznej. W 1966, gdy George został członkiem Izby Reprezentantów, oboje Bushowie przenieśli się do Waszyngtonu.

W 1980 roku, George Bush został nominowany na wiceprezydenta USA przy Ronaldzie Reaganie, co oznaczało powrót do polityki i na salony po dobrowolnym wycofaniu się Busha z życia publicznego za prezydentury Cartera.

W 1988 r. George Bush wygrał wybory prezydenckie, a Barbara Bush stała się Pierwszą Damą Ameryki.

Podobnie jak większość jej poprzedniczek angażowała się w działalność charytatywną. Utworzyła fundację Barbara Bush Foundation for Family Literacy, która zajmuje się walką z wtórnym analfabetyzmem. Działała także w organizacjach zajmujących się walką z białaczką; jej córka zmarłą z powodu tej choroby.

Po przegranych wyborach w 1992 roku, Bushowie zamieszkali w Houston, gdzie była Pierwsza Dama włączyła się ponownie w walkę z analfabetyzmem i niskim poziomem czytelnictwa w tym stanie.

W 1989 roku zdiagnozowano u niej chorobę Gravesa-Basedowa. Przeszła kurację radiologiczną w szpitalu wojskowym Walter Reed Army. Od tego czasu doświadczała licznych problemów zdrowotnych.

Obecna hospitalizacja okazała się ostatnią.

Były prezydent George Bush ma obecnie 93 lata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

On tu Jest

2018-04-19 16:10

Anna Buchar

W najbliższą sobotę serdecznie zapraszamy osoby adorujące Najświętszy Sakrament i tych, którzy chcieliby doświadczyć żywej obecności Jezusa do kościoła pw. św. Chrystusa Króla w Głuszycy, gdzie odbędzie się konferencja On tu Jest.


Konferencję (o tym samym tytule) rozpocznie nasz wrocławski duszpasterz, ks. dr Aleksander Radecki. Tuż po nim z wykładem ,,Dynamiczna Cisza” wystąpi ks. dr hab. Dominik Ostrowski ze Świdnicy.

Organizatorzy w trakcie wydarzenia będą zapraszać do inicjatywy „Adoruj24”. Nie zabraknie także Eucharystii, której przewodniczyć będzie biskup świdnicki, bp Ignacy Dec. Wydarzenie zakończy koronka do Miłosierdzia Bożego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem