Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.
Zamknij
BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Tajemnica Łysej Śpiewaczki

2017-10-04 10:21

Witold Gadowski, Dziennikarz

Polub nas na Facebooku!

W ogóle dużo jest na świecie takich rzeczy, których robić nie wolno, ale można. Najważniejsze to żeby spróbować, czy zakazanej rzeczy zrobić nie można” – stwierdził dobry wojak Szwejk na widok zbombardowanego pociągu Czerwonego Krzyża. Ot, przystępnie ujęty dylemat biblijnej Ewy...

Jest taki nurt w historii ludzkiej myśli, który z takiego właśnie eksperymentowania z ostatecznościami uczynił swoją rację bytu. Ciągle zatem odzywają się jacyś „burzyciele autorytetów”, „odbrązawiacze” czy też typki szokujące dezynwolturą, z jaką traktują powszechne mądrości ludzkości, wypracowane przez dziesiątki pokoleń.

Gdy słyszę takiego „proroka”, to machinalnie oglądam się za nim, gdzie też następnie się uda, i zwykle intuicja mnie nie myli. Taki odważniak po wygłoszeniu swojej obrazoburczej mowy, dzieła lub utworu natychmiast – spoconym truchtem – bieży do kasy. A tam zamożni machinatorzy wypłacają mu jego dolę. Wszystko można – zgoda, ale czy należy?

Reklama

Zawodowi gorszyciele nie mają tego typu wątpliwości. Wszak gdy nie dostaje talentu, wnikliwości i oryginalnej wizji, zawsze można zaszokować, obrazić lub chociażby usiłować wydrwić. Zadziwiający jednak jest fakt, że wszyscy ci „obrazoburcy” dobrze wiedzą, do jakiej granicy mogą się posunąć i z czego drwić się nie opłaca. Wolni i niepodlegli w krytykowaniu katolicyzmu i naszych świętości, z dziwnym potem na czole uciekają od najmniejszej nawet krytyki islamu czy judaizmu.

Oczywiste uwagi o współczesnych Prometeuszach za dychę wymamrotałem nie z powodu nagłego olśnienia, co jakiś czas bowiem marudzę, że brakuje mi w Polsce (na świecie zresztą też) prawdziwej, ideowej i bezkompromisowej lewicy. Brakuje mi takich socjałów z krwi i kości, jacy zaludniali planetę idei jeszcze gdzieś do połowy dwudziestego stulecia.

Teraz, Państwo wybaczą, ale przedstawię własną teorię na temat uprowadzenia lewicy, porwania jej jak – nie przymierzając – Europy jakiejś. W tym wypadku zwodnym kusicielem nie był jednak postawny biały byk, ale cherlawa, wymarszczona rączka ludzi pokroju Sorosa, którzy – jak kurze karmę – sypią dzisiejszym młodym niepokornym dolarki i wiodą ich w sidła przemyślnie na nich przygotowane.

Zacznę jednak od początku. Oto w dziejach ludzkości pojawia się kasta finansistów. Wyłania się ona z grona bankierskiej, lichwiarskiej socjety. Najprzemyślniejsi potrafią łączyć zarabianie pieniędzy z polityką i na tym właśnie zarabiają jeszcze więcej. Kreują wehikuł nieskończonego zaspokajania chciwości. W pewnym momencie liczby na kontach są już tak abstrakcyjne, że pociąga ich jedynie kreowanie globalnych zjawisk. Traktują świat jako laboratorium, które wykupili na własność. Nie są jednak idiotami, doskonale wiedzą, że każde imperium kiedyś się rozpada, że w każdym sukcesie tkwi już zepsute ziarno klęski. Muszą zatem zabezpieczyć sobie przyszłość. Sfery finansów nigdy bowiem nie myślą o końcu, o prozaicznej śmierci.

Co zatem się dzieje? Najpierw muszą rozpoznać, skąd może nadejść najmocniejsze uderzenie, kto może im zadać śmiertelny sztych. Za cel biorą sobie zatem szczerą i dynamiczną lewicę. Ludzie, którzy głoszą idee solidarności międzyludzkiej, walczą o prawa pracowników, przejmują się patologicznym procesem nieskończonego bogacenia się garstki kosztem łupienia coraz większych rzesz szaraków, są prawdziwym i niepokojącym zagrożeniem. Ideowych socjałów trzeba więc ograć, wypruć spodem do wierzchu i tak złapać za twarz, żeby nawet nie spostrzegli, jak zostali skolonizowani i załatwieni.

Finansjera przeprowadziła to po mistrzowsku. Powoli, delikatnie sączyła w lewicowe kręgi odpowiednio słodką truciznę. Implementowano w lewicę idee, które już na pierwszy rzut oka były tak odstręczające, że trudno byłoby, by zostały przyjęte przez miliony statystycznych, ciągle jednak myślących, wyborców. Tak więc najpierw wszczepiono poczciwym socjałom (o komunistach nie piszę, bo to z natury podejrzana i gangstersko usposobiona do świata grupa) idee walki o równouprawnienie kobiet. – Jak już musicie koniecznie wyzwalać, to wyzwólcie kobiety z okowów samczej dominacji – podpowiedzieli złośliwi suflerzy z kręgów finansowego Olimpu. Potem zarażono socjałów wirusem homopolityki, gender i wieloma innymi, równie szkodliwymi i wstydliwymi chorobami. Lewica nawet się nie spostrzegła, jak finansjerzy wydrążyli ją od środka i napchali tam takich śmieci, że od samego słuchania o nich przeciętnemu człowiekowi sok z żołądka miesza się z destylatem myśli.

Mam właśnie takie prywatne, od wielu lat badane w naturze, podejrzenie, że lewicy odebrano hasła, którymi rzeczywiście mogła zagrozić stabilności światowego kapitału, i na ich miejsce podstawiono sprytnie sfastrygowany humbuk. W ten sposób finansjerzy uzyskali nad lewicą kontrolę i – za jej pomocą – mogli zabrać się za zmienianie świata na swoją modłę. Pozbawiona ideowego napędu lewica stała się sprytnie wykreowaną zabawką, pozostającą w mocy tych, z którymi w założeniu miała śmiertelnie się zwierać.

Tzw. neolewica to dziś niepowiązany logiką zbiór obscenicznych ekscesów, które na sam swój widok zamieniają każdego – myślącego jeszcze – wyborcę w żonę Lota. W Polsce nie ma dziś przecież prawdziwej lewicy. Jest postpezetpeerowski związek zawodowy dawnej nomenklatury, czyli SLD, są wygłupy typu partia „Razem” pana Zandberga, są jakieś opary neuroaktywne w postaci profesor Środy, sprytnego pana Sierakowskiego i im podobnych, ale czy ktoś może poważnie rozważać myślowy sos, w którym jedna myśl nie jest logicznie powiązana z drugą? Wszystko to pływa w brei relatywizmu i logiki sytuacyjnej, kontekstowej. Tylko tak bowiem da się jakoś uzasadnić umysłowe wybroczyny profesora Hartmana, pani Senyszyn czy rzeczonej już profesor Środy.

Sprytna finansjera pozbyła się naturalnego wroga, zarażając go – wyhodowanym we własnym laboratorium – wirusem. W ten sposób dzisiejsza lewica na świecie przypomina zapchlone i lekko zeżarte już przez mole futro, w którym kiedyś biło serce niedźwiedzia.

Teraz ideowo skupieni na przemienianiu dolarów we wpływy finansjusze zabrali się za idee narodu i normalnego państwa. Chcą w ten sposób wzruszyć naturalne oparcia ludzkiego myślenia o zbiorowości. Naturalnym polem doświadczeń stała się dla nich współczesna – a więc wyprana z religijnego kontekstu – Europa.

Wprowadzili do dzieła próżniaczą i wiszącą u ich kieszeni kastę urzędasów, którzy ani przed nikim nie odpowiadają, ani też nie są przez nikogo zapładniani zdrowymi ideami. Dzisiejsi urzędnicy UE to jedna z najbardziej udanych kreacji finansjuszy. To jednak temat na zupełnie nową rozprawkę, którą – w wypadku, gdy ta Państwa zafrapuje – przedstawię niebawem.

Jako człowiek o chrześcijańsko-demokratycznym usposobieniu zauważam także, że i chadecja (zwłaszcza ta niemiecka) została już przez finansjuszy wydrążona jak pień drzewa przez kornicze zastępy. Z klasycznej chadecji zostało dziś w Europie jedynie żałosne drzewce, na którym ciągle jeszcze powiewa coraz bardziej brudna chorągiewka.

Skoro jednak zacząłem niezrównanym Szwejkiem, to i sentencją z jego ust padającą zakończę: „Wojsko bez wyzwisk to nie wojsko. (...) Był na przykład oberlejtnant Holub, taki uczony, że cała kompania uważała go za idiotę, ponieważ z powodu swej uczoności nie nauczył się wyzywać żołnierzy i nad wszystkim zastanawiał się tylko ze stanowiska naukowego”.

Wyobraźcie sobie Państwo, czym byłaby dzisiejsza dyskusja polityczna bez wyzwisk, jak dalece przedstawienie dzisiejszej polityki zostałoby wtedy roznegliżowane. Okazałoby się, że dzisiejsza polityka to teatr, w którym występuje Łysa Śpiewaczka z głosem pozbawionym emisji.

Niedziela Ogólnopolska 41/2017 , str. 21

E-mail:
Adres: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa
Tel.: +48 (34) 365 19 17

Działy: Społeczeństwo

Tagi: polityka

Reklama

Tagi
Nasze serwisy
Polecamy
Zaprzyjaźnione strony
Najpopularniejsze
24h7 dni

Reklama

Lidia Dudkiewicz, Red. Naczelna

Wracajcie do domu! EDYTORIAL

Wspólnota Kościoła to wspólnota, w której jako grzesznicy stale na nowo możemy przyoblekać weselną szatę łaski. »
Bp Zbigniew Kiernikowski

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2017


Adresy kontaktowe


www.facebook.com/tkniedziela
Tel.: +48 (34) 365 19 17, fax: +48 (34) 366 48 93
Adres redakcji: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa


Wydawca: Kuria Metropolitalna w Częstochowie
Redaktor Naczelny: Lidia Dudkiewicz
Honorowy Red. Nacz.: ks. inf. Ireneusz Skubiś
Zastępca Red. Nacz.: ks. Jerzy Bielecki
Sekretarz redakcji: ks. Marek Łuczak
Zastępca Sekretarza redakcji: Margita Kotas