Reklama

Reduta walki o pamięć i prawdę

2017-10-04 10:21

Wojciech Bobrowski
Niedziela Ogólnopolska 41/2017, str. 36-37

Artur Stelmasiak
Redakcja „Niedzieli” w Muzeum Powstania Warszawskiego. Grupę oprowadza Wojciech Bobrowski, autor tekstu

Polska przegrała militarnie II wojnę światową w 1939 r., politycznie – w 1945 r., i wtedy rozpoczęła się trzecia klęska Polski – wizerunkowa, która trwa nieomal do dziś

Skutki wizerunkowe mogą być najbardziej dotkliwe dla naszej przyszłości, nawet w perspektywie następnych pokoleń. Określenie „polskie obozy śmierci”, przypisywanie nam współodpowiedzialności za zagładę większości europejskich Żydów – to wynik tej klęski.

Nareszcie jest

Muzeum Powstania Warszawskiego budowano długo i z wielkimi problemami. Pierwsze pomysły datują się na lata 50. ubiegłego stulecia. Niestety, popaździernikowa odwilż trwała krótko i dopiero w okresie Solidarności sprawa powołania tej instytucji powróciła, lecz stan wojenny znowu zamroził tę inicjatywę. Mogłoby się wydawać, że przełom lat 1989 i 1990 natychmiast ją odblokuje. Jednak kolejne władze Warszawy nie spieszyły się, nie wykazywały żadnej woli działania.

Przełom nastąpił dopiero w 2003 r., kiedy prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński – syn powstańca, znający historię powstania, ale też wychowany w jego legendzie, rozumianej jako „pamięć karmiona sercem”. Po niepełnym roku prac, 1 sierpnia 2004 r., na 60-lecie Powstania Warszawskiego, muzeum zostało oficjalnie otwarte – tzn. że istnieje już 13 lat. W ciągu tego czasu zwiedziło je ponad 6 mln osób, ok. 30 proc. grup stanowią goście zagraniczni. Liczba zwiedzających jest stabilna i wynosi ponad 600 tys. rocznie – w obecnej przestrzeni jest to pułap możliwości tej placówki.

Reklama

Uczy i inspiruje

Muzeum Powstania Warszawskiego dokonało przełomu w polskim muzealnictwie. Pociągnęło za sobą pojawienie się dziesiątków nowych muzeów, także prywatnych, a na wielu uniwersytetach powstały kierunki muzealnictwa. Prawdopodobnie twórcy tego muzeum nie spodziewali się takiego sukcesu. Zaistniała w Polsce pewna „moda na historię”, realizuje się coraz więcej rekonstrukcji historycznych wydarzeń i prawda znowu zaczyna wygrywać z fantastyką pseudohistoryczną, bo przecież „tylko prawda jest ciekawa”. Film opowiadający o naszej walce o wolność, zrealizowany przez IPN – „Niezwyciężeni” miał na portalach społecznościowych prawie 2 mln wyświetleń w 3 dni po opublikowaniu.

Do roku 2004 muzeum kojarzyło się głównie z kapciami i senną atmosferą, przerywaną niekiedy tylko gwarem szkolnych wycieczek. Tutaj też muzeum dokonało zasadniczej zmiany: wykorzystano współczesne środki techniczne, ekrany i projektory komputerowe, nagłośnienie pomieszczeń imitujące pole walki, jest nawet film trójwymiarowy o zniszczonej Warszawie. Jednak środki te ożywają dopiero za sprawą słowa wypowiedzianego przez muzealnych przewodników.

Przewodnicy pasjonaci

– Od przewodników oczekujemy, aby byli pasjonatami historii, a Warszawę nosili w swoim sercu – powiedział dr Szymon Niedziela, szef Działu Ekspozycji. Joanna Król, przewodnik wolontariusz, tak opowiada o swoim powołaniu: – Urodziłam się w Warszawie 10 tygodni przed powstaniem. Moi rodzice mieszkali na Woli, tam też zginęła cała moja rodzina – my ocaleliśmy tylko dlatego, że ojciec na czas zdążył nas przenieść do kuzynów na Żoliborz. Po kapitulacji tej dzielnicy w dniu 30 września przez Obóz Przejściowy w Pruszkowie opuściliśmy Warszawę i tak ocaleliśmy. Mojej rodziny już nie ma, a dla mnie kontakt z muzeum ma wymiar symboliczny, gdyż pozwala mi być bliżej nich...

Przewodników, którzy znają powstanie i okupacyjną Warszawę z własnych wspomnień, też już prawie nie ma. Jednak jeszcze do niedawna powstańcy niemal codziennie gościli w muzeum. Szkoda, że nie powstało ono co najmniej 10 lat wcześniej, wówczas żyło znacznie więcej powstańców, byli młodsi, wnieśliby jeszcze więcej wspomnień jako uczestnicy powstania, jego naoczni świadkowie.

– Opowiadałem grupie młodzieży szkolnej o walkach na Czerniakowie i wtedy na schodach pojawił się Andrzej Pląskowski – uczestnik tych wydarzeń. Trudno opisać wzruszenie i radość młodych ludzi, kiedy mogli z nim porozmawiać. Była to scena jak z filmu – zauważył Andrzej Komuda, przewodnik. Młodzież jest jednak bardzo słabo zorientowana w historii Polski z okresu II wojny światowej i lat następnych. Programy szkolne są – a właściwie i na szczęście już były – tak dziwnie zbudowane, aby wiedzy tej nie przekazywać wcale lub przekazać ją w minimalnym stopniu. Często najlepiej przygotowane do zwiedzania muzeum okazują się dzieci z VI klasy szkoły podstawowej, kiedy pani od polskiego lub historii, a nawet od muzyki przy okazji śpiewania powstańczych piosenek robiła im solidne wprowadzenie historyczne. Zdarzają się pozytywne wyjątki znakomicie zorientowanych 14-latków.

Na pytanie: Czy ty się bardzo interesujesz historią? usłyszałem od jednego z nich odpowiedź: „Proszę pana, ja się nie interesuję historią, ja się interesuję polityką”. Pomyślałem: Dobrze, że mamy i takich nastolatków.

Punkt obserwacyjny

Przewodnik Jacek Kałużny: – Praca w muzeum nie powoduje wypalenia zawodowego. Mamy kontakt z młodymi ludźmi, z ich emocjami, często z prawdziwym wzruszeniem i zainteresowaniem. Z dorosłymi gośćmi zdarzają się niekiedy różne niespodziewane sytuacje. Powiedziałem kiedyś o tym, jak Hitler wprowadził na okupowanym obszarze Polski całkowitą dostępność aborcji, bez żadnych ograniczeń. Wówczas jeden ze zwiedzających zaczął mnie nagrywać i filmować. Kiedy zapytałem go, dlaczego to robi, odparł, że wypowiadam się na tematy polityczne, a nie wolno mi tego robić, ponieważ to on finansuje moją pracę w muzeum ze swoich podatków, i mogę za to odpowiadać.

Inny przewodnik wspominał epizod, gdy został zapytany przez grupę anglojęzycznych gości, czy w muzealnej księgarni są książki napisane przez autorów ze środowisk LGBT. Nic innego ich nie interesowało – ani walki, ani ofiary, o historii nie wspominając. Muzeum jest więc ciekawym punktem obserwacji dzisiejszego świata.

Misja muzeum

W upowszechnianiu polskiego doświadczenia związanego z okresem II wojny światowej muzeum przy ul. Grzybowskiej w Warszawie odgrywa wielką rolę.

Szkoda, że utworzone kosztem prawie jednej czwartej miliarda złotych Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku zadania tego nie posuwa nawet o milimetr, a polskie doświadczenie II wojny światowej było czymś zupełnie unikalnym na tle ówczesnej Europy.

Dobrze różnicę tę obrazują dwa zdania z autobiografii Stephena Hawkinga, angielskiego fizyka i popularyzatora najnowszych osiągnięć tej dyscypliny, znanego powszechnie także z powodu niepełnosprawności. W swojej autobiografii „Moja krótka historia” napisał tak: „Urodziłem się w Oksfordzie, chociaż rodzice mieszkali w Londynie. Podczas wojny obowiązywała umowa, że Niemcy nie będą bombardować Oksfordu i Cambridge, a w zamian za to Brytyjczycy nie będą zrzucać bomb na Heidelberg i Getyngę. Szkoda, że taką cywilizowaną umową nie można było objąć także innych miast”. Zestawmy to choćby z losem profesorów krakowskich czy lwowskich, rozstrzeliwanych i prześladowanych ze szczególną zajadłością. Popatrzmy w dane statystyczne. Przed rokiem 1939 w Polsce żyło ok. 120 tys. ludzi z wyższym wykształceniem, według spisu powszechnego z roku 1946 pozostało ich 30 tys. – to jest czwarta część. Skutki tego odczuwamy do dziś. Rozszerzając znaczenie pojęć, można powiedzieć, że po latach okupacji niemieckiej i bolszewickiej polski naród był w stanie traumy. Czy potrafiliśmy opowiedzieć o tym całemu światu, przepracować traumę, aby szybciej z niej wychodzić? Czy powstały przekłady dzieł literackich, filmy o zagładzie i bohaterstwie naszych matek i ojców? Nie istnieje nawet angielska wersja „Kamieni na szaniec” Aleksandra Kamińskiego. W obszarze relacji polsko-żydowskich nie ma filmu o Janie Karskim, rodzinie Ulmów, a najodważniejsza z bohaterów – Zofia Kossak-Szczucka jest dziś zupełnie zapomniana. W tę pustkę wciska się kabotyńska narracja Jana Tomasza Grossa, a także scenariusza „Pokłosia” oraz „Idy”. Ostatnie dwadzieścia kilka lat to czas szczególnie aktywnej „pedagogiki wstydu”, kiedy to polskojęzyczne media produkowały sensacje historyczne uderzające w „pamięć i tożsamość”, tak umiłowane przez Papieża Polaka. Oczernianie nie ominęło także żołnierzy Powstania Warszawskiego. W 1993 r. opublikowano w „Gazecie Wyborczej” artykuł, w którym zarzucano powstańcom mordowanie Żydów podczas trwającego powstania. Kłamstwo zdemaskował i ostatecznie wyjaśnił Leszek Żebrowski w książce „Paszkwil Wyborczej”, z przedmową prof. Marka Chodakiewicza.

Początek drogi

Zdarza się jednak, że otrzymujemy zupełnie niespodziewane wsparcie. Prezydent USA Donald Trump podczas wizyty w Warszawie 6 lipca 2017 r. przez kilka minut opowiadał o walkach w obronie wąskiego przejścia przez Aleje Jerozolimskie. To wydarzenie było szeroko komentowane w światowych mediach, a teraz często jest wspominane przez nas, przewodników, w rozmowach z gośćmi, szczególnie pochodzącymi ze Stanów Zjednoczonych. Podobnie wizyta brytyjskiej pary książęcej w muzeum stała się przykładem roli, jaką odgrywa ono w polityce historycznej dzisiejszej Polski.

Ciągle toczy się walka o pamięć i prawdę, a na Muzeum Powstania Warszawskiego należy spojrzeć jako na redutę tej walki. W jakimś sensie jego utworzenie stało się też zalążkiem obecnych przemian, w których uczestniczymy w naszym państwie od dwóch lat, początkiem podróży, której celem jest osiągnięcie Polski naszych marzeń – może także było to celem Lecha Kaczyńskiego przy jego powołaniu.

Autor tekstu jest inżynierem elektronikiem, który został przewodnikiem wolontariuszem w Muzeum Powstania Warszawskiego po ponad 40 latach pracy przy komputerach.

Tagi:
muzeum Powstanie Warszawskie

Historia inna i nieopowiedziana

2018-02-21 10:32

Z Robertem Kostro rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 8/2018, str. 36-37

O potrzebie prowadzenia i udostępniania badań nad martyrologią Polaków w czasie II wojny światowej z Robertem Kostro rozmawia Wiesława Lewandowska

Grzegorz Boguszewski
Robert Kostro

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Polska historia stała się w ostatnich 25 latach wygodnym chłopcem do bicia – powiedział premier Mateusz Morawiecki w związku z burzliwą, wielowymiarową i międzynarodową dyskusją, którą wywołała nowelizacja ustawy o IPN. Polska jakby została wyrwana z głębokiego snu i wreszcie dochodzi do wniosku, że – przyznaje premier – „jak każde poważne państwo musimy zadbać o swoją historię”. Aby to uczynić, trzeba przede wszystkim zidentyfikować najgłębsze źródła dzisiejszych kłopotów z polską historią. Gdzie ich szukać, Panie Dyrektorze?

ROBERT KOSTRO: – Historia Polski nie zasługuje w żadnym razie na to, by być dla kogokolwiek chłopcem do bicia. Wiele ze stereotypów, które czasem nam się przypisuje, wynika z odrębności historycznego rozwoju Polski. Widać to od końca średniowiecza, kiedy wchodzimy w unię z Litwą. Zaczynają się kształtować federacyjna struktura państwa i szerokie prawa dla rycerstwa. Gdy toczono wojny religijne, gdy w państwach zachodnioeuropejskich i u naszych wschodnich sąsiadów powstawały rządy absolutne, w Polsce rozwijał się system parlamentarny, kwitła tolerancja religijna. W XVIII wieku, w dobie oświecenia, gdy większość państw starała się odreagowywać wojny religijne XVI i XVII wieku przez odgórną laicyzację, w Polsce było odwrotnie – polskie oświecenie rozwijało się bez tej antychrześcijańskiej i antyklerykalnej presji, która panowała w zachodniej Europie. Z tej „inności” polskiej historii możemy być dumni, nawet wtedy, gdy poddawała nas ciężkiej próbie, gdy jako jedyny kraj europejski cierpieliśmy z powodu obu XX-wiecznych totalitaryzmów – niemieckiego nazizmu w czasie II wojny światowej oraz sowieckiego, który od najazdu Armii Czerwonej w 1939 r. trwał na naszych ziemiach przez ponad 40 lat po wojnie. Ten ostatni trudny rozdział historii zdecydowanie wyróżnia nas na tle innych krajów.

– Jak i kiedy to się stało, że polska historia – i to właśnie ten jej najbardziej traumatyczny rozdział – stała się chłopcem do bicia?

– Bez wątpienia prócz różnic rozwoju historycznego – które mogą prowadzić do niezrozumienia polskiego podejścia do wielu spraw – mamy także spore kłopoty komunikacyjne. Po wojnie Polska została odgrodzona od Zachodu tzw. żelazną kurtyną i stała się niesuwerennym państwem, po prostu nie byliśmy pełnoprawnym partnerem w międzynarodowej wymianie intelektualnej i nie mogliśmy się bronić przed różnego rodzaju nadużyciami.

– Takimi jak oskarżenie o udział Polaków w Holokauście? Jednakże określenie „polskie obozy śmierci” pojawiło się dopiero w ostatnich latach, gdy Polska była już wolna, można nawet odnieść wrażenie, że w PRL-u mówiło się dość wprost i wcale niemało o niemieckich zbrodniach...

– To prawda, powstały wtedy liczne polskie muzea martyrologiczne, ale władza komunistyczna wykorzystywała je często propagandowo. Pozornie podkreślano martyrologię Polaków, ale faktycznie wyszło na to, że już nawet my sami tu, w Polsce, nie potrafiliśmy rozdzielić, czym był Auschwitz I, gdzie więziono Polaków, a czym Auschwitz II (Birkenau), gdzie mordowano Żydów... A z drugiej strony mieliśmy konsekwentnie prowadzoną od lat 60. ubiegłego wieku politykę Izraela i diaspory żydowskiej. Na Zachodzie od lat 70. mówi się o niemieckim terrorze prawie wyłącznie w kontekście Holokaustu, a wiedza o martyrologii Polaków czy Rosjan gdzieś się zagubiła. Komuniści pozbawili nas pewnych opracowań i narzędzi intelektualnych do rzeczowej dyskusji historyczno-naukowej na ten trudny temat.

– To rezultat zwykłego zaniechania czy przemyślanej polityki historycznej?

– W polityce komunistów były różne okresy, najpierw podkreślano martyrologię Żydów kosztem Polaków, ale w latach 60. usuwano z naszej świadomości Żydów. Tak czy owak cierpiała prawda. Dodatkowo istotną zaporą była bariera językowa. I tak np. historiografia dotycząca Holokaustu pisana była w dużej mierze przez historyków pochodzenia żydowskiego pracujących na amerykańskich uniwersytetach albo przez historyków izraelskich. Polska biblioteka dotycząca historii II wojny światowej do biblioteki anglojęzycznej literatury dotyczącej Holokaustu ma się, optymistycznie licząc, jak jeden do stu. To jest naprawdę gigantyczna różnica!

– Dlatego jesteśmy tak bezradni wobec dzisiejszych żydowskich zarzutów?

– To nie są zarzuty. Większość z tych publikacji to rzetelne prace, które nie stawiają nas w złym świetle. Ale nawet w tych najlepszych opracowaniach polskie cierpienia, polski opór przeciwko Niemcom bywają jedynie tłem dla Zagłady. W latach 50. powstał jerozolimski Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu Yad Vashem. W latach 90. powstało Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie. Prawie w każdym dużym mieście Zachodu istnieje ekspozycja poświęcona Holokaustowi lub historii Żydów. Problematyką Holokaustu przez cały czas zajmują się liczne katedry uniwersyteckie na całym świecie. A my z naszymi badaniami zatrzymaliśmy się gdzieś w latach 60. Charakterystyczny jest fakt, że do 2000 r., kiedy to zaczął działać IPN, nie były prowadzone żadne systematyczne badania na temat polskich Sprawiedliwych. Pierwszy zainteresował się tymi sprawami prezydent Lech Kaczyński, który zaczął wręczać polskie odznaczenia Polakom ratującym Żydów w czasie niemieckiej okupacji.

– Dlaczego w III RP tak niewiele się działo w kwestii przywracania prawdy historycznej?

– Elity uwierzyły, że prawda obroni się sama. W latach 90. nie powstawały w Polsce ani ważne miejsca pamięci, ani ważne wystawy, ani muzea, które by opowiadały o polskiej historii II wojny światowej. Pierwsze inicjatywy pojawiły się ok. 2000 r. Wielkim sukcesem było otwarcie w 2004 r. – znów dzięki Lechowi Kaczyńskiemu, ówczesnemu prezydentowi Warszawy – Muzeum Powstania Warszawskiego. A dopiero całkiem niedawno zaczęły się pojawiać kolejne muzea – Muzeum Żydów Polskich „Polin”, Europejskie Centrum Solidarności, Muzeum II Wojny Światowej... Nasza historia – po części z własnego zaniedbania – nie była przez nas przez długi czas zagospodarowana nawet na użytek domowy.

– Ani tym bardziej na użytek zagraniczny, czego efektów teraz doświadczamy...

– Doświadczamy ich po części właśnie dlatego, że tak bardzo zaniedbaliśmy to domowe przyswajanie własnej historii. Ale także dlatego, że nie mogliśmy tej historii pokazać naszym gościom tu, na miejscu. Jedyną historią dobrze opowiadaną i pokazywaną było to, że warszawska Starówka została tak pięknie odbudowana... Tymczasem świat długo nie wiedział o Powstaniu Warszawskim. W 1994 r. prezydent Niemiec Roman Herzog pomylił Powstanie Warszawskie z powstaniem w warszawskim getcie...

– Takie wiele mówiące pomyłki nadal się zdarzają.

– Być może tak, ale na pewno już nie tak nagminnie jak przed utworzeniem Muzeum Powstania Warszawskiego. To muzeum jest znakomitym dowodem na to, jak samo istnienie ważnej placówki muzealno-edukacyjnej może wpływać na ożywienie historii i jak skutkuje również poszerzaniem się konkretnej wiedzy historycznej na zewnątrz. Chodzi więc o to, że punktem wyjścia są badania naukowe, ważne muzea, silne instytucje kultury. Wciąż mam wrażenie, że jest jeszcze bardzo wiele tematów słabo pokazanych.

– Na przykład?

– Na przykład leżące nieopodal Warszawy Palmiry, gdzie niemieccy okupanci dokonywali masowych egzekucji. Jakoś nie potrafimy wywołać szerszego zainteresowania tym, co się tam działo... A przecież to najważniejszy – obok Katynia – symbol martyrologii polskiej inteligencji w okresie II wojny światowej.

– Ale przynajmniej dbamy o takie miejsca pamięci, zapalamy znicze...

– Szkoda, że nie potrafimy ich wykorzystać do szerszego pokazania prawdy o historii II wojny światowej na terenie Polski. Ale to dobrze, że w Polsce te miejsca są zabezpieczone, otoczone szacunkiem. Inaczej niż np. w Austrii, gdzie na miejscu obozu w Gusen stoją domy mieszkalne... Dopiero dzięki akcji polskiego rządu, a dokładnie wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Magdaleny Gawin, udało się, nie bez trudności, zatrzymać proces degradacji tamtejszego miejsca pamięci. Uczestniczyliśmy w tych działaniach, tworząc m.in. wystawę i film na temat KL Gusen.

– Czy gdyby w wolnej Polsce zaraz po 1989 r. zaczęto prowadzić jasną politykę historyczną, tłumacząco-edukującą, mogłoby nie dojść do dzisiejszych nieporozumień z Żydami?

– Tego nie wiemy na pewno, ale z pewnością wiele rzeczy trzeba było zrobić znacznie wcześniej; tak ważna instytucja jak Muzeum Powstania Warszawskiego powinna była powstać już w połowie lat 90., a nie dopiero, i z wielkim trudem, w 2004 r. Jednakże w latach 90. zajmowanie się historią wydawało się w Polsce mało ważne. Trzeba też powiedzieć, że oprócz zaniedbań rządów były też inne problemy – dopiero pod koniec tejże dekady pojawiły się odpowiednie możliwości budżetowe państwa polskiego. Do tego dochodzi jeszcze kwestia ówczesnej świadomości Polaków – wszystko, co wówczas przychodziło do nas z Zachodu, przyjmowaliśmy z całym dobrodziejstwem inwentarza, nie rozumieliśmy, że rozmaite zagraniczne instytucje nie tylko przynosiły do Polski demokrację, ale również propagowały swoje narracje historyczne i wzorce myślenia.

– Także na temat polskiej historii?

– Tak. Polska nie finansowała własnych projektów badawczych i programów stypendialnych np. na temat akcji AB czy martyrologii księży w obozach koncentracyjnych, podczas gdy niemieckie i amerykańskie uniwersytety oraz fundacje angażowały polskich uczonych do projektów badań nad Holokaustem, szmalcownikami czy nad przesiedleniami Niemców. Samo ich ukierunkowanie i brak ważnych dla nas tematów stawiały nas na pozycji obronnej. Do pewnego stopnia następował naturalny proces zainteresowania tematami, które wcześniej nie były podnoszone lub wręcz były zakazane. Niezależnie od nadużyć, które popełniali pewni naukowcy i publicyści – jak np. Jan Tomasz Gross – sam temat stosunku Polaków do Żydów w czasie II wojny światowej wymagał również odkrycia pewnych trudnych kart, oczywiście z zachowaniem prawdziwych proporcji, z pokazaniem pełnego kontekstu zdarzeń. Niestety, z powodu braku odpowiednich narzędzi, odpowiednich instytucji nie byliśmy wtedy w stanie zmierzyć się z obcymi interpretacjami.

– I nadal nie bardzo sobie z tym radzimy.

- Niełatwo jest odpierać zarzuty, gdy nie mamy odpowiednich opracowań naukowych na temat obozów koncentracyjnych, pacyfikacji wsi, polskich Sprawiedliwych itd. Nie można przecież bazować wyłącznie na badaniach z lat 60., 70., które często są wybiórcze, czasem wręcz propagandowe! Wypadałoby, by w wolnej Polsce powstało więcej różnorodnych opracowań i by zostały przetłumaczone na język angielski.

– Dlaczego wciąż ich nie ma?

– To kolejna rzecz, która budzi moje zdziwienie. Można zrozumieć, że IPN przez wiele lat od początku swego istnienia koncentrował się na badaniach zasobów Służby Bezpieczeństwa, ale chyba wciąż w zbyt małym stopniu sięga do archiwów II wojny światowej... Ważną rolę będzie odgrywać powołany niedawno Instytut Solidarności i Męstwa. Wiele nadziei pokładam wreszcie w nowo utworzonym Ośrodku Badań nad Totalitaryzmami im. Witolda Pileckiego, który zajmuje się digitalizowaniem i udostępnianiem w Internecie dokumentów Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce – to będzie największa baza dotycząca niemieckiego terroru na ziemiach polskich. Ta dokumentacja, pokazująca pełną polską perspektywę niemieckich zbrodni, jest tłumaczona na język angielski, a zatem wreszcie może być dostępna dla badaczy na całym świecie. Tyle że mocno spóźniona.

– Lepiej późno niż wcale.

– To prawda, jednak zbyt dużo złego już się stało. Nieszczęściem jest to, że zagraniczni historycy z uwagi na nieznajomość języka i niedostępność polskich prac naukowych i źródeł często czerpią z materiałów niemieckich albo rosyjskich. W związku z tym nawet osoby niemające żadnych uprzedzeń wobec Polski po prostu kalkują tezy z tych opracowań. Dlatego tak często pojawiają się takie określenia, jak „polska anarchia” albo „Piłsudski – faszysta”. Te kalki trudno wyeliminować. Naprawdę wartościowych książek na tematy polskie w językach angielskim czy niemieckim pojawia się co najwyżej kilkanaście rocznie. Niestety, nie jestem w stanie wskazać żadnej nowej pracy kompleksowo opisującej niemiecką okupację.

– Panie Dyrektorze, wydaje się, że trudna historia powstawania Muzeum Historii Polski jest najlepszą ilustracją historii polskiej niemocy w sprawie prezentowania własnej historii, zwłaszcza historii II wojny światowej...

– Bez wątpienia, gdyby odpowiednio wcześnie istniało Muzeum Historii Polski – gdyby projekt jego budowy nie został na kilka lat zamrożony – to dziś odwiedzający Warszawę zagraniczni goście mieliby szansę dowiedzieć się więcej także o unii polsko-litewskiej, roli Polskich Sił Zbrojnych w II wojnie światowej, o terrorze niemieckim i sowieckim wobec Polaków. Chcemy pokazać wiele tematów, których nigdzie nie można zobaczyć, np. straszliwe doświadczenia w obozie Mauthausen-Gusen, w którym zginęło ponad 30 tys. Polaków, czy zbrodnie dokonane w ramach akcji AB... Mam nadzieję, że wkrótce będzie można dostrzec efekty działań powołanych niedawno instytucji wyspecjalizowanych w problematyce II wojny światowej. Jak widać, są pilnie potrzebne.

Robert Kostro
Historyk, dziennikarz, publicysta i polityk; był dyrektorem Departamentu Spraw Zagranicznych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (1997), Gabinetu Politycznego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2000-01). Od 2006 r. pełni funkcję dyrektora Muzeum Historii Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Post Daniela z o. Adamem Szustakiem

2018-02-13 08:51

Langusta na Palmie

Zapraszamy do wspólnego przeżycia Postu Daniela od Środy Popielcowej z o. Adamem Szustakiem. W filmie zakonnik wyjaśnia o co w tym wszytkim chodzi.

Dokładna istrukcja obsługi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Prezydent Duda: To harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem

2018-02-22 20:20

wpolityce.pl

Grzegorz Jakubowski/KPRP
Spotkanie Pary Prezydenckiej z harcerzami z okazji Dnia Myśli Braterskiej

To dla mnie wielka radość, że w Polsce istnieje harcerstwo; to harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem

- powiedział w czwartek w Wiśle prezydent Andrzej Duda na spotkaniu z harcerzami z okazji Dnia Myśli Braterskiej.

Prezydent podkreślił, że tegoroczne spotkanie z harcerzami jest szczególne, ponieważ przypada w roku 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, a także w Roku Harcerstwa.

To rok, który jest dla całego naszego narodu, dla wszystkich obywateli Rzeczypospolitej, dla całego naszego społeczeństwa, rokiem niezwykle ważnym, w którym upamiętniamy i wspominamy, i jeszcze raz dziękujemy, składamy hołd wszystkim tym, dzięki którym Polska odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów, także polskim harcerzom - zaznaczył.

Andrzej Duda podkreślił, że to harcerze są spadkobiercami wielkiej idei, o której mówił twórca polskiego harcerstwa, Andrzej Małkowski.

Andrzej Małkowski, pytany o to, jaka jest różnica pomiędzy harcerstwem a skautingiem (…), uśmiechnął się i powiedział, że harcerstwo, to skauting plus niepodległość. I to właśnie dlatego ten rok (…) jest także rokiem polskiego harcerstwa” - tłumaczył prezydent.

Prezydent mówił, że Polska jest wdzięczna harcerzom za walkę o niepodległość.

Zawsze byli, zawsze stawali na wezwanie, nigdy nie zawiedli swojej ojczyzny i za to także, jako prezydent Rzeczypospolitej, dzisiaj, w tym właśnie roku 100-lecia odzyskania niepodległości chciałem wam wszystkim gorąco podziękować - mówił.

Jest dla mnie wielką radością, że w Polsce istnieje harcerstwo - powiedział prezydent. Tłumaczył, że sam był harcerzem - jak podkreślił - w bardzo ważnych latach swojego życia, podczas których dojrzewał i dorastał do tego, żeby stać się pełnoprawnym obywatelem Rzeczypospolitej.

To harcerstwo uczyło mnie, jak być dobrym Polakiem, obok tego, czego nauczyłem się w domu - przyznał.

Nie ma żadnej wątpliwości, że harcerstwo jest tym niezwykle ważnym miejscem wychowania młodzieży do dorosłości, współpracy, solidarności, współdziałania i wszystkiego tego, co buduje, kreuje, tworzy wspólnotę. Jednocześnie jest miejscem, w którym młodzież otrzymuje niezwykłą dawkę wartości patriotycznych, bo takie jest właśnie polskie harcerstwo. Nieważne, jak która z organizacji harcerskich się nazywa - oświadczył Andrzej Duda.

Dzień Myśli Braterskiej ma przypominać założycieli skautingu Roberta Baden-Powella i jego żonę Olave - 22 lutego przypadają ich urodziny.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem