Reklama

Jestem od poczęcia

ludzie z pasją

Miłość otwiera oczy...

2017-10-11 11:12

Rozmawia Anna Przewoźnik
Niedziela Ogólnopolska 42/2017, str. 52-53

Archiwum Jana Budziaszka

Z Janem Budziaszkiem – znanym krakowskim jazzmanem, perkusistą zespołu Skaldowie, organizatorem koncertu „Jednego Serca Jednego Ducha”, autorem książek – m.in. „Dzienniczek perkusisty”, „Sam bym tego nie wymyślił”, od 20 lat świeckim rekolekcjonistą – rozmawia Anna Przewoźnik

ANNA PRZEWOŹNIK: – Ponoć ok. godz. 18 jest Pan nieuchwytny, bo to czas na Eucharystię.

JAN BUDZIASZEK: – Bez tego nie mamy szans. Co my możemy sami zrobić, bez żywego Boga? Mnie prowadzą czytania liturgiczne z dnia i rozważania tajemnic różańcowych. Kiedyś znany krakowski pisarz – śp. Marek Skwarnicki zapytał mnie: Jak dobierasz cytaty z Pisma Świętego do wszystkich swoich opowieści? Odpowiedziałem, że nigdy nie dobieram żadnych cytatów, tylko robię codziennie notatki z dnia i wyciąg z czytań liturgicznych z dnia. Jeżeli przytrafia mi się jakaś przygoda, zawsze o tej przygodzie jest napisane – albo w pierwszym czytaniu, albo w Ewangelii. Cała filozofia życia, najlepsza, najprostsza droga do zbawienia to jest rozważanie tajemnic różańcowych. Nasza Mateczka mówi, że jeżeli chcesz coś w swoim życiu osiągnąć, nieważne, jaki zawód wykonujesz, musisz codziennie stawać w poszczególnych tajemnicach różańcowych i ciągle porównywać swoje życie do życia Jezusa i Maryi, które są w nich zawarte. Rano – spotkanie z Aniołem Stróżem. Na pobudkę. On mówi – będę cię prowadził, ty niczego nie wymyślaj.

– Już w „Dzienniczku perkusisty” wspomina Pan o tym, że nie jest ważne, gdzie się jest: w USA, Kazachstanie czy w Ziemi Świętej, bo kiedy korzysta się z Ewangelii, z czytań z dnia, to wtedy właśnie dzieje się ta przygoda z Panem Bogiem.

– Dokładnie tak. Kiedyś śp. o. Joachim Badeni powiedział mi: „Jeśli masz jakiś problem, którego nie możesz zrozumieć, to otwórz sobie Pismo Święte. Nie szukaj odpowiedników jakiejś sytuacji, tylko czytaj to, co Kościół proponuje na ten konkretny dzień. Te czytania, ta Ewangelia są takie same w całym świecie. Nawet jeżeli to nie jest dosłownie o tym, co akurat się dzieje w twoim życiu, to dostaniesz światło od Boga żywego na tę sytuację i zrozumiesz, dlaczego tak się dzieje”. Nie ma ważniejszej informacji na planecie Ziemia niż słowo Boga, które jest przeznaczone na dany dzień.

– Kiedy i w jakich okolicznościach spotkał Pan Boga? Jak Pan się stał rekolekcjonistą, autorem książek?

– Wszystko w życiu jest łaską. Nie spędziłem w szkole muzycznej nawet pięciu minut swojego życia – a objechałem kulę ziemską z najwybitniejszymi muzykami jazzowymi świata. Grałem właściwie na wszystkich kontynentach. Nie studiowałem polonistyki, filologii – a napisałem kilkanaście książek, tłumaczonych na różne języki. Nie studiowałem teologii, filozofii – a zapraszają mnie do seminariów duchownych w kraju i na świecie, bym głosił rekolekcje. Dlatego mam prawo powiedzieć – to jest łaska. Nawet jak jestem w seminariach, to nigdy nie wiem, o czym będę opowiadał. Zawsze są krótkie wezwanie i prośba do Matki Bożej, żeby była z nami, bo wszędzie tam, gdzie Ona się pojawia, natychmiast obecny jest Duch Święty. Trzeba tylko dać się Jemu prowadzić. Mam takie hasło, które zawarte jest w drugiej tajemnicy radosnej: „Biada mi, aby ktokolwiek po spotkaniu ze mną nie odczuł obecności Miłości, to znaczy żywego Boga”.

– Proszę powiedzieć coś o pielgrzymowaniu na Jasną Górę. Tym pierwszym, sprzed 33 lat. W klapkach, bez szczoteczki do zębów...

– Z tą pierwszą pieszą pielgrzymką to była ciekawa historia. Bez ubrań i szczoteczki do zębów 6 dni w drodze. Zabrałem się z pielgrzymami, którzy u mnie nocowali. Wyszedłem, żeby ich odprowadzić tylko na start pielgrzymki, i tak doszedłem na Jasną Górę. Nie szedłem z żadną intencją. Po prostu było mi dobrze. Przez te 6 dni codziennie sobie mówiłem: Może jeszcze tylko do następnego skrzyżowania? W ten sposób doszedłem do celu – na Jasną Górę. Na następny rok poszedłem jako „zawodowy” pielgrzym. Po tej pielgrzymce był jeszcze jeden bardzo ważny moment. W 1984 r. grałem na festiwalu w Sopocie z Marylą Rodowicz. Przyjeżdżam z pielgrzymki, na której śpiewa się nierówno, nieczysto, a tam, w Sopocie, wszystko zawodowo, wszystko równo, pięknie, ale... Jedna rzecz mnie wtedy uderzyła: zdecydowanej większości artystów zależało na tym, by się podobać, by zdobyć nagrodę. Wtedy przyszła myśl, że sztuka musi mieć jakieś przesłanie, musi być o czymś. Gdy wychodzę na scenę, muszę ludziom powiedzieć o czymś ważnym. Sztuka, która nie prowadzi bezpośrednio do Pana Boga, w ogóle nie ma sensu, ona musi mieć przesłanie. Już Norwid pisał: „Bo piękno na to jest, by zachwycało/ Do pracy – praca, by się zmartwychwstało”.

– Czy to wtedy, podczas tej pielgrzymki, nastąpiło nawrócenie?

– Ja nie spadłem z konia ani nie miałem żadnego wypadku. Wiara to łaska, plan Boży. W 1976 r. o. Klimuszko powiedział mi, że nie ucieknę przed Bogiem, bo moja matka oddała mnie Panu Bogu jeszcze przed moim narodzeniem. Faktycznie tak było. Zaniosła mnie do Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Krakowie do Redemptorystów. Później, przez całe swoje 80-letnie życie, codziennie odmawiała III tajemnicę bolesną w mojej intencji – bym nie wstydził się przyznawać do Jezusa. Nie zawsze byłem takim „dobrze ułożonym” Jankiem. Wychodzi na to, że przez mamę muszę jeździć po całym świecie i opowiadać o Panu Bogu i Jego miłości.

– To chyba duża radość, bo emanuje Pan tą miłością do Boga. Jest Pan świadkiem Jego miłości?

– To jest całkiem niezależne od człowieka. Nigdy nie myślałem ani nie marzyłem, że będę opowiadał o Panu Bogu. Sam bym tego nie wymyślił. Musimy wiedzieć, że wiara jest łaską, która na ciebie spłynie albo nie. Tego się nie nauczysz na żadnym uniwersytecie. Mam zasadę: nie pójdę tam, gdzie mnie nie wołają, ale tam, gdzie wołają, „lecę na skrzydłach”. Nie odważyłbym się komuś narzucać. Nie ewangelizuję i nie przyszedłem na świat po to, by nawracać, ale po to, by kochać.

– Wkrótce na Jasnej Górze rekolekcje „Z Maryją ratuj człowieka... różańcem!”. Z Maryją i różańcem można ratować siebie i drugiego człowieka?

– Nie ma innej możliwości. Ile razy Maryja objawia się na kuli ziemskiej, kiedy dzieje się coś trudnego, zawsze przychodzi z różańcem. Różaniec – to tajemnica sukcesu życiowego. Mało tego, Matka Boża mówi, że w momencie, kiedy my na ziemi odmawiamy Pozdrowienie Anielskie, Ona stoi przed Bożym tronem i „załatwia” nasze sprawy. W tym momencie nie mogą nas dosięgnąć żadne demony, jesteśmy jakby za zasłoną dymną. Proszę sobie przypomnieć, jak dziewczynki w Gietrzwałdzie pytały Matkę Bożą o to, kiedy ich tatusiowie przestaną pić wódkę. Ona odpowiedziała: Odmawiajcie Różaniec. Kiedy na Warmii i Mazurach będzie można mówić po polsku? Znów odpowiedź brzmiała: Odmawiajcie Różaniec. Dziś też się zastanawiamy, co robić, by nie było trzeciej wojny światowej – odmawiajmy Różaniec!

– Można powiedzieć, że to nie takie trudne zadanie, ale często nosimy różaniec w kieszeni, a modlitwa nam nie bardzo wychodzi. Jak to jest?

– Często mówię moim kolegom: alkoholikom, narkomanom, więźniom, których odwiedzam: Noście przy sobie poświęcony różaniec! Jak ci jest ciężko, nie możesz wytrzymać, sięgnij ręką do kieszeni i ściskaj. Nawet gdybyś miał problemy z odmawianiem tej modlitwy, to ściskaj różaniec, a zobaczysz, jakie „iskry polecą” z tych koralików.

– Częsta modlitwa sprawia, że jest Pan wolny od trosk i lęków codzienności?

– Oczywiście, że nie. Problemy są, ale jeśli próbuję je rozwiązać po swojemu, to nie znikają. Idę więc „porozmawiać” z Matką Bożą i słyszę wtedy: Czemu dopiero teraz przychodzisz? Trzeba było od razu przyjść. Teraz muszę oddać do produkcji ostatni koncert w Rzeszowie. Ciągle piętrzą się wokół tego jakieś problemy. Wiem już, że jeżeli są jakiekolwiek trudności, to Bogu niech będą dzięki! To znaczy, że coś wielkiego się szykuje, jakieś wielkie zagrożenie dla złego ducha i dlatego on musi atakować, bo może przynajmniej jedna dusza zostanie uratowana!

– Codziennie robi Pan notatki z tego, co się wydarzyło? Ma Pan na to czas?

– Jak się kocha, to czas się znajdzie. Piszę o swoim codziennym nawracaniu, bo nie ma takiej możliwości, żeby się nawrócić raz w życiu. Codziennie się nawracać oznacza nawrócić się przed każdym krokiem, który chcę zrobić. Odwracać się od swojego sposobu reagowania, który z reguły jest zły. Nawracam się do mojego Mistrza, który wisi na krzyżu. Pytam: A co Ty byś zrobił na moim miejscu? Zawsze, ile razy udało mi się nawrócić, zaczynały się dziać jakieś cuda. O tych właśnie cudach i spotkaniach „trzeciego stopnia” piszę codziennie w swoim „Dzienniczku perkusisty”.

– I o tych „cudach” będzie też Pan mówił podczas rekolekcji na Jasnej Górze?

– Całe moje rekolekcje to są moje przygody związane z poszczególnymi tajemnicami Różańca. Przeprowadzam przez te tajemnice i udowadniam, że historia każdego słuchacza jest o wiele ciekawsza niż moja. Pokazuję tylko, jak ja daję się prowadzić Duchowi Świętemu.

Tagi:
rozmowa

Ogień Ewangelii

2018-02-07 10:50

Z ks. patrykiem Chocholskim i ks. Tomaszem Nowakiem rozmawia ks. Jacek Molka
Niedziela Ogólnopolska 6/2018, str. 24-25

Z okazji jubileuszu 200-lecia przybycia św. Jana Marii Vianneya do Ars, które miało miejsce 11 lutego 1818 r., z ks. Patrykiem Chocholskim, kustoszem tamtejszego sanktuarium, którego dziadek był Polakiem, oraz z ks. Tomaszem Nowakiem, kustoszem sanktuarium tego świętego w Mzykach w archidiecezji częstochowskiej – rozmawia ks. Jacek Molka

Bożena Sztajner/Niedziela
Ks. Patryk Chocholski i ks. Tomasz Nowak w studiu telewizyjnym „Niedzieli”

KS. JACEK MOLKA: – Księże Patryku, czy w związku z jubileuszem przewidziane są w Ars jakieś szczególne religijne wydarzenia?

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Uroczystości będą trwały cały rok. Zaczną się one 11 lutego br. pod przewodnictwem kard. Beniamina Stelli, prefekta watykańskiej Kongregacji ds. Duchowieństwa, który odprawi Mszę św. na ich rozpoczęcie.

Drugim ważnym wydarzeniem będą rekolekcje kapłańskie dla duchownych z całego świata. Odbędą się one w dniach 24-29 września br. Chcemy pochylić się nad nauczaniem św. Jana Marii Vianneya, patrona proboszczów, by z niego czerpać inspirację do posługi kapłańskiej w dzisiejszym zmieniającym się świecie.

– Kto wygłosi te rekolekcje?

– Zaprosiliśmy, za zgodą Kongregacji ds. Duchowieństwa, o. Enza Bianchiego, jednego z watykańskich doradców ds. ekumenizmu i znawców świętego proboszcza z Ars, by powiedział kapłanom, co znaczył dla św. Jana Marii Vianneya zwrot „ogień Ewangelii”. To też jest hasło rekolekcji.

– Ksiądz Kustosz ma polskie korzenie. Można więc powiedzieć, że Ars jest w jakimś sensie polskim sanktuarium...

– W pewnym sensie można tak powiedzieć, bo po raz pierwszy kustosz ma polskie nazwisko. Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że większość pielgrzymów, którzy przybywają do Ars, to właśnie Polacy.

– A propos pielgrzymów. Jak wygląda ruch pielgrzymkowy w Ars?

– Pątnicy przybywają indywidualnie i w zorganizowanych grupach. Pielgrzymują księża, siostry zakonne i osoby świeckie. Nie tylko do Ars, ale również do Lourdes czy Fatimy. Podkreślę, że prawie codziennie przybywa przynajmniej jeden autokar z Polski. Warto tam pielgrzymować. Warto dosłownie skosztować tego miejsca. Serdecznie zapraszam do Ars.

– W Mzykach na uroczystościach związanych z jubileuszem św. Jana Marii Vianneya gościł niedawno kustosz sanktuarium w Ars...

KS. TOMASZ NOWAK: – 14 stycznia br. w parafii w Mzykach Mszy św. przewodniczył ks. Patryk Chocholski. W Eucharystii uczestniczyło wielu wiernych. Odbył się też okolicznościowy koncert. Ks. Patryk przybliżył nam duchowość św. Jana Marii Vianneya, dosłownie porwał słuchaczy. Było to bardzo głębokie duchowe przeżycie.

– Księże Patryku, skoro mówimy o duchowości, to co takiego ma dziś do zaoferowania współczesnemu światu św. Jan Maria Vianney? Jak sprawić, by ów „ogień Ewangelii” zapłonął?

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Duchowość św. Jana Marii Vianneya polegała na tym, że odkrywał ciągle, na nowo, miłosierdzie Boże we własnym życiu. I dzielił się tym swoim odkryciem ze wszystkimi, z parafianami i z pielgrzymami. Pytał np. wiernych, czy dziś się kąpali. I wyjaśniał zaraz, że on czuje się zanurzony w miłości Trójcy Świętej. Był on więc człowiekiem, który sam był dobrą nowiną, był ogniem Ewangelii.

– Można zatem powiedzieć, że był takim mistykiem, który w swoim życiu pokazywał tę wewnętrzną radość życia Trójcy Przenajświętszej.

– Tak. I wyrażał to w relacjach z innymi ludźmi, m.in. w różnych dziełach, które powstawały w Ars, jak np. dom opieki dla dziewcząt. Miał niezwykłą umiejętność postrzegania ludzi dokładnie takimi, jakimi byli. Rozumiał ich, szczególnie podczas spowiedzi. Potrafił wczuć się w ich życiowe sytuacje. Nie wszyscy jego parafianie uczęszczali na niedzielne Msze św., ale on potrafił ich zaangażować w działalność na rzecz Kościoła.

– Zaczynał od garstki parafian, a potem było ich tysiące. Jak obecnie wyglądają Księdza parafia i sanktuarium?

– Co roku sanktuarium nawiedza ok. pół miliona pielgrzymów. W niedziele frekwencja też jest wysoka. Ludzie się angażują. Francja przeżywa pewien kryzys ze względu na sekularyzację. Brakuje też księży. Ale można powiedzieć, że sanktuarium i parafia w Ars promienieją. Jeszcze raz podkreślę, że parafianie włączają się w życie wspólnoty.

– Księże Tomaszu, czy w Mzykach jest podobnie?

KS. TOMASZ NOWAK: – Mzyki to przede wszystkim sanktuarium modlitwy za kapłanów i osoby konsekrowane. Pielgrzymuje tu wielu księży, nie tylko z archidiecezji częstochowskiej. Ruch pielgrzymkowy obejmuje także osoby świeckie, które przyjeżdżają, by się pomodlić. Jako kustosz miejsca, w którym są relikwie patrona proboszczów, prawie każdego dnia, kiedy pielgrzymi są obecni, doświadczam takiego wielkiego świadectwa ogromnej miłości i przywiązania wiernych do kapłanów. Ta modlitwa, którą ludzie tam zanoszą, przynosi owoce. Wiele razy pielgrzymi proszą o to, by mogli dłużej zostać w sanktuarium na adoracji Najświętszego Sakramentu, na modlitwie w intencjach, z którymi przybywają.

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Dodam jeszcze do tego, co powiedział ks. Tomasz, że w obecnej sytuacji w Europie to Polska jest znakiem nadziei. Przecież większość zagranicznych pielgrzymów w Ars to właśnie Polacy. Mnie się wydaje, że w Polsce widać tę duchowość św. Jana Marii Vianneya w życiu duchowieństwa i świeckich. Dlatego takie sanktuaria proboszcza z Ars, jak to w Mzykach, mają sens i wielkie znaczenie.

– To prawda. Warto też wiedzieć, że w Mzykach Ksiądz Proboszcz podejmuje pielgrzymów specyficznym posiłkiem – zapiekanymi ziemniakami. To danie symboliczne, które nawiązuje do posiłków św. Jana Marii Vianneya...

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – To genialna idea. Już dwa razy je jadłem z ks. Tomaszem. I one naprawdę w Mzykach smakują inaczej.

KS. TOMASZ NOWAK: – Wszyscy pielgrzymi, którzy przyjeżdżają do sanktuarium, dostają propozycję spożycia takiego posiłku. Zwykle opowiadam historię tych ziemniaków – o tym, jak św. Jan się nimi posilał. One były przypleśniałe, niekiedy już stare i dzieci – szczególnie małe – gorąco w to wierzą i mają taki lęk przed ich spożyciem, że i te oferowane w Mzykach są takie same. Ale są zawsze świeże i zdrowe. To dobry posiłek.

KS. PATRYK CHOCHOLSKI: – Jeszcze raz bardzo serdecznie zapraszam wszystkich do Ars.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Kard. Dziwisz: Kamilu, jesteś radością Polski!

2018-02-17 19:41

md / Kraków (KAI)

Kamilu, jesteś radością Polski i chwałą Podhala! – powiedział kard. Stanisław Dziwisz, gratulując polskiemu skoczkowi, który w Pjongczangu obronił dziś tytuł mistrza olimpijskiego. „Bóg zapłać!” – podziękował Stochowi.

Krzysztof Tadej

Pochodzący z podhalańskiego Zębu skoczek narciarski na dużej skoczni w Pjongczangu obronił tytuł i po raz trzeci w karierze został mistrzem olimpijskim. Polak uzyskał w dwóch skokach 135 i 136,5 metra. Drugie miejsce zajął Niemiec Adreas Wellinger. Na trzecim miejscu podium stanął Norweg Robert Johansson.

Kard. Stanisław Dziwisz wiernie kibicuje polskim sportowcom, „zwłaszcza tym, którzy są góralami”, jak zaznaczył w rozmowie z KAI. Dziś również z wielkimi emocjami oglądał zmagania skoczków w Pjongczangu. „Kamilu, jesteś radością Polski i chwałą Podhala! Bóg zapłać!” – powiedział, gdy Kamil Stoch obronił tytuł mistrza olimpijskiego.

Stoch jako pierwszy reprezentant Polski w sportach zimowych zdobył w karierze trzy złote medale olimpijskie. Dwa złote krążki ma Justyna Kowalczyk. To 21. medal dla Polski w historii zimowych igrzysk.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Proszowice: miasto i fanklub Kamila Stocha świętują i gratulują

2018-02-17 21:02

dziar / Proszowice (KAI)

- Na ulicach pustki, wszyscy ludzie przed telewizorami, a jutro na Mszach świętych będzie okazja pogratulować, choć na odległość – Honorowemu Obywatelowi Proszowic, Kamilowi Stochowi, mistrzowi olimpijskiemu – mówi KAI ks. dr Jan Zwierzchowski, proboszcz parafii w Proszowicach.

Adam Psica/pl.wikipedia.org

Kapłan wyjaśnia, że w tutaj, w tym oddalonym o 24 km miasteczku od Krakowa, w diecezji kieleckiej – powstał pierwszy w Polsce oficjalny fanklub Kamila Stocha, któremu prezesuje Rafał Chmiela. Powołano go w sierpniu 2011 r., na co sportowiec wyraził zgodę.

Bliska rodzina ze strony żony Kamila Stocha mieszkała z Proszowicach, a gdy nasz mistrz studiował w Krakowie, to właśnie tutaj zamieszkał, wraz z żoną Ewą, w budynku starej poczty przy ul. Głowackiego – opowiada proboszcz.

Zapewne zawarte w tamtych latach przyjaźnie i znajomości zaowocowały stałymi kontaktami, powstaniem kilka lat temu fanklubu i nadaniem Kamilowi Stochowi – Honorowego Obywatelstwa Miasta Proszowic, niespełna rok temu.

- Wtedy właśnie poznałem go osobiście, w uroczystości wzięli udział jego rodzice, bp Piotr Skucha, który pochodzi z Proszowic, reprezentacja polskich skoczków narciarskich. Kamil Stoch angażuje się w życie Proszowic, np. w różne inicjatywy sportowe i społeczne np. szkoły podstawowej nr 1, spotyka się z uczniami – dodaje ks. Zwierzchowski.

Fanklub mieści się w kawiarni „Muzealnej”, gdzie zgromadzono eksponaty przekazane przez Kamila Stocha, m.in. jego kombinezon, narty, nakrycia głowy i inne sportowe rekwizyty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem