Reklama

Nie stracić celu

2017-10-18 14:08

Ks. Piotr Bączek
Edycja bielsko-żywiecka 43/2017, str. 1

PB
Koncert uwielbienia zwieńczył Tydzień z Ewangelią i uświetnił Dzień Papieski

Msza św. oraz koncert uwielbienia w kościele św. Maksymiliana Kolbego w Aleksandrowicach złożyły się na diecezjalne obchody Dnia Papieskiego. Muzyczne uwielbienie Boga jednocześnie wieńczyło Tydzień z Ewangelią

Eucharystii celebrowanej 8 października w aleksandrowickiej świątyni przewodniczył wikariusz generalny naszej diecezji ks. dr Marek Studenski. Razem z nim przy ołtarzu stanęli m.in. kapłani wspólnot charyzmatycznych: ks. Roman Berke i ks. Sebastian Rucki, asystent Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży ks. Wojciech Pal oraz ks. Wiesław Płonka, opiekun duchowy stypendystów papieskich fundacji. Ci ostatni wzięli aktywny udział w liturgii ubrani w charakterystyczne żółte chusty.

W homilii ks. Studenski podkreślił prawdę o konieczności widzenia celu chrześcijańskiego życia. – Nie można stracić z oczu celu i trzeba go mieć stale przed oczyma. To Jezus Chrystus, bez którego nie dobiegniemy, nie dopłyniemy i nic się nie uda – mówił duchowny. Jego zdaniem, to właśnie decyduje o powodzeniu ewangelizacyjnych akcji, które podejmowane są w naszym diecezjalnym Kościele. Nawet najlepsze struktury funkcjonują dopiero wtedy, gdy są żywe przekonania. Jeżeli nie ma w sercu dynamizmu i siły, struktury na nic się zdadzą – podkreślał.

Reklama

Po Mszy św. ks. Studenski razem z prezesem KSM Kamilem Ducem wręczył nagrody zwycięzcom konkursu poetyckiego poświęconego św. Janowi Pawłowi II.

Na zakończenie odbył się koncert uwielbienia zamykający 17. Tydzień z Ewangelią. W świątyni wystąpiła grupa ponad 50 śpiewaków, głównie młodych ludzi, którzy pod okiem Zuzanny Pradeli przez trzy dni przygotowywali się do tego wydarzenia przez warsztaty muzyczne. Chórowi towarzyszył skład instrumentalistów z Akademii Muzycznej w Bydgoszczy. W ambitnych jazzujących opracowaniach zabrzmiało kilkanaście utworów z nurtu „praise and worship”, czyli muzyki uwielbienia Boga. Śpiewy przeplatano modlitewnymi komentarzami, które prowadził ks. Roman Berke.

17. Dzień Papieski upłynął w całej Polsce pod hasłem: „Idźmy naprzód z nadzieją”. W świątyniach naszej diecezji zbierano datki na fundusz stypendialny dla młodych. Sami stypendyści zorganizowali festyn na pl. Chrobrego w Bielsku-Białej oraz kwestowali w kilku miejscach miasta.

Aktualnie w diecezji bielsko-żywieckiej jest 105 stypendystów Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia” (70 osób) oraz diecezjalnej Fundacji „Światło Nadziei” (35 osób). Przyznawane stypendia pozawalają uzdolnionym młodym ludziom pochodzącym głównie z małych miejscowości na kontynuowanie edukacji i rozwijanie talentów.

Tagi:
Dzień Papieski

Zamojski Dzień Papieski

2018-06-13 21:15

Ks. Krzysztof Hawro

12 czerwca to wyjątkowa data dla Hetmańskiego Grodu i całej Diecezji Zamojsko–Lubaczowskiej. Tego dnia wspominamy bowiem wizytę Ojca Świętego Jana Pawła II, który przybył do Zamościa 12 czerwca 1999 roku.

Ks. Krzysztof Hawro/Niedziela

To były historyczne i bardzo ważne trzy godziny. 200 tys. - tylu wiernych z regionu i całej Polski czekało od samego rana w Zamościu na swojego papieża, który przybył do Polski podczas VII Pielgrzymki Apostolskiej do Ojczyzny.

Papież modlił się w katedrze, przejechał przez renesansowy Rynek, spotkał się z władzami miasta, poświęcił szpital swego imienia. Przy kościele Matki Bożej Królowej Polski, odbyła się liturgia słowa. Papież zwrócił się do rolników, podkreślając godność ich zawodu, apelował o odpowiedzialność za środowisko naturalne. W Zamościu powiedział słowa chyba najdobitniej wyrażające jego tęsknotę za krajem, a zarazem opisujące piękno zamojskiej ziemi i całego Roztocza: "Tu z wyjątkową mocą przemawia błękit nieba, zieleń lasów i pól, srebro jezior i rzek. Tutaj śpiew ptaków brzmi szczególnie znajomo, po polsku".


Dla upamiętnienia wizyty Następcy św. Piotra w Zamościu co roku 12 czerwca organizowany jest Zamojski Dzień Papieski. Obchody tego dnia wpisuje się Diecezjalny Dzień Osób z Niepełnosprawnością, który rozpoczęła Eucharystia w zamojskiej katedrze, po czym uczestnicy przeszli na Zamojski Rynek, gdzie miało miejsce wspólne śpiewanie osób niepełnosprawnych i ich opiekunów dla Jana Pawła II.

W godzinach wieczornych na scenie Zamojskiego Rynku wręczone zostały nagrody i wyróżnienia dla osób szczególne zaangażowanych w działalność Katolickiego Radia Zamość. Trzem osobom wręczono statuetki „Przyjaciel Katolickiego Radia Zamość”. Dodatkowo Katolickie Radio Zamość, jak co roku, i tym razem jako główny organizator przedsięwzięcia, dostrzegło osoby i instytucje, wręczając im nagrody Semper Fidelis (łac. zawsze wierny).

Tygodnik Katolicki „Niedziela” swoim najwyższym odznaczeniem - statuetką Sursum Corda obdarował bp. Marian Rojka, ordynariusza diecezji zamojsko-lubaczowskiej, który „ Od początku swojej posługi w diecezji otoczył opieką i życzliwością redakcję "Niedzieli Zamojsko – Lubaczowskiej". Swoją serdeczność i dobroć okazuje tym, którzy tworzą redakcję, osobom, których praca była obecna w historii redakcji, a przede wszystkim czytelnikom, do których co tydzień na łamach "Niedzieli" kieruje „Pasterski głos” i „Myśl na tydzień” – napisała w piśmie motywacyjnym Lidia Dudkiewicz, redaktor naczelna „Niedzieli”. Natomiast Medale "Mater Verbi" otrzymali od "Niedzieli": ks. Krystian Malec i Zbigniew Tracichleb, prezes firmy LHS. Wręczenia tych wyróżnień dokonali ks. Jacek Molka, redaktor z Częstochowy, i ks. Krzysztof Hawro, redaktor odpowiedzialny "Niedzieli Zamojsko – Lubaczowskiej".

Kulminacyjnym punktem świętowania 19. rocznicy obecności Ojca Świętego w Zamościu był koncert Piotra Rubika wraz z solistami, orkiestrą i chórem. Na zamojskiej scenie wraz z Piotrem Rubikiem wystąpili soliści: Zofia Nowakowska, Agnieszka Przekupień, Marta Moszczyńska, Michał Gasz, Grzegorz Wilk, Michał Bogdanowicz, narrator Jakub Wieczorek, a także Wrocławski Chór Akademicki pod dyrekcją Alana Urbanka, Orkiestra Filharmonii Dolnośląskiej z Jeleniej Góry. Widzowie byli zachwyceni koncertem, a artyści wdzięczni za gromkie oklaski. Zespół Piotra Rubika kilkakrotnie bisował.

Na zakończenie koncertu bp Marian Rojek udzielił błogosławieństwa wszystkim zgromadzonym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tato - ten, który steruje łodzią

2018-06-23 22:25

Agnieszka Bugała

Jeśli rodzina jest wielkim statkiem płynącym po wzburzonym morzu - ojciec stoi na mostku i trzyma ster. Nie może z niego schodzić wtedy, gdy okręt wykonuje najtrudniejszy manewr, skręt w zupełnie nowym kierunku. To on, kapitan, zna współrzędne, zagrożenia i cel wyprawy. Jeśli nie zna - naraża rodzinę na to, że ta utknie na mieliźnie albo roztrzaska się o skały.

Marta Sadownik

Są sprawy ważniejsze niż Himalaje

Monika od pięciu lat jest żoną. Zaraz po studiach zaczęła pracę, nieźle zarabia. Jej mąż Jacek, uznany fotograf, wciąż w rozjazdach. Chcieliby mieć dziecko, ale przyznają, że to by mogło zmienić ich dotychczasowy tryb życia. Dlatego czekają. Może za dwa, trzy lata? Muszą to zaplanować. Tomek z Asią zdecydowali się na dziecko trzy lata po ślubie. Ona na jakiś czas zrezygnowała z pracy, jest w domu. Ponieważ mieszkają z rodzicami, jej mama aktywnie uczestniczy w zajmowaniu się dzieckiem. To sprawia, że Tomek przestał się angażować w pomoc przy córce. Wycofał się na bezpieczną, jak mówi, dla mężczyzny pozycję - fotel przed telewizorem. Pierwszy z nich nie chce zrezygnować z tego, co robi teraz ani podjąć wyzwania. Drugi podjął, ale szybko pozwolił, aby za sterem stanęła żona i teściowa. Obydwaj panowie nie słyszeli o wietrze w żaglach, który niesie statek, ani o smaku przygód, jakie wynikają z bycia tatą.

„Są sprawy ważniejsze niż Himalaje” - pisał w książce pt. „Mój pionowy świat” Jerzy Kukuczka. „15 grudnia odleciała pierwsza grupa. Beze mnie. Są sprawy ważniejsze niż Himalaje. Najważniejsze. W sylwestra urodził nam się syn. Daliśmy mu na imię Maciek”.

Smutny raport o współczesnych sternikach

Kobieta staje z drżeniem przed mężem, który boi się zostać tatą, i pokazuje ciążowy test. Dla młodych małżeństw to często trudna próba miłości. Dla kobiety reakcja męża decyduje o sposobie przeżywania ciąży. Mężczyzna, oświadczając się kobiecie, biorąc ślub, musi wiedzieć, czy chce mieć dziecko i co robić, gdy zostanie ono poczęte, a później narodzi się. To jest dowód na jego odpowiedzialność za okręt, którym wypłynął.

Ojcem nie jest mężczyzna tylko wtedy, gdy podejmuje inicjatywę powołania nowego życia. On musi kontynuować to dawanie życia swemu dziecku dzień po dniu. Gdy da życie ciału, musi potem obudzić inteligencję, serce i sumienie dziecka. To długi proces, a podtrzymując nasze obrazowanie o statku i kapitanie, to po prostu bardzo długi rejs. Ojciec, jako kapitan okrętu, musi sobie z tego zdawać sprawę.

Dwa marzenia przyszłych rodziców

Większość mężczyzn wyobraża sobie ojcostwo jako czas górskich wypraw, jazdy na rowerze, długich dystansów w basenie, meczów piłki nożnej, wędkowania. Wyobrażają sobie syna, którego będą mogli uczyć, któremu będą mogli przekazywać swoją wiedzę. Bo mężczyzna dojrzały chce dzielić z dziećmi swój męski świat - pasje, zadania, trudne do zdobycia szczyty, wiedzę. Kobieta, gdy myśli o dziecku, koncentruje się raczej na jego bezradności, maleńkości i swoją rolę widzi jako ta, która osłania, zabezpiecza, pomaga. Nie naraża na ryzyko i wyzwania. Chce ukryć, zatrzymać.

Chodź, zbudujemy most

Dojrzały mężczyzna, świadomy własnej tożsamości, będzie dążył do wyprowadzenia dziecka na zewnątrz domu, własnych słabości i wreszcie rodziny. Do pokonywania przeszkód i trudności. Poda rękę i pozwoli wyruszyć własną drogą. Przyjdzie przecież dzień, że dziecko zechce opuścić łódź i wsiąść na własną. Ojciec musi być tym, który pomaga dorastać do tej chwili. Więcej - on wie, że ta chwila jest już zaplanowana w przyszłości, a jego rola to uformowanie nowego sternika - jeśli to syn, albo towarzyszki sternika - jeśli to córka. Świadomość obojga - mamy i taty - musi być na tyle duża, aby matka nie zabraniała ojcu na męski sposób realizowania rodzicielstwa. Koniecznie muszą się uzupełniać, jednak nie mogą myśleć, że są w stanie zastąpić siebie w pełnieniu tych ról. Ojciec uczy dzieci świata mężczyzn - tych, którzy bronią słabszych i pokrzywdzonych, walczą o uczciwość i sprawiedliwość, dbają o ekonomiczne zaplecze rodziny. Kochają wiernie i decyzyjnie - bez odwołania miłości pod wpływem nabrzmiałych do granic emocji.

Sternik musi czasem zmienić kurs, aby ocalić okręt przed katastrofą, ale nie rezygnuje z celu wyprawy. Dla katolickich rodzin tym celem musi być życie wieczne, wszystko inne - zaszczyty, tytuły, pieniądze - nie ma sensu.

Nie mów, co robić, po prostu rób to, co dobre

Ale jak być ojcem, który wychowuje? Dzieci nie lubią długich kazań. Ani małe, ani starsze. Wyłączają swoją uwagę, a ojcowie często złoszczą się i skarżą, mówiąc: „Mój syn mnie nie słucha, córka ma mnie za nic”. Ważna informacja dla każdego taty: ojciec nie przekazuje systemu wartości, wygłaszając długie przemowy przy kuchennym stole lub w trakcie jazdy samochodem. On na co dzień stara się żyć w taki sposób, aby dzieci bez nudnych kazań wiedziały, co powinny robić. Jan Paweł II często w swych opowieściach wracał do obrazka zapamiętanego z dzieciństwa: tato, wdowiec, modlący się na kolanach przy łóżku. Nie musiał pan Wojtyła mówić potem: „Módl się, Karol, tak trzeba”. Syn widział i dowiadywał się w najlepszy ze sposobów: „Skoro mój tata tak robi, to widocznie jest to dobre”.

Jeśli tato krzyczy na mamę i mówi o niej, używając obraźliwych słów, na nic zdadzą się wzniosłe przemowy o szacunku dla kobiet. Jeśli tato jest właścicielem firmy i nie wynagradza uczciwie swych pracowników - na nic puste frazesy o uczciwości. Jeśli tato głosił szczytne, antykomunistyczne idee, a po latach okazało się, że jednak należał do PZPR, trudno, by dziecko nie poczuło się oszukane. Jeśli niedzielne przedpołudnie to dla ojca czas wypadu na ryby, nie można się dziwić, że dziecko nie chce chodzić do kościoła. Dziecko wie, czym i w jaki sposób żyją jego rodzice, szybko odkrywa podwójność.

Tato nie może karać milczeniem

To, co ważne dla ojców, gdy dzieci nie są posłuszne, to nie próbować się na nie obrażać. Manifestowanie swojej rodzicielskiej władzy, obnoszenie się ze zranioną dumą rodzica - ostentacyjne milczenie, które trwa czasem kilka dni, nie zmieniają naszych dzieci. Rodzą wyolbrzymione poczucie winy i nie uczą rozwiązywania konfliktów. Pokazują postawę egoisty: „Nie robisz, jak ja chcę, to się obrażam”. Jakie będzie małżeństwo dziecka, które wkroczy w dorosłość z takim bagażem doświadczeń? Już dziś rokuje ciche dni z żoną i dąsy, zamiast rzeczowej rozmowy. Tato musi nauczyć siebie, a potem swoje dziecko rozmawiać o sytuacjach trudnych, o rozczarowaniach. Męskim językiem, innym niż ten, którego w takich rozmowach używa mama, ale to jego obowiązek. Nie wystarczy, że nauczymy dziecko mówić „dzień dobry” niemiłym sąsiadom, ono musi przede wszystkim umieć stawić czoła trudnościom.

Tym, którzy czekają na dziecko

Jeśli przyjąć, że dzień narodzin dziecka jest linią startu dla rodzicielstwa, to kobieta bierze przed startem dłuższy rozbieg. Ma dziewięć miesięcy na to, aby w dniu przyjścia na świat dziecka być dobrze przygotowaną. Jest sam na sam z maleństwem. Dzielą tlen, pokarm, krew, przestrzeń. Nie ma fizycznego zespolenia większego niż to. Mężczyzna - mąż, ojciec dziecka - jest w innej sytuacji, ale powinien, podejmując świadomy wysiłek, wykorzystać czas ciąży najlepiej jak to możliwe. Nie może być zaskoczony.

Nasza miłość zaprasza tu dziecko...

Ktoś pięknie powiedział, że już w oczach żony wita się dziecko, które pocznie się z miłości. W to zdanie wpisuje się wdzięczność żonie za trud dziewięciu miesięcy, ale też świadoma zgoda na to, aby ta właśnie kobieta była matką moich dzieci. Nie inna, nie przypadkowa. Właśnie ta. Zresztą, choć innym językiem, ale taką właśnie zgodę wyrażają małżonkowie słowami przysięgi małżeńskiej: deklarują, że przyjmą potomstwo, jakim Bóg ich obdarzy. Ta przysięga zobowiązuje również do tego, aby od początku mężczyzna podejmował konkretne kroki w przygotowywaniu siebie do bycia ojcem. Jeśli rany wyniesione z domu w relacji z własnym ojcem są zbyt głębokie, jeśli nie ma wzorców - może się okazać, że trudno podjąć ten wysiłek. Ale nie trzeba się bać. Instynkt ojcowski budzi się powoli, a Bóg, którego małżonkowie zapraszają do swojej miłości przez sakrament, pomaga w stawaniu się tatą. On, który pierwszy jest Ojcem, może pomóc w tym trudnym rejsie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Prymas Polski: św. Jan Chrzciciel wzorem dla każdego chrześcijanina

2018-06-24 13:40

bgk / Janikowo (KAI)

„Przygotować nadejście Pana, rozpoznać Go i umniejszyć siebie, by On wzrastał, to swoisty autoportret św. Jana Chrzciciela. To także trzy zadania dla każdego człowieka, dla Ciebie i dla mnie, teraz w naszym życiu i powołaniu” – mówił abp Wojciech Polak w obchodzoną 24 czerwca uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela.

Bartolomeo Veneto, „Jan Chrzciciel”

Metropolita gnieźnieński przewodniczył Mszy św. w parafii w Janikowie, której św. Jan Chrzciciel patronuje. Wspólna modlitwa była także okazją do dziękczynienia za 35-lecie działania w tym miejscu Ruchu Światło-Życie oraz za 30. rocznicę święceń kapłańskich jego moderatora diecezjalnego i proboszcza janikowskiej parafii ks. Marka Siwki.

W homilii Prymas Polski wskazując na postać św. Jana Chrzciciela – tego największego spośród ludzi, jak powiedział o nim Jezus – podkreślił, że faktycznie jest on największy i wyjątkowy, ale nie przez dokonane cuda, a przez swoje powołanie i wierność do końca. I w tym – jak dodał Prymas – może być wzorem także dla nas.

„Przygotować, rozpoznać, pozwolić, by Pan wzrastał, i umniejszyć siebie samego. Niewątpliwie w tych właśnie trzech konkretnych postawach i zadaniach odnajdziemy św. Jana Chrzciciela. To także trzy zadania dla każdej i każdego z nas, dla Ciebie i dla mnie, teraz w naszym życiu i powołaniu” – wskazał Prymas wyjaśniając dalej kolejno każdą z postaw.

„Przygotować drogę, a więc odrzucić to, co uniemożliwia w nas spotkanie, co nas zatrzymuje na sobie, co zamyka nas w sobie, co nie pozwala, abyśmy przyjęli Tego, który przychodzi” – tłumaczył abp Polak.

Rozpoznać, a więc spotkać i uwierzyć. Człowiek bowiem – zaznaczył hierarcha – nie nawraca się i nie otwiera swego serca przed jakąś ideą, nawet najwznioślejszą. Musi spotkać Tego, który przychodzi.

I wreszcie umniejszyć siebie, aby Pan wzrastał, a więc to, co na pierwszy rzut oka wydaje się tak proste, a co okazało się także w życiu Jana Chrzciciela okupione cierpieniem i wątpliwościami.

Poprzez te trzy powyższe zadania – mówił dalej metropolita gnieźnieński – można również opisać istotę działalności oazy, której pierwsze spotkanie odbyło się w janikowskiej parafii przed 35 laty. Dziś działa tu diecezjalny Ośrodek Ruchu Światło-Życie. Zadania te – dodał – to także istota kapłańskiego powołania.

„W dzisiejszych czasach najważniejszym zadaniem księdza jest nieść miłość i nadzieję” – powtórzył za ks. Janem Twardowskim abp Polak i słowami kapłana-poety przypomniał, że trzeba, aby ksiądz nie tylko w czasie Mszy świętej, ale zawsze był pokorny, bo więcej od innych otrzymał i w swoim kapłaństwie prawdziwie wszystko uświęcał, a Boga sobą nie zasłaniał i nie palił grzesznika dla jego dobra, albowiem „nawet największego świętego niesie jak lichą słomkę mrówka wiary”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem