Reklama

Biały Kruk 2

Spotkanie Rodziny Szkół im. Jana Pawła II

2017-10-18 14:08

Brygida Gucwa
Edycja legnicka 43/2017, str. 8

Ks. Piotr Olszówka
Lubomierska wspólnota szkolna na tle jasnogórskiego klasztoru

Do tradycji Zespołu Szkolno-Przedszkolnego (wcześniej Szkoły Podstawowej) w Lubomierzu, kultywowanej od 15 lat, należy zwyczaj wyjazdu uczniów do Częstochowy, na spotkanie szkół noszących zaszczytne imię Jana Pawła II. W tym roku wzięło w nim udział około 16 tys. osób z całej Polski, w tym 43 uczniów z Lubomierza. Organizatorem wyjazdu był katecheta ks. Piotr Olszówka, któremu w opiece nad grupą pomagały Bożena Ciereszko, Hanna Lange i Bogusława Kawzowicz. Głównym punktem pielgrzymki była Msza św. pod jasnogórskim szczytem, której przewodniczył krajowy duszpasterz Rodziny Szkół im. Jana Pawła II – bp Henryk Tomasik z Radomia. Natomiast ks. Piotr sprawował Eucharystię w intencji całej społeczności szkolnej.

Podczas wyjazdu była okazja do indywidualnej modlitwy w kaplicy Cudownego Obrazu, oraz zobaczenia zabytków Jasnej Góry. Każdy z uczestników otrzymał „pakiet pielgrzyma” (pamiątkowy znaczek, obrazek, różaniec i śpiewnik). Ponadto grupa złożyła ofiarę na rzecz pomocy dzieciom dotkniętym wojną domową w Syrii.

Oprócz przeżyć duchowych, pielgrzymka do Częstochowy była okazją do poznania historii Jasnej Góry, wplecionej w polskie dzieje i literaturę. Budujące było także spotkanie tysięcy przedstawicieli szkół, kierujących się w wychowaniu zasadami głoszonymi przez św. Jana Pawła II.

Reklama

Czas podróży autokarem ks. Piotr „zagospodarował” na wspólne śpiewy i przeprowadzenie quizu z nagrodami o tematyce liturgicznej i biblijnej. Natomiast w drodze powrotnej lubomierscy pielgrzymi modlili się Koronką do Bożego Miłosierdzia za dzieci w Syrii. Uśmiechnięci i pełni pozytywnych wrażeń wszyscy szczęśliwie wrócili do Lubomierza.

Ten atrakcyjny dla uczniów wyjazd był możliwy, dzięki otwartości dyrektora szkoły Marka Kozaka na inicjatywy wychowawcze o charakterze religijnym. Godna podkreślenia jest również współpraca z lubomierskim proboszczem ks. Erwinem Jaworskim, który zawsze wspiera i wzmacnia wychowawczą rolę szkoły.

Organizatorzy dziękują Wiesławowi Gierusowi – prezesowi spółki ZUOK Izery w Lubomierzu, Marioli Laskowskiej z Gminnej Komisji ds. Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych oraz Radzie Rodziców Szkoły Podstawowej za życzliwość i wsparcie finansowe, które spowodowało znaczne obniżenie kosztów i dzięki temu także dzieci z uboższych rodzin mogły skorzystać z wyjazdu. Natomiast kierowcy autokaru Józefowi Milczowi z Chełmca, dziękujemy za okazywaną otwartość, uśmiech i życzliwość, a przede wszystkim za bezpieczną podróż.

Tagi:
szkoła Jan Paweł II

„Karol Wojtyła. Noc Wigilijna”. Książka Roku 2017

2018-02-09 22:30

Wyd.

Dzięki tej niezwykłej książce po blisko pół wieku odkrywamy zupełnie nieznane homilie i przemówienia kard. Karola Wojtyły. Na dodatek załączona płyta pozwala nie tylko przeczytać, ale i posłuchać wspaniałego, niezapomnianego głosu Kardynała późniejszego świętego, który przepięknie opowiada o geniuszu polskiej kultury i tradycjach wyrosłych w naszym kraju na gruncie chrześcijaństwa. Jeśli do tego dołożyć bardzo wysoki poziom edytorski i unikatowe fotografie trudno się dziwić, że publikacja „Karol Wojtyła. Noc Wigilijna” została uznana Książką Roku 2017.

Wyd.

Dzisiaj w Bibliotece Narodowej w Warszawie odbyła się gala z wręczeniem różnych nagród dla wydawców, autorów i redaktorów, w tym tytułu Książka Roku, którą corocznie w lutym wręczają w imieniu swych instytucji redaktor naczelny „Magazynu Literackiego KSIĄŻKI”, Piotr Dobrołęcki, oraz dyrektor Biblioteki Narodowej, dr Tomasz Makowski. W środowisku wydawniczym jest to najwyżej ceniona nagroda, ponieważ uchwalają ją ludzie z branży, znający cały rynek oraz ukazujące się publikacje.

Jury zaznaczyło, że wielkim plusem publikacji nagrodzoną tytułem Książki Roku jest dołączona płyta CD. Na niej swym dźwięcznym, poruszającym głosem kard. Karol Wojtyła snuje mądre i głębokie rozważania na temat młodzieży, narodu, wolności, przejawia troskę o ukochaną Ojczyznę. Słowa te nie tylko nie utraciły nic ze swej żywotności, ale wydają się dziś jakby jeszcze bardziej aktualne. Za redakcję książki był odpowiedzialny Adam Sosnowski, zaś za aranżację płyty Agnieszka Trzeciakiewicz, dziennikarka Polskiego Radia.

Jury Magazynu Literackiego Książki oraz Biblioteki Narodowej uznało tę publikację na najlepszą z całego roku 2017. Odbierając nagrodę Jolanta Sosnowska, wiceprezes wydawnictwa Biały Kruk, powiedziała: „Dziękujemy i bardzo się cieszymy, że ‘Noc Wigilijna’ została odznaczona tą prestiżową nagrodą. Oznacza to bowiem, że dziedzictwo św. Jana Pawła II jest w nas wciąż żywe. I dobrze, że tak jest, bo dzisiaj – być może bardziej niż kiedykolwiek wcześniej – są nam potrzebne słowa świętego papieża z Polski. W książce znajdują się słowa kard. Wojtyły z lat 70. ub. w., ale są one niezwykle pasujące do naszych czasów. Już wtedy przyszły Ojciec Święty ostrzegał, że zacznie się totalna walka kłamstwa z prawdą. Że będzie to walka przykra, ciężka i wymagająca, ale że nie wolno nam się poddać, bo tylko prawda nas wyzwoli. Można to przeczytać na kartach ‘Nocy Wigilijnej’, a proszę spojrzeć, jak bardzo aktualne są te słowa choćby wobec dzisiejszej debaty o niemieckich zbrodniach podczas II wojny światowej.”

Podobnie ocenił fotografik papieski Adam Bujak, który już od 1964 r. robił zdjęcia Karola Wojtyły. Jego fotografie ilustrują „Noc Wigilijną”. „Nauka św. Jana Pawła II jest wciąż aktualna i potrzebujemy jego przewodnictwa. W innych miejscach celowo spycha się Jana Pawła II na odległy plan, ale szczególnie my Polacy mamy zadanie i odpowiedzialność, żeby temu przeciwdziałać. Z tych tekstów kard. Wojtyły bije wielka mądrość,” stwierdził Adam Bujak.

Redaktor książki Adam Sosnowski dodał z kolei, że pracę nad tekstami świętego papieża uznaje za wielki zaszczyt. „Uważam, że jeżeli chodzi o moje życie zawodowe to niczego ważniejszego nie zrobiłem. Jestem z pokolenia, które zna Jana Pawła II już tylko jako starszego, cierpiącego papieża, a w świadomy katolicyzm wchodziło wraz z Benedyktem XVI. Kiedy przesłuchiwałem te godziny taśm – i to przecież wiele razy – słyszałem młodego, pełnego energii Karola Wojtyłę, który w przystępny sposób potrafił wytłumaczyć najbardziej istotne aspekty życia społecznego i religijnego. Swoje przemówienia Wojtyła kierował wtedy głównie do młodzieży akademickiej i ludzi przed 30. rokiem życia, a więc do moich rówieśników.”

Sosnowski dodał też, że w tych przemówieniach Wojtyły z lat 1970. można dostrzec wiele z wątków, które później okazały się kluczowe w pontyfikacie św. Jana Pawła II. „Słynne ‘Nie lękajcie się’ kard. Wojtyła kierował jeszcze jako metropolita krakowski do tamtejszej młodzieży, można to prześledzić na kartach tej książki. Ale na mnie największe wrażenie chyba zrobiły te słowa kard. Wojtyły z 1975 r.:

‘Istnieje bowiem takie wielkie zagrożenie młodego pokolenia przez rozwiązłość – pozwólmy im na wszystko! A będą słabi. Tymczasem trzeba byście byli mocni. I dziewczęta i chłopcy. Przyszłe matki, przyszli ojcowie, w tej niełatwej rzeczywistości. Trzeba byście byli mocni!’

To są tak prawdziwe i prorocze słowa, a kard. Wojtyła wypowiada je z takim przejęciem, że wciąż mam gęsią skórkę, gdy wspominam Jego głos.”

Podczas gali zostały wręczone również nagrody Książek Miesiąca, które otrzymały między innymi publikacje: „Józef Piłsudski. Do Polaków – myśli, mowy i rozkazy” Bohdana Urbankowskiego, trzytomowy „Świat Chrystusa” Wojciecha Roszkowskiego, „Święty Jan Paweł II na znaczkach pocztowych świata 1978-2005” ks. prof. Waldemara Chrostowskiego czy „Imigranci u bram. Kryzys uchodźczy i męczeństwo chrześcijan XXI w.” ks. prof. Waldemara Cisło i Pawła Stachnika.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Dzieci rozwodników mają żal

2014-10-21 15:12

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 43/2014, str. 22-23

Przeczytałem niedawno, że najlepsze, co ojciec może zrobić dla szczęścia swojego dziecka, to kochać jego matkę. Szkoda, że mój ojciec tak tego nie widział... – mówi Dominik, informatyk z Wrocławia

Graziako

Kuba Jabłoński, psycholog zajmujący się DDRR-ami (dorosłymi dziećmi rozwiedzionych rodziców), pisze: – Jako terapeuta spotykam osoby pochodzące z rozbitych rodzin. Zauważyłem, że coś je łączy. W dorosłym życiu napotykają podobne problemy, w podobny sposób reagują na różne sytuacje, podobnie patrzą na ludzi i siebie...

Definicja encyklopedyczna opisuje zjawisko krótko: „Do najczęściej występujących zachowań dorosłych dzieci rozwiedzionych rodziców zalicza się np.: strach przed wchodzeniem w relacje intymne, strach przed rodzicielstwem, ograniczone zaufanie, częstsze występowanie załamań nerwicowych oraz depresje”. Jeszcze lepiej obrazują to liczby. W Polsce rozpada się rocznie ok. 66 tys. małżeństw. Coraz więcej dzieci wychowuje się w rodzinach niepełnych, poranionych czy patchworkowych, w których są po dwie mamy, dwóch ojców i przyrodnie rodzeństwo z wcześniejszych i późniejszych związków swoich rodziców. Jest jeszcze jedna grupa – dzieci wychowywanych przez skłóconych rodziców, którzy, choć formalnie są razem, już przeprowadzili rozwód emocjonalny.

Poszarpane serca

– Byłem kiedyś na rekolekcjach, które prowadził ks. Piotr Pawlukiewicz – opowiada Maciek, architekt z Krakowa. – Mówił m.in. o małżonkach, którzy podejmują decyzję o rozstaniu, co oznacza, że przestają ratować swój związek, zaprzestają walki, terapii, intensywnej modlitwy i idą do sądu. A tam przekonują, że decyzję tę podejmują także ze względu na dobro dziecka, bo tak je kochają... Wściec się można! Skoro tak kochają, to niech trochę dla tej miłości poświęcą. Niech myślą nie tylko o sobie, ale też o dziecku, któremu właśnie haratają psychikę. Bo, jak się okazuje po latach, rozwody rodziców walą po psychice dzieci. Zostawiają ślad na całe życie. Ksiądz miał rację. Nie istnieje coś takiego jak „rozwód kulturalny”. Wiem, o czym mówię, bo sam jestem DDRR-em.

Niechciany spadek

Zestaw cech, które „haratają osobowość”, dotyka najważniejszej sfery życia. DDRR-om najtrudniej poradzić sobie w relacjach z innymi ludźmi, z uczuciami – niczym słoniom w składzie porcelany. Pragną miłości, ale panicznie boją się odrzucenia, więc zachowują się wobec wybranka (-ki) irracjonalnie, zołzowato lub grubiańsko. Z przyjaźniami też im jakoś nie wychodzi. Nie potrafią utrzymać przyjacielskiej relacji na dłużej. Mają najwyżej jednego przyjaciela, często jeszcze ze szkoły. Decyzję o ślubie odkładają na „święte nigdy”, bojąc się zobowiązań. Nieustannie rozpamiętują swoje niepowodzenia i urojone niedoskonałości. Im bardziej im na kimś zależy, tym mocniej niszczą tę relację, pokazują się od najgorszej strony, jakby chcieli sprawdzić, jak bardzo tej drugiej stronie zależy. Często żyją życiem innych, bo własne zaangażowanie się może przecież przynieść – pamiętają nauczkę od rodziców – ból i rozczarowanie. A robiąc tak, są coraz bardziej wściekli, bo ich życie przypomina ciemną pustą jamę.

Na zewnątrz reprezentują dwa typy. Jedni robią błyskotliwe kariery, brylują w towarzystwie, są powszechnie lubiani, słowem – pozornie idą przez życie jak taran. Drudzy są samotnikami, izolują się od ludzi, schodzą wszystkim z drogi, jak ognia boją się najmniejszej choćby konfrontacji. Nie potrafią odmawiać, co sprawia, że są wykorzystywani w pracy i w rodzinie. Rzadko wychodzą z domu, są chorobliwie nieśmiali, wycofani. A jednych i drugich dręczą te same koszmary, nieustannie zadają sobie pytanie: co ze mną jest nie tak?

Kuba Jabłoński wyjaśnia, że rozwody to na tyle głęboka dysfunkcja rodziny, że dotknięte nimi dzieci prędzej czy później przeżywają głębokie problemy emocjonalne. Czasem mijają lata, nim – już jako dorośli – zdadzą sobie z tego sprawę. Swój bagaż życiowych doświadczeń dźwigają sami. Tylko część z nich – dzięki fachowej pomocy z zewnątrz, uświadamia sobie prawdziwe przyczyny swoich problemów. Dotyczy to zwłaszcza dzisiejszych 30-, 40-latków – pokolenia rozwodzącego się obecnie najczęściej.

Szansa na inny los

– W blokowym M-3 dziecka nie uchroni się przed konfliktem rodziców. Słyszałam wszystko, uczestniczyłam w każdej kłótni. Widziałam rzeczy, o których dziecko nie powinno mieć pojęcia – wspomina Jagoda, urzędniczka. – Pierwszy raz rodzice rozstali się, gdy miałam 7 lat. Po 3 latach zeszli się na kolejne 10. Potem ojciec znów odszedł – tym razem na dobre. Zanim to się stało, w domu trwał niekończący się stan wojenny. To byli kulturalni ludzie, więc noże nie latały w powietrzu, ale potrafili równie dotkliwie ranić się przy pomocy słów. Potem kazali wybierać, po czyjej stronie jestem. Po rozwodzie mama już na zawsze została tą skrzywdzoną. Miesiącami w domu nie mówiło się o niczym innym, tylko o tym, jakim podłym draniem jest ojciec. I te tabuny pocieszających koleżanek – koszmar. Jak sączenie trucizny. W tym czasie ojciec założył nową rodzinę, urodziły mu się nowe dzieci, więc przekonywał, że i ja powinnam być szczęśliwa, skoro mój tatuś jest. Wtedy nie wiedziałam, co to rykoszet. Że to, co dzieje się między nimi, trafia także we mnie. Te słowa, sceny, obrazy zawładnęły moją psychiką na zawsze. Kiedy się zorientowałam? Gdy poszłam na terapię, bo nie mogłam wytrzymać sama z sobą. Po roku ktoś z grupy zapytał mnie, czy sądzę, że byłabym inną kobietą, gdyby rodzice się kochali, gdyby nie darli nieustannie kotów. Mam poczucie graniczące z pewnością, że tak. Zdecydowanie tak.

Scenariusz na życie

Jak mówią psychologowie, w życiu rodzinnym kłopot DDRR-ów polega na braku wzorców wyniesionych z domu. Są jak ludzie bez korzeni. Nie bardzo wiedzą, jak się zachować, bo nie obserwowali pozytywnych zachowań u rodziców. Przejmują więc zachowania podejrzane w filmach, przeczytane w książkach albo zasłyszane od znajomych. Magda opowiada, że dla niej inspirujące były seriale familijne. Rozmaite sytuacje życiowe rozgrywała odzywkami z filmu, powtarzała całe sekwencje dialogowe. Zastąpiła rzeczywistość fantazjami. Otrzeźwiło ją, gdy usłyszała, jak córka skarży się babci, że jak chce się przytulić, to mama włącza telewizor.

Dominik mówi, że ma żal do rodziców o to, że nie walczyli o siebie. Że za szybko odpuścili:

– Pamiętam tylko rozwód. Potem ojca widywałem od czasu do czasu. Po latach udało nam się porozmawiać szczerze. Raz jedyny. Zapytał mnie, czy dobrze układa mi się z żoną. Powiedziałem, nie bez żalu, że właściwie nie wiem, jak wygląda dobre małżeństwo. Rozbite rodziny trudno potem złożyć. Pamiętam swój ślub. Mama nie przyjdzie, jeśli ojciec będzie. Ojciec nie wejdzie do kościoła, tylko na chwilę przyjdzie na wesele. Na chwilę, bo „matka zrobi scenę”. To samo przeżywamy w każde święta, uroczystości rodzinne. Poplątane i irytujące. Potem ojciec wymyślił sobie, że będę świadkiem na jego drugim ślubie. Powiedziałem, że to chore, więc się obraził. Nie widział swojego wnuka. Posłałem mu mailem zdjęcie, ale nie odpisał. Wiesz, co mnie irytuje? Że to ciągle boli. Porwana relacja z własnym ojcem spowodowała, że przez wiele lat sądziłem, iż jestem niewart uczucia. Bo mnie przecież zostawił, więc coś ze mną było nie tak... Miałem strasznie pod górę w kwestii dziewczyn. Koszmar. Wyleczyła mnie dopiero miłość mojej żony. Wiem, jestem szczęściarzem, ale noszę w sobie taki lęk, strach, że skrzywdzę swoją rodzinę. Bo przecież odziedziczyłem po ojcu część genów...

Dziedziczenie uczuć

Mówi się, że dziecko alkoholika często bierze sobie alkoholika za współmałżonka. Czy dzieci rozwiedzionych rodziców powtarzają ich błędy? Czy trauma z dzieciństwa czegoś je uczy?

– Mojego męża wychowywała tylko mama. Tak jak mnie. Obie były przez lata przyjaciółkami – opowiada Zuzanna, bezrobotna z Wałbrzycha. – Ucieszyły się, że jesteśmy parą. Ale ja mam poczucie, że Rafał ożenił się ze mną, bo nasze matki zaaprobowały ten związek. Dla mnie ważne jest, by nasze dzieci miały pełną rodzinę – a wiem, że mąż mnie nie zostawi.

– Ojciec odszedł, gdy miałam 13 lat – wspomina Anka, nauczycielka z Częstochowy. – Mama nie radziła sobie z niczym. Bez ojca nie umiała podjąć najprostszej decyzji. Obarczała więc mnie, najstarszą, obowiązkami domowymi. Dwa lata po rozwodzie rodziców prowadziłam cały dom, zajmowałam się dwójką rodzeństwa. Jakaż ja byłam dzielna! Pilnowałam rachunków, pieniędzy, terminów płacenia rat. Sąsiadki i znajomi mnie uwielbiali. Pani w szkole wychwalała pod niebiosa, bo oczywiście uczyłam się też świetnie. Panna doskonała. Kiedy przyprowadziłam do domu swojego pierwszego chłopaka, mama powiedziała tylko, że ma brzydki nos. Czyli – dyskwalifikacja. Tak było z każdą kolejną szkolną sympatią. „Córcia, mężczyzna jest jak zatruty cukierek – mawiała. – Z wierzchu słodki, a w środku...”. Na studiach miałam narzeczonego. Mama oczywiście znielubiła go od pierwszej chwili, zniechęcała, jak mogła. Wyśmiewała jego wiejskie maniery. Jurek nie wytrzymał i odszedł. Nie rozumiał – bo wychował się w dobrej rodzinie – że mama w ten sposób stara się oszczędzić mi cierpień. No bo miłość – w jej przekonaniu – to głównie ranienie się nawzajem, prawda? Jestem po trzydziestce i mam sporo do nadrobienia. Chodzę na terapię do poradni. Wiele mi to daje i wiele już wyjaśniło. Mniej krzyczę, nie wymagam posłuszeństwa jak w wojsku, walczę ze swoją apodyktycznością. I namawiam rodzeństwo na terapię. Brat nie założył rodziny. Jeździ po świecie, zmienia dziewczyny, nie ma stałej pracy. Siostra jest pielęgniarką i zajmuje się mamą. Jest jeszcze młodziutka, ale to typ samotnika. Praca, dom, jedna – ta sama od lat – przyjaciółka... Śmieję się z niej, że uwierzyła w teorię mamy, iż każdy mężczyzna to „zatruty cukierek”.

Oczywiście, na koniec należy się wyjaśnienie, że podobne historie zdarzają się nie tylko dorosłym dzieciom rozwiedzionych rodziców. I nie każde życiowe niepowodzenie powinniśmy sobie tłumaczyć trudnym dzieciństwem. Jednak istnienie DDRR-ów to nie wymysł psychologów. Amerykanie, którym nie udaje się 70 proc. małżeństw, policzyli, że prawdopodobieństwo rozwodu u mężczyzn z rozbitych rodzin jest wyższe o 35 proc. niż u pochodzących z rodzin pełnych. U kobiet procent ten dochodzi nawet do 60.

W Polsce ponad 2 mln dzieci pochodzi z rodzin rozbitych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Imieniny „Wujka”

2018-02-24 21:11

Agnieszka Bugała

Kolejny raz od śmierci sługi Bożego ks. Aleksandra Zienkiewicza (1995 r.) świętowanie jego imienin rozpoczął wspólny różaniec przy jego grobie na cmentarzu św. Wawrzyńca we Wrocławiu. Spotkanie zakończyła modlitwa w intencji rychłej beatyfikacji wrocławskiego „Wujka”.

Agnieszka Bugała

Przypominamy, że proces na poziomie diecezjalnym już się zakończył, a akta procesu dotarły już do Rzymu w styczniu br.

Więcej o tym pisaliśmy tutaj:

Przeczytaj także: „Wujek” jest już w Rzymie!

Po wspólnej modlitwie zebrani udali się do kościoła pw. śś. Piotra i Pawła na wspólną Eucharystię.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem