Reklama

Biały Kruk 2

Wspomnienia o śp. bp. Wacławie Świerzawskim

2017-10-18 14:08

Wspomnienia zebrał ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 43/2017, str. 2

Archiwum
Bp Wacław Świerzawski z bp. Krzysztofem Nitkiewiczem w Zawichoście

Bp Edward Frankowski, ówczesny biskup pomocniczy diecezji sandomierskiej: – Dziękuję Panu Bogu, że na mojej drodze posługi biskupiej był obecny bp Wacław Świerzawski. Widziałem w nim opatrznościowego męża Bożego, który był przede wszystkim bardzo głęboki w swoim myśleniu. Był człowiekiem głębokiej wiary. Głęboko przeżywał tajemnice Boże, zwłaszcza Eucharystię. Jego modlitwa pozytywnie na nas oddziaływała, pobudzała nas do tego, abyśmy byli rozmodleni. Podziwiałem jego twórczość intelektualną. Jego bardzo bogaty dorobek naukowy, zwłaszcza w tematyce teologicznej, budował nas i pozwalał na to, aby nie tylko go słuchać i obserwować, ale też pochylać się nad jego tekstami i czerpać z nich.

Przyjął naszą sandomierską diecezję w momencie bardzo trudnym, dlatego że była ona w nowych granicach i trzeba było ją zintegrować z czterech części sąsiednich diecezji. Są duże różnice kulturowe i społeczne między nimi, wynikające z różnych zaszłości historycznych, zaborów. Biskup jednak integrował je. Temu celowi poświęcił też ogólnodiecezjalny synod.

Cechowała go wielka troska o to, żeby poziom życia kleryków w seminarium i księży w parafiach był jak najwyższy, żebyśmy tworzyli wspólnotę, czuli się za siebie odpowiedzialni, pomagali sobie i wspierali się w dążeniu do doskonałości.

Reklama

Pochodził ze Wschodu, więc miał w sobie dużo ciepła, zwłaszcza odnośnie do spraw naszego narodu i ojczyzny. Często dawał temu wyraz w spotkaniach i rozmowach. Miał dużą łatwość w kontaktach z różnymi osobami. Był rektorem Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, więc obracał się w wyższych sferach. To mu ułatwiało nawiązywanie kontaktów i pomagało w integrowaniu. Wiernym imponowało to, że biskupem jest profesor doktor habilitowany. Ale kiedy poznawali go, spotykali się z nim, to poznawali głębię jego życia duchowego, autentyczność postawy i wielką miłość do Pana Jezusa, którą nosił w sobie i którą dzielił się obficie ze wszystkimi.

Ewa Sęk, Dyrektor Katolickiego Domu Kultury „Arka” im. św. Jadwigi Królowej w Racławicach: – Założyciel Katolickiego Domu Kultury „ARKA” w Racławicach bp Wacław Świerzawski, który nadał temu domowi imię św. Jadwigi Królowej, wytyczył kierunek podążania dla osób stanowiących jego wspólnotę. Widoczną pamiątką pasterskiej nauki i troski ojcowskiej, jaką okazywał zawsze Zespołowi Pieśni i Tańca „Racławice” JE bp Wacław Świerzawski, są słowa napisane przez Umiłowanego Pasterza na pamiątkowej karcie, która widnieje w poczesnym miejscu naszego domu. Pozostały one na wieczną rzeczy pamiątkę i dziś są odczytywane jako testament nam pozostawiony do realizacji. Brzmią one: „Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział o Świętej Jadwidze, Świętym Królu Polski: «Bóg zachował Ją dla naszych czasów». – Co to znaczy? Chrystusowi, który z Krzyża Wawelskiego powiedział do Niej „Fac quod vides” – odpowiedziała TAK i pozostała temu WIERNA. Wy też tak żyjcie! Z błogosławieństwem + Wacław Świerzawski. 6 maja Świętego Roku 2000”. Każde słowo wypowiedziane i napisane przez naszego Założyciela miało i ma swoją wagę i prowadzi do rzeczy ważnych, do poszukiwań odpowiedzi na najważniejsze pytania. Tak to odczytywaliśmy, kiedy Pasterz pełnił apostołowanie wśród nas, kiedy każdy gest wykonany przez Niego świadczył o przebywaniu w Bożej Obecności. Tak odczytujemy to dziś, gdy jego misja prowadzenia nas do Boga w Trójcy Jedynego zmieniła swój sposób działania, ale nie tylko nie ustała, lecz wzmogła się i nabrała mocy świętych obcowania. Idąc za nauką umiłowanego Księdza Biskupa, Ukrzyżowana Miłość, którą widziała na wawelskim krzyżu św. Jadwiga, i która do niej przemówiła, ma być tą, której wzorem naszej świętej patronki odpowiadamy TAK i mamy pozostać temu WIERNI. To jest testament, który zostawił nam Pasterz, Apostoł Jezusa Chrystusa.

Wiesława I Mirosław Bąkowie z Ostrowca Święto-Krzyskiego, ówczesna para diecezjalna Domowego Kościoła,rodzinnej gałęzi Ruchu Światło-Życie:– „Zawsze jak dobry ojciec” – tak jednym zdaniem możemy określić postawę bp. Wacława Świerzawskiego w stosunku do nas podczas pełnienia posługi pary diecezjalnej w Domowym Kościele. To były lata 1993 – 2003. Ks. Stanisław Bar, jako diecezjalny moderator Ruchu Światło-Życie, przygotował grunt współpracy. On przedstawił nas Księdzu Biskupowi, opowiedział o roli i znaczeniu Domowego Kościoła dla rodzin, Kościoła i ojczyzny. Pamiętamy spotkania z Księdzem Biskupem przy okazji różnych wydarzeń. Były one zawsze twórcze i inspirowały do działania. Bo czy może być coś piękniejszego w życiu rodziny, niż to, że ojciec dostrzeże trud pracy, pochwali, wskaże na zasoby ludzkie i sposób ich wykorzystania? Tak właśnie wyglądały krótkie rozmowy: „Co słychać? Jak rekolekcje, które niedawno organizowaliście? Jakie macie trudności?”. I dodawał: „Nie zrażajcie się, róbcie swoje TU i TERAZ (HODIE), Bóg wszystko widzi”. Pamiętamy spotkanie przy okazji imienin Księdza Biskupa. W imieniu ruchów i stowarzyszeń składaliśmy życzenia. Na zakończenie uścisnął nasze dłonie, ciepło się uśmiechnął i dodał: „Jak bardzo wam dziękuję za pracę dla rodzin, niechaj one stają się święte”. Do dzisiaj pamiętam ten serdeczny uśmiech. Pamiętamy spotkanie, takie dłuższe, zaplanowane, podczas którego dzieliliśmy się pracą i planami duszpasterskimi. Ksiądz Biskup był zasadniczy, szczegółowo pytał, dyskutował, korygował. To była katecheza w pigułce nt. Mszy św. Wiedzieliśmy, że misterium Mszy św. było dla Księdza Biskupa wielkim wydarzeniem nie tylko poprzez głoszoną naukę nt. Mszy św. Mocnym dla nas było świadectwo wiary w czasie sprawowania Liturgii. Każdy gest i słowo było tak wymowne, że nie mogło nie skłaniać do stawania na Golgocie TU i TERAZ. Dla nas, świeckich, kapłaństwo Księdza Biskupa odkrywane poprzez sprawowanie Mszy św. było darem. Bogu dziękujemy za czas posługi przy boku tak wspaniałego Kapłana, świętego Kapłana.

Ks. Michał Mierzwa, ówczesny rektor WSD w Sandomierzu: – Duża była troska bp. Wacława Świerzawskiego o WSD w Sandomierzu. Powtarzał dość często, że Wyższe Seminarium Duchowne, to Alma Mater (Matka Karmicielka), która powinna dobrze wykarmić duchowo, intelektualnie, duszpastersko i osobowościowo przekraczających jej progi. Bowiem od jakości tego „wykarmienia” zależeć będzie w przyszłości „zdrowotność” wiernych diecezji sandomierskiej. Przewodnią myślą jego działań wobec wspólnoty seminaryjnej było „Duc in altum!” – „Wypłyń na głębię!”. Oczekiwał tego w pierwszej kolejności od zespołu formatorów, a więc od zarządu (rektor, wicerektor, prefekci, dyrektor administracyjny, a przede wszystkim ojcowie duchowni), od wykładowców i profesorów tej instytucji. Przypominał nam często, że „jak będzie zdrowe serce i mądra głowa”, to cały organizm seminaryjny będzie funkcjonował prawidłowo i przyniesie spodziewane owoce w postaci dobrze uformowanych pracowników winnicy Pańskiej. Wiele uwagi poświęcał zarówno wspólnocie alumnów, jak i indywidualnej duchowej drodze kandydata do kapłaństwa. Systematycznie i z różnych okazji przemawiał do społeczności kleryckiej, a w osobistych spotkaniach poświęcał wiele czasu na rozmowę, np. przed posługami i przed święceniami do diakonatu czy kapłaństwa. Wskazywał na wartość zdobywania doświadczenia duszpasterskiego podczas studiów seminaryjnych. Służyć temu miały praktyki wakacyjne dostosowane do stopnia zdobywanej wiedzy filozoficzno-teologicznej w seminarium. Z jego inspiracji został zorganizowany przy seminarium chór chłopięco-męski „Hosanna”, który gromadził chłopców z ponad 70 rodzin Sandomierza i okolic. Alumni mogli włączyć się w to dzieło. W sprawowaniu Eucharystii, w słowie wprowadzającym, bardzo często prowadził uczestników liturgii „z Wieczernika na Golgotę”, gdyż – jak mawiał – powinna to być „zwyczajna droga każdego chrześcijanina”.

Ks. Jacek Beksiński, mianowany przez bp. Wacława Świerzawskiego na stanowisko ojca duchownego WSD w Sandomierzu: – Bp. Wacławowi bardzo zależało na stałej formacji kapłanów, osób życia konsekrowanego i przygotowujących się do kapłaństwa. Założył 3 żeńskie wspólnoty: dwie jako instytuty świeckie, i jedną zakonną. Pragnął, aby powstała również taka wspólnota męska. W diecezji zorganizował i powołał do istnienia Wspólnotę Kapłanów Chrystusa Paschalnego. Byłem pierwszym odpowiedzialnym moderatorem tej wspólnoty. Ksiądz Biskup otrzymał pismo ze Stolicy Apostolskiej aprobujące istnienie tego stowarzyszenia. Należało do niej ok. 20 kapłanów. Ksiądz Biskup ubolewał, że młodzi kapłani nie bardzo chcieli się w nią włączać. Dbał o naszą wspólnotę. Początkowo przyjeżdżał na parafie, gdzie odbywały się spotkania, a potem gdy był chory, wszyscy przyjeżdżaliśmy raz w miesiącu do Zawichostu. Na spotkaniu zawsze były Nieszpory i konferencja. Dopóki siły mu pozwalały, sam wygłaszał konferencje. Później już wskazywał kolejnego księdza prelegenta i wyznaczał tematy tych spotkań. Kolejno rozważaliśmy listy św. Jana Pawła II do kapłanów i inne dokumenty Kościoła dotyczące życia kapłańskiego i życia konsekrowanego.

Jako ojciec duchowny zauważałem również wielką troskę o formację kleryków. Systematycznie raz w miesiącu przychodził nasz Pasterz do seminarium duchownego, aby wygłosić konferencję ascetyczną. Dokładał wielu starań, aby wszyscy starannie sprawowali liturgię. Sam dawał tego przykład i zapraszał cały alumnat na coniedzielną Mszę św. do katedry. Osobiście miałem zaszczyt uczestniczyć przez 10 lat we wszystkich Mszach św. celebrowanych przez bp. Wacława. Słuchałem bogatych w treść homilii. One wymagały dużej koncentracji i skupienia. Z każdego przesłania można było coś szczególnego poznać i zapamiętać. Często, gdy wracałem do swojego mieszkania, zapisywałem sobie jedno, dwa lub trzy zdania z usłyszanej homilii. Mogły być one źródłem do głębszego rozmyślania i materiałem do pouczania alumnów czy wiernych. Bp Świerzawski zainicjował uroczyste Nieszpory w okresie Adwentu. Miały one wyjątkowy ceremoniał i do dzisiaj wielu wspomina sprawowaną adwentową liturgię godzin.

Miałem również zaszczyt jeździć z Księdzem Biskupem na spacery. Z seminarium co tydzień wyruszaliśmy do lasu w Radomyślu nad Sanem, a w czasie pobytu Księdza Biskupa na emeryturze jeździliśmy do pobliskich lasów Annopola. Podczas tych spotkań bardzo dużo korzystałem z jego wiedzy i doświadczenia. Niejednokrotnie były to wprost wykłady z teologii, liturgii, życia duchowego, historii Kościoła. W rozmowach dawało się zauważyć jego miłość do Kościoła, do Ojca Świętego, do diecezji i do utworzonej wspólnoty sióstr św. Jadwigi Królowej. Przeżywał mocno smutne wydarzenia i tragedie odejścia od Kościoła, o których był informowany przez wielu przyjaciół z całej ojczyzny.

Charakterystyczna była również wielka miłość Księdza Biskupa do swoich rodziców. Nad biurkiem w jego pokoju zawsze wisiały ich portrety. Wspominał sytuację, jak dzień przed Mszą św. prymicyjną mama ucałowała jego palce mówiąc, że to właśnie one będą trzymały Pana Jezusa.

Wśród wielu napisanych książek przez bp. Świerzawskiego wspomnę jedną – małą publikację pt. „Amen Hioba”. W bardzo trudnych dniach, które przeżywał Ojciec Święty Jan Paweł II, bp Wacław wysłał pocztą tę publikację do Jana Pawła II. Papież otrzymał ją na dzień czy dwa dni przed śmiercią i podziękował Pasterzowi także listownie. Biskup otrzymał to podziękowanie napisane ręcznie, które przyszło do Zawichostu już po śmierci Papieża. Było to jedno z ostatnich pism św. Papieża.

Bp Wacław czuł się wielce zaszczycony i uradowany tym listem i wielokrotnie go pokazywał.

W czasie wielu rozmów swoją troskę o wierność przyjętym regułom kapłańskim czy zakonnym wyrażał, powtarzając zdanie „jeśli jakiś kompozytor napisał partyturę, to trzeba według tej kompozycji grać. Nie można niczego zmieniać”.

Ks. Bogusław Pitucha, dyrektor Caritas Diecezjalnej: – Bp. Wacława Świerzawskiego już jako ordynariusza sandomierskiego poznałem na spotkaniach formacji młodych kapłanów. Przychodził do nas na wykłady, by skierować swoje słowo. Już wtedy można było poznać głębię jego duchowości. Jego książka „List do moich kapłanów” to duchowy przekaz jego troski o kapłaństwo i poszczególnych księży. To jego decyzji zawdzięczam moją obecną posługę w diecezjalnej Caritas. Nie zapomnę spotkania w 1997 r. kiedy Biskup wracał z miejscowości dotkniętych powodzią i zatrzymał się w Koprzywnicy, gdzie byłem wikariuszem. Poszliśmy wtedy na długi spacer. Podczas rozmowy mówił o swojej wizji odnośnie do mojej posługi w Caritas, a równocześnie rozpoznawał możliwości większego ukierunkowania się na pomoc najbardziej potrzebującym. Tę rozmowę pamiętam do dziś, uderzyła mnie wtedy jego ojcowska troskliwość i serdeczność. Dzięki jego zaangażowaniu budynki po dawnym szpitalu miejskim zostały zwrócone w ręce Kościoła. Życzeniem bp. Wacława było, aby stały się one miejscem działania Caritas, by właśnie tam kontynuować kościelne dzieła charytatywne i dobroczynne. Jego wrażliwość na Chrystusa obecnego w Eucharystii była impulsem do tego, aby w kościele pw. Ducha Świętego była codzienna adoracja Najświętszego Sakramentu i posługa kapłanów w konfesjonale. Po latach widzimy, że te dzieła przynoszą dobre i błogosławione owoce.

Ks. Stanisław Bar, ówczesny moderator diecezjalny Ruchu Światło-Życie: – Bp Wacław, budując struktury duszpasterskie diecezji w jej nowym kształcie, stanął również u początku nowych struktur Ruchu Światło-Życie. To jego decyzją zostały przejęte znajdujące się na terenie diecezji ośrodki, w których młodzież przeżywała wakacyjne turnusy oazowe. Akceptując powstałe już w nowych granicach diecezji kolejne miejsca formacji animatorów i uczestników Ruchu, umożliwił podjęcie drogi formacyjnej szerokiej grupie dzieci i młodzieży z naszej diecezji. Ważnym elementem troski o młode pokolenie była też prośba, którą bp Wacław kierował do kapłanów i sióstr zakonnych, a która była zachętą o podejmowania zadań moderatorskich zarówno podczas turnusów wakacyjnych, jak i w ciągu roku szkolnego. To również trzeba zaznaczyć że Biskup, będąc mocno zaangażowanym w katechumenat, potrafił docenić również dużą rolę formacji deuterokatechumenalnej.

Ks. Krzysztof Guźla, proboszcz parafii św. Jadwigi Królowej w Pilchowie: – Nasza parafia była pierwszą, którą w ramach nowej diecezji sandomierskiej ustanowił bp Wacław Świerzawski. Dekret erygujący nosi datę 1 sierpnia 1992 r. Patronat parafii oddany św. Jadwidze był nieprzypadkowy ze względu na związek naszego miejsca ze Świętą. Ta okoliczność zbiegła się również z niecodzienną sympatią, jaką św. Jadwigę darzył nowy ordynariusz diecezji. Wspominam ów fakt przywiązania i miłości Biskupa do św. Jadwigi.

W rok po kanonizacji, która miała miejsce w Krakowie w 1997 r. Biskup przybył do parafii na wizytację kanoniczną. Połączona ona była z odpustem parafialnym ku czci św. Jadwigi. Decyzją Episkopatu Polski data wspomnienia Świętej przeniesiona została na 8 czerwca. Podczas uroczystości odpustowych Biskup wskazywał na miłość do św. Jadwigi Królowej i podkreślał fakt, że za jej wstawiennictwem otrzymał wiele łask. Faktem jest również to, iż wiele dzieł i instytucji w diecezji, za pasterskiej posługi bp. Wacława, oddawanych było pod patronat św. Jadwigi.

S. Danuta Fortuna Chr: – Niemożliwe jest zawarcie w kilku zdaniach wspomnień o Ojcu Założycielu, gdy więź trwa 57 lat. Trwa, bo śmierć Ojca jej nie przerwała; „skoro jesteśmy z Chrystusem – mówił często – to jesteśmy w niebie”. Poszczególne stacje tej więzi tworzą duszpasterstwo akademickie przy kościele św. Anny, wspólnotę eucharystyczną w kościele św. Marka w Krakowie, przynależność do dwóch wspólnot życia konsekrowanego w świecie i do Zgromadzenia Sióstr Jadwiżanek Wawelskich, posługa w katechumenacie i w seminarium duchownym w Sandomierzu, wreszcie towarzyszenie Księdzu Biskupowi w Zawichoście w jego cierpieniu.

Mając przywilej, od wielu lat, adiustowania mów Ojca, zacytuję te, które najlepiej oddają istotę więzi Ojca z nami wszystkimi, którzy jesteśmy jego duchowymi dziećmi:

„Głównym wątkiem moich poszukiwań – i teologicznych, i egzystencjalnych, jest Obecny. Podtekstem wszystkich wypowiedzi jest odkrycie tego, co stoi u fundamentów charyzmatu, który opiera się na osi, jaką jest Obecny w Eucharystii: to jest ten błysk światła, odkrycie, że korelatem Boga jest wspólnota! Obecny Pan jest sensem nie tylko mojego życia, ale wszystkiego, co jest. Sensem istnienia każdego człowieka, każdej rodziny, każdego narodu, świata i wszechświata”. „Przez cały rok liturgiczny przesuwają się przed nami misteria życia Chrystusa w kolejnych odsłonach, jak w tajemnicach Różańca. A to wszystko jest w niedzielnej i w codziennej Mszy św.”. „Chciałbym wam pomóc jeszcze raz spojrzeć na codzienność Eucharystii. Znowu powiecie: mówi zawsze o tym samym. Tak, mówię zawsze o tym samym. I do śmierci chciałbym o tym mówić. To jest najbardziej pasjonujący w moim życiu i temat, i wątek. I moim zdaniem najbardziej istotny. I najbardziej, niestety, nierozpoznany przez wielu i przez wielu nierozumiany... Gdyby człowiek poznał i umiłował do końca to, co każdego dnia czyni i kapłan, i lud, który uczestniczy we Mszy św., to bez patosu można powtórzyć zdanie św. Proboszcza z Ars: musiałby umrzeć. Nie z lęku, ale z zachwytu”.

S. Adelajda Sielepin Chr: – Taki odblask codzienności z lat 80. i 90., kiedy Ksiądz Profesor i Rektor kościoła był bardzo aktywny. Miał zawsze notes, niemały, który otwierał, gdy się umawiał i który jak symbol wskazywał na czas wypełniony każdego dnia po brzegi sprawami żyjącego Kościoła – Eucharystia, wykłady, konferencje i spotkania z ludźmi, wyjazdy, remonty, sprawy administracyjne, rozmowy i spowiedzi. Nawet spacery dla odpoczynku były z kimś, kiedy można było w skupieniu omawiać sprawy zewnętrzne i wewnętrzne. Wszechstronność. To była osoba, która potrzebowała drugiego człowieka, ale i przyciągała, wzbudzając podobną potrzebę u innych. Może dlatego wciąż byli z nim ludzie. Potrzebujący, a jednocześnie jakoś dojrzali, odkrywający swoje talenty i sposoby dzielenia się nimi. Właściwie tylko tacy pozostawali przy nim na dłużej. Samodzielni i współpracujący, ale nie tyle z nim, co z łaską, którą wspólnie odkrywało się prędzej i pewniej. To był osobliwy przewodnik i pasterz. Był, a jakby go nie było. Może nawet nie wiedział, jak odsłaniał i dawał pierwszeństwo Chrystusowi, budził do dialogu z Nim.

Ten notes wyglądał jak zapis pismem klinowym, chińskim, to były trudne do odczytania znaki, graficznie ciekawe, notowane w pośpiechu i często na stojąco, gdy się umawiał, ale znane tylko autorowi, wypełniające całe strony kalendarza. Tak jak ciasno było na tych stronach od zapisów, tak szczelnie wypełniony był każdy dzień Księdza Biskupa, odkąd go znałam. A jeszcze przy tym potrafił znaleźć czas na pisanie dziennika. Wielka aktywność i pracowitość, rzetelność i tempo. Modlitwa i skupienie były na liturgii, w pasmach ciszy, które chronił we wszystkich okolicznościach, wypełniał je swoją świadomą obecnością wobec Tego, którego wchłaniał całym sobą. Była to chyba cisza intensywna, na serio, absorbująca pokój Boży głęboko i prędko – jak było dane i jak wynikało z możliwości czasowych, na które się godził – bo to z nią wychodził ku ludziom, którzy zajmowali większość jego czasu. Przy nim można było się nauczyć nie bagatelizować żadnego szczegółu codzienności, można się było nauczyć refleksji i pokory bezpiecznego bycia z Bogiem. Można się było przekonać o własnej godności.

S. Marzena Władowska Chr, przełożona generalna: – Bp. Wacława Świerzawskiego poznałam w 1993 r. Miałam wówczas 20 lat. Przyszłam do sióstr jadwiżanek na rozmowę o powołaniu i okazało się, że właśnie przyjechał z Sandomierza ich założyciel i zaprasza mnie na tę rozmowę. To spotkanie pozostawiło we mnie trwały ślad. Ksiądz Biskup z wielką uwagą i szacunkiem wysłuchał moich poszukiwań. Wyczuł też rodzące się powołanie i bez wahania mi powiedział: „Moja droga, nie ma czasu. Świat płonie. Płonie tęsknotą za Chrystusem. Świat cierpi w bezsensie, choć często nie wie, że tęskni za spotkaniem z Nim i że to Jego szuka po omacku”. Po krótkim czasie wstąpiłam do zgromadzenia, bo dotarło do mnie, że Chrystus jest OBECNY, że świat płonie z bólu i tęsknoty za Chrystusem i że w związku z tym nie ma chwili do stracenia.

Jest to zbyt krótki czas, by podsumować jego życie i ukazać w pewnej syntezie jego przebogatą postać. Pierwsze mocne wspomnienie łączy się z opowieścią naszego Ojca. Pamiętam, siedziałyśmy z siostrami w nowicjacie i poprosiłyśmy, by Ojciec nam opowiedział o swoich przeżyciach wojennych. Przynaglony – opowiedział. Kiedy zaczęła się wojna, miał 12 lat. W złoczowskim zamku na przemian hitlerowcy i Sowieci mordowali ludzi – Polaków, Ukraińców, Żydów. Ojciec – jako ministrant – razem ze swoim proboszczem ks. Janem Cieńskim, późniejszym biskupem Kościoła podziemnego na Ukrainie, i z innymi pomocnikami wynosił z zamku ciała pomordowanych, by ich pogrzebać na pobliskim cmentarzu. Dla młodego chłopca to był wstrząs. Od początku wojny zresztą zastanawiał się, jak powinien się ustosunkować do niej. Jak przybliżyć pokój? Jak wpłynąć na bieg historii? Jak przeciwstawić się złu? I czy w ogóle w sytuacji wojny można coś skutecznie zrobić? No i razem ze swoim kolegą młody Wacław podjął decyzję, że będą się spotykać codziennie w kościele parafialnym o godzinie 15, by przez 15 minut czytać i medytować wybrany fragment książki Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”. Obaj chłopcy zdecydowali się potem na kapłaństwo. Uderzająca w tej opowieści była szczerość wyznania, że obaj z dnia na dzień – pomimo otaczającej ich pożogi wojennej – odkrywali nie tylko w Chrystusie, ale także w Jego męce i śmierci, drogę do nienaruszalnego pokoju i narzędzie szerzenia królestwa Bożego. Poprzez zjednoczenie z Chrystusem Obecnym, Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym, można każdą okoliczność uczynić materią zbawienia własnego i innych.

Drugi obraz to odpowiedź Ojca na pytanie: czy kiedyś, jako młody kapłan, przeżył jakiś kryzys, czy zawsze był taki mocny i stabilny w wierze? Opowiedział nam wówczas zdarzenie z wczesnych lat swojego kapłaństwa. Był taki czas, że nie tylko przechodził kryzys, ale że wydawało mu się, że utracił wiarę w obecność Chrystusa w Eucharystii. Było to dla niego bardzo bolesne. Czuł się kompletnie zagubiony. Ponieważ jednak miał świadomość wagi sprawy i był prosty, zwrócił się z tym problemem do swojego proboszcza. Proboszcz odesłał go do biblioteki, jaka była zgromadzona na plebanii. Poprzez spotkanie z wiarą wybitnych teologów Bóg otworzył mu serce na tajemnicę Eucharystii, i to w taki sposób, że przez resztę kapłańskiego życia o niczym innym nie mówił. Każda jego homilia, każde wystąpienie w finale prowadziły do Trójjedynej Miłości, OBECNEJ i działającej w nieporównywalny sposób podczas liturgii, zwłaszcza tej eucharystycznej. Eucharystia była dla niego niebem na ziemi, dlatego nie mógł o niej nie mówić.

Opowiadał nam Ojciec, że jechał kiedyś jako młody kapłan do umierającego człowieka z ostatnią posługą. W bursie na piersi wiózł Pana Jezusa. Jechał bryczką z ministrantem. Kiedy mijali ludzi, ministrant dzwonił, a ludzie zatrzymywali się wzdłuż drogi i przyklękali. Kiedy dojechali na miejsce, okazało się, że chory w międzyczasie zmarł. Nikt zaś z domowników nie był przygotowany, by przyjąć Komunię św. Pana Jezusa przyjął więc ks. Wacław, po czym wsiadł na bryczkę i ruszył z powrotem do domu. Ministrant już nie dzwonił, ludzie nie przyklękali, a przecież tak jak przedtem wiózł Pana Jezusa, tak i teraz. Różnica polegała na tym, że teraz „miał Go w środku”. To wydarzenie było dla niego wstrząsem. Przeżył fizycznie obecność Obecnego. Zawsze już tak o Nim mówił. Wiele razy powtarzał, że Eucharystia jest jedynym miejscem na ziemi, gdzie palcem można wskazać na Chrystusa i obiektywnie, z absolutną pewnością powiedzieć: On TU jest. Tu, blisko, istotowo, prawdziwie, rzeczywiście, jakby fizycznie. A potem z ołtarza wędruje do naszego wnętrza, bo kres Eucharystii nie jest na ołtarzu, ale w ludzkim wnętrzu, w naszym sercu. Bóg pragnie być adorowany, przyjmowany i kochany w człowieku, który Go nosi i którego Bóg przemienia w siebie samego. A mając Go w sobie, nie możesz przecież zatrzymać tego szczęścia dla siebie. Musisz iść i głosić takiego Przyjaciela, Oblubieńca świata, i innych podprowadzać pod taką zażyłość więzi z Nim. Chrystus był dla Niego Panem, Mistrzem i Oblubieńcem.

Przyznam, że Ksiądz Biskup, jak mało kto, odsłaniał mistyczne wymiary Eucharystii. Był prawdziwym mystagogiem, takim, który nie tylko teologicznie opisuje rzeczywistość, ale który poprzez swoją bliskość, swoje przyleganie do misterium, odsłania je jakby od wewnątrz. Biskup wiedział, że ukochanie Krzyża Chrystusowego to jedyna droga do zjednoczenia z Nim i jedyna droga do nieba. Wiedział, że nie ma zmartwychwstania bez krzyża, a za największą swoją pasję i sens duszpasterskiej posługi uważał wprowadzanie ludzi w „dążenie Chrystusa”, w dążenie ku Ojcu, uobecniane, objawiane i dostępne na Ołtarzu Eucharystii. Biskup był mistykiem. Ponieważ pochodził ze Wschodu, miał patriarchalny sposób sprawowania Liturgii, który cechowało namaszczenie i święta bojaźń. Powtarzał wiele razy za swoim ukochanym C. K. Norwidem, że życie nie ma sensu ani smaku, jeśli nie pobrzmiewa w nim „serio święte”. W spotkaniu z bp. Wacławem podczas sprawowania Liturgii najważniejsze były nie same słowa, wyjątkowy komentarz, ale sposób jej sprawowania. Sposób, który wskazywał na obecność Trójjedynego i który objawiał dziejące się na naszych oczach największe wydarzenie świata.

Przypominam sobie również ujawnione fakty z czasów komunistycznych. Ks. Wacław był wzywany przez UB, straszony i szantażowany, by zaniechał aktywnego duszpasterstwa, zwłaszcza ludzi młodych. Widoczne było bowiem, że ten ksiądz ma na nich wpływ. Z zachowanych zapisów wynika, że na żądanie, by przestał działać, głosić, odpowiedział, że musiałby przestać być apostołem Jezusa Chrystusa, by przestać głosić Jego i Ewangelię. Ubecy wyczuli, że to ten typ człowieka, który raczej odda życie, niż miałby zaprzeć się Chrystusa. Innym razem szpiegujący podczas Mszy św. w kościele św. Anny w Krakowie skarżyli się swoim szefom, że ks. Wacław nic nie mówi o polityce, tylko ciągle mówi o tej Trójcy Świętej, o Eucharystii i Chrystusie. Pamiętam rozmowę z naszym Ojcem na ten temat. Skomentował to prosto – celowo i konsekwentnie nigdy nie uprawiał polityki na ambonie. Wiedział, że jego zadaniem jako kapłana jest doprowadzić wiernych do zażyłego spotkania i zjednoczenia z Chrystusem, bo wiedział, że wówczas będą mieli wystarczające światło, mądrość, odwagę i ustawione sumienie, by ewangelicznie reagować na każdą okoliczność. Dlatego w kółko mówił o Chrystusie i tym niejedną duszę „porwał”. I jeszcze jeden obraz. Wielu znało Księdza Biskupa jako aktywnego duszpasterza, gorliwego kapłana, kierownika duchowego, rekolekcjonistę. Aktywnego i mocnego głosiciela Słowa. Człowieka o bardzo silnej osobowości, wymagającego, czasem nawet ostrego. Ci, którzy go znali bliżej, mieli natomiast dostęp do jego wrażliwości i pokory. Ostatnie lata życia Księdza Biskupa związane były z chorobą i długim cierpieniem. Znosił je z wielką otwartością wobec Boga i ludzi. Jako silny mężczyzna poddawał się wszystkim coraz bardziej ogałacającym go okolicznościom choroby. Był przy tym pogodny i miał wyraźne upodobanie w życiu. Cieszył się prostymi rzeczami. Pozwalał spokojnie na opiekę nad sobą przy postępującej chorobie i był za nią wdzięczny. Cierpienie, zwłaszcza to przewlekłe i o silnym natężeniu, wydobywa na ogół dno serca człowieka. W tym tyglu wszystko zostaje odsłonięte. Dla nas, które mogłyśmy być w tym czasie blisko niego i posłużyć mu w czasie choroby oraz przechodzenia do domu Ojca, była to wielka lekcja kapłańskiej wiary, nadziei i miłości do Boga i do ludzi.

Tagi:
wspomnienia biskup

Ocalić od zapomnienia

2018-09-19 10:33

Piotr Lorenc
Edycja sosnowiecka 38/2018, str. III

Od odśpiewania hymnu państwowego rozpoczęła się gala wręczenia nagród i wyróżnień w diecezjalnym konkursie literacko-historycznym pt.: „Szkice pamięci. Ocalić od zapomnienia. Rodzinne wspomnienia historyczno-patriotyczne”

Piotr Lorenc
Laureaci i patroni konkursu

Uroczystości odbyły się 11 września w bazylice katedralnej pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Sosnowcu. Nagrody ufundowane przez mecenasa konkursu firmę Tauron Polska Energia S.A. wręczyli biskup diecezji sosnowieckiej Grzegorz Kaszak oraz prezes firmy Filip Grzegorczyk. Galę poprowadził ks. Michał Borda, dyrektor Wydziału Katechetycznego Kurii Diecezjalnej w Sosnowcu. A o podniosłą, patriotyczną oprawę muzyczną zadbali Młodzieżowy Chór Jubileuszowy Wydziału Katechetycznego Sosnowieckiej Kurii Diecezjalnej, Silesian Brass Artists – Śląski Kwintet Dęty oraz ks. prof. Paweł Sobierajski – kantor.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Kard. Turkson: osobisty grzech sprawia, że nasze Kościoły i wspólnoty stają się niewiarygodnymi świadkami

2018-09-23 14:18

maj / Gniezno (KAI)

- Złe pragnienia i nawyki, pochodzące z wnętrza każdego człowieka zniekształcają nasz sposób rozumienia Ewangelii i sprawiają, że nasze Kościoły mogą stać się niewiarygodnymi świadkami – mówił kard. Peter Turkson w homilii podczas Mszy św. na zakończenie XI Zjazdu Gnieźnieńskiego. – Jeśli chcemy realizować cele Zjazdów, czyli budować europejską wspólnotę ducha poprzez świadectwo chrześcijańskiej wiary, nie możemy pozwolić, by jej światło zaciemniły nasze wady charakteru – podkreślił.

Włodzimierz Rędzioch

Kard. Turkson nawiązał w homilii nawiązał do dzisiejszej Ewangelii, mówiącej o sporze uczniów Jezusa o to, kto z nich jest największy (Mk 9, 30-37). Wspominał też o Ewangelii z 22 niedzieli zwykłej, gdzie ewangelista Marek cytuje słowa Jezusa: „Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym” (Mk 7,15). Podkreślił, że ambicja i chęć samo-wywyższenia było złem, które utrudniało uczniom zrozumienie nauki Mistrza.

- Drodzy przyjaciele, złe pragnienia i nawyki, pochodzące z wnętrza nas samych, nie tylko plamią. Mogą one również zniekształcić nasz sposób rozumienia Jezusowej Dobrej Nowiny oraz sposób, w jaki przeżywamy nasze życie jako uczniowie Jezusa, chrześcijanie – powiedział kard. Turkson. Zaznaczył, że to, co pochodzi z wnętrza każdego człowieka powoduje takie postawy w nas, że „nasze Kościoły i wspólnoty stają się gorszącymi i kiepskimi świadkami!”.

Przypomniał następnie cele, jakie stawiają sobie kolejne Zjazdy Gnieźnieńskie – tworzenie wielkiej europejskiej wspólnoty ducha poprzez świadectwo wiary i jedności chrześcijan. - Zjazdy Gnieźnieńskie z pewnością podtrzymują swój ekumeniczny charakter. Zaś perspektywa Zjazdów – miara, jaką przykładacie do wiary chrześcijańskiej, przeżywania jej i świadczenia o niej – jest niewątpliwie bardzo wymagająca. Dlatego właśnie – opisane w dzisiejszej Ewangelii – doświadczenie uczniów Jezusa, pierwszych chrześcijańskich świadków, może być dla nas tak bardzo przydatne – zaznaczył kaznodzieja.

- Chcąc realizować cele Zjazdów Gnieźnieńskich, nie możemy pozwolić, aby nasze wady charakterów i nasze przyzwyczajenia zaciemniły światło naszej wiary i znieczuliły nasze zmysły na jej wymagania – podsumował.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek na Litwie: wizyta nadziei i pamięci

2018-09-23 20:06

kg, pb, tom, st, mp / Wilno (KAI)

Apel o „Kościół wychodzący” ku współczesnym peryferiom oraz o nadzieję, były głównymi motywami wizyty Franciszka na Litwie, 22 i 23 września, która przebiegała pod hasłem: „Jezus Chrystus - nasza nadzieja”. Ojciec Święty w Wilnie spotkał się z młodzieżą, do której apelował, by nie bała się udziału w „rewolucji czułości”, modlił się też w Ostrej Bramie i przy grobie św. Kazimierza, patrona Litwy. Podczas niedzielnej mszy w Kownie apelował o otwartość na najbardziej potrzebujących w tym zamieszkujące Litwę mniejszości. Do duchownych apelował, aby nie stali się „funkcjonariuszami Boga”. W dawnej wileńskiej katowni KGB modlił się za ofiary totalitaryzmu.

Grzegorz Gałązka

Powitanie

22 września o godz. 11.16 (10.16 czasu polskiego) samolot Airbus 320 A włoskich linii lotniczych Alitalia "Aldo Palazzeschi" z papieżem Franciszkiem wylądował na międzynarodowym lotnisku w Wilnie. Mimo chłodnej i deszczowej pogody zgromadziła się liczna grupa dzieci i młodzieży z flagami Litwy i Watykanu, gorąco witając papieża. Na płycie lotniska Franciszka powitała prezydent Litwy, Dalia Grybauskaitė, premier Saulius Skvernelis z przedstawicielami rządu oraz przewodniczący Konferencji Episkopatu Litwy, arcybiskup Wilna Gintaras Grušas.

Litwa pomostem między Wschodem a Zachodem

Podczas spotkania z władzami i przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego Litwy oraz korpusem dyplomatycznym, Franciszek wskazał na znaczenie wierności korzeniom oraz na potrzebę tolerancji, gościnności, szacunku i solidarności. Apelował też o troskę o młodych. Spotkanie odbyło się na dziedzińcu przed Pałacem Prezydenckim.

Prezydent Litwy, Dalia Grybauskaitė przypomniała, iż głęboka wiara umożliwiła przetrwanie jej rodakom najtrudniejszych prób: wygnania, łagrów, więzień, bunkrów partyzanckich.

Ojciec Święty rozpoczął od nawiązania do słów wypowiedzianych przed 25 laty przez św. Jana Pawła II, który określił Litwę jako „milczącego świadka żarliwego umiłowania wolności religijnej”. Podkreślił, że jego wizyta zbiega się z obchodami 100. rocznicy ogłoszenia niepodległości Litwy.

Przypomniał, że na przestrzeni dziejów Litwa potrafiła udzielać gościnności różnym grupom etnicznym i religijnym. „Wszyscy znaleźli na tych ziemiach miejsce do życia: Litwini, Tatarzy, Polacy, Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy, Ormianie, Niemcy...; katolicy, prawosławni, protestanci, starowiercy, muzułmanie, żydzi. Mieszkali razem i w pokoju, aż do nadejścia ideologii totalitarnych, które skruszyły zdolność gościnności i zharmonizowania różnic, siejąc przemoc i nieufność”. Apelował by nie zatracić ducha tolerancji, gościnności, szacunku i solidarności.

Wskazał też najpilniejsze wyzwania chwili obecnej - w obliczu narastania tendencji do siania podziałów. Przypomniał, że Litwini mają własne oryginalne hasło: „ugościć różnice”. „Poprzez dialog, otwartość i zrozumienie mogą one stać się pomostem między Europejskim Wschodem a Zachodem. Może to być owocem dojrzałej historii, którą jako naród ofiarowujecie wspólnocie międzynarodowej, a zwłaszcza Unii Europejskiej” – powiedział.

W Ostrej Bramie: szukajmy swego brata!

Udając się do Ostrej Bramy papieski samochód zatrzymał się na placu między siedzibą prawosławnego metropolity Wilna a katolickim kościołem św. Teresy. Tam powitali go prawosławny metropolita Inocenty i proboszcz parafii.

Franciszek dłuższą chwilę modlił się przez łaskami słynącym obrazem Matki Bożej Miłosierdzia – Mater Misericordiae. Jest to najważniejsze i najsłynniejsze sanktuarium maryjne na Litwie, a jego dzieje są ściśle związane także z historią Polski. Papieskiej modlitwie towarzyszyły zgromadzone przed kaplicą liczne rodziny zastępcze i sieroty oraz chorzy, z którymi Franciszek powitał się bardzo serdecznie.

Po modlitwie podkreślił, że obraz Matki Bożej Miłosierdzia uczy nas, iż można „bronić nie atakując, że można być roztropnym, bez niezdrowej nieufności wobec wszystkich”. Przestrzegł przed zamykaniem się w obawie przed innymi, gdyż wówczas odcinamy się od Dobrej Nowiny Jezusa. Wskazał, że dzisiaj trzeba „spojrzeć sobie w twarz i rozpoznać siebie jako bracia, aby iść razem, odkrywając i doświadczając z radością i pokojem wartość braterstwa”.

„Matka Miłosierdzia, jak każda dobra matka stara się zjednoczyć rodzinę i podpowiada: «szukaj swego brata». W ten sposób otwiera drzwi do nowego świtu, do nowej jutrzenki. Prowadzi nas do progu, jakby do drzwi bogacza z Ewangelii” - podkreślił.

W drodze z Ostrej Bramy na Plac Katedralny Franciszek spotkał się z osobami w stanie terminalnym, którymi opiekuje się Hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie. Znajduje się ono w murach dawnego klasztoru wizytek, tam gdzie Eugeniusz Kazimirowski malował obraz Jezusa Miłosiernego, a w okresie komunistycznym było więzienie.

Do młodych - nie bójmy się udziału w rewolucji czułości!

Franciszek, kiedy przybył na plac Katedralny najpierw przejeżdżał w papamobile pomiędzy sektorami, gdzie był entuzjastycznie witany przez kilkadziesiąt tysięcy młodych - nie tylko z Litwy ale i z Łotwy, Estonii, Białorusi, Polski i Ukrainy. Byli także młodzi z wielu innych krajów, przebywający na Listwie w ramach programu Erasmus. Spotkanie wypełnione było pieśniami i programem tanecznym.

Młodym towarzyszył oryginalny obraz Jezusa Miłosiernego: „Jezu, ufam Tobie". Na co dzień znajduje się on w ołtarzu sanktuarium Miłosierdzia Bożego w dawnym kościółku Świętej Trójcy.

Czekający od rana młodzi z humorem i cierpliwością znosili organizacyjny chaos, gdyż większość z nich miała okazję zobaczyć papieża po raz pierwszy życiu. "Nie miałem nigdy okazji pojechać do Rzymu ani uczestniczyć w Światowych Dniach Młodzieży. Dopiero kiedy przeprowadziłem się tutaj, mogę tego doświadczyć. Na placu stoję od rana, żeby nie przegapić wejścia do mojego sektoru" - powiedział KAI 23-letni Lodyenne z Rwandy, student pielęgniarstwa w Kownie.

Na początku Ojciec Święty z uwagą wysłuchał świadectw. Monika opowiedziała o swojej wierze przekazanej przez babcię i mamę, bolesnych doświadczeniach rodzinnych naznaczonych alkoholizmem, a później samobójstwem ojca i próbami szukania szczęścia w akceptacji rówieśników. Wreszcie o spotkaniu wspólnoty żywej wiary wokół duszpasterstwa franciszkanów.

Z kolei Jonas podzielił się doświadczeniem swego małżeństwa i nieuleczalnej choroby, która naznaczyła jego życie. Wskazał na znaczenie zaufania Bogu, które sprawia, że ten okres, pomimo konieczności dializ trzy razy w tygodniu, uważa za najpiękniejszy w swoim życiu.

„Nie pozwólcie, aby świat przekonał was, że lepiej iść samotnie – przekonywał Franciszek. - Nie ulegajcie pokusie koncentrowania się na sobie, stawaniu się samolubnymi lub powierzchownymi w obliczu cierpienia, trudności lub przelotnego sukcesu. (…) Dążcie do świętości, wychodząc od spotkania i komunii z innymi, zwracając uwagę na ich potrzeby” – apelował Franciszek.

A nawiązując do problemów jakie dziś przeżywają Litwini, powiedział: „Iluż młodych ludzi opuszcza swą ojczyznę z powodu braku szans! Iluż pada ofiarą depresji, alkoholu i narkotyków! Ileż osób starszych żyje w samotności, bez kogoś, z kim można by dzielić się teraźniejszością i obawą, żeby nie wróciła przeszłość. Możecie odpowiedzieć na te wyzwania swoją obecnością i spotkaniem między wami a innymi”.

Franciszek nie krył, że wiara w Jezusa często pociąga za sobą stawianie sobie pytań, porzucania utartych schematów, wymaga odwagi. Tym niemniej zachęcił do pójścia drogą wiary.

„Podążanie za Jezusem jest ekscytującą przygodą, która napełnia nasze życie znaczeniem, które sprawia, że czujemy się częścią wspólnoty, która dodaje nam otuchy i nam towarzyszy, która angażuje nas w posługę. Drodzy młodzi, warto iść za Chrystusem, nie bójmy się udziału w rewolucji, na którą On nas zaprasza: rewolucji czułości” - przekonywał papież.

Po spotkaniu z młodzieżą Franciszek udał się do katedry. Modlił się w ciszy w kaplicy św. Kazimierza Jagiellończyka, patrona Litwy. Następnie w jednej z kaplic złożył bukiet kwiatów przed figurą Matki Bożej z Syberii.

Franciszek w Kownie: zaświadczmy, że Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją!

Do otwartości na potrzeby najmniejszych i świadectwa, że „Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją” - cytując słowa motta swej pielgrzymki – zachęcił Ojciec Święty podczas Eucharystii sprawowanej na błoniach parku Santakos w Kownie. Franciszek wskazał na potrzebę bycia „Kościołem wychodzącym”, nie lękania się wyjścia i poświęcenia, wychodząc ku ubogim, bezrobotnym zmuszonym do emigranci oraz ku mniejszościom etnicznym mieszkającym na Litwie. Przy okazji wspomniał 75. rocznicę zagłady wileńskiego getta.

W centralnej papieskiej Eucharystii na Litwie uczestniczyło ponad 100 tys. wiernych. Koncelebrowało 30 biskupów z przewodniczącym litewskiego episkopatu abp. Gintarasem Grušasem oraz 800 księży z Litwy, Polski, Białorusi, Łotwy, Ukrainy, Rosji i Islandii. A z polski przybył metropolita białostocki abp Tadeusz Wojda i jego pomocniczy bp Henryk Ciereszko oraz biskup ełcki Jerzy Mazur. Obecna była prezydent Litwy Dalia Grybauskaitė i najwyższe władze kraju. Wśród tłumów wiernych widać było dużo młodych i rodzin z małymi dziećmi.

Przy ołtarzu ustawiono łaskami słynący obraz Matki Bożej Trockiej, którego jubileusz 300-lecia jest obecnie obchodzony na Litwie. A także relikwiarz męczennika czasów komunizmu bł. abp. Teofila Matulionisa, beatyfikowanego przez rokiem w Wilnie. Papież posługiwał się krzyżem (pastorałem) Jana Pawła II, tym samym, który towarzyszył mu podczas słynnej pielgrzymki na Litwę sprzed 25 lat.

Franciszek nawiązując do historii Litwy, która przeżyła dwie okupacje: niemiecką i sowiecką, wskazał na doświadczenia minionych pokoleń: okupacji, deportacji, a także donosicielstwa i zdrady. Apelował o „uleczenie pamięci swej historii”, nie dyskutując, kto „był czystszy w przeszłości, kto ma większe prawo do posiadania przywilejów, niż inni”.

Franciszek wskazał na potrzebę bycia „Kościołem wychodzącym, nie lękania się wyjścia i poświęcenia, nawet wówczas, gdy zdaje się nam, że się rozproszymy, zagubimy się za najmniejszymi, zapomnianymi, żyjącymi na obrzeżach egzystencjalnych”.

„Czasami musimy zachowywać się jak ojciec syna marnotrawnego, który trwa w bramie, oczekując na jego powrót, aby mu otworzyć, skoro tylko przyjdzie, lub jak uczniowie, którzy muszą się nauczyć, że kiedy przyjmuje się kogoś maluczkiego, to przyjmuje się samego Jezusa” – zaznaczył Ojciec Święty.

Apelował o solidarność z potrzebującymi. „Kim będą najmniejsi, najbiedniejsi spośród nas, których winniśmy przyjąć w setną rocznicę naszej niepodległości? Kto nie ma nic do dania w zamian, żeby wynagrodzić nasze wysiłki i nasze wyrzeczenia? Może są to mniejszości etniczne naszego miasta lub bezrobotni, którzy są zmuszeni do emigracji. Może są to samotne osoby starsze lub ludzie młodzi, którzy nie znajdują sensu życia, ponieważ zatracili korzenie” – powiedział papież.

A nawiązując do trudnej historii Litwy, szczególnie w czasach sowieckiej okupacji, Franciszek zachęcił do przyjęcia Jezusa, „aby pojednał naszą pamięć i towarzyszył nam w teraźniejszości, która wciąż pasjonuje nas swoimi wyzwaniami, znakami, jakie nam pozostawia”. Na zakończenie zaznaczył, że „jako wspólnota czujemy się prawdziwie i wewnętrznie solidarni z ludzkością - tego miasta i całej Litwy – i z jej historią, pragniemy poświęcić swe życie służąc z radością, i w ten sposób uzmysłowić wszystkim, że Jezus Chrystus jest naszą jedyną nadzieją”.

Podczas rozważań przed modlitwą Anioł Pański Ojciec Święty nawiązał do ukazanego w pierwszym czytaniu dzisiejszej liturgii prześladowania sprawiedliwych. W tym kontekście przypomniał zagładę narodu żydowskiego i 75 rocznicę zniszczenia wileńskiego getta.

Nawiązując do dramatu holokaustu przypomniał, że niejednokrotnie zdarzyło się, że jakiś naród, uważał się za lepszy, posiadający większe prawa i przywileje. W opozycji do tego ukazał postawę Jezusa, który proponuje, by stać się ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich. Zachęcił po raz kolejny do podejmowania służby na rzecz wykluczonych, mniejszości, aby oddalić możliwość unicestwienia drugiego, tworzenia gett, odrzucania tych, którzy nas irytują i zakłócają wygodę.

Do duchownych: Nie bądźcie funkcjonariuszami Boga!

Nie bądźcie funkcjonariuszami Boga! Bądźcie blisko Tabernakulum, twarzą w twarz z Bogiem i ludźmi! - apelował podczas spotkania z kapłanami, zakonnikami, osobami konsekrowanymi, seminarzystami w katedrze pw. świętych Piotra i Pawła w Kownie.

W improwizowanym w dużej części przemówieniu Ojciec Święty wyznał, że patrząc na litewskich duchownych ma świadomość, że wielu ich przodków oddało życie za wiarę. "Nie wiemy nawet, gdzie niektórzy z nich są pochowani. Niektórzy z was byli uwięzieni" - powiedział.

A nawiązując do dzisiejszych wyzwań duszpasterskich podkreślił, że aby Jezus Chrystus był doprawdy naszą nadzieją, konieczne jest przede wszystkim żarliwe poszukiwanie głębi, prawdy i piękna Boga. „Być może «społeczeństwo dobrobytu» uczyniło nas zbyt nasyconymi, pełnymi dóbr i usług, a my jesteśmy «przygnieceni» wszystkim i pełni pustki. Może to sprawiło, że jesteśmy oszołomieni lub opieszali, lecz niespełnieni. My, mężczyźni i kobiety szczególnej konsekracji, nigdy nie możemy sobie pozwolić na utratę tego jęku/wzdychania, tego niepokoju serca, które tylko w Panu znajdzie spoczynek” – mówił do kapłanów i zakonników oraz sióstr.

Wskazał na konieczność pielęgnowania ducha modlitwy, od której nie może odrywać kapłana żadna pilna informacja, żadna natychmiastowa komunikacja wirtualna. Podkreślił potrzebę bycia blisko ludzi i ich problemów, aby rozeznać powody dla których niekiedy przestają oni „poszukiwać wody, która gasi pragnienie".

Franciszek podkreślił także znaczenie stałości w cierpieniu, stałości trwania w dobrym, co oznacza mocne zakorzenienie w Bogu, będąc wiernym Jego miłości. Przypomniał świadectwo najstarszych kapłanów, którzy wytrwali w obliczu prześladowań reżimu komunistycznego, wymieniając z nazwiska abp. Sigitasa Tamkevičiusa, wieloletniego więźnia łagrów. Zachęcił do dzielenia się doświadczeniami niełatwej przeszłości.

Następnie w spontanicznych, przerywanych oklaskami słowach, Ojciec Święty przestrzegł litewskich kapłanów przed mentalnością „funkcjonariuszy Boga”. Zaznaczył, że droga kapłaństwa czy życia konsekrowanego jest życiem umiłowania Pana i gorliwości apostolskiej wobec ludzi. Wskazał na potrzebę zażyłości z Bogiem w tabernakulum i bliskości z ludźmi. Zachęcił do podejmowania wysiłków, by przyciągnąć młodzież.

„Bliskość oznacza miłosierdzie - tłumaczył. - Na tej ziemi, gdzie Jezus objawił się jako Jezus Bliskość oznacza miłosierdzie. Na tej ziemi, gdzie Jezus objawił się jako Jezus Miłosierny, kapłan nie może nie być miłosierny. Dotyczy to zwłaszcza konfesjonału. Pomyślcie, jak Jezus przyjąłby tę osobę? [która przychodzi do konfesjonału]. Życie dostatecznie obiło tego biedaka. Pozwól jemu odczuć objęcie w ramionach przebaczającego Ojca. Jeśli na przykład nie możesz mu udzielić rozgrzeszenia, daj mu pocieszenie brata, ojca. Dodaj mu otuchy, by szedł naprzód. Przekonaj go, że Bóg przebacza wszystko. Ale trzeba to czynić z serdecznością ojca. Nigdy nie wolno nikogo wypędzać z konfesjonału! Trzeba go zapewnić, że Bóg go miłuje, zachęcić do modlitwy i powrotu, by porozmawiać o życiu, okazując w ten sposób bliskość. To oznacza bycie ojcem” – wyjaśniał litewskim biskupom i duchownym.

„Musimy ponownie zadać sobie pytanie: czego żąda od nas Pan? Jakie peryferie najbardziej potrzebują naszej obecności, aby przynieść im światło Ewangelii? W przeciwnym razie, kto uwierzy, że Jezus Chrystus jest naszą nadzieją? Tylko nasz przykład życia da świadectwo naszej nadziei pokładanej w Nim” – dodał.

Jego słowa zostały przyjęte długotrwałą owacją

Modlitwa za ofiary totalitaryzmu

Ostatnim punktem programu Franciszka na Litwie była jego modlitwa w Muzeum Okupacji i Walk o Wolność w Wilnie, gdzie śmierć poniosło wielu litewskich patriotów, w tym księży i biskupów. Przybyła prezydent kraju Dalia Grybauskaitė oraz wielu byłych więźniów. Ojcu Świętemu towarzyszyli bezpośrednio metropolici: wileński - abp Gintaras Grušas i emerytowany kowieński - abp Sigitas Tamkevičius, który był tutaj więziony.

Po przybyciu na teren Muzeum papież złożył wieniec z żółtych róż i przez dłuższą chwilę modlił się, po czym zszedł do piwnic, gdzie torturowano i rozstrzeliwano litewskich patriotów. Zapalił ofiarowaną przez siebie oliwną lampę w celi, gdzie przetrzymywany był abp. Teofilius Matulionis, męczennik czasów komunizmu, beatyfikowany przed rokiem. Tam przez długą chwile modlił się w całkowitym milczeniu. Na ścianie widniały portrety także innych biskupów litewskich, ofiar komunizmu, którzy przeszli przez więzienie KGB w Wilnie, m. in. biskupa telszańskiego Vincentasa Borisevičiusa i jego biskupa pomocniczego Pranciškusa Ramanauskasa oraz arcybiskupa wileńskiego Mečyslovasa Reinysa.

Na zakończenie wpisał się do księgi pamiątkowej, słowami: „W tym miejscu, upamiętniającym wielu ludzi, którzy cierpieli w wyniku przemocy i nienawiści i którzy poświęcili swe życie za sprawę wolności i sprawiedliwości, modliłem się, aby Wszechmogący Bóg zawsze udzielał tego daru pojednania i pokoju naród litewski”.

Z Muzeum papież udał pod stojący pod murem muzeum Pomnik Ofiar Totalitaryzmu, pod którym modlił się słowami: "Twój krzyk, Panie, stale rozbrzmiewa, a słychać go pośród tych murów, które pamiętają cierpienia zaznane przez wielu synów tego narodu. Litwini i osoby pochodzące z różnych narodów na własnym ciele znosili urojenia wszechmocy ludzi, którzy chcieli kontrolować wszystko".

Na zakończenie udzielił błogosławieństwa apostolskiego, w tym byłym więźniom i zesłańcom na Sybir, którzy zgromadzili się na leżącym naprzeciwko pomnika Placu Łukiskim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem