Reklama

Wspomnienia o śp. bp. Wacławie Świerzawskim

2017-10-18 14:08

Wspomnienia zebrał ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 43/2017, str. 2

Archiwum
Bp Wacław Świerzawski z bp. Krzysztofem Nitkiewiczem w Zawichoście

Bp Edward Frankowski, ówczesny biskup pomocniczy diecezji sandomierskiej: – Dziękuję Panu Bogu, że na mojej drodze posługi biskupiej był obecny bp Wacław Świerzawski. Widziałem w nim opatrznościowego męża Bożego, który był przede wszystkim bardzo głęboki w swoim myśleniu. Był człowiekiem głębokiej wiary. Głęboko przeżywał tajemnice Boże, zwłaszcza Eucharystię. Jego modlitwa pozytywnie na nas oddziaływała, pobudzała nas do tego, abyśmy byli rozmodleni. Podziwiałem jego twórczość intelektualną. Jego bardzo bogaty dorobek naukowy, zwłaszcza w tematyce teologicznej, budował nas i pozwalał na to, aby nie tylko go słuchać i obserwować, ale też pochylać się nad jego tekstami i czerpać z nich.

Przyjął naszą sandomierską diecezję w momencie bardzo trudnym, dlatego że była ona w nowych granicach i trzeba było ją zintegrować z czterech części sąsiednich diecezji. Są duże różnice kulturowe i społeczne między nimi, wynikające z różnych zaszłości historycznych, zaborów. Biskup jednak integrował je. Temu celowi poświęcił też ogólnodiecezjalny synod.

Cechowała go wielka troska o to, żeby poziom życia kleryków w seminarium i księży w parafiach był jak najwyższy, żebyśmy tworzyli wspólnotę, czuli się za siebie odpowiedzialni, pomagali sobie i wspierali się w dążeniu do doskonałości.

Reklama

Pochodził ze Wschodu, więc miał w sobie dużo ciepła, zwłaszcza odnośnie do spraw naszego narodu i ojczyzny. Często dawał temu wyraz w spotkaniach i rozmowach. Miał dużą łatwość w kontaktach z różnymi osobami. Był rektorem Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, więc obracał się w wyższych sferach. To mu ułatwiało nawiązywanie kontaktów i pomagało w integrowaniu. Wiernym imponowało to, że biskupem jest profesor doktor habilitowany. Ale kiedy poznawali go, spotykali się z nim, to poznawali głębię jego życia duchowego, autentyczność postawy i wielką miłość do Pana Jezusa, którą nosił w sobie i którą dzielił się obficie ze wszystkimi.

Ewa Sęk, Dyrektor Katolickiego Domu Kultury „Arka” im. św. Jadwigi Królowej w Racławicach: – Założyciel Katolickiego Domu Kultury „ARKA” w Racławicach bp Wacław Świerzawski, który nadał temu domowi imię św. Jadwigi Królowej, wytyczył kierunek podążania dla osób stanowiących jego wspólnotę. Widoczną pamiątką pasterskiej nauki i troski ojcowskiej, jaką okazywał zawsze Zespołowi Pieśni i Tańca „Racławice” JE bp Wacław Świerzawski, są słowa napisane przez Umiłowanego Pasterza na pamiątkowej karcie, która widnieje w poczesnym miejscu naszego domu. Pozostały one na wieczną rzeczy pamiątkę i dziś są odczytywane jako testament nam pozostawiony do realizacji. Brzmią one: „Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział o Świętej Jadwidze, Świętym Królu Polski: «Bóg zachował Ją dla naszych czasów». – Co to znaczy? Chrystusowi, który z Krzyża Wawelskiego powiedział do Niej „Fac quod vides” – odpowiedziała TAK i pozostała temu WIERNA. Wy też tak żyjcie! Z błogosławieństwem + Wacław Świerzawski. 6 maja Świętego Roku 2000”. Każde słowo wypowiedziane i napisane przez naszego Założyciela miało i ma swoją wagę i prowadzi do rzeczy ważnych, do poszukiwań odpowiedzi na najważniejsze pytania. Tak to odczytywaliśmy, kiedy Pasterz pełnił apostołowanie wśród nas, kiedy każdy gest wykonany przez Niego świadczył o przebywaniu w Bożej Obecności. Tak odczytujemy to dziś, gdy jego misja prowadzenia nas do Boga w Trójcy Jedynego zmieniła swój sposób działania, ale nie tylko nie ustała, lecz wzmogła się i nabrała mocy świętych obcowania. Idąc za nauką umiłowanego Księdza Biskupa, Ukrzyżowana Miłość, którą widziała na wawelskim krzyżu św. Jadwiga, i która do niej przemówiła, ma być tą, której wzorem naszej świętej patronki odpowiadamy TAK i mamy pozostać temu WIERNI. To jest testament, który zostawił nam Pasterz, Apostoł Jezusa Chrystusa.

Wiesława I Mirosław Bąkowie z Ostrowca Święto-Krzyskiego, ówczesna para diecezjalna Domowego Kościoła,rodzinnej gałęzi Ruchu Światło-Życie:– „Zawsze jak dobry ojciec” – tak jednym zdaniem możemy określić postawę bp. Wacława Świerzawskiego w stosunku do nas podczas pełnienia posługi pary diecezjalnej w Domowym Kościele. To były lata 1993 – 2003. Ks. Stanisław Bar, jako diecezjalny moderator Ruchu Światło-Życie, przygotował grunt współpracy. On przedstawił nas Księdzu Biskupowi, opowiedział o roli i znaczeniu Domowego Kościoła dla rodzin, Kościoła i ojczyzny. Pamiętamy spotkania z Księdzem Biskupem przy okazji różnych wydarzeń. Były one zawsze twórcze i inspirowały do działania. Bo czy może być coś piękniejszego w życiu rodziny, niż to, że ojciec dostrzeże trud pracy, pochwali, wskaże na zasoby ludzkie i sposób ich wykorzystania? Tak właśnie wyglądały krótkie rozmowy: „Co słychać? Jak rekolekcje, które niedawno organizowaliście? Jakie macie trudności?”. I dodawał: „Nie zrażajcie się, róbcie swoje TU i TERAZ (HODIE), Bóg wszystko widzi”. Pamiętamy spotkanie przy okazji imienin Księdza Biskupa. W imieniu ruchów i stowarzyszeń składaliśmy życzenia. Na zakończenie uścisnął nasze dłonie, ciepło się uśmiechnął i dodał: „Jak bardzo wam dziękuję za pracę dla rodzin, niechaj one stają się święte”. Do dzisiaj pamiętam ten serdeczny uśmiech. Pamiętamy spotkanie, takie dłuższe, zaplanowane, podczas którego dzieliliśmy się pracą i planami duszpasterskimi. Ksiądz Biskup był zasadniczy, szczegółowo pytał, dyskutował, korygował. To była katecheza w pigułce nt. Mszy św. Wiedzieliśmy, że misterium Mszy św. było dla Księdza Biskupa wielkim wydarzeniem nie tylko poprzez głoszoną naukę nt. Mszy św. Mocnym dla nas było świadectwo wiary w czasie sprawowania Liturgii. Każdy gest i słowo było tak wymowne, że nie mogło nie skłaniać do stawania na Golgocie TU i TERAZ. Dla nas, świeckich, kapłaństwo Księdza Biskupa odkrywane poprzez sprawowanie Mszy św. było darem. Bogu dziękujemy za czas posługi przy boku tak wspaniałego Kapłana, świętego Kapłana.

Ks. Michał Mierzwa, ówczesny rektor WSD w Sandomierzu: – Duża była troska bp. Wacława Świerzawskiego o WSD w Sandomierzu. Powtarzał dość często, że Wyższe Seminarium Duchowne, to Alma Mater (Matka Karmicielka), która powinna dobrze wykarmić duchowo, intelektualnie, duszpastersko i osobowościowo przekraczających jej progi. Bowiem od jakości tego „wykarmienia” zależeć będzie w przyszłości „zdrowotność” wiernych diecezji sandomierskiej. Przewodnią myślą jego działań wobec wspólnoty seminaryjnej było „Duc in altum!” – „Wypłyń na głębię!”. Oczekiwał tego w pierwszej kolejności od zespołu formatorów, a więc od zarządu (rektor, wicerektor, prefekci, dyrektor administracyjny, a przede wszystkim ojcowie duchowni), od wykładowców i profesorów tej instytucji. Przypominał nam często, że „jak będzie zdrowe serce i mądra głowa”, to cały organizm seminaryjny będzie funkcjonował prawidłowo i przyniesie spodziewane owoce w postaci dobrze uformowanych pracowników winnicy Pańskiej. Wiele uwagi poświęcał zarówno wspólnocie alumnów, jak i indywidualnej duchowej drodze kandydata do kapłaństwa. Systematycznie i z różnych okazji przemawiał do społeczności kleryckiej, a w osobistych spotkaniach poświęcał wiele czasu na rozmowę, np. przed posługami i przed święceniami do diakonatu czy kapłaństwa. Wskazywał na wartość zdobywania doświadczenia duszpasterskiego podczas studiów seminaryjnych. Służyć temu miały praktyki wakacyjne dostosowane do stopnia zdobywanej wiedzy filozoficzno-teologicznej w seminarium. Z jego inspiracji został zorganizowany przy seminarium chór chłopięco-męski „Hosanna”, który gromadził chłopców z ponad 70 rodzin Sandomierza i okolic. Alumni mogli włączyć się w to dzieło. W sprawowaniu Eucharystii, w słowie wprowadzającym, bardzo często prowadził uczestników liturgii „z Wieczernika na Golgotę”, gdyż – jak mawiał – powinna to być „zwyczajna droga każdego chrześcijanina”.

Ks. Jacek Beksiński, mianowany przez bp. Wacława Świerzawskiego na stanowisko ojca duchownego WSD w Sandomierzu: – Bp. Wacławowi bardzo zależało na stałej formacji kapłanów, osób życia konsekrowanego i przygotowujących się do kapłaństwa. Założył 3 żeńskie wspólnoty: dwie jako instytuty świeckie, i jedną zakonną. Pragnął, aby powstała również taka wspólnota męska. W diecezji zorganizował i powołał do istnienia Wspólnotę Kapłanów Chrystusa Paschalnego. Byłem pierwszym odpowiedzialnym moderatorem tej wspólnoty. Ksiądz Biskup otrzymał pismo ze Stolicy Apostolskiej aprobujące istnienie tego stowarzyszenia. Należało do niej ok. 20 kapłanów. Ksiądz Biskup ubolewał, że młodzi kapłani nie bardzo chcieli się w nią włączać. Dbał o naszą wspólnotę. Początkowo przyjeżdżał na parafie, gdzie odbywały się spotkania, a potem gdy był chory, wszyscy przyjeżdżaliśmy raz w miesiącu do Zawichostu. Na spotkaniu zawsze były Nieszpory i konferencja. Dopóki siły mu pozwalały, sam wygłaszał konferencje. Później już wskazywał kolejnego księdza prelegenta i wyznaczał tematy tych spotkań. Kolejno rozważaliśmy listy św. Jana Pawła II do kapłanów i inne dokumenty Kościoła dotyczące życia kapłańskiego i życia konsekrowanego.

Jako ojciec duchowny zauważałem również wielką troskę o formację kleryków. Systematycznie raz w miesiącu przychodził nasz Pasterz do seminarium duchownego, aby wygłosić konferencję ascetyczną. Dokładał wielu starań, aby wszyscy starannie sprawowali liturgię. Sam dawał tego przykład i zapraszał cały alumnat na coniedzielną Mszę św. do katedry. Osobiście miałem zaszczyt uczestniczyć przez 10 lat we wszystkich Mszach św. celebrowanych przez bp. Wacława. Słuchałem bogatych w treść homilii. One wymagały dużej koncentracji i skupienia. Z każdego przesłania można było coś szczególnego poznać i zapamiętać. Często, gdy wracałem do swojego mieszkania, zapisywałem sobie jedno, dwa lub trzy zdania z usłyszanej homilii. Mogły być one źródłem do głębszego rozmyślania i materiałem do pouczania alumnów czy wiernych. Bp Świerzawski zainicjował uroczyste Nieszpory w okresie Adwentu. Miały one wyjątkowy ceremoniał i do dzisiaj wielu wspomina sprawowaną adwentową liturgię godzin.

Miałem również zaszczyt jeździć z Księdzem Biskupem na spacery. Z seminarium co tydzień wyruszaliśmy do lasu w Radomyślu nad Sanem, a w czasie pobytu Księdza Biskupa na emeryturze jeździliśmy do pobliskich lasów Annopola. Podczas tych spotkań bardzo dużo korzystałem z jego wiedzy i doświadczenia. Niejednokrotnie były to wprost wykłady z teologii, liturgii, życia duchowego, historii Kościoła. W rozmowach dawało się zauważyć jego miłość do Kościoła, do Ojca Świętego, do diecezji i do utworzonej wspólnoty sióstr św. Jadwigi Królowej. Przeżywał mocno smutne wydarzenia i tragedie odejścia od Kościoła, o których był informowany przez wielu przyjaciół z całej ojczyzny.

Charakterystyczna była również wielka miłość Księdza Biskupa do swoich rodziców. Nad biurkiem w jego pokoju zawsze wisiały ich portrety. Wspominał sytuację, jak dzień przed Mszą św. prymicyjną mama ucałowała jego palce mówiąc, że to właśnie one będą trzymały Pana Jezusa.

Wśród wielu napisanych książek przez bp. Świerzawskiego wspomnę jedną – małą publikację pt. „Amen Hioba”. W bardzo trudnych dniach, które przeżywał Ojciec Święty Jan Paweł II, bp Wacław wysłał pocztą tę publikację do Jana Pawła II. Papież otrzymał ją na dzień czy dwa dni przed śmiercią i podziękował Pasterzowi także listownie. Biskup otrzymał to podziękowanie napisane ręcznie, które przyszło do Zawichostu już po śmierci Papieża. Było to jedno z ostatnich pism św. Papieża.

Bp Wacław czuł się wielce zaszczycony i uradowany tym listem i wielokrotnie go pokazywał.

W czasie wielu rozmów swoją troskę o wierność przyjętym regułom kapłańskim czy zakonnym wyrażał, powtarzając zdanie „jeśli jakiś kompozytor napisał partyturę, to trzeba według tej kompozycji grać. Nie można niczego zmieniać”.

Ks. Bogusław Pitucha, dyrektor Caritas Diecezjalnej: – Bp. Wacława Świerzawskiego już jako ordynariusza sandomierskiego poznałem na spotkaniach formacji młodych kapłanów. Przychodził do nas na wykłady, by skierować swoje słowo. Już wtedy można było poznać głębię jego duchowości. Jego książka „List do moich kapłanów” to duchowy przekaz jego troski o kapłaństwo i poszczególnych księży. To jego decyzji zawdzięczam moją obecną posługę w diecezjalnej Caritas. Nie zapomnę spotkania w 1997 r. kiedy Biskup wracał z miejscowości dotkniętych powodzią i zatrzymał się w Koprzywnicy, gdzie byłem wikariuszem. Poszliśmy wtedy na długi spacer. Podczas rozmowy mówił o swojej wizji odnośnie do mojej posługi w Caritas, a równocześnie rozpoznawał możliwości większego ukierunkowania się na pomoc najbardziej potrzebującym. Tę rozmowę pamiętam do dziś, uderzyła mnie wtedy jego ojcowska troskliwość i serdeczność. Dzięki jego zaangażowaniu budynki po dawnym szpitalu miejskim zostały zwrócone w ręce Kościoła. Życzeniem bp. Wacława było, aby stały się one miejscem działania Caritas, by właśnie tam kontynuować kościelne dzieła charytatywne i dobroczynne. Jego wrażliwość na Chrystusa obecnego w Eucharystii była impulsem do tego, aby w kościele pw. Ducha Świętego była codzienna adoracja Najświętszego Sakramentu i posługa kapłanów w konfesjonale. Po latach widzimy, że te dzieła przynoszą dobre i błogosławione owoce.

Ks. Stanisław Bar, ówczesny moderator diecezjalny Ruchu Światło-Życie: – Bp Wacław, budując struktury duszpasterskie diecezji w jej nowym kształcie, stanął również u początku nowych struktur Ruchu Światło-Życie. To jego decyzją zostały przejęte znajdujące się na terenie diecezji ośrodki, w których młodzież przeżywała wakacyjne turnusy oazowe. Akceptując powstałe już w nowych granicach diecezji kolejne miejsca formacji animatorów i uczestników Ruchu, umożliwił podjęcie drogi formacyjnej szerokiej grupie dzieci i młodzieży z naszej diecezji. Ważnym elementem troski o młode pokolenie była też prośba, którą bp Wacław kierował do kapłanów i sióstr zakonnych, a która była zachętą o podejmowania zadań moderatorskich zarówno podczas turnusów wakacyjnych, jak i w ciągu roku szkolnego. To również trzeba zaznaczyć że Biskup, będąc mocno zaangażowanym w katechumenat, potrafił docenić również dużą rolę formacji deuterokatechumenalnej.

Ks. Krzysztof Guźla, proboszcz parafii św. Jadwigi Królowej w Pilchowie: – Nasza parafia była pierwszą, którą w ramach nowej diecezji sandomierskiej ustanowił bp Wacław Świerzawski. Dekret erygujący nosi datę 1 sierpnia 1992 r. Patronat parafii oddany św. Jadwidze był nieprzypadkowy ze względu na związek naszego miejsca ze Świętą. Ta okoliczność zbiegła się również z niecodzienną sympatią, jaką św. Jadwigę darzył nowy ordynariusz diecezji. Wspominam ów fakt przywiązania i miłości Biskupa do św. Jadwigi.

W rok po kanonizacji, która miała miejsce w Krakowie w 1997 r. Biskup przybył do parafii na wizytację kanoniczną. Połączona ona była z odpustem parafialnym ku czci św. Jadwigi. Decyzją Episkopatu Polski data wspomnienia Świętej przeniesiona została na 8 czerwca. Podczas uroczystości odpustowych Biskup wskazywał na miłość do św. Jadwigi Królowej i podkreślał fakt, że za jej wstawiennictwem otrzymał wiele łask. Faktem jest również to, iż wiele dzieł i instytucji w diecezji, za pasterskiej posługi bp. Wacława, oddawanych było pod patronat św. Jadwigi.

S. Danuta Fortuna Chr: – Niemożliwe jest zawarcie w kilku zdaniach wspomnień o Ojcu Założycielu, gdy więź trwa 57 lat. Trwa, bo śmierć Ojca jej nie przerwała; „skoro jesteśmy z Chrystusem – mówił często – to jesteśmy w niebie”. Poszczególne stacje tej więzi tworzą duszpasterstwo akademickie przy kościele św. Anny, wspólnotę eucharystyczną w kościele św. Marka w Krakowie, przynależność do dwóch wspólnot życia konsekrowanego w świecie i do Zgromadzenia Sióstr Jadwiżanek Wawelskich, posługa w katechumenacie i w seminarium duchownym w Sandomierzu, wreszcie towarzyszenie Księdzu Biskupowi w Zawichoście w jego cierpieniu.

Mając przywilej, od wielu lat, adiustowania mów Ojca, zacytuję te, które najlepiej oddają istotę więzi Ojca z nami wszystkimi, którzy jesteśmy jego duchowymi dziećmi:

„Głównym wątkiem moich poszukiwań – i teologicznych, i egzystencjalnych, jest Obecny. Podtekstem wszystkich wypowiedzi jest odkrycie tego, co stoi u fundamentów charyzmatu, który opiera się na osi, jaką jest Obecny w Eucharystii: to jest ten błysk światła, odkrycie, że korelatem Boga jest wspólnota! Obecny Pan jest sensem nie tylko mojego życia, ale wszystkiego, co jest. Sensem istnienia każdego człowieka, każdej rodziny, każdego narodu, świata i wszechświata”. „Przez cały rok liturgiczny przesuwają się przed nami misteria życia Chrystusa w kolejnych odsłonach, jak w tajemnicach Różańca. A to wszystko jest w niedzielnej i w codziennej Mszy św.”. „Chciałbym wam pomóc jeszcze raz spojrzeć na codzienność Eucharystii. Znowu powiecie: mówi zawsze o tym samym. Tak, mówię zawsze o tym samym. I do śmierci chciałbym o tym mówić. To jest najbardziej pasjonujący w moim życiu i temat, i wątek. I moim zdaniem najbardziej istotny. I najbardziej, niestety, nierozpoznany przez wielu i przez wielu nierozumiany... Gdyby człowiek poznał i umiłował do końca to, co każdego dnia czyni i kapłan, i lud, który uczestniczy we Mszy św., to bez patosu można powtórzyć zdanie św. Proboszcza z Ars: musiałby umrzeć. Nie z lęku, ale z zachwytu”.

S. Adelajda Sielepin Chr: – Taki odblask codzienności z lat 80. i 90., kiedy Ksiądz Profesor i Rektor kościoła był bardzo aktywny. Miał zawsze notes, niemały, który otwierał, gdy się umawiał i który jak symbol wskazywał na czas wypełniony każdego dnia po brzegi sprawami żyjącego Kościoła – Eucharystia, wykłady, konferencje i spotkania z ludźmi, wyjazdy, remonty, sprawy administracyjne, rozmowy i spowiedzi. Nawet spacery dla odpoczynku były z kimś, kiedy można było w skupieniu omawiać sprawy zewnętrzne i wewnętrzne. Wszechstronność. To była osoba, która potrzebowała drugiego człowieka, ale i przyciągała, wzbudzając podobną potrzebę u innych. Może dlatego wciąż byli z nim ludzie. Potrzebujący, a jednocześnie jakoś dojrzali, odkrywający swoje talenty i sposoby dzielenia się nimi. Właściwie tylko tacy pozostawali przy nim na dłużej. Samodzielni i współpracujący, ale nie tyle z nim, co z łaską, którą wspólnie odkrywało się prędzej i pewniej. To był osobliwy przewodnik i pasterz. Był, a jakby go nie było. Może nawet nie wiedział, jak odsłaniał i dawał pierwszeństwo Chrystusowi, budził do dialogu z Nim.

Ten notes wyglądał jak zapis pismem klinowym, chińskim, to były trudne do odczytania znaki, graficznie ciekawe, notowane w pośpiechu i często na stojąco, gdy się umawiał, ale znane tylko autorowi, wypełniające całe strony kalendarza. Tak jak ciasno było na tych stronach od zapisów, tak szczelnie wypełniony był każdy dzień Księdza Biskupa, odkąd go znałam. A jeszcze przy tym potrafił znaleźć czas na pisanie dziennika. Wielka aktywność i pracowitość, rzetelność i tempo. Modlitwa i skupienie były na liturgii, w pasmach ciszy, które chronił we wszystkich okolicznościach, wypełniał je swoją świadomą obecnością wobec Tego, którego wchłaniał całym sobą. Była to chyba cisza intensywna, na serio, absorbująca pokój Boży głęboko i prędko – jak było dane i jak wynikało z możliwości czasowych, na które się godził – bo to z nią wychodził ku ludziom, którzy zajmowali większość jego czasu. Przy nim można było się nauczyć nie bagatelizować żadnego szczegółu codzienności, można się było nauczyć refleksji i pokory bezpiecznego bycia z Bogiem. Można się było przekonać o własnej godności.

S. Marzena Władowska Chr, przełożona generalna: – Bp. Wacława Świerzawskiego poznałam w 1993 r. Miałam wówczas 20 lat. Przyszłam do sióstr jadwiżanek na rozmowę o powołaniu i okazało się, że właśnie przyjechał z Sandomierza ich założyciel i zaprasza mnie na tę rozmowę. To spotkanie pozostawiło we mnie trwały ślad. Ksiądz Biskup z wielką uwagą i szacunkiem wysłuchał moich poszukiwań. Wyczuł też rodzące się powołanie i bez wahania mi powiedział: „Moja droga, nie ma czasu. Świat płonie. Płonie tęsknotą za Chrystusem. Świat cierpi w bezsensie, choć często nie wie, że tęskni za spotkaniem z Nim i że to Jego szuka po omacku”. Po krótkim czasie wstąpiłam do zgromadzenia, bo dotarło do mnie, że Chrystus jest OBECNY, że świat płonie z bólu i tęsknoty za Chrystusem i że w związku z tym nie ma chwili do stracenia.

Jest to zbyt krótki czas, by podsumować jego życie i ukazać w pewnej syntezie jego przebogatą postać. Pierwsze mocne wspomnienie łączy się z opowieścią naszego Ojca. Pamiętam, siedziałyśmy z siostrami w nowicjacie i poprosiłyśmy, by Ojciec nam opowiedział o swoich przeżyciach wojennych. Przynaglony – opowiedział. Kiedy zaczęła się wojna, miał 12 lat. W złoczowskim zamku na przemian hitlerowcy i Sowieci mordowali ludzi – Polaków, Ukraińców, Żydów. Ojciec – jako ministrant – razem ze swoim proboszczem ks. Janem Cieńskim, późniejszym biskupem Kościoła podziemnego na Ukrainie, i z innymi pomocnikami wynosił z zamku ciała pomordowanych, by ich pogrzebać na pobliskim cmentarzu. Dla młodego chłopca to był wstrząs. Od początku wojny zresztą zastanawiał się, jak powinien się ustosunkować do niej. Jak przybliżyć pokój? Jak wpłynąć na bieg historii? Jak przeciwstawić się złu? I czy w ogóle w sytuacji wojny można coś skutecznie zrobić? No i razem ze swoim kolegą młody Wacław podjął decyzję, że będą się spotykać codziennie w kościele parafialnym o godzinie 15, by przez 15 minut czytać i medytować wybrany fragment książki Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”. Obaj chłopcy zdecydowali się potem na kapłaństwo. Uderzająca w tej opowieści była szczerość wyznania, że obaj z dnia na dzień – pomimo otaczającej ich pożogi wojennej – odkrywali nie tylko w Chrystusie, ale także w Jego męce i śmierci, drogę do nienaruszalnego pokoju i narzędzie szerzenia królestwa Bożego. Poprzez zjednoczenie z Chrystusem Obecnym, Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym, można każdą okoliczność uczynić materią zbawienia własnego i innych.

Drugi obraz to odpowiedź Ojca na pytanie: czy kiedyś, jako młody kapłan, przeżył jakiś kryzys, czy zawsze był taki mocny i stabilny w wierze? Opowiedział nam wówczas zdarzenie z wczesnych lat swojego kapłaństwa. Był taki czas, że nie tylko przechodził kryzys, ale że wydawało mu się, że utracił wiarę w obecność Chrystusa w Eucharystii. Było to dla niego bardzo bolesne. Czuł się kompletnie zagubiony. Ponieważ jednak miał świadomość wagi sprawy i był prosty, zwrócił się z tym problemem do swojego proboszcza. Proboszcz odesłał go do biblioteki, jaka była zgromadzona na plebanii. Poprzez spotkanie z wiarą wybitnych teologów Bóg otworzył mu serce na tajemnicę Eucharystii, i to w taki sposób, że przez resztę kapłańskiego życia o niczym innym nie mówił. Każda jego homilia, każde wystąpienie w finale prowadziły do Trójjedynej Miłości, OBECNEJ i działającej w nieporównywalny sposób podczas liturgii, zwłaszcza tej eucharystycznej. Eucharystia była dla niego niebem na ziemi, dlatego nie mógł o niej nie mówić.

Opowiadał nam Ojciec, że jechał kiedyś jako młody kapłan do umierającego człowieka z ostatnią posługą. W bursie na piersi wiózł Pana Jezusa. Jechał bryczką z ministrantem. Kiedy mijali ludzi, ministrant dzwonił, a ludzie zatrzymywali się wzdłuż drogi i przyklękali. Kiedy dojechali na miejsce, okazało się, że chory w międzyczasie zmarł. Nikt zaś z domowników nie był przygotowany, by przyjąć Komunię św. Pana Jezusa przyjął więc ks. Wacław, po czym wsiadł na bryczkę i ruszył z powrotem do domu. Ministrant już nie dzwonił, ludzie nie przyklękali, a przecież tak jak przedtem wiózł Pana Jezusa, tak i teraz. Różnica polegała na tym, że teraz „miał Go w środku”. To wydarzenie było dla niego wstrząsem. Przeżył fizycznie obecność Obecnego. Zawsze już tak o Nim mówił. Wiele razy powtarzał, że Eucharystia jest jedynym miejscem na ziemi, gdzie palcem można wskazać na Chrystusa i obiektywnie, z absolutną pewnością powiedzieć: On TU jest. Tu, blisko, istotowo, prawdziwie, rzeczywiście, jakby fizycznie. A potem z ołtarza wędruje do naszego wnętrza, bo kres Eucharystii nie jest na ołtarzu, ale w ludzkim wnętrzu, w naszym sercu. Bóg pragnie być adorowany, przyjmowany i kochany w człowieku, który Go nosi i którego Bóg przemienia w siebie samego. A mając Go w sobie, nie możesz przecież zatrzymać tego szczęścia dla siebie. Musisz iść i głosić takiego Przyjaciela, Oblubieńca świata, i innych podprowadzać pod taką zażyłość więzi z Nim. Chrystus był dla Niego Panem, Mistrzem i Oblubieńcem.

Przyznam, że Ksiądz Biskup, jak mało kto, odsłaniał mistyczne wymiary Eucharystii. Był prawdziwym mystagogiem, takim, który nie tylko teologicznie opisuje rzeczywistość, ale który poprzez swoją bliskość, swoje przyleganie do misterium, odsłania je jakby od wewnątrz. Biskup wiedział, że ukochanie Krzyża Chrystusowego to jedyna droga do zjednoczenia z Nim i jedyna droga do nieba. Wiedział, że nie ma zmartwychwstania bez krzyża, a za największą swoją pasję i sens duszpasterskiej posługi uważał wprowadzanie ludzi w „dążenie Chrystusa”, w dążenie ku Ojcu, uobecniane, objawiane i dostępne na Ołtarzu Eucharystii. Biskup był mistykiem. Ponieważ pochodził ze Wschodu, miał patriarchalny sposób sprawowania Liturgii, który cechowało namaszczenie i święta bojaźń. Powtarzał wiele razy za swoim ukochanym C. K. Norwidem, że życie nie ma sensu ani smaku, jeśli nie pobrzmiewa w nim „serio święte”. W spotkaniu z bp. Wacławem podczas sprawowania Liturgii najważniejsze były nie same słowa, wyjątkowy komentarz, ale sposób jej sprawowania. Sposób, który wskazywał na obecność Trójjedynego i który objawiał dziejące się na naszych oczach największe wydarzenie świata.

Przypominam sobie również ujawnione fakty z czasów komunistycznych. Ks. Wacław był wzywany przez UB, straszony i szantażowany, by zaniechał aktywnego duszpasterstwa, zwłaszcza ludzi młodych. Widoczne było bowiem, że ten ksiądz ma na nich wpływ. Z zachowanych zapisów wynika, że na żądanie, by przestał działać, głosić, odpowiedział, że musiałby przestać być apostołem Jezusa Chrystusa, by przestać głosić Jego i Ewangelię. Ubecy wyczuli, że to ten typ człowieka, który raczej odda życie, niż miałby zaprzeć się Chrystusa. Innym razem szpiegujący podczas Mszy św. w kościele św. Anny w Krakowie skarżyli się swoim szefom, że ks. Wacław nic nie mówi o polityce, tylko ciągle mówi o tej Trójcy Świętej, o Eucharystii i Chrystusie. Pamiętam rozmowę z naszym Ojcem na ten temat. Skomentował to prosto – celowo i konsekwentnie nigdy nie uprawiał polityki na ambonie. Wiedział, że jego zadaniem jako kapłana jest doprowadzić wiernych do zażyłego spotkania i zjednoczenia z Chrystusem, bo wiedział, że wówczas będą mieli wystarczające światło, mądrość, odwagę i ustawione sumienie, by ewangelicznie reagować na każdą okoliczność. Dlatego w kółko mówił o Chrystusie i tym niejedną duszę „porwał”. I jeszcze jeden obraz. Wielu znało Księdza Biskupa jako aktywnego duszpasterza, gorliwego kapłana, kierownika duchowego, rekolekcjonistę. Aktywnego i mocnego głosiciela Słowa. Człowieka o bardzo silnej osobowości, wymagającego, czasem nawet ostrego. Ci, którzy go znali bliżej, mieli natomiast dostęp do jego wrażliwości i pokory. Ostatnie lata życia Księdza Biskupa związane były z chorobą i długim cierpieniem. Znosił je z wielką otwartością wobec Boga i ludzi. Jako silny mężczyzna poddawał się wszystkim coraz bardziej ogałacającym go okolicznościom choroby. Był przy tym pogodny i miał wyraźne upodobanie w życiu. Cieszył się prostymi rzeczami. Pozwalał spokojnie na opiekę nad sobą przy postępującej chorobie i był za nią wdzięczny. Cierpienie, zwłaszcza to przewlekłe i o silnym natężeniu, wydobywa na ogół dno serca człowieka. W tym tyglu wszystko zostaje odsłonięte. Dla nas, które mogłyśmy być w tym czasie blisko niego i posłużyć mu w czasie choroby oraz przechodzenia do domu Ojca, była to wielka lekcja kapłańskiej wiary, nadziei i miłości do Boga i do ludzi.

Tagi:
wspomnienia biskup

Byliśmy razem przy ołtarzu i przy redakcyjnym stole

2018-12-05 11:05

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 49/2018, str. 23

Wiadomość o nagłej śmierci ks. Adama Łacha, proboszcza w Nowym Duninowie, który przez niemal dekadę był redaktorem odpowiedzialnym za płocką edycję „Niedzieli”, z trudem jeszcze dociera do naszej świadomości

Archiwum „Niedzieli”
Podczas kolegium redakcyjnego edycji płockiej w centrali „Niedzieli” w Częstochowie, pierwszy z lewej – ks. Adam Łach

Przez wiele lat ks. Adam Łach był jednym z nas. Również wtedy, gdy przestał przyjeżdżać do Częstochowy, pozostał wierny „Niedzieli”, a my nadal traktowaliśmy go jak kogoś bardzo bliskiego. Należał do „niedzielnej” rodziny. Obok tego mocnego mężczyzny o szczerej twarzy, wielkim sercu i dużym poczuciu humoru nie sposób było przejść obojętnie. Ceniliśmy jego dobroć, pracowitość, profesjonalizm i oddanie dla misji „Niedzieli”. Ale nade wszystko kochaliśmy go jako człowieka i kapłana. Nie sposób zliczyć przegadanych w redakcji godzin i litrów wypitej kawy, setek pomysłów, dyskusji i kończonych salwami śmiechu anegdotek, którymi sypał jak z rękawa. Wielu z nas pamięta jubileusz edycji płockiej, na który zjechało się towarzystwo z 21 lokalnych edycji „Niedzieli”, z ówczesnym redaktorem naczelnym ks. inf. Ireneuszem Skubisiem na czele. Wspaniałe spotkanie okazało się wkrótce spotkaniem pożegnalnym z edycją, chociaż nitki wiążące ks. Adama z redakcją nigdy na dobre nie zostały zerwane.

Ks. Adam Łach współpracę z redakcją „Niedzieli” zaczął 1997 r., jako drugi z kolei redaktor edycji płockiej. W pracę redakcyjną wprowadzał go poprzednik ks. Jan Augustynowicz, który też już odszedł do wieczności. Ks. Adam miał redaktorskie oko. Jako dziennikarz kreatywny, rzutki i pracowity w krótkim czasie stał się jednym z najlepszych redaktorów edycyjnych. Po latach tak go pamięta redaktor naczelna „Niedzieli” Lidia Dudkiewicz: – Ks. Adam pracował w „Niedzieli” do 2008 r. Dziennikarze „Niedzieli”, którzy znali ks. Adama i z nim współpracowali, przyznają, że był to człowiek z niezwykłą charyzmą – ciepły, nieformalny, zwyczajny, a zarazem wyjątkowy. Zapamiętaliśmy go jako sumiennego redaktora i dobrego organizatora. Jego wiedza i rzetelność były podstawą w pracy dziennikarskiej, w pisaniu artykułów i organizowaniu materiałów do cotygodniowego wydania edycji płockiej „Niedzieli”. Miesiąc temu miałam łaskę spotkać ks. Adama na Jasnej Górze w przejściu między Kaplicą Cudownego Obrazu Matki Bożej a Bazyliką Jasnogórską. Kilka serdecznych słów starych przyjaciół, z zaproszeniem na spotkanie przy redakcyjnym stole podczas następnego jego pobytu na Jasnej Górze. Dziękujemy ks. Adamowi za współpracę i wierność „Niedzieli”, za ubogacanie nas świadectwem swojego kapłańskiego życia. Pozostanie w naszej pamięci i modlitwie.

Ks. Mariusz Frukacz, który pojawił się w „Niedzieli” w tym samym czasie co ks. Łach, pamięta dobrze tego nietuzinkowego kapłana: – Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że jego pasją było kapłaństwo oraz drugi człowiek. I tę właśnie pasję przekładał na pracę dziennikarską. Wiedział, jak ważne jest dobrze prowadzone pismo katolickie. Sam bardzo kompetentnie podczas naszych spotkań wypowiadał się na temat roli mediów w Kościele. Bronił wartości pism katolickich. Robił wszystko, co było w jego mocy, aby „Niedziela” była obecna w przestrzeni publicznej. Był też bardzo otwarty na drugiego człowieka, koleżeński. Kierował się normalnością. Spotykałem go z różańcem w ręku.

Ks. Tomasz Opaliński, obecnie proboszcz parafii w Janowie (diecezja płocka), a także nasz wieloletni przyjaciel i współpracownik, nie kryje emocji: – „Życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy” – głoszą słowa prefacji z Mszy św. za zmarłych. „Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się – znaczy: nigdy nie zaczęło się.

Gdyby prawdziwie się zaczęło – nie skończyłoby się. Skończyło się, bo nie zaczęło się.

Cokolwiek prawdziwie się zaczyna – nigdy się nie kończy” (Edward Stachura). To, co Boże, i to, co ludzkie. Dwa teksty, które przecinają się tam, gdzie zaskakuje nas to, że ktoś może odejść z tego świata tak po prostu, z marszu, zamiast na Liturgię odprawianą w parafialnym kościele iść prosto na Liturgię Niebieską... Tak odszedł od nas ks. Adam Łach. Wśród tylu ludzi – parafian, rodziny, przyjaciół, znajomych na Facebooku – odchodził sam...

Zabolało... Bo to kolejny członek redakcyjnej rodziny „Niedzieli Płockiej”, który odszedł tak nagle i przedwcześnie – więzy przyjaźni mimo rozwiązania edycji płockiej przecież pozostały: cztery lata temu nasz redakcyjny fotograf Darek Świtalski, nieco ponad rok temu ten, który rozpoczynał działalność edycji – ks. Jan Augustynowicz... Ale skoro „życie wiernych się nie kończy”, skoro „cokolwiek prawdziwie się zaczyna – nigdy się nie kończy”, to niech ten ból utrwali wszystko to, co było dobre, aby pozostało nie tylko na służbowych i prywatnych (gdzie tu jest granica?) fotografiach, ale też w nas. Nie wiem, czy w niebie będzie taka kawa, jakiej morze wypiliśmy na redakcyjnych kolegiach i przy komputerach... Ale wierzę, że my, którzy tu jeszcze pielgrzymujemy, spotkamy się kiedyś z tymi, do których Ty, Księże Adamie, teraz dołączyłeś.

* * *

Ks. Adam urodził się w Przasnyszu w 1971 r., święcenie kapłańskie przyjął w 1995 r., tak więc w redakcji przy ul. 3 Maja 12 w Częstochowie pojawił się jako młodziutki ksiądz. Studiował na ówczesnej Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, ukończył również studia na wydziale dziennikarskim UKSW. Z redakcją „Niedzieli” był związany przez 9 lat, do ostatniego numeru „Niedzieli Płockiej”. W swojej macierzystej diecezji duszpasterzował w parafii pw. Świętej Trójcy w Rypinie, a przez ostatnią dekadę był proboszczem w parafii pw. św. Mikołaja w Duninowie. Pracował też w Wydziale Kultury i Środków Społecznego Przekazu Kurii Diecezjalnej Płockiej (od 1997 r.). Pełnił funkcje diecezjalnego korespondenta KAI (od 2000 r.) oraz kapelana strażaków z OSP w gminie Nowy Duninów (od 2009 r.). W tym roku otrzymał urząd wicedziekana dekanatu gostynińskiego. Zmarł nagle 27 listopada 2018 r. na swojej plebanii.

Zgodnie z wolą wyrażoną w testamencie ciało ks. Adama Łacha spoczęło na cmentarzu w Duninowie. Mszy św. pogrzebowej, sprawowanej 1 grudnia br., przewodniczył bp Mirosław Milewski. Kochany nasz „Księże z Płocka”, będziemy pamiętać przede wszystkim w modlitwie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wielki Czwartek – początek Triduum Paschalnego

2018-03-28 17:10

OP / Warszawa (KAI)

Od Wielkiego Czwartku, który w tym roku przypada 18 kwietnia, Kościół rozpoczyna uroczyste obchody Triduum Paschalnego, w czasie którego będzie wspominać mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. W Wielki Czwartek liturgia uobecnia Ostatnią Wieczerzę, ustanowienie przez Jezusa Eucharystii oraz kapłaństwa służebnego.

Pio Si/pl.fotolia.com

Wielki Czwartek jest szczególnym świętem kapłanów. Rankiem, jeszcze przed wieczornym rozpoczęciem Triduum Paschalnego, ma miejsce szczególna Msza św. We wszystkich kościołach katedralnych biskup diecezjalny wraz z kapłanami (nierzadko z całej diecezji)odprawia Mszę św. Krzyżma. Podczas niej biskup święci oleje (chorych i krzyżmo), które przez cały rok służą przy udzielaniu sakramentów chrztu, święceń kapłańskich, namaszczenia chorych. Kapłani koncelebrujący ze swoim biskupem odnawiają przyrzeczenia kapłańskie. Msza Krzyżma jest wyrazem jedności i wspólnoty duchowieństwa diecezji.

Wieczorem w kościołach parafialnych i zakonnych Mszą Wieczerzy Pańskiej rozpoczyna się Triduum Paschalne. Przed rozpoczęciem liturgii opróżnia się tabernakulum, w którym przez cały rok przechowywany jest Najświętszy Sakrament. Odtąd aż do Nocy Zmartwychwstania pozostaje ono puste.

Msza św. ma charakter bardzo uroczysty. Jest dziękczynieniem za ustanowienie Eucharystii i kapłaństwa służebnego. Ostania Wieczerza, którą Jezus spożywał z apostołami, była tradycyjną ucztą paschalną, przypominającą wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej. Wszystkie gesty i słowa Jezusa, błogosławieństwo chleba i wina nawiązują do żydowskiej tradycji.

Jednak Chrystus nadał tej uczcie nowy sens. Mówiąc, że poświęcony chleb jest Jego Ciałem, a wino Krwią, ustanowił Eucharystię. Równocześnie nakazał apostołom: "To czyńcie na Moją pamiątkę". Tradycja upatruje w tych słowach ustanowienie służebnego kapłaństwa, szczególne włączenie apostołów i ich następców w jedyne kapłaństwo Chrystusa.

W liturgii podczas śpiewu hymnu "Chwała na wysokości Bogu", którego nie było przez cały Wielki Post, biją dzwony. Po homilii ma miejsce obrzęd umywania nóg. Główny celebrans (przeważnie jest to przełożony wspólnoty - biskup, proboszcz, przeor), umywa i całuje stopy dwunastu mężczyznom. Przypomina to gest Chrystusa i wyraża prawdę, że Kościół, tak jak Chrystus, jest nie po to, żeby mu służono, lecz aby służyć.

Po Mszy św. rusza procesja do tzw. ciemnicy. Tam rozpoczyna się adoracja Najświętszego Sakramentu. Wymownym znakiem odejścia Jezusa, który po Ostatniej Wieczerzy został pojmany, jest ogołocenie centralnego miejsca świątyni, czyli ołtarza. Aż do Wigilii Paschalnej ołtarz pozostaje bez obrusu, świec i wszelkich ozdób.

Wielki Piątek

Wielki Piątek to dzień Krzyża. Po południu odprawiana jest niepowtarzalna wielkopiątkowa Liturgia Męki Pańskiej. Celebrans i asysta wchodzą w ciszy. Przed ołtarzem przez chwilę leżą krzyżem, a po modlitwie wstępnej czytane jest proroctwo o Cierpiącym Słudze Jahwe i fragment Listu do Hebrajczyków. Następnie czyta się lub śpiewa, zwykle z podziałem na role, opis Męki Pańskiej według św. Jana.

Po homilii w bardzo uroczystej modlitwie wstawienniczej Kościół poleca Bogu siebie i cały świat, wyrażając w ten sposób pragnienie samego Chrystusa: aby wszyscy byli zbawieni. Szczególnie przejmujące są modlitwy o jedność chrześcijan, prośba za niewierzących i za Żydów.

Centralnym wydarzeniem liturgii wielkopiątkowej jest adoracja Krzyża. Zasłonięty fioletowym suknem Krzyż wnosi się przed ołtarz. Celebrans stopniowo odsłania ramiona Krzyża i śpiewa trzykrotnie: "Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata", na co wierni odpowiadają: "Pójdźmy z pokłonem". Po liturgii Krzyż zostaje w widocznym i dostępnym miejscu, tak by każdy wierny mógł go adorować. Jest on aż do Wigilii Paschalnej najważniejszym punktem w kościele. Przyklęka się przed nim, tak, jak normalnie przyklęka się przed Najświętszym Sakramentem. Po adoracji Krzyża z ciemnicy przynosi się Najświętszy Sakrament i wiernym udziela się Komunii.

Ostatnią częścią liturgii Wielkiego Piątku jest procesja do Grobu Pańskiego. Na ołtarzu umieszczonym przy Grobie lub na specjalnym tronie wystawia się Najświętszy Sakrament w monstrancji okrytej białym przejrzystym welonem - symbolem całunu, w który owinięto ciało zmarłego Chrystusa. Cały wystrój tej kaplicy ma kierować uwagę na Ciało Pańskie. W wielu kościołach przez całą noc trwa adoracja.

W Wielki Piątek odprawiane są także nabożeństwa Drogi Krzyżowej. W wielu kościołach rozpoczyna się ono o godz. 15.00, gdyż właśnie około tej godziny wedle przekazu Ewangelii Jezus zmarł na Krzyżu.

Wielka Sobota

Wielka Sobota jest dniem ciszy i oczekiwania. Dla uczniów Jezusa był to dzień największej próby. Według Tradycji apostołowie rozpierzchli się po śmierci Jezusa, a jedyną osobą, która wytrwała w wierze, była Bogurodzica. Dlatego też każda sobota jest w Kościele dniem maryjnym.

Po śmierci krzyżowej i złożeniu do grobu wspomina się zstąpienie Jezusa do otchłani. Wiele starożytnych tekstów opisuje Chrystusa, który "budzi" ze snu śmierci do nowego życia Adama i Ewę, którzy wraz z całym rodzajem ludzkim przebywali w Szeolu.

Tradycją Wielkiej Soboty jest poświęcenie pokarmów wielkanocnych: chleba - na pamiątkę tego, którym Jezus nakarmił tłumy na pustyni; mięsa - na pamiątkę baranka paschalnego, którego spożywał Jezus podczas uczty paschalnej z uczniami w Wieczerniku oraz jajek, które symbolizują nowe życie. W zwyczaju jest też masowe odwiedzanie różnych kościołów i porównywanie wystroju Grobów.

Wielki Piątek i Wielka Sobota to jedyny czas w ciągu roku, kiedy Kościół nie sprawuje Mszy św.

Wielkanoc zaczyna się już w sobotę po zachodzie słońca. Rozpoczyna ją liturgia światła. Na zewnątrz kościoła kapłan święci ogień, od którego następnie zapala się Paschał - wielką woskową świecę, która symbolizuje zmartwychwstałego Chrystusa. Na paschale kapłan żłobi znak krzyża, wypowiadając słowa: "Chrystus wczoraj i dziś, początek i koniec, Alfa i Omega. Do Niego należy czas i wieczność, Jemu chwała i panowanie przez wszystkie wieki wieków. Amen". Umieszcza się tam również pięć ozdobnych czerwonych gwoździ, symbolizujących rany Chrystusa oraz aktualną datę. Następnie Paschał ten wnosi się do okrytej mrokiem świątyni, a wierni zapalają od niego swoje świece, przekazując sobie wzajemnie światło. Niezwykle wymowny jest widok rozszerzającej się jasności, która w końcu wypełnia cały kościół. Zwieńczeniem obrzędu światła jest uroczysta pieśń (Pochwała Paschału) - Exultet, która zaczyna się od słów: "Weselcie się już zastępy Aniołów w niebie! Weselcie się słudzy Boga! Niech zabrzmią dzwony głoszące zbawienie, gdy Król tak wielki odnosi zwycięstwo!".

Dalsza część liturgii paschalnej to czytania przeplatane psalmami. Przypominają one całą historię zbawienia, poczynając od stworzenia świata, przez wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej, proroctwa zapowiadające Mesjasza aż do Ewangelii o Zmartwychwstaniu Jezusa. Tej nocy powraca po blisko pięćdziesięciu dniach uroczysty śpiew "Alleluja". Celebrans dokonuje poświęcenia wody, która przez cały rok będzie służyła przede wszystkim do chrztu. Czasami, na wzór pierwotnych wspólnot chrześcijańskich, w noc paschalną chrzci się katechumenów, udzielając im zarazem bierzmowania i pierwszej Komunii św. Wszyscy wierni odnawiają swoje przyrzeczenia chrzcielne wyrzekając się grzechu, szatana i wszystkiego, co prowadzi do zła oraz wyznając wiarę w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Wigilia Paschalna kończy się Eucharystią i procesją rezurekcyjną, by oznajmić, że Chrystus zmartwychwstał i zwyciężył śmierć. Zgodnie z dawną tradycją w wielu miejscach w Polsce procesja rezurekcyjna nie odbywa się w Noc Zmartwychwstania, ale o świcie w niedzielny poranek.

Noc Paschalna oraz Niedziela Wielkanocna to największe święto chrześcijańskie, pierwszy dzień tygodnia, uroczyście obchodzony w każdą niedzielę przez cały rok. Apostołowie świętowali tylko Wielkanoc i każdą niedzielę, która jest właśnie pamiątką Nocy Paschalnej. Dopiero z upływem wieków zaczęły pojawiać się inne święta i okresy przygotowania aż ukształtował się obecny rok liturgiczny, który jednak przechodzi różne zmiany.

Oktawa Wielkiej Nocy

Ponieważ cud Zmartwychwstania jakby nie mieści się w jednym dniu, dlatego też Kościół obchodzi Oktawę Wielkiej Nocy - przez osiem dni bez przerwy wciąż powtarza się tę samą prawdę, że Chrystus Zmartwychwstał. Ostatnim dniem oktawy jest Biała Niedziela, nazywana obecnie także Niedzielą Miłosierdzia Bożego. W ten dzień w Rzymie ochrzczeni podczas Wigilii Paschalnej neofici, odziani w białe szaty podarowane im przez gminę chrześcijańską, szli w procesji do kościoła św. Pankracego, by tam uczestniczyć w Mszy św. Jan Paweł II ustanowił ten dzień świętem Miłosierdzia Bożego, którego wielką orędowniczką była św. Faustyna Kowalska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mary Wagner znów w areszcie

2019-04-19 11:28

azr (KAI) / Vancouver

Jak informuje portal pro-life lifenews.com, obrończyni życia Mary Wagner została aresztowana w Wielki Czwartek na terenie kliniki aborcyjnej Everywoman’s Health Center w Vancouver.

Artur Stelmasiak

Mary Wagner, wraz z towarzyszącą jej osobą przedstawiającą się jako Baby Jane Doe, rozdawała na terenie placówki róże, z kopią cudownego medalika oraz krótką wiadomością dla matek. Próbowały też rozmawiać z kobietami oczekującymi w klinice i proponować im alternatywę dla aborcji.

Jeszcze przed przyjazdem policji, ochrona kliniki siłą próbowała usunąć obie kobiety z centrum aborcyjnego i groziła aresztem, jednak Mary Wagner miała powiedzieć, że zostanie razem z nienarodzonymi dziećmi i uklęknąć. 43-letnia obrończyni życia została zatrzymana ostatecznie przez policję, siłą wyniesiona i przewieziona do aresztu zaledwie godzinę po tym, jak weszła na teren klinik aborcyjnej Everywoman’s Health Center w Vanvouver. Oskarżono ją o utrudnianie korzystania z mienia zgodnie z jego przeznaczeniem i pozostawiona w areszcie.

Wagner odmówiła wyjścia za kaucją i deklaracji, że nie będzie się zbliżać do klinik aborcyjnych. Pozostanie w areszcie co najmniej do czasu rozprawy zaplanowanej na 1 maja.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem