Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Deribie Mekanene

Uświęcamy się w innym miejscu

2017-10-25 12:07

Barbara Kubicka
Edycja sandomierska 44/2017, str. 4

ks. Grzegorz Kasprzycki
Misyjna szkoła

Barbara Kubicka: – Kiedy rozmawiam z Księdzem, w Polsce jest piątkowy wieczór, u Księdza – wczesny sobotni poranek. Papua-Nowa Gwinea... To daleko. Jak to się stało, że Ksiądz jest właśnie tam?

Ks. Grzegorz Kasprzycki: – O misjach myślałem już w seminarium jako kleryk, ale gdy wróciłem do seminarium drugi raz – jako ojciec duchowny, w pewnym momencie te myśli odżyły. Bp Krzysztof Nitkiewicz raz zażartował wtedy: „Ojciec duchowny też mógłby jechać” i ja wtedy tak sobie pomyślałem: „No pewnie, że mógłbym jechać”. Za rok już byłem w Centrum. Duch Święty za tym stał, nie ma innej opcji. A z tym, że się znalazłem na Papui? Byłem przygotowywany do misji, nie miałem jednak wyznaczonego jakiegoś konkretnego kierunku. Ksiądz biskup powiedział wtedy, że będziemy czekać. „Ktoś przyjedzie po księdza i się zgłosi”. Wtedy to przyjechał biskup z diecezji Kimbe razem z obecnym biskupem, wtedy jeszcze księdzem Dariuszem Kałużą, no i tak to było.

– Formacja w Centrum Misyjnym to absolutna podstawa, ale czy przygotowanie tam pozwoliło uniknąć Księdzu niespodzianek już na miejscu?

– Przygotowanie w Centrum – tak, to jest taki fundament. Wiele rzeczy człowiek usłyszał jako przestrogę, ale wielu z nich nie da się uniknąć. Wiele z usłyszanych rzeczy to nowości, bo nie da się też przygotować misjonarzy na specyfikę wszystkich misyjnych krajów, ponieważ po prostu nie ma też tylu formatorów. Z Papui na przykład nie było nikogo w Centrum ani też nikogo, kto by choć otarł się o ten kraj. No i jedno to słyszeć i dowiadywać się czegoś o życiu misjonarza, a drugie to zacząć przeżywać swoją posługę misyjną – wtedy to o te wszystkie nowości człowiek się ociera: o kulturę, zwyczaje... Po prostu trzeba się z tym zetknąć i przeżyć, żeby zobaczyć, jakie to inne. Dla mnie największym problem jest ta odmienność kulturowa i mentalność ludzi. Jest ona zupełnie inna niż europejska i tu trzeba dużo cierpliwości do siebie nawzajem, żeby się zrozumieć: misjonarz swoich wiernych, a wierni – swojego misjonarza, bo dla siebie nawzajem jesteśmy z innej bajki.

– Co było, a może jest nadal dla Księdza takim największym zaskoczeniem w byciu ze swoimi parafianami? Można tak to ująć, prawda? Jakie były początki Księdza na Papui-Nowej Gwinei, jak Księdza przyjęto, jak wyglądał Wasz pierwszy kontakt?

– Największym zaskoczeniem są zawsze ludzie, którzy na samym początku wydają się być chłodni i stojący z dala, ale po jakimś czasie stają się bardzo bliscy. Stają się taką podstawą w misji. O, a te dźwięki, które pani słyszy: dzwony i wycie – to moje psy odmawiają „Anioł Pański” (uśmiech). Wracając do tematu, to pierwsze powitanie w diecezji było takie oficjalne, bez emocji. Ale drugie, to w parafii, było wzruszające, gdzie ludzie z nadzieją patrzyli na białego misjonarza i z radością go przyjmowali. To był zupełnie inny kontakt, ludzie przychodzą, witają się, nie są daleko, tak jak przed stu laty. Tylko niektóre dzieciaki mają pierwszy kontakt z białą skórą misjonarza – podchodzą, dotykają… Początki to miesiąc przygotowania językowego w jednej z parafii, a później – cóż, po dosłownie dwóch miesiącach zostałem proboszczem. Trzeba było przygotować plebanię. Na to się składało pozakładanie siatek, założenie wody, tanków, bo to wszystko nie istniało. I mój początek to był akurat 13 grudnia 2015 r. – u nas rocznica stanu wojennego... Trzeba było prowadzić przygotowania do Bożego Narodzenia, a nie miałem wtedy jeszcze samochodu. Praca była tak intensywna, zrzuciłem wtedy ze 20 kg przez czas przygotowań i czas świąteczny (uśmiech).

– To, co Ksiądz mówi, jest bardzo poruszające i świadczy o wielkim zaufaniu Księdza do Ducha Świętego. Próbuję przekładać ogólne zdania Księdza na konkret codzienności i jestem pod ogromnym wrażeniem. Proszę mi powiedzieć, kto Księdza przygotowywał już na miejscu, czy byli tam wcześniej już jacyś Polacy?

– Tak, Polaków na Papui jest osiemdziesięciu. Biskup nas wtedy wysłał z kolegą na takie akomodacyjne przygotowanie do diecezji Madang, w góry, do Dariusza Kałuży, który teraz jest biskupem Goroka na Papui. On przez miesiąc nas cierpliwie znosił. Później – na miejscu – byłem już na nauce języka z kolegą z parafii i przyglądaliśmy się tym ludziom, ich wierze i pobożności. Zaś w tej diecezji, w której teraz pracuję, Polaków jest trzech, ale dopiero od trzech lat. Przed wielu laty nie było tu księży misjonarzy. Jest wiele powołań rodzimych. Ale tak – dla wielu młodych ludzi misjonarz jest teraz tutaj nowością. Byli tu wcześniej misjonarze z Niemiec, ale opuścili ten rejon, w związku z czym sami lokalni księża posługują w diecezji Kimbe.

– Przepraszam za ignorancję, ale skoro są powołania miejscowe, te z ludności autochtonicznej, to jaki sens ma Wasza misja? Jakie stoją przed Wami zadania, jakie cele?

– No właśnie... To jest dobre pytanie. Dzisiaj Kościół w wielu miejscach już się cieszy powołaniami rodzimymi, w wielu nie. Tutaj mamy to błogosławieństwo. Celem biskupa było, żeby nas zaprosić do pracy z tymi księżmi, żeby się wzajemnie ubogacić i pociągnąć w gorliwości – to chyba jest najlepsze stwierdzenie, żeby pani odpowiedzieć. Chyba trzeba zrozumieć, że misja, trwanie na niej – to zawsze jest droga do świętości misjonarza i miejsce jego uświęcenia poza krajem rodzimym. To nie jest tak, że my tu teraz robimy wielkie rzeczy. Raczej się uświęcamy w innym miejscu.

– Bardzo ciekawe, co Ksiądz powiedział o celowości misji. To zupełnie inna optyka. Tak, jakby to nie my – poprzez obecność Księdza tam – zanosimy Chrystusa Papuasom, ale to niejako oni – właśnie przez obecność Księdza – zanoszą nam Go tu, w Polsce. Może błędne, ale takie mam wrażenie.

– Tak chyba trzeba na to patrzeć, że to jest wymiana darów Kościołów poprzez misjonarzy i świadectwo o wierze ludzi. Tak to się już teraz odbywa – to nie jest czas, gdzie misjonarze, jak w filmie „Milczenie”, jadą i są prześladowani. Może jeszcze takie kraje jak Chiny czy Korea Północna, ale świat już jest Chrystusowy.

– Nie ukrywam, że łezka mi się w oku zakręciła po tym stwierdzeniu Księdza… Proszę mi powiedzieć, jak wygląda dzień pracy misjonarza w Papui-Nowej Gwinei, co go cieszy, a z czym się boryka?

– W tej chwili wyruszyłem do jednej z misji słuchać spowiedzi przed pierwszą Komunią św. Praca misjonarza to poranna Msza św., ja na przykład po Eucharystii oddaję się pracy fizycznej, wieczorem jest Adoracja, Różaniec z ludźmi... W poniedziałki mam zawsze wyjazd do miasta po zakupy żywności i środków odbudowy, w środy – szkolną Mszę. Misjonarz boryka się często z samotnością, ale to w zależności od rejonu. Ja teraz – z racji, że mam siostry misjonarki Matki Teresy z Kalkuty w teamie duszpasterskim, to wygląda to nieco inaczej, ale przez pierwszy rok byłem tu i pracowałem sam.

– Rozumiem. Powiedział Ksiądz wcześniej, że jego parafianie to pobożni ludzie. Czego się Ksiądz od nich nauczył przez czas swojego tam pobytu?

– Nauczyłem się tutaj zaufania do Pana Boga, bo ludzie tutaj raczej tak podchodzą do życia. Nie muszą wszystkiego robić „na dziś”, mogą to zrobić jutro. Żyją sobie zgodnie z naturą, zgodnie z wolą Pana Boga, „Anioł Pański” odmawiają, także ja też się teraz systematycznie modlę, kiedy biją dzwony (śmiech). Moje psy wyją, ludzie w szkole się zatrzymują na tę modlitwę: całkiem inna rzeczywistość niż w Polsce.

– To piękne, co Ksiądz mówi, takie jakoś inne, bez wielkich słów, nadęcia, patosu... Proszę mi jeszcze powiedzieć, czy jest Ksiądz zżyty ze swoimi parafianami. Stali się dla Księdza ludźmi, za którymi by tęsknił w razie rozłąki?

– O, to jeszcze jakiś czas musiałby upłynąć (uśmiech). Najbardziej to bym tęsknił za dziećmi, które są moimi wiernymi „fanami”. Gdy przejeżdżam samochodem, to zawsze mnie z radością witają i wznoszą okrzyki: „Father!”. Na koniec takie przesłanie dla wszystkich: ludzie się zbawią bez naszego głoszenia Ewangelii, bo Pan Jezus na pewno ich zbawienia nie uzależni od naszej gorliwości, ale na pewno my się nie zbawimy, jeśli czujemy, że chcemy jechać, a odkładamy to. Innymi słowy my się nie zbawimy bez głoszenia Ewangelii. Oni bez słuchania Ewangelii się zbawią.

– Jest Ksiądz szczęśliwy na tej drodze?

– Tak. Jak dotąd jestem szczęśliwy, choć czasem zmęczony.

Tagi:
wywiad misje

Rusza Akcja „Czary mary okulary”

2018-09-18 08:44

Rusza Akcja „Czary mary okulary” organizowana przez Fundację Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio”. Akcja jest zbiórką okularów, które trafią na misje.

Okulary mogą być zarówno używane jak i nowe, najlepiej by były to okulary do czytania. Większość ludzi z krajów Globalnego Południa nigdy nie miała styczności z lekarzem okulistą. Z pogarszającym się wzrokiem nikt do lekarza nie chodzi, ponieważ nawet jeśli udałoby się ustalić wadę wzroku – pacjentów nie byłoby stać na zakup odpowiednich okularów. Dla miejscowych to naturalne, że z wiekiem widzą coraz gorzej. Muszą zaniechać pracy (jak np. szycie) z której do tej pory utrzymywali swoje rodziny.

W Afryce koszt zakupu jednej pary okularów jest bardzo wysoki. A w Republice Centralnej Afryki sklep optyczny znajduje się tylko w stolicy. Trudno nawet określić ile wynosi średnia pensja w tym rejonie, ponieważ miejscowa ludność utrzymuje się z pracy na roli, a kilkanaście euro jest dla nich kwotą niebotyczną. Okulary przysłane z Polski mogłyby pomóc wielu ludziom.

Z wiekiem starsi ludzie widzą coraz słabiej, ale uczą się z tym żyć nie wiedząc nawet, że kiedyś mogą zobaczyć przedmioty, którymi się posługują. Nie widzieć i nagle zobaczyć to dla miejscowych jak czary – stąd nazwa Akcji.

Okulary zostaną zbadane (ustalenie mocy), opisane, zabezpieczone, spakowane do paczek, paczki zostaną obszyte płótnem przez wolontariuszy Fundacji i posłane do misje. Akcja potrwa do 15 października. Wtedy to no Republiki Centralnej Afryki wyruszą wolontariusze Fundacji, którzy planują zabrać ze sobą część zebranych okularów. Od 2004 roku państwo to pogrążone jest w nieustającej wojnie domowej. Działania wojenne prowadzone na terenie całego kraju sukcesywnie prowadziły do upadku politycznego i gospodarczego. W chwili obecnej według ostatnich raportów ONZ Republika Środkowoafrykańska zajmuje ostatnie 188 miejsce w klasyfikacji rozwoju społecznego i klasyfikowana jest jako państwo upadłe.

Misjonarze, z którymi od lat współpracuje Fundacja Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio” relacjonują o skrajnie trudnej sytuacji mieszkańców, ubóstwie, braku opieki medycznej, rozpadzie szkolnictwa oraz nieustannych napadach rebeliantów. Niełatwą sytuację miejscowej ludności dodatkowo komplikuje fakt występowania na tym terenie filarioz, a w szczególności ślepoty rzecznej. Eliminacja tej choroby jest procesem długotrwałym i wymaga od kilku do kilkunastu lat masowego podawania leków wszystkim mieszkańcom żyjącym w zagrożonych terenach.

Założeniem projektu jest zorganizowanie wyprawy pilotażowej celem rozeznania się w rzeczywistej sytuacji w i stworzenia podwalin pod wprowadzenie stałej profilaktyki przeciwko filariozie, co w dłuższym okresie doprowadzi do spadku liczby zachorowań. Wyprawa została zaplanowana na drugą połowę października 2018 roku (najlepsza pora ze względu na zakończenie się pory deszczowej), weźmie w niej udział między innymi poznańska okulistka - prof. Krystyna Pecold. Pani Profesor nie tylko planuje przebadanie osób niewidomych z powodu ślepoty rzecznej, ale również badanie przesiewowe dzieci uczęszczających do szkoły podstawowej przy misji oraz mieszkańców okolicznych wiosek. Tym, u których zostanie stwierdzona wada wzroku zostaną podarowane okulary z Akcji „Czary mary okulary”

Wszyscy, którzy chcieliby aby ich okulary służyły potrzebującym mogą je wysłać na adres Fundacji. Akcja potrwa do połowy października. „Redemptoris Missio” ul. Junikowska 48 60-163 Poznań

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Biskup rezygnuje z udziału w Synodzie

2018-09-19 15:27

st (KAI) / Utrecht

Wybrany przez episkopat holenderski jako delegat na październikowy synod o młodzieży bp Robertus Mutsaerts zrezygnował z udziału w tym zgromadzeniu. Jego zdaniem w chwili obecnej, w obliczu ujawniania szeregu skandali w Kościele, kwestia duszpasterstwa młodzieży nie jest najpilniejsza.

Mazur/episkopat.pl

Episkopat holenderski podczas Synodu będzie reprezentował wybrany jako zastępca delegata bp Everardus Johannes de Jong.

Konferencja Episkopatu Holenderskiego wyraziła szacunek dla decyzji bpa. Mutsaertsa. Jednocześnie podkreśliła znaczenie podejmowania konkretnych środków na rzecz bezpiecznego Kościoła dla dzieci i młodzieży. Holenderski episkopat postrzega nadchodzący synod jako szansę i możliwość zajęcia się tymi kwestiami podczas rozmów z biskupami ze wszystkich krajów świata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Oświadczenie w sprawie reakcji Ordynariatu Polowego na nadużycia duchownych wobec małoletnich

2018-09-20 17:39

kos / Warszawa (KAI)

„Natychmiast po zgłoszeniu każdy z oskarżonych kapelanów został zawieszony w obowiązkach duszpasterskich. Wszystkie procesy doprowadziły do odsunięcia tych duchownych od kontaktów z dziećmi i młodzieżą”, czytamy w oświadczeniu, które zostało opublikowane na stronie internetowej Ordynariatu Polowego oraz przesłane do KAI. Biskup polowy Józef Guzdek zobowiązał ks. Jana Dohnalika, delegata biskupa polowego ds. ochrony dzieci i młodzieży do poinformowania o znanych mu przypadkach sytuacji mających charakter nadużyć seksualnych wobec dzieci i młodzieży.

Bożena Sztajner/Niedziela

Publikujemy całą treść dokumentu:

Oświadczenie delegata biskupa polowego ds. ochrony dzieci i młodzieży

Mając na uwadze zasadę „zero tolerancji” dla nadużyć seksualnych duchownych względem dzieci i młodzieży oraz standardy przejrzystości i słuszne oczekiwanie wiernych, aby poznać prawdę o podjętych działaniach, z zachowaniem przepisów o ochronie danych osobowych oraz dobrego imienia poszkodowanych, z upoważnienia Biskupa Polowego informuję:

Od czasu rozpoczęcia posługi przez biskupa Józefa Guzdka w dniu 19 grudnia 2010 roku w Ordynariacie Polowym były prowadzone trzy procesy kanoniczne, mające na celu wyjaśnienie zarzutów o nadużycia duchownych wobec małoletnich. Natychmiast po zgłoszeniu każdy z oskarżonych kapelanów został zawieszony w obowiązkach duszpasterskich. Wszystkie procesy doprowadziły do odsunięcia tych duchownych od kontaktów z dziećmi i młodzieżą. W trakcie postępowań kanonicznych Ordynariat Polowy współdziałał z organami ścigania, z zachowaniem konstytucyjnej zasady współpracy i autonomii.

Najpoważniejsza sprawa, znana publicznie, zakończyła się usunięciem księdza ze stanu duchownego oraz wyrokiem skazującym przed sądem powszechnym. Sprawa została przedstawiona opinii publicznej na konferencji prasowej 7 października 2013 roku. Kilka dni później Biskup Polowy przebywał całą niedzielę w parafii, w której wydarzył się ten dramat, spotykając się z wiernymi.

Kolejna ze spraw została wszczęta odnośnie czynu popełnionego w przeszłości, po analizie akt personalnych zgromadzonych w kurii Ordynariatu Polowego. Zachowanie księdza o podtekście seksualnym miało miejsce wobec osoby między 17 a 18 rokiem życia. Na gruncie polskiego kodeksu karnego ten czyn nie nosił znamion przestępstwa. Jednak w toku kościelnej procedury uznano postępowanie księdza za kanoniczne przestępstwo przeciw szóstemu przykazaniu Dekalogu i pozbawiono karnie urzędu kapelana wojskowego. W związku z tym ksiądz zakończył posługę w Ordynariacie Polowym i nie pełni obecnie żadnych funkcji duszpasterskich.

Ostatnia z wymienionych spraw została umorzona przez prokuraturę, która nie uznała za przestępstwo niewłaściwego postępowania księdza wobec małoletnich. Jednak po przeprowadzeniu procesu kanonicznego duchowny został odsunięty od wszelkich zadań duszpasterskich oraz od kontaktu z dziećmi i młodzieżą.

Oprócz wyżej opisanych i zakończonych spraw, jeden z kapelanów wojskowych został oskarżony przez prokuraturę o posiadanie sześciu fotografii o znamionach pornografii dziecięcej. Ksiądz zakończył służbę w Ordynariacie Polowym, a na wyrok sądu powszechnego i proces kanoniczny oczekuje w swojej diecezji, bez kontaktu z dziećmi i młodzieżą.

Ordynariat Polowy udzielił wsparcia prawnego, psychologicznego i duszpasterskiego poszkodowanym, którzy chcieli z takiej pomocy skorzystać. Ordynariat Polowy jest nadal otwarty na przyjęcie i wysłuchanie osób skrzywdzonych oraz zdeterminowany do walki z wszelkimi przejawami nadużyć seksualnych.

Ks. dr Jan Dohnalik

delegat biskupa polowego

ds. ochrony dzieci i młodzieży

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem