temat numeru: Chrystus Król

Czy koniec świata się spóźnia?

Niemal od samego początku człowiek stawia sobie dwa podstawowe pytania – o początek wszechświata i o jego koniec. Wydaje się bardziej precyzyjnie postawić pytanie o pochodzenie wszechświata i o jego finalizację, a więc skąd to wszystko się wzięło? I kiedy nastąpi koniec tego świata?

Zobacz

kongres Komunistycznej Partii Chin

Złe wiadomości z Chin

W dniach 18-24 października br. w Pekinie odbywał się XIX Kongres Komunistycznej Partii Chin – 2280 komunistycznych bossów decydowało o losie 1,3 mld Chińczyków. Światowe media, najwyraźniej „roztargnione”, nie poświęciły temu wydarzeniu dostatecznej uwagi, a przecież chodzi o najludnieszy kraj globu i potęgę gospodarczą.

Zobacz
Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.
Zamknij

Reklama

40 lat Klubu Spotkanie i Dialog

2017-10-25 12:07

Krzysztof Kunert

Mija właśnie okrągła rocznica istnienia Klubu Spotkanie i Dialog, który był i jest miejscem dyskusji środowisk konserwatywnych Wrocławia i – co niezwykłe – miejscem pewnym, bo przez te lata nie odwołano żadnego spotkania. Z Lechem Stefanem rozmawia Krzysztof Kunert.

Lech Stefan, szef Klubu Spotkanie i Dialog

Polub nas na Facebooku!

Krzysztof Kunert: – Przez 40 lat nie odwołał pan żadnego spotkania. Jak to się robi, proszę zdradzić nam ten sekret?

Lech Stefan: – To dzięki Bogu i Opatrzności, bo przez te lata trudności było sporo. Ustaliłem przed laty, że to będzie pierwsza środa miesiąca, oczywiście z wyjątkami na święta, nowy rok, czy wakacje. I tak już zostało.

– A jakie były początki Klubu, przecież to był czas głębokiej komuny?

Reklama

– W 1977 r. tego typu spotkania nie mogły być jawne, dlatego odbywały się w konspiracji. Spotykaliśmy się w naszym domu, niewielkim, bo mającym 53m2, w jego największym pokoju i proszę sobie wyobrazić, że w takim małym pomieszczeniu udawało się zmieścić nawet po 20, 30 osób. Rozmowy zaczynały się o 17, trwały na ogół ok. trzech godzin. I po tym czasie trzeba było je kończyć, aby móc wrócić do domu. Spotkania odbywały się w środę i czwartek, a rano szło się do pracy. I tak to trwało do solidarnościowego sierpnia.

– Na czym polegała ta konspiracja?

– Zapraszałem tylko osoby, które znaliśmy, i z którymi przyjaźniliśmy się. A ponadto nasz dom zawsze był miejscem otwartym. Toczyliśmy tu rozmowy polityczne, społeczne, naukowe. Ponieważ lubię porządek, to wpadłem na pomysł, aby te dysputy uporządkować. Środa miała być społeczna, polityczna i patriotyczna, a czwartek był naukowy. Dlatego bywało u nas sporo osób. Żartowaliśmy wówczas między sobą, że dzięki tym spotkaniom byliśmy najlepiej poinformowaną grupą na Dolnym Śląsku. I faktycznie, jeżeli spotykało się kilkanaście osób i każda z nich gdzieś tam nasłuchiwała Radia Wolna Europa, Głosu Ameryki, ktoś przeczytał jakąś bibułę, to wszyscy stawaliśmy się bogatsi o te informacje, także wiedzieliśmy w tamtych czasach znacznie więcej niż przeciętny człowiek. Na naszych spotkaniach np. bardzo szybko wypłynęła sprawa Katynia. Stąd wzięły się coroczne Msze Katyńskie połączone z kazaniem i apelem poległych. I to wszystko odbywało się u nas w domu.

– Aż trudno uwierzyć, że nigdy nikt niepowołany nie zapukał.

– Sam się dziwię, dlatego mówię z całą świadomością, że Opatrzność czuwała. Poza tym sąsiedzi przekazywali mi w dyskrecji, że służby komunistyczne chciały założyć w pobliżu naszego mieszkania punkt obserwacyjny, więc się pilnowaliśmy. Spotkania były też na swój sposób kamuflowane, czyli ktoś przyniósł dla niepoznaki imieninowy kwiatek, ktoś inny jakiś prezencik. Ponadto jak mówiłem, nasz dom był miejscem otwartym, ciągle ktoś do nas przychodził. To nam także ułatwiało zadanie. Ale przede wszystkim te wszystkie zabiegi nie przyniosłyby dobrego skutku, gdyby nie Boża Opatrzność. Z perspektywy lat tego akurat jestem pewien.

– Solidarność początku lat 80-tych was porwała?

– To był fenomen, w który wielu z nas się zaangażowało. Wychodzę z założenia, że jeśli Pan Bóg pozwolił zdobyć mi jakąś wiedzę, to nie jest ona tylko dla mnie. Moim obowiązkiem jest się nią dzielić, służyć, Kościołowi, Ojczyźnie. Było to widoczne zwłaszcza w okresie konspiracji. Członkowie Klubu działali w Arcybiskupim Komitecie Charytatywnym, inni kolportowali, jeszcze inni ukrywali w swoich domach poszukiwanych przez służby liderów.

– Zresztą z Klubu w kolejnych latach wyszły osoby, które stały się lokalnymi liderami szeroko rozumianego ruchu niepodległościowego Wrocławia i Dolnego Śląska…

– Faktycznie część osób zaangażowała się polityczne. Nie chcę wymieniać ich z nazwiska, ale nie ma chyba osoby znaczącej w środowisku wrocławskim, która nie bywała lub nie była zaproszona do nas. I nie zdarzyło się, aby ktoś nam odmówił. Jednak zaangażowanie klubowiczów było szersze. Weźmy wrocławskie Radio Rodzina, którego formuła była przygotowywana wspólnie z kard. Gulbinowiczem m.in. przez nasze środowisko, weźmy Dialogi Małżeńskie, które w archidiecezji wrocławskiej również powstawały w głowach członków naszego Klubu.

– Klub w stanie wojennym…

– Nigdy nie ufałem komunistom do końca. W karnawale Solidarności nadal funkcjonowaliśmy w konspiracji. Pyta pan o stan wojenny… Wówczas przychodziło na spotkania jeszcze więcej osób. I każdy dostawał jakieś zadania. Najłatwiejsze to kolportaż gazet, jakaś przesyłka, ale też prosiliśmy o użyczenie mieszkania ukrywającej się osobie. I dziś ci ludzie mają satysfakcję, że jakąś tam swoją cząstkę do odzyskania niepodległości przyłożyły.

– Po 89 roku nie miał Pan pomysłu, aby Klub w wolnej – tak wówczas myśleliśmy – Polsce, zakończył misję?

– Wiedza nie jest związana z jakimś stronnictwem politycznym. Będąc członkiem jakiegoś ugrupowania nie ma się do końca dystansu i swobody oceny sytuacji. Rozumiejąc potrzebę partyjnego organizowania polityki, zawsze zależało mi jednak, aby w tym względzie być wolnym człowiekiem. Wobec tego Klub jest ciągle potrzebny, gdyż stwarza okazję do przyjaznej dyskusji różnym stronom i poglądom. Chcę podkreślić słowo dialog. Mamy się spotkać i to ma być rozmowa a nie kłótnia – to nasza naczelna reguła, której bronię od lat. U nas nie ma tolerancji na przekrzykiwanie, ani tym bardziej na atakowane kogoś. Trzeba atakować problem, ale nigdy człowieka. Tego ciągle na nowo warto się uczyć.

– 30 osób na 53 metrach … Jak radziła sobie z tym pana rodzina?

– I tu podjął pan często niedoceniany wątek naszych wspaniałych żon. Gdyby moja żona nie zaakceptowała tych spotkań, a mogła mieć wiele powodów, wówczas historia Klubu najprawdopodobniej potoczyłaby się inaczej. Ale nigdy nie spotkałem się z żadnym zastrzeżeniem z jej strony. Co więcej, czasem były sytuacje, że kogoś nagle musieliśmy ugościć lub przenocować. Dla kobiety to wyjątkowo trudna sytuacja, gdy nie za bardzo ma czym przyjąć gości. A czasy były biedne. Więc karmiliśmy ich, tym co mieliśmy. Moja żona tę sytuację zaakceptowała i bardzo to doceniam.

– Klub Spotkanie i Dialog zawsze promował wartości tradycyjne i chrześcijańskie. Ale to chyba nie jest łatwe iść z nimi na sztandarach w świat?

– Każdemu potrzebne jest mikrośrodowisko, w którym żyje i wzrasta. Ja jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, w którym w grupie wzajemnie się ubogacamy, uczymy, dajemy. Jeśli rośniemy w takim środowisku, to stajemy się mocniejsi w zetknięciu z inaczej myślącym światem. Możemy też wzajemnie na sobie polegać, bo z czasem stajemy się grupą przyjaciół, zwłaszcza w trudnych momentach. Józek Pinior – dziś jestem bardzo krytyczny w stosunku do tego co robi – ale jest faktem, że ukrywał się u mnie w latach 80. Ja również na pewien czas zniknąłem. I proszę sobie wyobrazić, że wszyscy nasi znajomi starali się pod różnymi pretekstami skontaktować z moją żoną, aby sprawdzić czy wszystko jest w porządku, czy czegoś nam nie potrzeba. I to jest istota, razem rosnąć!

– Gdy jednak popatrzymy dziś na Wrocław, to trudno nie zauważyć, że środowiska konserwatywne przegrywają batalię o miasto…

– To pytanie też sobie stawiam. Choć w latach 80. było wiele różnic między RKS-em a Solidarnością Walczącą, to było wiele cech pozytywnych, łączących oba te środowiska. Z własnego doświadczenia pamiętam, że SW pomogła mi wydrukować książkę Janusza Kazimierza Zawodnego o Katyniu. Zawsze mogłem liczyć na Kornela Morawieckiego, Wojtka Myśleckiego, zwłaszcza w drukowaniu i kolportażu. Bywało, że dyskutowaliśmy całą noc, choć nie zawsze mieliśmy to samo zdanie.

– Ale to historia. A dziś?

– W stanie wojennym wiele osób działało zgodnie ze społeczną nauką Kościoła. Ale byli też tacy, którzy traktowali Kościół instrumentalnie. Wtedy nie zawsze można było to łatwo zauważyć. Jak zmieniły się czasy, drogi się rozeszły. Inna kwesta to cechy charakteru. Trzeba mieć naprawdę mocny kręgosłup, aby władza nie zdeprawowała. Nazwisk nie wymienię, ale te postawy dziś widać na szczytach tej czy innej władzy.

– Klub ma 40 lat. Co dalej?

– Z jednej strony myślałem, że 40 lat to dobry czas, aby spotkania zakończyć. Z drugiej wielu przyjaciół mówi mi, że w przyszłym roku jest 100. rocznica odzyskania niepodległości, więc warto poczekać. Jeszcze inny głos, Romka Kowalczyka także mnie przekonuje, mianowicie że Ojczyzna w sprawach patriotyzmu emerytury nie daje. Więc trudno odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie. Córka powiedziała mi kiedyś, że najlepsze uniwersytety przeszła w domu. To ogromny powód do dumy i satysfakcji. Więc póki co działamy.

Edycja wrocławska 44/2017 , str. 6

E-mail:
Adres: ul. Katedralna 3 (I piętro), 50-328 Wrocław
Tel.: (71) 344-38-25

Działy: Niedziela Wrocławska

Tagi: wywiad klub

Tagi
Nasze serwisy
Polecamy
Zaprzyjaźnione strony
Najpopularniejsze
24h7 dni

Reklama

Edycja wrocławska

E-mail:
Adres: ul. Katedralna 3 (I piętro), 50-328 Wrocław
Tel.: (71) 344-38-25

Lidia Dudkiewicz, Red. Naczelna

Jak cudownie być Polakiem! EDYTORIAL

Przez 123 lata zaborów tęsknota za niepodległą i wolną Ojczyzną mieszała się z tym głębokim pragnieniem, które zawiera się w tych trzech słowach: „My chcemy Boga”. I tylko... »
Bp Grzegorz Kaszak

Reklama

Ratujdzieci.pl


Adresy kontaktowe


www.facebook.com/tkniedziela
Tel.: +48 (34) 365 19 17, fax: +48 (34) 366 48 93
Adres redakcji: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa


Wydawca: Kuria Metropolitalna w Częstochowie
Redaktor Naczelny: Lidia Dudkiewicz
Honorowy Red. Nacz.: ks. inf. Ireneusz Skubiś
Zastępca Red. Nacz.: ks. Jerzy Bielecki
Sekretarz redakcji: ks. Marek Łuczak
Zastępca Sekretarza redakcji: Margita Kotas