Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Deribie Mekanene

Fizyk i mistyczka

2017-10-31 11:27

Z prof. Valerio Marinellim rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 45/2017, str. 12-14

Włodzimierz Rędzioch
Prof. Valerio Marinelli – biograf mistyczki Natuzzy Evolo

Valerio Marinelli urodził się w Kalabrii, na południu Włoch, w Rosarno. A Rosarno znajduje się 15 km od Paravati, rodzinnej wioski Natuzzy Evolo, największej włoskiej mistyczki naszych czasów, zmarłej w 2009 r. Natuzza, zwana „Ojcem Pio w spódnicy”, miała wizje Jezusa, Maryi i świętych, rozmawiała z aniołami, spotykała dusze zmarłych, miała stygmaty i dar bilokacji (zjawisko paranormalne polegające na możliwości znajdowania się w dwóch miejscach jednocześnie). W młodości prof. Marinelli nie interesował się tą niezwykłą kobietą, która przyciągnęła tłumy ludzi do tego odległego zakątka Kalabrii. Na pewnym etapie swojego życia udał się do Turynu. Ukończył studia i został fizykiem jądrowym. Przez wiele lat pracował w różnych ośrodkach badawczych w północnych Włoszech, ale gdy powstał Uniwersytet Kalabryjski, w 1975 r. powrócił w swe rodzinne strony i zaczął wykładać fizykę na tej uczelni. Tutaj usłyszał o Natuzzie. Prof. Marinelli wychował się wprawdzie w religijnej rodzinie, ale w czasie studiów i pracy naukowej oddalił się od Kościoła. Natuzza go zafascynowała, ponieważ wydawało się, że dostarcza dowodów na istnienie rzeczywistości niewidzialnej. Aby zrozumieć to zjawisko, a jednocześnie odpowiedzieć na swoje wątpliwości religijne, zdecydował się podjąć badania naukowe. Marinelli zaczął odwiedzać tę mistyczkę analfabetkę i dzięki temu stał się jej najbardziej kompetentnym biografem.
W. R.

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Jak wyglądało Pańskie pierwsze spotkanie z Natuzzą?

PROF. VALERIO MARINELLI: – Pojechałem do Natuzzy, przedstawiłem się i wyjaśniłem, że jako naukowiec chciałem zaprosić ją do uczestniczenia w eksperymencie – dzięki darowi bilokacji miała pojawić się na Uniwersytecie Kalabryjskim. Wcześniej przygotowałem swoich kolegów, którzy mieli sfilmować jej bilokację. Zjawisko to interesowało mnie szczególnie, bo nie zostało zbadane naukowo. Ale Natuzza odpowiedziała mi, że nie kontroluje tych zjawisk, które zdarzają się z woli Bożej. Wyjaśniła mi to z rozbrajającą prostotą.

– I co się działo dalej?

– Ponieważ nie mogłem wykonać eksperymentu z bilokacją, a chciałem zbadać to zjawisko, poprosiłem Natuzzę, aby skontaktowała mnie z ludźmi, którzy ją znali i mogli mi coś powiedzieć na ten temat. Zacząłem jeździć po całym regionie, aby spotkać się z tymi osobami i zebrać ich świadectwa – przeprowadziłem setki wywiadów. Bardzo mnie intrygowała bilokacja i zdałem sobie sprawę, że to zjawisko nie może wiązać się z przemieszczaniem się ciała, ale duchowego elementu – duszy, która jest odłączona od ciała i jest jakoś widziana. W czasie bilokacji Natuzzy ludzie często widzieli ją jako prawdziwą osobę, z którą mogli porozmawiać, która mogła przenosić przedmioty lub zabrać je do Paravati. A o tym darze Natuzzy opowiadali mi ludzie ze wszystkich klas społecznych, prości i wykształceni, i wszyscy podkreślali prawdziwość tego zjawiska.

Archiwum Fundacji „Cuore Immacolato di Maria Rifugio delle Anime”
Natuzza Evolo otrzymała stygmaty, które sprawiały jej wiele bólu w okresie Wielkiego Postu

– Czy badał Pan też inne zjawiska związane z Natuzzą?

– Innym zjawiskiem jest hemografia. Natuzza od dzieciństwa „pociła się” krwią, a zjawisko to szczególnie nasilało się podczas Mszy św., zwłaszcza w czasie poświęcenia. Chusteczki, którymi się wycierała, w nadzwyczajny sposób pokrywały się symbolami chrześcijańskimi i napisami po łacinie i w innych językach (zjawisko to naukowcy nazywają hemografią, czyli tworzeniem obrazów za pomocą krwi – przyp. W. R.). W Kalabrii setki ludzi ma chusteczki tego typu, chociaż po 20-30 latach krew ma tendencję do zanikania. To wymierny dowód czegoś nadzwyczajnego. Zjawisko to powtarzało się przez długie lata – od 1940 do 2008 r.

– Do Natuzzy przyjeżdżali ludzie z całego świata. Czego chcieli od tej prostej kalabryjskiej kobiety?

– Natuzza miała wielki charyzmat pocieszania i podnoszenia na duchu. Zapewniała ludzi, że jeśli Bóg tego chce, można rozwiązać każdy problem, i w ten sposób przekazywała ludziom wiarę i nadzieję. Miała dar wzmacniania i budzenia wiary ludzi. Wszyscy wychodzili od niej pocieszeni na duchu, z poczuciem wielkiego komfortu psychicznego, a stan ten trwał 3-4 dni.

– Natuzza mogła również porozumiewać się z duszami zmarłych. I to był jeden z głównych powodów wizyt wielu osób...

– To prawda, ale ona nie przywoływała dusz zmarłych, a te kontakty nie zależały od jej woli. Gdy Natuzza jako dziewczynka miała pierwsze widzenia dusz, była bardzo przestraszona. Dlatego poddano ją egzorcyzmom, ale bez skutku. Ta wizja dusz była wielkim darem, który otrzymała. Mogła pocieszyć rodziny zmarłych, zapewniając, że ich dusze nie są w piekle, lub prosić o modlitwy za dusze, bo często to same dusze mówiły jej, iż potrzebują modlitw.

– W ten sposób Natuzza uczyniła niemal widoczną rzeczywistość pozagrobową...

– To prawda, stworzyła coś w rodzaju pomostu ze światem pozagrobowym. Z pewnością pomogła wielu duszom w czyśćcu pójść do nieba. Ważne jest również to, że potwierdziła istnienie nieba, ale także piekła, co jest dla nas ostrzeżeniem.

– A co z wizjami Jezusa i Maryi?

- Miała wizje Jezusa i Matki Bożej od 14. roku życia. Często powtarzała, że darzyła wielką miłością Jezusa, że była w Nim zakochana, a miłość ta była czymś większym od miłości do męża i dzieci. Powiedziałbym, że duchowość Natuzzy była bardzo chrystocentryczna. Prosiła nawet Madonnę, aby jej przebaczyła, bo nie kochała Jej tak jak Jezusa.

Archiwum Fundacji „Cuore Immacolato di Maria Rifugio delle Anime”
Na chusteczkach, bandażach, ubraniach, które były w kontakcie z krwią Natuzzy, pojawiały się symbole chrześcijańskie (krzyże, serca, hostie, korony cierniowe) i napisy – fragmenty Biblii, hymnów religijnych, modlitw w różnych językach

– Ale przecież miała też objawienia Matki Bożej...

– To prawda, ale dopiero potem. Ważną wizję Madonny miała 17 stycznia 1944 r., kilka dni po swoim ślubie, kiedy mieszkała w bardzo skromnym domu. Przeprosiła Madonnę, mówiąc: „Najświętsza Panno, jak mogę Was przyjmować w tak brzydkim domu!”. Matka Boża uspokoiła ją: „Nie martw się, będzie tu nowy i piękny dom, aby zaspokoić potrzeby młodych i starych, i tych wszystkich, którzy znajdą się w potrzebie. Będzie też duży kościół pod wezwaniem Niepokalanego Serca Maryi, Schronienia Dusz”. W ten sposób Matka Boża zapowiedziała powstanie w Paravati ośrodka dla osób w podeszłym wieku oraz nowego kościoła. Należy również powiedzieć, że Matka Boża objawiała się Natuzzie każdego 15 sierpnia, w święto Wniebowzięcia, i przekazywała jej swoje przesłanie.

– Jaki był Jezus, którego widziała Natuzza?

– Jezus w wizjach Natuzzy był bardzo wysokim, pięknym mężczyzną o kasztanowych włosach.

– A Matka Boża?

– Była bardzo młoda, niska, o oliwkowej skórze.

– Jacy byli aniołowie, z którymi rozmawiała?

– Według Natuzzy, wyglądali jak piękni 8-letni chłopcy bez skrzydeł, poruszający się bez dotykania ziemi. Również dusze przebywające w raju były zawieszone nad ziemią, natomiast dusze z czyśćca stały na ziemi. Często ludziom, którzy przybywali do Natuzzy, towarzyszyły dusze ich zmarłych krewnych, które tylko ona widziała.

– Dzięki aniołom była w stanie udzielić porad dotyczących zdrowia...

– To prawda. Do Natuzzy często przybywali ludzie, by rozmawiać o swoich problemach zdrowotnych. Komuś np., kto przyszedł z silnym bólem w klatce piersiowej i mówił, że umiera, odpowiedziała: „To nic nie jest. Anioł mi mówi, że to tylko bóle reumatyczne”. Innej osobie, która skarżyła się na bóle w żołądku i obawiała się raka, powiedziała: „Anioł mi mówi, że to nie rak”. Wielu ludzi pytało ją, czy powinni się poddać operacji, czy nie. A ona odpowiadała: tak lub nie. Jej odpowiedzi i porady były prawie w 100 proc. trafne i ludzie łatwo mogli je sprawdzić. Ale zawsze były to, jak powtarzała Natuzza, słowa aniołów: albo jej anioła, albo anioła osoby, z którą rozmawiała.

– Dzięki aniołom Natuzza mogła rozumieć wiele rzeczy...

– To prawda. Dzięki aniołom Natuzza rozumiała także języki, ponieważ jej anioł tłumaczył słowa wypowiadane w innych językach. Dzięki pozycji anioła – w zależności od tego, czy stał po prawej, czy po lewej stronie osoby – wiedziała też, czy ktoś jest kapłanem.

– Co może Pan powiedzieć o stygmatach Natuzzy?

– Natuzza miała stygmaty, które sprawiały jej wiele bólu podczas Wielkiego Postu. Najwyraźniej Jezus wybiera specjalne dusze, szczególnie silne, aby dzielić się z nimi swoją Pasją. Były to ostre bóle, trudne do zniesienia, ale w takich momentach pocieszeniem Natuzzy były wizje Jezusa i Madonny. Gdy kończył się Wielki Post, opowiadała o rozmowach z Jezusem, które były publikowane i rozpowszechniane.

– Jak się Pan zmienił pod wpływem tak częstych spotkań z Natuzzą i uprzywilejowanych relacji?

– Natuzza z pewnością wzbudziła, a następnie umocniła moją wiarę, która wcześniej wygasła. Sprawiła, że zrozumiałem znaczenie modlitwy i zaangażowania na rzecz innych. Oczywiste jest, że wiara wymaga stałego wysiłku z naszej strony.

– Pan, naukowiec, deklaruje się jako wierzący. Dlaczego tak wielu Pańskich kolegów uważa, że wiara jest nie do pogodzenia z nauką, a naukowcy muszą być agnostykami czy materialistami?

– Aby mieć wiarę, zawsze potrzebny jest jakiś wewnętrzny bodziec lub spotkanie, które zmienia życie. Dla mnie, podobnie jak dla setek tysięcy, jeśli nie milionów ludzi, takim decydującym wydarzeniem było spotkanie z Natuzzą.

– Co Pan osiągnął, odzyskując wiarę?

– Przede wszystkim nadzieję na życie wieczne, co nie jest sprawą drugorzędną. Wiara pozwala nam wyzbyć się lęków, daje pocieszenie, pomaga stawić czoła naszemu losowi z większą pogodą ducha oraz otwiera horyzont naszego życia na wieczność.

Natuzza Evolo (1924 – 2009)

Współczesna mistyczka i stygmatyczka, która całe życie spędziła w niewielkim miasteczku na południu Włoch. Żona i matka pięciorga dzieci, prosta kobieta, która od dzieciństwa doświadczała niezwykłych spotkań ze zmarłymi. Przez swoje całkowite zawierzenie Bogu otrzymała także inne nadzwyczajne dary: stygmaty, możliwość jednoczesnego przebywania w dwóch różnych miejscach, dar hemografii, spotkania ze świętymi, aniołami i zmarłymi. Do jej ubogiego domu ściągały codziennie tłumy ludzi proszących o modlitwę, szukających pocieszenia i rady.

W 2014 r., w piątą rocznicę śmierci, rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny.

Reklama

Renzo Allegri, włoski dziennikarz i autor poczytnych książek poświęconych m.in. Ojcu Pio, wielokrotnie rozmawiał z Natuzzą, po raz pierwszy w 1977 r., kiedy nie była jeszcze znana. W książce „Natuzza Evolo. Rozmawiałam z aniołami i zmarłymi” zaprezentowane są niepublikowane dotąd świadectwa, uzyskane dzięki rozmowom przeprowadzonym z samą Natuzzą oraz osobami znającymi ją od dziecka. Ta opowieść porusza do głębi i sprawia, że chce się żyć lepiej.

Renzo Allegri, "Natuzza Evolo. Rozmawiałam z aniołami i zmarłymi". Kraków 2017, Wydawnictwo Franciszkanów "Bratni Zew", ul. Grodzka 54, 31-044 Kraków, tel. 12 428 32 40, www.bratnizew.pl

Tagi:
wywiad mistycy mistyk

Być naczyniem łaski

2017-05-31 14:39

Joanna Kruczyńska
Edycja toruńska 23/2017, str. 7

„Módl się za mnie, ja za ciebie, a będziemy razem w niebie” – głosi porzekadło. Różnie się modlimy. Jednym przychodzi to z trudem, inni dostali od Boga dar mocy modlenia się o uzdrowienie.
Wydaje się ważne, by w modlitwach pamiętać przede wszystkim o drugim człowieku. Takiego zdania jest również goszczący w maju w Toruniu autor bestsellera „Oczami Jezusa” mistyk Carver Alan Ames

Joanna Kruczyńska
Mistyk Carver Alan Ames (przy ambonce)

W kościele pw. Ducha Świętego w Toruniu 17 maja odbyło się spotkanie z Carverem Alanem Amesem. Ten urodzony w 1953 r. w Londynie pół-Irlandczyk pochodzi z ubogiej rodziny. Uczęszczał do szkoły prowadzonej przez jezuitów, ale został z niej usunięty za złe zachowanie. Był członkiem gangu motocyklowego i sam o sobie mówi, że nie ma grzechu, którego by nie popełnił. Wyemigrował do Australii, gdzie skończył studia, podjął pracę, założył rodzinę, został ojcem. Wydawało się, że wyszedł na prostą, ale Kościół i sakramenty były mu obce, a w istnienie Boga raczej nie wierzył. W latach 90. XX wieku Ames doświadczył spotkania z aniołem wysłanym przez Boga. Od tego czasu zaczął się zmieniać, przeżył głębokie nawrócenie. Zaczął jeździć po całym świecie i dawać świadectwo o darmowej miłości Boga oraz dzielić się darem uzdrawiania z chorób ciała lub duszy czy uzależnień. Doświadcza prywatnych objawień, o których często pisze w swoich publikacjach, w tym w najbardziej znanej pt. „Oczami Jezusa”. Jest pod stałą opieką kapłana – kierownika duchowego przydzielonego mu przez australijskiego biskupa. Codziennie wraz z nawróconą na katolicyzm żoną uczestniczy w Mszy św.

Płomień miłości

W toruńskim kościele jezuickim Ames najpierw uczestniczył w Mszy św., którą uważa za „największą modlitwę o uzdrowienie”; zaraz po Eucharystii największą moc uzdrawiającą ma sakrament pokuty i pojednania. Charyzmatyk podkreślał, że dziś już wie, iż w tym czasie grzechu, gdy o Bogu nie myślał wcale, Bóg myślał o nim. – Pan Bóg przedarł się przez ciemność, dotknął mojej duszy. Zostałem zalany radością, której nie dawał mi żaden narkotyk czy alkohol. Oczywiście nie podobało Mu się to, co robiłem, ale mimo to kochał mnie – podkreślał Ames. Bóg stoi przy każdej osobie w każdej chwili jej życia i jest zgłodniały naszej miłości, bo wie, że ta może nas zmienić. – Jak kochamy Boga, to On może dosięgnąć naszego wnętrza i uczynić kimś większym – mówił. Jezus wzywa do miłości duchowej, która jest czymś więcej niż tylko emocjonalnością. Taką miłość w naszych sercach pomoże rozniecić Duch Święty – o ile będziemy Go o to prosić. Gdy płonie w nas ogień miłości zapalony przez Ducha Świętego, wówczas jesteśmy w stanie poznać Boga głębiej i nie mamy już wątpliwości, że On jest. A ta świadomość z kolei daje poczucie bezpieczeństwa. Ów ogień miłości podtrzymywany jest poprzez udział w Eucharystii. To daje moc wyjścia do bliźniego i dotarcia do potrzebujących, bo przez nas sam Bóg będzie do nich docierał. Mamy stać się naczyniami łaski.

Dar modlitwy

Alan Ames podkreślał również moc modlitwy różańcowej, która wielu uzdrowiła, nawróciła, dała siłę do poradzenia sobie z trudnościami. Na zakończenie spotkania Ames służył darem modlitwy indywidualnej, z której skorzystało wielu licznie zgromadzonych w kościele wiernych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Rychwałd: odnaleziono film z koronacji obrazu Matki Bożej Rychwałdzkiej w 1965 r.

2018-02-22 12:46

rk / Rychwałd (KAI)

Kolorowy film z koronacji obrazu Matki Bożej Rychwałdzkiej w 1965 r. odnaleziono po ponad 50 latach od wydarzenia. Pamiętne uroczystości, w których uczestniczyli prymas Polski kard. Stefan Wyszyński i ówczesny metropolita krakowski abp Karol Wojtyła, zgromadziły około 80 tys. pielgrzymów, modlących się na terenach wokół beskidzkiego sanktuarium maryjnego, mimo ulewnego deszczu.

ARCHIWUM SANKTUARIUM

Jak poinformował rzecznik rychwałdzkiego sanktuarium Adam Karbowski, zachowany dokument filmowy, którego autorem jest pasjonat fotografii i filmu ks. Adam Włoch SCJ, przekazali do Rychwałdu księża sercanie. „Film zrobił duże wrażenie na starszych wiernych, uczestnikach uroczystości sprzed pół wieku” – wyjaśnił.

Ks. Adam Włoch SCJ nakręcił w latach 1960-1974 kilkadziesiąt filmów na taśmie 16 mm, kamerą „Pentaflex 16” produkcji NRD. Ukazują one w większości ówczesną rzeczywistość polskich księży sercanów. Duchowny zarejestrował także wydarzenia związane z millenijnymi uroczystościami chrztu Polski z 1966 roku – obchody w Gnieźnie, Częstochowie i Krakowie. Filmy te można zobaczyć na kanale YouTube pod nazwą „Sercańska Kronika Filmowa”. Teraz, po wielu latach, odnalazł się także jeden z najcenniejszych filmów – „Koronacja Pani Żywieckiej Ziemi. Rychwałd 1965”.



25-minutowy, niemy film, z dodaną współcześnie ilustracją muzyczną, umieszczono także na stronie sanktuarium pod adresem http://www.rychwald.franciszkanie.pl/index.php?s=77&cid=763&t=Film+z+koronacji

Dokument pokazuje m.in. nieprzebrane rzesze pielgrzymów na uroczystościach koronacyjnych, przybywających dostojników kościelnych, na czele z prymasem Polski, udekorowany budynek świątyni, stojący przed nią ołtarz polowy i sam moment koronacji obrazu. Ważnym aspektem filmu są zbliżenia pełnych emocji i wzruszeń twarzy uczestników wydarzenia.

Podżywiecki Rychwałd – wieś, której początki sięgają przełomu XIII i XIV wieku – w I połowie XVI wieku miał już drewniany kościół pod wezwaniem św. Mikołaja, w którym od 1644 rozwijał się kult maryjny. Miał on związek z cudownym obrazem Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus na ręku, namalowanym na lipowej desce z przełomu XV i XVI wieku.

Przed obliczem obrazu od wieków dokonują się uzdrowienia. Wizerunek, zwany na początku Matką Bożą Pocieszną, zaczęto określać jako obraz Matki Bożej Rychwałdzkiej. Ruch pielgrzymkowy w Rychwałdzie nabrał charakteru powszechnego podczas najazdu szwedzkiego w latach 1655-1657.

18 lipca 1965 r. odbyła się uroczysta koronacja cudownego obrazu. Dokonali jej prymas Polski kard. Stefan Wyszyński i ówczesny metropolita krakowski abp Karol Wojtyła. Około 80 tys. pielgrzymów, mimo ulewnego deszczu, przybyło na tę uroczystość. W księdze pamiątkowej koronator obrazu napisał: „Olbrzymie wody ulewnego deszczu nie potrafią zgasić naszej miłości względem Ciebie Maryjo!”.

W lipcu 2015 roku, z udziałem prymasa Polski i duchowieństwa z różnych zakątków kraju w Rychwałdzie, odbyły się uroczystości 50. rocznicy koronacji wizerunku Matki Bożej, Pani Żywieckiej. Do sanktuarium w Rychwałdzie pielgrzymują członkowie ruchów i wspólnot religijnych, parafie, samorządowcy, żołnierze, kierowcy, motocykliści oraz przedstawiciele różnych grup społecznych i zawodów. Obok sanktuarium działa franciszkański dom formacji i edukacji.

Ogłoszenia tytułu i godności bazyliki mniejszej dla kościoła św. Mikołaja w Rychwałdzie dokonał 23 lipca 2017 roku prefekt watykańskiej Kongregacji Kultu Bożego i Sakramentów Świętych, kard. Robert Sarah.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzień Modlitwy i Postu o Pokój: wyznawcy różnych religii odpowiadają na apel Papieża

2018-02-22 19:00

Radio Watykańskie

Wojciech Woźny/PAH
W Sudanie każda kropla wody jest na wagę złota

„Świadomość tego, że nie jesteśmy sami w naszym cierpieniu i bólu, że wyznawcy różnych religii są z nami i wspierają nas w naszym dążeniu do pokoju i pojednania, znaczy dla nas bardzo wiele”. Tymi słowami przewodniczący Sudańskiej Rady Kościołów, ojciec James Oyet Latansio, odniósł się do informacji o szerokim odzewie na mający odbyć się jutro, w piątek, dzień modlitwy i postu w intencji pokoju, szczególnie w Demokratycznej Republice Konga i w Południowym Sudanie. Na apel Ojca Świętego odpowiedziały m.in. wspólnoty anglikańskie, prawosławne i muzułmańskie.

Do udziału w inicjatywie zaproszał wiernych także prefekt Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan. „Modlitwa wszystkich chrześcijan w tym dniu o dar pokoju byłaby autentycznym znakiem solidarności i bliskości z tymi, którzy cierpią, szczególnie z wieloma chrześcijanami z różnych Kościołów” - stwierdził kard. Kurt Koch.

O wielkim znaczeniu ogłoszonego przez Papieża dnia modlitwy i postu mówi hiszpańska zakonnica Yudith Pereira Rico, od lat posługująca w ogarniętym wojną Sudanie Południowym. „Post i modlitwa to klucz do rozwiązania wielu problemów” -podkreśla.

„Nie zapominajcie o nas: o to błagają ludzie. Nie proszą o pieniądze, ani nawet o jedzenie. Papież nie zapomina, a jego apele pomagają nie zapomnieć także innym - twierdzi siostra. Co możemy zrobić, a czego nie robimy? Post i modlitwa zaproponowane przez Papieża są odpowiedzią na to pytanie” - dodaje. Według niej post, uwalniając nas od rozkojarzeń i wszystkich innych rzeczy, które zajmują nasze serca, nasze życie i nie pozwalają być wolnymi, czyni nas świadomymi konieczności pomagania innym. Jałmużna, w ten sam sposób, uczy nas dzielenia się. Wszystko to pomaga w zmniejszeniu ogromnej różnicy między dwoma stanami: mieć wszystko a nie mieć nic. Modlitwa natomiast otwiera serca na Boga i na bliźnich” - podkreśla.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem