Reklama

Gender to zradykalizowana postać marksizmu

2017-10-31 11:27

Mateusz Wyrwich
Niedziela Ogólnopolska 45/2017, str. 38-39

Archiwum „Ordo Iuris”
Ostatnie tzw. czarne marsze były niczym innym, jak manifestacją kobiet wymierzoną w kobiecość – mówi dr Joanna Banasiuk

MATEUSZ WYRWICH: – Krąży w mediach wiele definicji na temat pojęcia „gender”. Jedni mówią, że nie ma w tym nic złego – ot, kolejny prąd, inni nie dopowiadają, kolejni zaś bałamucą bądź wręcz kłamią, opisując tę niebezpieczną i coraz bardziej rozpowszechniającą się w Polsce ideologię. Co się za tym pojęciem kryje? Jaka jest jego definicja?

DR JOANNA BANASIUK: – Prosta definicja wskazująca, że „gender” to angielskie oznaczenie gramatycznego rodzaju rzeczowników lub przymiotników, niewiele nam jeszcze wyjaśni. Po pierwsze – warto sobie uświadomić, że wbrew narracji mówiącej o „gender” jako o „płci społeczno-kulturowej” angielski termin „gender” oznacza nie płeć, ale gramatyczny „rodzaj”. Oczywiście, ten gramatyczny rodzaj nawiązuje jakoś do płci, jednak rodzaj w przeciwieństwie do płci (ang. sex) nie ma charakteru przyrodzonego, ale jest pewnym zjawiskiem kulturowym. Dlatego w polszczyźnie „Kościół” jest rzeczownikiem rodzaju męskiego, ale w łacinie i językach romańskich jest rodzaju żeńskiego, stąd też „Mater Ecclesia”. Owo pojęcie rodzaju, któremu w jego gramatycznym znaczeniu nie sposób nic zarzucić, zostało współcześnie użyte do ataku na ludzką płciowość. Ponieważ zaś ludzka egzystencja jest nierozerwalnie związana z płciowością, atak na płciowość jest tak naprawdę atakiem na człowieka. Pojęcia „gender” używa się zatem po to, by (dzięki naturalnym skojarzeniom z płcią) wprowadzić zamieszanie w pojmowanie ludzkiej płciowości („destabilizować płeć”). Wykorzystując oczywiste, kulturowe zróżnicowania między sposobami wyrażania się kobiecości i męskości, ludzką płciowość zaczyna się relatywizować przez kwestionowanie jej przyrodzonego charakteru. W efekcie pojęcie „gender” służy do dezintegracji płciowej człowieka – zasiania wątpliwości w odniesieniu do naszej płciowości. W rzeczywistości zatem rodzaj ma nas wyobcować względem naszej płciowości jako esencjonalnego elementu człowieczeństwa. Wiąże się to nierozerwalnie z indywidualistyczną wizją człowieka. Jednostka nie ma płci, jest pojedyncza, jest wolna względem innych i jest względem nich równa, jednak nie ma płci. W tym kontekście płeć przedstawia się jako coś mało ludzkiego, jako pewne „zabrudzenie” czystej indywidualnej egzystencji, wprowadzenie rozróżnienia między jednostkami, które w dalszej kolejności skutkuje nierównościami, dyskryminacją i przemocą. Termin „rodzaj” znakomicie nadaje się do takiego właśnie przedstawienia człowieka, u którego płciowość jest czymś narzuconym przez otoczenie, a nie czymś naturalnym i pozwalającym mu w pełni być człowiekiem.

– A zatem nie warto, a może nawet nie powinniśmy posługiwać się w języku polskim pojęciem „płci społeczno-kulturowej” na oznaczenie terminu „gender”...

– Właśnie. Takie tłumaczenie bowiem pogłębia konfuzję i ułatwia destabilizację płciowości. Termin „gender” powinniśmy pozostawiać bez tłumaczenia lub tłumaczyć jako rodzaj, by zdawać sobie sprawę ze sztuczności tego terminu, gdy jest używany poza kontekstem gramatycznym. Stosowanie pojęcia płci w polskim tłumaczeniu Konwencji Stambulskiej na oznaczenie „sposobu wyrażania się różnic płciowych w zróżnicowaniu praktyk społecznych” jest zatem nieuprawnione, w tym wypadku chodzi bowiem o termin „gender”, który należy tłumaczyć jako „rodzaj”. Opisując istotę gender, nie można nie wskazać analogii między teorią rodzaju a marksizmem. Dokonawszy niezbędnych skrótów, można powiedzieć, że tak jak marksizm upatrywał źródeł wszelkiego zła w życiu społecznym, we własności prywatnej, której zniesienie miało położyć kres wyzyskowi, niesprawiedliwości społecznej i przemocy, tak na gruncie teorii rodzaju panprzyczynę wszelkiego zła umiejscawia się w ludzkiej płciowości, czyli w fakcie, że człowiek egzystuje jedynie jako kobieta bądź jako mężczyzna, czyli – płciowość jest niezbywalną formą ludzkiej egzystencji.

– Pisze Pani w jednym ze swoich tekstów, że ideologia gender to wyjątkowo niebezpieczna manipulacja. Dlaczego? Proszę nam to przybliżyć.

– Ideologia gender jest zradykalizowaną postacią marksizmu. O ile ten ostatni atakował warunki ludzkiej egzystencji (własność prywatną, w dalszej kolejności małżeństwo i rodzinę), o tyle gender atakuje bezpośrednio człowieka, generując u niego zachowania autoagresywne (przez destabilizację jego tożsamości płciowej). Ideologia rodzaju służy formułowaniu postulatów natury politycznej. Leży ona obecnie u podstaw opracowywania i realizacji polityk antydyskryminacyjnych i walki z przemocą – gender stanowi podstawowy paradygmat działań administracji publicznej w wielu krajach UE. Skoro uznaje się, że źródłem wszelkiej dyskryminacji, nierówności i przemocy jest zróżnicowanie na to, co męskie i żeńskie, to walka z patologiami społecznymi musi oznaczać konieczność zniesienia różnic między kobietami a mężczyznami. To oznacza radykalną inżynierię społeczną. Tylko jeżeli uznajemy, że człowiek w swojej ontycznej konstrukcji może bytować wyłącznie jako kobieta albo jako mężczyzna, to egalitarystyczny ruch „wyzwolenia z płci” stanowi brutalny atak na naturę człowieka, jego egzystencję. Prowadzi to nie tylko do atrofii społeczeństwa, ale też do autodestrukcji. Jednocześnie utwierdza się społeczeństwo w przekonaniu, że owo wyobcowanie czyni ludzi bardziej wolnymi, tak jakby stopień mojej wolności zależał od ilości wątpliwości co do tego, czy rzeczywiście jestem kobietą. W praktyce skutki owej inżynierii społecznej widoczne są w kwestionowaniu naturalnej tożsamości małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, w antagonizowaniu kobiet i mężczyzn przez przedstawianie tych pierwszych jako ofiar, a drugich jako oprawców, i w kontestowaniu ich komplementarności. Koncepcja rodzaju to agenda środowisk feministycznych, de facto skrajnie antykobiecych, i subkultur LGBT.

– Polska ratyfikowała Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zwaną Konwencją Stambulską. Parlament Europejski, wywierając presję na inne kraje członkowskie, by ratyfikowały tę konwencję, domaga się jednocześnie uznania prawnej ochrony dzieci przed urodzeniem za przemoc wobec kobiet!

– W zasadzie nie powinno to dziwić, skoro twórcy Konwencji Stambulskiej operują paradygmatem rodzaju (genderowym) i nakazują uwzględniać perspektywę rodzaju we wdrażaniu i ocenie realizacji konwencji. Jeżeli teoria rodzaju przyczyn przemocy wobec kobiet upatruje w ich kobiecości, to radykalny gwałt na kobiecości, jakim jest aborcja, musi być przedstawiany jako droga do wyzwolenia kobiety. W świetle ideologii rodzaju wszystko, w czym wyraża się kobiecość, a zatem w szczególny sposób macierzyństwo, musi zostać wyeliminowane – jako droga do likwidacji wszelkich form przemocy. Komitet ONZ monitorujący konwencję o przeciwdziałaniu wszelkim formom dyskryminacji kobiet (CEDAW) w dokumencie skierowanym do Polski wyrażał już zaniepokojenie „utrzymywaniem się głęboko zakorzenionych uprzedzeń i stereotypowych postaw w odniesieniu do tradycyjnego podziału ról i obowiązków kobiet i mężczyzn w rodzinie, jak i całym społeczeństwie”. W ocenie komitetu, stereotypy te utrwalają dyskryminacje? kobiet i generują przemoc względem nich. Nie trzeba dodawać, że w tym kontekście za stereotypowe uznaje się macierzyństwo. W tym kontekście uznanie prawnej ochrony dziecka na prenatalnym etapie jego rozwoju za przemoc wobec kobiety staje się już tylko czystą konsekwencją przyjętych na gruncie Konwencji Stambulskiej ideologicznych założeń.

– Studia gender w Polsce to zagrożenie, a może wyjaśnienie, czym w istocie jest gender?

– Studia gender służą przekonaniu swoich adeptów, że płciowość jest tak bardzo uwikłana kulturowo, że właściwie jest całkowicie konwencjonalna i plastyczna. Chodzi zatem o ową destabilizację płciowości, dokonującą się przez ideologiczne przedstawienie rzeczywistości społecznej. Ma być ona uwikłana w rozróżnienia między tym, co męskie i żeńskie, a ma to służyć powstawaniu kulturowych struktur przemocy. W tym sensie studia gender stanowią intelektualne przysposobienie do rewolucji społecznej, polegającej na walce z manifestowaniem męskości i kobiecości w życiu społecznym. Cele „gender studies” są zatem w istocie polityczne, tymczasem rolą uniwersytetu jest tworzenie przestrzeni do odkrywania prawdy i jej umiłowania. Ideologia rodzaju prowadzi do zanegowania prawdy o człowieku – do destabilizacji i dekonstrukcji jego tożsamości. I nie ma przy tym znaczenia, w jak oględny i sprytny semantycznie sposób przedstawi się program nauczania.

– W jakim stopniu Polska jest już zainfekowana tą ideologią?

– Wciąż w znacznie mniejszym stopniu niż inne kraje UE, ale już bardzo poważnie. Trzeba pamiętać, że tak jak marksizm miał w sobie niezwykle uwodzicielski intelektualny urok, tak samo jest w przypadku neomarksistowskiej ideologii rodzaju. Dziewczyny na studiach socjologicznych chłoną tę ideologiczną wizję rzeczywistości jak gąbka brudną wodę. Dodatkowo pojawiają się zagrożenia instytucjonalne. Ratyfikując Konwencję Stambulską, Polska przyjęła za poziom krajowego porządku prawnego jeden z najbardziej ideologicznie zaawansowanych instrumentów wprowadzania ideologii gender. Konwencja nakazuje, by wszystkie organy administracji publicznej kierowały się perspektywą rodzaju i umożliwia organom monitorującym jej wykonywanie oraz wydawanie Polsce zaleceń i wytycznych do wdrażania polityk genderowych. Dotyczy to także wszystkich poziomów edukacji, zarówno formalnej, jak i nieformalnej, w tym w zakresie informacji o niestereotypowych rolach genderowych. Na poziomie szkół spotykaliśmy się z zajęciami z zakresu antydyskryminacji czy równości, w trakcie których dzieciom tłumaczono nieistotność rozróżnień między tym, co męskie i kobiece, oraz zachęcano je do eksperymentowania w obszarze płciowości. Eksperymenty takie rozpoczyna się już w przedszkolu, m.in. w postaci tych głośnych przebieranek chłopców za dziewczynki i na odwrót, malowania chłopcom paznokci i wręczania dziewczynkom samochodzików zamiast lalek. Instytut „Ordo Iuris” oferuje rodzicom możliwość anonimowego sprawdzenia, jakie organizacje prowadziły w szkołach zajęcia dla ich dzieci i czego one dotyczyły. Dziś na rodzicach spoczywa ogromna odpowiedzialność. Koncepcja gender stanowi też podstawę ruchów feministycznych. Ostatnie tzw. czarne marsze były niczym innym jak manifestacją kobiet wymierzoną w kobiecość.

Tagi:
wywiad gender

Czy jesteście powołani do niepłodności?

2018-05-22 12:23


Edycja wrocławska 17/2018, str. IV-V


Małgorzata Trawka: – Oktawa Wielkanocna w tym roku była dla Was szczególnym momentem, w Waszej rodzinie pojawiło się nowe życie.

Bernadetta: – W Oktawie Wielkanocnej zadzwoniła do nas pani z ośrodka adopcyjnego i zapytała, czy jesteśmy gotowi na odrobinę szaleństwa, ponieważ jest dziecko, które urodziło się z końcem marca, w Wielkim Tygodniu. I pytanie, czy bylibyśmy zainteresowani, by je poznać, jego akta, historię, spotkać się z nim i dowiedzieć czegoś więcej. Powiedzieliśmy: tak, chcemy się spotkać. To jest noworodek, nie jest wolny prawnie. To jest dziecko, które zostało w szpitalu po urodzeniu. Matka biologiczna złożyła pismo, że chce dziecko oddać do adopcji. Po sześciu tygodniach tę decyzję musi potwierdzić w sądzie. To jest troszeczkę niespodzianka, nie wiemy, jak się skończy, ale jesteśmy poddani woli Bożej. Liczymy na to, że będziemy mogli dziecko adoptować, ale jeżeli Pan Bóg zaplanował inaczej, to po prostu przez te sześć tygodni damy mu tyle miłości, ile możemy.

Krzysztof: – Cała procedura przy noworodkach jest szybka. Na decyzję mieliśmy jeden dzień, następnego byliśmy go zobaczyć, a kilka dni później był już z nami.

– W którym momencie pozwalacie sobie na stwierdzenie: „To jest nasze dziecko”?

K: – Zdecydowanie już w tej chwili. Tym bardziej, że czekaliśmy na naszego maluszka rok i cztery miesiące. To jest nasze wymodlone dzieciątko.

B: – Z naszą starszą córką było tak, że potrzebowałam trzech tygodni, by oswoić się z myślą, że jestem mamą, że mam córkę. Potrzebowałam czasu, żeby tę więź nawiązać. Wydaje mi się, że tym razem idzie dużo szybciej.

– Kiedy poczuliście się powołani do zorganizowania i poprowadzenia rekolekcji dotykających problemu niepłodności?

K: – Należymy do ruchu Equipes Notre-Dame. Wiosną 2017 r. byliśmy na rekolekcjach naszej wspólnoty małżeńskiej o komunikacji w małżeństwie współprowadzonych przez ks. Gabriela Pisarka, sercanina, który na co dzień pracuje w Kluczborku. Podczas jednego z posiłków zaczęliśmy rozmawiać z księdzem o naszej historii i może trochę zbyt śmiało zapytałem, czy na rekolekcjach albo warsztatach dla małżeństw prowadzonych przez sercanów poruszany jest temat trudności z zajściem w ciążę, niepłodności itp. I ks. Gabriel powiedział, że nie ma takich tematów, i zachęcił: to zróbmy coś.

– Czy te rekolekcje są adresowane do małżonków, którzy wprawdzie mają już swoje dziecko, ale jednocześnie doświadczają trudności w poczęciu następnego?

K: – Rekolekcje są dla małżeństw sakramentalnych, to jest jedyny podstawowy warunek. Mogą to być małżeństwa, które mają dzieci i dalej nie mogą naturalnie począć. Adresujemy je do małżeństw, które są na każdym etapie zmagania się z trudnościami z poczęciem, czy to jest pół roku starania się, czy kilka lat, czy to jest już któryś rok leczenia niepłodności, czy któryś rok oczekiwania na adopcję, czy któryś rok, gdy ona jest zdrowa, on jest zdrowy, a dalej mimo wszystko nie ma potomstwa.

– A jak Wy odbieraliście sytuację, że nie możecie mieć dzieci?

B: – Przeszliśmy drogę, która może nie jest idealna, ale typowa. Zaczęło się od decyzji, że staramy się o dziecko i skoro wszystkim innym naokoło wychodzi to dosyć szybko, to z nami będzie tak samo, bo dlaczego by nie? Staramy się jeden miesiąc, drugi, trzeci i kolejny, ciągle nic. I w pewnym momencie pojawiały się pytania, wątpliwości i myśl, że może należałoby się przebadać. Ja się badałam i Krzysiu też, no i wyniki nie były dobre. Zaczął się okres leczenia, ale nie przynosiło ono oczekiwanych skutków. Była medycyna niekonwencjonalna, testy owulacyjne, dużo modlitwy, pas św. Dominika, różne sposoby... W pewnym momencie pojawił się bunt, foch na Pana Boga: Panie Boże, my jesteśmy Tobie wierni już długie lata, jesteśmy wobec Ciebie fair, a Ty z nami postępujesz niesprawiedliwie. Obiecałeś: „Bądźcie płodni, rozmnażajcie się”, a u nas tego nie widać. I był okres głębokiego dołu i załamania, i patrzenia z zazdrością na inne pary, które spodziewają się dziecka, albo prowadzą wózek. I były myśli naprawdę nieżyczliwe w stosunku do tych osób, bo też czuliśmy, że zasługujemy na dzieci.

K: – W Piśmie Świętym jest napisane: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie” (Mt 18,19). To zdanie nas buntowało. To była masakra.

B: – Jak jedno z nas było w dole, to drugie ciągnęło ku górze i odwrotnie, tak na wymianę, a w pewnym momencie oboje byliśmy w dołku. Jednej niedzieli modliliśmy się w kościele po Mszy św. i wtedy łzy leciały strumieniami. Wychodzimy z kościoła, patrzymy, stoi przed wejściem Kuba, nasz znajomy, i mówi, że właśnie powstaje ekipa Notre-Dame, może byśmy chcieli przyjść na takie niezobowiązujące spotkanie, by się więcej dowiedzieć. Myślałam wtedy, po co nam to, przecież przeżywamy dół i mamy inne problemy. Ale okazało się, że jak już poszliśmy, to był to początek wspaniałej przygody z Panem Bogiem. Wsparcie, jakie zaczęliśmy dostawać w naszej ekipie, bardzo nam pomogło. Niedługo potem okazało się, że jest miejsce na wcześniejszy kurs adopcyjny i sprawy potoczyły się szybko.

– Słyszymy czasami o rekolekcjach dla bezpłodnych małżeństw, w których dominująca wydaje się być modlitwa o uzdrowienie. Temat tych rekolekcji może sugerować, że akcent jest położony na akceptacji niemożliwości bycia biologicznymi rodzicami.

B: – Akcent stawiamy na działanie. Widzimy wokół siebie wiele par, które, mówiąc kolokwialnie, bardzo się guzdrają, gubią, tkwią w marazmie, trzymając się kurczowo jednego rozwiązania, np. jednego lekarza, i to nie przynosi efektów. Są nieszczęśliwi, stoją w miejscu. My chcemy, żeby z tego miejsca ruszyli. Chcemy ich zaprosić do zaufania Panu Bogu, żeby działa się Jego wola w czasie, jaki On chce, i w sposób, w jaki On chce.

K: – Doświadczyliśmy tego, że łatwo jest popaść w stagnację i czekać na cud. Nasz przykład: zaczynamy się starać, mijają kolejne miesiące i nie wiemy, co zrobić. Później, gdy chcemy się zbadać, kobieta wie, gdzie pójść, bo badanie ginekologiczne jest dosyć naturalnym sposobem. Ale mężczyzna? Żeby zbadać swoje nasienie? Jeszcze w sposób zgodny z moralnością katolicką? To jest trudne i nie wiadomo, gdzie pójść, kogo zapytać. To jest pierwszy krok, trzeba odwagi, żeby zacząć rozmawiać. Gdy dostaje się wyniki poniżej normy, to jest kolejny cios, gdy słyszę, że najlepiej jest pójść na in vitro lub spróbować inseminacji, do których nasza wiara i Kościół mają jednoznaczne stanowisko: nie. Idziemy z wynikami do jednego ginekologa, drugiego, większość nie wie, jak do tego podejść. Specjalistów naprotechnologii nawet we Wrocławiu jest bardzo mało, a leczących mężczyzn prawie wcale. I dalej trwa się w dole, nostalgii. Te rekolekcje są również po to, żeby pokazać konkretne miejsca, w których można otrzymać pomoc. Nie jesteśmy ekspertami, ale chcemy podzielić się naszym doświadczeniem.

B: – Nie chcemy robić reklamy adopcji. Chcemy pokazać drogi wyjścia, na które Pan Bóg otwiera serce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Relikwie św. Jana XXIII w jego rodzinnych stronach

2018-05-24 17:18

Włodzimierz Rędzioch

Włodzimierz Rędzioch
Peregrynacja ciała Jana XXIII

24 maja o godz. 7,00 w Bazylice św. Piotra miała miejsce szczególna uroczystość – kard. Angelo Comastri, archiprezbiter bazyliki watykańskiej i wikariusz papieża dla Państwa Watykańskiego, bp Vittorio Lanzani, delegat Administracji Bazyliki św. Piotra, liczni biskupi z Lombardii, którzy w tych dniach przebywają w Watykanie na spotkaniu Episkopatu Włoch, kanonicy Bazyliki Watykańskiej oraz pracownicy Bazyliki żegnali św. Jana XXIII, którego relikwie, za zgodą Papieża Franciszka, transportowano w jego rodzinne strony do Bergamo i Sotto il Monte.

Od czasów jego beatyfikacji ciało zmarłego Papieża znajduje się w przezroczystym sarkofagu w ołtarzu św. Hieronima w prawej nawie Bazyliki. Po krótkiej ceremoni pożegnalnej, sarkofag wyniesiono ze świątyni przez boczne drzwi zwane Drzwiami Modlitwy, gdzie czekał specjalnie przygotowany do transportu papieskich relikwii karawan.

Zobacz zdjęcia: Peregrynacja relikwii św. Jana XXIII

Auto wyruszyło z Watykanu o godz 7.20, a eskortowali go watykańscy żandarmi – przyjazd do Bergamo zaplanowano na godz. 15.30. Relikwie będą tam wystawione trzy dni – pierwszym etapem będzie miejscowe więzienie (ma to przypomnieć historyczną wizytę Jana XXIII w rzymskim więzieniu Regina Coeli, 26 grudnia 1958 r., kilka tygodni po jego wyborze na Stolicę Piotrową), następnie seminarium diecezjalne, które jest dedykowany właśnie Papieżowi, a następnie katedra, gdzie sarkofag będzie eksponowany aż do niedzieli, 27 maja.

Następnie sarkofag zostanie przewieziony do Kaplicy „Nostra Signora della Pace” w pobliskiej miejscowości Sotto il Monte, gdzie 25 listopada 1881 r. urodził się Angelo Roncalli.

Po drodze relikwie św. Jana XXIII „odwiedzą” Sanktuarium Matki Bożej Cornabusa w dolinie Imagna (Papież był bardzo przywiązany do tego sanktuarium , a 1958 r. przewodniczył nawet koronacji obrazu NMP) i klasztor w Baccanello Calusco.

Podczas wystawienia w Sotto il Monte najważniejszymi inicjatywami będą: procesja diecezjalna w Corpus Domini, w czwartkowy wieczór, 31 maja, której będzie przewodniczył biskup Bergamo, Francesco Beschi, a 3 czerwca - Msza św. upamiętniająca rocznicę śmierci Jana XXIII (w 1963 r., w piątym roku pontyfikatu) pod przewodnictwem arcybiskupa Mediolanu, Mario Delpiniego; koncelebrować będą wszyscy biskupi Lombardii. Wreszcie, 10 czerwca, doczesne szczątki Papieża Jana powrócą do Watykanu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Abp Depo: poprzez kapłańskie serce i ręce łączyć niebo z ziemią

2018-05-24 18:33

Ks. Mariusz Frukacz

Ks. Mariusz Frukacz

„Kapłaństwo jest tajemnicą Najświętszego Serca Jezusa. Dzisiaj dziękujemy Bogu za dar święceń kapłańskich” – mówił w homilii abp Wacław Depo metropolita częstochowski, który 24 maja przewodniczył Mszy św. odpustowej w kościele seminaryjnym pw. Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie.

Uroczysta Eucharystia była dziękczynieniem z racji przypadającej w tym roku 40. rocznicy święceń kapłańskich abp Wacława Depo, 60. rocznicy święceń kapłańskich abp. seniora Stanisława Nowaka i 25. rocznicy święceń kapłańskich bp. Andrzeja Przybylskiego, biskupa pomocniczego archidiecezji częstochowskiej.

Mszę św. z metropolitą częstochowskim koncelebrowali m. in. abp senior Stanisław Nowak, bp senior Antoni Długosz, bp Andrzej Przybylski, neoprezbiterzy z archidiecezji częstochowskiej i diecezji sosnowieckiej, przełożeni i profesorzy seminarium.

Zobacz zdjęcia: Okrągłe jubileusze kapłańskie biskupów z Częstochowy

Na Mszy św. obecni byli przedstawiciele ruchów i stowarzyszeń archidiecezji częstochowskiej: Bractwo Męki Pańskiej z Kalwarii w Praszce, Rycerze Kolumba, członkowie Klubu Inteligencji Katolickiej, przedstawiciele mediów z Lidią Dudkiewicz redaktor naczelną „Niedzieli” oraz przedstawiciele kapituł archidiecezji częstochowskiej i osoby życia konsekrowanego.

W homilii abp Depo zwracając się do abp. seniora Stanisława Nowaka powiedział: „Połączyła nas poprzez sukcesję apostolską osoba abp. Eugeniusza Baziaka. Przedziwne są tajemnice Opatrzności Bożej.”

Zobacz także: Homilia jubileuszowa

Metropolita częstochowski odnosząc się do tajemnicy kapłaństwa podkreślił, że „zawsze w nas jest jakaś pokorna prośba zanoszona do Boga, kiedy przypominamy sobie postawę lezącą krzyżem na posadzce katedralnej.” - Przyzywaliśmy wówczas szczególnego wstawiennictwa wszystkich świętych Pańskich. Tak było i tak zawsze jest. To jest aktualne wołanie o wierność przymierzu, o którym mówił prorok Jeremiasz, że zostanie wypisane „głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercach.” – dodał metropolita częstochowski.

Nawiązując do słów Ewangelii „Jezus, gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: «Bierzcie, to jest Ciało moje». Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana” abp Depo podkreślił, że „słowa te wskazują na naszą tożsamość. Jesteśmy wybrani, namaszczeni, pobłogosławieni, połamani i rozdani.”

- Te słowa Jezusa kształtują nasze życie w kluczu eucharystycznym – podkreślił abp Depo i powtórzył za abp. seniorem Stanisławem Nowakiem, że „trzeba być szczęśliwym, że jest się kapłanem nawet gdyby bolało. Mam być szczęśliwy, że pracuję dla ludzi. Trzeba dać się złamać i nie bać się łamania w duchu słów: benedixit, fregit deditque, błogosławił, łamał i dawał.”

Arcybiskup przypomniał również za pismem „Didache”: „Strzeżcie się ludzi, którzy chcą robić interes na Chrystusie.”

- Budowanie życia na Jezusie jest zawsze związane z tajemnicą Jego krzyża, z tajemnicą zmartwychwstania i łaski. Z tajemnicą jego Kościoła, w którym występują łaska i grzech, świętość i słabość.- kontynuował abp Depo.

- Trzeba poprzez kapłańskie serce i ręce łączyć niebo z ziemią, tak jak rozpięty jest Chrystus pomiędzy niebem i ziemią z wysokości krzyża – przypomniał arcybiskup i pytał: „Czyż rozpowszechniona dzisiaj tak zwana poprawność polityczna nie przekształca się również na naszych oczach w poprawność religijną?

- Czyż nie dostrzegamy tego zjawiska, które możemy nazwać wirusem wiary, że w imię wolności trzeba odłączyć sprawy wiary w Boga, w Chrystusa od Kościoła. – dodał arcybiskup.

- W zmaganiach świata z Bogiem zostały przeciwstawione dwie wartości wolność i prawo. Zostały odłożone na bok sumienie i dekalog, i prawo naturalne. Dzisiaj cały spór o tajemnicę wierności wartościom chrześcijańskim stał się sporem politycznym, odrzucając nawet tajemnicę grzechu pierworodnego. Dlatego wolność oznacza dzisiaj „będziecie jako bogowie”. Trybunały i parlamenty wydają wyroki ostateczne. To jest pomieszanie pojęć. To jest w chodzenie w kategorię Boga – mówił duchowny.

- Centrum i mocą naszego kapłańskiego życia była jest i będzie wierność Chrystusowi poprzez codzienną Eucharystię, poprzez nasze współuczestnictwo w ofierze Chrystusa. – przypomniał arcybiskup.

- To nie jest tylko uczta braterska. Tak jak chcieliby nasi bracia na Zachodzie, którzy chcą dopuścić do Eucharystii wszystkich, i nawet tych, którzy z Kościołem nie mają nic wspólnego. To są groźne antyświadectwa poprawności religijnej – zaznaczył arcybiskup i zawołał: „Maryjo prowadź nas w głębię tajemnic Twojego Syna.”

Składając życzenia jubilatom bp Andrzej Przybylski wskazał na trzy słowa: powrót do źródeł, dziękczynienie i komunia.

- Wy dzisiaj wracacie do źródeł swoje kapłaństwa, ale te źródła nie są tylko dla Was. One stały się źródłem łaski dla bardzo wielu ludzi w miejscach waszej posługi. I to są też źródła dla nas, dla Kościoła częstochowskiego – mówił bp Przybylski.

- Kiedy dziękujemy, to wtedy widzimy ile otrzymaliśmy dobra. Dziękujemy, że tę komunię tworzyliście i tworzycie - kontynuował biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej.

Na ręce jubilatów kilkudziesięciu kardynałów, arcybiskupów i biskupów przesłało życzenia.

Abp Salvatore Pennacchio, nuncjusz apostolski w Polsce w liście do abp Depo napisał m. in. „Niech wszyscy pod przewodem swojego metropolity postępują ad Christum Redemptorem hominis.” Natomiast w liście do abp. seniora Stanisława Nowaka nuncjusz apostolski podkreślił, że „Iuxta crucem Tecum stare oznacza znajdować się w samym centrum chrześcijańskiej wiary, bo krzyż i zmartwychwstanie są ze sobą istotowo połączone.”

Również abp Stanisław Gądecki, przewodniczący KEP w liście do abp Depo zaznaczył, że „rocznica święceń kapłańskich zachęca, aby sięgnąć myślami do obrazu Chrystusa Dobrego Pasterza, który powołał nas do swojej służby i który nieustannie ukazuje przykład troski i oddania życia za powierzony sobie Lud Boży.” Z kolei w liście do abp seniora Stanisława Nowaka przewodniczący episkopatu Polski przypomniał, że wielorakie dokonania pasterskie abp Nowaka „są dowodem otwartości wobec natchnień Odwiecznej Mądrości, będących inspiracją do realizacji ciągle nowych przedsięwzięć.”

Przed końcowy błogosławieństwem swoją refleksją nt. kapłaństwa podzielił się abp senior Stanisław Nowak - Dziękujemy Chrystusowi Kapłanowi za to, że jesteśmy my biedni i mali kapłanami. Chrystus Jedyny Kapłan jest w nas, jest we wszystkich kapłanach. On w nas działa. Kapłaństwo jest wielkie, święte. To świętość wielka, która przez Ducha Świętego została rozlana w sercach naszych - mówił abp senior Stanisław Nowak.

- Każdy chrześcijanin mówi sobie w sercu i ma prawo powiedzieć „żyję ja, już nie ja, żyje we mnie Chrystus.” Zjednoczenie z Chrystusem przez chrzest i bierzmowanie jest ogromne, ale przez kapłaństwo jest szczególnie intensywne. Najpierw z racji na funkcje kapłańskie, czynności kapłańskie, a później z racji na potęgę zapodmiotowania się Chrystusa i Ducha Świętego w duszy kapłana – kontynuował arcybiskup senior.

- Msza św. to coś niepojęcie wielkiego. Jak wielkie jest to, że kapłan odprawia Mszę św. Przez kapłaństwo osiągamy wiele miłości Bożej. Ta miłość się tak zgęszcza w wyjątkowy sposób, gdy kapłan Mszę św. odprawia – podkreślił abp Nowak i wskazując na słowa „in Persona Chisti”, w Osobie Chrystusa przypomniał, że „kapłan kiedy sprawuje Mszę św. to nie tak tylko zastępując Go, ale jako alter ego Christi.”

- Rozważajcie to, że w czasie Mszy św. mówicie „to jest Ciało moje, to jest kielich mojej Krwi”. Wy wypowiadacie te słowa w jedyny sposób. A gdy spowiadacie mówicie „ja ciebie rozgrzeszam” – przypomniał za Benedyktem XVI arcybiskup senior.

- W kapłanie jest potężna Chrystusowość. Jakaż to wielka odpowiedzialność. Dlatego dziękujemy za kapłaństwo, ale serce drży odpowiedzialnością. Dziękujemy za duchowość w sensie bycia narzędziem wobec Ducha Świętego, alter Spiritus – kontynuował jubilat.

Zwracając się do obecnych wiernych abp senior zaapelował: „Dziękujcie za kapłanów. Oni przynoszą Mękę Pana Jezusa, Zmartwychwstanie i miłosierdzie do końca. Błagajcie, by ich nie brakowało.”

Za teologią Ojców Kościoła duchowny przypomniał, że „Bóg mówi do człowieka: „Przyjmij Ducha, ale daj krew.” - Przyjęliśmy Ducha. Trzeba, żebyśmy dawali krew. Nie jest łatwo dać krew Bogu, oddać wszystko. Nie jest tani Pan Jezus dla kapłana. Nie jest łatwy. Trzeba Mu dać krew- mówił abp Nowak.

- Nikt nie jest tak bliski kapłanowi jak Matka Boska. Jej się zawierzamy i błagamy, żebyśmy wytrwali do końca – kontynuował arcybiskup senior i zwracając się do kleryków powiedział: „ Kochajcie kapłaństwo. jesteście już kapłanami in desiderio i czujcie się odpowiedzialni za to powołanie. Bolesne jest to, że młodzi ludzie lekceważą to, gdy Pan ich woła.”

Na zakończenie Mszy św. abp Depo zwierzył wszystkich kapłanów Maryi. Następnie neoprezbiterzy udzielili prymicyjnego błogosławieństwa.

Po Mszy św. w Auli św. Jana Pawła II neoprezbiterzy otrzymali absolutoria i dyplomy magisterskie.

Abp Wacław Depo święcenia kapłańskie przyjął 3 czerwca 1978 roku z rąk Sługi Bożego biskupa Piotra Gołębiowskiego.

Abp senior Stanisław Nowak święcenia kapłańskie otrzymał 22 czerwca 1958 r. z rąk abp Eugeniusza Baziaka. Natomiast bp Andrzej Przybylski otrzymał święcenia kapłańskie otrzymał z rąk metropolity częstochowskiego abp. Stanisława Nowaka 30 maja 1993 r.

Kościół seminaryjny pw. Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana przy Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie uroczyście poświęcił 7 czerwca 1996 r. metropolita częstochowski abp Stanisław Nowak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem