Reklama

Nowy Testament

gps na życie

Trzeźwy – znaczy silny

2017-10-31 11:27

Z Natalią Niemen rozmawia Przemysław Chmielowiec
Niedziela Ogólnopolska 45/2017, str. 50-51

Materiały prasowe organizatorów kampanii „Nie piję, bo kocham"

Natalia Niemen, wokalistka i kompozytorka, ambasadorka kampanii społecznej „Nie piję, bo kocham”, mówi o problemie alkoholizmu

PRZEMYSŁAW CHMIELOWIEC: – Co dla Pani oznacza hasło przewodnie kampanii społecznej „Nie piję, bo kocham”?

NATALIA NIEMEN: – To znaczy, że podejmuję twardą decyzję, iż nie będę robić rzeczy, które wpłyną źle fizycznie, duszewnie i duchowo na ludzi, którzy są dla mnie najważniejsi. Nie jest to łatwe, zwłaszcza kiedy mamy jakiś problem, który krótkotrwale rozwiązujemy np. przy pomocy alkoholu. Uważam, że człowiek nie jest robotem. Jesteśmy bardzo słabi. Ja jestem bardzo słaba. I bywa tak, że nawet jak kochamy, strasznie ciężko jest porzucić jakiś nałóg, krótkonożny sposób na doznanie choć krótkotrwałej ulgi nawet wtedy, kiedy wiemy, że niszczymy naszych bliskich. Człowiek jest stworzeniem niezwykle złożonym. I takie decyzje nie są wcale łatwe.
Zaproszono mnie do wzięcia udziału w owej akcji i po prostu uznałam, iż jest to dobre i wartościowe. Poza tym, jestem w ciąży i sprawa jest dla mnie tym bardziej istotna.

– Czy miała Pani w swoim życiu takie sytuacje, które zniechęciły Panią do alkoholu?

– Oczywiście. Poważne problemy ze zdrowiem, kiedy już stałam pod ścianą i czułam, że czeka mnie niechybnie tamta strona. Nie stroniłam specjalnie od alkoholu. Nie przeczę, że lubiłam się napić dobrego wina czy innych trunków. W pewnym momencie jednak zauważyłam, iż mój organizm coraz gorzej reaguje na podaż tego typu wlewek. Jednakowoż, sprawiało mi to również jakiś rodzaj przyjemności, w związku z czym dość trudno było mi z tego zrezygnować.

– A czy był taki moment, kiedy powiedziała sobie Pani – „więcej się nie napiję”?

– Tak. Tak jak wspomniałam powyżej. Poważne problemy zdrowotne, spowodowane nie piciem, ale wieloletnim zatruciem toksynami zawartymi w jedzeniu, stresami życiowymi oraz pewnymi kłopotami ze zdrowiem, które mam od wczesnego dzieciństwa. Mam dla kogo żyć i być zdrowa. Autentycznie, byłam wdzięczna Bogu za swoiste apogeum spiętrzonych problemów zdrowotnych, bo to doprowadziło do tego, że powiedziałam sobie: „Nigdy już nie chcę pić żadnego alkoholu”. Być może, gdy przestanę karmić, napiję się kiedyś lampki dobrego wina lub pół szklaneczki prawdziwego piwa do obiadu. Mój mąż robi świetne likiery. Chyba kiedyś się skuszę na odrobinę. Natomiast zdecydowanie wolałabym trwać na stanowisku, iż nie biorę alkoholu do ust. Jak tak będę myśleć, to taka odrobinka, powiedzmy raz na pół roku, wierzę, że mi nie zaszkodzi.

– Zna Pani ludzi, którzy cierpią, bo ich najbliżsi – np. rodzice – nadużywali alkoholu i ta trauma ciągnie się za nimi do dziś?

– Oczywiście. Bardzo wielu. To bardzo polski problem. Znam przypadki, kiedy tacy rodzice byli potworami, ale także chyba więcej przypadków, gdy ojciec lub matka nie radzili sobie zwyczajnie z życiem, własnymi traumami, odrzuceniem i innymi możliwymi problemami i wówczas pili. Byli niewolnikami nałogu, jednocześnie nienawidząc siebie za tę słabość, fatalną moc sprawczą. To jest prawdziwy dramat. Ludzki dramat. Bo życie ludzkie jest dramatem. Jeżeli chcesz dobrze, ale wokół wszystko się wali, chcesz być silny, ale nie dajesz rady, nie znajdujesz miłości i pomocy wśród bliskich, czujesz, że Bóg milczy, możesz wejść na grząskie tereny alkoholizmu. Jego formy wyraźnej bądź ukrytej.
Osobiście uważam, że częste zaglądanie do kielicha najczęściej jest spowodowane samotnością, poczuciem odrzucenia, niepotrzebności oraz nieprzebaczeniem samemu sobie. To są bardzo trudne sprawy i nie jest dobrze takich ludzi osądzać. Trzeba im pomóc. Bo oni sobie często zwyczajnie nie radzą. Nie wystarczy gadanie i pouczanie. Ono właściwie zawsze przynosi efekt odwrotny od zamierzonego. A potomstwo takich osób? Tak, ponosi konsekwencje. Ich dzieci i wnuki, czasem prawnuki. Ciężkie i bardzo trudne są to sprawy.

– Co to znaczy według Pani być wolnym od alkoholu?

– To znaczy nie czuć do niego namiętności i pożądania.

– Czy uważa Pani, że kwestia trzeźwości jest ważna?

– Bardzo ważna. Ze względu na wspomniane przeze mnie osobiste problemy zdrowotne, które ciągnęły się latami i nikt nie umiał mi pomóc. Doszłam do wniosku, iż człowiek trzeźwy to człowiek silniejszy. I nie chodzi tu o picie na umór. Można być nietrzeźwym również po lampce wina, jeżeli ktoś ma słabą głowę. Tu trzeba osobistego rozeznania. W Nowym Testamencie czytamy, że wino jest zdrowe. Natomiast od osobistej intuicji i mądrości, umiejętności obserwowania reakcji swojego organizmu zależy, ile ja mogę się napić, aby wino czy jakaś zdrowotna nalewka mi nie zaszkodziły, a pomogły. Trzeba siebie po prostu obserwować i wyciągać mądre wnioski. Czyli, napić się tak, aby pozostać trzeźwym na ciele, duchu i umyśle. To jest mądre.

– Co daje wolność od alkoholu?

– Poczucie bycia prawdziwie wolnym, szczęśliwym, oddychającym pełną piersią. Cieszącym się lepszym zdrowiem fizycznym, psychicznym, wszelakim. To się tyczy każdego nałogu i zgubnych dla nas i naszych bliskich tendencji. Miałam i mam kilka nałogów, jednym z nich był przez parę lat facebook. Okradał mnie z cennych rzeczy, takich jak spokój, sowity czas z rodziną, z hobby etc. Skończył się poprzez ostrą traumę facebookową w postaci kilkumiesięcznego zaszczuwania mnie przez złych ludzi piszących na tym portalu społecznościowym do mnie. „Siedzenie” na fb przeszło mi na amen. Czasami potrzeba niestety niezwykle mocnego szarpnięcia, by przerwać „picie z cysterny dziurawej”, nawiązując do nomenklatury starotestamentowej. Tak, że wiem, jak to jest.

– Czy zatem warto organizować takie kampanie społeczne jak „Nie piję, bo kocham”? Co one mogą dać?

– Hm... myślę, że istnieje w tym spora wartość, jeżeli łączy się to z autentyczną pomocą wobec schorowanych na duszy ludzi. Któż z nas takiej duszy nie ma. Dlatego powinniśmy rozumieć tych, którzy sobie nie radzą. Nikt nie pije bez powodu. Zawsze jest jakiś powód. I w tym kontekście uważam, że dużo więcej można zrobić będąc po prostu blisko takich ludzi. W zależności od mocy sprawczych można je otoczyć modlitwą, stać się terapeutą, stworzyć ośrodek dla uzależnionych i robić dużo innych praktycznych rzeczy, aby takim osobom autentycznie pomóc. Kampania sama w sobie ze zdjęciami ambasadorów, gadaniem, teoretyzowaniem, reklamą zdziałać może niewiele. Może tylko tyle, że ludzie trzeźwi i potępiający tych, którzy mają z alkoholem problem, ucieszą się, że coś takiego się nagłaśnia. Ale przecież nie o to w tym wszystkim chodzi, prawda?

– Oczywiście. Faktem jednak jest, że młodzi coraz szybciej sięgają po alkohol. Jak według Pani można temu przeciwdziałać?

– Rodzina, rodzina, rodzina. Relacje, relacje, relacje. Miłość, miłość, miłość. Tylko tyle i aż tyle. Recepta brzmi super. Gorzej rzecz się ma z jej realizacją. Jeżeli rodzice od dzieciństwa nie budują z dziećmi relacji, nie dbają w sposób świadomy i poważny o ich rozwój emocjonalny, o wspólną zdrową relację, nie wspierają swoich dzieci, to te w wieku dojrzewania z reguły idą w tzw. długą. Dlaczego? Z powodu samotności, poczucia bycia nieważnym, małowartościowym. Nie znają swojej tożsamości. Bardzo łatwo wtedy o skwapliwe skorzystanie z ułudy alkoholizmu, narkotyków, seksu. To wszystko, niestety, zaczyna się z braków w rodzinie.

– Dlaczego alkoholizm to problem społeczny?

– Jest to problem społeczny, gdyż jest bardzo nagminny, szczególnie w Polsce. Moim zdaniem, jest to problem w dużej mierze – nie chcę, by to zabrzmiało zbyt metafizycznie – duchowy. Coś jest w tym narodzie takiego, że alkoholizm potwornie „jeździ” po ludziach. Po całych pokoleniach. Dużą pokusą jest tego narodowego problemu strywializowanie.
Osobiście uważam, że mądry człowiek ma nieprzepartą chęć, by nad sobą pracować. Byłoby super, gdybyśmy wszyscy pragęli gorąco nad sobą pracować i zmieniać się na lepsze. W takich rodzinach, grupach, środowiskach, krajach młodzi wchodzący w życie byliby jak dobrze wyhodowane rośliny. Marzenia utopisty?... (śmiech).

– Zna Pani kobiety, które w ciąży piły/piją alkohol? Powszechnie mówi się o FAS (alkoholowy zespół płodowy – przyp. red.) i innych skutkach, ale w codziennym życiu często słyszymy, że „jeden nikomu nie zaszkodził” albo „dobre na krążenie”.

– Nie znam ich osobiście, ale słyszałam o wielu. Powiem szczerze, że znałam kiedyś lekarza, który twierdził, że jedna lampka raz na jakiś czas w ciąży nie zaszkodzi i będzie dobra właśnie na krążenie. Myślę, że sprawa wygląda tak: jeżeli kobieta miała problemy z alkoholem przed ciążą, wie, iż jest to jej pięta achillesowa, to winna postawić sobie całkowity zakaz picia choćby owej przysłowiowej lampki. Z lampki mogłyby się zrobić dwie lub więcej.

– Czy uważa Pani, że potrzebne są też jakieś regulacje prawne obostrzające sprzedaż i kupno alkoholu?

– Uważam, że żadne prawo nie zmieni serc ludzkich. A gorzej – doprowadzi do gorszych rzeczy w myśl zasady, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Aczkolwiek bez praw, ustaw, zasad człowiek się rozpada, rozleniwia, zostaje powoli demontowana jego moralność. Ramy są dobre, ale kiedy są przepełnione empatią, zrozumieniem i chęcią pomocy drugiemu człowiekowi. Suche zasady łączone z pogardą do innych zawsze wywołają wściekłość, bunt i nieposłuszeństwo.

– Czy piła Pani alkohol przy dzieciach? Jak rozmawiać z dziećmi o alkoholu?

– Tak, kiedyś piłam alkohol przy dzieciach. Mój mąż jest zapalonym winiarzem, przyjaźni się z właścicielem winiarni, mają wspólny temat. Przypominam, że już w Ewangeliach czytamy o zdrowotnych właściwościach wina. Sam Jezus wino pił. W krajach śródziemnomorskich regularne pochłeptywanie małych ilości wina utrzymuje w zdrowiu mieszkańców tego regionu. Rozumiem, że w Polsce nawet takie podejście może się źle kojarzyć, gdyż jak już wspominałam i jak też wszyscy wiemy, alkoholizm jest problemem wybitnie polskim. Picie wina do posiłku, moim zdaniem, nie jest dawaniem złego przykładu dzieciom. Przyjaźnimy się z wieloma rodzinami, gdzie przy wspólnym stole siedzą dzieci i dorośli i jest to normalne, że dorośli popijają posiłek dobrym winkiem. Nie stanowi to zagrożenia dla naszych dzieci.
Jak rozmawiać z dziećmi o alkoholu? O tym, dlaczego my pijemy (uściślę – ja od prawie roku nie piję, bo i zdrowie, i ciąża) nie rozmawiamy, bo dla naszych synów to normalne, że czasem jest wino na stole, gdy jesteśmy w gościach lub ktoś przychodzi do nas na obiad czy kolację. Z synami natomiast bywa, że rozmawiam o alkoholu, gdy gdzieś zobaczymy osobę pijaną albo usłyszymy o kimś, kto ma poważne problemy alkoholowe. Tłumaczę im wtedy, że nie można takich ludzi odrzucać i potępiać, bo to, że ktoś pije, nigdy nie bierze się bez powodu. I jest to straszliwy dramat ludzki.

– Uczy Pani synów wrażliwości na człowieka, a czy problem alkoholowy może kogoś nie dotyczyć?

– Wydaje mi się, że zważywszy na to, iż każdy człowiek jest grzeszny, potencjalnie każdy mógłby taki problem mieć. Jako naród jesteśmy też duchem alkoholizmu bardzo zniewoleni. Jak nie my sami, to nasi przodkowie. Więc, niejako, bardzo wielu Polaków problem alkoholizmu dotyczy.

Tagi:
wywiad

Kapłan, pallotyn, socjolog

2018-09-19 10:33

Rozmawia Andrzej Tarwid
Edycja warszawska 38/2018, str. IV

Z ks. dr. Wojciechem Sadłoniem, dyrektorem Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego w Warszawie, rozmawia Andrzej Tarwid

Artur Stelmasiak
Prof. Witold Zdaniewicz (1928-2017

Andrzej Tarwid: – 25 września Instytutowi Statystyki Kościoła Katolickiego (ISKK) zostanie nadane im. ks. prof. Witolda Zdaniewicza. Jaką rolę w powstaniu i rozwoju ISKK odegrał zmarły rok temu Kapłan?

Ks. Dr. Wojciech Sadłoń: – Rola ks. prof. Zdaniewicza jest kluczowa i wyjątkowa w historii Instytutu. Jest on bowiem nie tylko inspiratorem jego powstania, ale i jego twórcą. Był też pierwszym dyrektorem Instytutu. Można więc powiedzieć, że to dzięki wiedzy i zaangażowaniu ks. Zdaniewicza udało się stworzyć instytucję, która wykorzystuje warsztat naukowy m.in. na potrzeby Kościoła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Liturgiczne wprowadzenie na urząd proboszcza archikatedry częstochowskiej

2018-09-23 19:59

Margita Kotas

Od ucałowania pacyfikału – relikwiarza w kształcie krzyża i przyjęcia kluczy do archikatedry przez ks. prał. dr. Włodzimierza Kowalika rozpoczęła się dzisiejsza uroczystość jego liturgicznego wprowadzenia na urząd proboszcza archikatedry częstochowskiej.

Magda Nowak/Niedziela

– Przyrzekam służyć jak najlepiej wspólnocie parafialnej – mówił ks. Kowalik przyjmując klucze do bazyliki z rąk dotychczasowego administratora parafii ks. prał. Stanisława Gębki. Uroczystej Mszy św. i obrzędowi instalacji przewodniczył w bazylice archikatedralnej metropolita częstochowski abp Wacław Depo.

Tuż po pierwszych obrzędach, które miały miejsce w kruchcie świątyni, i procesji do ołtarza ze słowami do nowego proboszcza parafii pw. Świętej Rodziny zwrócili się przedstawiciele obejmowanej przez niego wspólnoty. Następnie słowa powitania do zgromadzonych na uroczystości i nowego Księdza Proboszcza skierował Metropolita Częstochowski. – Mężnie prowadź tych wiernych do Nieba – zwrócił się do ks. Kowalika abp Wacław Depo.

Zobacz zdjęcia: Wprowadzenie na urząd proboszcza archikatedry częstochowskiej

W homilii Metropolita Częstochowski wskazał, że żyjemy w epoce, w której świat na każdym kroku deklaruje wolność, niestety, często jest to wolność źle pojęta. – Wystarczy przyjrzeć się tendencjom w środkach społecznego przekazu – mówił abp Wacław Depo. – W roku 100-lecia odzyskania niepodległości co nam najbardziej zagraża w naszej dzisiejszej wolności? – pytał Metropolita i przestrzegał przed bawieniem się złem. – Trzeba dźwigać człowieka. To jest zadanie Kościoła mimo jego grzechów – mówił dalej abp Depo i takie zadanie wskazał ks. prał. Kowalikowi, nowemu proboszczowi parafii archikatedralnej w stulecie jej istnienia.

Dopełnieniem obrzędów instalacji proboszczowskiej było odebranie od nowego proboszcza uroczystego wyznania wiary oraz podpisanie przez niego stosownych dokumentów. Dziękując wszystkim za przybycie na uroczystości ks. dr Włodzimierz Kowalik z ciepłymi słowami zwrócił się do swych parafian. – Od pierwszej chwili obecności spotykam się z wielką życzliwością – podkreślił i przyznał, że urzeczony jest wielkim rozmodleniem licznych wspólnot parafialnych. Mówiąc o dziełach, które zastał po swoich poprzednikach, i wielkim dziedzictwie duchowym i materialnym parafii z wielką pokorą wyznał: – Obym potrafił właściwie odpowiedzieć na duchowe potrzeby tej parafii.

Uroczystości zgromadziły m.in.: przedstawicieli wszystkich kapituł archidiecezji częstochowskiej, Kurii Metropolitalnej w Częstochowie, osoby życia konsekrowanego, m.in. ojców paulinów z Jasnej Góry, którzy w darach ołtarza złożyli ornat, przedstawicieli Wyższego Seminarium Duchownego, Niższego Seminarium Duchownego, władz miasta oraz rzesze wiernych. Mszę św. ubogacił śpiewem Chór Archikatedralny „Basilica Cantans” pod dyrekcją Włodzimierza Krawczyńskiego, a komentarzem liturgicznym opatrzył ks. Łukasz Połacik, wikariusz parafii i wicedyrektor Instytutu Teologicznego w Częstochowie.

Ks. Włodzimierz Kowalik urodził się 27 czerwca 1960 r. w Radomsku. Po otrzymaniu matury wstąpił do Wyższego Częstochowskiego Seminarium Duchownego w Krakowie, gdzie w latach 1980-86 odbywał studia filozoficzno-teologiczne. Święcenia kapłańskie przyjął w katedrze częstochowskiej z rąk bp. Stanisława Nowaka 18 maja 1986 r. Po święceniach kapłańskich pracował jako wikariusz w parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny z Wieluniu. W latach 1988-94 odbył studia specjalistyczne w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, na sekcji dogmatycznej Wydziału Teologii. W 1990 r.uzyskał tam stopień licencjata teologii. 28 maja 1996 r. obronił doktorat na podstawie rozprawy „Obecność Jezusa Chrystusa w Kościele w nauce Soboru Watykańskiego II. W latach 1994 – 2000 pełnił funkcję ojca duchownego w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Częstochowskiej w Częstochowie. Od 1994 r. jest wykładowcą teologii dogmatycznej w Instytucie Teologicznym w Częstochowie, a od 2000 r. w WSD w Częstochowie. 26 czerwca 2000 r. został mianowany przez metropolitę częstochowskiego abp. Stanisława Nowaka rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Częstochowskiej, którą to funkcję pełnił do 2008 r. Wikariusz Biskupi ds. Ekonomiczno-Administracyjnych, ekonom archidiecezji częstochowskiej, dyrektor Wydziału Ekonomicznego, Budownictwa i Ochrony Zabytków Kurii Metropolitalnej w Częstochowie. Kapelan Honorowy Jego Świątobliwości, prepozyt Kapituły Kolegiackiej Radomszczańskiej. Decyzją metropolity częstochowskiego z dnia 23 sierpnia 2018 r. proboszcz-kustosz parafii pw. Świętej Rodziny i rektor bazyliki archikatedralnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

65 lat Radia Zachód

2018-09-24 11:56

Kamil Krasowski

Jubileusz Radia Zachód

Karolina Krasowska
Redaktor naczelny Radia Zachód otrzymał pamiątkowy medal

W zielonogórskiej filharmonii 22 września odbyła się uroczysta gala z okazji 65-lecia Radia Zachód. W uroczystości uczestniczyli Błażej Spychalski, sekretarz stanu w kancelarii Prezydenta RP, wojewoda lubuski Władysław Dajczak, Witold Kołodziejski, przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, parlamentarzyści oraz dziennikarze, słuchacze i przyjaciele tej rozgłośni radiowej. Na uroczystość został zaproszony również bp Tadeusz Lityński. – Od 65 lat Radio Zachód jest obecne nie tylko w weekend, ale każdego dnia i nie jest tylko gościem w domach, ale często jest domownikiem. Dlatego chciałbym życzyć, aby tworzyło przestrzeń przekazu na rzecz pokoju, bo to jest dzisiaj bardzo ważne i żeby w przekazie prawdy było czempionem na Ziemi Lubuskiej – powiedział ksiądz biskup. Prezydent RP z okazji jubileuszu Radia Zachód wystosował okolicznościowy list, w którym wyraził uznanie dla pokoleń zielonogórskich radiowców zaangażowanych w służbę lokalnej społeczności i rozwój polskiej radiofonii. Prezydent przyznał również pracownikom i wyróżniającym się dziennikarzom Radia Zachód najwyższe odznaczenia państwowe, które w trakcie gali wręczyli odznaczonym Błażej Spychalski i wojewoda Władysław Dajczak. Z kolei redaktor naczelny Radia Zachód, Piotr Bednarek, z okazji jubileuszu otrzymał od Witolda Kołodziejskiego pamiątkowy medal.


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem