Reklama

Przekazujemy charyzmat i duchowość Zakonu

2017-10-31 14:00

Natalia Janowiec
Edycja rzeszowska 45/2017, str. 6

Archiwum Sióstr Wizytek w Jaśle
Siostry wizytki z bp. Janem Wątrobą

NATALIA JANOWIEC: – Październik szczególnie zapisał się w dziejach jasielskich sióstr wizytek. 14 października 1903 r. nastąpiło oficjalne wprowadzenie się sióstr do klasztoru, który nie był jeszcze całkowicie wykończony, a rok później bp Józef Sebastian Pelczar pobłogosławił świątynię wzniesioną obok klasztoru.

S. JOANNA FRANCISZKA WĘGRZYN VSM: – Po opuszczeniu Wersalu właśnie w październiku 1901 r. nasze siostry zatrzymały się w Cieklinie. Przez dwa lata mieszkały w dworku należącym wówczas do sióstr norbertanek z Krakowa. Katechizowały dzieci, uczyły dziewczęta szycia, kroju, haftu, trykotarstwa. Zainteresowanym dawały lekcje rysunków, języka francuskiego i gry na fortepianie. Dzieliły się z chorymi lekami, robiły przycho­dzącym opatrunki, obdarowywały ubogich otrzymaną odzieżą. Mieszkańcy Cieklina byli za tę pomoc siostrom bardzo wdzięczni. Dworek, który zamieszkiwały nasze siostry, stoi do dziś, pięknie odremontowany, a pamięć o jego mieszkankach w latach 1901-03 przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Zaowocowało to kilkoma powołaniami do naszego klasztoru. 14 czerwca 1902 r. ks. kanclerz Wiejowski z Przemyśla położył kamień węgielny pod budowę klasztoru w Jaśle. 17 maja 1903 r. bp Pelczar poświęcił kamień węgielny pod budowę kościoła. 14 października 1903 r. siostry wizytki zamieszkały na Górce w Jaśle w jednym skrzydle klasztoru. Rok później, 13 października 1904 r. odbyła się uroczystość poświęcenia kościoła, którego wnętrze było jeszcze w surowym stanie. Na drugi dzień, tj. 14 października, bp Józef Sebastian Pelczar ustanowił kanonicznie klauzurę papieską. Przy tej okazji powiedział do obecnych wówczas księży: „Szczęśliwy jestem nie tylko dlatego, że siostry przyjąłem do swej diecezji, ale i do swego serca”. I rzeczywiście do końca życia dawał tego dowody, troszcząc się po ojcowsku o sprawy duchowe i materialne Zgromadzenia.

– Zarówno kościół, jak i klasztor nazwane zostały Górą Nawiedzenia.

– Nazwa Góra czy Górka Nawiedzenia pochodzi wprost od nazwy naszego zakonu, który osiedlił się na tej jasielskiej Górce, a brzmi ona następująco: Zakon Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Zakon jest oddany pod opiekę Maryi, która nawiedza św. Elżbietę. W liturgii wspomina się to wydarzenie ewangeliczne 31 maja – wtedy siostry wizytki obchodzą swoją uroczystość patronalną.

– Okupacja hitlerowska była straszliwym ciosem dla całego Zgromadzenia. Przejmującym był moment poświęcenia odnowionej figury Matki Bożej stojącej przed ruinami kościoła.

– W 1907 r. z inicjatywy ks. kapelana Jana Rosponda ustawiono figurę Matki Bożej na placu przed kościołem. Ze składek wiernych wykonano statuę z kamienia ciosowego, którą poświęcono w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny. Po powrocie z wysiedlenia siostry zastały ją pod gruzami, rozbitą na trzy części. Po zespoleniu części figury w całość, uzupełnieniu ubytków, między innymi konieczne było dorobienie nowej dłoni, ponownie ustawiono ją na postumencie. 8 września 1946 r. pięknie przybraną wieńcami statuę Niepokalanej, królującą nad piętrzącymi się gruzami klasztoru i Jasła, poświęcił na nowo ks. Sroka, saletyn z Dębowca. Wygłosił z tej okazji okolicznościowe kazanie, a student Wiśniewski wystąpił z referatem na temat kultu maryjnego w Polsce.

– Próg jasielskiego klasztoru przekraczali najwyżsi dostojnicy Kościoła katolickiego...

– Zapraszany był do klasztoru św. bp Józef Sebastian Pelczar jako pasterz diecezji przemyskiej. W 1919 r. wizytację naszej wspólnoty przeprowadził ówczesny nasz ojciec duchowny, bł. ks. Jan Balicki. W progach naszego klasztoru witałyśmy prymasa Stefana Wyszyńskiego, który 17 września 1972 r. uczestniczył w uroczystościach w Dębowcu. Ksiądz Prymas wszedł do klauzury wraz z bp. Ignacym Tokaruczkiem, ordynariuszem przemyskim i ks. dziekanem Ignacym Leją, który pełnił funkcję ojca duchowego naszej wspólnoty. Drugim prymasem, który odwiedził nasz klasztor i wszedł do klauzury, był kard. Józef Glemp. 9 października 2008 r. odwiedził Podkarpacie. Modlił się przy relikwiach bł. ks. Władysława Findysza, które znajdują się w kościele pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Nowym Żmigrodzie k. Jasła. W imieniu diecezji Księdza Prymasa powitał bp Edward Białogłowski. Kard. Glemp przewodniczył uroczystej Mszy św. i wygłosił homilię. 10 października prymas Józef Glemp wziął udział w inauguracji roku akademickiego i poświęceniu nowego obiektu Podkarpackiej Szkoły Wyższej im. bł. ks. Władysława Findysza w Jaśle. Po tej uroczystości Ksiądz Prymas zatrzymał się w naszym klasztorze.

– Mówi się, że przebywając na jasielskiej Górze Nawiedzenia, można niesamowicie odczuć obecność Maryi oraz św. Franciszka Salezego.

– Jeżeli wierni tak mówią, i dzielą się tymi przeżyciami z innymi, to się bardzo cieszę, bo to oznacza, że jako siostry wizytki, oddane pod opiekę Maryi i córki św. Franciszka Salezego, żyjemy, zachowujemy i przekazujemy kolejnym pokoleniom charyzmat i duchowość Zakonu Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny i św. Założyciela.

– Wielu czcicieli wyprasza w tym miejscu potrzebne łaski.

– To miejsce jest uświęcone modlitwą sióstr i wiernych od 114 lat – to oznacza przejście kilku pokoleń oraz uformowanie się i utrwalenie klimatu tego miejsca – wyciszenia, skupienia, wyjścia ponad codzienność. To, że wiele osób wyprosiło tu potrzebne łaski, świadczy o ich głębokiej wierze. Im większa wiara, tym modlitwa skuteczniejsza.

Tagi:
wywiad

Kapłan, pallotyn, socjolog

2018-09-19 10:33

Rozmawia Andrzej Tarwid
Edycja warszawska 38/2018, str. IV

Z ks. dr. Wojciechem Sadłoniem, dyrektorem Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego w Warszawie, rozmawia Andrzej Tarwid

Artur Stelmasiak
Prof. Witold Zdaniewicz (1928-2017

Andrzej Tarwid: – 25 września Instytutowi Statystyki Kościoła Katolickiego (ISKK) zostanie nadane im. ks. prof. Witolda Zdaniewicza. Jaką rolę w powstaniu i rozwoju ISKK odegrał zmarły rok temu Kapłan?

Ks. Dr. Wojciech Sadłoń: – Rola ks. prof. Zdaniewicza jest kluczowa i wyjątkowa w historii Instytutu. Jest on bowiem nie tylko inspiratorem jego powstania, ale i jego twórcą. Był też pierwszym dyrektorem Instytutu. Można więc powiedzieć, że to dzięki wiedzy i zaangażowaniu ks. Zdaniewicza udało się stworzyć instytucję, która wykorzystuje warsztat naukowy m.in. na potrzeby Kościoła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chopin w ciele kobiety

2018-09-18 12:06

Agata Iwanek

Miała 25 lat, kiedy opuściła Wrocław i wyjechała do Włoch. Dziś coraz częściej wraca do Polski, bo właśnie tutaj chce promować niezwykłą płytę, na której nagrała zapomniane pieśni Chopina. O miłości do Polski i muzyki w rozmowie z Agatą Iwanek opowiada światowej sławy sopranistka Dominika Zamara.


Agata Iwanek i Dominika Zamara we wrocławskiej redakcji Niedzieli

Skąd miłość do muzyki?

Śpiewałam od zawsze. Mój dziadziuś grał na organach i od małego inspirował mnie do sztuki. Inspirował mnie także kościół. Śpiewałam w Kościele Świętego Krzyża, pamiętam pierwsze schole, w których byłam solistką

Jak Dominika Zamara stała się gwiazdą opery?

Byłam dobrą studentką wrocławskiej Akademii Muzycznej na wydziale wokalnym. Od drugiego roku zawsze miałam stypendium naukowe, już wtedy koncertowałam. W końcu moja pani profesor, Barbara Ewa Werner, powiedziała, że jest możliwość wygrania stypendium do Włoch. Zupełnie w to nie wierzyłam, ale wzięłam udział w konkursie. Po miesiącu dostałam telefon, że się udało! To było marzenie mojego życia i faktycznie całkiem je odmieniło. Miałam 25 lat, kiedy wyjechałam. We Włoszech nauczyłam się bel canto – śpiewu wybitnych mistrzów opery, który do dzisiaj jest moją pracą.

Czy polskie realia odbiegały od włoskiej rzeczywistości?

Śpiewu uczył mnie maestro Enrico De Mori, niezwykły dyrygent, pianista Marii Callas. To on odkrył biedną studentkę z Polski. Realia były na początku bardzo ciężkie. Miałam stypendium, ale to były niewielkie pieniądze, a mistrz tak uwierzył we mnie, że udzielał mi lekcji za darmo. Uczył mnie oper i całej techniki śpiewu włoskiego, której używa się w Teatro alla Scala, czyli najważniejszych teatrach na świecie. W ramach odpracowania lekcji koncertowałam z jego orkiestrą. To była moja zapłata, a tak naprawdę wspaniała szkoła i prestiż. Pod mistrzowską batutą mogłam śpiewać w Weronie, czy Mediolanie. Zadebiutowałam w roli Mimi w operze Pucciniego pt. „Cyganeria”. W ten sposób nauczyłam się, jak pracować nad operą profesjonalnie. Wokalnie, interpretacyjnie i z włoską wymową.

Co ze znajomością języka?

Na wrocławskiej Akademii Muzycznej mieliśmy bardzo dobry poziom języka włoskiego. Szkoliła nas pani Tołłoczko, która była bardzo wymagająca. Mimo że ktoś doskonale śpiewał, mógł „wylecieć” z wokalistyki przez włoski! Wiele jej zawdzięczam. Nieustannie przepytywała, krzyczała, ale była świetna. Dzięki niej, gdy wyjeżdżałam z Polski, znałam praktycznie całą włoską gramatykę. Jak ktoś z mojego roku nie zrobił kariery wokalnej, to miał szansę mieć drugi zawód, ponieważ szedł na italianistykę.  

Ulubione miejsce we Wrocławiu?

Ostrów Tumski. To jest takie metafizyczne, duchowe miejsce, które inspiruje. Serce Wrocławia. Mieszkam dwa kroki stąd na ulicy św. Marcina przy siostrach zakonnych i kiedy jestem w Polsce, odbywam tu długie, nocne spacery. Mój ulubiony Kościół, to Kościół Matki Boskiej na Piasku. Za każdym razem, gdy się tam modlę, czuję niesamowitą duchową więź.

 A muzycznie?

Oczywiście Narodowe Forum Muzyki. Pan profesor Kosendiak organizuje tam wiele godnych uwagi wydarzeń. Jest też opera, a koneserom sztuki lżejszej polecam Capitol jako połączenie teatru i śpiewu.

Jeżeli jesteśmy przy łączeniu śpiewu z teatrem – opera to też teatr?

Tak, oczywiście. Właśnie to kocham w operze – to nie jest zwykłe śpiewanie, tylko interpretacja, wejście w postać. Tam jest bardzo dużo teatru. Utożsamiam się z postacią, którą gram. Czasem muszę się nauczyć na pamięć 300 stron, ale to szukanie klucza interpretacji jest niezwykłe. Postaci opery są z reguły bardzo dramatyczne. Moim debiutem była postać Mimi z Cyganerii. Mieszkałam w Veronie tak jak ona, też w mieszkaniu artystycznym. Ona na koniec umiera i właśnie jak wystawiałam tę operę, to czułam, jakby część mnie też umarła na chwilę. To takie mocne utożsamianie się. Powiem szczerze, że wpływa to na psychikę, ale w muzyce lubię bardziej dramatyzm, niż komizm.

Opera to wyjątkowe stroje, makijaż i uczesanie, czy w życiu osobistym także wyraża Pani siebie w ten sposób?

Oczywiście! Na scenie jest to pewna charakteryzacja, ale w życiu codziennym także bardzo lubię się wyróżniać. Nie ukrywam, my artyści lubimy być inni, ale nie celowo, pozersko, to wynika z podświadomości. Lubimy być jacyś, nie lubimy być szarzy. Ja to lubię.

Dlaczego Polacy nie słuchają opery?

Po pierwsze bariera językowa. W Polsce stawia się na tekst. Opery są pisane głównie w języku włoskim, który jest najbardziej śpiewny i teatralny. Mimo że mamy libretto w ręku, bądź tekst jest wyświetlany, to trzeba mieć tę podzielność uwagi, a i tak nie zawsze wszystko się rozumie, ponieważ język opery, to język metafor. Szukanie tego klucza jest bardzo ciekawe, ale trudne. Poza tym media nie promują tak bardzo opery, jest to dla nich sztuka niezrozumiała. U nas w Polsce tylko elita intelektualna uczęszcza do opery. We Włoszech jest to sztuka popularna, nawet takie proste rodziny słuchają arii operowych i znają je całe na pamięć.

Skąd pomysł na nagranie płyty z utworami Chopina?

To mój ukochany polski kompozytor. Mało kto zna twórczość wokalną Chopina, mało kto wie, że kochał operę. Nigdy sam jej nie napisał, ale stworzył piękne pieśni. Postanowiłam je zaśpiewać i wydać na płycie. Pomysł zrodził się głównie z sentymentu i nostalgii za Polską. Chopin też wyemigrował. Też po to, żeby zrobić karierę. Poza tym lubię promować kulturę polską. Często przemycam pieśni Chopina, Moniuszki, Paderewskiego, czy Szymanowskiego na światowe sceny. Płyta cieszy się już dużą popularnością. Jest przetłumaczona na trzy języki: polski, angielski i włoski.

Czy Chopin za życia był w Polsce doceniany?

Na początku nie, wcześnie wyemigrował. Sytuacja była tutaj bardzo ciężka. Po nieudanych próbach zaistnienia w Wiedniu wyjechał na szczęście do Paryża, gdzie spotkał węgierskiego kompozytora Ferenca Liszta, wirtuoza fortepianu. Dzięki niemu został zauważony.

Wyjazd z kraju, kariera międzynarodowa, odkrycie przez mistrza… Wiele analogii. Czy niedocenienie w ojczyźnie też się do nich zalicza?

Dobre pytanie. Nie wiem jak na nie odpowiedzieć. To stypendium było moim wyborem i przeznaczeniem. Dzięki niemu mogłam rozwinąć karierę międzynarodową, a w Polsce nie miałabym takiej możliwości, jednak z perspektywy czasu bardzo tęsknię za ojczyzną – stąd ten ukłon i wydanie płyty z utworami Chopina. Teraz widzę, że jestem coraz częściej zapraszana do Polski, polskich filharmonii. Jestem tu coraz bardziej doceniana.

Czy możemy dowiedzieć się więcej o współpracy z Watykanem?

Od lat nieoficjalnie współpracowałam z Watykanem. To najważniejszy mecenat kultury we Włoszech. Księża, kardynałowie, sam papież, to wspaniali ludzie wspierający kulturę i kochający ją, szczególnie muzykę sakralną. W tym roku zadzwonił do mnie kardynał Jean Marie Gervais i zaprosił mnie do Watykanu. Tam zaproponował mi stałą współpracę. To ogromne wyróżnienie.

Gdzie rodacy mogą Panią usłyszeć?

Płytę można kupić internetowo, mam też zaplanowane koncerty w Polsce. 21 września będę po sąsiedzku w Czechach, 27 września w jeleniogórskiej Filharmonii, a 5 października w Warszawie. Serdecznie zapraszam.








CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Ks. J.Stryczek oddaje się do dyspozycji Walnego Zgromadzenia Stowarzyszenia WIOSNA

2018-09-20 18:52

azr (KAI) / Kraków

Dobro SZLACHETNEJ PACZKI jest dla mnie najważniejsze i nie chcę, by jakiekolwiek kwestie zagroziły toczącym się projektom, a przede wszystkim - niesieniu pomocy tysiącom potrzebujących. Uznając powagę sytuacji, postanowiłem oddać się do dyspozycji Walnego Zgromadzenia Stowarzyszenia WIOSNA, zgodnie ze statutem. Równocześnie, oświadczam, że z dużą starannością staramy się wyjaśnić wszystkie powstałe wątpliwości - napisał w specjalnym oświadczeniu ks. Jacek Stryczek na swoim fanpage'u na Facebooku, odnosząc się do postawionych mu zarzutów i burzy medialnej wywołanej przez opublikowany dziś reportaż w serwisie onet.pl .

Bartosz Maciejewski
Ks. Jacek Stryczek

Oto treść tego dokumentu:

Drodzy Państwo,

SZLACHETNA PACZKA powstała po to, aby łączyć ludzi. Aby zmieniać ten kraj na lepsze. SZLACHETNA PACZKA to dla mnie powołanie. Często zbyt trudne, abym mógł je udźwignąć. W historii Paczki miało miejsce wiele trudnych momentów. Dzisiaj staję wobec takiego wydarzenia.

Od wielu miesięcy jesteśmy świadomi zarzutów, które są nam stawiane. W dobrej wierze staramy się na nie odpowiadać. Wielokrotnie również zapraszaliśmy Onet, aby zweryfikował stawiane zarzuty z faktami. Jesteśmy organizacją otwartą. Są z nami nie tylko pracownicy. Często pracują z nami goście, często z biznesu. Wiele osób widziało, jak wygląda życie naszej organizacji na co dzień.

Nie zgadzam się z zarzutami postawiony w artykule Onetu. Uważam, że tekst jest jednostronny, emocjonalny, a przez to nieprawdziwy. Trudno jest z nim polemizować, ponieważ w tekście znajdują się wypowiedzi osób, które w żaden sposób nie zostały zweryfikowane. Zabrakło w nim także wielu naszych wyjaśnień.

W wielu obszarach naszego działania widać, jak staramy się pracować - staramy się łączyć ludzi. Dla mnie ten tekst jest również przykry z tego powodu, że na co dzień żyję zupełnie inaczej niż tekst sugeruje. Pracuję z wieloma osobami, wspieram je w rozwoju, jestem dla nich. Zarządzam też wieloma zespołami w Wiośnie i poza nią. Nigdy człowiek nie był dla mnie środkiem do celu, lecz wartością samą w sobie.

Trud współpracy ze mną symbolicznie widoczny jest w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej - 40 km w nocy, najlepiej samemu. Jest to duże wymaganie i trudne. Dla wielu bolesne. A mimo to wiele osób samych z siebie wybiera to wyzwanie. Tak samo, jak współpracę z ze mną.

Rozumiem, że jestem wymagający. Przyjmuję jednak uwagi.

Drodzy Państwo,

dobro SZLACHETNEJ PACZKI jest dla mnie najważniejsze i nie chcę, by jakiekolwiek kwestie zagroziły toczącym się projektom, a przede wszystkim - niesieniu pomocy tysiącom potrzebujących.

Uznając powagę sytuacji, postanowiłem oddać się do dyspozycji Walnego Zgromadzenia Stowarzyszenia WIOSNA, zgodnie ze statutem.

Równocześnie oświadczam, że z dużą starannością staramy się wyjaśnić wszystkie powstałe wątpliwości.

Z poważaniem,

Ksiądz Jacek Stryczek

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem