Reklama

Biały Kruk 1

Ludzkie pragnienie nieśmiertelności

2017-10-31 14:00

Ks. Zbigniew Chromy
Edycja świdnicka 45/2017, str. 8

Ks. Zbigniew Chromy
Kaplica cmentarna w parafii pw. św. Jerzego i Matki Bożej Różańcowej w Wałbrzychu

Największym problemem ludzkiej egzystencji jest jej kruchość i skończoność. Kiedy gromadzimy się na początku listopada na naszych cmentarzach, problem naszego przemijania dociera do nas szczególniej. Tymczasem w ludzkim życiu miłość ujawnia swą paradoksalną istotę przez to, że chociaż człowiek pozostaje istotą śmiertelną, to jednak ludzka miłość, której doświadcza, domaga się nieskończoności i niezniszczalności, stanowi ona jakby krzyk za nieśmiertelnością. Zarazem jednak nie ma odpowiedzi na ten krzyk, bo choć ludzka miłość żąda nieskończoności, to nie może jej dać i także ona jest włączona w świat śmierci, w jego samotność i destrukcyjną siłę.

Czy więc poetycko wyrażona w „Pieśni nad pieśniami” pochwała potęgi miłości silniejszej niż śmierć pozostaje tylko literacko pięknie wyrażoną tęsknotą? Człowiek, będąc śmiertelną istotą, świadomy przemijalności, próbował przedłużać swe życie, niejako je unieśmiertelnić na dwa sposoby. Najpierw próbował trwać w kimś drugim, w życiu swojego potomstwa. Dlatego dla starożytnych brak potomstwa i bezżeństwo było największym przekleństwem, z kolei każde dziecko dawało większą szansę przeżycia. Starano się więc o jak największą ich liczbę, bo to oznaczało Boże błogosławieństwo. Druga droga zapewnienia sobie nieśmiertelności powstała wtedy, gdy człowiek odkrył, że w swych dzieciach nie trwa w sensie zbyt właściwym, a przecież pragnął, by po nim pozostało coś więcej. Tak zrodziła się pogoń za sławą, która miałaby uczynić człowieka nieśmiertelnym w ludzkiej pamięci po wieczne czasy. Jednak również to drugie usiłowanie nie daje tego, czego pragnie ludzka istota. Jedno i drugie powstaje z dążenia do bycia niezależnym. Jeśli jednak człowiek nie chce być zależny, co, stanowi istotę grzechu, wydaje siebie właśnie przez to na śmierć, odłączając się od źródła życia. Chęć zapewnienia sobie, dzięki własnym wysiłkom nieśmiertelności, nie jest obca także i naszym czasom. Człowiek jednak zarówno w potomstwie, jak i w swych dziełach może trwać tylko na sposób „cienia”. Czyż krainy istnienia na sposób cienia Izraelici nie nazywali Szeolem, a Grecy Hadesem? Jaki istnieje związek między zmartwychwstaniem, śmiercią i miłością?

Związek można ująć w następujący sposób: „Tylko tam, gdzie ktoś stawia wartość miłości ponad wartość życia, to znaczy tylko tam gdzie ktoś jest gotów postawić życie na drugim miejscu, poniżej miłości (…), tylko tam miłość może być mocniejsza niż śmierć. (…) Ażeby mogła być czymś więcej niż śmierć, musi być najpierw czymś więcej niż życie”.

Reklama

Prawda ta jest ściśle związane z podstawą chrześcijańskiej nadziei, jaką jest zmartwychwstanie Chrystusa. Miłość Jezusa do Ojca, a przez to do ludzi, która powiodła Go na krzyż, okazała się silniejsza niż śmierć, gdyż Bóg wskrzesił Go z martwych. Miłość jest podstawą nieśmiertelności, nieśmiertelność zaś pochodzi z miłości. Bycie chrześcijaninem oznacza właśnie życie miłością, z nadzieją, że wszelki deficyt miłości, jaki człowiek w sobie nosi, został wypełniony w wielkiej obfitości przez miłość Jezusa Chrystusa. Jeżeli w Chrystusie miłość stała się silniejsza niż śmierć, aby ją przezwyciężyć, trzeba łączności z tą boską potęgą życia i miłości. Jezus z Nazaretu przez przejście drogą ziarna pszenicy, które obumierając przynosi plon obfity, przez swą ofiarę ukazuje istotę miłości, która w Nim osiąga swoje dopełnienie. Dlatego uczy nas w następujący sposób: „Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt 10,39). Te znane słowa Jezusa nabierają dodatkowej głębi, kiedy połączymy je z omawianym pragnieniem nieśmiertelności, które dotyczy nas wszystkich. Powstanie z martwych Chrystusa jest odpowiedzią na najgłębsze pragnienia całej ludzkości zarówno te dotyczące miłości, jak i te związane z nieśmiertelnością. Kościół uczy, że życie ludzkie zmienia się, ale się nie kończy, i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki znajdziemy miejsce przygotowane dla nas w niebie przez Chrystusa. By stało się ono udziałem naszych bliskich zmarłych, gromadzimy się na modlitwie, szczególnie na początku listopada. Nasza modlitwa za zmarłych jest wyrazem wiary w communio sanctorum (świętych obcowanie). W Katechizmie Kościoła Katolickiego o naszej komunii (wspólnocie ze zmarłymi) możemy przeczytać następujące zdania: „Kościół pielgrzymów od zarania religii chrześcijańskiej czcił z wielkim pietyzmem pamięć zmarłych, a «ponieważ święta i zbawienna jest myśl modlić się za umarłych, aby byli od grzechów uwolnieni» (2 Mch 12,45), także modły za nich ofiarowywał. Nasza modlitwa za zmarłych nie tylko może im pomóc, lecz także sprawia, że staje się skuteczne ich wstawiennictwo za nami” (KKK 958).

Z przytoczonego tekstu wynika, że nie tylko my możemy się modlić za naszych bliskich, którzy odeszli już z tego świata, ale, że również oni (którzy sobie już pomóc nie mogą), skutecznie wstawiają się za nami w modlitwie połączonej z cierpieniem. O tym jak się modlić za zmarłych, spróbujemy opowiedzieć następnym razem.

Tagi:
nieśmiertelność

Światłość, która nie oślepia

2018-06-23 14:35

Anna Buchar

Wczoraj o godz. 18.30 w katedrze wrocławskiej odbyła się dziękczynna Msza św. za 50 lat istnienia i działalności Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Eucharystii przewodniczył kardynał Gerhard Ludwig Müller, niemiecki duchowny, prefekt Kongregacji Nauki Wiary (2012 – 2017).

Anna Buchar
Kard. Müller przewodniczył dziękczynnej Mszy św. w katedrze wrocławskiej

Na początku Mszy św. zebranych przywitał ks. prof. Włodzimierz Wołyniec, rektor PWT. - Książka, pt. ,,Msza Święta źródło chrześcijańskiego życia” mówi o osobistym spotkaniu z Panem Jezusem w czasie każdej Eucharystii, spotkaniu, które prowadzi do głębokiej wspólnoty życia i miłości z Bogiem. Odpowiadając na dar Bożej miłości, chcemy dziękować w tej Mszy św. koncelebrowanej przez naszych profesorów, wykładowców, księży absolwentów oraz kapłanów zaprzyjaźnionych z naszą uczelnią, za 50 lat istnienia i działalności Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.


W homilii metropolita krakowski, abp Marek Jędraszewski mówił o Chrystusie, który jest światłością. - Stajemy wobec Chrystusa, który jest światłością świata. I nie jest to światłość, która nas oślepia. To światło, dzięki któremu widzimy świat, jako owoc stwórczej miłości Najwyższego. I widzimy Boga, który z miłości powołał wszystko do istnienia i nad tym swoim dziełem nachylił się i nim zachwycił, widząc, że wszystko co stworzył było bardzo dobre. Ważne, byśmy w tym świetle, którym jest Chrystus, dostrzegli siebie – mówił metropolita krakowski, dodając, że tylko wtedy, gdy spojrzymy na Boga, na świat i siebie zrozumiemy w pełni słowa św. Jana Pawła II, które wypowiedział podczas inauguracji swojego pontyfikatu i które pogłębił wizytując Polskę w 1979 r. – Św. Jan Paweł II prosił, abyśmy nie bali się otwierać drzwi Chrystusowi, bo tylko on wie, co kryje się w głębi człowieka. On jest kluczem, dzięki któremu człowiek jest w stanie zrozumieć siebie – puentował.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Franciszek: każda rodzina powinna być sanktuarium życia

2018-06-24 12:34

st (KAI) / Watykan

Ludzkie życie jest i pozostaje tajemnicą, a rodzice działają jako współpracownicy Boga. Jest to misja prawdziwie podniosła, która czyni każdą rodzinę sanktuarium życia – powiedział Ojciec Święty w rozważaniu przed modlitwą „Anioł Pański”. Papież nawiązał do fragmentu Ewangelii (Łk 1,57-66.80), czytanego w dzisiejszą uroczystość Narodzenia św. Jana Chrzciciela.

Grzegorz Gałązka

Mówiąc o nieoczekiwanym już poczęciu św. Jana Chrzciciela Franciszek podkreślił, że napełniło ono radością i zdumieniem jego krewnych i osoby bliskie, przekraczało bowiem ludzką logikę i możliwości. „Musimy nauczyć się ufać i zamilczeć w obliczu tajemnicy Boga oraz kontemplować w pokorze i milczeniu Jego dzieło, które objawia się w historii i które często przekracza naszą wyobraźnię” – zauważył papież.

Zaznaczył, że całe wydarzenie narodzin Jana Chrzciciela otoczone jest "radosnym poczuciem zadziwienia, zaskoczenia i wdzięczności". Papież zachęcił do rachunku sumienia: jaka jest moja wiara, czy jest radosna, otwarta na zaskoczenia i czy w duszy pojawiła się wdzięczność.

„Niech Najświętsza Maryja Panna pomaga nam zrozumieć, że w każdej osobie ludzkiej znajduje się ślad Boga, który jest źródłem życia. Niech Ona, Matka Boga i nasza Matka, uświadamia nam coraz bardziej, że rodząc dziecko rodzice działają jako współpracownicy Boga. Jest to misja prawdziwie podniosła, która czyni każdą rodzinę sanktuarium życia” – zakończył swoje rozważanie papież.


Drodzy bracia i siostry, dzień dobry!

Dzisiaj liturgia zachęca nas do obchodzenia uroczystości Narodzenia św. Jana Chrzciciela. Jego narodziny to wydarzenie, które rzuca światło na życie jego rodziców, Elżbiety i Zachariasza, ogarniając radością i zdumieniem jego krewnych i osoby bliskie. Ci podeszli wiekiem rodzice wymarzyli a także przygotowywali ten dzień, ale już się go nie spodziewali: czuli się wykluczeni, upokorzeni, rozczarowani: nie mieli dzieci. W obliczu zapowiedzi narodzin syna (por. Łk 1, 13), Zachariasz pozostał niedowiarkiem, bo prawa naturalne na to nie pozwalały: byli starzy, w podeszłym wieku. Zatem Pan sprawił, że był niemy przez cały okres ciąży (por. w. 20). To znak. Ale Bóg nie jest uzależniony od naszej logiki i naszych ograniczonych ludzkich możliwości. Musimy nauczyć się ufać i zamilczeć w obliczu tajemnicy Boga oraz kontemplować w pokorze i milczeniu Jego dzieło, które objawia się w historii i które często przekracza naszą wyobraźnię.

A teraz, gdy wydarzenie ma miejsce, gdy Elżbieta i Zachariasz doświadczają, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego” (Łk 1, 37), ich radość jest wielka. Dzisiejszy fragment Ewangelii (Łk 1,57-66.80) ogłasza narodziny, a następnie koncentruje się na momencie nadania dziecku imienia. Elżbieta wybiera imię obce tradycji rodzinnej i mówi: „ma otrzymać imię Jan” (w. 60), co oznacza „Bóg okazał łaskę”. I rzeczywiście Jan, darmo dany i już nieoczekiwany dar, będzie świadkiem i zwiastunem Bożej łaski dla ubogich, którzy wyczekują z pokorną wiarą Jego zbawienia. Zachariasz niespodziewanie potwierdza wybór tego imienia, pisząc je na tabliczce – był bowiem niemy - i „natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga” (w. 64). Całe wydarzenie narodzin Jana Chrzciciela otoczone jest radosnym poczuciem zadziwienia, zaskoczenia i wdzięczności: ludzie ogarnięci są świętą bojaźnią Bożą i „w całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło” (w. 65). Bracia i siostry, wierny lud zdaje sobie sprawę, że stało się coś wielkiego, chociaż pokornego i ukrytego, i zastanawia się: „Kimże będzie to dziecię?” (w. 66).

Wierny lud Boży jest zdolny do przeżywania wiary z radością, z poczuciem zdumienia, zaskoczenia i wdzięczności. Ale spójrzmy na tych ludzi, którzy dobrze mówili o tej cudownej rzeczy, o tym cudzie narodzin Jana, i czynili to z radością, byli szczęśliwi, z poczuciem zdumienia, zaskoczenia i wdzięczności. Patrząc na to, zadajmy sobie pytanie: jaka jest moja wiara? Czy jest to wiara radosna, czy też wiara zawsze taka sama, wiara płaska? Czy mam poczucie zadziwienia, gdy widzę dzieła Pana, kiedy słyszę o ewangelizacji lub życiu jakiegoś świętego, lub kiedy widzę tak wielu ludzi dobrych: czy odczuwam w swoim wnętrzu łaskę, albo też nic w moim sercu się nie porusza? Czy potrafię odczuć pociechę Ducha Świętego, czy też jestem na to zamknięty? Niech każdy z nas postawi sobie pytanie w rachunku sumienia: „Jaka jest moja wiara? Czy jest radosna? Czy jest otwarta na niespodzianki Boga, bo Bóg jest Bogiem niespodzianek? Czy zakosztowałem w duszy poczucia zadziwienia jakie sprawia obecność Boga, tego poczucia wdzięczności?”. Pomyślmy o tych słowach, które są duszą wiary: radości, poczucia zadziwienia, poczucia niespodzianki i wdzięczności.

Niech Najświętsza Maryja Panna pomaga nam zrozumieć, że w każdej osobie ludzkiej znajduje się ślad Boga, który jest źródłem życia. Niech Ona, Matka Boga i nasza Matka, uświadamia nam coraz bardziej, że rodząc dziecko rodzice działają jako współpracownicy Boga. Jest to misja prawdziwie podniosła, która czyni każdą rodzinę sanktuarium życia, a każde narodziny dziecka niech rozbudzają radość, zadziwienie i wdzięczność.



"Wczoraj w Asunción w Paragwaju została ogłoszona błogosławioną Maria Felicja od Jezusa Eucharystycznego, imię świeckie Maria Felicia Guggiari Echeverría, zakonnica zakonu karmelitanek bosych. Żyła w pierwszej połowie XX wieku, entuzjastycznie przyłączyła się do Akcji Katolickiej i opiekował się starszymi, chorymi i więźniami. To bogate doświadczenie apostolstwa, wspierane przez codzienną Eucharystię, doprowadziło ją do poświęcenia się Panu. Zmarła w wieku 34 lat, z pogodzona ze swoją chorobą. Świadectwo tej młodej błogosławionej jest zaproszeniem dla wszystkich młodych ludzi, zwłaszcza Paragwajczyków, do życia z hojnością, łagodnością i radością. Nazywano ją `Chiquitunga`, tzn. „Maleńka”" - powiedział Franciszek i poprosił aby osobę nowej błogosławionej uczcić brawami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem