Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Binyam

1000 metrów historii

2017-10-31 14:00

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 45/2017, str. 5

Artur Stelmasiak
Przez cały okres poszukiwań „Łączka” stała się wyjątkową lekcją historii dla całej Polski

Polacy, odwiedzający Wojskowe Powązki z okazji Wszystkich Świętych, pierwszy raz mogli spacerować spokojnie, czyli bez obaw, że depczą groby narodowych bohaterów.

Po wielu latach starań w 2017 r. udało się przeszukać cały teren kwater „Ł” na warszawskich Powązkach Wojskowych. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak te tysiąc metrów kwadratowych przekopanej ziemi są ważne dla przyszłości Polski.

Ale „Łączka” jest ważna z jeszcze jednego powodu. Ukazywanie dowodów masowej zbrodni odciska się na zbiorowej wyobraźni. Te poszukiwania bardzo mocno przyczyniły się do budowania narodowej tożsamości, bo dziś już miliony Polaków słyszało o „Łączce”. Wiemy kim byli Żołnierze Wyklęci, ale także wiemy, kim byli zdrajcy i kaci.

Bez wątpienia „Łączka” jest najważniejszym miejscem w naszym kraju, bo najwyżsi oficerowie antykomunistycznego podziemia z całej Polski trafiali do katowni na Rakowiecką. Po brutalnych przesłuchaniach zapadał wyrok i strzał w tył głowy, a później przywożono ich ciała do ukrytych dołów. „Łączka” jest mogiłą elity podziemia niepodległościowego, które sprzeciwiło się planom powojennej sowietyzacji Polski. Oni byli bohaterami najwyższej próby, wielu z nich miało przecież ordery Virtuti Militarii.

Reklama

Kontynuacja Katynia

Prace na „Łączce” pierwszy raz pokazały historykom i Polakom wyjątkowe bestialstwo bezpieki. To miejsce jest dowodem na to, że komuniści torturowali naszych bohaterów zarówno za życia, jak i po śmierci. W latach 50. ubiegłego wieku „Łączka” znajdowała się poza murami cmentarza komunalnego. Było to zachwaszczone i zaśmiecone miejsce oddalone od cywilnych zabudowań, gdzie ciała wrzucano do dołów, jak śmieci. Pochówki odbywały się najczęściej pod osłoną nocy, aby nikt nie dowiedział się gdzie znajdują się szczątki Wyklętych Żołnierzy, o których mieliśmy na zawsze zapomnieć. Okazuje się jednak, że Polscy nie zapomnieli, ale musiało upłynąć sporo czasu, by okrutna prawda wyszła na światło dzienne.

W pierwszych latach stalinizmu wyroki wykonywano poprzez ostrzał ciała. Celowano w klatkę piersiową, żebra, miednicę, a nawet uda. Na przełomie lat 1948-49 nastąpiła zmiana i zaczęto stosować tzw. „metodę katyńską”. Pojedynczy strzał z tyłu głowy powodował rozległe obrażenia głowy, czyli natychmiastową śmierć, a także nie angażował osób postronnych. Wystarczył bowiem lojalny, nieczuły kat, który pojedynczym strzałem uśmiercał umęczonych więźniów. – Tę zbrodnię doskonale widać na roztrzaskanych czaszkach. Zdecydowana większość odnaleziony osób na „Łączce” została zamordowana właśnie w ten sposób – tłumaczy dr Łukasz Szleszkowski z Zakładu Medycyny Sądowej.

Wśród wolontariuszy pomagających na „Łączce” byli zarówno emeryci, jak i młodzi, którzy w ten sposób chcieli dać dowód patriotyzmu. – Na „Łączkę” trafiłem przez Białoruś, gdzie widziałem miejsce spoczynku ofiar zbrodni katyńskiej. Uzmysłowiałem sobie, że przecież tu na Wojskowych Powązkach spoczywają bohaterowie, których sowieci nie zdołali zamordować podczas II wojny światowej. Morderstwa komunistyczne po 1945 r. były więc kontynuacją zbrodni katyńskiej – mówi Jakub Wieczorek, student politologii na UW. – Praca na „Łączce” była czymś więcej, niż tylko wolontariatem. To miejsce dotyka mnie głęboko i jakoś wewnętrznie formuje. Oni zostali potraktowani, jak śmiecie, a my przyszliśmy ich z tego śmietnika wydobyć.

Poszukiwacze złota

Przez wszystkie lata poszukiwań na „Łączce” można było spotkać pracowników IPN, archeologów, medyków, prokuratorów oraz wielką grupę wolontariuszy. Mężczyźni pracowali łopatami i taczkami, a kobiety zajmowały się drobiazgowym przesiewaniem ziemi na sitakach. Ich praca przypominała trochę obrazki z tzw. Dzikiego Zachodu ogarniętego gorączką złota. – Dobre porównanie, ale dla nas szczątki bohaterów są znacznie ważniejsze od złota – odpowiada starszy pan, który na Powązki dojeżdżał niemal codziennie z podwarszawskiego Piaseczna.

W ten sposób przeszukana została każda grudka ziemi, aby na „Łączce” nie pozostał żaden, najmniejszy fragment szczątków tych, których 70 lat temu komunistyczni zbrodniarze ukryli w dołach śmierci. Wolontariusze swoją pracą pokazali, że komuniści pomylili się, bo Polacy potrafią upomnieć się o swoich bohaterów. – Jesteśmy więc trochę, jak pracownicy zakładu pogrzebowego, którzy spóźnili się o 70 lat. Ale może właśnie dlatego robimy to z wielkim przekonaniem, a nawet można powiedzieć z powołaniem – mówi Iwona Chowańska z Biura Poszukiwańi Identyfikacji IPN.

Często to miejsce odwiedzane było przez siostry zakonne, księży, a nawet biskupów, ministrów i prezydenta, aby po 70 latach pomodlić się przez chwilę. – Przecież oni zostali pochowani w duchu pogardy i nienawiści. Jako kapłan czuję potrzebę, by należną i zaległą modlitwę nad szczątkami naszych bohaterów jakoś nadrobić – mówi ks. Tomasz Trzaska. – Przez kilka dni razem z kolegami księżmi byliśmy wolontariuszami na „Łączce”. Skorzystaliśmy z tych ważnych narodowych rekolekcji.

Tagi:
cmentarz łączka

Bohaterowie odnalezieni

2017-07-17 17:12

Łukasz Krzysztofka

Z warszawskiej „Łączki” wyprowadzono szczątki ofiar reżimu komunistycznego, odnalezione przez Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN w kwaterze Ł i Ł II Cmentarza Wojskowego.

Łukasz Krzysztofka

W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele Kancelarii Prezydenta, rządu oraz instytucji i urzędów państwowych.

W liście skierowanym do ceremonii Prezydent RP Andrzej Duda napisał, iż mam miejsce historyczny moment, „dzisiaj kończą się tragiczne dzieje powązkowskiej „Łączki”, które trwały ponad 70 lat”. Prezydent podkreślił, że bardzo wielu niezłomnych żołnierzy drugiej konspiracji nadal czeka na to, aby odnaleźć ich szczątki. - Jestem przekonany, że na nas spoczywa obowiązek patriotyczny, chrześcijański i ludzki, by dołożyć wszelkich starań dla dopełnienia tej ostatniej powinności wobec naszych narodowych bohaterów. I jako Prezydent Rzeczypospolitej chcę dzisiaj Państwa zapewnić o moim poparciu dla tego dzieła – napisał Prezydent Andrzej Duda. List został odczytany przez podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta RP Wojciecha Kolarskiego.

Zobacz zdjęcia: Bohaterowie odnalezieni

„Dzisiejsze wydarzenie jest znaczącym wyrazem elementarnej historycznej sprawiedliwości. To ważne ogniwo wypełniania naszego moralnego zobowiązania wobec ludzi, którzy swym życiem dali świadectwo autentycznego patriotyzmu. Prowadzenie przez Instytut Pamięci Narodowej poszukiwania, ekshumacje, badania genetyczne, stopniowo przywracają pamięć o wielkich postaciach naszej historii. Niepodległa Polska odzyskuje swoich bohaterów” – napisała w liście odczytanym przez Sekretarza Stanu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Pawła Szefernakera Premier Beata Szydło.

Jan Józef Kasprzyk, p.o. szefa Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych wyraził wdzięczność zespołowi prof. Krzysztofa Szwagrzyka, który kierował pracami na "Łączce” za to, że "nigdy nie stracili nadziei”. - Dzięki tej nadziei możemy być tutaj razem i wspólnie chylić czoła przed bohaterami, bohaterami naszej wolności - podkreślił.

Ostatnia część prac poszukiwawczych na "Łączce” rozpoczęła się 18 kwietnia i trwała trzy miesiące. Brało w niej udział ponad 200 wolontariuszy.

Prof. Szwagrzyk powiedział, iż pragnąłby, aby na „Łączce” powstało Mauzoleum Żołnierzy Wyklętych. - Takie miejsce, przy którym nikt nie będzie miał wątpliwości, że to wyraz honoru wobec naszych przodków – wyjaśnił.

29 trumienek i 18 skrzyń zostało karawanami przewiezione na Cmentarz Północny, gdzie będą oczekiwać na identyfikację i godny pogrzeb.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

"Gurgacz. Kapelan Wyklętych"

2018-02-23 14:15

Filmowy portret niezwykłego kapłana, który nie wahał się konsekwentnie podążać drogą sumienia w najczarniejszych latach powojennej Polski. Ksiądz Władysław Gurgacz, jezuita, był kapelanem Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej.


Głosił prawdę w czasach zniewolenia, ratował zbłąkane dusze, prowadził ludzi do Boga. Idąc za głosem sumienia, trwał do końca przy młodych żołnierzach, którzy z bronią w ręku przeciwstawiali się komunistycznemu reżimowi. W 1939 roku, na początku swej kapłańskiej drogi, przed obrazem Maryi Królowej Polski złożył siebie w ofierze za ratowanie ukochanej Ojczyzny. Osiem lat później został skazany na śmierć.

„Gurgacz. Kapelan Niezłomnych” to przejmujący obraz na styku dokumentu i fabuły. Archiwalne fotografie, zapiski kapłana, świadectwa przeplatają się ze scenami fabularnymi, w których znakomitą kreację głównego bohatera stworzył Wojciech Trela. Najnowsze dzieło Dariusza Walusiaka, współtwórcy „Teraz i w godzinę śmierci”, to nie tylko filmowy zapis dramatycznej, prawdziwej historii. To przede wszystkim poruszająca opowieść o wolności, poświęceniu dla ideałów i głębokiej wierze.

PREMIERA: 2 MARCA 2018 r.
gatunek: dokument fabularyzowany
czas trwania: 76 min
www.gurgaczfilm.pl
Film jest częścią oficjalnych obchodów Narodowego Dnia Pamięci "Żołnierzy Wyklętych" 2018

Władysław Gurgacz urodził się 2 kwietnia 1914 roku we wsi Jabłonica Polska u stóp Pogórza Dynowskiego. W sierpniu 1931 roku wstąpił do nowicjatu Ojców Jezuitów w pobliskiej Starej Wsi. Po złożeniu ślubów zakonnych wyjechał do Pińska, gdzie w tamtejszym kolegium jezuickim przebywał do 1937 roku. Dalszą naukę kontynuował w krakowskim kolegium Towarzystwa Jezusowego.

7 kwietnia 1939 roku w Częstochowie na Jasnej Górze w obliczu zbliżającej się wojny z Niemcami Władysław Gurgacz złożył swoje życie w ofierze za odkupienie win narodu polskiego. Akt ten był zapowiedzią jego męczeńskiej drogi – „Przyjm, Panie Jezu Chryste, ofiarę, jaką Ci dzisiaj składam, łącząc ją z Twoją Najświętszą krzyżową Ofiarą. Za grzechy Ojczyzny mojej, tak za winy narodu całego, jako też i jego wodzów, przepraszam Cię, Panie, i błagam zarazem gorąco, byś przyjąć raczył jako zadośćuczynienie całkowitą ofiarę z życia mego”.

Święcenia kapłańskie Władysław Gurgacz otrzymał 24 sierpnia 1942 roku. W tym czasie w Warszawie przygotowywał się do złożenia egzaminu licencjackiego. Z powodu ciągłych dolegliwości musiał jednak rozpoczął kurację zdrowotną. Jednocześnie otrzymał zgodę na zdawanie egzaminu w Starej Wsi. Decyzja ta uratowała mu życie, bowiem po wybuchu powstania warszawskiego Niemcy wymordowali jezuitów z kolegium przy ul. Rakowieckiej.

W kwietniu 1945 roku ks. Gurgacz trafił do szpitala powiatowego w Gorlicach, gdzie spędził niemal trzy lata. Tam sprawował posługę kapłańską. „Szpital dla wielu jest domem rekolekcyjnym; zmienia całkowicie dawnych niedowiarków lub nałogowych grzeszników, nawet rodzi powołania zakonne” – pisał.

Od września 1947 roku ks. Władysław pełnił posługę w domu Sióstr Służebniczek w Krynicy, gdzie dał się poznać jako gorliwy duszpasterz. Głoszone przez niego kazania przyciągały do kościoła tłumy wiernych, co nie podobało się komunistycznej władzy. Tak sam o tym pisał: „W Krynicy publiki było tak dużo, że stali ludzie już na zewnątrz. (…) Rano obstawili konfesjonał, w którym miałem spowiadać, sami mężczyźni. Dotąd ciągle jeszcze spowiadam w kościele i w domu, a raz po raz zamawiają się telefonicznie albo pośrednio przez kogoś jubilaci, co po kilkadziesiąt lat nie praktykowali. Prawdziwa ulewa z nieba. Powodzenie to rozwścieczyło lewicę”. W tym czasie dwukrotnie próbowano kapłana zabić.

Podczas pobytu w Krynicy z ks. Gurgaczem nawiązał kontakt Stanisław Pióro, twórca działającej na Nowosądecczyźnie konspiracyjnej organizacji Polska Podziemna Armia Niepodległościowa. W maju 1948 roku ksiądz przyjął funkcję kapelana w tworzonym oddziale leśnym Żandarmerii PPAN. W konspiracji występował pod pseudonimem „Sem” – Sługa Maryi. „Obowiązkiem moim była opieka moralna nad grupą, a więc odprawiałem msze święte, spowiadałem członków grupy, objaśniałem im Ewangelię świętą. Poza tym miałem wykłady dotyczące dziedziny filozoficznej, a mianowicie przeprowadzałem krytykę materializmu marksistowskiego” – pisał o swoich zadaniach.

Odział Żandarmerii PPAN przygotowywał przyszłe kadry na ostateczną rozprawę z komunistami po wybuchu trzeciej wojny światowej. Partyzanci wspierani przez miejscową ludność przetrwali w lesie ponad rok. 2 lipca 1949 roku, po nieudanej akcji zdobycia pieniędzy potrzebnych na dalszą działalność, Urząd Bezpieczeństwa w Krakowie aresztował ks. Gurgacza. „Nie uciekłem po napadzie, ponieważ nie chciałem pozostawić członków organizacji i tak samo jak i oni chciałem ponieść odpowiedzialność” – wyznał kapłan.

13 sierpnia 1949 roku, po pokazowym procesie, podczas którego ksiądz przedstawiany był jako herszt zbrodniczej bandy, skazano go na karę śmierci wraz z dwoma towarzyszami: Stefanem Balickim i Stanisławem Szajną. Na sali sądowej powiedział: „Ówczesny rząd nie jest rządem polskim, tylko to są uzurpatorzy nasłani przez Kreml… Wierzę, że każda kropla krwi niewinnie przelanej zrodzi tysiące przeciwników i obróci się wam na zgubę”.

Wyrok wykonano w więzieniu przy ul. Montelupich w Krakowie 14 września 1949 roku. Ciała zamordowanych pochowano na cmentarzu wojskowym przy dzisiejszej ul. Prandoty. Tuż przed śmiercią ks. Gurgacz napisał do swego prowincjała: „Teraz, gdy stoję przed bramą wieczności, odczuwam wielki spokój. Niedługo wypowiem ostatnie «Ite, missa est!» (Idźcie, ofiara spełniona)”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego warto być teologiem? – spotkanie członów PTT w Częstochowie

2018-02-23 22:13

Ks. Mariusz Frukacz

Dlaczego warto być teologiem dzisiaj, co dalej z teologią, teologia naukowa czy kościelna? – te pytania były przedmiotem naukowej refleksji członków Częstochowskiego Oddziału Polskiego Towarzystwa Teologicznego. Teologowie spotkali się wieczorem 23 lutego w auli św. Jadwigi w Wyższym Seminarium Duchownym w Częstochowie.

Bożena Sztajner/Niedziela
Wyższe Seminarium Duchowne w Częstochowie

W spotkaniu wzięli udział członkowie Częstochowskiego Oddziału PTT na czele z ks. dr hab. Pawłem Maciaszkiem kierownikiem PTT Oddziału w Częstochowie oraz klerycy Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Sosnowieckiej, klerycy Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Częstochowskiej i studenci Wyższego Instytutu Teologicznego w Częstochowie. Punktem wyjścia do dyskusji był referat ks. prof. dra hab. Marka Skierkowskiego z Uniwersytetu Kard. Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Rozpoczynając spotkanie ks. dr hab. Paweł Maciaszek podkreślił jak ważny w teologii jest „trud przemyślenia wielkich prawd wiary w obrębie zmieniającej się kultury”.

Następnie prelegent odwołując się m. in. do konstytucji apostolskiej papieża Franciszka o kościelnych studiach akademickich „Veritatis gaudium” wskazał jak ważne jest przezwyciężenie rozdarcia teologii i troski pastoralnej i podkreślił za papieżem Franciszkiem, że „teologia powinna być wprowadzeniem duchowym, intelektualnym i egzystencjalnym w serce kerygmatu, powinna urzeczywistniać się w dialogu, powinna zwracać uwagę na interdyscyplinarność i transdyscyplinarność oraz winna spełniać swoja funkcję w obrębie instytucji”.

Ks. prof. Marek Skierkowski przypomniał również, że teologia to wiara poszukująca zrozumienia. – Teologia wypełnia końcowe zadanie myśli filozoficznej – cytował prelegent kard. Józefa Ratzingera i dodał za teologiem Karlem Rahnerem, że „słowo Bóg stanowi ostatnie słowo poprzedzające całkowite milczenie”.

Mówiąc o konieczności teologii ks. Skierkowski podkreślił, że „całe posłannictwo Kościoła przeniknięte jest teologią” – Człowiek ma prawo zachwycić się Bożym Objawieniem – powtórzył prelegent za teologiem szwajcarskim Hansem Ursem von Balthasarem.

Teolog z UKSW wskazał również na integralną metodę teologiczną składająca się z pięciu komponentów: filozoficzno-antropologicznego, pozytywno-hermeneutycznego, konstruktywno-systematycznego, praktyczno-dialogicznego i modlitewno-mistycznego.

- W palecie różnych nauk teologia jest niezbędna. Każdy teolog musi być eklezjalny – przypomniał prelegent i dodał: „Od teologii zależy los człowieka. Istnieje też ścisły związek teologii naukowej z teologią ewangelizacyjną”.

W dyskusji po referacie ks. dr Franciszek Dylus wskazując na możliwość poznania Boga przypomniał, że „teologia zaczyna się od Jezusa Chrystusa” i dodał za Pascalem: „Nie tylko nie znamy Boga inaczej niż przez Chrystusa, ale i siebie samych znamy jedynie przez Chrystusa; znamy życie i śmierć jedynie przez Chrystusa. Poza Chrystusem nie wiemy, ani co to nasze życie, ani śmierć, ani Bóg, ani my.”

Natomiast ks. dr Jarosław Grabowski podkreślił, że „teologia powinna służyć wspólnocie Kościoła, bo ona wyjaśnia prawdy wiary”.

Oddział Częstochowski Polskiego Towarzystwa Teologicznego istnieje od 1997 roku. Skupia duchownych i świeckich, wykładowców Wyższego Seminarium Duchownego i Instytutu Teologicznego w Częstochowie, duszpasterzy parafialnych, katechetów oraz inne osoby świeckie zaangażowane w życie Kościoła i zainteresowane szeroko pojętą problematyką teologiczną. Oddział w Częstochowie organizuje okolicznościowe sesje naukowe oraz spotkania w trzech sekcjach tematycznych: Sekcji Biblijnej , Sekcji Teologii Systematycznej i Sekcji Teologii Praktycznej. Do ważnych przedsięwzięć podejmowanych przez PTT w Częstochowie należą organizowane w listopadzie tzw. "Zaduszki Teologiczne", które są poświęcone pamięci zmarłych teologów. Materiały z organizowanych przez oddział częstochowski sesji naukowych i innych spotkań publikowane są regularnie na łamach "Częstochowskich Studiów Teologicznych".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem