Reklama

Biały Kruk 1

Jubileusz 100-lecia istnienia Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek Misjonarek

2017-10-31 14:00

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 45/2017, str. 2

Joanna Ferens
Siostry benedyktynki z pasterzem diecezji

W 1917 r. z inicjatywy matki Jadwigi Kuleszy powstało nowe zgromadzenie oparte na regule św. Benedykta – Siostry Benedyktynki Misjonarki. W tym roku zgromadzenie świętuje 100-lecie swego istnienia, a na uroczystości jubileuszowe w dniu 22 października zaprosiły również siostry pracujące od 34 lat w Biłgoraju przy sanktuarium Św. Marii Magdaleny

Przybliżono historię zgromadzenia, postać matki założycielki, a także charakter pracy sióstr benedyktynek w Biłgoraju. Wspomnieniami dzieliła się pierwsza przełożona biłgorajskiej placówki, s. Cypriana Konachowicz. – 9 lutego 1983 r. ks. prob. Florian Fornal zwrócił się z prośbą do matki generalnej Cecylii Serwońskiej o utworzenie placówki zgromadzenia w parafii św. Marii Magdaleny w Biłgoraju. 11 lipca 1983 r. rada generalna postanowiła otworzyć tutaj nową placówkę. 30 sierpnia 1983 r. we wtorek, o godz. 12.55 na plac przykościelny wjechała zakonna nyska. Pierwszymi osobami, które spotkały siostry, byli księża Jan Mróz i Jan Krawczyk. Pierwsze zaś kroki siostry skierowały do Gospodarza miejsca – przed tabernakulum. Po krótkiej modlitwie spotkały się z ks. prob. Florianem Fornalem, który przyszedł je powitać. Następnie siostry udały się na plebanię na uroczysty obiad, potem ksiądz proboszcz oprowadził siostry po terenie kościelnym, a na końcu wprowadził je do nowego mieszkania. Ludzie od samego początku nas odwiedzali i darzyli wielką sympatią. We wrześniu pojechałam na religię do Dąbrowicy, a tam – przedziwne rzeczy!, gdyż prawie każde dziecko przyszło z darem dla sióstr. Biłgoraj to dla nas miejsce szczególne, bo każda z nas przybywa tu jak do domu, mając świadomość, że spotka życzliwych, przyjaznych ludzi i zobaczy dawne dzieci, które trochę podrosły. Dziś przybywamy, by razem z wami świętować jubileusz naszego zgromadzenia – wspominała.

Centralnym punktem jubileuszu była Eucharystia sprawowana w intencji zgromadzenia przez pasterza naszej diecezji, bp. Mariana Rojka, który w homilii zwrócił się do sióstr z wdzięcznością za te wszystkie lata posługi. – Siostry benedyktynki misjonarki w swej zakonnej wspólnocie mającej stuletnie korzenie, polecacie każdego dnia Bogu na nieustannej modlitwie w sposób szczególny wiernych tej parafii, młodych, których katechizujecie, i seniorów oraz naszego bp. Jana, którym na co dzień posługujecie. Jak wiele wy wszystkim nam, a także przybywającym do tego naszego najmłodszego diecezjalnego sanktuarium gościom i pielgrzymom ofiarujecie w wymiarze duchowym! W 100-lecie waszego zgromadzenia pragniemy wyśpiewać Bogu hymn wdzięczności za wszystkie siostry, a dziś szczególnie dziękujemy Bogu za te pracujące tutaj, w Biłgoraju, które wzbogacały nas swoją świętością, których powołanie tu się zasiało, wzrastało i umacniało, i tu zostało odkryte – wskazał hierarcha.

Nie zabrakło również wielu pięknych życzeń składanych na ręce przełożonej biłgorajskiej placówki. Głos zabrali przedstawiciele parafii i rady parafialnej, Katolickiego Liceum im. Papieża Jana Pawła II, władze samorządowe w osobach starosty biłgorajskiego, burmistrza Biłgoraja oraz wójta gminy Biłgoraj. Ze szczególną wdzięcznością dziękowali przedstawiciele rodziców sióstr pochodzących z Biłgoraja.

Reklama

Swoją wdzięczność wyrażała i prosiła o modlitwę przełożona generalna matka Marcelina Kuśmierz. – Pragniemy dzisiaj wyrazić wdzięczność Najwyższemu za życie, powołanie i posługę sióstr na naszej placówce w Biłgoraju. Źródłem wielkiej radości jest dla mnie fakt, iż przez lata istnienia tej placówki Bóg powołał z biłgorajskiej ziemi liczne siostry. Teraz, na nowe stulecie, proszę was wszystkich, módlcie się, aby z tej ziemi ziarno Bożego powołania zakiełkowało w sercach innych dziewcząt, aby miały odwagę pozytywnie odpowiedzieć na głos powołania – mówiła matka generalna.

Na zakończenie odbył się montaż słowno-muzyczny, przygotowany przez siostry we współpracy z dziećmi i młodzieżą, w którym przybliżano postać matki założycielki, historię zgromadzenia, a także piękno powołania zakonnego.

Przez szereg lat siostry pracują w Biłgoraju jako katechetki i zakrystianki, prowadzą liczne grupy modlitewne dla dzieci i młodzieży, organizują rożne wyjazdy i rekolekcje. W ciągu tych 34 lat do zgromadzenia wstąpiło 10 dziewcząt z Powiatu Biłgorajskiego, w tym 8 z parafii św. Marii Magdaleny. Od roku 2003 siostry objęły również pracę w nowo powstałym Domu Księży Seniorów, gdzie pracują do dziś.

Tagi:
jubileusz zgromadzenie

Bezpieczny azyl

2018-01-24 12:44

Anna Skopińska
Edycja łódzka 4/2018, str. VIII

Kamil Gregorczyk
Kalkutki pomagają nie tylko materialnie, ale przede wszystkim duchowo

Dwa miejsca w Łodzi. Obydwa nierzucające się i niekrzyczące o tym, co robią. W jednym posługują siostry kalkutki. Ich obecność w Łodzi jest dla wielu doświadczonych przez los ludzi, którzy nie umieją poradzić sobie z problemami codziennego dnia, prawdziwym błogosławieństwem. Bo okazują miłość drugiemu człowiekowi. Tak prosto, bezwarunkowo i pięknie.

Drugim jest stacja, którą obsługują świeccy. Ale realizując charyzmat świętego. Szczególnie teraz, gdy na dworze mróz, gdy nie ma się gdzie podziać, widać, co robią.

Materialnie i duchowo

W każdą niedzielę grubo ponad setka osób uczestniczy w dwóch Mszach św. odprawianych w malutkiej kaplicy Sióstr Misjonarek Miłości w Łodzi. Najpierw rozpoczynające się Eucharystią spotkanie rodzin, po którym rodzice, dziadkowie, opiekunowie gromadzą się w stołówce na wspólnym śniadaniu i rozmowach, a dzieci trafiają pod opiekę sióstr i wolontariuszy.

Są dla nich specjalne katechezy, jest modlitwa, posiłek. Czekają na ten dzień. Wielu w codziennym życiu stara się być twardymi, ale w rozmowach z siostrami otwierają się i opowiadają o swoich problemach, często wielkich kłopotach, boleściach. A misjonarki słuchają i pomagają. Jak podkreślają – ważna jest tu pomoc duchowa, rozmowa, to, że nikt nie „zbywa” przychodzących, że posłucha, jak płaczesz.

Przychodzą tu od wielu już lat, niektóre rodziny już 5 czy 7.

Chwalą siostry za ich serce i poświęcenie dla drugiego człowieka. Nigdy nie wychodzą z pustymi rękoma, dostaną jedzenie, czasem ubrania dla dzieci, najmłodszym siostry podarują zawsze coś słodkiego.

Samotni i chorzy

Po południu dom odwiedzają bezdomni i samotni. Przychodzą ok. 15 na Mszę św. Tak jest codziennie, oprócz czwartków. Potrzebujący wspólnej modlitwie siadają razem do stołów. Przyjeżdżają tu z niemal z całej Łodzi ci, którzy śpią na dworcach, na klatkach schodowych, ulicach, czy też samotni, którym ciężko jest związać koniec z końcem. Te prawie dwie godziny spędzone razem pod skrzydłami kalkutek, to dla nich naprawdę dużo. Tak, jak dla kilkorga podopiecznych, którym siostry dały dach nad głową. Do stworzonej przez misjonarki noclegowni trafili bez środków do życia, bez perspektyw. Tu starają się zweryfikować swoje życie, deklarują jego przemianę. Wielu właśnie tu doświadcza swego człowieczeństwa. Mówią, że to wielka zasługa cichych, pokornych i skromnych sióstr.

W domu mieszkają także, już na stałe, niepełnosprawni. Kilkunastu mężczyzn. Chorzy z amputowanymi nogami, na wózkach, bezdomni, którymi nikt już nie chciał się zająć. Nie dawano im nawet szansy na dom, na pomoc, na doświadczenie czegoś dobrego. Siostry opiekują się nimi najlepiej, jak mogą, opatrują rany, karmią, opierają. Bezinteresownie. Każdego dnia. Jak mówią podopieczni – siostry nie odrzucają nikogo, w każdym potrafią dostrzec bliźniego i go pokochać. Może dlatego ci – odrzuceni i niechciani – tak licznie przystępują do spowiedzi i Komunii św. Często tylko tym i aż tym mogą podziękować.

Miłość zwycięża cierpienie

Z ich pomocy każdego dnia korzysta ponad 100 osób. Nie tylko ci, którzy przychodzą na posiłek czy umyć się w łaźni, pozostający w trudnej sytuacji życiowej i materialnej, którzy dostają paczki żywnościowe, ale też ludzie chorzy, samotni, leżący w domach, cierpiący na różne schorzenia.

Stacja Opieki Środowiskowej Konwentu Bonifratrów w Łodzi to jedyne takie miejsce w naszym mieście, które oprócz jadłodajni i pomocy potrzebującym realizuje też misję opiekuńczą w domach pacjentów. Do tych chorych wyjeżdżają dwie pielęgniarki, dwie opiekunki i jeden brat bonifrater. Mają pod swoją opieką kilkunastu podopiecznych. Pielęgniarki umyją, podadzą leki, pomogą posprzątać, zrobić zakupy tym, którzy tego wymagają, zrobią zastrzyki czy ustawią kroplówkę. Porozmawiają, potrzymają za rękę. To praca, która powinna być powołaniem. I nim jest. Pracownicy stacji dzięki podopiecznym rozumieją, że radością i szczęściem może być drobny, nawet niezauważalny gest, uśmiech, dotknięcie ręki, wypowiedziane słowo, bo dla tych przychodzących tu jest czymś bardzo ważnym. Dlatego starają się dać tym, do których są posłani, całe serce. I nie zapominać, że to „miłość zwycięża cierpienie”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Wielki Post z ks. Dolindo

2018-02-19 17:34

Agnieszka Bugała

Autorka bestselleru pt. „Jezu, Ty się tym zajmij! o. Dolindo Ruotolo. Życie i cuda” Joanna Bątkiewicz-Brożek nie zawiodła i na Wielki Post przygotowała prawdziwą perłę: rozważania drogi krzyżowej z ks. Dolindo. Książka powstała na podstawie przekładu nieznanych w Polsce, włoskich dzieł Padre z Neapolu, czerpie z zapisków jego lokucji wewnętrznych.


Autorka w kilku miejscach podkreśla zgodność przekazu ks. Dolindo z wizjami bł. Katarzyny Emmerich, niemieckiej stygmatyczki i wizjonerki, której w mistycznych widzeniach dane było uczestniczyć w bolesnej Męce Jezusa Chrystusa – ks. Dolindo w trakcie rozmów z Matką Bożą otrzymywał takie zapewnienie.

W życiu ks. Dolino umiłowanie Jezusowego Krzyża nie było literalnym wyznaniem, ale rzeczywistym podążaniem za Mistrzem, w Jego upokorzeniu, odrzuceniu i doświadczeniu pogardy, również od ludzi Kościoła. Fizyczne i duchowe cierpienia własne ks. Dolindo łączył z brutalnym ukrzyżowaniem Jezusa, podkreślając jednak miłość Pana i przebaczenie płynące dla oprawców z Krzyża. Rozważania Drogi Krzyżowej z ks. Dolindo są dla tych, którzy w ciszy (najlepiej przed Najświętszym Sakramentem) chcą podążać za Chrystusem w Jego Męce i adorować sercem Tego, który oddał za nas życie.

Książka wpisuje się w wielkopostną akcję „Niedzieli” pod hasłem „Odejdź od ekranu, idź się pokaż Panu!”. Idź, stań przed nim z Drogą Krzyżową wg ks. Dolindo i zanurz się w adoracji Jego Męki.

Przeczytaj także: Odejdź od ekranu, idź się pokaż PANU!
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sudan Południowy - obóz śmierci (dossier)

2018-02-21 16:10

Paweł Bieliński / Warszawa (KAI)

Papież Franciszek ogłosił piątek 23 lutego br. Dniem Modlitwy i Postu w Intencji Pokoju. Zwrócił się z prośbą o modlitwę szczególnie za Demokratyczną Republikę Konga (DRK) oraz Sudan Południowy - kraje od lat nękane krwawymi konfliktami zbrojnymi i wojną. Podpisane w 2011 r. w Sudanie porozumienia nie przyniosły wyczekiwanego pokoju.

smahel/pixabay.com

Zajmujący powierzchnię 644,3 tys. km kw. i zamieszkany przez nieco ponad 13 mln ludzi Sudan Południowy ogłosił niepodległość 9 lipca 2011 r. na mocy porozumień pokojowych, które zakończyły niemal 30-letnią wojnę domową pomiędzy północą (w większości muzułmańską) a południem (w większości chrześcijańskim i animistycznym) Sudanu. Zginęło w niej 1,5 mln ludzi, a 4 mln musiało uciekać ze swoich domów.

Pokój w niepodległym Sudanie Południowym trwał jednak krótko. W grudniu 2013 r. prezydent Salva Kiir - przedstawiciel grupy etnicznej Dinka - rozpoczął walkę o władzę ze swoim zastępcą Riekiem Macharem, z grupy Nuer, którego pozbawił stanowiska wiceprezydenta. W wyniku tej wojny zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, a ponad 2 mln opuściło swe domy. Porozumienie pokojowe Kiir i Machar podpisali pod naciskiem międzynarodowym w sierpniu 2015 r. Zobowiązało ono obu polityków do podzielenia się władzą.

Jednak w lipcu 2016 r. między ich zwolennikami znów wybuchły walki. Doprowadziło to do niemal całkowitego rozpadu państwa i ruiny gospodarki. Inflacja sięgnęła 300 procent. Żywność jest bardzo droga i ludzi często nie stać na jej zakup. Ponad 7 milionów osób codziennie cierpi z głodu, tysiące z nich żyją w zagrożeniu epidemią cholery. Według Amnesty International dzisiejszy Sudan Południowy to prawdziwy „obóz śmierci”.

Największy kryzys humanitarny

Południowosudańska wojna domowa ma podłoże zarówno w rywalizacji między plemionami, jak również w dążeniu do kontrolowania bogatych złóż ropy naftowej w tym najmłodszym państwie świata. Ponadto walczące strony dopuściły się wielu zbrodni na cywilach: zabójstw, tortur, gwałtów. Do zbrojnych oddziałów wcielono kilkanaście tysięcy dzieci. „Ludzie nieustannie są mordowani, okradani, plądrowani, wysiedlani” – napisali tamtejsi biskupi we wrześniu ub.r.

Ci, którzy wskutek walk musieli opuścić swe domy znajdują schronienie w obozach dla uchodźców założonych w sąsiednich krajach: Ugandzie (700 tys. ludzi), Kenii, Sudanie, Kongu i Republice Środkowoafrykańskiej. Są też przesiedleńcy, szukający schronienia w innych częściach Sudanu Południowego.

„Wojna trwa od 2013 r. nieprzerwanie do dziś i jej końca nie widać. Odbyło się wiele rozmów pokojowych, ale nikt nie respektuje porozumień. Ani rząd, ani też rebelianci” – powiedział we wrześniu 2017 r. przewodniczący Konferencji Episkopatu Sudanu Południowego, bp Edward Hiiboro Kussala. Ludzie żyją w stanie ciągłego zagrożenia, „wyjście na ulicę jest bardzo niebezpiecznie, wszędzie są rebelianci i zachodzi ryzyko znalezienia się w polu rażenia”.

Podkreślił, że obecna sytuacja polityczna jest wynikiem braku zaufania między rządem a rebeliantami. Dlatego ważne jest, aby wszyscy uczestnicy tej wojny, należący do różnych grup etnicznych i plemion, ponownie zasiedli do stołu rokowań i rozpoczęli rozmowy pokojowe.

Według hierarchy „obecny kryzys humanitarny w Sudanie Południowym jest największy ze wszystkich”, jakie kraj ten przeżywał od uzyskania niepodległości. Dane Funduszu Narodów Zjednoczonych Pomocy Dzieciom (UNICEF) mówią o 1,1 mln dzieci niedożywionych i o 2,2 mln (a więc 70 proc.), które nie chodzą do szkoły, co stanowi najwyższy wskaźnik na świecie.

Papieska pomoc

Próbę mediacji w sprawie przywrócenia pokoju podjął w 2016 r. papież Franciszek. Wysłał do Sudanu Południowego swego specjalnego przedstawiciela. Kard. Peter Turkson zawiózł przywódcom zwaśnionych stron przesłanie, w którym Ojciec Święty z wielkim naciskiem apelował o położenie kresu przemocy. Udało mu się przekazać je jedynie prezydentowi, gdyż wiceprezydent był poza stolicą. Odwiedził też szkoły i kościoły, w których gromadzą się uchodźcy. Niedługo później do stołecznej Dżuby dotarł transport pomocy medycznej i żywnościowej z Watykanu.

W lutym 2017 r. Franciszek apelował o pomoc żywnościową w ogarniętym głodem Sudanie Południowym. Chciał też tam pojechać, aby wesprzeć proces pokojowy i wzmocnić głos Kościoła wołający o zaprzestanie przemocy niosącej śmierć. Miał mu towarzyszyć prymas Wspólnoty Anglikańskiej abp Justin Welby. Planowana na 15 października 2017 r. jednodniowa wizyta, obejmująca Mszę św. i odwiedziny w jednym z obozów dla uchodźców, nie doszła jednak do skutku, gdyż nikt nie byłby w stanie zapewnić bezpieczeństwa uczestnikom spotkań z papieżem. W zamian Franciszek przyjął w Watykanie chrześcijańskich przywódców religijnych Sudanu Południowego, którego 60 proc. mieszkańców wyznaje chrześcijaństwo (40 proc. katolicyzm, zaś 20 proc. protestantyzm – głównie: anglikanie, baptyści i zielonoświątkowcy), 33 proc. tradycyjne religie plemienne, zaś 6 proc. islam.

W listopadzie 2017 r. Franciszek przewodniczył w bazylice św. Piotra w Watykanie czuwaniu modlitewnemu o pokój w Sudanie Południowym i Kongu. W krótkim rozważaniu mówił o potrzebie pokoju i pojednania między zwaśnionymi narodami i państwami. Aby dać konkretny wyraz swojej bliskości, papież postanowił, poprzez Dykasterię ds. Integralnego Rozwoju Człowieka, wesprzeć mieszkańców tego najmłodszego państwa świata kilkoma projektami. Inicjatywa „Papież dla Sudanu Południowego” obejmuje trzy obszary: zdrowotny, edukacyjny i rolniczy. Przewiduje się w nich wsparcie dla dwóch szpitali prowadzonych przez siostry zakonne, ufundowanie dwuletnich stypendiów dla młodzieży oraz pomoc rodzinom rolników w uprawie i hodowli bydła.

Mieszkańcy Sudanu Południowego stali się też beneficjentami papieskiego daru pieniężnego (25 tys. euro), jaki Franciszek przekazał w lipcu tego roku Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO). W ramach pomocy dla głodujących na wschodzie Afryki rozdaje ona ziarna i narzędzia rolnicze rodzinom wiejskim cierpiącym wskutek konfliktów zbrojnych i suszy. Odbiorcami papieskiej pomocy zostało 30 tys. mieszkańców wioski Yei w regionie Ekwatoria, w której uprawy uległy zniszczeniu podczas walk. Pięć tysięcy tamtejszych rodzin otrzymało paczkę ziaren siedmiu szybkorosnących warzyw i narzędzia rolnicze. - Dzięki wkładowi papieża Franciszka mieszkańcy Yei będą mogli ponownie podjąć swą produkcję rolną i uciec przed głodem - powiedział Serge Tissot, przedstawiciel FAO w Sudanie Południowym.

Kościół punktem odniesienia

Udało się natomiast dotrzeć do Sudanu Południowego przeorowi Wspólnoty z Taizé, br. Aloisowi. Po powrocie mówił, że punktem odniesienia dla umęczonych mieszkańców są kościoły i parafie. Sama parafia salezjańska w Dżubie przyjęła 10 tys. uchodźców.

Przedstawiciele Kościoła podkreślają, że kraj i jego władze potrzebują prawdziwej odnowy, która pozwoli pokonać wyniszczające go konflikty, podziały, trybalizmy i powszechną korupcję. „Politycy muszą zacząć służyć ludziom, a nie tylko sycić swe pragnienie władzy i napychać kieszenie” – mówi katolicki metropolita Dżuby, abp Paulino Lukudu Loro. Jego zdaniem nie da się przezwyciężyć trwającej wojny i pokonać potwornej plagi głodu, która rzuciła ten kraj na kolana, bez odrobiny dobrej woli ze strony zwaśnionych stron.

Katolicki episkopat zapewnia, że wraz innymi wspólnotami chrześcijańskimi będzie podejmował coraz intensywniejsze kroki, aby znaleźć rozwiązania prowadzące do trwałego pokoju. „Zamierzamy spotykać się osobiście nie tylko z prezydentem, ale także jego zastępcami, ministrami, parlamentarzystami, liderami opozycji, politykami, a także przedstawicielami wojska ze wszystkich walczących ugrupowań, aby prowadzić nasz kraj ku lepszej przyszłości” – napisali biskupi we wrześniu 2017 r.

Za swe zaangażowanie chrześcijanie płacą najwyższą cenę. W maju 2016 r. od ran postrzałowych żołnierzy zmarła słowacka zakonnica s. Veronika Racková, która pracowała jako lekarka w mieście Yei. Pięć miesięcy później zabito, ks. Lina Apolla, administratora episkopalnej diecezji Mundri. Posługiwał na terenach kontrolowanych przez rebeliantów. Gdy rozpoczęła się ofensywa wojsk rządowych, większość mieszkańców uciekła, jednak duchowny pozostał na miejscu. Został aresztowany, zarzucono mu współpracę z rebeliantami, poddano go torturom, a następnie rozstrzelano. W styczniu 2017 r. podczas walk Kajo Keji między siłami rządowymi a grupami rebeliantów zamordowano katolickiego katechistę Lino, a w marcu w Yei kolejnego anglikańskiego duchownego, ks. Simona Kwaje. Z kolei w lutym 2017 r. na 12 lat więzienia skazano za rzekomą działalność antypaństwową pastora Hassana Kodiego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem