Reklama

Miłujmy nie słowem, ale czynem

2017-11-14 15:01

Katarzyna Woynarowska
Niedziela Ogólnopolska 47/2017, str. 22-23

Jonathan Stutz/fotolia.com
Małe dobro, ale czynione codziennie, potrafi zmienić świat. Na lepsze.

Mimo że walka z ubóstwem idzie nam dobrze jak nigdy dotąd, to nadal końca z końcem nie może związać ok. 6 proc. Polaków

Zunijnej perspektywy w Polsce jest coraz mniej ubóstwa. Skok jest rzeczywiście imponujący. O ile w 2005 r. obliczano, że bieda, a co za tym idzie – wykluczenie społeczne dotyka ok. 45 proc. narodu, to już 3 lata później był to co 3. Polak. W 2015 r. ubóstwa doświadczało ok. 23 proc. populacji. Problem więc maleje u nas w takim tempie, że wysforowaliśmy się na unijnego lidera. Eurostat, czyli Europejski Urząd Statystyczny, lokuje nas w ścisłej czołówce. Dziś sytuacja u nas wygląda lepiej niż w Hiszpanii, na Węgrzech czy we Włoszech. Powodów poprawy jest kilka. Zdecydowanie lepsza sytuacja na rynku – to fundament wychodzenia z biedy. Niebagatelne okazały się też decyzja o podwyższeniu płacy minimalnej do 2 tys. zł brutto i zwiększenie stawki za godzinę pracy. Wielką zmianę spowodował, oczywiście, program „Rodzina 500+”, który jest niczym lina rzucona rodzinom, zwłaszcza tym wielodzietnym, którym od pokoleń żyło się w Polsce ciężko.

Czym jest ubóstwo?

Minimum egzystencji, które pozwala na zaspokojenie najbardziej minimalnych potrzeb – precyzują przepisy. Mówiąc prościej, ubóstwo to granica, której nie da się już przejść. Dzień, gdy człowieka już nie stać na kupienie najtańszego jedzenia, używanego ciucha, opłacenie czynszu i może jeszcze podstawowych leków.

Kogo ubóstwo dotyka najczęściej? Dotknięci skrajnym ubóstwem mieszkają w pustostanach albo w kanałach, przy rurach ciepłowniczych i w altankach na ogródkach działkowych. Ma twarz człowieka dotkniętego bezdomnością i nałogami. Biedy graniczącej z ubóstwem doświadczają najczęściej, jak podają statystyki, ludzie starzy i samotni, chorzy czy niepełnosprawni. Ciągle też trudniej żyje się samotnym rodzicom z jednym dzieckiem albo dzieckiem niepełnosprawnym czy chorowitym.

Reklama

Ubóstwem dotknięci są także ci, którzy nie potrafią spiąć swojego budżetu – często na skutek spłacania kredytów i tzw. chwilówek, które rujnują większość niewielkich budżetów rodzinnych. Do tej listy dopisuje się też małżeństwa bezdzietne i rolników na KRUS-owskich emeryturach oraz rodziny, które opiekują się osobą niepełnosprawną lub przewlekle chorą.

Ubóstwo pojawia się też na skutek nieszczęścia – wypadku odbierającego siłę i sprawność, pożaru, powodzi czy innego żywiołu – o czym mieliśmy niedawno okazję się przekonać, gdy na północnym zachodzie Polski wichura zniszczyła ludzki dobytek i zabrała życie.

Stan ubóstwa zakłada utratę nadziei na poprawę bytu lub brak możliwości wyjścia z trudnej sytuacji. Jak np. w przypadku rodzin z niepełnosprawnym czy chorym bliskim. Ich ubóstwo spowodowane jest m.in. brakiem realnej szansy na znalezienie pracy lub możliwości dorobienia. Ludzie żyjący w ubóstwie często nie wiedzą, gdzie szukać pomocy, albo wstydzą się swojej sytuacji. Nie odnajdują się w gąszczu przepisów, nie znają miejsc, do których powinni udać się po wsparcie, nie potrafią napisać najprostszego podania, w którym opowiedzieliby o swoim kłopocie. Bez życzliwego człowieka nie radzą sobie z rzeczywistością, co powoduje powolne, ale nieuchronne spadanie w dół.

Nieść pomoc trzeba umieć

W Polsce przy różnych okazjach wiele mówi się o różnych obliczach polskiej biedy i metodach jej łagodzenia. Istnieje bowiem całe spektrum organizacji, ruchów, stowarzyszeń i fundacji, które zajmują się rozmaitymi trudnymi sytuacjami życiowymi. Jednak to Kościół katolicki jest największą po państwie instytucją udzielającą pomocy potrzebującym. O skali, w jakiej niesie ową pomoc, doskonale przekonują publikowane corocznie raporty Caritas, które prezentują poszczególne akcje i projekty, także te o charakterze długofalowym.

Walka z ubóstwem w Kościele zaczyna się od kwestii podstawowej – nakarmić głodnych. To flagowy projekt realizowany m.in. przez Caritas. Oficjalnie nazywa się: Program Operacyjny „Pomoc Żywnościowa” i potrwa do 2020 r. Chodzi w nim o zadbanie, by głodni nie chodzili najbiedniejsi z biednych – czyli ludzie starzy, chorzy i samotni, których, jak podaje statystyka, ubóstwo dotyka najczęściej. Zaraz potem w grę wchodzą dzieci i, oczywiście, całe rodziny, choć po wprowadzeniu programu „Rodzina 500+” rodzin wielodzietnych narzekających na niedostatek jest zdecydowanie mniej.

Skala tej pomocy jest imponująca. W ramach programu do Caritasowskich magazynów trafiło w 2016 r. ponad 11 tys. ton żywności o łącznej wartości 51 035 558, 65 zł.

Pomoc została rozdana wśród ok. 232 tys. ludzi.

Do walki z różnymi formami ubóstwa służy niemal każdy Caritasowski projekt. Poczynając od systematycznie przeprowadzanych zbiórek żywności, przez świąteczne paczki dla najbiedniejszych, dożywianie dzieci w szkołach i wspieranie sąsiadów przysłowiową kromką chleba, po pomaganie w wychodzeniu z bezdomności, bezrobocia, uzależnień. Dofinansowanie recept, zakup węgla na zimę czy wciągnięcie realizatorów popularnego programu „Sprawa dla reportera” do ratowania ludzi z rozmaitych życiowych dramatów.

Gdy nadchodzi zima i zaczynają zamarzać bezdomni, to ratunkiem – najczęściej jedynym – są schroniska prowadzone w znacznym stopniu przez katolickie organizacje, z przywoływaną już wcześniej Caritas i Towarzystwom Pomocy im. św. Brata Alberta na czele. I ogrzewalnie, i jadłodajnie z ciepłą strawą. I magazyny, z których wydaje się kurtki, swetry i buty. W Warszawie np. w chłodne noce jeździ po mieście Uliczny Patrol Medyczny, któremu towarzyszą lekarze i wolontariusze z Caritas. Szukają biedaków, którzy być może nie przetrwają kolejnej nocy bez ciepłego kąta, ale także oferują pomoc medyczną, opatrują rany, podają leki przeciwbólowe.

Gdzie bita kobieta, najczęściej z dziećmi, znajdzie schronienie i pomoc? – w ośrodkach prowadzonych przez instytucje kościelne. Gdzie niezamożna rodzina może wynająć sprzęt rehabilitacyjny, kule, ortezy czy łóżko i materac przeciwodleżynowy? – w ośrodkach Caritas. Przykłady takich działań można mnożyć.

Działania te mają jednak jeszcze jeden cel – obudzić śpiących, potrząsnąć obojętnymi – czyli większością z nas. Bo nie trzeba daleko chodzić, by wesprzeć biedniejszego od siebie. Najczęściej jakiś życiowy dramat czai się za rogiem, w naszej lub sąsiedniej klatce schodowej, w bloku czy ulicy. Takie miłosierdzie w skali mikro ma ogromne znaczenie społeczne. Pokazuje, że dobroć czyniona „małymi krokami”, niewielkimi gestami życzliwości, ale czyniona masowo jest bezcenna.

Pomoc konkretnie wycelowana

Kolejna najbardziej znana „marka” katolickiej pomocy charytatywnej to „Szlachetna Paczka”, która pisze na swoich stronach internetowych, że łączy ludzi biednych z zamożnymi albo ciut bardziej zamożnymi. Pomaga rodzinom i pojedynczym ludziom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji z niezależnych przyczyn. Lista owych niezależnych przyczyn opisuje niejako rozmaite stany ubóstwa, ale też podpowiada, że można i należy pomagać konkretnie – wskazanym ludziom, z konkretną historią. Stąd pomysł na paczki, w których znajdują się rzeczy najbardziej potrzebne biednym, a potem kolejne projekty, które mają usprawniać rodziny, czyli dawać im szanse wyjścia z kryzysu.

Gdy widzimy gdzieś człowieka grzebiącego w śmietniku, staruszkę, która nie jest w stanie zrealizować recepty, sąsiadkę, która jest głową rodziny i właśnie straciła pracę, dziecko z sąsiedniej ulicy z siniakami na buzi – pomyślmy, jak pomóc. Wyjdźmy poza schemat wrzucania raz czy dwa razy w roku pieniążka do puszki. Małe dobro, ale czynione codziennie, potrafi zmienić świat. Na lepsze.

* * *

Pani Nina przyzwyczaiła się do biedy, ale nie do samotności.
Od 10 lat, czyli odkąd zmarł jej mąż, nawet nie ma z kim przełamać się opłatkiem.

Maria ma niepełnosprawne dziecko, mamę po udarze i dwa etaty, żeby związać koniec z końcem. Czasem jest tak zmęczona, że gdy patrzy w lustro, nie poznaje siebie. Mieszka w czynszówce bez łazienki i wody. Gdy słyszy od jakiegoś urzędnika, że jest niezaradna, to najpierw krzyczy, a potem płacze.

Marek po tragicznej śmierci żony nie potrafi się pozbierać. Z kraksy ocalał synek – Janek. Na skutek odniesionych obrażeń chłopak nigdy już nie odzyska władzy w nogach. Żyją z zasiłku w wynajmowanym pokoju z kuchnią. Marek ma problem z proszeniem o pomoc. Jedyną pomocą jest emerytura babci i zbieranie puszek na śmietnikach.

Władysław, emerytowany rolnik, mieszka w drewnianym domu z kopcącym piecem. Żywi się głównie jabłkami i ziemniakami, które rosną na skrawku pola, które mu zostało z gospodarstwa przekazanego synowi. Syn ziemię sprzedał i wyjechał do Anglii. Na stałe.

Po pożarze domu, w którym o mało życia nie stracił ojciec, rodzina nie potrafi powrócić do normalnego życia. Matka i przewlekle chora córka mieszkają kątem u sąsiadów. Nie wiedzą, gdzie się podzieją, gdy ojciec zostanie wypisany ze szpitala.

Tagi:
ubodzy Światowy Dzień Ubogich

Biskup spotkał się z podopiecznymi Caritas

2018-11-23 22:26

Kamil Krasowski

„Oto biedak zawołał, a Pan go wysłuchał” (Ps 34) – to hasło tegorocznego 2. Światowego Dnia Ubogich ustanowionego z inicjatywy papieża Franciszka. Obchody tego dnia w naszej diecezji odbyły się 23 listopada w stołówce diecezjalnej Caritas w Zielonej Górze.

Karolina Krasowska
Spotkanie odbyło się w stołówce diecezjalnej Caritas przy ul. Bema w Zielonej Górze

Do udziału w spotkaniu przy gorącej herbacie i dobrym cieście zostali zaproszeni podopieczni Caritas Diecezji Zielonogórsko – Gorzowskiej, z którymi spotkał się ordynariusz naszej diecezji bp Tadeusz Lityński. – Dlaczego się tutaj spotykamy ? Inspiracją do tego spotkania jest inicjatywa Ojca Świętego Franciszka, którą ustanowił 2 lata temu jako Światowy Dzień Ludzi Ubogich. Tematem tegorocznego spotkania są słowa z Pisma Świętego, słowa z Psalmu: „Oto biedak zawołał, a Pan go wysłuchał” – powiedział ksiądz biskup, który odniósł się do słów Ewangelii o tym jak Jezus uzdrowił człowieka niewidomego, biednego. – To wołanie tego człowieka zostało wysłuchane. Tak wielokrotnie w życiu się dzieje, że kiedy stajemy przed Bogiem i wołamy w różnych potrzebach On nas wysłuchuje. W tym wysłuchaniu są też tacy, którzy nam w tym dziele pomagają. Chcę powiedzieć, że Caritas diecezjalna jest w tym wysłuchaniu takim pośrednikiem, które jest realizowane w taki sposób, aby dla potrzebujących była zapewniona strawa, aby była odzież czy spotkanie i ogrzanie się kiedy jest zimno. Dlatego chciałem tutaj serdecznie podziękować i jednocześnie zauważyć, że taki dzień jest też po to, żeby to wołanie ludzi, którzy są w trudnej sytuacji nie padało w pustkę, ale żeby padało na glebę ludzkiego serca, które się otwiera i dzięki wrażliwości tego serca jest możliwość spotkania się, rozmowy, pożywienia czy pomocy medycznej. To wszystko dokonuje się w ramach dzieła, które realizuje Caritas – kontynuował biskup.

- Dzisiaj trzeba – i to jest też misją Kościoła – być tam, gdzie jest jakieś cierpienie, gdzie jest jakaś bieda, gdzie jest jakieś ubóstwo. I jeśli mówimy o Kościele to nie jest to tylko biskup, Caritas, ksiądz, ale przez chrzest święty wszyscy jesteśmy włączeni w Kościół. To wy jesteście tymi rękoma i nogami Jezusa Chrystusa i chce wam to też przekazać. Jesteście tymi, którzy dla innych macie być uosobieniem dobroci, życzliwości, pokoju, nieraz podniesienia na duchu. To też jest nasza wspólna misja wobec tych braci i sióstr, którzy przeżywają jakieś trudności. To jest też misja, którą otrzymujemy od Jezusa Chrystusa – sami doświadczając, mamy być też dla innych – dodał bp Tadeusz.

Stołówka Caritas w Zielonej Górze jest otwarta od poniedziałku do piątku od 11.30 do 13.30. - W ciągu tych dwóch godzin  jest wydawany ciepły posiłek z porcją chleba. Na dziś ze stołówki korzysta 180 podopiecznych. Są to głównie osoby kierowane z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, zarówno osoby bezdomne, jak i ubogie o bardzo niskich dochodach, które korzystają ze świadczeń MOPS. Oczywiście nikogo nikogo nie odsyłamy od nas bez jedzenia. Jeśli jest osoba bez skierowana z MOPS, przychodzi "z ulicy" i potrzebuje zjeść ciepły posiłek, napić się gorącej herbaty i zjeść kawałek chleba to oczywiście jak najbardziej taką pomoc otrzymuje - powiedziała Anna Maria Fedurek, rzecznik prasowy diecezjalnej Caritas.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Symbole i zwyczaje Adwentu

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 49/2002

Bóg w swojej wielkiej miłości do człowieka dał swego Jednorodzonego Syna, który przyszedł na świat by dokonać dzieła odkupienia ludzi. Jednak tę łaskę każdy z nas musi osobiście przyjąć. Zadaniem Kościoła jest przygotowanie ludzi na godne przyjęcie Chrystusa. Kościół czyni to, między innymi, poprzez ustanowienie roku liturgicznego. Adwent rozpoczyna nowy rok kościelny. Jest on pełnym tęsknoty oczekiwaniem na Boże Narodzenie, na przyjście Chrystusa. Adwent to okres oczyszczenia naszych serc i pogłębienia miłości i wdzięczności względem Pana Boga i Matki Najświętszej.

Bożena Sztajner

Wieniec adwentowy

W niektórych regionach naszego kraju przyjął się zwyczaj święcenia wieńca adwentowego. Wykonywany on jest z gałązek iglastych, ze świerku lub sosny. Następnie umieszczone są w nim cztery świece, które przypominają cztery niedziele adwentowe. Świece zapalane są podczas wspólnej modlitwy, Adwentowych spotkań lub posiłków. W pierwszym tygodniu adwentu zapala się jedną świecę, w drugim dwie, w trzecim trzy, a w czwartym wszystkie cztery. Wieniec wyobraża jedność rodziny, która duchowo przygotowuje się na przeżycie świąt Bożego Narodzenia.

Świeca roratnia

Świeca jest symbolem chrześcijanina. Wosk wyobraża ciało, knot - duszę, a płomień - światło Ducha Świętego płonące w duszy człowieka.
Świeca roratnia jest dodatkową świecą, którą zapalamy podczas Rorat. Jest ona symbolem Najświętszej Maryi Panny, która niesie ludziom Chrystusa - Światłość prawdziwą. W kościołach umieszcza się ją na prezbiterium obok ołtarza lub przy ołtarzu Matki Bożej. Biała lub niebieska kokarda, którą jest przepasana roratka mówi o niepokalanym poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Zielona gałązka przypomina proroctwo: "Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański..." (Iz 11, 1-2). Ta starotestamentalna przepowiednia mówi o Maryi, na którą zstąpił Duch Święty i ukształtował w Niej ciało Jezusa Chrystusa. Jesse był ojcem Dawida, a z tego rodu pochodziła Matka Boża.

Roraty

W Adwencie Kościół czci Maryję poprzez Mszę św. zwaną Roratami. Nazwa ta pochodzi od pierwszych słów pieśni na wejście: Rorate coeli, desuper... (Niebiosa spuśćcie rosę...). Rosa z nieba wyobraża łaskę, którą przyniósł Zbawiciel. Jak niemożliwe jest życie na ziemi bez wody, tak niemożliwe jest życie i rozwój duchowy bez łaski. Msza św. roratnia odprawiana jest przed świtem jako znak, że na świecie panowały ciemności grzechu, zanim przyszedł Chrystus - Światłość prawdziwa. Na Roraty niektórzy przychodzą ze świecami, dzieci robią specjalne lampiony, by zaświecić je podczas Mszy św. i wędrować z tym światłem do domów.
Według podania zwyczaj odprawiania Rorat wprowadziła św. Kinga, żona Bolesława Wstydliwego. Stały się one jednym z bardziej ulubionych nabożeństw Polaków. Stare kroniki mówią, że w Katedrze na Wawelu, a później w Warszawie przed rozpoczęciem Mszy św. do ołtarza podchodził król. Niósł on pięknie ozdobioną świecę i umieszczał ją na lichtarzu, który stał pośrodku ołtarza Matki Bożej. Po nim przynosili świece przedstawiciele wszystkich stanów i zapalając je mówili: "Gotów jestem na sąd Boży". W ten sposób wyrażali oni swoją gotowość i oczekiwanie na przyjście Pana.

Adwentowe zwyczaje

Z czasem Adwentu wiąże się szereg zwyczajów. W lubelskiem, na Mazowszu i Podlasiu praktykuje się po wsiach grę na ligawkach smętnych melodii przed wschodem słońca. Ten zwyczaj gry na ligawkach związany jest z Roratami. Gra przypomina ludziom koniec świata, obwieszcza rychłe przyjście Syna Bożego i głos trąby św. Michała na Sąd Pański. Zwyczaj gry na ligawkach jest dość rozpowszechniony na terenach nadbużańskim. W niektórych regionach grano na tym instrumencie przez cały Adwent, co też niektórzy nazywali "otrembywaniem Adwentu". Gdy instrument ten stawiano nad rzeką, stawem, lub przy studni, wówczas była najlepsza słyszalność.
Ponad dwudziestoletnią tradycję mają Konkursy Gry na Instrumentach Pasterskich (w tym także na ligawkach) organizowane w pierwszą niedzielę Adwentu w Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu. W tym roku miała miejsce już XXII edycja tego konkursu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Światło, które łączy

2018-12-16 20:48

Marian Florek

Marian Florek/Niedziela
Przekazanie Betlejemskiego Światła Pokoju bp. Andrzejowi Przybylskiemu

W dniu 16 grudnia 2018 r. na Jasnej Górze już po raz 28. zapłonęło Betlejemskie Światło Pokoju.

Dostarczyli je harcerze Związku Harcerstwa Polskiego. Odbyło się to podczas Mszy św., której przewodniczył bp Andrzej Przybylski, biskup pomocniczy częstochowski. W homilii główny celebrans zaapelował, by wszyscy obecni dzisiaj na Jasnej Górze poczuli się odpowiedzialnymi stróżami światła, ale nie takiego symbolicznego tylko za światło z Betlejem, któremu na imię Chrystus. Na końcu bp Przybylski poprosił wszystkich, aby codziennie dodawali do tego Światła swojego osobistego żaru.

Zobacz także: Homilia bp. Andrzeja Przybylskiego

Przedtem uczestnicy wydarzenia spotkali się w sali i. A. Kordeckiego, gdzie po oficjalnych powitaniach i przemówieniach wysłuchano programu pt. „Łączy nas światło”. Potem były przemówienia gości, życzenia, modlitwa, łamanie się opłatkiem oraz śpiew kolęd wspólnie z zespołem „Kamyczki”. Harcmistrz Przemysław Kowalski z Hufca ZHP Częstochowa

Zobacz zdjęcia: Przekazanie Betlejemskiego Światła Pokoju na Jasnej Górze

powiedział, że Betlejemskie Światło Pokoju, które przywędrowało na Jasną Górę pod hasłem „Łączy nas światło” powinno łączyć ludzi przede wszystkim w służbie innym. Pragnieniem harcerzy – kontynuował rozmówca – jest dotrzeć do najbardziej potrzebujących, do ludzi starszych i chorych. A duszpasterz harcerzy ks. Grzegorz Paszka zwrócił uwagę na głęboki sens Betlejemskiegio Światła, które jest przypomnieniem, iż właśnie w Betlejem narodził się Zbawiciel świata- Jezus Chrystus.

Innymi punktami spotkania był bieg patrolowy oraz podsumowanie i nagrodzenie zwycięzców konkursu plastycznego w trzech kategoriach: rysunku, szopki i wieńca, oraz złożono wotum z okazji 100.Rocznicy Odzyskania Niepodległości.

Inicjatywa Betlejemskie Światło Pokoju wyszła od Austriaków, którzy w 1986 r. juako pierwsi zapalili Betlejemskie Światło od lampy oliwnej wiszącej w Grocie Narodzenia. W tym roku tego zaszczytu dostąpił 11-letni harcerz Niklas Lehner, który następnie przekazał światełko delegacjom harcerzy z różnych krajów. Zgodnie z tradycją, polscy harcerze otrzymują je od harcerzy słowackich. Ceremonia przekazywania światła odbywa się raz w Polsce, raz na Słowacji. W tym roku miało ono miejsce w niedzielę podczas uroczystej Mszy św. w słowackiej miejscowości Svit. I tak poprzez Jasną Górę, Kraków i Zakopane Światełko Pokoju dociera do wszystkich, do tych mających pokój w sercu i tych którzy tego pokoju pragną.

Związek Harcerstwa Polskiego organizuje Betlejemskie Światło Pokoju od 1991 roku. Tradycją jest, iż ZHP otrzymuje Światło od słowackich skautów. Przekazanie Światła odbywa się naprzemiennie raz na Słowacji raz w Polsce. Polska jest jednym z ogniw betlejemskiej sztafety. Harcerki i harcerze przekazują Światło dalej na wschód: do Rosji, Litwy, Ukrainy i Białorusi, na zachód do Niemiec, a także na północ – do Szwecji.

Organizatorzy: Komenda Hufca ZHP Częstochowa, IV SH „Kamyk” im. hm. Aleksandra Kamińskiego Partnerzy: Chorągiew Śląska ZHP, Klasztor o.o. Paulinów na Jasnej Górze

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem