Reklama

Zręcznie przygotowana samotność

2017-11-14 15:01

Witold Gadowski, dziennikarz
Niedziela Ogólnopolska 47/2017, str. 40-41

cherezoff/Fotolia

Żyjemy w epoce, która stymuluje w nas powstawanie syndromu wyuczonej bezradności

Człowiek jest istotą społeczną i nie trzeba czytać Aronsona, by się o tym przekonać. Chcemy być z innymi, żyć sprawami powszechnymi i angażować się w akcje, w które angażuje się nasze otoczenie. Katolicyzm też jest wspólny i wspólnotowy – trudno bowiem cieszyć się wiarą, nie mając wokół innych, którym możemy ją nieść albo wspólnie z którymi wiarę przeżywać.

Tymczasem żyjemy w epoce, która niepostrzeżenie, powoli i stopniowo (jak przysłowiową żabę gotowaną na wolnym, acz stale wzrastającym ogniu) odziera nas z naszej wspólnotowości, za pomocą wyrafinowanych technik pcha nas w stronę samotności, która ciągle nosi zewnętrzne pozory świetnej zabawy z innymi. Dlaczego? Ano po prostu ludzie samotni, odcięci od realnej wspólnoty, są słabsi, bardziej podatni na manipulację i zastraszenie. Są także... głupsi, bo pozbawieni realnej rady i doświadczenia innych.

Władza, która miała niegodne zamiary wobec społeczności, zawsze starała się tę społeczność rozbić, skłócić, a w konsekwencji – właśnie zatomizować.

Reklama

Dziś ta tendencja przybrała na intensywności. Służą temu media – a zwłaszcza media elektroniczne posługujące się obrazem. To właśnie obrazy, swoiste hologramy życia, mają nam stworzyć namiastkę realności na tyle silną i atrakcyjną, aby oderwać nas od uczestnictwa w realnej wspólnocie.

Proces ten nasilił się jeszcze mocniej, gdy nasze telefony komórkowe nagle stały się centrami wszechwiedzy i zaspokajają nieomal każdą naszą potrzebę. Czy aby to globalny „dobry wujek” daje nam ten prezent z dobrego serca i dla naszego dobra?

Już nie chodzi się do biblioteki, nie szuka nauczycieli, mistrzów – nasz telefon dokładnie nam to wszystko załatwia. A że jest to wiedza sterowana, pobieżna i jedynie naskórkowo dotykająca istoty rzeczy – cóż, takie czasy – usprawiedliwiamy się i gnamy dalej w tempie narzucanym przez globalnych manipulatorów.

Już nie ma czasu na rozmowę, chwilę w towarzystwie innych ludzi, których cenimy. Nie ma na to czasu, bo nasz telefon już o czymś przypomina, już pokazuje, że właśnie powinniśmy pobrać jakąś kolejną bzdurną aplikację, coś tam wgrać, gdzieś tam pobiec... bo inaczej wypadniemy z trendu, staniemy się outsiderami. Będziemy poza głównym nurtem!

Media elektroniczne, portale społecznościowe i wszystkie inne wynalazki nowoczesności, które spadają na nas teraz jak lawina, przyzwyczajają nas do siebie, oswajają ze sobą. Nawet się nie spostrzeżemy, jak otoczą nas pancernym kokonem świata, który nam stwarzają. Ten świat wystarcza, nie mamy już siły, aby poszukiwać czegoś poza nim.

Od wielu lat obserwuję taksówkarzy. Był czas, kiedy na pamięć znali topografię miasta, skróty, udogodnienia, potrafili wymyślić różne warianty trasy, sypali do tego mnóstwem anegdot i jazda upływała na ciekawej rozmowie. Z czasem tuż przy ich kierownicach zaczęły gościć urządzenia GPS. Dziś trudno już spotkać taksówkarza, który – w dużym mieście – poradziłby sobie bez tego urządzenia. Ostatnio przeczytałem nawet o kobiecie, która do tego stopnia zaufała swojemu elektronicznemu nawigatorowi, że wraz z nim wjechała w przepaść.

Nowe media uzależniają nas od siebie. Znam ludzi, którzy nie chcą wyjść z domu, nie sprawdziwszy uprzednio – w aplikacji pogodowej – jaka aura panuje za oknem. Te wszystkie wynalazki osaczają nas tak szczelnie, że dziś trudno sobie wyobrazić życie bez karty bankomatowej, kredytowej, bez telefonu, który wykonuje za nas wiele różnych czynności, czy też bez wspomnianego już wcześniej urządzenia GPS. Jak się poruszać bez tysiąca aplikacji, które rezerwują nam bilety, hotele, wybierają za nas kierunek wakacyjnych wojaży?

To wszystko działa lepiej niż elektryczna obroża. Formatuje nas dokładnie i czyni nas do bólu przewidywalnymi. Jeżeli dodamy do tego cały współczesny przemysł reklamowy, to zdajmy sobie sprawę z faktu, że zaczynamy żyć w globalnym akwarium, do którego ktoś dostarcza pożywienie, wymienia w nim wodę i natlenia je, ale jedynie na tyle, abyśmy natychmiast nie popadali.

Żyjemy w epoce, która stymuluje w nas powstawanie syndromu wyuczonej bezradności. Doświadczenie, które stało się podstawą do opisania tego fenomenu, przeprowadzono już w latach 70. ubiegłego wieku – na psach.

Oto do klatki wprowadzano psa, w pewnej odległości od niego ustawiano smakołyk, problem polegał jednak na tym, że smakołyk był oddzielony niewidzialną barierą, która emitowała elektryczny szok. Po pewnym czasie pies już nawet nie próbował dojść do smakołyku, pomimo tego, że bariera została już dawno wyłączona. Podobnie było, gdy naraz podnoszono kratę i pies mógł się swobodnie wydostać z pomieszczenia, jednak zamiast krat pojawiła się znów niewidzialna bariera elektryczna i gdy pies chciał opuścić klatkę, był karany elektrycznym szokiem. W końcu kładł się na podłodze i zaprzestawał jakichkolwiek prób wydostania się z pułapki. Potem taki pies wprowadzony do jakiegokolwiek pomieszczenia nie umiał się z niego wydostać, kładł się bezwolnie na podłodze, mimo że nie było w nim żadnych ukrytych urządzeń. Formułując wnioski po tym eksperymencie, badacze nazwali takie zachowanie właśnie syndromem wyuczonej bezradności.

Dzisiejsza ulewa pozornie niepowiązanych ze sobą gadżetów sprawia, że powoli stajemy się takimi właśnie psami. Bez GPS-u, smartfona, bez Wikipedii, Google, Facebooka, Instagramu i Twittera nie potrafimy już funkcjonować, podejmować decyzji czy też dokonywać logicznych wyborów. Stajemy się więźniami wirtualnej rzeczywistości i „przenośnej pamięci”, do których klucze posiadają tylko nieliczni, wtajemniczeni.

Czy Państwo zdają sobie sprawę z faktu, że zanim na rynek wprowadzony zostanie jakiś wyrób, to odbywa się cała akcja planowanego oszustwa, wprowadzenia nas w iluzję, która sprawi, że właśnie ten wyrób, nie bardzo nawet wiedząc dlaczego, zakupimy?

Oto sprytny producent wprowadza na rynek np. (tu zdajcie się na moją fantazję, bo taki produkt jeszcze nie istnieje) nowy sprzęt o nazwie „myślokrok”. Jego działanie polega na tym, że co kilka kroków wykonanych lewą nogą będzie towarzyszyć nam miły, upajający dźwięk, a kilku krokom wykonanym nogą prawą towarzyszyć będzie – zmyślnie dobrana do dźwięku – sentencja. I tak, idąc np. do pracy, będziemy mogli wysłuchać losowo ponoć dobranych sentencji skojarzonych z miłymi dla ucha dźwiękami, nasz przyrząd będzie także wydzielał najbardziej oczekiwane przez nas – o danej porze dnia – zapachy. Przyrząd będzie badał poziom serotoniny i cukru we krwi i dozował nam odpowiednie bodźce, abyśmy czuli się szczęśliwi.

Zanim uszczęśliwiający „myślokrok” – narzędzie najbardziej perfidnej manipulacji (bo kto dobiera sentencje?!) wejdzie na rynek, rozbierzemy na czynniki pierwsze potencjalnego konsumenta tego wyrobu. Potem reklamowy przekaz dostosujemy do jego języka, sposobu myślenia, miejsc, które lubi i w których się pojawia. Nawet liternictwo dobierzemy stosownie do jego poziomu wykształcenia, wrażliwości, wieku, aktywności etc. Podczas pierwszego pokazu półki, na których będzie się znajdował nasz produkt, spowijemy najpiękniejszymi (dla danej grupy konsumentów) zapachami.

Mówicie: futurystyka – to przyjmijcie łaskawie do wiadomości, że już dziś w wielkich galeriach handlowych, w różnych miejscach, rozpyla się zapachy, które stymulują nas do jedzenia, do wydawania pieniędzy, niektóre z nich powodują nawet uruchomienie swoistego zakupowego szału. Już dziś – wchodząc do galerii handlowej – dobrowolnie godzimy się na to, że będziemy mamieni, stymulowani, manipulowani, od naszego pierwszego do ostatniego kroku uczynionego w tym przybytku.

Kiedy więc wchodzicie do takiej galerii w niedzielę i uważacie, że to nic zdrożnego, to zastanówcie się nad tym, że wolicie dziwną, podprogową manipulację niż słowo Boże, które tego dnia pada na Mszach św.

Nie jestem świętoszkiem, nie jestem godzien, aby Was napominać, ale uwierzcie mi – dzisiejsza cywilizacja usiłuje wedrzeć się do naszej duszy (w którą przecież oficjalnie nowoczesna cywilizacja nie wierzy) i zamienić nas w bezwolne zombie, które uruchamiane są przez nieznanych nam manipulatorów. Czy na tym polega świadome życie?

Samotność, na którą tak często się dziś uskarżamy, to produkt globalnej manipulacji, chęci uczynienia z nas wyobcowanych nieudaczników, którzy bez produktów podpowiadanych przez manipulatorów nie są w stanie żyć, kochać, myśleć.

Czy chcecie godzić się na świat łatwych namiastek, czy też musimy odnowić nasze wspólnoty i w nich szukać ratunku przed wszechogarniającą manipulacją? Bóg daje nam wolną wolę, On nie musi manipulować, tak więc sami dokończcie zdanie: Ojcem manipulacji jest...

Tagi:
felieton

Biała flaga

2018-07-17 13:10

Mirosław Piotrowski
Niedziela Ogólnopolska 29/2018, str. 43

pixabay.com

Nad Tamizą dymisje. Z funkcji ministra ds. brexitu ustąpił David Davies, a fotel ministra spraw zagranicznych opuścił Boris Johnson.

To dwaj najwięksi eurosceptycy w konserwatywnym rządzie Theresy May. Ten ostatni w liście do brytyjskiej premier napisał, że rezygnację składa w proteście przeciwko jej rządowej strategii dotyczącej wychodzenia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. W jego ocenie prowadzi to do „półbrexitu”, który zapewni jego krajowi „status kolonii”. Stwierdził, wprost, że jest to wywieszenie białej flagi, i to jeszcze przed rozpoczęciem bitwy. W języku dyplomacji nazywa się to „miękkim wyjściem”, czyli „miękkim brexitem”, a były już minister spraw zagranicznych reprezentuje obóz „twardego brexitu”. Innymi słowy, idzie o niemal całkowite wyswobodzenie się z jarzma Unii Europejskiej. Premier May chce pozostać w obszarze wolnego handlu i ceł. Przyznam, że z politologicznego punktu widzenia to interesujące doświadczenie, jednakże Parlament Europejski i Rada Europejska cały czas czekają na oficjalne stanowisko negocjacyjne brytyjskich partnerów. Z wielu stron, zwłaszcza od euroentuzjastów, słyszę głosy nadziei, że Wielka Brytania jeszcze wycofa się z brexitu. Tuż po referendum w 2016 r. wydawało się to niemożliwe. Unijni decydenci byli rozwścieczeni i obrażeni. Formułowali krótki, a zdecydowany przekaz do Brytyjczyków, który można streścić w słowach: „Wynocha z naszej Unii!”. Przypomnę, że zaraz po tymże referendum brytyjski komisarz w Brukseli podał się do dymisji. „Będziecie jeszcze żałować” – powtarzało wielu kolegów. Po dwóch latach sytuacja jest zgoła inna. Już jakiś czas temu „ojciec brexitu” Nigel Farage powiedział mi, że teraz unijni decydenci chcą powstrzymać proces wyjścia. Wydaje się, że okoliczności im sprzyjają, gdyż Brytyjczycy sami mają problem z określeniem strategii. Konserwatyści od dawna byli podzieleni w sprawie brexitu. Theresa May, podobnie jak ówczesny premier David Cameron, opowiadała się za pozostaniem w Unii, a Boris Johnson, tak jak ówczesny szef Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa Nigel Farage, agitował za wyjściem. Wprawdzie zwyciężyli brexitowcy, ale ciężar decyzji spadł na barki tych, którzy wychodzić nie chcieli. Do dziś mamy więc do czynienia z kakofonią. O ile na początku nikt nie śmiał nawet zaproponować drugiego referendum, to obecnie odżyły nadzieje, że będzie można głosować nad warunkami wyjścia. I tu włączył się znany miliarder George Soros, organizując na Wyspach kampanię „Best for Britain” (Najlepsze dla Wielkiej Brytanii), i od razu zasilił ją kwotą 700 tys. funtów, a jak podaje angielska prasa, ma zamiar dorzucić kilka milionów. Oficjalnie procedura wyjścia nadal się toczy, a zegar bije. Pod koniec marca przyszłego roku formalnie Wielka Brytania powinna być już poza Unią. Jeśli tak się nie stanie, to może oznaczać, że miękki brexit przekształca się w kapitulację. Wówczas do boju ponownie ruszy, co zapowiedział, Nigel Farage, który nie zamierza się pogodzić z wywieszeniem białej flagi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W czym tkwi siła Różańca?

2018-07-19 07:23

Salve TV

- Kilka lat temu rozpocząłem moją przygodę z modlitwą różańcową i zaprosiła mnie do tego Maryja, jak do wszystkich dobrych rzeczy - mówił Piotr Chomicki z Fundacji Holy Mary Team.

Bożena Sztajner/Niedziela

- Różańca też trzeba się nauczyć. Do kontemplacji trzeba dojrzeć - dodaje.

- Koncepcja "Siły różańca" była taka, żeby z innej strony pokazać Różaniec, nie jako modlitwę, która jest tylko bronią. To modlitwa, która jest kontemplacją, poznawaniem Pana Boga, która jest przybliżaniem się do Pana Boga, łączenie się z Panem Jezusem przez Maryję - podkreśla.

- Pan Bóg nie potrzebuje spektakularnych materiałów, bo sam jest spektakularny i zaprasza nas do tego, żebyśmy w tym przypadku zrobili materiał o prostym przekazie, w dobrej jakości - dodaje.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Papież do Filipińczyków: bądźcie misjonarzami Azji

2018-07-20 21:56

kg (KAI/vaticannews/FIDES) / Manila

Do odważnego głoszenia Ewangelii nie tylko swym rodakom, ale całej Azji, wezwał Franciszek filipińską młodzież uczestniczącą w Manili w V Konferencji Fiipińskiej nt. Nowej Ewangelizacji (PCNE 5). Ojciec Święty przypomniał im, że pierwszym krokiem na tej drodze jest osobiste zakorzenienie w Jezusie. Do stolicy Filipin przyjechało ponad 5 tys. młodych z całego kraju, a także księży i sióstr zakonnych.

Grzegorz Gałązka
Papież Franciszek podczas cotygodniowej modlitwy „Anioł Pański”

Papież zachęcił Filipińczyków, by stali się misjonarzami na ogromnym kontynencie azjatyckim. W specjalnym przesłaniu przekonywał swych słuchaczy do wychodzenia z Ewangelią do każdego napotkanego człowieka i wszystkich miejsc, w którym młodym przychodzi żyć. Wskazał, że „bardzo ważne jest dziś, by Kościół wychodził głosić Ewangelię z zapałem i odwagą. Radość Ewangelii jest dla każdego, nikt nie jest z niej wyłączony”.

Uczestnicy pięciodniowego spotkania pogłębiają własną wiarę i zastanawiają, jak innym nieść Chrystusa i jak stale odnawiać misyjne posłanie Kościoła, które winno wypływać wyłącznie z umiłowania Chrystusa.

Do tych wyzwań nawiązał, otwierając 18 lipca obrady, arcybiskup Manili kard. Luis Antonio Tagle. Przewodniczył on sesji plenarnej poświęconej "życiu duchowemu kapłanów przez spotkanie z Chrystusem" w ramach tematu "Dzielenie się jednym kapłaństwem Chrystusowym".

Mówca podkreślił, że nie może być mowy o żadnej ewangelizacji bez coraz głębszego zakorzenienia w Osobie dobrej nowiny, czyli Jezusie. „On sam jest Ewangelią” – powiedział purpurat. Przyznał, że "PCNE jest bogata w obrzędy a niektóre z nich stały się już swego rodzaju tożsamością tych spotkań", należy jednak pamiętać - dodał - że spotkanie to "nie jest tylko obrzędem ani tylko konferencją, ale jest sprawą żyą, jest zakorzenione w życiu i winno przemieniać rzeczywistość, wartości i przeżywanie wiary chrześcijańskiej".

Filipińskie spotkanie ewangelizacyjne zakończy się 22 lipca. W czasie spotkań panelowych młodzi poruszają m.in. takie tematy jak życie parafii, oświata, miejsce pracy, stosunki z władzą, przyszłość i kształt rodziny, media cyfrowe i społecznościowe, katechizacja, misje, nowe zjawiska w Kościele.

Konferencje nt. nowej ewangelizacji odbywają się w Manili rokrocznie od 2013 roku. Pierwsze tego rodzaju spotkanie, zwołane z inicjatywy kard. Tagle'a, miało być lokalną, filipińską odpowiedzią na papieskie wezwanie do ewangelizacji i odnowy doświadczenia wiary w kontekście krajowym i azjatyckim.

Filipiny liczą ponad 110 milionów mieszkańców, z których przeszło 80 proc. stanowią katolicy skupieni w 86 diecezjach i wikariatach apostolskich. Jest to najbardziej katolicki kraj Azji.

(SD/AP) (19/7/2018 Agenzia Fides)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem