Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Deribie Mekanene

W mieście św. Brata Alberta

2017-11-29 10:28

Agnieszka Marek
Edycja lubelska 49/2017, str. III

Agnieszka Marek
Na wzór św. Brata Alberta zgromadzeni dzielili się chlebem

Ze względu na kończący się Rok św. Brata Alberta 18. rocznica ogłoszenia tego świętego patronem Puław miała szczególną oprawę.

Orędownik Puław

Obchody rozpoczęły się 12 listopada uroczystą sesją Rady Miasta z udziałem radnych III kadencji, gdyż to oni podejmowali decyzję o wyborze patrona. Prezydent Janusz Grobel przedstawił przesłanki wyboru tego świętego na orędownika Puław, zaznaczając, że św. Albert na zawsze związał się z losami miasta, ponieważ spędził w nim 3 lata życia. Następnie zgromadzeni obejrzeli film pt. „Św. Brat Albert – patron miasta Puławy” przygotowany przez Piotra Kawkę. W czasie sesji uhonorowano medalem pamiątkowym Towarzystwo Pomocy im. św. Brata Alberta (TPBA), a Jadwiga Podstawek, prezes puławskiego koła towarzystwa, otrzymała wizerunek patrona. Radni przygotowali okolicznościowe stanowisko z okazji Roku św. Brata Alberta, w którym wyrazili przekonanie, że „społeczeństwo Puław, poprzez świętego patrona, jest spadkobiercą tradycji i idei albertyńskich”. Są one realizowane przez prowadzone przez miasto instytucje oraz programy, w ramach których mieszkańcy otrzymują niezbędną pomoc. Zaznaczyli także, że przesłanie św. Alberta jest aktualne współcześnie, a kultywowanie jego pamięci i pomoc innym jest powinnością i moralnym obowiązkiem mieszkańców Puław.

Dźwięk dzwonów na „Anioł Pański” obwieścił rozpoczęcie Eucharystii w kościele pw. św. Alberta, na której zebrali się mieszkańcy miasta z przedstawicielami władz rządowych i samorządowych. Wiele z działających instytucji było reprezentowanych przez poczty sztandarowe. Eucharystii przewodniczył bp Artur Miziński, sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski, a koncelebrowali proboszczowie puławskich parafii oraz kapłani z rocznika ks. kan. Aleksandra Zenia, którzy świętowali 45. rocznicę święceń prezbiteratu. Msza św. była dziękczynieniem nie tylko za opiekę św. Brata Alberta, lecz także za lata służby kapłańskiej. Dodając jeszcze wspomnienie 28. rocznicy kanonizacji Brata Alberta, zgromadzeni wokół Chrystusowego ołtarza wielbili Boga za wszystkie dary. W oprawę Liturgii poprzez czytania, modlitwę wiernych i przygotowanie procesji z darami czynnie włączyli się przedstawiciele władz miasta oraz członkowie TPBA.

– Kiedy określona wspólnota obiera sobie patrona, widzi w nim nie tylko orędownika u Boga, lecz także stawia go sobie za wzór i w jakiś sposób zobowiązuje się do naśladowania go w codziennym życiu: osobistym, rodzinnym i wspólnotowym – mówił w homilii bp Artur Miziński. Pytając o to, czy Puławy są miastem św. Alberta, a jego mieszkańcy wiedzą, jak naśladować Ojca Ubogich, wspomniał słowa abp. Józefa Życińskiego, który 12 listopada 1999 r. powiedział: – Trzeba dostosowywać miłość do Chrystusa, bliźnich i ojczyzny, inspirowaną duchem Brata Alberta, do nowych zadań i wyzwań.

Reklama

Być przy bliźnim

Bp Miziński podkreślał, że patron Puław uczy zatrzymania się przy drugim człowieku i pochylenia się nad jego potrzebami, gdyż w każdym mieszka Chrystus.

– To jest najważniejsza, a także najtrudniejsza nauka płynąca z życia Szarego Brata – mówił. Nawiązując do jubileuszu 45-lecia świeceń kapłańskich, wskazał, że kapłaństwo służebne jest szczególną formą upodobnienia się do Chrystusa. Dziękując Bogu za posługę ks. Aleksandra Zenia, bp Miziński wymienił jego najważniejsze dzieła, czyli kościół w Brzezinach i kościół św. Brata Alberta w Puławach oraz pełnione przez niego funkcje, m.in. duszpasterza kolejarzy, duszpasterza rodzin i opiekuna wielu wspólnot parafialnych. Jubilat otrzymał gratulacje m.in. od Rady Miasta oraz TPBA. Przy tej okazji zwrócono uwagę, że ks. Zeń jest inicjatorem puławskiego schroniska dla bezdomnych mężczyzn; a także wspiera działalność Towarzystwa od ponad 25 lat.

– Duchowość św. Alberta wpisana jest w jego serce i działania – podkreślała pani prezes.

Miłosierdzie w praktyce

Kolejnym punktem obchodów było spotkanie albertyńskie na Skwerze Niepodległości. Za sprawą TPBA każdy mógł zjeść coś ciepłego, a Skauci Europy dbali o to, by można było ogrzać się przy rozpalonym ogniu. W czasie spotkania, a także wcześniej w puławskich szkołach, odbyła się zainicjowana przez stowarzyszenie „Rodzina” zbiórka darów na rzecz podopiecznych schroniska. Mieszkańcy Puław poczuli ducha miłosierdzia i podzielili się z ubogimi m.in. żywnością i środkami czystości. Obchody 18. rocznicy ogłoszenia św. Alberta patronem Puław zakończyła konferencja, która odbyła się w Puławskim Parku Naukowo-Technologicznym 16 listopada. Jej mottem była myśl patrona: „Ten jest dobry, kto chce być dobry”.

Tagi:
patron św. Albert Chmielowski

Brata Alberta portret własny

2017-12-20 11:39

Dk. Sławomir Pietraszko
Niedziela Ogólnopolska 52/2017, str. 38-39

Archiwum bp. Mariusza Leszczyńskiego
Św. Brat Albert Chmielowski

Chociaż Rok św. Brata Alberta, w którym jego imię było odmieniane przez wszystkie przypadki, a jego biografię – lepiej lub gorzej napisaną – można było spotkać na każdym kroku, dobiegł końca i nastała nieokrągła 101. rocznica jego śmierci, warto wrócić do tej nietuzinkowej postaci. Czasami ciężko się odnaleźć w tym gąszczu danych i dotrzeć do istoty jego świętości... A gdyby tak oddać głos samemu zainteresowanemu i pochylić się nad tym, co zostawił – jego słowami? Przecież sam najtrafniej się scharakteryzował: „Jestem zdaje się dosyć zwariowana figura – że mi w świecie rzeczywistym nie jest zadziwiająco dobrze, więc się uciekam do michałków (zmyślone historyjki, plotki, żarty, anegdoty – przyp. S. P.), co je sobie wymyślę i między nimi żyję. (...) Czy tylko na długo?”.

Sztuka

Nie ulega wątpliwości, że naczelne miejsce w życiu Adama Chmielowskiego zajmuje sztuka. Jak wspomina: „Od rana do wieczora siedzę w szkole i rysuję z antyków, parę godzin z natury”. Nieraz narzeka na niektórych malarzy – zwłaszcza tych malujących masowo, na zamówienie, po to, by na piedestały artyzmu wynieść innych. Z Monachium napisze w liście do Lucjana Siemieńskiego pewnego rodzaju manifest w obronie sztuki, który można streścić w zdaniu krytyki: „W ogóle malowanie i rysunek nie są tu uważane za środek do przedstawienia myśli w pewnych warunkach estetyki i stylu, ale za cel sztuki i ostatnie słowo”.

Jest sumienny – nieraz nie wysyła Siemieńskiemu żadnego obrazu, ponieważ nie chce wysyłać bylejakości. Jeżeli już coś prześle, to wciąż (jak refren) pojawia się w listach pytanie, czy ktoś już kupił obraz, albo niezadowolenie, że już tak długo wisi on w galerii.

Czasem przyszły święty popada w melancholijne zwątpienie: „W ogóle jest to psie rzemiosło to malowanie i cała służba u sztuki. Przez cały dzień zmęczyć się trzeba nad obrazem, a wieczór ani jednej godziny wesołej, ani innej myśli, tylko ciągle kolory i linie. Ja od czasu jak maluję, tom zajęty albo zmartwiony. Książek nie czytam, a próżnować też nie mogę, bo coś ciągnie do obrazu, choćby warto było coś innego robić”.

Zdaje sobie sprawę, że nie jest pierwszy ani jedyny, ani wyjątkowy, dlatego cieszy go każde spotkanie z kimś powszechnie znanym, renomowanym, u kogo można coś podpatrzeć. „Malarzy tutaj jest niesłychana liczba, ale bardzo mało renomowanych, a takich, co prawdziwie coś nowego i ciekawego robią, jeszcze mniej. (...) Moim zdaniem, głupi ten, co ma źródło pod nosem, a pije z konewki; tak i z nauką, lepiej uczyć się od takich, co swoim geniuszem style stworzyli, aniżeli od tych, co kompilowali”. Stąd wyrasta jego fascynacja Rafaelem, niemieckimi malarzami starszego pokolenia, Veronesem czy Tycjanem albo Velázquezem. Fascynują go idylliczne obrazki rodem ze starożytnej greckiej poezji Teokryta – nieraz wspomina, że marzy mu się zobaczyć lekkie i zwiewne nimfy, które wczesnym świtem krążą gdzieś wokół stawu pełnego błyszczącej wody. Do malowania odpowiednio się przygotowuje – studiuje obyczaje danej epoki, przegląda opisy i szkice strojów, czyta „filozofów, poetów, historię na to, ażeby starać się, patrząc na tamte czasy (...) zrozumieć rzecz całą ich własnym rozumem, a nie naszego wieku pojęciami”.

Niespotykane nawet w dzisiejszych czasach podejście! Chmielowskiemu nie chodzi o szybki i łatwy zarobek, ale o jak najwierniejsze oddanie ducha czasów, o których obraz ma opowiadać – to może przekazać tylko człowiek, który żyje tymi czasami, wyznaje tę samą filozofię życia, próbuje zrozumieć społeczne konteksty wówczas panujące. Nie dziwi więc płynąca z takiego podejścia myśl dotycząca sztuki religijnej: „Chcąc zrobić religijny obraz, to trzeba wierzyć ślepo – a w obrazie najnaiwniej i najszczerzej powiedzieć to, co się myśli, inaczej jest komedia”. Tylko ktoś, kto wierzy, jest w stanie poznać podstawowe ograniczenie – Boga nie można namalować, ale „ślepo wierzący” jest w stanie uchwycić na płótnie swoje najgłębsze doświadczenia Bożego działania. „Mówią, że styl to człowiek; nie wiem, o ile to prawda, ale że obraz i ten, co go robi, to jedno, to o tym jestem dowodnie przekonany”.

Sama sztuka jednak nie wystarcza, czuje pustkę, potrzebę głębi. Kulminacyjnym momentem refleksji przyszłego świętego staje się postawione w jednym z listów pytanie: „Czy sztuce służąc, Bogu też służyć można?”.

Ubodzy

„Więc każdego biedaka, co pode drzwi przyjdzie u Braci czy u Sióstr, trzeba przyjąć na dłużej czy na krócej i dać, co można, choćby przez to trochę biedować albo reszcie obroku (jedzenia, dosł. paszy – przyp. S. P.) ująć – poucza już nie Adam Chmielowski, ale nowy człowiek – Brat Albert, który odkrył swoje powołanie w służbie najbiedniejszym. To oni stanowią drugi wektor jego życia, wyznaczający drogę codzienności. Od tego momentu jego zadaniem staje się „każdemu głodnemu dać jeść, bezdomnemu miejsce, a nagiemu odzież. Jak nie można dużo, to mało, inaczej nie ma przytuliska”.

W sprawozdaniu (1889 r.) dla kard. Albina Dunajewskiego notuje: w miesiącach zimowych w przytułku przyjęto 210 mężczyzn oraz 130 kobiet, z kwest wpływy osiągały 5-10 florenów dziennie, „subwencja zaś gminy tylko na opał, światło, utrzymanie budynku i kwestarskiego konia jest nam udzielona”. Oprócz tego codziennie wydaje się potrzebującym 40-50 obiadów i kolacji. Idea Brata Alberta oparta jest nie tylko na doraźnej pomocy, ale też na działaniu długofalowym: „Ubodzy za pracę dostawaliby pożywienie z naddatkiem pieniędzy, które nieoddane do ich rąk pozwalałyby im zaopatrywać się w odzież i obuwie w domu wyrabiane”. Ważnym punktem jest prewencyjne przechowywanie pieniędzy ubogich, które gdyby były oddane do ich dyspozycji, stałyby się powodem powrotu np. do alkoholu.

O skuteczności wprowadzonego systemu świadczy sprawozdanie przedstawione w 1890 r., w którym pod wykazem popełnianych przestępstw za 5 poprzednich lat zanotowano: „Zapewniono nas w urzędzie policji bardzo stanowczo, że nagłe zmniejszenie w 1889 r. liczby tych spraw można jedynie tłumaczyć skutecznością nadzoru i opieki nad ogrzewalnią”.

Nie można zapominać, że istotnym elementem systemu prewencyjnego Biedaczyny z Krakowa stała się modlitwa: „Rano i wieczór mawialiśmy wspólny pacierz; co wieczór w zimowym czasie miały miejsce czytania przykładów katechizmowych z niejakimi ustnymi objaśnieniami; w izbie ogrzewalni odbyły się w poście trzydniowe nauki rekolekcyjne, w których 140 osób wzięło udział”.

Zakon

„Kościół to jest sukcesja nieprzerwana świętych: ludzi, czynów i zasad, która łączy w jedną całość mnóstwo ludzi, którzy żyli na świecie od dawna i żyją”. Żyjąc w świecie, Brat Albert znajduje swoje powołanie do życia poświęconego na wyłączność Bogu i ubogim.

Ciekawy jest wyjątek z listu do Józefa Brandta, w którym zwraca się do adresata: „Ty także za łaską Bożą jesteś człowiekiem małżeńskiego zakonu, więc masz cały szereg świętych obowiązków, których dobre spełnienie zapewni Ci życie przyszłe za łaską Bożą. Dziękujmy obaj za nasze powołania”. Powołania równie ważne, dodajmy.

Brat Albert bardzo zabiega o to, aby dom zakonny takim pozostawał, dlatego stanowczo sprzeciwia się przyjmowaniu w nim gości (nawet kapłanów) za odpowiednią opłatą. Niemal grzmi w liście skierowanym do br. Serafina, aby nie robił z domu w Zakopanem „pensjonatu”, i zwraca uwagę, że w pobliżu znajduje się przecież dom dla kapłanów zwany potocznie Księżówką. W razie nagłego wypadku można przyjąć pod dach znajomego kapłana, ale w żadnym razie nie można od niego żądać zapłaty za nocleg.

Nieco śmieszną uwagą skierowaną przez założyciela do braci jest ta dotycząca... zębów: „Złotych zębów nie wolno Braciom ani Siostrom nosić, bo to byłoby dla nas hańbą i zgorszeniem każdego, co by to widział. Złote zęby noszą tylko bogaci ludzie”. Może nas bawić tak skrupulatne podejście Brata Alberta do ubóstwa zakonnego, ale gdy zrozumiemy jego naczelną zasadę: „Fundusze, które mamy w ręku, nie są naszą własnością, ale należą do ubogich i dla nich są nam dane”, wówczas dostrzeżemy w tym zachowaniu przejawy ogromnej odpowiedzialności i troski o powierzonych mu ludzi. Wiele zasad dotyczących ubóstwa („Żadnych obrazów, dywanów i wszystkich tym podobnych elegancji zabraniam, ma być najubożej”) dopełniają zakaz wobec zakonników nocowania poza domem, absolutne posłuszeństwo przełożonemu („Kto w zakonie nie słucha, temu zdejmę habit”) czy konsultowanie wszystkich podejmowanych działań („Bez mojego osobnego pozwolenia nie wolno żadnych robót w domu zaczynać”).

Można domniemywać o wręcz nieludzkiej surowości reguły rodziny albertyńskiej. Wrażenie to jednak znika, kiedy czyta się listy założyciela, w których pozwala on br. Józefowi na wyjazd z powodu pogrzebu rodzonej siostry, rozwiązuje codzienne problemy, szafuje radami, aby zakon nie stał się powodem zgorszenia ludzi, czy też pełne troski o chorych członków zgromadzenia listy „Brata Starszego”, który nie zamierza szczędzić wysiłków i pieniędzy, by ulżyć im w cierpieniu.

Inaczej patrzymy na pozorną szorstkość świętego, gdy studiujemy jego listy do s. Bernardyny (późniejszej błogosławionej), w których – jak do córki – zwraca się do niej w ciepłych, pełnych miłości słowach, nazywając ją „Dynką”, „Dyną”, „Dyneczką”, „dzieckiem”. Inne siostry też określa rozmaitymi przydomkami, np. „Albertus” czy „Agnus”, podczas gdy członkinie zgromadzenia – ogólnie zdrobnieniem „Dynki”.

Dwie umowy

Zerknijmy jeszcze na dwa ważne dokumenty. To dwie umowy zawarte między Bratem Albertem a Gminą miasta Krakowa oraz Magistratem miasta Lwowa. W pierwszej nakłada się na świętego wiele obowiązków: ktoś ma stale przebywać w noclegowni; do jego zadań należą zaspokojenie głodu bezdomnych – przynajmniej jeden ciepły posiłek dla nich – znajdowanie im pracy, wydawanie ciepłych ubrań, kwesty na utrzymanie (na rzecz których przełożony musi zakupić konia i wózek), nadzór nad zdrowiem podopiecznych, roczne sprawozdania, dostarczenie opału, konieczne naprawy i zakup zniszczonych rzeczy, w ogóle wyposażenie przytułku, którego inwentarz i nadmiar zebranych rzeczy trafić miały w przypadku rozwiązania umowy na rzecz Magistratu... A miasto? Gmina zapewniała jedynie lokal, oddany w zarząd Bratu Albertowi, miała „uprosić pana prezydenta o udzielenie pozwolenia (...) kwestowania” oraz wykonywać nad przytułkiem kontrolę. Nadto zakazała w umowie wymagać czegokolwiek na rzecz przytuliska ponad te trzy rzeczy. Nie sposób odnieść wrażenia, że tym sposobem Kraków – tanim kosztem – pozbył się problemu bezdomnych i włóczęgów, całym ciężarem odpowiedzialności obarczając Brata Alberta.

Lwów natomiast oddał pod zarząd braci nie tylko budynki, ale też wszystkie przylegające do nich tereny, obiecano wybudować dodatkowe schronisko dla kobiet, pod które lokalizację wskazał sam założyciel, a także wyznaczono dzienne wynagrodzenie na 25 centów od osoby „z dodaniem potrzebnego inwentarza domowego, tudzież opału i oświetlenia”. Dodatkowo gmina pokrywała wszelkie koszty zakupu inwentarza, sprzętów domowych, koni, wozów, naczyń oraz wypłacała roczną subwencję na utrzymanie, a także pokryła koszty otwarcia warsztatów pracy dla ubogich (np. fabryki mebli giętych). Nadto zobowiązano się do dostarczenia drewna opałowego na koszt miasta. O czym świadczą te dokumenty? O pokorze Brata Alberta, który przyjmował to, co mu dawano, niczego nie żądając ani nie wymagając.

Na koniec warto pozostać z gorzką refleksją Adama Chmielowskiego, która mimo że liczy już przeszło 140 lat, wcale nie straciła na aktualności: „Ja powiadam, że to ludziom na dobre nie wyjdzie. Raz zobaczą głupi ludzie, dokąd to prowadzą bydlęce teorie równości i tym podobnych szalonych wymysłów; może po trochu zaczną wracać do starych prawd, na których i świat tak już długo stoi. Czemu państw z Ewangelii nie budują, kiedy chcą postępu?”. W artykule wykorzystano: „Pisma Adama Chmielowskiego – Brata Alberta”, wyd. II, WITKM, Kraków 2004.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Trener piłkarzy Chorwacji modli się o zwycięstwo swojej drużyny

2018-07-13 14:05

ts / Zagrzeb (KAI)

Piłkarska reprezentacja Chorwacji cieszy się, że zagra o puchar Mistrzostw Świata. „Mistrzem” sukcesu i zwycięstwa przed kilku dniami nad reprezentacją Anglii jest trener chorwackiej kadry narodowej Zlatko Dalić, który pracuje z zawodnikami od października ub.r. i jest „odkryciem Mundialu”. Dalić jest głęboko wierzącym katolikiem i codziennie odmawia różaniec, również podczas kończących się już Piłkarskich Mistrzostw Świata w Rosji.

Анна Нэсси/pl.wikipedia.org

W rozmowie z radiem chorwackim Dalić powiedział, że także podczas meczów, które rozgrywa reprezentacja Chorwacji, nie wypuszcza z ręki różańca. Jest przekonany, że sukcesy zawdzięcza w znacznej mierze swojej głębokiej wierze. “Wszystko, co osiągnąłem w życiu i swojej karierze zawodowej, zawdzięczam swojej wierze. Jestem za to wdzięczny Panu”, stwierdził chorwacki trener i dodał, że „kiedy człowiek traci nadzieję, musi zaufać miłosiernemu Bogu i swojej wierze”.

Zwycięstwo reprezentacji swego kraju w półfinale Mundialu świętowano w całej Chorwacji, także w Radzie Ministrów. 12 lipca zamieszczono na Twitterze fotografię wszystkich członków rządu Andreja Plenokovicia ubranych w trykoty w barwach swojej reprezentacji narodowej. „Takiego posiedzenia rządu jeszcze nie widzieliście!” – takim tytułem opatrzył fotografię członków rządu „Jutarnji list”, najważniejsza gazeta kraju. W „chorwackiej” koszulce pojawił się także ambasador Wielkiej Brytanii w Zagrzebiu, Andrew Dalgleish.

Dotychczas największym sukcesem chorwackich piłkarzy była gra w ćwierćfinale Mistrzostw Świata we Francji w 1998 roku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Dzięga z "Gwiazdą Dyplomacji Litwy"

2018-07-15 21:29

pk / Szczecin (KAI)

Abp Andrzej Dzięga otrzymał dziś „Gwiazdę Dyplomacji Litwy”. Honorową odznakę wręczono metropolicie szczecińsko-kamieńskiemu a bazylice archikatedralnej w Szczecinie po mszy św. odprawianej w ramach 85. rocznicy upamiętnienia litewskich lotników Steponasa Dariusa i Stasysa Girenasa.

Bożena Sztajner

Po mszy złożono wiązanki kwiatów przy tablicy upamiętniającej litewskich lotników, znajdującej się w katedrze.

Steponas Darius i Stasys Girenas chcieli powtórzyć wyczyn Charlesa Lindbergha. Amerykański pilot w 1927 roku jako pierwszy przeleciał nad Atlantykiem. Litwini wystartowali 15 lipca 1933 r. samolotem "Lituanica" z Nowego Jorku w rocznicę zwycięskiej Bitwy pod Grunwaldem. Chcieli pokonać 7 tys. kilometrów i dolecieć do Kowna. Po 37 godzinach lotu rozbili się w pobliżu Pszczelnika koło Myśliborza - zabrakło im 650 kilometrów. Obaj stali się bohaterami Litwy. Ich wizerunek widniał na litewskich banknotach, zostali patronami szkół i ulic.

Po mszy św. uroczyste obchody 85. rocznicy lotu przez Atlantyk przeniosły się do Pszczelnika, gdzie znajduje się pomnik litewskich lotników.

W uroczystościach wzięli udział m.in. minister spraw zagranicznych Litwy Linas Linkevicius, szef polskiej dyplomacji Jacek Czaputowicz oraz minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem