Reklama

Ks. dr Marek Kaczmarek (1965–2017)

Był dobrym człowiekiem

2017-11-29 10:28

Anna Skopińska
Edycja łódzka 49/2017, str. VI

http://padrejarek.pl/
Śp. ks. dr Marek Kaczmarek – zdjęcie zrobione 21 sierpnia br. w ogrodzie łódzkich bonifratrów

Człowieka poznajemy także przez opowieści czy wspomnienia o nim. Te o ks. Marku są bardzo świeże, bo przecież kilka dni temu jeszcze był. Dziś – słuchając tego, co mówią o nim ci, których Bóg postawił na jego drodze lata temu i ci, którzy zupełnie niedawno go poznali, można mieć pewność – to był dobry człowiek i wspaniały kapłan.

Tak się dziwnie – albo opatrznościowo – złożyło, że ostatnie 2 miesiące spędził w miejscu, w którym spotkały się ze sobą osoby znające go szmat czasu i jego nowi przyjaciele. I że znalazł tu rodzinę zakonną, która przyjęła go do siebie jak swojego. Kiedyś, parafrazując św. Augustyna, powiedział: „Powiedz mi, co myślisz o świecie, o życiu, o sobie, o swojej pracy, o swojej przyszłości, o swojej rodzinie, dzieciach, współmałżonku, może o Kościele, może czasami o Bogu, co gra ci w duszy, a ja powiem ci, jakim jesteś człowiekiem”.

Czy ze wspomnień o nim można wyczytać, co grało w duszy tego cichego, spokojnego i życzliwego każdemu człowiekowi kapłana? Czy można odkryć jego serce, wnętrze? Każdy – z kim rozmawiam – udowadnia, że tak.

Reklama

Ostatnie powołanie

Konwent i szpital bonifratrów. To ostatnie miejsce pracy, ale też życia ks. Marka. – Choć był tu tak krótko, to jednak wpisał się bardzo mocno w historię tego miejsca – podkreślają bracia Jonasz i Tymoteusz. – Był jednym z nas i nawet od jakiegoś czasu pytał, czy mógłby tu zostać na stałe. Uczył się i odkrywał bonifraterski charyzmat. Był przekonany, że mógłby tu nabrać sił i wzmocnić swoją wiarę – przekonują.

Mówił o niezwykłym – Bożym i maryjnym – promieniowaniu ze szpitalnego sanktuarium, które wycisza serce, myśli i wnętrze. Przypominają, jak ciekawe były wspólne rozmowy przy posiłkach, ile poruszanych tematów i spraw, ale też jego podejście do ludzi chorych. – Widać było, że ma w sobie wiele empatii i cierpliwości do chorych, także na tych trudnych oddziałach jak paliatywny – mówi pracujący w szpitalu św. Jana Bożego brat Tymoteusz.

Rozmawiał, sprawował Eucharystie w szpitalnym sanktuarium, głosił homilie, spowiadał. Z bonifratrami, ich współpracownikami, ale też pacjentami, dzielił się swoim doświadczeniem wiary. I prostymi słowami tłumaczył to, co trudne i od czego inni uciekają. Mówił o przemijaniu, sakramentach i robił to tak, że trafiał do serc. W tym byciu kapelanem odkrył kolejne swoje powołanie. Miał grono przyjaciół, ludzi, którzy go wspierali, odwiedzali w konwencie. Zresztą byli z nim w każdym z miejsc, do których był posyłany. Bo ciepła, łagodności i otwartości nie da się ominąć ot tak. One zostawiają ślad w tym, kto obok.

Ryt rzymski i przyjaźń

Wszyscy wiedzieli, że ks. Marek zbiera relikwiarze. Ściągał je z francuskich czy niemieckich antykwariatów razem z dokumentacją, potem wykorzystywał w adoracji, przy liturgii, w kaplicy. W ten sposób, jak mówi brat Jonasz, „ocalał je przed sprofanowaniem”. I przypomina o przywiązaniu księdza do tradycji, do liturgii.

Był pierwszym w archidiecezji łódzkiej duszpasterzem środowiska tradycji łacińskiej. W kościele pw. św. Józefa przy ul. Ogrodowej w Łodzi odprawiał Msze św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. To tu poznał go Andrzej, który obecnie pracuje w bonifraterskiej aptece ziołoleczniczej. – To było wiele lat temu. Pamiętam nasze pierwsze rozmowy i spotkania, i jego słowa: „W imieniu Jezusa Chrystusa powołuję cię do roli ministranta. Nie mogłem odmówić – opowiada.

Zebrała się grupa osób, która bywała u księdza w mieszkaniu, dyskutowała, uczestniczyła w liturgii. Tak zrodziła się przyjaźń. I to ich przekonanie, że ks. Marek wiedział przed Kim stoi, Komu służy i co robi. Miał też pełną świadomość wiary i swojego kapłaństwa. I to osoby, które były wokół i przy nim, zawsze pociągało. Może dlatego ich oczy dziś są zaszklone? .

Także Krzysztof, farmaceuta „od bonifratrów”, poznał ks. Marka na Mszach św. w kościele św. Józefa. – Lubiłem przychodzić do niego, a jeszcze bardziej do jego mamy – pani Natalii, którą w chorobie się opiekował – mówi. Opowiada, że była bardzo ciepła, serdeczna. – Na pewno on, bardzo z mamą emocjonalnie związany, miał te cechy po niej – podkreśla. Mama zmarła 2 lata temu. To był trudny czas dla księdza. Bardzo przeżył jej odejście.

Jednak zawsze byli przy nim ludzie, których zjednywał swoją „miłością bliźniego” i autentyzmem. Był dobrze wykształcony i mądry, a jednocześnie bardzo skromny. I umiał słuchać. Każdego – starszych, schorowanych podczas odwiedzin w pierwsze piątki miesiąca, zwolenników tradycji, osoby, które przychodziły do konfesjonału, gdy w nim siadał. Przybiegali też do niego z takimi zwykłymi, ludzkimi sprawami. Zawsze pomagał. I dawał im poczucie spokoju, i taki pokój serca.

Chodzenie z Chrystusem

Jest jeszcze pani Maria, która razem z mamą przychodziła na Różaniec do księdza. Zresztą nie tylko ona. Wiele jest takich osób, rodzin, małżeństw. Tych, którzy dziś wspominają wrażliwość i serdeczność ks. Marka. Wszyscy bardzo go lubili. Na każdej z parafii, w której był. Ktoś wspomni, że go spowiadał, a ktoś inny, że ma tomik poezji, który kiedyś ksiądz mu podarował. Jego własnej.

Ks. Marek Kaczmarek był jeszcze założycielem pierwszego w archidiecezji wieczernika modlitw za kapłanów oraz twórcą i dyrektorem Studium Duchowości Chrześcijańskiej. Miał wiele talentów, zdolności i wiary, która pociągała innych. Miał też to coś, co sprawia, że o nienarzucającym się innym, spokojnym i cichym księdzu, mówią – to był KTOŚ, kto żył tym, co głosił i w co wierzył. Kto mówiąc – „Trzeba przylgnąć do Chrystusa całym sobą. Nie tylko przez racjonalne uznanie Jego istnienia i Bożej mocy, ale przez życie płynące z wiary, przez «chodzenie z Chrystusem» każdego dnia” – tak żył. I tego chodzenia z Chrystusem ich nauczył.

Tagi:
kapłan kapłan sylwetka

Po co nam księża?

2018-07-19 12:20

Salve TV

Czym jest Eucharystia? Co to znaczy, że "Kościół żyje dzięki Eucharystii"? W jaki sposób dobrze ją przeżyć? Czym jest realna obecność Chrystusa w Eucharystii? Po co nam księża?

RobertCheaib/pixabay.com

- Eucharystia kojarzy nam się z niedzielną Mszą św., natomiast jeżeli zapytamy, co dzieje się w niedzielę w Kościele, to ludzie na ogół mają świadomość, że odsyła nas to do Wielkiego Czwartku i Ostatniej Wieczerzy. To jest prawda, ale ukazuje tylko jeden aspekt Eucharystii - ks. prof. dr hab. Piotr Mazurkiewicz.

- Eucharystia jest Ofiarą Chrystusa. Jeżeli patrzymy na to, co dzieje się na ołtarzu jako uczestniczenie w Męce, Śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa to oznacza, że w każdej Mszy św. uczestniczymy w jakimś dramacie, który ma szczęśliwe zakończenie - dodaje.

- W centrum Eucharystii stoi krzyż. To jest zupełnie inne doświadczenie, czy jest się na uczcie, czy jest się na Golgocie - podkreśla.

- Jeżeli nie ma kapłaństwa, to w konsekwencji nie ma i Eucharystii - zaznacza.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W Stanach Zjednoczonych rodzi się coraz mniej dzieci – „są zbyt kosztowne”

2018-07-20 13:12

azr (NYT/KAI) / Nowy Jork

Amerykański dziennik „The New York Times” opublikował wyniki sondażu nt. tego, dlaczego w Stanach Zjednoczonych od kilku lat spada liczba urodzeń. Blisko 70 proc. ankietowanych odpowiedziało, że główną przyczyną jest fakt, że „wychowanie dziecka jest zbyt kosztowna”.

poplasen/Fotolia.com

W badaniach, przeprowadzonych na zlecenie nowojorskiego dziennika przez ośrodek badawczy Morning Consult, zapytano młodych rodziców o powody, dla których mają mniej dzieci, niż by chcieli. To pytanie zadano 1858 mężczyznom i kobietom w wieku 20-45 lat. Najczęściej podawane przez nich odpowiedzi dotyczyły kwestii ekonomicznych: „wychowanie dziecka jest zbyt kosztowne” (64 proc.), „chcę mieć więcej czasu dla dzieci, które już mam” (54 proc.), martwię się o finanse (49 proc.), „nie mogę pozwolić sobie na więcej dzieci” (44 proc.), „wstrzymuję się ze względu na niestabilność finansową” (43 proc), „chcę mieć więcej czasu wolnego” (42 proc.) Pojawiały się też argumenty związane m.in. z „obawami przed rosnącą populacją światową” (27 proc.), zmianami klimatycznymi (33 proc.), a także wyjaśnienia dot. „zbyt późnego poznania partnera” (34 proc.) oraz przedkładaniu edukacji i kariery nad założenie rodziny (23 proc.)

W tej samej grupie badanych znaleźli się też respondenci, którzy przyznali, że w ogóle nie mają dzieci i nie chcą, albo nie są pewni, czy chcą je mieć. Oto najczęściej podawane przez nich argumenty: chęć posiadania czasu wolnego (36 proc), brak partnera (34 proc), brak możliwości finansowych wychowania dziecka (31 proc), brak chęci posiadania dziecka (30 proc), brak możliwości finansowych posiadania domu (24 proc), brak przekonania, że będzie się dobrym rodzicem (24 proc). Podawano też wyjaśnienia związane m.in. z priorytetem kariery zawodowej (18 proc), zbyt dużymi długami z czasów studenckich (13 proc.), czy problemami zdrowotnymi (13 proc).

W Stanach Zjednoczonych liczba urodzeń spada od 2008 r., tj. od czasu tzw. „wielkiej recesji”. W 2017 r. wskaźnik dzietności w USA osiągnął najniższy poziom od 1987 r. Dla 1000 kobiet w wieku rozrodczym (tj. między 15 a 44 rokiem życia), wynosił on 60,2. Oznacza to, że w 2017 r. w Stanach Zjednoczonych urodziło się 0,5 mln dzieci mniej, niż w 2007 r., pomimo, że liczba kobiet w wieku rozrodczym wzrosła.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Kard. L. Sako: coraz bliżej ku wspólnej dacie Wielkanocy

2018-07-20 20:20

(KAI/vaticannews.va) / Watykan

Na niedawnym spotkaniu modlitewnym Franciszka z prawosławnym i innymi wschodniochrześcijańskimi hierarchami z Bliskiego Wschodu podniesiono m.in. temat wyznaczenia daty wspólnych obchodów Wielkanocy jako widocznego znaku jedności chrześcijan. Ujawnił to chaldejski patriarcha Babilonii kard. Luis Raphael Sako, który był jednym z uczestników tamtego wydarzenia na południu Włoch.

Bożena Sztajner/Niedziela
Patriarcha Louis Raphaël I Sako

W czasie rozmów, toczonych za zamkniętymi drzwiami, nie podejmowano spraw doktrynalnych – przyznał kardynał w rozmowie z Radiem Watykańskim. Wyjaśnił, że uczestnicy spotkania mieli świadomość, że do jedności kroczy się razem, na wspólnej modlitwie i podejmując te same problemy, wiedząc, że można zaczerpnąć ze wspólnego źródła.

Zwierzchnik katolickiego Kościoła chaldejskiego zaznaczył jednoczenie, że nie mówiono wyłącznie o prześladowaniu chrześcijan. „Dla wszystkich było jasne, że przyszłość wyznawców Chrystusa jest złączona z muzułmanami, żydami i innymi wspólnotami, które żyją na Bliskim Wschodzie” – podkreślił kard. Sako.

Przyznał, że słowa, które wypowiedziano i wspólna modlitwa położyły dobry fundament pod wspólne działania, toteż jest przekonany, że spotkanie w Bari nie było ostatnim takim wydarzeniem. Wyraził także nadzieję, że kiedyś będzie możliwe poszerzenie gremium osób, które będą brały w nim udział o przedstawicieli muzułmanów i żydów. „Sami bowiem nie zdołamy stawić czoła i rozwiązać tak wielu problemów” – powiedział iracki hierarcha.

Dodał, że rzeczy dojrzewają, kiedy przyjdzie na to czas. „Pięćdziesiąt lat temu byłoby nie do pomyślenia takie spotkanie jak to, które odbyło się w Bari – podkreślił kard. Sako. – Dlatego to wspólne spotkanie przedstawicieli tak wielu różnych Kościołów i wspólnot może być postrzegane jako przykład także dla innych”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem