Reklama

„Nie miłujmy słowem, ale czynem”

2017-11-29 10:28

Ks. Adam Stachowicz
Edycja sandomierska 49/2017, str. IV

Ks. Adam Stachowicz
Ks. Bogusław Pitucha podczas konferencji pt. „W kierunku Pomocy Ubogim”

Ks. Adam Stachowicz: – Zainaugurowaliśmy w Sandomierzu obchody I Światowego Dnia Ubogich. Była wspólna modlitwa i obiad dla ubogich w seminarium. W kolejne dni odbyły się konferencje naukowe, prelekcja i prezentacja specjalnej wystawy. Potem w niedzielę nastąpiło otwarcie – inauguracja w całej diecezji. Czy na tym poprzestaniemy?

Ks. Bogusław Pitucha: – I Światowy Dzień Ubogich i towarzyszące wydarzenia nie ograniczają się do kilku dniu i nie są adresowane do niektórych osób. Jest to dobra okazja do rozpoczęcia wielu ciekawych inicjatyw, a przede wszystkim obudzenia w sobie wrażliwości na potrzeby drugiego człowieka. Mam też świadomość, że osoby ubogie, które wzięły udział w tych wydarzeniach i odpowiedziały na nasze zaproszenie, to nie są jeszcze wszystkie osoby. Jest o wiele więcej rodzin borykających się z problemami i osób, którym może zabrakło odwagi, a z naszej strony za mało działań, aby ich zachęcić do wyjścia z domu, podzielenia się swoimi problemami i zaproponowania im konkretnej pomocy.
Papież Franciszek w orędziu na I Światowy Dzień Ubogich napisał: „Jesteśmy wezwani do wyciągnięcia ręki do biednych, do spotkania się z nimi, popatrzenia im w oczy, przytulenia, aby poczuli ciepło miłości, która przełamuje krąg samotności”.

– Ubogich, jak widzimy, nie brakuje. Często ci którzy „kwalifikowaliby się” – nie chcą pomocy czy może nawet wstydzą się wyciągać po nią rękę. Co Caritas robi, aby pomagać osobom czy rodzinom autentycznie potrzebującym?

– Do pomocy osobom, rodzinom jest potrzebny przede wszystkim drugi człowiek, wrażliwy na los ubogiego. Może to być ktoś z najbliższej rodziny czy otoczenia, np. sąsiad. Może to być ktoś z Parafialnego Zespołu Caritas i Szkolnego Koła Caritas. Pomoc może być wieloraka, począwszy od odwiedzenia chorego w domu czy szpitalu, rozmowy z nim, posprzątania domu czy zrobienia zakupów, zawiezienie do lekarza itp. Może to być pomoc długofalowa i systematyczna.
Caritas Diecezji Sandomierskiej współpracuje z parafiami, bo każdy ksiądz proboszcz zna najlepiej problemy swojej parafii. O wiele lepiej się współpracuje, gdzie są Parafialne Zespoły Caritas i Szkolne Koła Caritas, ponieważ one prowadzą systematyczną pomoc, a nie tylko okazjonalną czy losową. Warto tutaj wspomnieć o programie FEAD (Program Operacyjny Pomoc Żywnościowa), gdzie wydawane jest ponad 300 tys. ton żywności i korzysta z niego ponad 6 tys. osób. Paczka na jedną osobę to ponad 51 kg. Dla dzieci i młodzieży jest program „Skrzydła,” gdzie darczyńcy obdarowują systematyczną miesięczną wpłatą potrzebujących, czy fundusz medyczny jako pomoc w zakupie drogich lekarstw.

– Jako Caritas regularnie pomagacie ubogim, bezdomnym czy potrzebującym. Czy mógłby Ksiądz Dyrektor przybliżyć Czytelnikom tę stronę działalności diecezjalnej Caritas?

– Diecezjalna Caritas prowadzi Punkt Pomocy Doraźnej, gdzie jedni mogą zostawić odzież, buty, meble, sprzęt AGD, a potrzebujący mogą przyjść i sobie wybrać – odzież, buty itp. Dla bezdomnych mężczyzn i kobiet prowadzimy schroniska, gdzie potrzebujący otrzymują całodobową pomoc, nie tylko w okresie jesienno-zimowym, ale cały rok.
Prowadzimy Ośrodek Interwencji Kryzysowej i Dom Samotnej Matki, Ośrodek Rehabilitacyjno-Edukacyjny „Radość Życia” dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnej, Warsztaty Terapii Zajęciowej, Środowiskowy Dom Samopomocy, Dzienny Dom „Senior-Wigor” dla osób starszych, Centra Pielęgniarstwa Środowiskowo-Rodzinne i Rehabilitacji przy Stacjach Opieki Caritas czy Niepubliczną Poradnię Psychologiczno-Pedagogiczną.

– Jakie akcje cykliczne Caritas są skierowane w stronę ubogich?

– Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom, Jałmużna Wielkopostna, zbiórki żywności, wypoczynek letni, Kromka Chleba dla Sąsiada.

– Co my możemy zrobić, aby pomóc? Jak znaleźć właściwych adresatów pomocy?

– Najważniejszy jest człowiek o wrażliwym sercu. Można wesprzeć szeregi wolontariuszy Parafialnych Zespołów Caritas i Szkolnych Kół Caritas. Im więcej ludzi, tym więcej pomocy dla ludzi potrzebujących. Wtedy jest więcej pomysłów i inicjatyw skierowanych do ludzi poszukujących pomocy i znajdujących się w trudnej sytuacji. Nie trzeba czekać aż się coś wydarzy trudnego czy sami się do nas zgłoszą. Papież Franciszek w Orędziu na Światowy Dzień Ubogich napisał: „Zapraszam cały Kościół, mężczyzn i kobiety dobrej woli, do spojrzenia w tym szczególnym dniu na tych wszystkich, którzy wyciągają ręce, wołając o pomoc i przyzywają naszej solidarności. To są nasi bracia i nasze siostry, stworzeni i kochani przez tego samego Ojca Niebieskiego”.

– Zbliżają się święta Narodzenia Chrystusa. Od wielu lat na wigilijnym stole stawiamy specjalną świecę. Wielu, z tego co wiem, zanosi tę świecę również na groby bliskich. Czy i w tym roku Caritas przygotowała „Świecę Caritas” w ramach Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom? Jak w ten konkretny sposób pomagamy?

– Caritas Diecezji Sandomierskiej po raz kolejny przygotował świecę w ramach Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom, które w tym roku będzie przebiegało pod hasłem: „Miłosierdzie jest jedno”. Wigilijne Dzieło Pomocy Dzieciom rozpoczyna się w I Niedzielę Adwentu i trwa do Wigilii Świąt Bożego Narodzenia.
W Wigilię Bożego Narodzenia zapalane są świece na polskich stołach w miejscu przeznaczonym dla niespodziewanego gościa. Ofiary składane przy tej okazji przeznaczone są dla dzieci z rodzin ubogich, część środków trafia do Caritas Diecezji Sandomierskiej, a większość pozostaje do dyspozycji parafii.

– Dziękuję za rozmowę.

Tagi:
wywiad

Motocykliści chcą być razem

2018-04-25 11:32

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 17/2018, str. VI

Z ks. Jarosławem Zagozdą, proboszczem z podgorzowskiej Baczyny, rozmawia Kamil Krasowski

Karolina Krasowska
W tym roku motocykliści po raz 7. przejadą ze Świebodzina do Ro kitna

KAMIL KRASOWSKI: – 29 kwietnia odbędzie się 7. Diecezjalna Pielgrzymka Motocyklowa spod figury Chrystusa Króla w Świebodzinie do sanktuarium w Rokitnie. Jak narodziło się to dzieło?

KS. JAROSŁAW ZAGOZDA: – Pierwsza oficjalna pielgrzymka do sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej odbyła się w 2012 r. To było działanie oddolne. Ludzie sami chcieli taką pielgrzymkę zorganizować. Chcieli pojechać do świętego miejsca. Wybór padł na Rokitno, bo nie ma lepszego miejsca w diecezji. Pielgrzymka zawsze wygląda podobnie. Jest Koronka do Bożego Miłosierdzia, bardzo dobrze odbierana przez motocyklistów. Wielu z nich mówiło, że pierwszy raz w życiu modliło się Koronką właśnie na pielgrzymce. I to jest ważny element. Później jest sprawowana Msza św., poświęcenie motocykli i wspólne spotkanie przy stole. Od samego początku w pomoc przy organizacji pielgrzymki – w organizację przejazdu, ustawienie motocykli – zaangażowanych było wielu ludzi. I tak do tej pory współpracujemy. Taką grupą są motocykliści z Gorzowa skupieni w grupie MIŚ, którzy pomagają nam każdego roku.

– Jak wyglądały początki? Ile osób jeździło wówczas do Rokitna?

– W pierwszej pielgrzymce wzięło udział ok. 100 osób. Później ta liczba wzrastała. Najwięcej to było ok. 500 motocykli. Nie chodzi jednak o ilość, a przede wszystkim o duchowe przeżycie – modlitwę, spokojny czas wspólnie przeżywany w sanktuarium, co zawsze akcentujemy. Ilość nie ma znaczenia, chociaż wszystkie zloty i spotkania motocyklistów taki ranking prowadzą, my nie przywiązujemy do tego wagi.

– Skąd najczęściej przyjeżdżają uczestnicy pielgrzymki?

– Jak jest dobra pogoda, bo to jest bardzo ważne, to przyjeżdżają nawet spoza diecezji, z województw zachodniopomorskiego, wielkopolskiego, dolnośląskiego. Przyjeżdżają ludzie z Poznania, Piły, Połczyna Zdroju, Wrocławia, a także zaprzyjaźnieni motocykliści z Niemiec. Mówimy, że jest to pielgrzymka motocyklistów z naszej diecezji, ale każdy znajdzie tu swoje miejsce.

– Jakie intencje towarzyszą pielgrzymom?

– Uczestnicy przywożą swoje konkretne intencje modlitewne, które składają na ołtarzu w czasie Mszy św. sprawowanej za nich. Modlimy się, żeby Pan Bóg bezpiecznie nas prowadził, ale także polecamy zmarłych motocyklistów. Bardzo wielu ludzi prosi o Boże błogosławieństwo dla swoich rodzin. To też jest ciekawy rys – przyjeżdżają ludzie na motocyklach, ale wielu przybywa samochodami. Mąż przyjeżdża motocyklem, a żona z dziećmi samochodem. Albo dziadek z babcią przyjeżdżają za wnukiem właśnie samochodem, żeby z nim być. Dlatego wydaje mi się, że nasza pielgrzymka jest takim rodzinnym świętem.

– Czy w naszej diecezji istnieje duszpasterstwo motocyklistów?

– Kiedyś słyszałem takie powiedzenie, że każdy motocyklista ma duszpasterza w swoim proboszczu, ponieważ każdy należy do jakiejś parafii. Oficjalnie nie ma takiego duszpasterstwa, ale księża od zawsze są tam, gdzie się gromadzą ludzie. Biskup nie mianował takiego duszpasterza, ale są księża, którzy z tym środowiskiem się spotykają i duszpastersko troszczą się o nie.

– Wspominał Ksiądz, że w organizację pielgrzymki zaangażowani są członkowie Grupy Motocyklowej MIŚ. Z tego, co wiem, w pielgrzymkę zaangażowany jest także Klub Motocyklowy God’s Guards. Co to za klub?

– To klub, który zrzesza księży zajmujących się duszpasterstwem motocyklistów w całej Polsce, ale nie tylko, bo do wspólnoty należą też księża z Niemiec albo ci, którzy wyjechali na studia np. do Hiszpanii i tam też się spotykają. Mówi się, że jest to wspólnota kapłańska. W naszej diecezji jest kilku księży, którzy należą do tego klubu. Wspólnie przeżywamy rekolekcje, raz w roku bierzemy udział w pielgrzymce od Bałtyku do Tatr.

– W tym roku takie ogólnopolskie spotkanie Klubu God’s Guards odbędzie się w naszej diecezji w Kęszycy Leśnej.

– Rekolekcje odbywają się w różnych miejscach. Pierwsze były w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, później była Częstochowa, Warszawa, Tarnów, zaś w tym roku będzie to nasza diecezja. Spodziewamy się, że przyjadą do nas księża, którzy zajmują się duszpasterstwem motocyklistów w całej Polsce.

– Jakie są główne cele Diecezjalnej Pielgrzymki Motocyklowej ze Świebodzina do Rokitna?

– Religijny cel to przede wszystkim modlitwa. Motocykliści to ludzie, którzy lubią wejść do kościoła. Jak zwiedzają jakieś miejsca, to bardzo często jest tak, że zatrzymują się właśnie pod kościołem, żeby zobaczyć, wejść, przeżegnać się. Bardzo ciekawy i ważny jest też cel wspólnototwórczy. Motocykliści chcą być razem. Jak jedziemy na motocyklach, to nie ma okazji, żeby porozmawiać, bo każdy jedzie sam. Jak się spotkamy w większej albo mniejszej grupie – to dobrze jest opowiedzieć swoje wrażenia. Dzielimy się doświadczeniem – kto gdzie był, gdzie warto pojechać. Kolejny cel to promocja bezpiecznej jazdy. Jedziemy w zwartym szyku, w takiej procesji, w pielgrzymce, żeby pokazać, że na drodze trzeba bardzo mocno uważać.

– Jak Ksiądz jako organizator przeżywa pielgrzymkę?

– Bardzo się z niej cieszę. Zawsze też z niepokojem obserwuję pogodę z myślą, czy uda się przejechać. Był taki jeden rok, gdy padał grad. Myśleliśmy, że nikt nie przyjedzie, ale wręcz przeciwnie – przyjechało bardzo dużo ludzi. W takiej grupie modlitwa w Rokitnie ma dla mnie bardzo duże znaczenie. To pokazuje, że motocykliści to nie ludzie, którzy myślą tylko o tym, żeby jechać i pokonywać kilometry, ale że lubią się zatrzymać. Doświadczam też jedności, tutaj nie ma znaczenia, kto skąd jest i jakim motocyklem przyjeżdża.

– Kiedy odkrył Ksiądz swoje zamiłowanie do motocykli?

– Jako nastoletni chłopak dojeżdżałem do szkoły motorowerem. Jednak przyszedł czas, że zacząłem dużo jeździć na rowerze. Gdy byłem na jednej z parafii w Lubsku, spotkałem fajną grupę motocyklistów i właśnie tam powróciły do mnie dawne zamiłowania, spotkałem się też z dużą życzliwością ówczesnego proboszcza. Także zaczęło się to dawno, a odrodziło kilkanaście lat temu. Z motocyklami łączy mnie nić sympatii. Nie jest to żadna wielka miłość, ponieważ zdaję sobie sprawę, że nie zawsze będę jeździł, że przyjdzie taki wiek, kiedy stanie się to niebezpieczne. Nie jeżdżę daleko, ale zawsze jest to okazja do spotkania się z kimś i zobaczenia pięknych miejsc. Z motocykla wygląda to zupełnie inaczej. Można wjechać tam, gdzie nie wjedzie się samochodem, a prawo pozwala. Na mecze żużlowe też jeżdżę z kolegami księżmi na motocyklach. Wtedy zawsze można szybciej dojechać pod stadion, szybciej wydostać się spod stadionu po meczu. Na zakupy do miasta też jeżdżę na motocyklu, bo jest łatwiej i szybciej.

– Jaką maszyną Ksiądz jeździ?

– Jeżdżę miejsko-turystycznym motocyklem BMW o niedużej pojemności. Takim, żeby czuć się bezpiecznie i żeby za dużo zapasu mocy nie było (śmiech).

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Trwa dramat Alfiego Evansa

2018-04-24 17:11

vaticannews.va / Watykan, Liverpool (KAI)

Trwa dramat Alfiego Evansa i jego rodziców. O godz. 22.30 2-letniego chłopca z poważnym uszkodzeniem mózgu odłączono od aparatury wspomagającej oddychanie. Uczyniono to na polecenie sądu i wbrew woli rodziców. Chłopiec jednak nie umarł. Po jedenastu godzinach dramatycznej walki dziś rano ponownie podano mu tlen, wodę i pożywienie.

Alfie Evans/Facebook

W walkę o życie chłopca zaangażowały się również włoskie władze. Wczoraj po południu podano do wiadomości, że Alfiemu przyznano włoskie obywatelstwo. Wydawało się, że w ten sposób sprawa zostanie rozwiązana. Rodzice Alfiego zabiegają bowiem o przewiezienie chłopca do należącego do Watykanu szpitala pediatrycznego Dzieciątka Jezus w Rzymie. Wbrew protestom włoskiego konsula w Wielkiej Brytanii sędzia podtrzymał jednak decyzję o odłączeniu Alfiego od aparatury wspomagającej oddychanie.

W obronie angielskiego chłopca ponownie zaapelował wczoraj wieczorem papież. O godz. 21.15 Franciszek napisał na Tweeterze: „Poruszony modlitwami i wielką solidarnością okazywaną Alfiemu Evansowi, ponawiam mój apel, aby ból ich rodziców został wysłuchany i by spełniono ich pragnienie podjęcia nowych form terapii”.

Aby uratować angielskiego chłopca do Liverpoolu udała się wczoraj osobiście dyrektor rzymskiego szpitala, w którym miałoby być kontynuowane jego leczenie i który już teraz zajmuje się dziećmi, którzy cierpią na to samo schorzenie. Szpital, w którym przetrzymywany jest Alfie, nie chciał z nią jednak rozmawiać.

- Spotkałam się z bardzo chłodnym przyjęciem. Atmosfera chłodna, niegościnna – powiedziała Radiu Watykańskiemu Maria Enoc. - Wpuszczono mnie jedynie do poczekalni, gdzie rozmawiałam przede wszystkim z rodzicami. Tata Alfiego Thomas był oczywiście bardzo rozdrażniony. Trudno nam było w ogóle zrozumieć, co się dzieje. Kiedy powiadomiono nas, że rozpocznie się cała procedura musiałam odejść. Również dlatego, że Thomas był zdruzgotany, był w złym stanie. Bardzo dobrze go rozumiem. Było z nami wielu krewnych, rodzina bardzo prosta, liczne rodzeństwo. Mnie towarzyszył lekarz z naszego szpitala. Był też kapłan, który, jak mi się wydaje, udzielił dziecku sakramentów.

Maria Enoc zapewnia, że w rzymskim szpitalu wszystko jest gotowe na przyjęcie angielskiego chłopca. Włoskie władze zapewniły, że zajmą się jego transportem samolotem rządowym. Dyplomacja musi się jednak uporać z oporem brytyjskich urzędów.

Apel o uwolnienie Alfiego ponowił też dziś rano prezes papieskiej Akademii Życia abp Vincenzo Paglia. - Myślę, że papież w swym ostatnim apelu dał wyraz odczuciom zdecydowanej większości ludzi, którzy rozumieją ból rodziców, tych, którzy dali mu życie i teraz nie mogą przyglądać się dziełu śmierci – stwierdził abp Paglia. - Potrzebujemy nowej kultury, nowego przymierza między lekarzami i tymi, którzy są przywiązani do życia najsilniejszymi więzami rodzicielstwa. Nie można podejmować takich decyzji bez uwzględniania tych więzi. Jak to możliwe, że decyzję o kontynuowaniu leczenia powierza się sądowi. Trzeba uszanować te podstawowe więzi, aby uniknąć jeszcze większego dramatu. Musimy się wyzwolić z atmosfery sporów ideologicznych i potwierdzić, że najważniejsze jest człowieczeństwo. Tylko w ten sposób możemy uniknąć tych nieludzkich i bolesnych wypaczeń.

Prezes Papieskiej Akademii Nauk wyraził nadzieję, że całe to bolesne wydarzenie obudzi sumienia Brytyjczyków i doprowadzi do stworzenia nowego systemu, w którym prawa rodziców zostaną uszanowane.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Abp Budzik w Watykanie: co uczyniliśmy z dziedzictwem św. Jana Pawła II?

2018-04-26 09:29

olc / Watykan (KAI)

„Co uczyniliśmy z dziedzictwem św Jana Pawła II?” – pytał metropolita lubelski abp Stanisław Budzik podczas Mszy św. przy grobie św. Jana Pawła II w bazylice św. Piotra. Eucharystię koncelebrowali abp Konrad Krajewski, jałmużnik papieski oraz bp Artur Miziński, sekretarz generalny KEP. Była ona jednym z punktów jubileuszowej pielgrzymki do grobu św. Jana Pawła II z okazji 100-lecia Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W modlitwie uczestniczyły władze oraz pracownicy i studenci uczelni.

Katarzyna Artymiak

W homilii abp Budzik przypomniał słowa św. Jana Pawła II o tym, że chęć przyjęcia chrztu oznacza wolę bycia świętym. Nawiązał również do niedawnej 1050. rocznicy chrztu Polski, który był dla całego narodu zobowiązaniem, a nad wypełnieniem którego warto się zastanowić.

Metropolita lubelski odniósł się też do słów skierowanych niegdyś przez świętego papieża do wspólnoty akademickiej KUL: „Uniwersytecie, służ prawdzie!”.

„Jest ono wypisane na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim na tablicy. Ale czy jest też wypisane w naszych sercach, w naszym działaniu, w naszym postępowaniu?” – mówił do lubelskich pielgrzymów abp Budzik.

Pielgrzymka społeczności akademickiej KUL jest częścią obchodów 100-lecia uniwersytetu oraz dziękczynieniem za jego istnienie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem