Reklama

Nowy Testament

65 lat wiernej służby Bogu i Kościołowi

2017-12-06 13:42

Ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 50/2017, str. 2

Ks. Robert Gołębiowski
Ks. prał. Aleksander Jaszczur

Powołanie kapłańskie jest, jak nas uczył św. Jan Paweł II: „darem i zadaniem”. Darem, gdyż Bóg obdarowuje serce młodego człowieka skarbem służby wobec Boga i drugiego człowieka. Jest też zadaniem do wypełnienia przez wszystkie lata posługi duszpasterskiej. Jest czymś niezwykłym, gdy przychodzi nam oddać hołd Bogu za 65 lat wytrwałej pracy kapłańskiej ks. prał. Aleksandra Jaszczura.

Uroczystości jubileuszowe odbyły się 5 października br. w kolegiacie św. Jana Chrzciciela w Myśliborzu w obecności kapłanów, sióstr zakonnych, brata, grona wiernych z Myśliborza i Kierzkowa, ostatniej parafii proboszczowskiej.

Reklama

Ks. prał. Aleksander Jaszczur urodził się 19 lutego 1930 r. Przybył na Ziemie Zachodnie z miejscowości Liw, niedaleko Węgrowa, na ziemi mazowieckiej, z diecezji siedleckiej. Swoją kapłańską wędrówkę rozpoczął tuż po wojnie, kończąc najpierw Niższe Seminarium Duchowne, a później studiując w Wyższym Seminarium Duchownym w Gorzowie Wlkp. Święcenia kapłańskie przyjął 5 października 1952 r. Był wikariuszem w katedrze gorzowskiej (1952-55), potem prefektem w Niższym Seminarium Duchownym we Wschowie (1955-57). Następnie powołany został na proboszcza w Białogórzynie k. Koszalina (1957-62). Później przybył do Cedyni, gdzie duszpasterzował przez 12 lat. Od 1974 do 1985 r. był proboszczem parafii w Łobzie i dziekanem tego dekanatu. Ostatnią parafią, w której pełnił funkcję proboszczowską, był Kierzków, dokąd przybył 1 października 1985 r.

Odwiedziłem Księdza Prałata w przytulnym mieszkaniu w Domu Rekolekcyjnym Sióstr Jezusa Miłosiernego w Myśliborzu, gdzie od pójścia w stan senioratu, czyli od 1 września 2009 r., pełni z niezwykłą ofiarnością funkcje kapelana oraz spowiednika w obydwu myśliborskich parafiach. Ksiądz Prałat urzeka skromnością, pokorą, dużym poczuciem humoru, a nade wszystko duchem wielkiej modlitwy i pracowitości w służbie Bożej. Mimo 87 lat życia zadziwia dobrym zdrowiem i ogromną witalnością. Z nieukrywaną radością wysłuchałem bogatej w fakty i daty historii posługi kapłańskiej.

Ks. Robert Gołębiowski: – Księże Prałacie, zacznijmy nasze wspominanie od domu rodzinnego, gdzie kształtują się zręby powołania.

Ks. Prał. Aleksander Jaszczur: – Pochodzę z historycznej miejscowości Liw, w której w swoim czasie posługiwał ks. Jan Paweł Woronicz, późniejszy prymas Polski. Wiele zawdzięczam swoim rodzicom, ich wierze i trosce o dobre wychowanie. Moje pragnienie bycia kapłanem zrodziło się tuż po I Komunii św., w wieku 8 lat, gdy zostałem ministrantem. Były to dziecięce pragnienia, ale czułem się dobrze przy ołtarzu i już wówczas myślałem o tym, by stać się kapłanem, aby odprawiać Mszę św., głosić kazania, prowadzić katechezę i mówić ludziom o Bogu. Z naszej parafii pochodziło w tamtym czasie dwóch kleryków, którzy, jak przyjeżdżali na wakacje z seminarium w Siedlcach, stanowili dla mnie wzór i często myślałem o tym, że chciałbym pójść ich śladami. Ważną osobą w kształtowaniu mojej wizji kapłaństwa był jezuita o. Franciszek Kulesza, nasz wikariusz, który w czasie II wojny światowej zebrał nas, uczniów, którzy skończyli najpierw 6 klas szkoły podstawowej, i prowadził z nami tajne gimnazjum na poziomie I i II klasy. On sam na plebanii wykładał nam wszystkie przedmioty. Pamiętam, że dał mi solidne podstawy języka łacińskiego, a jednocześnie poprzez rozmowy i wspólną modlitwę rozbudzał we mnie łaskę powołania.

– Pochodzi Ksiądz Prałat z ziemi mazowieckiej. Jak to się stało, że trafił w konsekwencji na Ziemie Zachodnie?

– Zgłosiłem się, oczywiście, do Wyższego Seminarium Duchownego w Siedlcach, ale ze względu na brak świadectwa ukończenia gimnazjum, gdyż nie uznawano nauczania tajnego, zdałem egzamin w tzw. Gimnazjum Biskupim. Niestety, było bardzo dużo kandydatów do seminarium i nie dostałem się. W naszej wiosce było sporo osób wysiedlonych z Poznańskiego, w tym także ks. Kazimierz Adamczak, który powróciwszy po wojnie do Grodziska Wlkp., zaprosił mnie i kolegę w tamte strony. Na miejscu dowiedzieliśmy się o tym, że najbliższe seminarium jest w Poznaniu. Pojechaliśmy tam i od jednego z księży dowiedzieliśmy się, że nie ma seminarium diecezjalnego, ale funkcjonuje już seminarium Księży Chrystusowców. Udaliśmy się tam, jednak czuliśmy w sobie powołanie do życia w diecezji, dlatego ostatecznie dotarliśmy do Gorzowa Wlkp. i tam 2 września 1946 r. wstąpiłem najpierw do Niższego Seminarium Duchownego. Było nas w sumie 12 osób i to bardzo zróżnicowanych w wieku 16 lat tak jak ja, ale np. późniejszy ks. Jan Lis, zasłużony dla diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, miał wtedy już 25 lat, a np. ks. prał. Andrzej Majewicz służył wcześniej w wojsku rosyjskim. Ówczesny administrator ks. inf. Edmund Nowicki postanowił, że przejdziemy trybem tzw. galopek, czyli przyspieszonej nauki w postaci ukończenia w rok dwóch klas. Do Wyższego Seminarium Duchownego w Gorzowie Wlkp. wstąpiliśmy po maturze wszyscy, z tym jednak, że nie wszyscy je skończyli. Nasz rocznik dotarł do święceń w liczbie trzydziestu, z tym, że 29 otrzymało prezbiterat w maju, a ja ze względu na brak wymaganego wieku otrzymałem święcenia 5 października 1952 r. w kościele u Ojców Kapucynów pw. Świętego Krzyża w Gorzowie Wlkp. z rąk ówczesnego sufragana gnieźnieńskiego bp. Antoniego Baraniaka. Cieszyłem się, że także dwóch kolegów z Siedleckiego – ks. Tadeusz Caruk i ks. Zbigniew Skibniewski – dotrwało do święceń. Z czasów seminaryjnych mile wspominam nasze trzytygodniowe praktyki w parafiach, gdy prowadziliśmy intensywne przygotowanie dzieci do pierwszej spowiedzi, a także Komunii św., pomagaliśmy w kancelarii i budowaliśmy się postawą księży, którzy wtedy obsługiwali teren obecnych 4 czy 5 parafii.

– Czy pamięta Ksiądz Prałat swoje motto kapłańskie wypisane na obrazku prymicyjnym?

– Tak, oczywiście, gdyż nawet kilka obrazków przechowałem do tej pory. Były to słowa: „Pragnienie mojego serca spełniłeś Panie!”. Teraz po przeżyciu tylu lat w kapłaństwie myślę, że nie zmieniłbym tej dewizy życia, a wszystko, co się dokonało, potwierdza tylko moje pragnienie bycia Chrystusowym kapłanem.

– Jak wyglądało duszpasterstwo na naszych ziemiach w pierwszych latach pracy kapłańskiej Księdza Prałata?

– Najbardziej charakterystyczny był głód kapłanów. Ludzie przyjeżdżający na te ziemie pytali przede wszystkim o to, czy w tej miejscowości jest kościół, czy jest ksiądz, szkoła i jakiś środek lokomocji. Ksiądz był autorytetem, gdyż nawet radzieccy oficerowie polityczni przyjeżdżali do kurii i mówili ks. E. Nowickiemu, aby do danej parafii kierował księdza rzymskokatolickiego. Władzy zależało na ludziach pracujących w dużych gospodarstwach, a z miejscowosci, gdzie nie było księdza, ludność uciekała. Wielką potrzebą było również odbudowywanie zniszczonych kościołów i ich doposażenie po czasach reformacji. Kiedy przybyłem na pierwszą parafię jako proboszcz do Białogórzyna k. Białogardu, nie mogłem przez rok mieszkać w dawnej pastorówce, gdyż była bardzo zniszczona. Były to ciężkie czasy, gdyż władza walczyła z Kościołem i musiałem nawet wygrać proces o prawo użytkowania plebanii. W Cedyni np. przez jakiś czas kapłani mieszkali na parterze plebanii, a u góry egzystowały dwie rodziny zakwaterowane przez miasto. Razem z wikariuszem mieszkaliśmy w warunkach niemal polowych. Do obsługi było także 7 kościołów i kilkanaście szkół 4– i 6-klasowych. Przez jedenaście lat np. czekaliśmy na pozwolenie odbudowania kościoła w Osinowie Dln. Gdy pracowałem w Łobzie, odczułem już trochę lepsze warunki mieszkalne, ale teren był także bardzo duży do obsługi duszpasterskiej, jednak miałem do dyspozycji dwóch wikariuszy. Niezwykle życzliwie wspominam również ostatnią parafię w Kierzkowie, gdzie spotkałem się z wielką życzliwością ludzi, z niezwykle godną postawą modlitewną i budującymi tradycjami oraz klimatem rodzin, co przyniosło owoc chociażby w powołaniu kapłańskim ks. Krzysztofa Przybyło. Ogromnym wyróżnieniem, ale i zadaniem stała się posługa wobec Sióstr Jezusa Miłosiernego. Po roku pobytu w Kierzkowie zadzwoniła s. Izabela Różycka z prośbą, aby stać się spowiednikiem sióstr. Tak się złożyło, że rzeczywiście przez następne 17 lat szafowałem w klasztorze sakrament pokuty i pojednania. Z tego także zrodziła się myśl poparta przez Księdza Arcybiskupa, aby po przejściu na emeryturę zamieszkać właśnie w myśliborskiej wspólnocie sióstr. Jest to dla mnie bardzo cenne, kolejne doświadczenie kapłańskie, gdy otoczony ogromną radością serc sióstr mogę odwdzięczać się im sprawowaniem Eucharystii, przewodnictwem duchowym, wsparciem podczas prowadzonych licznych rekolekcji, a w dwóch parafiach w Myśliborzu stałym dyżurem w konfesjonale.

– Jak po 65 latach posługi może Ksiądz Prałat ogarnąć wspomnieniową myślą wartość Chrystusowego kapłaństwa szczególnie widoczną na naszej ziemi nad Odrą i Bałtykiem?

– Patrząc z perspektywy czasu, muszę powiedzieć, że księża odegrali tutaj niezwykle ważną rolę nie tylko religijną, ale również społeczną. Wielu z nich przyjechało ze swoimi parafianami ze Wschodu, przywożąc wiarę, ale również głębokie umiłowanie tradycji i zwyczajów ludowych. Dostrzegalne było to po wielu latach, że kościół i szkoła stały się miejscem integrowania ludności i jednoczenia wokół prawd patriotycznych. Z drugiej strony należy oddać hołd heroizmowi kapłanów, którzy właściwie do 1972 r. nie mieli zagwarantowanej własności kościołów i budynków, często byli sprawdzani, inwigilowani, wytaczano procesy, czy nakładano na nich nieuczciwe kary za byle co. Jednak swoją nieugiętą postawą budowali wiernych i byli dla nich przykładem mężności.

– A jakie kapłańskie przesłanie po przeżyciu 65 lat kapłaństwa przekazałby Ksiądz Prałat współczesnej młodzieży?

– Powołanie jest zawsze służbą Bogu i ludziom. Jest to nie tylko dar dla pojedynczej osoby, ale i dla całego Kościoła. Każda służba jest związana z trudem i cierpieniem, ale ważne jest to, by gdy spotykają nas trudności, nie uciekać, tylko je przezwyciężać. Jeśli z Bożą pomocą odniosę zwycięstwo i pozostanę wierny swojemu powołaniu, to mam także jako człowiek satysfakcję, że nie uległem trudnościom. Życzę więc współczesnej młodzieży tego ochoczego ducha chęci poświęcenia całego życia, aby być prawdziwym świadkiem Chrystusa w obecnych czasach.

– Z okazji pięknego jubileuszu życzymy ks. prał. Aleksandrowi Jaszczurowi mocy Ducha Świętego do dalszej posługi kapłańskiej, opieki Niepokalanego Serca Maryi i jak najlepszego zdrowia!

Tagi:
wywiad

Święci otwierają nam niebo

2018-10-16 11:31

Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska 42/2018, str. IV

Karolina Krasowska
Ks. Krzysztof Hojzer zaprasza na Zielonogórski Wieczór Wszystkich Świętych

Kamil Krasowski: – Od kilku lat nasza Diecezjalna Grupa Modlitewna św. Ojca Pio organizuje 31 października tzw. Wieczór Wszystkich Świętych. W tym roku będzie on szczególny, gdyż jego ranga urosła do głównego tego rodzaju wydarzenia w mieście. Jak zatem zapowiada się tegoroczny Zielonogórski Wieczór Wszystkich Świętych? Jacy święci w znaku relikwii będą obecni?

Ks. Krzysztof Hojzer: – W tę szczególną noc, rozważając ewangelijne błogosławieństwa, które ukazują nam duchowy wizerunek Jezusa i wyrażają Jego misterium – tajemnicę śmierci i zmartwychwstania, pragniemy w obecności Wszystkich Świętych i za ich wstawiennictwem głębiej wniknąć w życie Boga. Człowiek zatopiony w Bogu bardzo konkretnie czerpie z tych niezwykłych głębin życia Bożego. Każdego roku widzimy, jak wielka to łaska. Święci tej nocy wypraszają nam głębsze rozumienie i doświadczenie miłości Boga. Mamy bardzo wiele świadectw pięknych nawróceń. Święci swymi modlitwami otwierają nam tej nocy niebo na oścież. Dlatego chcemy tej łaski dla całego miasta i nie tylko. W modlitwie zawierzenia i adoracji u stóp Jezusa tej nocy modlą się z nami i orędują m.in.: św. Jan od Krzyża, św. Teresa z Avila, św. Ignacy Loyola, św. Ojca Pio, św. Faustyna, św. Jan Paweł II, św. Franciszek i Hiacynta, św. Matka Teresa z Kalkuty, bł. ks. Jerzy Popiełuszko...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Warszawa: międzynarodowa konferencja „Wspólnota – rodzina – ojcostwo – współczesne wyzwania”

2018-10-17 20:44

dg, maj / Warszawa (KAI)

„Wspólnota – rodzina – ojcostwo – współczesne wyzwania” to tytuł międzynarodowej konferencji naukowej, która odbyła się 17 października w Warszawie w ramach obchodów XVIII Dnia Papieskiego pod hasłem „Promieniowanie ojcostwa”. Organizatorem konferencji jest Fundacja „Dzieło Nowego Tysiąclecia”, a partnerem merytorycznym Centrum Myśli Jana Pawła II. Patronat honorowy nad wydarzeniem objął Prezydent RP.

MARIAN SZTAJNER

Konferencja rozpoczęła się Mszą św. w kościele seminaryjnym Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Józefa Oblubieńca. Następnie obrady na Zamku Królewskim otworzył kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Gości przywitał też ks. Dariusz Kowalczyk, prezes Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Spotkanie poprowadził red. Grzegorz Górny.

O. prof. Jarosław Kupczak, dogmatyk z UPJPII, wystąpił z referatem pt. „Macierzyństwo i ojcostwo jako obraz miłości Boga”. Analizując dramat Karola Wojtyły „Promieniowanie Ojcostwa”, wskazał na obecne tam dwa konkurujące ze sobą humanizmy – jeden odrzucający Boga ze wszystkimi tego konsekwencjami i drugi – integralny, wskazujący na człowieka jako „homo religiosus” i jego transcendentne odniesienia, dopełniające ludzkie poszukiwanie prawdy. Te dwa humanizmy ukazane są przez przeciwstawienie sobie samotności i ojcostwa.

– Samotność jest doświadczeniem każdego człowieka. Ta fundamentalna samotność, o której mówi Wojtyła, jest dla niego skutkiem jakiegoś upadku. Polegał on na tym, że Adam nie potrafił udźwignąć ojcostwa i sprostać mu, dlatego zrzucił je jak brzemię, co jest centralnym tematem dramatu. To odrzucenie ojcostwa można rozumieć na dwa sposoby, po pierwsze jako opis każdego człowieka, mężczyzny i kobiety, po grzechu pierworodnym. Człowiek odrzucił promieniowanie ojcostwa Ojca Niebieskiego, dlatego jest fundamentalnie samotny – mówił dominikanin. – W drugiej, doczesnej perspektywie, odrzucenie ojcostwa to sytuacja każdego człowieka, który opiera się miłości i wybiera siebie, sprzeciwiając się w ten sposób podstawowemu prawu rozwojowemu swojej osoby. Takie odrzucenie ojcostwa i macierzyństwa to sprawa nie tyle naszego dziedzictwa, ile teraźniejszego wyboru każdego z nas. Wojtyła sugeruje, że te dwa wymiary odrzucenia ojcostwa i ludzkiej samotności są ze sobą związane, gdyż ojcostwo i macierzyństwo są najważniejszym sposobem wierności Ojcu Niebieskiemu i wierności wobec swojej natury. Dojrzałość mężczyzny realizuje się w ojcostwie, kobiety w macierzyństwie, fizycznym bądź duchowym – dodał teolog.

Znawca nauczania Karola Wojtyły zaznaczył, że wg. niego alienuje człowieka nie relacja z Bogiem, a odcięcie od Niego i religijna samotność. Nawiązując do myśli włoskiego filozofa Massimo Serettiego, wskazał również na problem współczesnego buntu przeciwko ojcostwu, dekonstrukcji tradycyjnego modelu rodziny oraz zniesienia różnicy płci: „W prometejskiej kulturze tylko człowiek nadaje sens takim rzeczywistościom jak ojcostwo i macierzyństwo, płeć, męskość, kobiecość, rodzina, małżeństwo. Natura okazuje się wyłącznie konstruktem kulturowym, mówi tylko o człowieku, nie odsyła do Boga. Zanim więc rozpoczęła się w laboratoriach technologiczna abolicja ojcostwa przez procedurę in vitro, banki nasienia, praktykę anonimowych dawców i inne skandaliczne praktyki, od długiego czasu dokonywała się już filozoficzna i teologiczna dekonstrukcja idei ojcostwa”.

Nawiązując do opisów biblijnych, nauczania Wojtyły czy Levinasa, o. Kupczak omówił wagę różnicy płciowej jako podstawowego miejsca doświadczenia inności oraz fundamentu poznania. Za Lewinasem wskazał też na podstawy relacji rodzic-dziecko: „Syn, córka, nie jest własnością. Faktu płodzenia nie pozwalają uchwycić ani pojęcie przyczyny, ani pojęcie własności”.

– Akt poczęcia nie jest aktem tworzenia, uczynienia człowieka. Mężczyzna i kobieta nie mają władzy nad procesem poczęcia. Mogą starać się o dziecko, ale nigdy nie osiągną pewności, że w akcie seksualnym to poczęcie nastąpiło. Ten brak kontroli i władzy nad poczynającym się człowiekiem jest bardzo ważny, bo w biologię rodzenia wpisana jest genealogia osoby. Ten brak kontroli i władzy nad poczęciem jest etycznym warunkiem i metafizycznym znakiem godności procesu poczęcia jak również samej poczętej osoby, czyli każdego z nas, bo ostatecznie każdy z nas narodził się w ten sposób – mówił dominikanin i dodał: „Pochodzenie od innego, które implikuje zależność i wdzięczność, sprawia, że człowiek nie może myśleć o sobie, jako absolucie. Sama struktura procesu poczęcia i wychowania pokazuje, że istotą ludzkiego życia jest zależność i pochodzenie od innego. Przyjęcie i zdanie sobie sprawy z promieniowania ojcostwa jest warunkiem ludzkiej dojrzałości, dorosłości”.

Miłość mężczyzny i kobiety jest zamierzonym przez Stwórcę obrazem odwiecznej miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego. „Sercem tej ludzkiej, płodnej miłości jest odpowiedzialność za drugą osobę, która czyni z kobiety matkę a z mężczyzny ojca. Istotą miłości erotycznej jest fakt, że dokonuje się pomiędzy osobami. Miłość jest wzięciem odpowiedzialności za drugie ‘ja’ i sprawia, że w społeczeństwie bez ojców na nowo pojawiają się ojcowie i matki” – powiedział dominikanin.

Hiszpańska pisarka, filozof i antropolog, członkini Królewskiej Akademii Lekarzy prof. Blanca Castilla de Cortazar z Nawary swoje wystąpienie poświęciła tematowi „Dar ludzkiego rodzicielstwa”. „Żyjemy w czasach kryzysu rodziny. Co się stało z naszym społeczeństwem, że ojcostwo stało się czymś mniej oczywistym, swego rodzaju czarną dziurą? Problemem w naszym społeczeństwie jest kryzys genealogii osoby i kryzys miłości” – mówiła.

Zaznaczyła, że bycie dzieckiem i rodzicem nie jest tylko kwestią biologiczną, ale musi mieć również wymiar duchowy. Omawiając przyczyny kryzysu rodziny, wskazała na konsekwencje rewolucji przemysłowej, zaangażowanie kobiet w pracę zawodową, a także przyczyny socjologiczne, takie jak dysocjacja między małżeństwem a rodzicielstwem, niezgodę u mężczyzny na własną tożsamość syna. Przyczyny kryzysu męskości natomiast hiszpańska antropolog widzi w upadku struktur patriarchalnych, rozprzestrzenianiu się homoseksualizmu i dysfunkcjach płci.

– Dorośli mężczyźni czują się często zdezorientowani z powodu upadku zasad patriarchatu, zaniku hierarchicznych ról, również zaniku podziału na sferę publiczną reprezentowaną przez mężczyzn i prywatną, zarezerwowaną dla kobiet. Włączenie kobiet do szkolnictwa wyższego i we wszystkie dziedziny pracy, gdzie kobiety często są bardziej kompetentne, sprawia, że mężczyźni czują się niepewni swojej tożsamości. Ustawienie w zbiorowej świadomości tego, że ludzie są równi sprawia, że mężczyźni kwestionują swoją tożsamość, nie wiedzą, co znaczy bycie mężczyzną, czy ma to podłoże biologiczne, czy istnieją uniwersalne i trwałe wzorce kulturowe, czy to prawda, że wszystko jest kwestią wychowania. Czy mężczyzna może być wrażliwy, dbający o siebie, wyrażający emocje, rezygnujący z przemocy, czy może wtedy zostanie uznany za zniewieściałego? Mężczyźni w wieku 60-70 lat zostali wychowani do tego, by byli wierni w małżeństwie i utrzymywali swoje dzieci. Ci, którzy mają 30-40 lat muszą sprostać różnym wymogom: być dobrym mężem, kochankiem, powiernikiem, wrażliwym, współodpowiedzialnym za obowiązki domowe, dobrze wychowującym dzieci. Ludzie nie wiedzą, jakie cechy społecznie promować, żeby ułatwić określanie tożsamości – mówiła prof. Castilla de Cortazar.

Odniosła się do kryzysu antropologicznego: „Mówi się dziś nawet o aborcji - niezgodnej przecież z prawem do życia - jako prawie. 50 lat po rewolucji seksualnej doświadczamy głębokiego kryzysu antropologicznego, gdzie każda osoba jest wewnętrznie pęknięta i nieświadoma związku między swoim ciałem, tożsamością, miłością, prokreacją, za to promuje się rodzaj nijaki, neutralność. Największą wartością zdaje się być niezależność”. – Nikt nie ma praw do żadnego człowieka. Nawet rodzice nie mają praw do dziecka, ponieważ ono też jest osobą. W kontekście in vitro podaje się jako argument prawo do dzieci, tymczasem jest to nieprawda. Nie ma prawa do posiadania dzieci – zaznaczyła prelegentka.

Mówczyni zauważyła, że dziś neguje się różnice między płciami. Tymczasem Jan Paweł II wskazywał, że „różnica pomiędzy mężczyzną a kobietą leży nie tylko w działaniu, ale również w sferze bytu. Jesteśmy bytami komplementarnymi nie tylko biologicznie i psychologicznie, ale także ontologicznie. Płeć biologiczna jest tym, co jest nam dane, a płeć społeczna, kulturowa się rozwija w społeczeństwie”. Płci się nie zmieni nawet operacją, która nie pozmienia chromosomów, ani tym bardziej nie naruszy stanu ontologicznego.

– W naszych czasach, kiedy mówi się o tym, że aborcja jest prawem, miłość matczyna pozostaje ostatnią ostoją miłości, ponieważ ojcostwo już zostało zniszczone. Dziś atakuje się również macierzyństwo. Aby je chronić, mężczyzna musi odnaleźć w sobie ojcostwo – powiedziała hiszpańska pisarka wskazując za Janem Pawłem II, by wzorców w budowaniu rodziny, szukaniu tożsamości ojca i matki szukać w świętej rodzinie z Nazaretu.

Ostatni podczas pierwszej sesji wystąpił Marek Grabowski, filozof i socjolog, prezes Fundacji Mamy i Taty. Zaprezentował on projekty i badania prowadzone przez Fundację. Omawiając przyczyny współczesnego kryzysu rodziny, wskazał na „problem z tradycyjną moralnością, związaną z chrześcijaństwem. Mamy coraz mniej zaangażowanych, świadomych chrześcijan. Z drugiej strony mamy dawno już rozpoczęte procesy, np. w czasie industrializacji, spowodowane poborami czy szkolnictwem, związane z migracjami. To wszystko nie wpływa pozytywnie na gotowość ludzi do zawiązywania związków i sprzyja rozpadaniu tych zawartych. Małżeństwo trwa dziś średnio 12-14 lat”. Omawiając badania wskazał, że młodzi mężczyźni w Polsce w dużej mierze definiują się poprzez pracę. Jest ona dla nich źródłem satysfakcji i dochodu. Chcą rywalizować, być zauważonymi. Obawiają się czasów, w których żyją, boją się porażki rodzinnej, dlatego nie chcą się żenić. Obawiają się, że są zdolni do zdrady partnerki, nie mają do siebie zaufania, brakuje im charakteru czy kręgosłupa moralnego. Są także uzależnieni od świata wirtualnego. Najnowsza kampania Fundacji poświęcona będzie problemowi rozwodów.

Druga część konferencji przebiegała pod hasłem „Ojcowizna – Ojczyzna – Tradycja – dziedzictwo narodowe”. Wykłady wygłosili: prof. Wojciech Roszkowski, ekonomista i autor prac historycznych, wykładowca SGH, dr Massimiliano Signifredi, historyk, wykładowca Uniwersytetu Roma Tre oraz ks. prof. Jacek Grzybowski, filozof, prof. UKSW. Spotkanie prowadził dr hab. Paweł Skibiński, historyk, wykładowca UW.

Prof. Roszkowski podkreślił, że Jan Paweł II odnosił się do spraw swojej Ojczyzny, szczególnie podczas swoich pielgrzymek do Polski. Przypomniał następnie te kolejne wizyty oraz papieskie nauczanie na temat Ojczyzny i patriotyzmu z kluczowym stwierdzeniem z 1979 r.: Polski nie można zrozumieć bez Chrystusa. Mówił o pielgrzymce z 1991 r. gdy Jan Paweł II przypominał rodakom Dekalog i pierwszy raz podniósł głos przestrzegając przed fikcją wolności rozumianej w sposób liberalny – która w istocie zniewala. Wspomniał też o testamencie Papieża – Polaka, który żegnając się z Ojczyzną w 2002 r. mówił, że wszystkie jej trudne sprawy powierza Bożej Opatrzności.

Dr Signifredi zwrócił uwagę, że w przeciwieństwie do swych poprzedników, którzy jako biskupi Rzymu raczej odcinali się od swych korzeni, Jan Paweł II podkreślał swoje pochodzenie. Do tego stopnia, że po raz pierwszy w historii Kościoła, wbrew protokołowi, swój list apostolski „Rutilans Agmen” z 1979 r. podpisał ”Jan Paweł II, Polak”. Podkreślił, że Jan Paweł II w dziejach swojego narodu szczególnie upodobał sobie epokę jagiellońską – wielonarodową Rzeczpospolitą, w której mogły pokojowo współistnieć różne nacje a władcy nie byli „królami sumień” obywateli, choć wkoło w Europie szalały wojny religijne. – W koncepcji Wojtyły nie istnieje naród bez narodów sąsiednich, każdy naród ma swoją misje, swoje szczególne powołanie – powiedział dr Signifredi. Podkreślił też, że patriotyzm Jana Pawła II zdecydowanie odrzucał nacjonalizm jako degenerację idei narodu, prowadzącą do totalitaryzmu.

Ks. prof. Jacek Grzybowski w swoim wystąpieniu zastanawiał się, czy rozumienie Ojczyzny i narodu przez Jana Pawła II - jako społeczności naturalnej i formy życia wspólnotowego która wyrasta z egzystencjalno – relacyjnej sytuacji osoby czy rodziny – może być aktualne dziś, w mobilnym cyfrowym, wielokulturowym, migracyjnym i społecznie różnorodnym XXI wieku.

Dr Paweł Rojek, filozof, wykładowca UJ, w komentarzu do jednego z wystąpień zwrócił uwagę, że papieskie przesłanie nie ma jedynie wymiaru historycznego: papież wnosi trwały wkład do świata idei, czego przykładem jest jego homilia w 1979 r. na Placu Zwycięstwa w Warszawie. Zaznaczył, że wezwanie do Ducha św. jest formą epiklezy, czyli modlitwy liturgicznej nad darami ofiarnymi. Przypomniał, że przed tym wezwaniem Ojciec Święty wspominał dzieje Ojczyzny i „wszystko, co Polskę stanowi”, ukazując przez to, że ludzka historia jest darem, elementem liturgii dziejów.

Marek Jurek, poseł do Parlamentu Europejskiego, podkreślił w rozmowie z KAI, że nie ma państwa i wspólnoty obywatelskiej bez wspólnoty społecznej, zgromadzonej wokół określonych wartości, określonych tradycji i nadziei. – Zarówno Ojczyzna jak i patriotyzm rozwija się i ma swoja historię ale sama idea się nie zmienia, to stały paradygmat, w którym zawsze chodziło o przywiązanie, odpowiedzialność i poświęcenie – powiedział. Zwrócił uwagę, że wspólnota jaką jest Ojczyzna opiera się na naturalnej więzi a nie na projekcie politycznym . – Jan Paweł II był wielkim orędownikiem prawdy o znaczeniu narodu w życiu człowieka. Mówił, że jest to kluczowa wspólnota, najważniejsza ze wspólnot naturalnych, obok rodziny – podkreślił.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

90 lat temu urodził się ks. Kotlarz - niezłomny kapłan i męczennik czasów komunizmu

2018-10-17 19:35

rm / Radom (KAI)

90 lat temu urodził ks. Roman Kotlarz - niezłomny kapłan i męczennik czasów komunizmu. Starania o rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego kapłana popierają polscy biskupi, którzy stosowną decyzję podjęli na czerwcowym posiedzeniu Konferencji Episkopatu Polski. O ks. Kotlarzu powstaje także film pt. "Klecha".

Jarosław Kruk / wikipedia.pl
Tablica pamiątkowa poświęcona ks. R. Kotlarzowi umieszczona w centrum Koniemłot

Ks. Roman Kotlarz jest jednym z bohaterów protestu robotniczego w czerwcu 1976 roku. Do dziś pozostaje w pamięci wielu osób symbolem walki robotników o wolność i godność ludzkiego życia. Od wielu lat wierni modlą się o jego rychłą beatyfikację.

Ks. Roman Kotlarz (1928-1976) 25 czerwca 1976 r. znalazł się - jak sam pisał - "świadomie i dobrowolnie" w ogromnej rzeszy strajkujących z Zakładów Metalowych Waltera w Radomiu. Następnie ze schodów kościoła Świętej Trójcy błogosławił protestujących robotników w czasie manifestacji.

Po wydarzeniach Czerwca '76 ks. Kotlarz modlił się w parafii w Pelagowie wraz z wiernymi w intencji pobitych, aresztowanych i usuwanych z pracy robotników. W kazaniach domagał się szacunku dla człowieka i jego pracy, piętnował kłamstwo i brak sprawiedliwości w PRL. Wzywany na przesłuchania, przechodził "ścieżki zdrowia", kilkakrotnie w okrutny sposób został pobity do nieprzytomności przez "nieznanych sprawców".

15 sierpnia 1976 r. ks. Kotlarz odprawiał w parafii w Pelagowie Mszę św. za zamordowanych i pobitych robotników. W jej trakcie zasłabł. Po trzydniowym pobycie w szpitalu zmarł 18 sierpnia. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu była niewydolność mięśnia sercowego. Mimo wielu świadectw o znęcaniu się nad księdzem, lekarze nie stwierdzili obrażeń mogących powstać po pobiciu.

W 1981 r. po licznych protestach wiernych, władze wszczęły śledztwo w sprawie śmierci kapłana, które po kilku miesiącach dochodzenia zakończyło się umorzeniem. W 1990 r. prokuratura wojewódzka w Radomiu wznowiła śledztwo, ale i ono zostało umorzone, chociaż prokuratorzy przesłuchali prawie wszystkich funkcjonariuszy SB zajmujących się w Radomiu zwalczaniem Kościoła katolickiego.

Ks. Roman Kotlarz został pośmiertnie odznaczony przez Prezydenta RP jednym z najwyższych polskich odznaczeń, Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce.

Obecnie powstaje film o ks. Kotlarzu pt. "Klecha". Obraz dotyczy wydarzeń z protestu radomskich robotników w czerwcu 1976 r. W filmie występuje plejada znakomitych aktorów, m.in. Piotr Fronczewski, Mirosław Baka jako ks. Kotlarz, Artur Żmijewski, Danuta Stenka, Wojciech Pszoniak i Jan Peszek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem