Reklama

65 lat wiernej służby Bogu i Kościołowi

2017-12-06 13:42

Ks. Robert Gołębiowski
Edycja szczecińsko-kamieńska 50/2017, str. 2

Ks. Robert Gołębiowski
Ks. prał. Aleksander Jaszczur

Powołanie kapłańskie jest, jak nas uczył św. Jan Paweł II: „darem i zadaniem”. Darem, gdyż Bóg obdarowuje serce młodego człowieka skarbem służby wobec Boga i drugiego człowieka. Jest też zadaniem do wypełnienia przez wszystkie lata posługi duszpasterskiej. Jest czymś niezwykłym, gdy przychodzi nam oddać hołd Bogu za 65 lat wytrwałej pracy kapłańskiej ks. prał. Aleksandra Jaszczura.

Uroczystości jubileuszowe odbyły się 5 października br. w kolegiacie św. Jana Chrzciciela w Myśliborzu w obecności kapłanów, sióstr zakonnych, brata, grona wiernych z Myśliborza i Kierzkowa, ostatniej parafii proboszczowskiej.

Reklama

Ks. prał. Aleksander Jaszczur urodził się 19 lutego 1930 r. Przybył na Ziemie Zachodnie z miejscowości Liw, niedaleko Węgrowa, na ziemi mazowieckiej, z diecezji siedleckiej. Swoją kapłańską wędrówkę rozpoczął tuż po wojnie, kończąc najpierw Niższe Seminarium Duchowne, a później studiując w Wyższym Seminarium Duchownym w Gorzowie Wlkp. Święcenia kapłańskie przyjął 5 października 1952 r. Był wikariuszem w katedrze gorzowskiej (1952-55), potem prefektem w Niższym Seminarium Duchownym we Wschowie (1955-57). Następnie powołany został na proboszcza w Białogórzynie k. Koszalina (1957-62). Później przybył do Cedyni, gdzie duszpasterzował przez 12 lat. Od 1974 do 1985 r. był proboszczem parafii w Łobzie i dziekanem tego dekanatu. Ostatnią parafią, w której pełnił funkcję proboszczowską, był Kierzków, dokąd przybył 1 października 1985 r.

Odwiedziłem Księdza Prałata w przytulnym mieszkaniu w Domu Rekolekcyjnym Sióstr Jezusa Miłosiernego w Myśliborzu, gdzie od pójścia w stan senioratu, czyli od 1 września 2009 r., pełni z niezwykłą ofiarnością funkcje kapelana oraz spowiednika w obydwu myśliborskich parafiach. Ksiądz Prałat urzeka skromnością, pokorą, dużym poczuciem humoru, a nade wszystko duchem wielkiej modlitwy i pracowitości w służbie Bożej. Mimo 87 lat życia zadziwia dobrym zdrowiem i ogromną witalnością. Z nieukrywaną radością wysłuchałem bogatej w fakty i daty historii posługi kapłańskiej.

Ks. Robert Gołębiowski: – Księże Prałacie, zacznijmy nasze wspominanie od domu rodzinnego, gdzie kształtują się zręby powołania.

Ks. Prał. Aleksander Jaszczur: – Pochodzę z historycznej miejscowości Liw, w której w swoim czasie posługiwał ks. Jan Paweł Woronicz, późniejszy prymas Polski. Wiele zawdzięczam swoim rodzicom, ich wierze i trosce o dobre wychowanie. Moje pragnienie bycia kapłanem zrodziło się tuż po I Komunii św., w wieku 8 lat, gdy zostałem ministrantem. Były to dziecięce pragnienia, ale czułem się dobrze przy ołtarzu i już wówczas myślałem o tym, by stać się kapłanem, aby odprawiać Mszę św., głosić kazania, prowadzić katechezę i mówić ludziom o Bogu. Z naszej parafii pochodziło w tamtym czasie dwóch kleryków, którzy, jak przyjeżdżali na wakacje z seminarium w Siedlcach, stanowili dla mnie wzór i często myślałem o tym, że chciałbym pójść ich śladami. Ważną osobą w kształtowaniu mojej wizji kapłaństwa był jezuita o. Franciszek Kulesza, nasz wikariusz, który w czasie II wojny światowej zebrał nas, uczniów, którzy skończyli najpierw 6 klas szkoły podstawowej, i prowadził z nami tajne gimnazjum na poziomie I i II klasy. On sam na plebanii wykładał nam wszystkie przedmioty. Pamiętam, że dał mi solidne podstawy języka łacińskiego, a jednocześnie poprzez rozmowy i wspólną modlitwę rozbudzał we mnie łaskę powołania.

– Pochodzi Ksiądz Prałat z ziemi mazowieckiej. Jak to się stało, że trafił w konsekwencji na Ziemie Zachodnie?

– Zgłosiłem się, oczywiście, do Wyższego Seminarium Duchownego w Siedlcach, ale ze względu na brak świadectwa ukończenia gimnazjum, gdyż nie uznawano nauczania tajnego, zdałem egzamin w tzw. Gimnazjum Biskupim. Niestety, było bardzo dużo kandydatów do seminarium i nie dostałem się. W naszej wiosce było sporo osób wysiedlonych z Poznańskiego, w tym także ks. Kazimierz Adamczak, który powróciwszy po wojnie do Grodziska Wlkp., zaprosił mnie i kolegę w tamte strony. Na miejscu dowiedzieliśmy się o tym, że najbliższe seminarium jest w Poznaniu. Pojechaliśmy tam i od jednego z księży dowiedzieliśmy się, że nie ma seminarium diecezjalnego, ale funkcjonuje już seminarium Księży Chrystusowców. Udaliśmy się tam, jednak czuliśmy w sobie powołanie do życia w diecezji, dlatego ostatecznie dotarliśmy do Gorzowa Wlkp. i tam 2 września 1946 r. wstąpiłem najpierw do Niższego Seminarium Duchownego. Było nas w sumie 12 osób i to bardzo zróżnicowanych w wieku 16 lat tak jak ja, ale np. późniejszy ks. Jan Lis, zasłużony dla diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, miał wtedy już 25 lat, a np. ks. prał. Andrzej Majewicz służył wcześniej w wojsku rosyjskim. Ówczesny administrator ks. inf. Edmund Nowicki postanowił, że przejdziemy trybem tzw. galopek, czyli przyspieszonej nauki w postaci ukończenia w rok dwóch klas. Do Wyższego Seminarium Duchownego w Gorzowie Wlkp. wstąpiliśmy po maturze wszyscy, z tym jednak, że nie wszyscy je skończyli. Nasz rocznik dotarł do święceń w liczbie trzydziestu, z tym, że 29 otrzymało prezbiterat w maju, a ja ze względu na brak wymaganego wieku otrzymałem święcenia 5 października 1952 r. w kościele u Ojców Kapucynów pw. Świętego Krzyża w Gorzowie Wlkp. z rąk ówczesnego sufragana gnieźnieńskiego bp. Antoniego Baraniaka. Cieszyłem się, że także dwóch kolegów z Siedleckiego – ks. Tadeusz Caruk i ks. Zbigniew Skibniewski – dotrwało do święceń. Z czasów seminaryjnych mile wspominam nasze trzytygodniowe praktyki w parafiach, gdy prowadziliśmy intensywne przygotowanie dzieci do pierwszej spowiedzi, a także Komunii św., pomagaliśmy w kancelarii i budowaliśmy się postawą księży, którzy wtedy obsługiwali teren obecnych 4 czy 5 parafii.

– Czy pamięta Ksiądz Prałat swoje motto kapłańskie wypisane na obrazku prymicyjnym?

– Tak, oczywiście, gdyż nawet kilka obrazków przechowałem do tej pory. Były to słowa: „Pragnienie mojego serca spełniłeś Panie!”. Teraz po przeżyciu tylu lat w kapłaństwie myślę, że nie zmieniłbym tej dewizy życia, a wszystko, co się dokonało, potwierdza tylko moje pragnienie bycia Chrystusowym kapłanem.

– Jak wyglądało duszpasterstwo na naszych ziemiach w pierwszych latach pracy kapłańskiej Księdza Prałata?

– Najbardziej charakterystyczny był głód kapłanów. Ludzie przyjeżdżający na te ziemie pytali przede wszystkim o to, czy w tej miejscowości jest kościół, czy jest ksiądz, szkoła i jakiś środek lokomocji. Ksiądz był autorytetem, gdyż nawet radzieccy oficerowie polityczni przyjeżdżali do kurii i mówili ks. E. Nowickiemu, aby do danej parafii kierował księdza rzymskokatolickiego. Władzy zależało na ludziach pracujących w dużych gospodarstwach, a z miejscowosci, gdzie nie było księdza, ludność uciekała. Wielką potrzebą było również odbudowywanie zniszczonych kościołów i ich doposażenie po czasach reformacji. Kiedy przybyłem na pierwszą parafię jako proboszcz do Białogórzyna k. Białogardu, nie mogłem przez rok mieszkać w dawnej pastorówce, gdyż była bardzo zniszczona. Były to ciężkie czasy, gdyż władza walczyła z Kościołem i musiałem nawet wygrać proces o prawo użytkowania plebanii. W Cedyni np. przez jakiś czas kapłani mieszkali na parterze plebanii, a u góry egzystowały dwie rodziny zakwaterowane przez miasto. Razem z wikariuszem mieszkaliśmy w warunkach niemal polowych. Do obsługi było także 7 kościołów i kilkanaście szkół 4– i 6-klasowych. Przez jedenaście lat np. czekaliśmy na pozwolenie odbudowania kościoła w Osinowie Dln. Gdy pracowałem w Łobzie, odczułem już trochę lepsze warunki mieszkalne, ale teren był także bardzo duży do obsługi duszpasterskiej, jednak miałem do dyspozycji dwóch wikariuszy. Niezwykle życzliwie wspominam również ostatnią parafię w Kierzkowie, gdzie spotkałem się z wielką życzliwością ludzi, z niezwykle godną postawą modlitewną i budującymi tradycjami oraz klimatem rodzin, co przyniosło owoc chociażby w powołaniu kapłańskim ks. Krzysztofa Przybyło. Ogromnym wyróżnieniem, ale i zadaniem stała się posługa wobec Sióstr Jezusa Miłosiernego. Po roku pobytu w Kierzkowie zadzwoniła s. Izabela Różycka z prośbą, aby stać się spowiednikiem sióstr. Tak się złożyło, że rzeczywiście przez następne 17 lat szafowałem w klasztorze sakrament pokuty i pojednania. Z tego także zrodziła się myśl poparta przez Księdza Arcybiskupa, aby po przejściu na emeryturę zamieszkać właśnie w myśliborskiej wspólnocie sióstr. Jest to dla mnie bardzo cenne, kolejne doświadczenie kapłańskie, gdy otoczony ogromną radością serc sióstr mogę odwdzięczać się im sprawowaniem Eucharystii, przewodnictwem duchowym, wsparciem podczas prowadzonych licznych rekolekcji, a w dwóch parafiach w Myśliborzu stałym dyżurem w konfesjonale.

– Jak po 65 latach posługi może Ksiądz Prałat ogarnąć wspomnieniową myślą wartość Chrystusowego kapłaństwa szczególnie widoczną na naszej ziemi nad Odrą i Bałtykiem?

– Patrząc z perspektywy czasu, muszę powiedzieć, że księża odegrali tutaj niezwykle ważną rolę nie tylko religijną, ale również społeczną. Wielu z nich przyjechało ze swoimi parafianami ze Wschodu, przywożąc wiarę, ale również głębokie umiłowanie tradycji i zwyczajów ludowych. Dostrzegalne było to po wielu latach, że kościół i szkoła stały się miejscem integrowania ludności i jednoczenia wokół prawd patriotycznych. Z drugiej strony należy oddać hołd heroizmowi kapłanów, którzy właściwie do 1972 r. nie mieli zagwarantowanej własności kościołów i budynków, często byli sprawdzani, inwigilowani, wytaczano procesy, czy nakładano na nich nieuczciwe kary za byle co. Jednak swoją nieugiętą postawą budowali wiernych i byli dla nich przykładem mężności.

– A jakie kapłańskie przesłanie po przeżyciu 65 lat kapłaństwa przekazałby Ksiądz Prałat współczesnej młodzieży?

– Powołanie jest zawsze służbą Bogu i ludziom. Jest to nie tylko dar dla pojedynczej osoby, ale i dla całego Kościoła. Każda służba jest związana z trudem i cierpieniem, ale ważne jest to, by gdy spotykają nas trudności, nie uciekać, tylko je przezwyciężać. Jeśli z Bożą pomocą odniosę zwycięstwo i pozostanę wierny swojemu powołaniu, to mam także jako człowiek satysfakcję, że nie uległem trudnościom. Życzę więc współczesnej młodzieży tego ochoczego ducha chęci poświęcenia całego życia, aby być prawdziwym świadkiem Chrystusa w obecnych czasach.

– Z okazji pięknego jubileuszu życzymy ks. prał. Aleksandrowi Jaszczurowi mocy Ducha Świętego do dalszej posługi kapłańskiej, opieki Niepokalanego Serca Maryi i jak najlepszego zdrowia!

Tagi:
wywiad

Znane blogerki modowe o tym, jak ważny jest ślub kościelny

2018-07-19 19:55

stacja7.pl

Znane blogerki modowe Biliźniaczki Laskowskie w rozmowie z portalem Stacja7.pl w prosty sposób wytłumaczyły, dlaczego ważny jest ślub kościelny. - Nigdy nie brałam pod uwagę takiej opcji, aby być z moim mężczyzną bez ślubu kościelnego – mówi Ania, która miesiąc temu zawarła związek małżeński, o czym informowała także na swoim blogu

Magdalena Pijewska

Bliźniaczki Laskowskie (ponad 37,5 tys. fanów na Instagramie) zajmują się promowaniem dobrych marek modowych, ale od dłuższego czasu zajmują się też promocją wartości chrześcijańskich w najlepszym tego słowa znaczeniu. W rozmowie ze Stacja7.pl dają najlepsze świadectwo wiary i wprost zaznaczają, że życie we dwoje musi mieć oparcie w sakramencie.

Ania podkreśliła znaczenie przysięgi małżeńskiej: - Przyrzekając przed ołtarzem miłość, wierność i uczciwość małżeńską nastawiamy się na to, iż w każdym momencie musimy razem stawiać czoła wyzwaniom, jakie na nas czekają w życiu. To przekonanie jest najpiękniejsze.

Druga z bliźniaczek, Ewa, która ma roczny staż małżeński, mówi, że moment wypowiadania słów przysięgi był jednym z najważniejszych w jej życiu: - Traktuje to bardzo poważnie, zdaje sobie sprawę z odpowiedzialności.

Blogerki w wywiadzie podkreślają także, jak ważny dla nich był udział w naukach przedmałżeńskich.

Ewa: – Dla wielu osób jest to kontrowersyjny temat. Często słyszy się głosy ze strony młodych ludzi, że nauki przedmałżeńskie nie są potrzebne. A to jest naprawdę bardzo, bardzo ważne, aby wynieść z nich jak najwięcej.

Bliźniaczki Laskowskie zachęcają też młodych ludzi, by dzień przed samym ślubem odłożyli już sprawy organizacyjne i zajęli się przygotowaniem duchowym do tego najważniejszego dnia w życiu.

Ania: – Warto skupić się na tym, że zaczynamy nowy etap w swoim życiu, który będziemy budować z naszą ukochaną osobą i zacząć od zaproszenia Boga do naszej relacji. Myślę, że to jest najważniejsze. Jeśli będziecie o tym myśleć, to wszystko inne powiedzie się pięknie. I nawet małe wpadki tego nie zmienią. W końcu zaczynamy coś pięknego.


Cała rozmowa jest do przeczytania na portalu Stacja7.pl

Portal zaprasza także do lektury wydania o sakramencie małżeństwa i sposobach na dobre przygotowanie do ślubu. A w nim między innymi 5 praktycznych rad ojca Leona Knabita, popularnego benedyktyna, i jedna najważniejsza.

WIĘCEJ
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Hymn o miłości


Niedziela Ogólnopolska 51/2006, str. 18-19

© Igor Mojzes/Fotolia.com

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i miał tak wielką wiarę, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał,
nic mi nie pomoże.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa,
które się skończą, choć zniknie dar języków i choć wiedzy [już] nie stanie.
Po części bowiem tylko poznajemy i po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [ujrzymy] twarzą w twarz.
Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: największa z nich [jednak] jest miłość.

Z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian (1 Kor 13, 1-13)

Przeczytaj także: Hymn o miłości
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

W Afryce jedność wydaje się niemożliwa

2018-07-21 16:53

vaticannews / Addis Abeba (KAI)

W Etiopii obradują biskupi wschodniej Afryki. Jednym z kluczowym problemów tego kontynentu jest budowanie harmonijnego współistnienia pomimo wielkich różnic kulturowych i etnicznych.

ArTo/pl.fotolia.com

Afryka jest kontynentem tak bardzo zróżnicowanym, że harmonijne współżycie wydaje się tam niemal niemożliwe. Tym ważniejsze jest w takich okolicznościach świadectwo Kościoła, który pokazuje, że można się wznieść ponad różnice etniczne i kulturowe – uważa bp Bernardin Mfumbusa z Tanzanii. Uczestniczy on w spotkaniu Stowarzyszenia Członków Konferencji Biskupów Wschodniej Afryki (AMECEA), które trwa w stolicy Etiopii.

W obradach bierze udział 200 biskupów z 11 krajów. Zakres poruszanych tematów jest bardzo szeroki. Wielu hierarchów zwraca uwagę na problem uchodźców. Wiąże się on przede wszystkim z trwającą od 5 lat wojną domową w Sudanie Południowym.

Głównym tematem obrad jest poszukiwanie zgody i jedności tego kontynentu pomimo obecnych tam wielkich różnic. Jak zauważa bp Mfumbusa, budowanie jedności jest tym trudniejsze, że wszyscy, którym zależy na wyzysku Czarnego Lądu odwołują się do tego, co dzieli Afrykańczyków. Jego zdaniem szczególne znaczenie tego zgromadzenia plenarnego polega właśnie na tym, że podjęło się ono tematu jedności i różnorodności. "Dziś mamy na naszym kontynencie wiele problemów z różnorodnością. Trwają konflikty, które odwołują się do różnic etnicznych. Na tej konferencji szukamy tego, co nas łączy, choć pochodzimy z dziewięciu różnych krajów, w których żyje ponad 200 grup etnicznych. Największym problemem są chyba różnice języków i kultur. Widzimy to na przykład tutaj w Etiopii, której język i kultura tak bardzo różni się od innych krajów. Musimy uznać, że te różnice istnieją i sprawiają, że harmonijna jedność jest po prostu niemożliwa. Jednakże spotkania takie jak nasze to próba zmierzenia się z tym problemem. Pamiętajmy, że polityków interesuje niestety przede wszystkim władza i pieniądze. I w tym celu dzielą ludzi. My natomiast poprzez nasze obrady wysyłamy inne przesłanie, pokazujemy, że jedność jest możliwa. Trzeba tylko chcieć. Dlatego ważne jest, by takich inicjatyw było więcej, byśmy pokazywali, że potrafią ze sobą współpracować katolicy, ale nie tylko, również chrześcijanie różnych wyznań, a także chrześcijanie i muzułmanie. A wtedy dotrze to również do naszych polityków" - powiedział Radiu Watykańskiemu bp Mfumbusa.

Podczas obrad przedstawicieli afrykańskich Kościołów bp Mfumbusa prowadził dyskusję panelową na temat nowych mediów. Zwrócił w niej uwagę na to, że ludzie nie dojrzeli do korzystania z nowych technologii. Wypowiadają się na Facebooku czy Twitterze zanim się zastanowią nad konsekwencjami, tego co piszą. W ten sposób bardzo łatwo wznieca się konflikty i powoduje dodatkowe podziały – przyznał tanzański biskup.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem